Veg - Wegetarianizm / Weganizm
Forum dla Weg(etari)an

Wegetarianin wśród mięsiarzy - Rodzina wegetarianina

olo - 2004-06-19, 15:44
Temat postu: Rodzina wegetarianina
Mnie zawsze mama strofuje że się krzywdzę itp, itd, ale póki co wyszedłem z różnych chorób. Z rodziną jest najciężej, bo potrafią wałkować temat latami. Takie życie.
xSHAKAZUx - 2004-06-26, 16:45

moja rodzina je mięso... ciężko przekonać. Ale kupują mało mięsa, bo nie jem jak kupią.

[ Dodano: 2004-06-26, 17:52 ]
czemu avatar się nie wyświetla?

Owsianka - 2004-06-26, 17:35

Zabić rodzinkę i po kłopocie :wink:
xszux - 2004-06-26, 17:48

ja bym swojej nie zabijal. :wink: mimo ze gadaja ciagle o tym ze jest zle nie jesc miesa to juz zdazylem sie przyzwyczaic. natomiast nie moglbym sie przyzwyczaic do braku kotletow z kasza i kapusta, placka z sojii wielu pysznych rzeczy robionych przez moja mame. :lol:
Owsianka - 2004-06-26, 17:52

Ooo taaak, taka mama to prawdziwy skarb 8)
Może faktycznie lepiej Ją oszczędź. :wink:

saso - 2004-06-26, 18:28

Cytat:
Zabić rodzinkę i po kłopocie

cóż..... czasami by się chciało, ale to chyba by kolidowało z ideą wegetarianizmu, w końcu to też żywe istoty :lol: :lol:

Owsianka - 2004-06-26, 18:43

saso napisał/a:
cóż..... czasami by się chciało, ale to chyba by kolidowało z ideą wegetarianizmu, w końcu to też żywe istoty :lol: :lol:

Wyznam szczerze, że ja to nawet mrówki nie ukrzywdzę. Mam szacunek do wszystkich żywych istot na naszym ziemskim padole :lol:

Tak tylko chciałam Was sprawdzić czy naprawdę jesteście wege... ;)
...bo ze mnie to raczej nieufne stworzenie... :mrgreen:

scrible - 2004-06-26, 19:46

ze mną nie wałkują tego tematu bo zabrakło już im dawno argumentów :wink: jak coś będą chcieli od Was Wasi a są w miare wierzący zadziałać od tej właśnie strony polecam

a co do mamy na początku stwierdziła że nie będzie gotować specjalnie dla mnie a teraz gotuje głównie dla mnie czyli większość potraw jest wegetariańska, ale jeśli już mama ma zamiar zrobić jakieś mięsko to wtedy robi drugi obiad

nie ma jak dobra mama :mrgreen:

Ditta - 2004-06-27, 13:55

ehh moi niestety takze jedza meso :( i zadnym argumentem nie moge do nich trafic, zeby przestali, coz ich wybor. mi juz na szczescie nic nie mowia, chociaz swego czasu bylo wiele awanturek z tego powodu. "Ja nie bede gotowała na dwa garnki, jak ci si enie podoba to co my jemy to nie jedz wogole" ulubiony tekst mojej mamy, choc staram sie sama sobie gotowac... :)
xkaśkax - 2004-06-27, 14:12

scrible napisał/a:
ze mną nie wałkują tego tematu bo zabrakło już im dawno argumentów :wink: jak coś będą chcieli od Was Wasi a są w miare wierzący zadziałać od tej właśnie strony polecam



U moih to nie zadzialalo;hyba jednak nie sa wiezacy ; )

http://metal.eu.org/fun/swiatlo_zycie/oaza.htm (dzial: zagrozenie okultyzmu) dzizys...wege tesz jest be? ; )

jedyny + jaki moja matka widzi w tym moim weganizmie to to ze nie horuje i ze pohlaniam duze ilosci owocuw :) A reszta famili jakos nie potrafi zrozumiec ze ktos miesa nie je...no tak, jestem nienormalna i trawe zaczne niedlugo sprzed bloku jesc..albo moze jablka zaczna mi na rekah rosnac....
Mieszkanie z miesozercami jest straszne...dobze ze studiuje z dala od rodziny :)

apatia - 2004-06-27, 14:34

A ja na szczęscie nie mam problemów z rodzinką:)
Rodzeństwo też jest wege,mama nam gotuje pyszne jedzonko(czasem siostra coś upichci),ja niestety nie mam talentu kulinarnego (właściwie to żadnego nie mam:| ),więc ograniczam się do konsumpcji i czasem zagotowania wody na herbatę;-)

natka pietruchy - 2004-06-27, 15:22

o! widze apatio, ze jestemy w podobnej sytuacji :D
Moje siostry tez sa wege i mama zawsze przygotowuje nam pysznosci :)
Z ta tylko malutka roznica, ze ja uwielbiam gotowac, a szczegolnie piec ... ;)

apatia - 2004-06-27, 17:03

natka pietruchy napisał/a:
o! widze apatio, ze jestemy w podobnej sytuacji :D
Moje siostry tez sa wege i mama zawsze przygotowuje nam pysznosci :)
Z ta tylko malutka roznica, ze ja uwielbiam gotowac, a szczegolnie piec ... ;)

wiem NAtko,wiem :)

pozdrówki dla Ciebie ,MIlenki i MAi :) w ogóle dla całej rodzinki :)

Owsianka - 2004-06-27, 17:18

apatia napisał/a:
pozdrówki dla Ciebie ,Milenki i MAi :) w ogóle dla całej rodzinki :)


Dzięki Pisanko !!! :kiss1:

natka pietruchy - 2004-06-27, 17:22

apatia napisał/a:
natka pietruchy napisał/a:
o! widze apatio, ze jestemy w podobnej sytuacji :D
Moje siostry tez sa wege i mama zawsze przygotowuje nam pysznosci :)
Z ta tylko malutka roznica, ze ja uwielbiam gotowac, a szczegolnie piec ... ;)

wiem NAtko,wiem :)

pozdrówki dla Ciebie ,MIlenki i MAi :) w ogóle dla całej rodzinki :)


a dziekuje bardzo, przekaze pozdrowienia :D
ja rowniez pozdrawiam twoja rodzinke, :bye: choc widze, ze ty wiesz duzo wiecej o mnie, niz ja o tobie. musimy nadrobic zaleglosci ;)

parasolnik - 2004-06-28, 18:13
Temat postu: rodzina
Hm ja juz wczesniej w innym poscie napisalam mieso w lodowce mi nie przeszkadza;) Zreszta zadko je tam widuje, bo w domu jestem tylko w weekendy,a moja wspollokatorka tez jest wege [z ta roznica, ze on ja ryby, na ktore ja nie moge patrzec- wolalabym juz zeby jadla kurczaka, a nawet watrobke;]
Najbardziej lubie wakacje u babci, ktora gotuje zawsze to co trzeba;) Albo jak przychodzi moj kumpel, otwiera lodowke i mowi 'pieprzone wegetarianki';)

Koyaanisqatsi - 2004-06-28, 19:33
Temat postu: Re: rodzina
parasolnik napisał/a:
moja wspollokatorka tez jest wege [z ta roznica, ze on ja ryby;)


a co to za wege jedzaca ryby :shock: ??

parasolnik - 2004-06-28, 20:00

da sie wytrzymac;)
w koncu ryby nie je sie codziennie;)
zreszta ta ryba w zamrazarce jest;]

xsmolarzx - 2004-06-28, 22:18

najlepsza jest chyba reakcja dziadkow,przeciez w tym pasztecie nie ma miesa :lol:
natka pietruchy - 2004-06-28, 22:27

heh...skad ja to znam??

"ryb nie jesz??przeciez to nie mieso!!"
"a czemu nie chcesz kaszanki?? przeciez to nie jest mieso!!"
"zupy nie wypijesz?? daj, ja ci wylowie to mieso i jedz i nie marudz"

:pupa:

bebetka - 2004-06-29, 13:49

Zawtóruję ci, natko:

"Przecież to możesz zjeść. To rosół, nie mięso" - w wykonaniu mojej babci, lat 94 (teraz, mówiła to daaaawno temu), która to do tej pory zajada sie mięchem bez opamiętania, a na jakąkolwiek propozycje potrawy bezmięsnej twierdzi, iż "jarzynek to się najadła we wojnę"

"to sobie odsuń mięso na bok i zjedz resztę - w czym problem?" - nt bigosu czy gołąbków

"to kurczaka też nie zjesz?"

"pasztet to mie mięso"

"ryba to nie mięso"

(przypomina mi się teraz taki film, w którym facet tłumaczył babce, że "jak tylko raz - to nie grzech, jak po pijanemu - to nie grzech, jak dla higieny tylko - to też nie grzech...' itd - i w końcu wyszło im, że przy okazji jednego stosunku nie zgrzeszyli aż cztery razy. :D "

xQBAMISZCZx - 2004-06-29, 14:15

bebetka napisał/a:
"Przecież to możesz zjeść. To rosół, nie mięso" - w wykonaniu mojej babci, lat 94 (teraz, mówiła to daaaawno temu), która to do tej pory zajada sie mięchem bez opamiętania, a na jakąkolwiek propozycje potrawy bezmięsnej twierdzi, iż "jarzynek to się najadła we wojnę"

Tak gwoli scislosci to rosol to nie mieso... ;) Ale rozumiem dokladnie ta sytuacje... ;)
Pare tekstow takich tez slyszalem, ale teraz dokladnie juz nie pamietam... ;)

frik??? - 2004-06-29, 21:14

witam

Moja rodzinka zajada się mięskiem to tak na wstępie.
jako "odszczepieniec" (piękne słowo nie ma co) nie mam z tego powodu nieprzyjemności, raczej bezstresowo wszyscy do tego przywykli. Dziadek od dawna okłada się książkami na temat żywienia. Jego priorytetowa pozycja w menu to miska płatków kukurydzianych z koperkiem, pietruszką, buraczkami + co tam sobie jeszcze wrzuci zieloniutkiego -wszysto zalane barszczykiem. Mówi że będziemy żyć 200lat z taką dietą, jest zagorzałym przeciwnikiem mleka, ciepłych potraw itd. Babcia jako członkini kółka różańcowego fanatyczka radia m. błogosławi mnie - bezmięsnych piątków przestrzegam gorliwie jak mało kto z mojej familii :D W bliższej rodzinie największą i jedyną wartością jest pilot od TV reszta zdaje się być na uboczu ale spróbuje coś rozwinąć. Tatuś kiedyś coś mówił o niedoborze białek ,aminokwasach b12 bo miał na AWF`ie itd. Teraz ja nie mówie nic o jego wędkarskim hobby on nie mówi nic o vege :) Mamusia jest happy że wogóle coś chce jeść, nawet upichci czasami w osobnym garnuszku zupke dla romusia :) . Starszy braciszek pochłonięty wizją stworzenia cyberkorporacji, ukazuje się tylko w przełomowych dla dziejów ludzkości momentach ,nie komentuje tak prozaicznych czynności jak spożywanie posiłków. Co do młodszej siostrzyczki to jest na etapie idola, żaden z jej autorytetów nie jest vege więc puki co jej nie grozi również... wszystko w rękach szakiry. A co do wyciągania mięska z bigosu, jedzenia sosów, ryb, drobiu, produktów pochodzenia zwierzęcego to na szczęście ograniczyło się do jednej lekcji poglądowej i wszysto jest klarowne. Znajomi, krewni kuzynostwo jeśli coś już muszą powiedzieć to tylko w formie żartu bo choć życie zwierząt jest im obojętne to swoje cenią wysoko :)

POZDRAWIAM

parasolnik - 2004-06-29, 21:23

Cytat:
Babcia jako członkini kółka różańcowego fanatyczka radia m. błogosławi mnie - bezmięsnych piątków przestrzegam gorliwie jak mało kto z mojej familii


Tak moja tez jest chyba najszczesliwsza osoba z mojej rodziny- ma wnuczke, ktora posci caly rok, niezaleznie od tego czy trzeba czy nie;)

saso - 2004-06-30, 00:39

@frik- piękny opis. Niestety to nazbyt częsty obrazek polskiej rodziny. To się chyba już nie zmieni nigdy, najlepsze chyba co możemy zrobić to nabrać dystansu. JA tak robię. Z osobami które próbują przekonywać mnie mitami, nie podpierając się jakąś fachową wiedzą, albo chociaż czymkolwiek co sugerowałoby wiedzę, nie rozmawiam po prostu na ten temat. Zwykle wystarcza: "ja sznuję to że ty jesz mięso, więc ty uszanuj to że ja go nie jem".
Pozdrawiam.

Owsianka - 2004-06-30, 01:10

frik??? - genialny opisik, lubię ten typ poczucia humoru:)
Trzym się, bracie :mrgreen:

ps. niech Ci ziemia letkom będzie:)

odiga - 2004-06-30, 19:38

a tak w ogóle, to ja szanuje ludzi, którzy szanują moje poglądy
trochę offtopic, ale to tylko taka drobna dygresja :P
:offtopic:

PoZiOmKa - 2004-07-01, 15:18
Temat postu: rodzina wegetarianina
mi gotuje miesozerna starsza, choc czasem tez cos przyzadze:P strzasznie to nieurozmaicone ale coz, nie mam pomyslow. moze ktos z Was zna jaik prosty przepis na cos co nie jest ryzem z warzywami;P

co do rodzinki to najgorsza jest babcia. wystarczy ze kichne to ona wypala "to wszystko przez to ze nie jesz miesa! ty nam umrzesz niedlugo, a jak nie to bedziesz badzo chorowac, kosci ci sie polamia". heh, nie ma to jak slowo wsparcia;)

a trudno sie bylo przyzwyczaic Waszym rodzinom ze nie jadacie zwierzakow? moi rodzce i siostra jakos latwo to zaakceptowali. gorzej z dziadkami ze strony mamy:/ a ci od taty w ogole nie wiedza ze jestem wege (heh, juz przeszlo rok:)) trzeci zaakceptowali bez wiekszych problemow :D

parasolnik - 2004-07-01, 15:48

Podaje strone na ktorej na pewno cos dla siebie znajdziesz: http://uczta.vege.pl/

Cytat:
"to wszystko przez to ze nie jesz miesa! ty nam umrzesz niedlugo, a jak nie to bedziesz badzo chorowac, kosci ci sie polamia".

uwielbiam takie babcie;> ja tak btw. napisze, ze moja ostatnio powiedziala 'dziecko jak nie rozplaczesz tej fryzury to ci sie jeden wielki koltun zrobi';>>
i jak tu takiej wytlumaczyc, ze tak ma byc?;]

Owsianka - 2004-07-01, 17:34

parasolnik napisał/a:
moja ostatnio powiedziala 'dziecko jak nie rozplaczesz tej fryzury to ci sie jeden wielki koltun zrobi'

Babcia ma rację. peace Rozplątać mi te kołtuny, ale już !!! :bicz:

Ja z moją babcią mam podobnego typu przejścia, idzie przywyknąć:]

parasolnik - 2004-07-01, 17:47

Masz racje, mozna sie przyzwyczaic. Zwlaszcza jak sie z babcia mieszka.
:)

PoZiOmKa - 2004-07-03, 19:35

i weź tu rozplącz dready, nie?:P
parasolnik - 2004-07-03, 19:40

niektorym sie udalo.. ale jesli mam miec wlosy jak oni to wole sciac na jeza;> albo poczekac az troche odrosna;>
apatia - 2004-07-04, 09:48

MOja babcia nie widziała jeszcze moich "kołtunów" :mrgreen: ale już niedługo je ujrzy,na pewno się ucieszy :lol:

A propos tematu ... moja babcia(bo jedna mi została) się śmieje z naszego wegetarianizmu i na szczęście będąc u niej gotuje moja mama,w innym przypadku mogłyby się dostać "przypadkiem" do naszych dań jakieś skwareczki,smalce i inne kurczaki.
Dodam,że moja babcia mieszka na wsi (na lubelszczyznie) i ma gospodarstwo , wprawdzie jest już sama,więc ogranicza sie do kur,kaczek itp.Ale swego czasu było wszystko -krowy,świnie,konie,indyki,gęsi...nie muszę chyba mówić ,jakie sceny zapadły mi w pamięć...:((

ale się rozpisałam no no

stephanie - 2004-07-04, 10:13

Apatio,
dobrze Ci rozumiem w sprawie "wspomnień" z dzieciństwa. Także mam rodzinę na wsi i nieraz widziałam jak kończą swój żywot zwierzęta gospodarskie.

parasolnik - 2004-07-04, 10:28

Moja babcia na szczescie juz jest za stara na zabijanie wszelkich zwierzat, zreszta nie jadam u niej obiadow od dobrych 5 lat, poniewaz kiedys khe khe chciala zrobic pasztet z szaraka, ktory przykical do ogrodka;]
Na szczescie druga babcie mam bardziej nowoczesna;]

apatia - 2004-07-04, 10:41

stephanie napisał/a:
Apatio,
dobrze Ci rozumiem w sprawie "wspomnień" z dzieciństwa. Także mam rodzinę na wsi i nieraz widziałam jak kończą swój żywot zwierzęta gospodarskie.

nooo
mam nawet zdjęcie jak dziadkowie odrąbują kogutowi głowę :shock:

olya - 2005-01-22, 13:18

dzisiejszy tekst mojej babci: "a co ty krolik jestes, ze ciagle te salatki jesz?"


a propo dziadkow.. wszystkiego najlepszego:))

:bye:

scrible - 2005-01-22, 22:59

Co do dziadków ja nie miałem przejśc. Kiedyś poprostu chyba pół dnia im mówiłem co, jak i dlaczego przestali mówić rzecz typu - patrz posty powyżej ;) . Nie ma jak dobra argumentacja. No i wszytskiego najlpeszego dla babć i dziadków. :mrgreen:



POZDRO

galkrieger - 2005-01-31, 12:59

heh... rodzinka... a co wy na to jeśli dziewczyna podziwia cię za to że jesteś wege a sama
z góry deklaruje że nigdy nie będzie... wiele razy próbowałem ją do tego nakłonić, pomóc jej w tym, ale co z tego, jesli ona nie widzi w tym sensu??
może to i głupie ale każdy gram zjedzonego przez Nią mięsa czuję jako siarczysty policzek...
a obecna rodzinka?? moja starsza siostra też była wege tak więc już się przyzwyczaili...
nie mieli innego wyjścia...
mmmniam!! w domku czeka na mnie pewnie gulasz sojowy...
narka!!

renka - 2005-01-31, 13:44

galkrieger napisał/a:
heh... rodzinka... a co wy na to jeśli dziewczyna podziwia cię za to że jesteś wege a sama
z góry deklaruje że nigdy nie będzie... wiele razy próbowałem ją do tego nakłonić, pomóc jej w tym, ale co z tego, jesli ona nie widzi w tym sensu??


Rozumiem to doskonale, ale mimo wszystko ciagle wierze, ze jest to kwestia czasu - dopoki nie zamieszkamy razem (obym nie okazala sie zbyt naiwna...)... Z moim partnerem czesto poruszalismy kwestie dzieci - a scislej ich diety. I ja sobie kiedys wymyslilam kompromis: skoro on jest miesozerca ja przejde na weganizm i dziecko bedzie wege. Ale tak naprawde to chcialabym dziecko wychowac na diecie weganskiej... Wiec na jaki kompromis isc w takiej sytuacji???

defu - 2005-01-31, 16:40

no compromise in defence of mother earth :!: :!: :!:

;)

a tak serio, to wiadomo ze sa przekonania i PRZEKONANIA(i tylko jedne z nich sa sluszne) ja powiedzialem mojej bejb ze bede obstawal rpzy swoim i nie ma innej opcji. zreszta ona sama juz przezemnie nie je :)

KotMiś - 2005-01-31, 22:31

Co innego wyjeżdżać na wieś, a co innego mieszkać tam.
Ja dwa lata tylko mieszkałam w mieście i mam dosyć, a z mieszkaniem na wsi
nie wiążą się tylko rzezie .
A co do rodzinki, to problem z głowy-mieszkamy z Misiem sami, a "mięsne" są tylko
nasze koty, co jest plusem, bo nie martwimy się o zapasy kasz i warzywa-pilnują
skutecznie.

:) - 2005-06-07, 14:29

U mnie w domu odkąd zaczęłam marudzić :-P nie ma w domu trupów świń i krów, koni owiec itp. Ale niestety są ryby (dla reszty rodziny) i drobiowa kiełbasa (dla brata, bo rośnie). No chyba że jesteśmy u babci. Jedzą wszyscy prócz mnie.

Moja babcia czasami coś wtrąci, jak to ja jestem chuda :-? , ale gouje ciocia (mięsożerna), ale zazwyczaj robi coś specjalnie dla mnie :-P a wtedy się okazuje że moi rodziece też jednak wolą wege-jedzenie (nie marudzą, ale jak można to chętnie) od karkówki (sam widok jest przerażjący). Mimo że trwa to może miesiąc już się wszyscy przyzwyczili (wniosek: człowiek się dobrze adaptuje ;) ) Mi się wydaje że babcie myślały że chcę schudnąć - bały się że popadne w anoreksje :-? . Nie spotkałam się z tekstami ryba to nie mięsa, ale jeszcze dziwniejsze (chyba to były żarty):
"jak nie będzie krów to cała planeta trawą zarośnie",
"skoro świnki są słodkie to dlaczego nie chcesz jej spróbbować [czy jest naprawdę słodka]".

Oczywiście ja mam mocniejsze argumenty :) i wszyscy siedzą cicho :)

lobal - 2005-06-07, 14:43

mnie strasznie wkurza jak się rodzinka zjeżdża i padają teksty typu: "ten talerz z szyneczką to postawicie koło macieja, on przecież tak ją lubi" [śmiech] albo (bezpośrednio do mnie "takie pyszne żeberka zrobiłam, specjalnie dla Ciebie" [śmiech] i tak dalej, czaicie klimat :-? śmieszne to to może i było za pierwszym razem, ale za dziesiątym albo dwudziestym to już nawet nie jest żenujące... ale co zrobić, zresztą i tak dobrze że się obeszło bez większych kłótni (typu: "jak Ci nie pasuje nasze jedzenie to się wyprowadź") ;)
mary jane - 2005-06-07, 17:22

odgrzewanie starych żartów jest żenujące, ale po jakimś czasie staje się tak groteskowe, że aż śmieszne :D
sylwia - 2005-06-07, 20:33

jak z poczatku rodzinka uprawiala miesna propagande albo durne zarty, to probowalam wyjasniac, albo ignorowalam. po jakims czasie mialam dosc, i zaczelam wlaczac agresora :evil: pomoglo... :twisted:
mary jane - 2005-06-14, 13:37

u mnie agresor działa na nich jak płachta na byka... :/
co ciekawe moja rodzinka moze sobie robic ze mnie kawały, ale jak ja im przypominam z czego jest ta kiełbaska, to mówią, żebym dała spokój i zaczyna się jazda :lol:

shoamin - 2005-08-10, 14:42

Z czasem miło wspomina się wszystkie akcje zdesperowanych rodziców wegetarian... Ja przykładowo pochodzę w wyjątkowo mięsożernej rodziny [trzeba widzieć minę ojca, kiedy trzeci dzień z kolei serwuję mu wege obiad].
Mnie w domu tylko początkowo naciskano i napiętnowano. Teraz jest całkiem w porządku. Mama nawet przetwory zimowe robi z myślą o mnie. Nadzieję, że ciotki i wujkowie kiedyś przestaną wmawiać, że bozia dała zwierzątka, żeby człowiek je zjadał, już dawno porzuciłam.
Rutyną z kolei jest pytanie babci przy każdym obiedzie: "A co to by było, gdyby nikt nie jadł mięsa? Dziecko, dziecko...".

A tak swoją drogą, to jest mój pierwszy post na tym forum. Znaczy się- witam :o)

scrible - 2005-08-10, 15:27

Ja też witam, ale po raz kolejny powtórze. Mamy takie specjalny dział, gdzie sie można witać. Chodzi tylko o porządek na forum. ;)


Pozdrawiam

:) - 2005-08-11, 08:52
Temat postu: Niech ktoś mnie pocieszy
Bacia z dziadkiem:
- kiedyś mówili o takiej pani, która się bardzo licho odrzywiała i miała nie pełnowartościowe mleko i miała dziecko. I kazali jej zjeść pieczeń z idnyka.

Kiedyś dawniej:
- była sobie taka pani co jak była mała to BARDZO mało jadła. I jak była dorosła to urodziła martwe dzicko!

Szlak mnie trafia. Tak przy obiedzie... ( oczywiście lichej czyli bezmięsnej ) nie mogę pojąć że oni uwarzają dietę wege, diętą jakąś nie ten :-|
A przy okazji głupie pytania:
- a rosól można jesć? - nie - :shock:
- a konserwa to nie zwierze, możesz konserwe - nie
- a ryby? - nie - ale pierwsi chrześcijanie jedli i łowili ryby! - ale oni nie byli wegetarianinami - podaję ci przykład normalnych ludzi - :-|

Druga Babcia jest już nawet wporzo.
Ostatnio powiedziała: a jak twój organizm będzie potrzebował to będziesz jeść? -tak, babciu
Kiedyś się bardziej czepiała

:cry: najgorsze będzie Święto Bożego Narodzenia (zeszłoroczne były okrpone, mimo że byłam wtedy "semiwegetarianką" ) I znów wiedzieć w sklepie tyle zwierząt w ciasnyej wannie, i uśmiech dziadka: pan Jezus też łowił ryby :x

Agata - 2005-08-11, 09:04

U mnie to dopiero początki, ale przekonywałam rodziców do zmiany mojej diety chyba przez rok. I ciągle słyszałam tylko, że 'masz jeść mięso! to są potrzebne wartosci odżywcze!" itd...
:) - 2005-08-11, 18:41

Straszne jest życie wegetarianina :!:
renka - 2005-08-12, 08:02

Cudowne jest zycie wegetarianki :)

Wszystko trzeba traktowac z dystansem i z duza doza poczucia humoru. Ja codziennie teraz wysluchuje od moich rodzicow tekstow w stylu: "Bedziemy ukradkiem podsuwac twojemu dziecku mieso" i jakos mnie to nie rusza, bo wiem, ze im sie w zyciu troche nudzi i szukaja sobie "rozrywki". A ze w taki sposob... coz, kazdego co innego bawi.

shoamin - 2005-08-12, 12:30

Rena, ma racje. Życie wegetarianki jest cudowne.
Trzeba mieć naprawdę sporo dystansu to siebie i innych oraz poczucia humoru, żeby niektóre żarty stały się przystępne. Jednak z czasem każdemu "anty-wege" sie znudzi [wyjątek rezerwuję dla mojej babci]. Nawet kawały o blondynkach są już przeżytkiem.

Reasumując... Najważniejsze to żyć w zgodzie z samym sobą :o)

:) - 2005-08-12, 13:19

Macie racje, bez sensu się tak tym przejmować :D
sylwia - 2005-08-13, 11:20

a ja dzis "podsluchalam" moja mame, ktora mowila do dziadka: "a ja to sie juz nie dziwie, ze sylwia nie je tych zwierzat i walczy z tymi okropienstwami". peace pierwszy taki tekst z jej ust - po 4 latach! moze jeszcze sama kiedys zostanie wege...
Sprawiedliwa - 2005-08-13, 15:09

brzmi optymistycznie...niestety u mnie po blisko 8-miu latach dalej sypią się teksty typu: kiedy zmądrzejesz, kiedy zaczniesz "normalnie" jeść?, albo: zjedz kawaleczek mieska- nikomu nie powiem....smiać mi sie chce :lol: :lol:
scrible - 2005-08-13, 15:42

Ja sie zgodze z przedmówczynią. Wszystko jest śmieszne, ale do czasu...
Bo jak sie słyszy ten sam tekst po raz setny, to nie wiadomo czy sie śmiać, czy płakać. Ale nic na to nie poradze, musze to przetrwać, do momentu kirdy będe mieszkał już sam, a nie na utrzymaniu rodziców.


Pozdrawiam

Sprawiedliwa - 2005-08-13, 17:16

"musze to przetrwać, do momentu kirdy będe mieszkał już sam, a nie na utrzymaniu rodziców"

ja polecam studia poza rodzinnym miastem :D
robisz i jesz co chcesz
ale co począć kiedy współlokatorki niereformowale?(a tak sie staram)...ale to juz inna bajka

:sloneczko:

scrible - 2005-08-13, 18:40

Super, tylko że ja studiuje już we Wrocławiu i jakoś nie mam zamiaru sie wynosić z mojej ulubionje uczelni ;) (tak, tak mam na myśli Politechnike Wrocławską - reklama musi być :mrgreen: ). W sumie to źle nie jeste, już i sie żarty skończyły, ale to dlatego że mam cięty język i jestem mistrzem ciętej riposty :evil:


Pozdrawiam

Sprawiedliwa - 2005-08-13, 21:01

scrible napisał/a:
Super, tylko że ja studiuje już we Wrocławiu i jakoś nie mam zamiaru sie wynosić z mojej ulubionje uczelni ;)



no, no... pierwszy raz słysze, zeby ktos byl zadowolony ze swojej uczelni :bravo:
3maj tak dalej :)

scrible - 2005-08-13, 21:15

No bo mam fajną uczelnie, ale bardziej jestem zadowolony ze studiów i to może zacie4mnia obraz całości :mrgreen: . Gdybym jeszcze sie uczył...


Pozdrawiam

Sprawiedliwa - 2005-08-13, 21:24

scrible napisał/a:
Gdybym jeszcze sie uczył...




odwieczny problem studenta...
skad my to znamy?????? :lol: :lol:

scrible - 2005-08-13, 21:58

Z życia, z życia...
Niestety lenistwo zawsze zwycięża, jak ma sie dfo wyboru siedzenie przed kompem tudzież przeczytanie jakiejś ciekawej ksiązki, a nauke to wiadomo co sie wybiera ;)

Koniec of topa już na dzisiaj :mrgreen:


Pozdrawiam

Sprawiedliwa - 2005-08-14, 19:17

scrible napisał/a:

Koniec of topa już na dzisiaj :mrgreen:




OK! nie bruzdzmy tu wiecej :bye:

vanityy - 2008-03-05, 18:29

a ojciec przed chwilą wszedł do pokoju i z głupim troche zmieszanym wyrazem twarzy
"ale orzeszki to ty możesz jeść" ?
:jestemgłupi: widać weganizm go przerasta :D
a orzeszki smaczne ;)

Jakub - 2008-03-05, 20:00

Hehe, nie tylko jego, czego dowody już niedługo... ;)
va - 2008-03-05, 21:16

ja jakiś czas temu przyłapałam moją madre jak komuś tłumaczyła, że zostałam wegetarianką bo się bałam choroby szalonych krów :megapolew: :megapolew: :megapolew:
Hym - 2008-03-06, 18:00

jak to inni cie inaczej potregaja niz jest naparwde. a moze byc jescze gorzej wierz mi
Izu - 2008-03-09, 21:21

ja na szczęście pomieszkuję sobie tylko z bratem w tej chwili :D wolność :twisted: ale jak bywam u babci to jest śmiesznie... pytanie na powitanie... 'O! Izia! Co Ty dziecko będziesz jadła? Ja nie wiem!' :megapolew:

rodzinka postrzega wegetarianizm jako dosłowne 'niejedzenie mięsa'... czyli kluseczki (przysmażone na smalcu) zjeść oczywiście mogę... :roll: i te teksty typu 'skwarki Ci nie zaszkodzą' :megapolew:

moon - 2008-03-10, 18:40

Co do mojej rodziny: mama je mięso tylko u kogoś w gościach (bo cyt. "nie będe robić demonstracji"), dzięki mnie przestała je jeść na codzień a to już duży plus :) sama przyznała, że bez mięsa czuje się lepiej, a kasza jaglana z rodzynkami to jej największy przysmak ;) ojciec z kolei to klasyczny mięsożerca i jedyne wege-jedzenie, które lubi, to placki ziemniaczane by me ;)
Z dalszą rodziną walczyłam przez długi czas, teraz nareszcie zaakceptowali mój wybór, a ostatnio usłyszałam "dobrze, że nie jesz mięsa, tyle tam świństw w nim siedzi". Musze przyznać, że taką minę zrobiłam: :shock: , ale zaskoczenie było jak najbardziej pozytywne :)

Maq - 2008-04-01, 20:43

U mnie początkowo jak byłem młodszy rodzice wciskali mi mięso na siłe, często w czasie obiadu niepozwalali mi na odejście od stołu zanim go nie zjem. jednak potrafiłem nawet godzinami sterczeć na talerzem ;], wkońcu dali sobie z tym spokój.

Z rybami był mniejszy problem, bo jakoś szczególnie na siłe mi ich nie wciskali (może dlatego że siostra również za nimi nie przepada, jednak mięso to wcina), ale jednak czasem potrafili dowalić tekst który jak czytałem "przecież ryby to nie mięso", "wegetarianie jedzą ryby" itp. innym stąd też się przytrafiał.

Ogólnie to aktualnie pogodzili się z moją dietą, bo często była gadka typu że popadnę w anorekcje czy jakąś inna chorobę. Na szczęście skończyło się to w momencie gdy zacząłem regularnie oddawać krew i zobaczyli jaką mam morfologię...

Matka to nawet ostatnio woła mnie do kuchni abym zobaczył że coś smaży dla mnie na margarynie czy oleju, albo wysmarowywuje blache na ciasto margaryną a nie smalcem.

Jednak jeszcze czasem ojciec potrafi złośliwie dowalić przy obiedzie tekst typu "o, jaki ładny kotlecik specjalnie dla Pawełka"...

Jeśli chodzi o babcie jakoś nigdy nie lubiała się jakoś specjalnie w jakiś konflikt związany z moim wegetarianizmem, chodź otwarcie przyznaje że nie popiera mojego wyboru.

madlen - 2008-04-02, 08:04

moja babcia jak najbairdziej toleruje moj wybor..

pewnego dnia rano

- babciu kochana zrobisz mi kanapeczki? ale bez miesa..
-dobrze wnuczus, bez miesa
5 minut pozniej krzyk z kuchni
-ale z wedliną moga byc?

Karolina23 - 2008-04-02, 17:08

Madlen gratuluję Babci! Aczkolwiek u mnie ostatnio była podobna sytuacja, bardzo lubię gotowaną pietruszkę i seler, Mama więc krzyczy: "chcesz gotowany seler i pietruszkę?" - odpowiadam, że tak. Wchodzę do kuchni i patrzę jak ona wyjmuje te warzywa z zupy, pytam więc na czym robiona była ta zupa, a ona "na mięsie, no ale przecież wyjęłam je już" ;)

U mnie z rodzicami problemu nie było, mam już prawie 23 lata, jestem pełnoletnia, więc dziwnym by było gdyby się wtrącali. Nawet nic nie powiedzieli na to, że praktycznie od razu przeszłam na weganizm. Na swój sposób popierają mój wybor, Mama czasem zje ze mną pasztet sojowy, albo pozachwyca się nad tym jaki to kolorowy obiad mam na talerzu, czasem zażartuje, że sama będzie tak jeść. Na to nie ma jednak szans, moja rodzina to fanatyczni mięsożercy :-?

madlen - 2008-04-04, 18:38

ostatnio bylam u rodiuznki na wsi.. wiecie rano mleczko jeszcze cieple i te sprawy.. jak przyjechalam doliczylam sie 4 swinek.. dwa dni potem byly tylko 3.. ciotka rano przy sniadaniu- niedługo bedzie kielbaska z mumi (bo tak sie ta swinka nazywala)
zamurowalo mnie.. zwlaszcza ze oni te swinie traktuja prawie jak czlonkow rodziny.. przynajmniej tak myslalam.. a tu taki zonk :/
bylam tam w sumie tylko 3 dni ale prowiant oczywiscie przywieziony ze soba- bo jak to tak mozna nie jesc miesa.. przeciez, jak to powiedziala moja ciotka- bog stworzyl zwierzeta po to, zeby nam sluzyly i zeby je jesc. i jak tu miec szacunek do ludzi?

imitationoflife - 2008-04-04, 20:55

Karolina23 napisał/a:
Mama więc krzyczy: "chcesz gotowany seler i pietruszkę?" - odpowiadam, że tak. Wchodzę do kuchni i patrzę jak ona wyjmuje te warzywa z zupy, pytam więc na czym robiona była ta zupa, a ona "na mięsie, no ale przecież wyjęłam je już" ;)

czasem proponują mi zupę...niby z warzyw, ale patrzę do środka, a tam zwłoki pływają. W wielkanoc już niemal nabieram żurku, a tu wyprawa mięcho :shock:

vegan ciacho - 2008-04-10, 23:53

Kiedys jadlam jedzenie, ktore przygotowywala moja mama, np. salatke albo bigos.
Jednak pewnego dnia, kiedy mama robila salatke (zawsze zostawiala dla mnie porcje bez miesa) zeszlam do kuchni i zobaczylam, ze na pokrojonych juz warzywach, ktory mialy byc dla mnie lezy wielki kawal szynki :mad:
Od tej pory nie jem nic, co przygotowal ktos nie vege / vegan :nonono:

madlen - 2008-04-12, 07:30

w domu z mama nie mam takich problemow.. wszytsko co dla mnie jest robione odzielnie tak wiec mam pewnosc ze nic tam przypadkiem nie wpadlo :)
Jakub - 2008-04-12, 08:03

U mnie nie żadnych problemów z kilku powodów:
1. Od 8 lat nie mieszkam z rodziną
2. Widujemy się, nad czym ubolewam, mniej więcej raz na kwartał
3. Jeśli się widujemy, to moje "dziwactwo" jest brane pod uwagę

justinexxx - 2008-05-05, 18:43

moi rodzice nigdy nie robili mi żadnych problemów w związku z moim wegetarianizmem, może na początku, ale miałam wtedy jakieś 11 lat. Z czasem przywykli, a jak przeszłam na weganizm to nawet nie mrugnęli okiem. Dla mnie jednak ogromnym problemem jest wspólna kuchnia, lodówka. Mam własną patelnię i nóż,ale zawsze po każdym wejściu do kuchni biorę szmatkę i przecieram blaty, deskę itd, bo po prostu obrzydza mnie świadomość, że oni sobie tam przygotowują jedzenie. Na szczęście już niebawem się wyprowadzam i nie wyobrażam sobie mieszkać z nie-wege ludźmi po tych wszystkich latach męki.
tangerine89 - 2008-11-10, 09:58

Moja najbliższa mała rodzinka jest PÓŁ wegetariańska, ja i mama wege, ojciec i babcia NIE.

Teraz się już przyzwyczaili bo ile lat można truć dzień w dzień, że jesteśmy poje..., a strikte wege jestem już od kilkunastu lat.
Ale od czasu do czasu lubią jeszcze wspomnieć o naszej NIENORMALNOŚCI, itp.

Swoją drogą skoro "o tym" mowa to pamiętam gdy byłam u kuzynki ( od strony mojego ojca ) i oprócz nas w pokoju był jej tata z jedną z wnuczek. Dawał jej wtedy do jedzenia jakiegoś kotleta czy coś podobnego, a jednocześnie na głos <tak żebym słyszała > powiedział coś w stylu: "Jedz mięsko jedz jak normalni ludzie, nie jak niektórzy, mięsko jest dobre ". Ucięłam się w język ale długo tam nie siedziałam. Pominę już fakt, ze ten mój pseudo wujek zawsze był głupi i nigdy go nie lubiłam :evil:

Zrozumienie możemy jedynie znaleźć u sióstr mojej mamy, które także są wage i ich dzieci również ( chociaż nie jestem pewna 2 kuzynów ale tak jak jedna kuzynka oni chyba także przeszli na wege, chyba :roll: ).

Veris - 2008-11-10, 10:21

Muszę przyznać, że kiedy jeszcze nie byłam wege, nie spodziewałam się, że jest to traktowane w ten sposób, dyskryminowane.

Sama miałam wiele, wieeeeele mega paskudnych sytuacji typu moje wege kontra mięsożercy. Np. często na wyjazdach z firmą (pracuję w firmie organizującej w całej Polsce imprezy integracyjne dla firm) jest tak, że gdzieś na wioseczce idziemy do restauracji, część z nas jest wege więc szef zamawia wege posiłki (zazwyczaj ten sam, jako jedyna wege potrawa - pierogi z kapustą :-? ) - z pierogami jest zawsze ta sama sytuacja - szef mówi do obsługi - 4 wegetariańskie reszta z mięsem - wegetarianie dostają..pierogi polane tłuszczem zwierzęcym+skwarki...masakra! Zawsze ta sama sytuacja, nie zależnie od tego gdzie jesteśmy, w każdym małym miasteczku to samo! Na naszą kulturalną prośbę pani się oburza i mówi: no to zdejmijcie te skwarki :shock: ! A jak dalej się buntujemy..idzie je opłukać w zimnej wodzie i dostajemy coś takiego! Koszmar!

To tylko taki przykład 8-) .

Jakub - 2008-11-10, 11:19

Przykre, ale prawdziwe.

Tak mi się przypomniało, że byłem na rocznych warsztatach dotyczacych praw człowieka w Fundacji Helsińskiej i jak mieliśmy wyjazd integracykny, to się okazało, że na niecałych 30 osób jest około połowa wegów. W zyciu nie byłem w tak niereprezentatywnej grupie wyjazdowej. :lol:

shurra - 2008-11-10, 11:29

tangerine89 napisał/a:
,
Swoją drogą skoro "o tym" mowa to pamiętam gdy byłam u kuzynki ( od strony mojego ojca ) i oprócz nas w pokoju był jej tata z jedną z wnuczek. Dawał jej wtedy do jedzenia jakiegoś kotleta czy coś podobnego, a jednocześnie na głos <tak żebym słyszała > powiedział coś w stylu: "Jedz mięsko jedz jak normalni ludzie, nie jak niektórzy, mięsko jest dobre ".

straszne...
całe szczęście u mnie tak nie ma, nie wiem co bym zrobiła, gdyby ktoś mi dźwągał nad głową, że nie jem mięsa i jestem nienormalna...
wszyscy w moim domu szybko się przyzwyczaili, oprócz mnie wegetarianinem jest też mój brat, jego żona i ich synek, czasem zdarzają się jakiś dziwne przytyki ze strony znajomych, ale staram się obracac wszystko w żart, tylko raz zdarzyło mi się, że ktoś mnie zaatakował, była to jakaś moja dalsza znajoma na imprezie (na grillu), która stwierdziła, że niejedzenie mięsa jest głupie...oczywiście, nie potrafiła podac argumentów, tylko powtarzała jak mantrę, że to nie ma sensu, że głupie itd

Hate - 2008-11-10, 13:26

Veris napisał/a:
Na naszą kulturalną prośbę pani się oburza i mówi: no to zdejmijcie te skwarki
Huh. Kulturalnie bym ta pania zapytal czy jej przypadkiem nie popierdolilo.
krzysztof - 2008-11-10, 13:47

Urodziny 6 letniej córeczki kuzynki oczywiście pieczyste na stole , mama jedz córeczka nie przez około 30 min - nic nie wskórała , no to tresura poprzez straszydła żywieniowe - też figa z makiem ,wycieczka do stadniny koni też w pogardzie , filmy i bajki też wielki ch.. , no ale mama chwyciła się lodów mała wymiękła z łzami w oczach ale wcisnęła pieczyste.

Później mama poszła coś parzyć do kuchni i na nieszczęście pękł dzbanek - troszkę poparzyła nóżki - prostu przypadek ale znamienny.

POZDRAWIAM Z ZIELONEJ GÓRY :sloneczko: :bye:

JAgniecha - 2008-11-13, 15:59

krzysztof napisał/a:
Później mama poszła coś parzyć do kuchni i na nieszczęście pękł dzbanek - troszkę poparzyła nóżki - prostu przypadek ale znamienny.


ee - nie widze jakos zwiazku z cala historia...
no chyba ze chodzi Ci o 'kare boska'? :lol:

SEBO - 2008-11-13, 20:05

Ja całe szczęście nie mieszkam z mięsożercami.Mam swoje mieszkanko i kuchnię.Nie zniósł bym obcowania w kuchni z mięsożercami.
Jak już jestem gdzieś na swietach to i tak nic nie jem,bo sie brzydzę.
Oczywiście jestem 'durniem' i dziwakiem w ich oczach,ale mam to gdzieś i ich też. :mrgreen:
Jakoś nie mogę znieść towarzystwa mięsożerców przy stole.Szczególnie gdy mają bardzo głupie teksty co do mojej osoby.Wtedy wstaję i wychodzę. :bye:

justay - 2009-01-05, 20:33

W najbliższym otoczeniu prawie wszyscy są mięsożerni. Rodzina i najbliżsi się przyzwyczaili, w sumie nie poruszamy tematów wege, bo wiem, że ani ja ich nie przekonam, ani oni mnie. Mój chłopak nie jest wege, ale szanuję to. Jestem chyba jedną z najbardziej tolerancyjnych wegetarianek, ponieważ mięso obok mnie może leżeć, pachnieć, mogę widzieć, jak je jedzą. Mogę przyrządzać je mojemu psu prosto do miski. Wystarczy mi, że widzę, jak inni starają się przy mnie nie jeść. Jak mój chłopak ze smakiem zajada wegetariańskie dania.


Zdanie dalszych znajomych jest juz kategorycznie inne, jestem jak przybysz z innej planety, na dodatek bez piątej klepki :roll: Ale ich zdaniem akurat się nie przejmuję ;)

Jakub - 2009-01-06, 00:37

justay napisał/a:
W najbliższym otoczeniu prawie wszyscy są mięsożerni. Rodzina i najbliżsi się przyzwyczaili, w sumie nie poruszamy tematów wege, bo wiem, że ani ja ich nie przekonam, ani oni mnie. Mój chłopak nie jest wege, ale szanuję to. Jestem chyba jedną z najbardziej tolerancyjnych wegetarianek, ponieważ mięso obok mnie może leżeć, pachnieć, mogę widzieć, jak je jedzą. Mogę przyrządzać je mojemu psu prosto do miski. Wystarczy mi, że widzę, jak inni starają się przy mnie nie jeść. Jak mój chłopak ze smakiem zajada wegetariańskie dania.


Zdanie dalszych znajomych jest juz kategorycznie inne, jestem jak przybysz z innej planety, na dodatek bez piątej klepki :roll: Ale ich zdaniem akurat się nie przejmuję ;)

Witaj w ogóle. :) Podpis masz z Pisma Świetego, ale z jakiegoś bardzo dziwnego tłumaczenia. To z Koheleta, prawda? No dobra, głupie pytanie, przecież doskonale znam odpowiedź. ;)

justay - 2009-01-06, 15:25

Jakub napisał/a:

Witaj w ogóle. :) Podpis masz z Pisma Świetego, ale z jakiegoś bardzo dziwnego tłumaczenia. To z Koheleta, prawda? No dobra, głupie pytanie, przecież doskonale znam odpowiedź. ;)


Tak, Księga Koheleta. Całkiem możliwe, że to nie chrześcijańskie tłumaczenie. Znalazłam to tu .


Witaj :)

Jakub - 2009-01-06, 18:01

Nooo, w każdym razie raczej nie z gatunku tych znanych przekładów to jest. Ale bardzo lubię ten fragment, jest dośc sugestywny.
justay - 2009-01-06, 20:04

Jakub napisał/a:
Nooo, w każdym razie raczej nie z gatunku tych znanych przekładów to jest. Ale bardzo lubię ten fragment, jest dośc sugestywny.


Czy mogłabym prosić Ciebie tutaj(lub na PW) o to najbardziej znane tłumaczenie?

Jakub - 2009-01-08, 21:36

A moja mama nie je mięcha już od przedświatecznego czasu. I wygląda na to, że tak zostanie. :mrgreen: [a przynajmniej bym chciał]
va - 2009-01-09, 10:08

A ja sie rozroslam przez swieta, bo zamieszkala z nami kuzynka po szkole gastronomicznej i gotowala mi fantastyczne kremozupy, zapiekane cosie pod sosami i insze cuda, aah. 8-)
wuzzles - 2009-01-16, 22:51

najbardziej mnie rozwala że jak wchodzę do jakiejś dalszej rodziny to zawsze to samo pytanie:" a Ty nadal nie jesz mięsa? A to ile to jeszcze potrwa?" itd. ale na szczęście bardzo chwalę moja mamę bo nie dość ze nawet jednego słowa sprzeciwu nie powiedziała jak jej to oświadczyłam, choć drogę miałam utorowaną przez brata który nie jadł mięsa 5 lat ale niestety już je. Ale to jego indywidualna sprawa. W każdym bądź razie co do mamy to zaskakuje mnie nie raz tym że pomimo iż sama je mięso to zawsze w konfrontacjach rodzinnych mnie broni. Opowiada jakie to smaczne rzeczy robię, jakie ciekawe pasty na kanapki i wymienia cała paletę produktów które mogę jeść i to nie raz lepiej niż ja sama bym to zrobiła. Mama górą!!
Qsha - 2009-01-17, 08:09

spoczko, moja babcia mi ostatnio chciala przemycic bialko w nalesniku, ...[bialko to przeciez nei jajko nie ?;]
Anabell - 2009-02-01, 22:52

mnie wkurzaja ludzie, którzy sie dowiaduja ze nie jem miesa. i zawsze sa pytania: ale rosol jesz? (bleeee) Jak w ogole mozna tak pomyslec? i jeszcze zaczynaja ci wpierac ze przeciez tam nie ma miesa. O zgrozo!!!
justay - 2009-02-03, 10:29

Anabell odwołując sie do Twojego postu przypomniała mi się rozmowa z jednym znajomym:

Z: To Ty smażysz potrawy tylko na oleju czy maśle? Nie używasz smalcu?

Na moje wspomnienie o tym, że smalec również jest pochodzenia zwierzęcego i z czego jest zrobiony usłyszałam odpowiedź:

Z: Myślałem, że jesteś wegetarianką, nie weganką. Bo przecież wegetarianie nie jedzą tylko mięsa.

peace

Anabell - 2009-02-03, 15:08

no i właśnie o tym mówię, Justay! mój daleki znajomy uważał się za wegetarianina, ale jak go uświadomiłam, że hamburgera (takiego zwykłego), to nie powinien jeść, to on mi na to,że nie wiedział, że tam jest mięso :megapolew: i że on będzie wegetarianinem, ale będzie jeść hamburgery. :roll:
alan001 - 2009-02-03, 15:12

mimo wszystko moja rodzina podchodzi mojego mojego wegetarianizmu lubią jedzonko które ja preferuje :) Nawet powiem wam że oni podchodzą do tego bardzo pozytywnie i mimo wszystko traktują to bardzo ale to bardzo normalnie
Angienatelka - 2009-02-04, 22:37

Moja rodzina oprocz siostr jak najbardziej akceptuje moj weganizm. Moja mama nawet zastanawia sie nad przejscem nad weganizm :)
kiszony - 2009-02-16, 20:27

ja się dzisiaj zacząłem zastanawiać czy moja rodzina ma jakiś jeden konkretny pogląd na temat tego co jem, a czego nie.

dwudniowy wyjazd do babci przeżyłem, o dziwo ;d
i było bez większego krzyku nawet.

ale...
jak dzisiaj wracaliśmy to zajechaliśmy do KFC żeby coś zjeść, a że miała to być taka niespodzianka dla kuzyna, to ja nic o tym nie wiedząc chwile wczesniej jakąś tam kanapkę zjadłem.

wchodzimy, pytają mnie się czy coś chce, mówię że nie jestem głodny, bo się przed chwilą najadłem i nic jeść nie będę (z resztą niby co ja tam mam zjeść?)
poszedłem sobie do łazienki, wracam a oni mi przynieśli jakaś małą sałatkę i tortillę z mięsem (mięso sobie wyjmiesz jak nie będziesz chciał)...
no to im mówię że przecież nie chciałem nic jeść itd itp i 10 razy musiałem powtarzać że nie jestem głodny...

no ale cholera.
na jakimkolwiek rodzinnym obiedzie wszyscy kombinują żebym miał co jeść, jak nie ma nic specjalnego dla mnie to jest 5 surówek, u babci specjalnie była zupa dla mnie i pierogi z serem, mama ostatnio nie narzeka, a mi nagle kupują coś z kurczakiem.

czy oni nie mogą po prostu zrozumieć że W OGÓLE nie jem mięsa?...

bo moemntami mnie to do szału już doprowadza że przy jakiejś tam okazji słyszę poważne pytanie (nie takie dla żartu, żeby mnie wkurzyć) czy nie chce kanapki z szynką albo coś takiego...

dobra, już nie marudzę.
musiałem się wyżalić xD

Jakub - 2009-02-16, 23:57

Łączenie się w żalu akurat nienajlepiej mi wychodzi (to chyba jakiś defekt mojej empatii), ale takie sytuacje pewnie jeszcze jakiś czas się będą powtarzać. Niektórzy są po prostu bardziej oporni, a inni w ogóle nie są w stanie zaskoczyć (to tak jak nie wszystkich da się nauczyć całek).
justay - 2009-02-17, 17:46

Sam też się do tego przyzwyczaisz i takie pytania nie będą robić na Tobie wrażenia ;)

Ja mniej więcej w częstotliwości co 2 dni słucham od taty stwierdzenia "no ciekawy jestem ile jeszcze tak wytrzymasz, jeszcze będziesz nas prosić o schabowego, czy kanapeczkę z szynką" - ale to już trwa tyle czasu, bo tata ciągle jest zdania, że wegetarianie wcinaja mięso po kryjomu, że nie robi to na mnie większego wrażenia 8-)

Ambitna - 2009-03-28, 18:31

Mi raczej ludzie nie wierzą, uważają że mięsa nie jem tylko publicznie a w domu zajadam sie kanapkami z szynką x/ Oczywiście tak nie jest ;]

Ostatnia rozmowa z kolezanka z klasy:

Ona: To ty jestes wegetarianinką?
Ja: Tak
O: To kiełbasy nie jesz?
J: Nie
O: A kotleta?
J: Jem ale sojowego
O: To co ty jesz? Siano?
J: Tak, a wiesz jakie dobre xD


Rodzina raczej czeka aż mi "przjdzie" ale często dokuczją przy obiedzie "zjedz sobie taką pyszną świnke" ; " niż zostałaś wegetarianką (jestem od niedawna) ten kurczak juz nie żył, zjedz go" itp. Dziadek nie akceptuje że nie jem ryb bo w nich jest przecież dużo witamin ;/

piotrek - 2009-03-28, 19:07

Ambitna napisał/a:
To co ty jesz?
te pytanie zaczyna mnie juz wnerwiac. no moze nie samo pytanie ale ignorancja ludzi. kilka lat juz tego slucham i za kazdym razem mam ochote odpowiedziec: - Trawe!
Megana - 2009-03-28, 20:29

Swego czasu uchodziłam w rodzinie za matkę wyrodną bardziej niż zwykle. No bo jak można nie dawać mięsa dzieciom, które intensywnie rosną? :shock:
Niestety, dzieciątka też tak uważały. Starszy syn biegał po domu z okrzykami "Krwi! Matka, chcę mięsa i krwi!" Ale jak sobie za kieszonkowe kupił parówki, to mu schowane pod biurkiem zzieleniały w końcu.
Tak czy siak, trzeba było przejść na wegetarianizm wcześniej, najlepiej od urodzenia, a przynajmniej zanim dzieciątka doszły do buntowniczego wieku.

Co do pytań, to kiedyś znajoma zadała mi takie:
"nie jesz mięsa? I nie przewracasz się o własne nogi??"
Miałam straszną ochotę pokazowo zemdleć... :twisted:

Mysiaste - 2009-03-28, 21:07

Hmm... Jak przyjechałam po długiej przerwie do domu (mówiłam już wcześniej, że nie jem mięsa), to wydawało mi się, że wszystko jest ok. Nawet była specjalnie dla mnie porcja smażonych warzywek zamiast mięsa przygotowana. Myślałam, że jest w porządku, zwłaszcza, że u mnie nigdy nie jadło się jakoś specjalnie mięsnie i tłusto, ale wieczorem to mi taką jazdę zrobili o to, zupełnie bez ostrzeżenia, że wyszłam na całą noc z domu. Powiedziałam, że wolę wyjść niż słuchać takich bezsensownych oskarżeń. To naprawdę był horror, tak mocno na mnie najechali. Jako, że wiedzieli, gdzie na pewno będę, to przyszli po mnie i mnie przeprosili, a tata obiecał nawet, że już nigdy nie będzie nawet żartował na ten temat :D . Nawet na drogę powrotną mama mi naszykowała jabłek i kanapeczek z warzywkami :mrgreen: . Chyba dało im to do myślenia.
justay - 2009-03-29, 13:44

W piątek rozwalił mnie tekst wujka:

"Nie martw się, to ci przejdzie."


Poczułam się jak ciężko chora peace

sincerity - 2009-03-29, 18:02

piotrekkx napisał/a:
To co ty jesz?
te pytanie zaczyna mnie juz wnerwiac. no moze nie samo pytanie ale ignorancja ludzi. kilka lat juz tego slucham i za kazdym razem mam ochote odpowiedziec: - Trawe!

Mówię tak od dłuższego już czasu. Kiedyś podejmowałam próby normalnego odpowiadania na to pytanie. Teraz gdy ktoś kolejny rok nadal się przy każdym spotkaniu wyżala na wegetarianizm i nie słuchając odpowiedzi zadaje te smętne pytania, to krótko mówię, że jem trawę. Czasem powiem, że hoduję kiełki - dla niektórych mięsojedzących to brzmi jak "postradałem wszystkie zmysły, nie warto ze mną gadać".

hannah_9 - 2009-04-03, 14:43

tak to niestety jest jak dla ludzi nie istnieja inne warzywa niz pomidor i ogorek na kanapke...no i ziemniak na obiad....na tym konczy sie warzywna fantazja....
:roll:

va - 2009-04-03, 15:40

sincerity napisał/a:
piotrekkx napisał/a:
To co ty jesz?
te pytanie zaczyna mnie juz wnerwiac. no moze nie samo pytanie ale ignorancja ludzi. kilka lat juz tego slucham i za kazdym razem mam ochote odpowiedziec: - Trawe!

Mówię tak od dłuższego już czasu. Kiedyś podejmowałam próby normalnego odpowiadania na to pytanie. Teraz gdy ktoś kolejny rok nadal się przy każdym spotkaniu wyżala na wegetarianizm i nie słuchając odpowiedzi zadaje te smętne pytania, to krótko mówię, że jem trawę. Czasem powiem, że hoduję kiełki - dla niektórych mięsojedzących to brzmi jak "postradałem wszystkie zmysły, nie warto ze mną gadać".


Ja zawsze mówię, że obierki od jabłek :mrgreen: Ale to chyba negatywny pi ar bo niektórzy naprawdę wierzą.

piotrek - 2009-04-03, 16:55

dobra byla by tez odpowiedz: latem koniczyne a zima siano :lol:
sincerity - 2009-04-03, 22:50

piotrekkx napisał/a:
dobra byla by tez odpowiedz: latem koniczyne a zima siano
Następnym razem spróbuję :mrgreen:

va napisał/a:
Ja zawsze mówię, że obierki od jabłek :mrgreen: Ale to chyba negatywny pi ar bo niektórzy naprawdę wierzą.
Jeśli wierzą, to raczej żadna inna odpowiedź też nie byłaby w stanie im niczego uświadomić.
silver - 2009-04-13, 11:54

mnie jak zacząłem mówić publicznie, że nie jadam mięsa, to rodzina wzięła na "poważną rozmową" i przekonywali, że MUSZĘ JEŚĆ MIĘSO.
wiecie co odkryłem ? tak mówią ludzie bo czują podświadomie winę przez to że sami biorą udział w cierpieniu zwierząt. dlatego tak walczą właśnie z wegetarianami.

zapytajcie dowolnego jedzącego-mięso czy jak by miał do wyboru :
kupić mięso w tym samym sklepie, w tej samej cenie:
1. hodowane tak jak teraz - czyli okrutnie
2. hodowane i pozbawiane życia jak tylko się da najbardziej humanitarnie
to prawie każdy wybierze to drugie. czy to znaczy, że mimo wszystko ludzie są naturalnymi niemięsożercami chociaż nawet jedzą mięso ?
coś w tym jest... z resztą zamierzam na ten temat założyć tutaj nowy wątek.

inga - 2009-04-15, 09:41

A skąd masz takie dane? Z mojego doświadczenia wynika, że ludzie się kompletnie nie zastanawiają (albo nie chcą się zastanawiać) nad tym skąd takie mięso pochodzi. A jak im się zasugeruje, że zwierzę przy tym cierpiało, robią się poirytowani.
A z tym poczuciem winy to zgadzam się, wmawianie sobie że problemu nie ma jest najmilszym rozwiązaniem..

Jeśli chodzi o moją rodzinę:
Chyba mają nadzieję, że mi się jednak odwidzi. A ojciec to w ogóle potraktował mnie jak powietrze kiedy mu to oznajmiłam, nic nie powiedział tylko popatrzył na mnie jak na debila. Ogólnie przyjemna rodzinna atmosfera, ale tego się spodziewałam ;)

vanilla - 2009-04-15, 09:55

Nie chcą się zastanawiać, bo tak im wygodniej.
Nie wyobrażają sobie rezygnacji z mięsa, więc wolą udawać, że nikomu nic złego nie robią.

tęczowa - 2009-05-15, 21:56

jutro szykuje się wielki rodzinny zjazd z okazji imienin babci i już czuję,że nie obejdzie się bez krzywych spojrzeń :mrgreen:
nadjedzie rodzinka z drugiego końca Polski,która nie widziała mnie od jakiś 5 czy 6 lat,rodzinka nieskalana warzywami i owocami,czysto mięsna.
na pewno się ucieszą,gdy zobaczą jak z uroczego dziecka zamieniłam się w zdreadowaną łachudrę :mrgreen: wegańską łachudrę :sloneczko:
już się na nich cieszę :lol:

hannah_9 - 2009-05-15, 22:19

tęczowa, w takim razie koniecznie przygotuj jakies popisowe, kolorowe danie! Wiesz, urozmaicone, roznorodne i wygladajace smacznie! To zawsze dziala! :twisted:
Jesli to u Was w domu to nie ma problemu, a jesli gdzies indziej, to po prostu wez ze soba!
Lepiej cieszyc sie pysznym i zdrowym daniem przy rodzince, niz ciagle odmawiac tego co Ci wciskaja ;)
Powodzenia! :bye:

tęczowa - 2009-05-16, 08:17

hannah_9, :D
po prostu najem się w domu(zjazd ma być u babci na wsi :-) ) a tam będę dopychać owocami,które wezmę ze sobą :mrgreen:
nie ma się co silić na popisy przed nimi,bo nie docenią i tak.trudno docenić cokolwiek,gdy jest się niemal od początku do końca wstawionym :roll:

kiszony - 2009-05-19, 21:38

taka moja mała dzisiejsza refleksja:
moja mama jest prawie wege ;d

katja - 2009-06-18, 14:05

Uh... Ja mam mały problem z rodzicami, a właściwie z tatą. On... brzydko mówiąc... pracuje w masarni mięsnej i zawsze jakiegoś mięska trochę do domu przyniesie. Wczoraj przyniósł salceson, podstawił mi pod nos i pyta: "Smaczny? Smaczny?"... uh... Gotuję sobie sama. Mama jest obojętna na moje jedzenie, jak ją poproszę, żeby mi coś mojego kupiła to kupuje, czasem zje coś, co zrobiłam. Jestem w 95% przekonana, że taty nic nie zmusi to przejścia na roślinożerstwo. Jest po prostu urodzony do mięcha!... :)
triss14 - 2009-06-19, 07:15

od czasu kiedy jestem weganką mama przestała wogole gotowac bo stwierdziła ze jej sie nie opłaca. Czasem sie nawet dopytuje co ja zjem, to ona sie dostosuje bo ona wszystko zje ;)
yennefer_vengenberg - 2009-06-19, 09:48

Kiszony super :D

Pochwalić się muszę, że swoją mamę również nawróciłam na wegetarianizm. Stwierdziła jednak, że ryby jeść będzie (siła argumentacji lekarza) i przekonać się nie da. Choć będę nad tym pracować :twisted: Ale przynajmniej oszczędzi w swoim życiu jeszcze kilka zwierzaczków :)

Co do weganizmu jednak, cała rodzina uważa go za "wymysł, przesadę i głupotę", bo przecież się wykończę, a zwierzęta i tak dają mleko i jajka i żadne przy tym nie cierpi :shock:

kiszony - 2009-06-28, 21:41

moja mama ostatnio znowu ma dziwne humory i słysze co chwilę żebym zaczął normalnie jesć ;d

ale za to kocham moich znajomych...
dzisiaj poszliśmy na piwo i kolega do mnie : 'Tyyy.. wiesz co widziałem?' wyciaga telefon i mi pokazuje fotkę Vifona wegetariańskiego ;ddd

sabi - 2009-06-29, 11:56

Mój chłopak wczoraj do mnie, wiesz zastanawiam się nad wegetarianizmem. Ostatnio zauważyłem, że i tak mięsa praktycznie nie jem. :mrgreen: Powoli, małymi kroczkami ale do przodu...
Jenova - 2009-07-29, 13:19

Większość mojej rodziny do mojego wegetarianizmu już się przyzwyczaiła (nie licząc taty :-P ) Kiedy mam odwiedzić rodziców mama zawsze pyta co bym zjadła na obiad i dodaje ,że jak przez kilka dni tato będzie "wegetarianinem", to nic mu się nie stanie :-P Niby tato zadowolony nie jest ale jakimś dziwnym trafem, to on pierwszy podjada przygotowane przeze mnie posiłki gdy wiem, że tego dnia nie mam co liczyć na wege obiad :chyt:

Ostatnio gdy wybrałam się do siostry na weekend zaserwowała specjalnie z myślą o mnie wegetariański obiad :D Do tego jeszcze dostałam "na drogę" full ekologiczną cukinię z jej ogródka :-) Kiedy tylko dotarłam do domu przyrządziłam ją sobie na obiad (od wieków nie jadłam równie pysznej cukinii) :mrgreen:

sanderrra - 2009-08-07, 09:11

z kolei u mnie jest tak:
tata- stwierdził, że to jest moje ''widzimisię'' i liczy na to, że mi kiedyś przejdzie
mama- marudzi, że się wykończę, kiedyś próbowała mnie oszukiwać przemycając mięso w zupach, ale w sumie zaczęła się przyzwyczajać i podtyka mi teraz pyszności zrobione z warzyw : )

a co ciekawe: znajomy lekarz powiedział mi, że jestem nienormalna i że niejedzenie mięsa jest bardzo bardzo niezdrowe. phi!

Yavola - 2009-08-19, 14:07

A ja wam opowiem jak ostatnio miałam

Byłam na takim przyjęciu z pewnej okazji w rodzinie ludzi kupa, chyba z 20.
Nie mogłam po prostu patrzeć jak wszystkim takie wielkie kawały męczonych rozkrwawionych, zdechłych, padłych zabitych i nareszcie bleee usmażonych kur dawali na talerze, strasznie dużo tego było. To samo ze wołowiną, cielęciną, indykiem, rybami cholera ogromnie pełno tego było chyba z 5 dań głównych składało się tylko i wyłącznie z mięsa. Wiedzieli że jestem wege to zaczęli się niektórzy wypytywać i wymądrzać że ludzie to drapieżnicy...a choroby a ciule mule ehmm ja się powstrzymywałam bo gdybym powiedziała to o czym myślę mogła by nie zła afera się zrobić, a to nie jest moja bliska rodzina więc wiecie..tak patrzyłam i myślę jakie to jest okropne.. tyle cierpienia i oni to wpieprzają chyba z tonę mięsa gnoje zeżarli
a później dziwią się ze ktoś ma raka ..jak się tyle nienawiści w sobie pochłonie.. nienawiści o której nawet się świadomym nie jest! :roll:

Wojtashek - 2009-08-26, 03:33

Od momentu podjęcia przeze mnie decyzji - o nie jedzeniu mięsa ofkoz (jakieś 3 lata temu) - rodzina nie ma za wiele do gadania :-P . Nie opłaca się mamie gotować dwóch obiadów, więc robi jeden wegetariański dla wszystkich. Jeśli jednak zdecyduje się zrobić jakieś mięsiwo, to ja biorę wszystko co bezmięsne (sałatkę/surówkę + wypełniacz w postaci ryżu/ziemniaków/kaszy/makaronu) i własnymi siłami coś przyrządzam dodatkowego: kotleciki sojowe, jakieś gotowane warzywa w sosie, albo po prostu idę do sklepu i kupuję sobie maślankę. Dość często sam ląduję przy garach i to z własnej woli, bo robienie jedzenia (od momentu odrzucenia z jadłospisu mięsa) jakoś sprawia mi przyjemność. Na początku tylko pomagałem robić jedzonko rzodzicielce, ale z czasem usamodzielniam się ;)

W lodówce szynek, kiełbas i innych parówek trochę bywa, ale jest ich zdecydowanie mniej niż w momencie kiedy wszyscyśmy jedli mięso. Coraz więcej natomiast w lodówce znaleźć można produktów sojowych, które każdy z domowników je z wielkim apetytem. Najciężej było przekonać do tego tatę, ale chyba już mu wszystko jedno co zje :D

Mama też nie raz popisała się swoimi wegetariańskimi "wynalazkami", jak np. pasztety soczewicowe, pulpety ciecierzycowe, czy kotlety brokułowo-marchwiowe i wiele innych.

Ogólnie więc nie narzekam.
Moje eksperymenty kulinarne są chwilowo na etapie raczkowania i często wspomagam się internetowymi przepisami. Mam nadzieję jednak, że za jakiś czas będę miał lepiej obcykaną kuchnię i jej zasady ;)

//literówka

vanityy - 2009-08-26, 08:37

Wojtashek, adoptujecie mnie ? :tupie: <prosiiii prooosiii prosi>
arhewka - 2009-10-10, 21:39

Dla moich sióstr zawsze byłam dziwna, a z rodzicami zawsze kłuce się o to, że mięso nie powinno być w diecie człowieka. Ale i tak nie robią mi wielkich wyrzutów z tego powodu, że jestem wege. Mama często gotuje oddzielny obiad dla mnie :*
Rob - 2009-10-10, 21:58

arhewka napisał/a:
Mama często gotuje oddzielny obiad dla mnie

To masz dobrze. Moja mama jak ją odwiedzam to mówi sam sobie zrób bo ja nie umiem robić twojego jedzenia. Pewnie, wielka filozofia ugotować ryż i poddusić warzywa na patelni. Ehh.. nie chce się jej po prostu. W sumie gotować dwa razy, nie mogę się jej dziwić. Czasami da mi trochę ziemniaków jak robi schabowe, wtedy sobie coś dorobię do tego. Zauważyłem, że każdy woli jak ja coś ugotuję, zazwyczaj wtedy idę na całość, wegański hardkor - ale im smakuje :) .

arhewka - 2009-10-10, 22:20

Chciałabym spróbować w takim razie coś, co Tobie udaje się stworzyć na patelni czy w garczku :D
Aha i poprzednio zapomniałam wspomnieć o babci, która straszy mnie wszystkimi chorobami, które grożą mi z powodu niejedzenia mięsa.

Rob - 2009-10-10, 22:31

arhewka napisał/a:
Chciałabym spróbować w takim razie coś, co Tobie udaje się stworzyć na patelni czy w garczku

Przyszłość jest nieznana i kto wiem może kiedyś doświadczysz mojego kulinarnego misterium. ;)

arhewka napisał/a:
Aha i poprzednio zapomniałam wspomnieć o babci, która straszy mnie wszystkimi chorobami, które grożą mi z powodu niejedzenia mięsa.

A twoja babcia ma doktorat z dietetyki? ;)

frocia - 2009-10-11, 08:59

arhewka napisał/a:
Mama często gotuje oddzielny obiad dla mnie
Moja też, dla mnie i mojej siostry. Ale nie często lecz ZAWSZE :)
Clavica Vile - 2009-10-12, 13:39

frocia napisał/a:
arhewka napisał/a:
Mama często gotuje oddzielny obiad dla mnie
Moja też, dla mnie i mojej siostry. Ale nie często lecz ZAWSZE :)


Szczęściary :D
Mi matka powiedziała, że jak chcę być bezmięsna to będę musiała sobie sama kucharzyć. Myślała, że mnie tym zniechęci (bo szczerze nienawidziłam gotować) i przez pewien czas żywiłam się sałatkami kupnymi, płatkami, zapiekankami i jajkami na twardo. Potem zaopatrzyłam się w książkę kucharską z kuchni indyjskiej i wegetariańskiej, popytałam się trochę po znajomych wege i popatrzyłam po internecie (puszka.pl rządzi :D ). Potem zakupiłam całe mnóstwo "dziwnych" przypraw (kurkuma, pieprz kajeński, kumin, kozieradka, rozmaryn, czubryca itp) i eksperymentowanie w kuchni stało się frajdą :D
Teraz tylko mama terroryzuje mnie, że śmierdzi jak coś gotuję. Ale zgasiła się nieco po tym, jak ostatnio odgrzewałam rodzeństwu matczyny rosół na kurze, a ta zaczęła się wydzierać z pokoju w stylu: "Znowu gotujesz jakieś świństwo, tu się nie da oddychać tak capi!" To jej grzecznie odpowiedziałam, że to jej własny rosół tak czuć. :lol:

taffit - 2009-10-12, 13:51

Moja matka uważa, że moja dieta jest za ciężka dla jej żołądka :idontknow:
Że nie może wielu surowych rzeczy i strączkowych...
Wiele przypraw czy nietradycyjnego pieczywa, czy nieczarnych herbat też uważa za dziwactwo. Ostatnio brązowy makaron wywołał u niej "wstrętoskrzywienie" twarzy.

farmi - 2009-10-12, 15:37

Ja tam już dawno podjąłem decyzję: w zamieszkam sam w Krakowie i sam sobie będę rządził. Marzy mi się mieszkanie z innymi wege/wegan, wtedy to już w ogóle święty spokój i wspólne gotowanie. I pewnie kot:)
arhewka - 2009-10-12, 18:29

Rob napisał/a:

Przyszłość jest nieznana i kto wiem może kiedyś doświadczysz mojego kulinarnego misterium. ;)


Od dzisiaj moim marzeniem bądzie sytuacja: Ty, ja i garczek zupy :D
A co do babci to w przeszłości była nauczycielką w szkole podstawowej, chyba że w ostatnich latach po kryjomu zrobiła sobie przed nami jakieś dodatkowe kursy.
I tak jestem z siebie dumna, bo przeciągnęłam na stronę wegetarianizmu moją szkolną koleżankę :D

Surri - 2009-10-12, 21:17

farmi napisał/a:
I pewnie kot:)

Farmi będe do Ciebie wpadać na obiady i zabawy z kiślem :mrgreen:
W zamian może być strzyżenie ;)

Rob - 2009-10-12, 21:36

Zabawy z kiślem? ;)
Rozumiem, że kisiel to imię kota. :)

taffit - 2009-10-12, 21:45

kisiel to potrawa z kota ;) robimy na każdym zlocie ;)
farmi - 2009-10-13, 00:03

Kolejna ważna życiowa decyzja: jak będę miał kota to jest więcej niż pewne, że na imię będzie miał Kisiel.
beavnicka - 2009-10-14, 14:43

farmi napisał/a:
Kolejna ważna życiowa decyzja: jak będę miał kota to jest więcej niż pewne, że na imię będzie miał Kisiel.


ten ma moim avatarze to Otylia i jest prawdziwy-nie wiertualny, tylko niemój

JAgniecha - 2009-10-23, 16:31

taffit napisał/a:
Ostatnio brązowy makaron wywołał u niej "wstrętoskrzywienie" twarzy.

huh- ale sie ubawilam :lol: ;)

a co do mojej rodziny- to ostatnio tak:

- Mama- cierpliwie a czasem niecierpliwie znosi kolejne wyklady o tym jak zle robi jedzac mieso...ale cigle i niestety wcina :( No ale kiedy ja odwiedzam to na glowie staje zeby mnie nakarmic!:)
- Siostra- dla niej temat weganizmu- to tabu- lepiej nie zaczynac zeby nie urazic krolewny; jej dzieci nie moglyby nie jesc miesa bo GO POTRZEBUJA I INSTYNKTOWNIE JEDZA TO CZEGO IM TRZEBA (spagetti z sosem z proszku, kanapki z zoltym serem-szynka i keczupem, frytki, pierogi- wylacznie ruskie, platki z krowim mlekiem, czipsy, slodycze itp -> owoce i warzywa inne niz ziemniaki w ich menu nie wystepuja)
Ostatnio jak powiedzialam chlopcom, ze 'Mamusia' tez kiedys nie jadla miesa- to prawie zabila mnie wzrokiem :lol:
a ogolnie jak ja odwiedzam to biedulka rozklada rece- 'bo nie wie co ja moge jesc'...;)
-Brat lubi sie przede mna chwalic co dobrego weganskiego potrafi przyrzadzic i raczej nie jest miesoholikiem:)
-Ojciec- sprawa beznadziejna i nie warta wspominania;)

tęczowa - 2009-10-23, 18:50

:mrgreen:
moja mama zawsze biadoli gdy mam gdzieś wyjechać,bo wiadomo-co ja będę jadła,jak wszędzie dookoła tylko mięso,mięso i mleko.
tak się złożyło,że cały tamten tydzień byłam hen daleko od domu,na szkoleniach.mieszkałam sobie na końcu świata,3 km od najbliższej wioski :mrgreen:
wzięłam ze sobą tonę kiełków i orzechów,w razie gdyby hotelowy team okazał się nieskory do wegańskiej współpracy.na szczęście,już pierwszego wieczoru nawiązałam znajomość z przemiłą panią od sprzątania i obgadywanie,imię jej Władzia.Pani W. była zafascynowana moimi "warkoczykami",kiełkami również,od słowa do słowa opowiedziałam jej całą historię mojego życia,w której to ponaciągałam fakty,mówiąc jej,że mam skazę białkową(pierwsze co mi przyszło na myśl :lol: )i spytałam,czy dałoby się załatwić oddzielne posiłki dla mnie.Pani Władzia zabrała mnie do kuchni,gdzie zapoznałam się z paniami kucharkami,które również uraczyłam historią o chorobie,która sprawia,że każdy kontakt z produktem pochodzenia zwierzęcego może skończyć się tragicznie.przerażone panie zapisały wszystko na kartce i obiecały,że z głodu nie umrę.nie umarłam :mrgreen: na śnaidania i kolacje dostawałam kilogramy surowych warzyw,poza tym był stół szwedzki,więc dopychałam się razowcem z dżemami.
na obiady dostawałam kleiki :mrgreen: ,zmiksowane warzywa ,gotowane warzywa(brokuły,fasolkę szparagową,ziemniory,groszek,marchewkę)+owoce.panie naprawdę się przejeły,jednego dnia pani kelnerka przybiegła do naszego stolika i z paniką w oczach krzyknęła do mnie"jadłaś TE ziemniaki?",ja na to:"żadnych ziemniaków nie jadłam",na co ona :mrgreen: :"uffffffff,pomyliłam stoliki,te ziemniaki są z masłem,już się bałam że zdążyłaś ugryźć".
miło :D pani Władzia przy każdej okazji pytała,czy wszystko mi smakuje :sloneczko:

vanityy - 2009-10-23, 20:56

:megapolew:
an - 2009-10-23, 21:39

swietnie to wykombinowalas teczowa :D
Mozna tez spróbowac pomyslu dná moczanowá - nie mozna jesc mnóstwa produktów pochodzenia zwierzecego bo powoduje to obrzéki stawów, i przy okazji mozna miec alergie lub nietolerancjé na produkty mleczne :P

Clavica Vile - 2009-10-30, 12:43

Też stosuję tę metodę, ale tylko w ostateczności i tylko wobec ludzi z którymi wiem, że za żadne skarby się nie dogadam lub po prostu nie mam do nich za grosz szacunku (takie twardogłowe przypadki "ja zawsze wiem lepiej" zdarzają się rzadko, ale się zdarzają...). Mówię, że mam alergię na [tu wstawić długą, chemiczną, niekoniecznie związaną z białkiem, nazwę] i z tego powodu absolutnie nie mogę przyjmować mięsa i smalcu, bo grozi wstrząsem anafilaktycznym, a chyba nikt nie chciałby dzwonić po karetkę do duszącej się dziewczyny :twisted: . (jak ktoś nie wierzy to pokazuję mu "glejt", który zawsze noszę w portfelu, czyli kwitek od dietetyka, że odbyłam i zapłaciłam za wizytę, ale jest tam tak nabazgrane, że ludzie patrzą tylko na pieczątkę i już we wszystko wierzą xD) Jak dotąd tylko stosowałam na obozie młodzieżówki organizowanym przez wojsko i u ciotki.
reptilia - 2010-02-01, 21:39

Moja mama rzekła dziś tak:
Cytat:
Od jedzenia mięsa ma się siłę! Bo jak ja zjem na obiad na przykład zupę albo naleśniki, to zaraz jestem głodna. A jak kotleta, to do wieczora nic nie muszę jeść!
Co wy na to? Jak dla mnie OGROMNA siła autosugestii. 8-)
JAgniecha - 2010-02-01, 21:54

Przywodzi mi na mysl kampanie reklamowa przemuslu miesnego, ktora podobno dzisiaj ruszyla w Polsce- pod haslem 'Mieso Krzepi!!!' :wisi:
sincerity - 2010-02-02, 01:53

Pij mleko, jedz ryby, mięso krzepi, co będzie następne?

Pij wódkę bo rzeczywistość jest do dupy? :lol:
Chociaż ten przemysł chyba nie ma kłopotów :mrgreen:


A tak btw to widziałam ostatnio bilbord z promocją: kg kurczaka za ok. 5 zł. Damn, kilogram dobrego chleba tyle kosztuje. Kilogram soczewicy lub ogórków 10 zł. Że też nie skłania to nikogo do refleksji na temat metod "produkcji" mięsa.

reptilia - 2010-02-02, 14:23

sincerity napisał/a:
A tak btw to widziałam ostatnio bilbord z promocją: kg kurczaka za ok. 5 zł. Damn, kilogram dobrego chleba tyle kosztuje. Kilogram soczewicy lub ogórków 10 zł. Że też nie skłania to nikogo do refleksji na temat metod "produkcji" mięsa.
Dokładnie to. Mój przyjaciel pracował kiedyś w jakimś Leclercu na dziale mięsnym i opowiadał, co się tam działo. Co prawda miał być tylko takim "przynieś, podaj, pozamiataj" i nie paprać się w mięsie, ale jego kierownik któregoś dnia nie dawłą sobie rady z dostawą i klientami i kazał jemu się tym zająć. Kazał mu zmielić kilkukrotnie mięcho z dostawy, bo było...czarne. Po prostu zepsute. Oczywiście poszło do sprzedaży. Masakra. :shock:
kiszony - 2010-02-02, 14:28

sincerity napisał/a:
co będzie następne?

następne będą jajka ;P

jakoś dziwne że jeszcze nigdy nie było żadnej akcji o owocach i warzywach bo jakoś zawsze wszyscy mówią że są zdrowe, a mało kto je.

Jenova - 2010-02-02, 15:19

kiszony napisał/a:
nigdy nie było żadnej akcji o owocach i warzywach bo jakoś zawsze wszyscy mówią że są zdrowe


Fakt, nie pamiętam żadnej kampanii namawiającej do jedzenia warzyw i owoców... a szkoda, wielka szkoda...

A żeby nie odbiegać za bardzo od tematu, to miałam okazję porozmawiać z mamą o tej nowej mięsnej kampanii i przyznała, że nie podoba jej się ten pomysł , także mam z kim ponarzekać :-P Czasem, gdy z nią rozmawiam zapominam, że nie jest wege - rozmawiamy prawie tak jakby była :mrgreen:

Heh, ale już widzę w tej kampanii "pożywkę" dla mojego taty, brata i szwagra...będą mieli wdzięczny temat do żartów...

kiszony - 2010-02-02, 16:15

tylko mam nadzieję że dzieciaki nie będą w szkole dostawały codziennie kawałka mięsa tak jak to było do niedawna z kartonikami mleka...

a ja na jakiś czas mam wszystkie dyskusje na temat mojego jedzenia z głowy bo ostatnio byłem na badaniach krwi i mam wszyyystko w normie ;d

żelazo 157 (70-180)
wapń 10,45 (8.8-10,6)
cholesterol po środku
sód 137 (135-145)
potas 4,03 (3,7-4,9)

chyba nawet lepsze niż przy ostatnim badaniu ;D

zarin - 2010-02-03, 02:25

Było:
http://www.5porcji.pl/

Shakefork - 2010-02-03, 19:37

My byliśmy górą w PRLu ;p
http://www.youtube.com/watch?v=d-R9_KjNlPo

reptilia - 2010-02-04, 12:57

Jezu, Fasolki są najlepsze! :mrgreen: :tupie:
ignu - 2010-02-05, 16:18

Hej! :-)
Piszecie o swoim współżyciu z mięsożercami, więc postanowiłam oficjalnie pochwalić się bardzo wyrozumiałymi domownikami.
Pewnego dnia powiedziałam, że wchodzę na nową drogę życia i już. Początkowo było sporo dylematów dotyczących zdrowia, ale szybko się rozwiały (mam idealne wyniki morfologii;)).
Moja mamcia zawsze dzwoni do mnie, kiedy ma zamiar narazić mnie na widok mięsa, bym mogła wcześniej przygotować swoje menu lub ewentualnie przeczekać poza domem procesy przygotowywań, konsumpcji i zacierania śladów. Poza tym mięso pojawia się w naszym domu bardzo rzadko (kiedyś prawie co dzień), często gotuję razem z mamą wegetariańskie posiłki. Mój 10-letni brat jest już po dobrej stronie mocy, niestety czasem jest zmuszany do jedzenia mięsa. Zapowiada jednak, że kiedy będzie to możliwe, zostanie vegiem jak ja;D
Mój tata przypomniał prastarą mądrość "jesteś tym, co jesz" i podziwia moją postawę. Niestety za rzadko mam okazję rozmawiać z nim o diecie, więc pozostał w szeregu mięsiarzy. Ale i tak uważam, że osiągnęłam sukces - u nas w domu naprawdę zmienił się jadłospis. Dodatkowo, dzięki mojej kampanii, używamy tylko wege-przypraw, jogurtów, serów itd. Ograniczamy też spożycie soli (ja ją prawie wyeliminowałam).

Także moje życie z mięsiarzami jest dość proste, współczuję tym z Was, którzy muszą słuchać docinków na temat diety :nonono: i pseudomądrości z zakresu dietetyki :mówięci: ...

sincerity - 2010-02-06, 11:18

O jaaaa, ale masz super :mrgreen: Pozdrowienia dla rodzinki i oby promieniowało też na innych. Aż miło posłuchać (poczytać) o takim nastawieniu, aż się.. bardziej chce :)
Hikikomori - 2010-02-06, 11:43

Przypomniała mi się sygnatura z Wegedzieciaka: World is wegan if you wont it. Po przeczytaniu postu ignu to nabiera sensu:)
JAgniecha - 2010-02-06, 12:55

Hikikomori napisał/a:
Przypomniała mi się sygnatura z Wegedzieciaka

to nie wegedzieciak- to Gary Francione ;)
http://www.abolitionistap...-world-is-vegan

Angienatelka - 2010-02-06, 20:24

a ja po 1,5 roku mojego weganowania przekonalam moja mame do weganizmu :D
Mama jest weganka juz 2 miesiace i zauwazyla, ze poprawilo jej sie znacznie zdrowie. Nie ma juz wzdec, problemow trawiennych, zniknely dziwne wysypki. No i schudla 3 kilo i spadl jej cholesterol (ten zly) :) Mamusia jest przeszczesliwa i nie rozumie czemu do tej pory nie przeszla na weganizm ;)

sanderrra - 2010-02-07, 00:03

a ja dzisiaj przy gotowaniu obiadu tak urobiłam moja mamuśkę, że jeszcze któryś dzień i też przejdzie na dobrą stronę :mrgreen:
Hikikomori - 2010-02-07, 12:51

JAgniecha napisał/a:
Hikikomori napisał/a:
Przypomniała mi się sygnatura z Wegedzieciaka

to nie wegedzieciak- to Gary Francione ;)
http://www.abolitionistap...-world-is-vegan


Aha;] W każdym razie dobre hasło, chociaż brzmi niepoprawnie marzycielsko (podobnie jak "War is ower" Lennona i Ono). Z drugiej strony buddyjscy mnisi "niezliczone istoty ślubują wyzwolić". Jeśli jednak zawęzi się świat do swojego podwórka, to wygląda już mniej beznadziejnie;] A w ogóle to "serce rośćie", jak pisał Kochanowski, gdy czyta się ostatnie posty:)

nuna - 2010-02-24, 18:19

u mnie rodzina to zaakceptowała.
Moja mama takze byla KIEDYS wege ale teraz nie jest :evil:
Ale ostatnio dzieki mnie nie zjadla swojego ,,miesnego" obiadku.
Jak odgzewala kurczaka to jej zaczelam kwiczec i piszczec ajko kurczak az zrobilo jej sie niedobrze hehe.
Najlepsze jest to ze moja mam mnie calkowicie rozumie:)

shane123 - 2010-02-24, 21:40

moi rodzice zaakceptowali, bo nie mieli wyjscia. Jak cos postanowie-tak będzie. Najgorsze jest to,ze od miesiaca wysluchuje jak to mnie wegetarianizm wyniszcza (ze wlosy,ze paznokcie nie takie, ze chudne...)
hammerhead - 2010-02-27, 19:04
Temat postu: Re: Rodzina wegetarianina
olo napisał/a:
Z rodziną jest najciężej, bo potrafią wałkować temat latami. Takie życie.


Taaa, to jest najgorsze. Gdzie nie pojadę, do rodziny, to zawsze poruszą ten temat i wiadomo- kilku na jednego, niestety...

Hate - 2010-03-03, 02:18

hammerhead napisał/a:
kilku na jednego,
... to banda łysego. Nie daj sie 8-)
godot - 2010-03-10, 13:27

Taka moja ciotka, przez wiele lat zadawała mi głupie pytanie:" Marek, kiedy ty się w końcu wypiszesz od tych wegetarian?"
A ja jej wciąż odpowiadałem, że nie mogę się wypisać, bo się nigdzie nie zapisywałem tylko przestałem jeść mięso;)

Moja rodzina "odpuściła" dopiero jak po kilkunastu latach, gdy ożeniłem się z wegetarianką ...

Dziś sobie nie wyobrażam, abym mógł żyć z dziewczyna która je mięso, a próbowałem...

aśkaeddie - 2010-03-13, 15:42

No cóż to u mnie raczej szans nie ma abym kogoś przekonała do wege :evil: :( Nie robię tego bo widzę że to nic nie da :| ehhh... :|

Też mnie wkurza jak nieraz się czepiają, chociaż teraz znacznie mniej niż kiedyś... :) Ale ja swojego zdania nie zmienię i tyle :P

A żadnej osoby wege oprócz siebie w realu nie poznałam... :roll: :( A szkoda bo nieraz by sie o tym z kimś pogadało, ale cóż... :roll:

Jenova - 2010-03-13, 18:01

aśkaeddie napisał/a:
No cóż to u mnie raczej szans nie ma abym kogoś przekonała do wege :evil: :( Nie robię tego bo widzę że to nic nie da :|

Bezpośrednie namawianie owszem praktycznie nic lub niewiele daje. Ja np. swojej mamie tłumaczyłam na czym moja dieta polega, co jadam a czego nie i dlaczego. Takie luźne rozmowy zostawały mamie w pamięci, później poczytała o wegetarianizmie na własną rękę i tak oto już czwarty tydzień jest wegetarianką ;) Teraz częściej do mnie dzwoni i pyta o rady odnośnie swojego menu, no i zdaje relacje z tego co robiła sobie do jedzenia :-P

aśkaeddie - 2010-03-13, 19:12

Heh... :roll: Mojej nawet nie próbuję, skoro przez te wszystkie lata nic do niej nie dotarło, łącznie z plakatami powieszonymi na zewnętrznej stronie moich drzwi do pokoju.. to nic to nie da. :-? Ona po prostu nie jest wrażliwa na los zwierząt i tyle. kk całkiem jej w głowie przewrócił. :evil:

Jak ostatnio zajadała się zimnymi nóżkami to miałam ochotę jej zrobić to co ludzie zrobili tym biednym zwierzętom. :evil: albo żebyś chociaż jej to mordercze jedzenie w gardle stanęło. :evil:

arahja - 2010-03-13, 19:21

aśkaeddie napisał/a:
Ona po prostu nie jest wrażliwa na los zwierząt i tyle.


Nie mogłam tego kiedyś zrozumieć, ale gdy pociągnęłam rodzinę za język, okazało się, że oni - w przeciwieństwie do mnie - mieli okazję poznać, co to jest prawdziwy głód. Czasy, w których dorastali nasi rodzice, w dobrobyt nie opływały, że nie wspomnę o czasach naszych dziadków. Moja babcia nie wierzy, że mięsem można pogardzać, a ja ją też rozumiem, bo i pamiętam opowieści o tym, co musieli jeść podczas podróży w bydlęcym wagonie na zachód. Chodzi o podejście do mięsa jak do synonimu dobra, możliwości. Tak też dziadkowie wychowali swoje dzieci. Z takimi rodzicami dziś walczymy w kuchni ;)

aśkaeddie - 2010-03-13, 21:07

Wypisz, wymaluj opis pasuje do mojego dziadka :| Jemu nie przetłumaczysz i już, on wie lepiej itd. Jakby znalazł się na miejscu takiego biednego stworzenia to by zrozumiał że nawet głód nie był najgorszą rzeczą jaka może nas spotkać. :roll:

Zresztą w mojej rodzinie każdy ma swoje zdanie i nikt go nie zmieni, bo nawet nikt nie próbował poznać przyczyn dlaczego jestem wege, poza tym że kocham zwierzęta. Myślą że to tylko taki kaprys i tyle. Bo co da że ja jedna nie jem mięsa? na tym kończą sie pytania, nie są w stanie zrozumieć nic dalej. :-? A ja się nie staram z nimi rozmawiać na ten temat, bo wiem jakby się to skończyło. Nie każdy nadaje się aby prowadzić dyskusje, bo niektórzy są tak zamknięci na swoje zdanie że nigdy nie dostrzegą ogromu cierpienia i mordowania zwierząt. Chyba że sami by znaleźli się w ciele takiego wystraszonego, przerażonego, mającego zostać lada chwila zamordowanego zwierzaka... :|

arahja - 2010-03-14, 16:11

aśkaeddie napisał/a:
Wypisz, wymaluj opis pasuje do mojego dziadka :| Jemu nie przetłumaczysz i już, on wie lepiej itd. Jakby znalazł się na miejscu takiego biednego stworzenia to by zrozumiał że nawet głód nie był najgorszą rzeczą jaka może nas spotkać.


Dziadkowi się WCALE nie dziwię i jestem przekonana, że gdybym gotowała zupę na obierkach z ziemniaka przez kilka tygodni, własnoręcznie ubiłabym świnię czy inne jadalne stworzenie, by je spożyć.

Bardzo się cieszę, że mogę żyć w takich czasach, które dają wybór. W innych wcale by takiego nie było. Wolę tak patrzeć na starsze pokolenie.

aśkaeddie - 2010-03-14, 22:34

A ja nie odebrałabym życia innemu stworzeniu, nawet gdybym głodowała. :-? To dlaczego by nie złapać tych ludzi przez które był głód i ich zrobić na obiad? A nie mordować niewinne zwierzęta. :roll: :evil:

Ja wiem że pisze się inaczej a głód nie jest czymś co łatwo zdefiniować w momencie kiedy sie go odczuwa, ale mimo wszystko. Wolałabym jeść liście przez tygodnie aniżeli zabić.

A odnośnie głodu to powinni obwiniać innych ludzi przez których go doświadczyli a nie istoty które są niewinne. To że człowiek człowiekowi potrafi zgotować podły los to nic nowego. :roll: Swoją drogą ludzie podniecają się II WŚ a wcześniej też siebie wybijali, głodowali... :roll: Chyba dlatego tak to przezywają bo w sumie było to kilkadziesiąt lat temu. :-?

va - 2010-03-15, 06:28

Weź sobie poczytaj o hołodomorze.
Hikikomori - 2010-03-15, 10:14

Mam wrażenie, że dość łatwo skazujesz ludzi na śmierć i pożarcie. Dzielisz życia na gorsze i lepsze? To dziwny wegetarianizm. Nasuwa mi się skojarzenie z pewną postacią historyczną, która też ponoć mięsa nie jadła. A jeśli chodzi o głód, to wybacz, ale nie wiesz, o czym piszesz i najprawdopodobniej, i na szczęście, nie będziesz musiała swojej wiedzy wzbogacić osobistymi doświadczeniami;] Wykorzystując twój sposób myślenia: dlaczego nie skierujesz swojego gniewu na tych, którzy wywołali głód a nie na ich ofiary? II wś... trzeba zgłębić temat, żeby wiedzieć, dlaczego się nią tak wszyscy podniecają. A jak się czegoś nie wie, to lepiej się nie wypowiadać;] Trochę empatii dla wszystkich skrzywdzonych stworzeń;]
sylwia - 2010-03-15, 12:46

arahja napisał/a:
Z takimi rodzicami dziś walczymy w kuchni

albo zamiast walki świecimy dobrym przykładem :mrgreen:
arahja,to o pokoleniach bardzo fajne napisane. i bardzo prawdziwe.
aśkaeddie napisał/a:
Jakby znalazł się na miejscu takiego biednego stworzenia to by zrozumiał że nawet głód nie był najgorszą rzeczą jaka może nas spotkać.

może jak Ty znalazłabyś się na miejscu dziadka, to też zrozumiałabyś pewne rzeczy...
aśkaeddie napisał/a:
Wolałabym jeść liście przez tygodnie aniżeli zabić.

proponuję uruchomić wyobraźnię i pomyśleć o chwili, w których liści zabraknie. a jeżeli będzie trudno, to
va napisał/a:
poczytaj o hołodomorze.

najlepiej wspomnienia. i wzbogać sobie zdjęciami.

Tequilla - 2010-03-15, 13:22

nie wiem dlaczego, ale bardzo zapadło mi w pamiec cos co kiedyś widziałem w jakimś programie publicystycznym - to w zasadzie była tylko, jakby migawka - staruszka przygarniała bezdomne psy i koty, a jak ja zapytali czemu to robi to powiedziała ze łzami w oczach, że w czasie wojny musiała zjesc psa. wyobrażam sobie kogos kochającego psy, kto musi wybrać zjesć i przeżyć, czy zabić przyjaciela...
aśkaeddie - 2010-03-15, 18:03

Tequilla napisał/a:
nie wiem dlaczego, ale bardzo zapadło mi w pamiec cos co kiedyś widziałem w jakimś programie publicystycznym - to w zasadzie była tylko, jakby migawka - staruszka przygarniała bezdomne psy i koty, a jak ja zapytali czemu to robi to powiedziała ze łzami w oczach, że w czasie wojny musiała zjesc psa. wyobrażam sobie kogos kochającego psy, kto musi wybrać zjesć i przeżyć, czy zabić przyjaciela...


Smutne :( Tylko nie nazywaj tego psa przyjacielem bo według mnie to całkiem zmienia postać rzeczy/sprawy :roll: Chodzi mi o to że ta Pani może i czuła wielką sympatię do psów, ale nie mówmy że zabiła i zjadła przyjaciela :-? Bo jedno z drugim dla mnie jest sprzeczne :roll:

Ja swojego przyjaciela-psa nigdy bym nie zabiła, prędzej siebie, bo to jak sama nazwa mówi "przyjaciel..." ;) A twierdzenie że zabić z głodu można przyjaciela to jest dla mnie obraźliwe i takie... naciągane :-? Nie można zamordować przyjaciela aby zapełnić swój żołądek... :roll: Prędzej sama bym siebie poświęciła aniżeli "PRZYJACIELA" :roll:

Żebyście mnie dobrze zrozumieli, to nie chodzi już o to że się zabiło stworzenie z głodu ale że nie można GO nazywać przyjacielem :roll: Bo jedno wyklucza drugie :-? No chyba że dzielicie przyjaciół na tych ludzkich i zwierzęcych przy czym pierwsi stoją wyżej, a drudzy gdzieś na dnie się plasują :roll:
Dla mnie osobiście wręcz mój przyjaciel-pies jest numerem jeden i stawiam Go wręcz ponad ludzkimi, dlatego iż wiem że nigdy mnie nie zawiedzie, i dopóki nie skrzywdzę Go to będzie ze mną bez względu na sytuację, bez względu na to co będzie się działo.

Oczywiście nie uważam że powinno sie kogoś stawiać wyżej bo w końcu przyjaciel to przyjaciel ;) :roll: Dlatego przyjaciela nigdy nie skazałabym na zagładę aby ulżyć swojemu głodowi czy w innej ekstremalnej sytuacji.
Dziwne jest dla mnie takie postrzeganie że nawet sie rozważa zabicie przyjaciela bo jest zwierzakiem a jak wspominam co z ludzkimi friends to zaraz wielkie oburzenie :roll: Uwłaczające to jest i tyle. Nie chce nikogo obrażać, bo sama nieraz poczułabym się obrażona (gdyby nie to że mam wy...... na ludzkie zachowanie) że ktoś śmie twierdzić że ludzki przyjaciel jest czegoś wart a ten zwierzakowaty nie bo to nie człowiek. :|


Zdaję sobie sprawę co działo się podczas II WŚ. I nie kieruję swego zdania tylko wobec tych co przeżyli głód, bo wiadomo to byli ludzie którzy nie mieli wyboru gdzie żyją, gdzie się znajdują i w jakiej się znaleźli sytuacji.
Niemniej jednak mam swoje zasady i nie ważne czy ktoś mi tutaj wierzy czy nie ale ja swoich zasad bym nie złamała.

va - 2010-03-15, 20:18

zasady zasadami a historia uczy, że jak ci z glodu psychika 'siądzie' to i w nodze swojego psa/dziecka zobaczysz smakowitą marchewkę
sylwia - 2010-03-15, 21:03

Cytat:
Niemniej jednak mam swoje zasady i nie ważne czy ktoś mi tutaj wierzy czy nie ale ja swoich zasad bym nie złamała.

no więc życzę Ci, żebyś dalej żyła w tym przeświadczeniu i życie Cię nigdy nie zweryfikowało.

tęczowa - 2010-03-15, 22:15

sylwia napisał/a:
no więc życzę Ci, żebyś dalej żyła w tym przeświadczeniu i życie Cię nigdy nie zweryfikowało.

otóż to.przeczytaj sobie "Inny świat",daje do myślenia.
" (...) za ‘prawdziwy' głód uważaliśmy tylko taki stan, w którym na wszystko dookoła patrzy się jak na obiekt do zjedzenia."

sincerity - 2010-03-16, 01:44

Też tak czytam z lekką tęsknotą za brakiem wiedzy i świadomości.. "Tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono", a i co do tego stwierdzenia mam sporo obiekcji. Każdy jakieś tam swoje zasady ma. I owszem, w zakresie moich opcji życiowych nie mieści się zjadanie przyjaciół (przyjmijmy już, że ludzkich), ale jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, w której miałabym wątpliwości. I to nie wątpliwości w obszarze wartości, ale w zwyczajnej woli życia, wyższości fizjologicznych potrzeb, itp.
Heroizm i owszem - można oddać życie za kogoś w przypływie bohaterstwa itp. Ale czy można powoli umierać z głodu, kierując się wyższymi uczuciami? Powątpiewam.

arahja - 2010-03-18, 19:19

Myślę, że im bardziej będziemy przekonywać, że świat nie jest czarno-biały, tym mniejszy odniesiemy skutek. :)
Smoczyca - 2010-03-23, 10:38

Arahja, mogłabyś przetłumaczyć to na polski? Bo ja nie rozumiem...

aśkaeddie napisał/a:
Wypisz, wymaluj opis pasuje do mojego dziadka :| Jemu nie przetłumaczysz i już, on wie lepiej itd. Jakby znalazł się na miejscu takiego biednego stworzenia to by zrozumiał że nawet głód nie był najgorszą rzeczą jaka może nas spotkać.


Naprawdę uważasz, że lepsza jest powolna śmierć z głodu niż szybka po poderżnięciu gardła? Która według Ciebie wiąże się z większą ilością cierpienia?

Cytat:
Nie każdy nadaje się aby prowadzić dyskusje, bo niektórzy są tak zamknięci na swoje zdanie że nigdy nie dostrzegą ogromu cierpienia i mordowania zwierząt. Chyba że sami by znaleźli się w ciele takiego wystraszonego, przerażonego, mającego zostać lada chwila zamordowanego zwierzaka... :|


Jeżeli dobrze rozumiem i Twój dziadek doświadczył wojny to on doskonale wie, jak to jest być przerażonym z powodu nadchodzącej śmierci. A jeżeli dyskusję zaczynasz tak, jak tutaj - to nie dziwię się, że nikt nie chce CIę słuchać, też bym nie chciała, kiedy zaczynasz górnolotnie od mordowanych zwierzątek.
I...zastanów się, czym były obozy koncentracyjne, skoro już pijesz do "wystraszonych, przerazonych, majacych zostac lada chwila zamordowanych..."

Cytat:

Jak ostatnio zajadała się zimnymi nóżkami to miałam ochotę jej zrobić to co ludzie zrobili tym biednym zwierzętom. :evil: albo żebyś chociaż jej to mordercze jedzenie w gardle stanęło.


Mam wrażenie, że po prostu znalazłaś sobie ideologię, która pozwala Ci czuć się lepszą od innych i czuć do nich niechęć, bo nie podążają tą samą ścieżką, co Ty.

Cytat:

Zresztą w mojej rodzinie każdy ma swoje zdanie i nikt go nie zmieni, bo nawet nikt nie próbował poznać przyczyn dlaczego jestem wege, poza tym że kocham zwierzęta. Myślą że to tylko taki kaprys i tyle. Bo co da że ja jedna nie jem mięsa? na tym kończą sie pytania, nie są w stanie zrozumieć nic dalej.


Tylko krowa zdania nie zmienia (bez urazy, krowa;) Jeżeli chcesz byc rozumiana, to Ty się musisz o to postarać, a nie oczekiwać, że inni będą z Ciebie wyciągać informacje. Ty masz ich przekonać do tego, że to co robisz jest w jakiś sposób korzystniejsze, a nie oczekiwać, że pójdą za Twoim światłym przykładem. Do różnych odbiorców stosuje się różne sposoby przekazu, co innego może przekonać Twojego dziadka, a co innego wrażliwą nastolatkę.

Cytat:
A ja nie odebrałabym życia innemu stworzeniu, nawet gdybym głodowała. :-? To dlaczego by nie złapać tych ludzi przez które był głód i ich zrobić na obiad? A nie mordować niewinne zwierzęta. :roll: :evil:

Ja wiem że pisze się inaczej a głód nie jest czymś co łatwo zdefiniować w momencie kiedy sie go odczuwa, ale mimo wszystko. Wolałabym jeść liście przez tygodnie aniżeli zabić.

A odnośnie głodu to powinni obwiniać innych ludzi przez których go doświadczyli a nie istoty które są niewinne. To że człowiek człowiekowi potrafi zgotować podły los to nic nowego. :roll: Swoją drogą ludzie podniecają się II WŚ a wcześniej też siebie wybijali, głodowali... :roll: Chyba dlatego tak to przezywają bo w sumie było to kilkadziesiąt lat temu. :-?


Odebrałabyś, odebrała. Lepsi od CIebie mając do wyboru zdrowie dziecka a życie zwierzęcia wybierali to pierwsze, a czasem nawet zycie innego czlowieka. Głód powoduje zmianych psychologiczne, poza wszystkim. Poszperaj w necie, albo jeszcze lepiej - w ksiazkach.

* Apathy
* Depression
* Mental restlessness
* An obsession with the attainment of food
* Self-centered actions
* An indifference towards others

It is apparent that many of these changes would lead to unhappiness and a deterioration of personal relationships. An example of this was given by Dr. Danian Donavan who worked with Irish famine victims: "I have seen mothers snatch food from their starving children; known a son to engage in a fatal struggle with his father for a potato; and seen parents look on the putrid bodies of their offspring without evincing a symptom of sorrow" (Crawford 202). <- wynik dwuminutowego researchu, http://www4.cord.edu/proj...ics/Biology.htm

Po tym, jak napelnisz brzuch mozesz sobie obwiniac, kogo chcesz - ale dopoki tego nie zrobisz, liczyc sie bedzie tylko to, zeby cos zjesc.

Dlatego ludzie "sie podniecaja" WWII? A wiesz, ile panstw bylo wmieszanych w konflikt? Nigdy nie bylo wojny na taka skale. I na dodatek skutki czujemy do dzisiaj.

http://www.century-of-fli...W2/involved.htm


I btw - to juz pytanie do wszystkich - czy uwazacie za zasadne nazywanie zwierzat "niewinnymi"? Czy zwierzeta dokonuja rozroznienia miedzy zlem a dobrem ?

arahja - 2010-03-23, 11:25

Smoczyca napisał/a:
Arahja, mogłabyś przetłumaczyć to na polski? Bo ja nie rozumiem...


Każde zdanie polemiczne utwierdza koleżankę w jej poglądach, więc lepiej nie polemizować - albo zrozumie, albo nie; albo doświadczy, albo (oby!) nie.

aśkaeddie - 2010-03-23, 20:27

Smoczyca napisał/a:
Naprawdę uważasz, że lepsza jest powolna śmierć z głodu niż szybka po poderżnięciu gardła? Która według Ciebie wiąże się z większą ilością cierpienia?


No wiesz ja nie nazwałabym tego poderżnięciem gardła w większości sytuacji... :roll: Bo jak rozpruwają żołądek zwierzęcia najpierw co nie jest wcale taki rzadkie to raczej nie jest to chwila :-? Albo jak pakują zwierzęta to worków a potem to wrzątku aby sie ugotowały to też nie jest szybka śmierć :evil: Albo jak żywcem zdzierają skórę po czym odarte z niej zwierze nadal żyje... to wybacz ale jak ja zobaczyłam taki filmik to po dziś dzień jak kładę się spać zastanawiam się ile zwierząt w tej chwili tak mordują? Ile z nich cierpi ból jakiego nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić? I mów co chcesz ale to jest jeszcze gorsze od powolnej śmierci z głosu, bo jak z głodu jestem sobie w stanie jako tako wyobrazić to odarcia żywcem ze skóry nie jestem, to mnie przeraża jak nic innego tak samo jak gotowanie żywcem... :cry:

Smoczyca napisał/a:

Jeżeli dobrze rozumiem i Twój dziadek doświadczył wojny to on doskonale wie, jak to jest być przerażonym z powodu nadchodzącej śmierci. A jeżeli dyskusję zaczynasz tak, jak tutaj - to nie dziwię się, że nikt nie chce CIę słuchać, też bym nie chciała, kiedy zaczynasz górnolotnie od mordowanych zwierzątek.
I...zastanów się, czym były obozy koncentracyjne, skoro już pijesz do "wystraszonych, przerazonych, majacych zostac lada chwila zamordowanych..."


Na pewno odczuwał strach i przerażenie przed śmiercią bo w tamtych czasach za nic mogli zamordować. Zgadzam się z tym, ale to nie nauczy człowieka że życie trzeba szanować czy swoje czy obce... Wręcz przeciwnie :( Obozy koncentracyjne były tym czym są teraz setki hodowli zwierząt na tej planecie... Każdy odczuwa strach, przerażenie bez względu czy to człowiek czy pies czy szczur...[/quote]

Smoczyca napisał/a:

Mam wrażenie, że po prostu znalazłaś sobie ideologię, która pozwala Ci czuć się lepszą od innych i czuć do nich niechęć, bo nie podążają tą samą ścieżką, co Ty.


Nie znalazłam. Dla mnie to jest normalne, tak powinno być że człowiek szanuje życie innych a nie robi z siebie władcę... Czy czuję się lepsza? Z punktu widzenia że teraz jestem wege to tak. Ale z punktu że kiedyś przez wiele wiele lat nie byłam wege i przyczyniłam się do śmierci tak wielu istnień to nie jestem ani ciut lepsza. :roll: Nawet gorsza bo zawsze zwierzęta były mi bliskie i nie wiem jak późno dotarło do mnie żę przechodzę na wegę... :( A nie ważne czy ktoś zabił 100 czy 1 istnienie... Bo z punktu widzenia tego 1 istnienia nie ma to znaczenia.


Smoczyca napisał/a:

Tylko krowa zdania nie zmienia (bez urazy, krowa;) Jeżeli chcesz byc rozumiana, to Ty się musisz o to postarać, a nie oczekiwać, że inni będą z Ciebie wyciągać informacje. Ty masz ich przekonać do tego, że to co robisz jest w jakiś sposób korzystniejsze, a nie oczekiwać, że pójdą za Twoim światłym przykładem. Do różnych odbiorców stosuje się różne sposoby przekazu, co innego może przekonać Twojego dziadka, a co innego wrażliwą nastolatkę.


Ja nie przekonuję bo prawie nie rozmawiam na ten temat. Bo dla nich nie am o czym rozmawiać. :roll: A skoro do tej pory nic się nie zmieniło także nie łudzę się że coś się zmieni. Ale kto wie może ktoś inny jeśli stanie na mej drodze to dzięki mnie stwierdzi że wege to jest "to" :-)


Smoczyca napisał/a:
Odebrałabyś, odebrała. Lepsi od CIebie mając do wyboru zdrowie dziecka a życie zwierzęcia wybierali to pierwsze, a czasem nawet zycie innego czlowieka. Głód powoduje zmianych psychologiczne, poza wszystkim. Poszperaj w necie, albo jeszcze lepiej - w ksiazkach.


Możesz tak myśleć, na to nie mam wpływu. Ale nie zrobiłabym tego, jeśli zaczęłyby mi krążyć po głowie głupie myśli a pewnie tak by się stało bo na to aż takiego wpływu się nie ma to zwyczajnie przyśpieszyłabym spotkanie ze Śmiercią. I tyle.


Smoczyca napisał/a:
I btw - to juz pytanie do wszystkich - czy uwazacie za zasadne nazywanie zwierzat "niewinnymi"? Czy zwierzeta dokonuja rozroznienia miedzy zlem a dobrem ?


Ooo tak. W porównaniu do tego co wyprawiają ludzie to nie mam wątpliwości że tak. Aczkolwiek jeśli spojrzy się na to z innej strony to wiadomo zwierzęta zabijają inne aby przeżyć i koło się zamyka i toczy dalej. Tak było i będzie. Wiadomo że taki lew zabijający np. antylopę nie jest do końca niewinny. Bo jeśli spojrzeć z punktu widzenia że zabił to na bank nie jest niewinny. Jednak zwierzęta zabijając aby przeżyć, nie robią tego dlatego z innych pobudek jak np. dla zabawy, bo dobrze jest panować nad innymi czy dla większego zysku. Chcą przerwać, żyć i tak dalej. ;)
Na pewno zwierzęta rozróżniają zło i dobro. Chociaż może nie wszystkie, zresztą w ich świecie ma to inny sens niż dla nas.
Mogę to powiedzieć po przykładzie mojego własnego psiaka, i wiem że rozróżnia, aczkolwiek wiadomo pewnych złych rzeczy które mu przez przypadek przekazałam jako normalne a takimi nie są to cóż... Można to porównać do rodzica który nie specjalnie sprawia że dziecko robi coś źle bo uważa że tak trzeba podczas gdy to nie było zamierzeniem rodzica. To na dość podobnej zasadzie to działa u mnie, między mną a moim psiakiem.
Na pewno wie że pewnych rzeczy robić nie można bo są złe ale z innych nie zdaje sobie tego sprawy i traktuje jako coś dobrego, naturalnego, że tak powinno być podczas gdy nie powinno... Ale to akurat moja wina i tyle.
Nie wiem czy mnie zrozumieliście, pewnie nie. lol Ale wydaje mi się że niektórzy co są bardzo związani ze swoimi pupilami mogą wiedzieć o co mi chodzi. ;)

arahja - 2010-03-23, 20:51

aśkaeddie napisał/a:
Jednak zwierzęta zabijając aby przeżyć, nie robią tego dlatego z innych pobudek jak np. dla zabawy, bo dobrze jest panować nad innymi czy dla większego zysku.


Błąd. Zwierzęta też potrafią zabijać w walkach "plemiennych", nie ma to nic wspólnego z przetrwaniem, tylko z pokazaniem, kto tu rządzi. Biolodzy powiedzą pewnie wiecej na ten temat.

Smoczyca - 2010-03-23, 21:17

aśkaeddie napisał/a:

No wiesz ja nie nazwałabym tego poderżnięciem gardła w większości sytuacji... :roll: Bo jak rozpruwają żołądek zwierzęcia najpierw co nie jest wcale taki rzadkie to raczej nie jest to chwila :-? Albo jak pakują zwierzęta to worków a potem to wrzątku aby sie ugotowały to też nie jest szybka śmierć :evil: Albo jak żywcem zdzierają skórę po czym odarte z niej zwierze nadal żyje... to wybacz ale jak ja zobaczyłam taki filmik to po dziś dzień jak kładę się spać zastanawiam się ile zwierząt w tej chwili tak mordują? Ile z nich cierpi ból jakiego nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić? I mów co chcesz ale to jest jeszcze gorsze od powolnej śmierci z głosu, bo jak z głodu jestem sobie w stanie jako tako wyobrazić to odarcia żywcem ze skóry nie jestem, to mnie przeraża jak nic innego tak samo jak gotowanie żywcem... :cry:


Generalnie rzeźnie starają się zachowywać jakies standarty - tak samo, jak w laboratoriach. Więc nie uważam, żeby Twoja histeria jest uzasadniona. I szczerze mówiąc, nie uważam, żeby śmierć tygodniami z głodu była lepsza, niż godziny męczarni z powodu rozdartego brzucha.Próbowałam coś znaleźć nt czasu śmierci w wypadku skórowania, ale nic nie znalazłam. Ale zakładam, że (już po zdjęciu skóry) śmierć nadal jest dość szybka, biorąc pod uwagę utratę krwi i szok.


Cytat:

Nie znalazłam. Dla mnie to jest normalne, tak powinno być że człowiek szanuje życie innych a nie robi z siebie władcę... Czy czuję się lepsza? Z punktu widzenia że teraz jestem wege to tak. Ale z punktu że kiedyś przez wiele wiele lat nie byłam wege i przyczyniłam się do śmierci tak wielu istnień to nie jestem ani ciut lepsza. :roll: Nawet gorsza bo zawsze zwierzęta były mi bliskie i nie wiem jak późno dotarło do mnie żę przechodzę na wegę... :( A nie ważne czy ktoś zabił 100 czy 1 istnienie... Bo z punktu widzenia tego 1 istnienia nie ma to znaczenia.


Raczej nie, bo i tak nie zyje :] I idąc tą logiką - skoro już zabiłaś jedno zwierze, to nie ma znaczenia, ze zabijesz wiecej. Dalej : skoro jestes lepsza, to dlaczego uwazasz, ze zycie zwierzat jest warte tyle samo, co ludzi? A jezeli nie jestes... Dlaczego niby mialabys nie jesc miesa, skoro zwierzeta robia to samo?

Cytat:

Ja nie przekonuję bo prawie nie rozmawiam na ten temat. Bo dla nich nie am o czym rozmawiać. :roll: A skoro do tej pory nic się nie zmieniło także nie łudzę się że coś się zmieni. Ale kto wie może ktoś inny jeśli stanie na mej drodze to dzięki mnie stwierdzi że wege to jest "to" :-)


Czyli "idźcie za moim oswieconym przykładem" ? Z tym podejśćiem? Nie sądzę.

Cytat:

Możesz tak myśleć, na to nie mam wpływu. Ale nie zrobiłabym tego, jeśli zaczęłyby mi krążyć po głowie głupie myśli a pewnie tak by się stało bo na to aż takiego wpływu się nie ma to zwyczajnie przyśpieszyłabym spotkanie ze Śmiercią. I tyle.


Czyli też byś coś/kogoś zabiła. Wracamy do punktu nr 2 : "skoro już zabiłaś jedno zwierze, to nie ma znaczenia, ze zabijesz wiecej. Dalej : skoro jestes lepsza, to dlaczego uwazasz, ze zycie zwierzat jest warte tyle samo, co ludzi? A jezeli nie jestes... Dlaczego niby mialabys nie jesc miesa, skoro zwierzeta robia to samo?"

To pozwól, że zrobię sekcję Twojej wypowiedzi...

Cytat:
Ooo tak. W porównaniu do tego co wyprawiają ludzie to nie mam wątpliwości że tak.


Wniosek skąd? Dowody? Przykłady?

Cytat:
Aczkolwiek jeśli spojrzy się na to z innej strony to wiadomo zwierzęta zabijają inne aby przeżyć i koło się zamyka i toczy dalej. Tak było i będzie. Wiadomo że taki lew zabijający np. antylopę nie jest do końca niewinny. Bo jeśli spojrzeć z punktu widzenia że zabił to na bank nie jest niewinny. Jednak zwierzęta zabijając aby przeżyć, nie robią tego dlatego z innych pobudek jak np. dla zabawy, bo dobrze jest panować nad innymi czy dla większego zysku. Chcą przerwać, żyć i tak dalej. ;)


Koty bawią się swoim jedzeniem. Matka lisków nie przejmuje się tym, że jej ofiara cierpi, tylko zanosi ją półżywą, żeby małe ją zjadły. Lwy przejmując stado zabijają dzieci innych samców. Zabawa, panowanie nad innymi, zysk (więcej przekazanych genów).

Cytat:
Na pewno zwierzęta rozróżniają zło i dobro.


Patrz punkt pierwszy.

Cytat:
Chociaż może nie wszystkie, zresztą w ich świecie ma to inny sens niż dla nas.


A które nie? Jaki w ich świecie to ma sens?

Cytat:
Mogę to powiedzieć po przykładzie mojego własnego psiaka, i wiem że rozróżnia, aczkolwiek wiadomo pewnych złych rzeczy które mu przez przypadek przekazałam jako normalne a takimi nie są to cóż... Można to porównać do rodzica który nie specjalnie sprawia że dziecko robi coś źle bo uważa że tak trzeba podczas gdy to nie było zamierzeniem rodzica. To na dość podobnej zasadzie to działa u mnie, między mną a moim psiakiem.
Na pewno wie że pewnych rzeczy robić nie można bo są złe ale z innych nie zdaje sobie tego sprawy i traktuje jako coś dobrego, naturalnego, że tak powinno być podczas gdy nie powinno...


A nie jest tak czasem dlatego, że nauczyłaś go, że czegoś mu nie wolno? Sikanie na łóżko jest moralnie dobre, czy moralnie złe? Czy pies pozostawiony sam sobie stwierdzi, że to niezgodne z jego wewnętrznym nakazem? Wwf, dudette?

reptilia - 2010-04-03, 08:27

W związku ze zbliżającymi się świętami mam pewną zabawną historyjkę: matka wczoraj przygotowywała boczek [doprawianie, zawijanie w jakieś nici etc.] i postanowiła dać go na balkon, żeby przeszedł tymi przyprawami, a poza tym w lodówce nie ma miejsca. Oczywiście pozawijała to w reklamówki i zamknęła dojście do balkonu od strony ogródka, żeby żaden pesok tam nie wlazł. No i dziś rano krzyk i smutek, bo reklamówka przegryziona, boczek wytachany na ziemię i zjedzony do połowy. Matka smęci, że tyle pieniędzy, że szkoda, ja mówię, żeby dali psu, bo mój pies pochłania wszystko, a mój ojciec - NIE, JA TO ZJEM. TYLKO UMYJ. :-?
No i umyła.

Do tego rewelacyjny argument ojca: A CO TY MYŚLISZ, ŻE W FABRYKACH MIĘSA ROBIĄ INACZEJ?! Przypomniałam mu tylko subtelnie, że ja przeciez nie jem mięsa. 8-)

Rodzina wegetarianina-mnie to pojebana rodzina. Równiutko.

EDIT: Bo to mięsko to chyba koty wciągnęły pod osłoną nocy :D

Soledad - 2010-04-06, 15:00

podejrzewam,że mój tata też by to wolał zjeść niż wyrzucić :roll: zawsze słyszałam teksty przy obiedzie: to chociaż mięso zjedz,a resztę zostaw :roll: mięso cenne jest w naszym społeczeństwie
aśkaeddie - 2010-04-06, 23:36

Smoczyca napisał/a:

Generalnie rzeźnie starają się zachowywać jakies standarty - tak samo, jak w laboratoriach. Więc nie uważam, żeby Twoja histeria jest uzasadniona. I szczerze mówiąc, nie uważam, żeby śmierć tygodniami z głodu była lepsza, niż godziny męczarni z powodu rozdartego brzucha.Próbowałam coś znaleźć nt czasu śmierci w wypadku skórowania, ale nic nie znalazłam. Ale zakładam, że (już po zdjęciu skóry) śmierć nadal jest dość szybka, biorąc pod uwagę utratę krwi i szok.


Taaa jasne. Rzeźnie i standardy? Laboratoria i standardy? Nie chcę Cię tutaj obrazić ale chyba żyjesz w urojonym świecie. Weź i obejrzyj klipy na yt i tam wcale nie pokazują wyjątków, to są "standardy" :roll: Może Ty wolałabyś umierać godzinę z rozprutym brzuchem lub choćby kilka minut pozbawiona i żywcem obdarta ze skóry - no cóż ja taka nie jest, nie zniosłabym tego bólu, bo nawet próba jego wyobrażenia mnie panicznie przeraża. Co do głodu to jest to wstrętna sprawa ale nie wahałabym się co wybrać.
I wiem co piszę, jak sie zdarzyło kilka razy że nie miałam czasu przez cały dzień nic zjeść ani sie napić to byłam wykończona i nie wspomnę o atakach głodu, ale to zniosłabym... Zresztą jak napisałam, pewnie w pewnym momencie bym sie zabiła i tyle.
Co do śmierci w wyniku ugotowania żywcem i obdzierania żywcem ze skóry to dawałam linka na forum (w osobnym temacie). Skoro to Ciebie nie przekonuje, to no cóż... brak słów. Ja byłam pewna że to zwierzę nie żyło obdarte i rzucone gdzieś tam, ale jak zobaczyłam że ten pies podnosi resztkami sił głowę i spogląda na siebie i ten wzrok (nie wspomnę o bólu który musiał czuć fizyczny i psychiczny) to wysiadam. A z tego co zrozumiałam wiele z nich nie umiera od razu... :(
Więc mogę wyjść tutaj na sukę, bardzo proszę ale jakby dorwała takiego mordercę to bym wybiła razem z całą rodziną a jego na końcu :evil:


Smoczyca napisał/a:

Raczej nie, bo i tak nie zyje :] I idąc tą logiką - skoro już zabiłaś jedno zwierze, to nie ma znaczenia, ze zabijesz wiecej. Dalej : skoro jestes lepsza, to dlaczego uwazasz, ze zycie zwierzat jest warte tyle samo, co ludzi? A jezeli nie jestes... Dlaczego niby mialabys nie jesc miesa, skoro zwierzeta robia to samo?


Co jak co, ale jakby mnie ktoś zabił to by mnie nie obchodziło czy zabił więcej istnień, a po prostu bym przeklęła na wieki taką osobę.
Zwierzęta mięsożerne to robią bo to ich natura, są roślinożerne, mięsożerne i takie które łączą obie te diety. Jasne że wolałabym aby wszystkie wpieprzały roślinki, ale one zabijają aby przeżyć, bo lew chyba na trawie nie da rady, a ludzie mogą spokojnie żyć na wege, bez żadnej straty ;)
Napisałam że jestem lepsza od innych ludzi pod względem że jestem wege, teraz jestem. Ale kiedyś niebyłam wege, więc w efekcie końcowym nie jestem lepsza. Staram się robić dobrze, szanuję życie, swoje i innych istot, dlatego jestem wege. A życie zwierząt jest pewnie więcej warte od mojego. A na pewno nie mniej. Ale nie mnie to chyba oceniać.


Smoczyca napisał/a:

Czyli "idźcie za moim oswieconym przykładem" ? Z tym podejśćiem? Nie sądzę.


Wiem że moje podejście jest jakie jest, ale jak słyszę teksty te co zwykle, to nie wyrabiam. Nie twierdzę że jestem cierpliwa, bo w tej kwestii i w ogóle do ludzi mi jej brakuje i mówiąc szczerze cieszę się z mojego charakteru i temperamentu. Jeśli zaś idzie o postawę dającego dobry przykład weganina to staram się...
Nie karzę nikomu iść za moim przykładem, zdaję sobie sprawę że to wina chorej myśli społeczeństwa zakorzenionej od wieków i jeszcze dłużej... Co nie zmienia faktu że niektórzy ludzie mają tyle przykładów, tyle sytuacji aby dostrzec że to nie jest fair mordować a to robią to ehhh... Brak słów. Tak samo jak słyszę że zwierzęta nie czują... No co jak co, ale mnie zatyka z bezsilności.


Smoczyca napisał/a:

Czyli też byś coś/kogoś zabiła. Wracamy do punktu nr 2 : "skoro już zabiłaś jedno zwierze, to nie ma znaczenia, ze zabijesz wiecej. Dalej : skoro jestes lepsza, to dlaczego uwazasz, ze zycie zwierzat jest warte tyle samo, co ludzi? A jezeli nie jestes... Dlaczego niby mialabys nie jesc miesa, skoro zwierzeta robia to samo?"

To pozwól, że zrobię sekcję Twojej wypowiedzi...


Cytat:
Ooo tak. W porównaniu do tego co wyprawiają ludzie to nie mam wątpliwości że tak.


Wniosek skąd? Dowody? Przykłady?


Dla mnie zabicie każdego stworzenia ma znaczenie... Jeśli dla Ciebie liczna nie jest ważna... :roll: Im więcej zabitych stworzeń, tym bardziej wszystko przeraża, chociaż jak pisałam dla każdej istoty jest odebrane życie jest osobistą tragedią.
Ja do tego podchodzę dwojako: jako do mordu ogólnie zwierząt ale zdaję sobie sprawę że każde odebranie życie to niewyobrażalne cierpienie, przerażenia, dramat... :cry:


Smoczyca napisał/a:

Koty bawią się swoim jedzeniem. Matka lisków nie przejmuje się tym, że jej ofiara cierpi, tylko zanosi ją półżywą, żeby małe ją zjadły. Lwy przejmując stado zabijają dzieci innych samców. Zabawa, panowanie nad innymi, zysk (więcej przekazanych genów).


Tak spotkałam sie że koty, głównie małe mają taki zwyczaj. Ale małe nie zdają sobie z tego sprawy, co do większych... no cóż zwierzęta idealne nie są.
Widziałam też jak stado dzikich bodajże kotów powaliło jakieś olbrzymie zwierzę i je zaczęły jeść żywcem... Mnie to przeraziło. Ale również to że ludzie to kręcili i nic nie zrobili... Mogli chociaż zabić to zwierzę strzałem z broni palnej a nie ... kręcić i przyglądać się temu. :| Gdyby to było małe zwierzę od razu by umarło, ale że było duże to... nie chcę tłumaczyć tych zwierząt co je jadły, ale zwierzęta jak napisałam nie w 100% sa idealne. Ale takie przypadki to na szczęście rzadkość w porównaniu do ogółu...


Smoczyca napisał/a:
Cytat:
Na pewno zwierzęta rozróżniają zło i dobro.


Patrz punkt pierwszy.

Cytat:
Chociaż może nie wszystkie, zresztą w ich świecie ma to inny sens niż dla nas.


A które nie? Jaki w ich świecie to ma sens?


Według mnie rozróżniają. Nie wszystkie pewnie, i inaczej, ale tak. Ja nie rozmawiam ze zwierzętami w ich mowie co nie znaczy że uważam że jedynie człowiek ma rozsądek, możliwość rozróżniania dobra i zła. Nie skreślam innych istot tylko dlatego że nie mówią w ludzkiej mowie.
Choćby taki że nie mordują aby mordować, ale aby przeżyć. I nie pisz że gdyby miały wybór to wybrałyby takie życie jak ludzkie, bo nie jesteśmy gatunkiem który każdy chciałby naśladować Możesz oczywiście zadać pytanie czy mi to powiedziały? Ale równie dobrze żadne zwierzę nie powiedziało że chciałoby zmienić swoje życie. Na pewno każde chciałoby być bezpieczne, bez ryzyka, ale taki jest świat, trzeba walczyć aby przeżyć i w naszym ludzkim świecie też tak jest.


Smoczyca napisał/a:

A nie jest tak czasem dlatego, że nauczyłaś go, że czegoś mu nie wolno? Sikanie na łóżko jest moralnie dobre, czy moralnie złe? Czy pies pozostawiony sam sobie stwierdzi, że to niezgodne z jego wewnętrznym nakazem? Wwf, dudette?


Równie dobrze to można odnieść do dziecka, jak nie nauczysz to będzie sikało gdzie popadnie ;] Jeśli zostawisz psa to raczej nie będzie szczęśliwy, mój przynajmniej ceni sobie wolność, ale w pobliżu domu a jak gdzieś idziemy na spacer to trzyma się blisko aby się nie zgubić. Mój pies raczej nie rozpatrywał by tego w kategorii wewnętrznego nakazu a pytania dlaczego go zostawiono? Jest przywiązany do mnie, do domu i na pewno tak bardzo jak ja. Skąd to wiem? Jeśli masz jakieś zwierzę i znacie siebie na wylot to po prostu to wiesz ;)


Ja dzisiaj dostałam opierdziel że przeszłam na weganizm. Od starego. ;p W sumie zmieniłam temat bo bym sie jeszcze z nim pokłóciła. A to śmieszne jest i w ogóle całe jego podejście. Rany że też taki zacofany i ciemny jak smoła jest pod tym względem. :-? Już nawet się tym nie przejmuje, lata mi po prostu jego zdanie jak i innych. lol

arahja - 2010-04-07, 20:12

aśkaeddie napisał/a:
Ja do tego podchodzę dwojako: jako do mordu ogólnie zwierząt ale zdaję sobie sprawę że każde odebranie życie to niewyobrażalne cierpienie, przerażenia, dramat...

aśkaeddie napisał/a:
Staram się robić dobrze, szanuję życie, swoje i innych istot, dlatego jestem wege.


aśkaeddie napisał/a:
Więc mogę wyjść tutaj na sukę, bardzo proszę ale jakby dorwała takiego mordercę to bym wybiła razem z całą rodziną a jego na końcu



Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać, ale ten szacunek wygląda nie najlepiej.

aśkaeddie - 2010-04-07, 22:52

arahja napisał/a:

Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać, ale ten szacunek wygląda nie najlepiej.


W pierwszych dwóch czego nie rozumiesz? :roll: No chyba że napisałam iż szanuję każde życie w odniesieniu do zacytowanego trzeciego zdanka... Jeśli tak to no cóż... nie miałabym litości dla ... mordercy? ... to zbyt łagodne słowo... :roll: :-?


Nawiązując bezpośrednio do tematu to rodzina żywi się jak większość... Dzisiaj kolejna osoba zrobiła oczy żę jestem weganką. :megapolew:

arahja - 2010-04-08, 07:37

więc nie każde. większość nie szanuje życia zwierząt, Ty ludzi. nie widzę etycznej różnicy.
zarin - 2010-04-08, 14:50

aśkaeddie napisał/a:
I wiem co piszę, jak sie zdarzyło kilka razy że nie miałam czasu przez cały dzień nic zjeść ani sie napić to byłam wykończona i nie wspomnę o atakach głodu, ale to zniosłabym...


Yyy, na podstawie jednego dnia twierdzisz, że wiesz, co to jest głód?

aśkaeddie - 2010-04-09, 18:28

zarin napisał/a:
aśkaeddie napisał/a:
I wiem co piszę, jak sie zdarzyło kilka razy że nie miałam czasu przez cały dzień nic zjeść ani sie napić to byłam wykończona i nie wspomnę o atakach głodu, ale to zniosłabym...


Yyy, na podstawie jednego dnia twierdzisz, że wiesz, co to jest głód?


Wiadomo że się potęguje z każdym dniem, godziną itd. Co nie znaczy że należy zakładać że każdy by zabił zwierzę w tej ekstremalnej sytuacji ;) :roll: Rany chyba nie warto wrzucać wszystkich do jednego worka? :-?
Nie osądzam takiej sytuacji tylko piszę że nie warto z góry zakładać że każdy by zabił wcześniej czy później.
I nie napisałam że twierdzę to na podstawie jednego dnia, wiadomo że nie jedzenie przez dzień czy dwa nie równa się głodowi przez ileś tam ale sama siebie znam na tyle aby móc odnośnie MOJEJ osoby wyciągnąć wniosek że nie zabiłabym żadnego zwierzaka. Ot co.

sincerity - 2010-04-09, 19:05

aśkaeddie napisał/a:
Co nie znaczy że należy zakładać że każdy by zabił zwierzę w tej ekstremalnej sytuacji ;) :roll: Rany chyba nie warto wrzucać wszystkich do jednego worka? :-?
Moim zdaniem nie ma żadnego sensu przewidywanie swoich zachowań w sytuacjach ekstremalnych. Nawet po ich przeżyciu, co ewidentnie bezpośrednio w min. średnim okresie nie zagraża użytkownikom forum, nie byłabym tak pozbawiona pokory, by twierdzić, że zachowam się tak samo jak wcześniej.

Pomijając że zupełnie nie na miejscu wydaje mi się porównywanie niejedzenia przez jeden dzień z powodu zabiegania czy nawet kilkudniowej głodówki z umieraniem z głodu. Fajnie mi się robi analogie do seksu (chociaż uważam większość analogii za nieuprawnioną, o ile nie chybioną), więc to tak jakby porównać dzień bez seksu bo akurat nie mam ochoty z decyzją o całożyciowej abstynencji no matter what.

Gdy czytam opinie na temat zasad i czyjegoś zupełnie niezrelatywizowanego stosunku do nich, bezkompromisowości, braku pokory, itp, to z jednej strony (bla, bla, bla...), a z drugiej naprawdę mnie cieszy, że czyjś kark się jeszcze nie ugiął i nie było mu dane doznać przykrej konfrontacji z życiem w innym wydaniu. To na swój sposób budujące :sloneczko:

va - 2010-04-11, 17:37

Wypinam się na moją rodzinę wegetarianina, bo całe święta mi dogryzali, że utyłam, eh.
Smoczyca - 2010-04-11, 17:52

aśkaeddie napisał/a:
Taaa jasne. Rzeźnie i standardy? Laboratoria i standardy? Nie chcę Cię tutaj obrazić ale chyba żyjesz w urojonym świecie. Weź i obejrzyj klipy na yt i tam wcale nie pokazują wyjątków, to są "standardy" :roll:


Wierzę bardziej temu, co mówią mi osoby, które znam, niż filmiki na youtube. Znasz kogoś, kto pracuje w laboratorium? Kogoś z rzeźni? Czy też opierasz swoje poglądy na wszystko tylko na telewizji/internecie? Skąd wiesz, że bestialstwo to standart, a nie wyjątek?
Uwazam, że wypowiadasz się bezpodstawnie i nie masz pojęcia o czym mówisz.

Cytat:
Może Ty wolałabyś umierać godzinę z rozprutym brzuchem lub choćby kilka minut pozbawiona i żywcem obdarta ze skóry - no cóż ja taka nie jest, nie zniosłabym tego bólu, bo nawet próba jego wyobrażenia mnie panicznie przeraża.


Jak każde zwierzę mam instynkt samozachowawczy i wolałabym nie umierac w ogóle. A skoro nie zniosłabyś chwilowego bólu, to nie @@@, że zniosłabyś umieranie tygodniami z głodu.

Cytat:
Co do głodu to jest to wstrętna sprawa ale nie wahałabym się co wybrać.
I wiem co piszę, jak sie zdarzyło kilka razy że nie miałam czasu przez cały dzień nic zjeść ani sie napić to byłam wykończona i nie wspomnę o atakach głodu, ale to zniosłabym... Zresztą jak napisałam, pewnie w pewnym momencie bym sie zabiła i tyle.


Nie wiesz, co byś zrobiła. Kropka.
I życzę Ci, żebyś się nie przekonała.

Cytat:
Więc mogę wyjść tutaj na sukę, bardzo proszę ale jakby dorwała takiego mordercę to bym wybiła razem z całą rodziną a jego na końcu :evil:


Masz racje, to zupełnie co innego od zabijania zwierząt, co mają cztery nóżki, raciczki, kopytka albo inne takie.

Cytat:
Co jak co, ale jakby mnie ktoś zabił to by mnie nie obchodziło czy zabił więcej istnień, a po prostu bym przeklęła na wieki taką osobę.


Z jednej strony pochylasz się z rozczuleniem na zabijanymi zwierzętami, ale z drugiej pełno w Tobie złości i nienawiści - mam wrażenie, że jednak chodzi o danie ujścia pewnym emocjom, a nie o rzeczywiste poświęcenie sprawie.

Cytat:
Zwierzęta mięsożerne to robią bo to ich natura, są roślinożerne, mięsożerne i takie które łączą obie te diety. Jasne że wolałabym aby wszystkie wpieprzały roślinki, ale one zabijają aby przeżyć, bo lew chyba na trawie nie da rady, a ludzie mogą spokojnie żyć na wege, bez żadnej straty ;)


Nie wszyscy ludzie są tacy sami i nie wszyscy dobrze znosza bezmięsną dietę. Ergo, zabijają dla swojego dobrego zdrowia i przeżycia.

Cytat:
Napisałam że jestem lepsza od innych ludzi pod względem że jestem wege, teraz jestem. Ale kiedyś niebyłam wege, więc w efekcie końcowym nie jestem lepsza. Staram się robić dobrze, szanuję życie, swoje i innych istot, dlatego jestem wege. A życie zwierząt jest pewnie więcej warte od mojego. A na pewno nie mniej. Ale nie mnie to chyba oceniać.


Nie, życie zwierząt nie jest więcej warte niż Twoje. Ani mniej - to po prostu życie. Nie jesteś też lepsza od innych ludzi - znam osoby, które jedzą mięso, a z całą pewnością mogę je określić jako lepsze od Ciebie - bo na przykład nie mają w sobie nienawiści, którą można tak naprawdę dowolnie ukierunkować. Nie szanujesz życia, bo życiem ludzkim szafujesz jak piaskiem. Mnie zarzucono na tym forum, że jestem gatunkistką, bo cenię wyżej życie ludzi niż życie zwierząt. To jak jest z Tobą?

Cytat:
Wiem że moje podejście jest jakie jest, ale jak słyszę teksty te co zwykle, to nie wyrabiam. Nie twierdzę że jestem cierpliwa, bo w tej kwestii i w ogóle do ludzi mi jej brakuje i mówiąc szczerze cieszę się z mojego charakteru i temperamentu. Jeśli zaś idzie o postawę dającego dobry przykład weganina to staram się...


To może pierwsze popracuj nad sobą, a potem wydawaj sądy na temat cudzej moralności, prawa do życia i tak dalej...?

Cytat:
Co nie zmienia faktu że niektórzy ludzie mają tyle przykładów, tyle sytuacji aby dostrzec że to nie jest fair mordować a to robią to ehhh... Brak słów. Tak samo jak słyszę że zwierzęta nie czują... No co jak co, ale mnie zatyka z bezsilności.


Zależy, co uważasz za morderstwo. Dla mnie zabicie zwierzęcia, które potem zjem to nie jest morderstwo. Zabicie zwierzęcia dla sportu - tak.

Cytat:
Tak spotkałam sie że koty, głównie małe mają taki zwyczaj. Ale małe nie zdają sobie z tego sprawy, co do większych... no cóż zwierzęta idealne nie są.
Widziałam też jak stado dzikich bodajże kotów powaliło jakieś olbrzymie zwierzę i je zaczęły jeść żywcem... Mnie to przeraziło. Ale również to że ludzie to kręcili i nic nie zrobili... Mogli chociaż zabić to zwierzę strzałem z broni palnej a nie ... kręcić i przyglądać się temu. :| Gdyby to było małe zwierzę od razu by umarło, ale że było duże to... nie chcę tłumaczyć tych zwierząt co je jadły, ale zwierzęta jak napisałam nie w 100% sa idealne. Ale takie przypadki to na szczęście rzadkość w porównaniu do ogółu...


A dlaczego ludzie mieliby w to ingerować? To natura. Nie musisz ani nie możesz "tłumaczyć" zwierząt, które pożerają zywcem swoją ofiarę - tak po prostu jest, tego nie zmienisz i nie ma sensu próbować. Zło, które wprowadza człowiek - celowe i zamierzone - jest o wiele gorsze niż to, co można zobaczyć w lesie czy na sawannie.

Cytat:

Według mnie rozróżniają. Nie wszystkie pewnie, i inaczej, ale tak. Ja nie rozmawiam ze zwierzętami w ich mowie co nie znaczy że uważam że jedynie człowiek ma rozsądek, możliwość rozróżniania dobra i zła. Nie skreślam innych istot tylko dlatego że nie mówią w ludzkiej mowie.
Choćby taki że nie mordują aby mordować, ale aby przeżyć. I nie pisz że gdyby miały wybór to wybrałyby takie życie jak ludzkie, bo nie jesteśmy gatunkiem który każdy chciałby naśladować Możesz oczywiście zadać pytanie czy mi to powiedziały? Ale równie dobrze żadne zwierzę nie powiedziało że chciałoby zmienić swoje życie. Na pewno każde chciałoby być bezpieczne, bez ryzyka, ale taki jest świat, trzeba walczyć aby przeżyć i w naszym ludzkim świecie też tak jest.


Według Ciebie, według Ciebie....A na czym opierasz to swoje przekonanie? Na głębokiej wewnętrznej pewności? Do licha! To nie są argumenty.

Cytat:
Równie dobrze to można odnieść do dziecka, jak nie nauczysz to będzie sikało gdzie popadnie ;] Jeśli zostawisz psa to raczej nie będzie szczęśliwy, mój przynajmniej ceni sobie wolność, ale w pobliżu domu a jak gdzieś idziemy na spacer to trzyma się blisko aby się nie zgubić. Mój pies raczej nie rozpatrywał by tego w kategorii wewnętrznego nakazu a pytania dlaczego go zostawiono? Jest przywiązany do mnie, do domu i na pewno tak bardzo jak ja. Skąd to wiem? Jeśli masz jakieś zwierzę i znacie siebie na wylot to po prostu to wiesz ;)


To, co mówisz wynika z psychologii, nie z moralności. Neeext. I tak, to odnosić się może tak samo do dzieci - czytałaś czasem "Władcę Much" ?:)

Cytat:
Ja dzisiaj dostałam opierdziel że przeszłam na weganizm. Od starego. ;p W sumie zmieniłam temat bo bym sie jeszcze z nim pokłóciła. A to śmieszne jest i w ogóle całe jego podejście. Rany że też taki zacofany i ciemny jak smoła jest pod tym względem.


Tak, Twój stary jest ciemny jak smoła i zacofany i głupi i w ogóle do dupy, bo się o CIebie martwi, a Ty nie potrafisz mu wyjaśnić swojego światopoglądu/przekonań w sposób, który do niego przemówi.
Ossu!

alken87 - 2010-04-12, 07:35

Smoczyca napisał/a:
aśkaeddie napisał/a:
Taaa jasne. Rzeźnie i standardy? Laboratoria i standardy? Nie chcę Cię tutaj obrazić ale chyba żyjesz w urojonym świecie. Weź i obejrzyj klipy na yt i tam wcale nie pokazują wyjątków, to są "standardy" :roll:


Wierzę bardziej temu, co mówią mi osoby, które znam, niż filmiki na youtube. Znasz kogoś, kto pracuje w laboratorium? Kogoś z rzeźni? Czy też opierasz swoje poglądy na wszystko tylko na telewizji/internecie? Skąd wiesz, że bestialstwo to standart, a nie wyjątek?
Uwazam, że wypowiadasz się bezpodstawnie i nie masz pojęcia o czym mówisz.


Normalnie aż się musiałam zarejestrować bo mnie bierze jak to czytam :roll:
Skoro filmik z rzeźni jest dla Ciebie źródłem nieobiektywnym to sobie Singera poczytaj.
On swoją argumentację opiera na źródłach skrajnie obiektywnych -są to raporty z eksperymentów napisane przez badaczy, dla których testowanie to chleb powszedni, artykuły z czasopism hodowców bydła i drobiu- choćby nie wiem jak wyzbytym emocji i empatii językiem były napisane, choćby nie wiem jak autorzy tych publikacji starali się uprzedmiotowić zwierzę, na którym eksperymentują czy zabijają na mięso- i tak doskonale widać, jak okrutne są to procedury, ile cierpienia ze sobą niosą i owszem- pokazują jednoznacznie, że bestialstwo to standard.
Autor celowo nie chciał opierać się na materiale dostarczanym przez działaczy ruchów wyzwolenia zwierząt, żeby uniknąć pomówień takich jak Twoje, jakoby filmiki kręcone pokątnie były wyjątkiem.
Jak widać, nie trzeba było uciekać się do krwawych obrazków żeby obnażyć ludzką działalność w tym sektorze.
Ja wcale nie uważam że to powinno każdego skłonić do zaprzestania jedzenia mięsa. W końcu różni ludzie są na świecie i trzeba pozwolić im żyć jak potrafią, okazujemy litość i zrozumienie upośledzonym intelektualnie to czemuż by nie tym, którym brak empatii i wrażliwości...
tylko po co uruchamiać w sobie taki mechanizm zaprzeczenia, że to wszystko jest słuszne, bo praktykowane od setek lat, cacy, zwierzątka same wskakują rzeźnikowi pod nóż z zachowaniem wszelkich humanitarnych standardów, po to, żeby pyszne kotleciki dodawały nam sił. Ba, nawet sama bozia rzekła ze to wszystko należy do nas i możemy zrobić z tym co chcemy (chyba nie chodziło o niszczenie i zabijanie, ale może się mylę :roll: )
Jak jesz to mięso to z pełną odpowiedzialnością i świadomością, że to było żywe, czujące tak samo jak Ty stworzenie, którego życie od samego narodzenia było nieszczęśliwe, wbrew naturze, a uwieńczeniem tego była śmierć okraszona niewyobrażalnym przerażeniem, bólem. Nie doczytałaś nic o śmierci w przypadku skórowania? To może jednak obejrzysz jakiś filmik na youtube, gdzie obdarte ze skóry zwierzę podnosi głowę a w jego oczach widać dokładnie co przeżywa...z resztą co to za różnica czy umrze ono sekundę po oskórowaniu w wyniku szoku czy będzie jeszcze biegać w kółko przez minutę zanim padnie :roll: wrażenie zmysłowe jest to samo.

aśkaeddie - 2010-04-13, 14:04

Smoczyca napisał/a:
aśkaeddie napisał/a:
Taaa jasne. Rzeźnie i standardy? Laboratoria i standardy? Nie chcę Cię tutaj obrazić ale chyba żyjesz w urojonym świecie. Weź i obejrzyj klipy na yt i tam wcale nie pokazują wyjątków, to są "standardy" :roll:


Wierzę bardziej temu, co mówią mi osoby, które znam, niż filmiki na youtube. Znasz kogoś, kto pracuje w laboratorium? Kogoś z rzeźni? Czy też opierasz swoje poglądy na wszystko tylko na telewizji/internecie? Skąd wiesz, że bestialstwo to standart, a nie wyjątek?
Uwazam, że wypowiadasz się bezpodstawnie i nie masz pojęcia o czym mówisz.


:shock: Mnie zatkało i tyle. Skoro obejrzenie filmików które są robione przez korporacje i ludzi którzy mają interes aby pokazać wszystko w dobrym świetle uważasz za warte popracia iż to prawda a te które ukazują jak ludzie bawią się i mają ubaw z mordowania zwierząt czy to w rzeźni i czy to tych żywcem obdzieranych ze skóry to hmm... nie wiem co Ci odpisać, bo brak mi słów. Jak można tak gardzić i być nie czułym na czyjeś cierpienie. Normalnie mnie zatkało i tyle, zwłaszcza że choćby jesteś na tym forum i zdaje się że masz wiedzą i widziałaś takie klipy.
Rany ludzie nigdy nie przestaną mnie... dołować. Nie piszę tego aby Cię obrazić po prostu przez wzgląd jak się postrzega mordowanie zwierząt i ich niewyobrażalne cierpienie które się spycha na margines i zsyła do rangi przedmiotów.



Smoczyca napisał/a:
Cytat:
Może Ty wolałabyś umierać godzinę z rozprutym brzuchem lub choćby kilka minut pozbawiona i żywcem obdarta ze skóry - no cóż ja taka nie jest, nie zniosłabym tego bólu, bo nawet próba jego wyobrażenia mnie panicznie przeraża.


Jak każde zwierzę mam instynkt samozachowawczy i wolałabym nie umierac w ogóle. A skoro nie zniosłabyś chwilowego bólu, to nie @@@, że zniosłabyś umieranie tygodniami z głodu.


Ból spowodowany wielodniowym głodem a obdarcie żywcem ze skóry nigdy nie będzie można porównać do siebie. Oczywiście dla Ciebie może być do porównania i byś wolała te kilka/kilkanaście minut niewyobrażalnego cierpienia od dłuższego umierania z bólu. Ale ja wiem co bym zniosła i spróbuje sobie skórki żywcem pozdzierać a to boli do tego jak ktoś robi to z całym Twoim ciałem.
Wiem co byłabym wstanie znieść a co nie, i mimo iż głód też jest przerażający to nie waham się powiedzieć że dla dla mnie pozostanie o wiele lżejszą śmiercią aniżeli obdzieranie ze skóry. Nie wiem dlaczego starasz się tak usilnie mnie przekonać że tylko Ty masz rację, a ja nie. Skoro dla Ciebie to łagodniejsza śmierć to niech tak będzie, ale nie wmawiaj mi że wiesz lepiej ode mnie co bym zrobiła i jakbym się zachowała. Bo nie masz pojęcia o tym najmniejszego zwłaszcza że nie potrafisz uszanować mojego zdania a tylko ciągle piszesz że nie wiem co bym zrobiła :roll:


Smoczyca napisał/a:
Cytat:
Co do głodu to jest to wstrętna sprawa ale nie wahałabym się co wybrać.
I wiem co piszę, jak sie zdarzyło kilka razy że nie miałam czasu przez cały dzień nic zjeść ani sie napić to byłam wykończona i nie wspomnę o atakach głodu, ale to zniosłabym... Zresztą jak napisałam, pewnie w pewnym momencie bym sie zabiła i tyle.


Nie wiesz, co byś zrobiła. Kropka.
I życzę Ci, żebyś się nie przekonała.


I widzisz usilnie starasz się udowodnić że znasz mniej lepiej niż ja sama siebie. Nie potrafisz zrozumieć że ktoś ma inne zdania i na siłę uparcie twierdzisz że ja nic nie wiem a Ty znasz mnie na wylot. Nie pakuj wszystkich do jednego worka, bo nie od dziś wiadomo że nie wszyscy są tacy sami. ;)


Smoczyca napisał/a:
Cytat:
Więc mogę wyjść tutaj na sukę, bardzo proszę ale jakby dorwała takiego mordercę to bym wybiła razem z całą rodziną a jego na końcu :evil:


Masz racje, to zupełnie co innego od zabijania zwierząt, co mają cztery nóżki, raciczki, kopytka albo inne takie.


Pewnie że nie, ale jeśli miałabym możliwość powstrzymania mordercy to nie wahałabym się. Wielu ludzi nigdy nie zrozumie tego bólu, chyba że samych ich by wepchnąć w skórę zwierząt ale i tak pewnie nawet to by nie pomogło.


Smoczyca napisał/a:
Cytat:
Co jak co, ale jakby mnie ktoś zabił to by mnie nie obchodziło czy zabił więcej istnień, a po prostu bym przeklęła na wieki taką osobę.


Z jednej strony pochylasz się z rozczuleniem na zabijanymi zwierzętami, ale z drugiej pełno w Tobie złości i nienawiści - mam wrażenie, że jednak chodzi o danie ujścia pewnym emocjom, a nie o rzeczywiste poświęcenie sprawie.


Akurat nie widzę tutaj zbyt wiele powodów aby a raczej żadnych aby tej nienawiści nie czuć. No chyba że ktoś poklepał by jeszcze swego mordercę po ramieniu i dał kilka komplementów że dobrze zrobił.
Ja szanuję swoje życie i innych ale jeśli ktoś nie szanuje życia innych to nie widzę sensu aby szanować taką osobę, szczególnie jeśli kompletnie uważasz że zwierzęta to przedmioty. Nie da się aby w chwili jak widzisz morderców którzy z uśmieszkiem na ustach odbierają życie innym nie czuć nienawiści i wielu innych negatywnych uczuć. Skoro Ty nie odczuwasz wtedy żadnych negatywnych emocji to heh... Wybieram swoje odczucia bo wiem że dzięki temu iż mnie to prześladuje potem śmierć tych zwierząt to mam jakieś odruchy które sprawiają że jestem zdolna do uczuć, do współczucia, że rozróżniam zło.


Smoczyca napisał/a:
Cytat:
Zwierzęta mięsożerne to robią bo to ich natura, są roślinożerne, mięsożerne i takie które łączą obie te diety. Jasne że wolałabym aby wszystkie wpieprzały roślinki, ale one zabijają aby przeżyć, bo lew chyba na trawie nie da rady, a ludzie mogą spokojnie żyć na wege, bez żadnej straty ;)


Nie wszyscy ludzie są tacy sami i nie wszyscy dobrze znosza bezmięsną dietę. Ergo, zabijają dla swojego dobrego zdrowia i przeżycia.


Jakby ludzie własnymi rękoma polowali to proszę bardzo, ale nie jeśli mordują w rzeźniach lub jeśli latają z maczugami lub bronią palną.


Smoczyca napisał/a:
Cytat:
Napisałam że jestem lepsza od innych ludzi pod względem że jestem wege, teraz jestem. Ale kiedyś niebyłam wege, więc w efekcie końcowym nie jestem lepsza. Staram się robić dobrze, szanuję życie, swoje i innych istot, dlatego jestem wege. A życie zwierząt jest pewnie więcej warte od mojego. A na pewno nie mniej. Ale nie mnie to chyba oceniać.


Nie, życie zwierząt nie jest więcej warte niż Twoje. Ani mniej - to po prostu życie. Nie jesteś też lepsza od innych ludzi - znam osoby, które jedzą mięso, a z całą pewnością mogę je określić jako lepsze od Ciebie - bo na przykład nie mają w sobie nienawiści, którą można tak naprawdę dowolnie ukierunkować. Nie szanujesz życia, bo życiem ludzkim szafujesz jak piaskiem. Mnie zarzucono na tym forum, że jestem gatunkistką, bo cenię wyżej życie ludzi niż życie zwierząt. To jak jest z Tobą?


Na pewno życie zwierząt nie jest dla mnie mniej warte od życia ludzkiego. Ale w odniesieniu do tego jak ludzie żyją to zwierzęta są dla mnie więcej warte, bo to ludzie są mordercami. Jeśliby ludzie nie traktowali zwierząt jak przedmioty wtedy życie zwierząt i ludzi stawiałabym na tym samym poziomie, ale póki co zdecydowanie zwierzęta. Ludzie są jacy są... niestety.
Skoro cenisz życie zwierząt mnie to nie będę nic pisała na ten temat. Każdy ma swoje sumienie, ma swój rozum i postępuje wedle siebie


Smoczyca napisał/a:
Cytat:
Wiem że moje podejście jest jakie jest, ale jak słyszę teksty te co zwykle, to nie wyrabiam. Nie twierdzę że jestem cierpliwa, bo w tej kwestii i w ogóle do ludzi mi jej brakuje i mówiąc szczerze cieszę się z mojego charakteru i temperamentu. Jeśli zaś idzie o postawę dającego dobry przykład weganina to staram się...


To może pierwsze popracuj nad sobą, a potem wydawaj sądy na temat cudzej moralności, prawa do życia i tak dalej...?


Tak bo to że jestem nerwowa to śmiertelne zło w porównaniu do morderców, tak? Tak na marginesie w dzisiejszych czasach z 80% ludzi jest nerwowa. lol
A mówić będę mówiła to co uważam, skoro uważasz że jestem taka zła bo cenie życie zwierząt, ludzkie fakt faktem niżej ale sami ludzie sobie na to zapracowali to cóż... nie ma dla mnie znaczenia co myślisz. Nie zmienię swojego zdania że ludzie są dobrzy bo tacy nie są i nie pisze tego bo chcę tak pisać ale patrząc się na to co ludzie wyprawiają nie mogę powiedzieć że są dobrzy.


Smoczyca napisał/a:
Cytat:
Co nie zmienia faktu że niektórzy ludzie mają tyle przykładów, tyle sytuacji aby dostrzec że to nie jest fair mordować a to robią to ehhh... Brak słów. Tak samo jak słyszę że zwierzęta nie czują... No co jak co, ale mnie zatyka z bezsilności.


Zależy, co uważasz za morderstwo. Dla mnie zabicie zwierzęcia, które potem zjem to nie jest morderstwo. Zabicie zwierzęcia dla sportu - tak.


A dla mnie zabicie czy dla jedzenia czy dla sportu to morderstwo. Jak napisałam wyżej jeślibyś upolowała zwierzę bez broni palnej, maczug itd. to wtedy byłoby wszystko bez morderstwa ale nie jeśli ludzie potrafią posługiwać się swoimi zabawkami aby mordować innych.


Smoczyca napisał/a:
Cytat:
Tak spotkałam sie że koty, głównie małe mają taki zwyczaj. Ale małe nie zdają sobie z tego sprawy, co do większych... no cóż zwierzęta idealne nie są.
Widziałam też jak stado dzikich bodajże kotów powaliło jakieś olbrzymie zwierzę i je zaczęły jeść żywcem... Mnie to przeraziło. Ale również to że ludzie to kręcili i nic nie zrobili... Mogli chociaż zabić to zwierzę strzałem z broni palnej a nie ... kręcić i przyglądać się temu. :| Gdyby to było małe zwierzę od razu by umarło, ale że było duże to... nie chcę tłumaczyć tych zwierząt co je jadły, ale zwierzęta jak napisałam nie w 100% sa idealne. Ale takie przypadki to na szczęście rzadkość w porównaniu do ogółu...


A dlaczego ludzie mieliby w to ingerować? To natura. Nie musisz ani nie możesz "tłumaczyć" zwierząt, które pożerają zywcem swoją ofiarę - tak po prostu jest, tego nie zmienisz i nie ma sensu próbować. Zło, które wprowadza człowiek - celowe i zamierzone - jest o wiele gorsze niż to, co można zobaczyć w lesie czy na sawannie.


Nie chodzi że mam je tłumaczyć czy coś lub o to że ludzie powinni ingerować. Ale o fakt że potrafią kamerować i patrzeć się na to - w takiej sytuacji bym ingerowała nie biernie się przyglądała. Oczywiście że są przypadki gdy są tylko zwierzęta i wtedy wiadomo nic nam do tego, ale nie byłabym wstanie patrzeć i przyglądać sie jak jest zjadane w sumie żywcem jakieś zwierzę... :(


Smoczyca napisał/a:
Cytat:

Według mnie rozróżniają. Nie wszystkie pewnie, i inaczej, ale tak. Ja nie rozmawiam ze zwierzętami w ich mowie co nie znaczy że uważam że jedynie człowiek ma rozsądek, możliwość rozróżniania dobra i zła. Nie skreślam innych istot tylko dlatego że nie mówią w ludzkiej mowie.
Choćby taki że nie mordują aby mordować, ale aby przeżyć. I nie pisz że gdyby miały wybór to wybrałyby takie życie jak ludzkie, bo nie jesteśmy gatunkiem który każdy chciałby naśladować Możesz oczywiście zadać pytanie czy mi to powiedziały? Ale równie dobrze żadne zwierzę nie powiedziało że chciałoby zmienić swoje życie. Na pewno każde chciałoby być bezpieczne, bez ryzyka, ale taki jest świat, trzeba walczyć aby przeżyć i w naszym ludzkim świecie też tak jest.


Według Ciebie, według Ciebie....A na czym opierasz to swoje przekonanie? Na głębokiej wewnętrznej pewności? Do licha! To nie są argumenty.


Pisałam już że jeśli masz zwierzaka i masz z nim dobry kontakt to rozumiecie się bez słów. Jak jak mam Ci wytłumaczyć taką więź? To trzeba czuć i przeżyć, trzeba mieć kontakt z danym zwierzęciem. Opieram na swoim własnym doświadczeniu z moim psiakiem.
Nie będę pisała przecież że według kogoś bo piszę w swoim własnym imieniu. lol


Smoczyca napisał/a:
Cytat:
Równie dobrze to można odnieść do dziecka, jak nie nauczysz to będzie sikało gdzie popadnie ;] Jeśli zostawisz psa to raczej nie będzie szczęśliwy, mój przynajmniej ceni sobie wolność, ale w pobliżu domu a jak gdzieś idziemy na spacer to trzyma się blisko aby się nie zgubić. Mój pies raczej nie rozpatrywał by tego w kategorii wewnętrznego nakazu a pytania dlaczego go zostawiono? Jest przywiązany do mnie, do domu i na pewno tak bardzo jak ja. Skąd to wiem? Jeśli masz jakieś zwierzę i znacie siebie na wylot to po prostu to wiesz ;)


To, co mówisz wynika z psychologii, nie z moralności. Neeext. I tak, to odnosić się może tak samo do dzieci - czytałaś czasem "Władcę Much" ?:)


Nie czytałam. Sama dałaś ten przykład. ;) Ja tylko odbiłam piłeczkę.


Smoczyca napisał/a:
Cytat:
Ja dzisiaj dostałam opierdziel że przeszłam na weganizm. Od starego. ;p W sumie zmieniłam temat bo bym sie jeszcze z nim pokłóciła. A to śmieszne jest i w ogóle całe jego podejście. Rany że też taki zacofany i ciemny jak smoła jest pod tym względem.


Tak, Twój stary jest ciemny jak smoła i zacofany i głupi i w ogóle do dupy, bo się o CIebie martwi, a Ty nie potrafisz mu wyjaśnić swojego światopoglądu/przekonań w sposób, który do niego przemówi.


Nie napisałam że mój ojciec jest do dupy. lol Bo wiadomo że się martwi, ale o to właśnie chodzi że bliscy nie potrafią nas słuchać gdy w grę wchodzą stereotypy zakorzenione na maxa w tym społeczeństwie. Jedna strona tłumaczy itd. a druga że nie, bo jak to tak, nie można tak, bo to nikt inny tak nie robi itd. A najlepsze że gdybym zakładając zachorowała na śmiertelną chorobę to tylko dlatego że jestem weganką. Ale jak odpowiadam że przecież ludzie którzy jedzą mięso chorują i to masa ludzi na raka i wiele innych chorób to jak grochem o ścianę, jakbym pytania albo nie zadała albo udają że to w ogóle nie ma miejsca bytu to pytanie. Ciężko jest rozmawiać z ludźmi którzy nawet nie chcą do siebie dopuścić możliwości że kurcze skoro tyle osób wege żyje i mniej chorują itd. a już na pewno nie bardziej to chyba nie jest to szczęśliwy zbieg okoliczności?

Swoją drogą rodzinka nie raz potrafi zaskakiwać jak np. chce wpychać na siłę słodycze i inne np. mega smażone potrawy chociaż wiedzą że to jest niezdrowe, ale jednak to robią. Bo trzeba jeść takie rzeczy, bo każdy je je, bo przecież nic się nie stanie. :roll:


alken87 napisał/a:
Smoczyca napisał/a:
aśkaeddie napisał/a:
Taaa jasne. Rzeźnie i standardy? Laboratoria i standardy? Nie chcę Cię tutaj obrazić ale chyba żyjesz w urojonym świecie. Weź i obejrzyj klipy na yt i tam wcale nie pokazują wyjątków, to są "standardy" :roll:


Wierzę bardziej temu, co mówią mi osoby, które znam, niż filmiki na youtube. Znasz kogoś, kto pracuje w laboratorium? Kogoś z rzeźni? Czy też opierasz swoje poglądy na wszystko tylko na telewizji/internecie? Skąd wiesz, że bestialstwo to standart, a nie wyjątek?
Uwazam, że wypowiadasz się bezpodstawnie i nie masz pojęcia o czym mówisz.


Normalnie aż się musiałam zarejestrować bo mnie bierze jak to czytam :roll:
Skoro filmik z rzeźni jest dla Ciebie źródłem nieobiektywnym to sobie Singera poczytaj.
On swoją argumentację opiera na źródłach skrajnie obiektywnych -są to raporty z eksperymentów napisane przez badaczy, dla których testowanie to chleb powszedni, artykuły z czasopism hodowców bydła i drobiu- choćby nie wiem jak wyzbytym emocji i empatii językiem były napisane, choćby nie wiem jak autorzy tych publikacji starali się uprzedmiotowić zwierzę, na którym eksperymentują czy zabijają na mięso- i tak doskonale widać, jak okrutne są to procedury, ile cierpienia ze sobą niosą i owszem- pokazują jednoznacznie, że bestialstwo to standard.
Autor celowo nie chciał opierać się na materiale dostarczanym przez działaczy ruchów wyzwolenia zwierząt, żeby uniknąć pomówień takich jak Twoje, jakoby filmiki kręcone pokątnie były wyjątkiem.
Jak widać, nie trzeba było uciekać się do krwawych obrazków żeby obnażyć ludzką działalność w tym sektorze.
Ja wcale nie uważam że to powinno każdego skłonić do zaprzestania jedzenia mięsa. W końcu różni ludzie są na świecie i trzeba pozwolić im żyć jak potrafią, okazujemy litość i zrozumienie upośledzonym intelektualnie to czemuż by nie tym, którym brak empatii i wrażliwości...
tylko po co uruchamiać w sobie taki mechanizm zaprzeczenia, że to wszystko jest słuszne, bo praktykowane od setek lat, cacy, zwierzątka same wskakują rzeźnikowi pod nóż z zachowaniem wszelkich humanitarnych standardów, po to, żeby pyszne kotleciki dodawały nam sił. Ba, nawet sama bozia rzekła ze to wszystko należy do nas i możemy zrobić z tym co chcemy (chyba nie chodziło o niszczenie i zabijanie, ale może się mylę :roll: )
Jak jesz to mięso to z pełną odpowiedzialnością i świadomością, że to było żywe, czujące tak samo jak Ty stworzenie, którego życie od samego narodzenia było nieszczęśliwe, wbrew naturze, a uwieńczeniem tego była śmierć okraszona niewyobrażalnym przerażeniem, bólem. Nie doczytałaś nic o śmierci w przypadku skórowania? To może jednak obejrzysz jakiś filmik na youtube, gdzie obdarte ze skóry zwierzę podnosi głowę a w jego oczach widać dokładnie co przeżywa...z resztą co to za różnica czy umrze ono sekundę po oskórowaniu w wyniku szoku czy będzie jeszcze biegać w kółko przez minutę zanim padnie :roll: wrażenie zmysłowe jest to samo.


Podpisuję się pod tym obiema rękoma i nogami.

arahja - 2010-04-13, 17:09

aśkaeddie, brzmi cokolwiek psychodelicznie, gdy co trzecie zdanie kładziesz się ze śmiechu.

Przerzucanie się na filmiki nic nie da, żadna strona nie przekona drugiej. Ja uważam, że to, co się tam pokazuje, to margines, bo sanepid czuwa, ale dowodów na to nie mam i nie zmuszam do wiary. Mam za to opowieść z pierwszej ręki, nie z zakładu produkcyjnego a osoby, która po wioskach załatwiała ubój dla właściciela i nie przypomina to niczym krwawych historyjek.


aśkaeddie napisał/a:
Ból spowodowany wielodniowym głodem a obdarcie żywcem ze skóry nigdy nie będzie można porównać do siebie. Oczywiście dla Ciebie może być do porównania i byś wolała te kilka/kilkanaście minut niewyobrażalnego cierpienia od dłuższego umierania z bólu. Ale ja wiem co bym zniosła i spróbuje sobie skórki żywcem pozdzierać a to boli do tego jak ktoś robi to z całym Twoim ciałem.


Wartościowanie w obrębie zadawanych śmierci i cierpień jest niemożliwe z powodów, o których pisali inni dyskutanci. Obie sytuacje są ekstremalne i, wybaczcie, głupotą jest przerzucanie się i 'wybieranie' lepszej.

aśkaeddie napisał/a:
I widzisz usilnie starasz się udowodnić że znasz mniej lepiej niż ja sama siebie. Nie potrafisz zrozumieć że ktoś ma inne zdania i na siłę uparcie twierdzisz że ja nic nie wiem a Ty znasz mnie na wylot.


Ktoś już wcześniej powiedział, udowodniła to historia: nie wiesz, co byś zrobiła. Twoje zdanie teraz nie ma się w żaden sposób do funkcjonowania człowieka w sytuacji tak ekstremalnej jak śmierć z głodu. I zgadzam się ze Smoczycą: dobrze jest tego nie wiedzieć, lepiej zamilczeć z wdzięczności, że nie musiało się tego doświadczyć.

aśkaeddie napisał/a:
Ja szanuję swoje życie i innych ale jeśli ktoś nie szanuje życia innych to nie widzę sensu aby szanować taką osobę, szczególnie jeśli kompletnie uważasz że zwierzęta to przedmioty.


To wygląda na zdanie wewnętrznie sprzeczne.

aśkaeddie napisał/a:
Na pewno życie zwierząt nie jest dla mnie mniej warte od życia ludzkiego. Ale w odniesieniu do tego jak ludzie żyją to zwierzęta są dla mnie więcej warte, bo to ludzie są mordercami. Jeśliby ludzie nie traktowali zwierząt jak przedmioty wtedy życie zwierząt i ludzi stawiałabym na tym samym poziomie, ale póki co zdecydowanie zwierzęta.


Ludzie traktują zwierzęta jak przedmioty -> stawiam ludzi niżej od zwierząt
Ty traktujesz ludzi jak przedmioty -> Ktoś mógłby Cię za to postawić niżej od ludzi.

aśkaeddie napisał/a:
Jak napisałam wyżej jeślibyś upolowała zwierzę bez broni palnej, maczug itd. to wtedy byłoby wszystko bez morderstwa ale nie jeśli ludzie potrafią posługiwać się swoimi zabawkami aby mordować innych.


Zwierzę do polowania wykorzystuje inteligencję jaką posiada. Człowiek do polowania wykorzystuje inteligencję jaką posiada. Małpy tworzą prymitywne bronie, pałki. Dlaczego tworzenia broni zabronić człowiekowi?

aśkaeddie napisał/a:
Ale o fakt że potrafią kamerować i patrzeć się na to - w takiej sytuacji bym ingerowała nie biernie się przyglądała. Oczywiście że są przypadki gdy są tylko zwierzęta i wtedy wiadomo nic nam do tego, ale nie byłabym wstanie patrzeć i przyglądać sie jak jest zjadane w sumie żywcem jakieś zwierzę...


Człowieka, co upoluje zwierzę własnymi rękami rozgrzeszasz, zwierzęcia, które wykorzystało swoje naturalne atrybuty - nie. Nie mogę zrozumieć, że chcesz działać wbrew naturze, być może skazując tym samym drapieżnika na śmierć głodową. Z biblią wśród zwierząt? O dobru i miłości chcesz im głosić? To tak nie działa.

[ Dodano: 2010-04-13, 18:14 ]
brr... przypaliłam szpinak przez to odpisywanie :P

sylwia - 2010-04-14, 11:27

aśkaeddie napisał/a:
Nie potrafisz zrozumieć że ktoś ma inne zdania

przepraszam, ale Ty masz z tym bardzo duży problrem, co wynika z co drugiego Twojego posta nt. Twojej rodziny.
aśkaeddie napisał/a:
Każdy ma swoje sumienie, ma swój rozum i postępuje wedle siebie

niezłe zstawienie z
aśkaeddie napisał/a:
Ja szanuję swoje życie i innych ale jeśli ktoś nie szanuje życia innych to nie widzę sensu aby szanować taką osobę,

zdecyduj się.

Hate - 2010-04-14, 17:39

aśkaeddie napisał/a:
I widzisz usilnie starasz się udowodnić że znasz mniej lepiej niż ja sama siebie

To ja stane w obronie Smoczycy i powtorze to co Ci pisalo juz ze sto osob chyba: Oczywiscie, ze ona nie probuje Ci udowodnic, ze zna Cie lepiej niz Ty sama. Ona stara Ci sie wytlumaczyc, ze zaden czlowiek nie moze wiedziec jak sie zachowa w danej sytuacji do poki sie w niej nie znajdzie.

W kupie sila 8-)

Smoczyca - 2010-04-14, 20:51

alken87 napisał/a:

Normalnie aż się musiałam zarejestrować bo mnie bierze jak to czytam :roll:


Yaay, nowy user na forum :]

Cytat:

Skoro filmik z rzeźni (CUT).

Cytat:

Ja wcale nie uważam że to powinno każdego skłonić do zaprzestania jedzenia mięsa. W końcu różni ludzie są na świecie i trzeba pozwolić im żyć jak potrafią, okazujemy litość i zrozumienie upośledzonym intelektualnie to czemuż by nie tym, którym brak empatii i wrażliwości...


Dobrze, ja w takim razie bede okazywac litosc i zrozumienie ludziom, ktorym brakuje dobrego wychowania... Zaczne od Ciebie.

Cytat:

Jak jesz to mięso to z pełną odpowiedzialnością i świadomością, że to było żywe, czujące tak samo jak Ty stworzenie, którego życie od samego narodzenia było nieszczęśliwe, wbrew naturze, a uwieńczeniem tego była śmierć okraszona niewyobrażalnym przerażeniem, bólem.


Ja nie mam watpliwosci co do tego, skad sie bierze mieso. Moze sprobuj przejrzec moje inne posty, zanim rzucisz sie z paszcza - moze dowiesz sie, skad sie bierze moje i dlaczego jestem przeciwna hodowli przemyslowej i masowym rzezniom.

[quote="aśkaeddie"]
:shock: Mnie zatkało i tyle.


Cos malo skutecznie...


Cytat:
Nie piszę tego aby Cię obrazić po prostu przez wzgląd jak się postrzega mordowanie zwierząt i ich niewyobrażalne cierpienie które się spycha na margines i zsyła do rangi przedmiotów.


Nie zapytalas mnie co sadze na temat ludzi, krecacych takie filmiki (btw - na pewno nie osob, ktorym zalezy na dobrym imieniu firmy), ani co sadze o samych rzezniach.
Wiec w zasadzie nie wiem, o czym mowisz.

Cytat:
I widzisz usilnie starasz się udowodnić że znasz mniej lepiej niż ja sama siebie. Nie potrafisz zrozumieć że ktoś ma inne zdania i na siłę uparcie twierdzisz że ja nic nie wiem a Ty znasz mnie na wylot. Nie pakuj wszystkich do jednego worka, bo nie od dziś wiadomo że nie wszyscy są tacy sami. ;)


Nie pakuje nikogo do worka, moja opinia jest skrojona dokladnie na Twoja miare :) Zarzekasz sie, ze tak doskonale sie znasz, a zycie mowi, ze nie znamy sie do godziny proby. I takie zadufanie w sobie jest najczesciej przyczyna porazki.

Cytat:
Pewnie że nie, ale jeśli miałabym możliwość powstrzymania mordercy to nie wahałabym się. Wielu ludzi nigdy nie zrozumie tego bólu, chyba że samych ich by wepchnąć w skórę zwierząt ale i tak pewnie nawet to by nie pomogło.


A Ty go rozumiesz? Skad? Jak?

Cytat:
Akurat nie widzę tutaj zbyt wiele powodów aby a raczej żadnych aby tej nienawiści nie czuć.


A jednak.

Cytat:

Ja szanuję swoje życie i innych ale jeśli ktoś nie szanuje życia innych to nie widzę sensu aby szanować taką osobę, szczególnie jeśli kompletnie uważasz że zwierzęta to przedmioty. Nie da się aby w chwili jak widzisz morderców którzy z uśmieszkiem na ustach odbierają życie innym nie czuć nienawiści i wielu innych negatywnych uczuć. Skoro Ty nie odczuwasz wtedy żadnych negatywnych emocji to heh... Wybieram swoje odczucia bo wiem że dzięki temu iż mnie to prześladuje potem śmierć tych zwierząt to mam jakieś odruchy które sprawiają że jestem zdolna do uczuć, do współczucia, że rozróżniam zło.


Znaczy sie, moge Cie swobodnie zaszlachtowac, bo nie szanujesz zycia innych ludzi (ktorzy nie szanuja zycia zwierzat). mam wrazenie, ze nagle zmienilas temat na "co czujemy, kiedy ktos morduje dla rozrywki" - a rozmowa byla na temat tego, ze uwazam, ze filmiki z rzezni to wyjatki, a nie regula.

Cytat:

Jakby ludzie własnymi rękoma polowali to proszę bardzo, ale nie jeśli mordują w rzeźniach lub jeśli latają z maczugami lub bronią palną.


Dlaczego? Kazdy orze jak moze, jak mowi przyslowie. Lwy maja pazury, ja mam umysł, dzieki ktoremu umiem zbudowac cos, co ulatwi mi zdobycie pozywienia. Chociaz akurat zgadzam sie, ze zwierzeta hodowlane nie powinny byc zabijane, a polowanie jest najwlasciwszym sposobem zapewnienia sobie miesnego posilku.

Cytat:
Na pewno życie zwierząt nie jest dla mnie mniej warte od życia ludzkiego. Ale w odniesieniu do tego jak ludzie żyją to zwierzęta są dla mnie więcej warte, bo to ludzie są mordercami.


Zwierzeta takze.

Cytat:
Jeśliby ludzie nie traktowali zwierząt jak przedmioty wtedy życie zwierząt i ludzi stawiałabym na tym samym poziomie, ale póki co zdecydowanie zwierzęta. Ludzie są jacy są... niestety.


Znaczy sie, oceniasz ogol po jednostkach? Ludzie sa zli, bo niektorzy z nich sa okrutnymi sku*wielami, ktorzy lubia zabijac i torturowac dla zabawy?

Cytat:
Tak bo to że jestem nerwowa to śmiertelne zło w porównaniu do morderców, tak? Tak na marginesie w dzisiejszych czasach z 80% ludzi jest nerwowa. lol


Tak, wiem, ja tez. To ze jestes nerwowa przeszkadza Ci osiagac Twoj cel.

Cytat:
A mówić będę mówiła to co uważam, skoro uważasz że jestem taka zła bo cenie życie zwierząt, ludzkie fakt faktem niżej ale sami ludzie sobie na to zapracowali to cóż...


Nie uwazam Cie za zla, raczej za...niemadra :)

Cytat:
nie ma dla mnie znaczenia co myślisz. Nie zmienię swojego zdania że ludzie są dobrzy bo tacy nie są i nie pisze tego bo chcę tak pisać ale patrząc się na to co ludzie wyprawiają nie mogę powiedzieć że są dobrzy.


Uwielbiasz generalizowanie, przesade i zagrywki retoryczne, co? osoby biorace udzial w programie "lekarze bez granic" to tez dranie. Osoby dzialajace na rzecz ochrony zwierzat i zakazu chowu przemyslowego - jeszcze gorsi?

Cytat:
Nie chodzi że mam je tłumaczyć czy coś lub o to że ludzie powinni ingerować. Ale o fakt że potrafią kamerować i patrzeć się na to - w takiej sytuacji bym ingerowała nie biernie się przyglądała. Oczywiście że są przypadki gdy są tylko zwierzęta i wtedy wiadomo nic nam do tego, ale nie byłabym wstanie patrzeć i przyglądać sie jak jest zjadane w sumie żywcem jakieś zwierzę... :(


Tak postepuja. A Ty nie masz prawa do takiej ingerencji.

Cytat:

Nie czytałam. Sama dałaś ten przykład. ;) Ja tylko odbiłam piłeczkę.


To odbijaj chociaz z sensem.

[quote="Smoczyca"]
Cytat:
Ja dzisiaj dostałam opierdziel że przeszłam na weganizm. Od starego. ;p W sumie zmieniłam temat bo bym sie jeszcze z nim pokłóciła. A to śmieszne jest i w ogóle całe jego podejście. Rany że też taki zacofany i ciemny jak smoła jest pod tym względem.


Cytat:
Nie napisałam że mój ojciec jest do dupy. lol Bo wiadomo że się martwi, ale o to właśnie chodzi że bliscy nie potrafią nas słuchać gdy w grę wchodzą stereotypy zakorzenione na maxa w tym społeczeństwie. Jedna strona tłumaczy itd. a druga że nie, bo jak to tak, nie można tak, bo to nikt inny tak nie robi itd. A najlepsze że gdybym zakładając zachorowała na śmiertelną chorobę to tylko dlatego że jestem weganką. Ale jak odpowiadam że przecież ludzie którzy jedzą mięso chorują i to masa ludzi na raka i wiele innych chorób to jak grochem o ścianę, jakbym pytania albo nie zadała albo udają że to w ogóle nie ma miejsca bytu to pytanie. Ciężko jest rozmawiać z ludźmi którzy nawet nie chcą do siebie dopuścić możliwości że kurcze skoro tyle osób wege żyje i mniej chorują itd. a już na pewno nie bardziej to chyba nie jest to szczęśliwy zbieg okoliczności?


Chcialabym zobaczyc rzetelne badania porownujace osoby zdrowo odzywiajace sie rowniez free-range miesem i wegan. Tutaj zamykasz sobie droge swoja postawa. Ja tez nie mialabym ochoty Cie sluchac.

@Hate, Sylwia. arahja : Dzieki za zrozumienie.

alken87 - 2010-04-14, 22:31

tak ogólnie to obie jesteście siebie warte, prowadzicie dyskusję na wybitnym poziomie 8-)
arahja - 2010-04-14, 22:37

alken87 napisał/a:
tak ogólnie to obie jesteście siebie warte, prowadzicie dyskusję na wybitnym poziomie


Rozumiem, że emocjonalny naskok osoby poruszonej okrutnymi filmami miał tę dyskusję wynieść ponad średnią?

alken87 - 2010-04-14, 22:47

arahja napisał/a:
alken87 napisał/a:
tak ogólnie to obie jesteście siebie warte, prowadzicie dyskusję na wybitnym poziomie


Rozumiem, że emocjonalny naskok osoby poruszonej okrutnymi filmami miał tę dyskusję wynieść ponad średnią?


czyj?mój? :mrgreen:

jedna to wybitna chłodna retoryczka a druga się pogrąża. ciekawe to jest, nawet momentami zabawne, a wyniesienie ponad poziom to chyba tylko milczenie w tym wypadku. no w sumie to żałuję, że się odezwałam;)

Hikikomori - 2010-04-16, 09:37

Aśkaeddie, jesteś wege od 6 lat, a wypowiadasz się jak neofita;] Do niedawna wspierałaś chów zwierząt na nabiał, ale w jakiś sposób dotarło do ciebie, ze to jest niewłaściwe. Mięsojady to tacy ludzie, do których nie dotarło jeszcze i może nigdy nie dotrze, że przysparzanie cierpienia zwierzętom i zabijanie jest czymś złym i można żyć inaczej. Ne ma sensu z tym walczyć, ładować w to emocji, bo to niezdrowe. Jeśli się nienawidzi, nie szanuje innych, bo nas nie rozumieją, nie chcą iść naszą ścieżką, można skończyć bez rodziny i przyjaciół w ekstremalnym wypadku. Nie ma sensu porównywać ludzi i zwierząt, bo to zupełnie inne światy, inne zasady działania. Zwierzęta nie są lepsze od ludzi, nie są moralne, między nimi nie funkcjonuje dobro i zło, nie zastanawiają się, czy ich pożywienie cierpi (dzierzba nabija swoje ofiary na kolce, ale czy przez to jest gorsza od królika?), wolno im. Ludzie myślą, mają zasady etyczne i wydawałoby się, że można od nich oczekiwać refleksji nt. "zdobywania pożywienia", niestety u wielu ludzi funkcja myślenia w tej akurat sprawie automatycznie się wyłącza. Nie warto rzucać grochem o ścianę, czy pereł przed wieprze;] Każdy ma swoją karmę i nie warto zaśmiecać własnej złymi emocjami, złymi relacjami. To tak, żeby wrócić do tematu "rodzina wegetarianina";]
Sory, jeśli zabrzmiało to protekcjonalnie, nie takie były moje intencje. Też miałam taki etap walki, ale to jak walka z wiatrakami, i do niczego dobrego nie prowadzi.

Nawiasem: cytowanie selektywne to wynalazek szatana;/

taffit - 2010-04-16, 18:29

Brak szacunku dla kogoś, kto nie ma szacunku, nie jest zupełnie głupim poglądem. Jeżeli ktoś nie ma szacunku do mnie, ja nie muszę mieć do niego. Jeżeli ktoś nie ma szacunku do mojego psa, ja nie muszę szanować jego osoby. Nic dziwnego, że jeśli ktoś poczuwa silną więź ze zwierzętami i obserwuje brak szacunku do nich, zaczyna odwracać się plecami do rodzaju ludzkiego.

Inna rzecz, że przy ocenie danej osoby nie powinniśmy brać pod uwagę tylko i wyłącznie jego stosunku do zwierząt. Stosunku wpojonego przez tradycję, społeczeństwo, religię, konsumpcję, media, naukę, medycynę, rodziców... normalnie świat cały. Stosunku, który polega, w najlepszym wypadku na szanowaniu zwierzęcia przed poderżnięciem mu gardła. Gdy więc będziemy osądzać drugiego człowieka warto przyjrzeć się też jego innym czynom. Chociażby tym względem ludzi.

Nie warto też w dyskusjach o moralności stawiać na argument, w którym człowiek miałby polować gołymi rękami. Bo przecież bez cepa zboża też się nie wymłóci. Skoro jednak mówi się, że człowiekowi dano mózg na użytek, to niech do cholery wykorzystuje go tak, by świat nie był bardziej krwawy a mniej. Niech wymyśla traktory a nie czołgi.

I co by tu jeszcze... A! Podobno mam niezłą bajerę. Wiedzę ponoć też. Ale matki za cholerę nie przekonam do wegetarianizmu. Też więc dałem sobie spokój.

Jędruś - 2010-04-16, 23:54

taffit napisał/a:
Ale matki za cholerę nie przekonam do wegetarianizmu. Też więc dałem sobie spokój.

Zatwardziałych rodziców trzeba przekonywać od strony zdrowotnej. Najlepszym do tego jest dieta surowej żywności (ale spokojnie 50-70%, nie windować do 100% absolutnych). Na niej widać różnice jeżeli chodzi o zdrowie.
1. zaczyna się od wody, najlepszym rozwiązaniem jest destylarka, woda przed destylacją powinna być zagotowana w innych naczyniach aby usunąć rozpuszczone w niej gazy (siarkowodór, chlor, metan itp), po destylowaniu woda powinna przejść przez filter węglowy
2. wprowadzić omega 3 do diety rodziców (zmielić siemie lniane i dodawać do zup)
3. zadbać o jod, selen i witaminę B12 (warto niedowiarką udowodnić poprzez zrobienie testu laboratoryjnego że mają tego mało).
4. witariańskie potrawy czy to w formie soków, czy zup należy podgrzewać do ok. 40 stopni C, wtedy działają rozgrzewająco (zresztą nikt nie jest w stanie przełknąć czegoś co ma temperaturę powyżej 47 stopni C), zatem zakup termometru ze stali nierdzewnej się przyda
5. aby to wszyskto grało należy zaopatrzyć się w sprzęt do rozdrabniania (w zależności od możliwości finansowych)
6. nauczyć się moczyć i podkiełkowywać nasiona (najlepsze to owies bezłuskowy, gryka, orkisz, z innych to soczewica. ciecierzyca, soja)
7. w diecie powinno być sporo zieleniny ale dobrze obrobionej mechanicznie aby oddała nam jak najwięcej składników odżywczych.

Pozdr.
Jędruś wegano-witarianin + B12
Zwolennik soku marchewkowego własnej roboty
NO spam
Zwolennik soku marchewkowego własnej roboty

Hikikomori - 2010-04-17, 07:27

Oj, Jędruś, witarianizm raczej nie przejdzie, a przy destylarce moi zaczęliby się pukać w czoło;] Podejrzewam, że nie byłaby to odosobniona reakcja. Kiełkowanie też nie przejdzie. Co innego przyznać, że dieta wege jest zdrowa, a co innego ją stosować. Chociaż dziewczyny pisały tu o o nawróceniach wśród bliskich, więc całkiem na straty nie należy ich spisywać;]
Angienatelka - 2010-04-17, 17:17

taffit napisał/a:
Ale matki za cholerę nie przekonam do wegetarianizmu. Też więc dałem sobie spokój.


tez tak myslalam. moja matka zagorzaly miesozerca. codziennie tony wedlin, kotletow, jogurtow, jajek.

1,5 roku pozniej weganka :)

czlowiek nie takie rzeczy robil:)

Ripley - 2010-04-17, 18:32

U mnie w sumie ok. Jak przechodziłam na lakto-owo-, to się tylko dziwili, że ryby też nie zjem - albo zupy gotowanej na trupie. Potem jakoś przeszło. Z weganizmu się najpierw śmiali ; ), ale że sobie mniej więcej radzę i dostarczam im kvltowe ciasto z Wielkiej Puszki, to już też tolerują.
A mama dziś nie chciała kupić jogurtu, jak zobaczyła że jest z żelatyną. :mrgreen:

Jędruś - 2010-04-18, 00:19

Hikikomori napisał/a:
Oj, Jędruś, witarianizm raczej nie przejdzie, a przy destylarce moi zaczęliby się pukać w czoło;] Podejrzewam, że nie byłaby to odosobniona reakcja. Kiełkowanie też nie przejdzie. Co innego przyznać, że dieta wege jest zdrowa, a co innego ją stosować. Chociaż dziewczyny pisały tu o o nawróceniach wśród bliskich, więc całkiem na straty nie należy ich spisywać;]


Po pierwsze: nie wymawiać przy rodzicach słowa witarianizm, bo to może wywoływać awersje na każde –izm
Po drugie: dać do przeczytania książki napisane przez Dr. Howella t.j. Odżywianie Enzymowe oraz Enzymy dla zdrowia i długowieczności.
Po trzecie: samemu dać dobry przykład, chodzi o podkiełkowanie nasion (zwłaszcza w okresach zimowym i na przednówku, braki warzyw i owoców), po zmieleniu i zmiksowaniu podgrzewać zupkę kiełkową z odpowiednimi przyprawami do ok. 40 stopni C.
Po czwarte: na początku witarianizmu, można zastosować miód, który znacząco poprawia smak zupek kiełkowych (ma dużo enzymu amylazy), tylko miód surowy, nie podgrzewany, trzeba skontaktować się z organizacją pszczelarską (w googlu można znaleźć) tam będą wiedzieli o co chodzi.
Po piąte: nie trzeba przechodzić na 100% surowego, mieszać termicznie obrabiane pożywienie z surowym.

Polecam zacząć od moczenia owsa bezłuskowego, jest bardzo dobry, słodkawy.

Przykład zupy:
Uparowane ziemniaki w mundurkach, obrać ze skórki, pokroić na kawałki.
Następnie dodać do zupy kiełkowej (zmielone podkiełkowane ziarno z wodą lub sokiem) podgrzane do 40 stopni C.

Pozdr.
Jędruś wegano-witarianin + B12
Zwolennik soku marchewkowego własnej roboty
NO spam

marti - 2012-07-12, 19:25

Jędruś napisał/a:
Zatwardziałych rodziców trzeba przekonywać od strony zdrowotnej

Trafiony zatopiony :mrgreen:
Moja mama nie je mięsa (jeszcze się nie cieszę, bo nie wiem czy kiedyś nie uszczknie jakieś wędliny ot tak dla smaku, ale powiedzmy że jesteśmy na dobrej drodze).
Zaczeło się od tego, że od 2 lat kiedy zaczełam ograniczac mięcho ciagle gadałam różne rzeczy nt produkcji, szkodliwości mięsa, warunkow chowu zwierząt i jednocześnie wychwalałam jakie to a tamto warzywko czy orzech jest super bo...
Mama jeszcze ryby je, ale powtarzam jej, że kwasy omega w nich to ściema, a dzisiaj jeszcze czytałam maila z newslettera akurat przy niej, a było w nim o zjadaniu plastiku przez organizmy wodne, a w konsekwencji ryby i tu już teraz i na ryby przechodzi jej apetyt.
Myślę, że pomogło też to, ze ja nie jem, a że jak jestem w domu to głłownie ja gotuje, więc nie musi wymyślać jakiś dziwnych potraw żeby wszystko zbilansować (ale ten mit też już powoli obalamy).
Pomaga też to, że mama zauważa poprawę stanu zdrowia (zaparcia went out, jakieś krostki z twarzy poznikały)

Drugi mały sukcesik: Siostra do mnie kilka dni temu przyjechała i jak się dowiedziała ze my nie jemy mięsa to stwierdziła, że sama ograniczy chociaż, nie będzie gotować, zje tylko to, co jej facet przyrządzi. Dobre i to biorąc pod uwagę, że jadla tak jak i my kiedyś - kilka razy w tyg. Poza tym obejrzała w tv program od którego też jej apetyt nieco odchodzi. (dlaczego w Polsce takich programów się nie puszcza?)

saxatilia - 2012-07-25, 19:13

nie mieszkam w domu tylko ich odzwiedzam więc już mam spokoj
. mama mojego chłopaka jest wege od dłuższych paru lat ( coś mi się zdaje ze 15 ale mogło mi sie pomylić) spoko kobieta :) przynajmniej jak pojdę tam na obiad to nie będzie nawracać :)

[ Dodano: 2012-07-25, 20:17 ]
Cytat:
Ja byłam pewna że to zwierzę nie żyło obdarte i rzucone gdzieś tam, ale jak zobaczyłam że ten pies podnosi resztkami sił głowę i spogląda na siebie i ten wzrok (nie wspomnę o bólu który musiał czuć fizyczny i psychiczny) to wysiadam. A z tego co zrozumiałam wiele z nich nie umiera od razu... :(
Więc mogę wyjść tutaj na sukę, bardzo proszę ale jakby dorwała takiego mordercę to bym wybiła razem z całą rodziną a jego na końcu :evil:


jak coś to dzwoń. Boże nie mogę sobie nawet wyobrazac takiego psa..... boże...

Tosiek - 2012-07-28, 19:30

saxatilia napisał/a:

Cytat:
Ja byłam pewna że to zwierzę nie żyło obdarte i rzucone gdzieś tam, ale jak zobaczyłam że ten pies podnosi resztkami sił głowę i spogląda na siebie i ten wzrok (nie wspomnę o bólu który musiał czuć fizyczny i psychiczny) to wysiadam. A z tego co zrozumiałam wiele z nich nie umiera od razu... :(
Więc mogę wyjść tutaj na sukę, bardzo proszę ale jakby dorwała takiego mordercę to bym wybiła razem z całą rodziną a jego na końcu :evil:

jak coś to dzwoń. Boże nie mogę sobie nawet wyobrazac takiego psa..... boże...

Nie wiem dokładnie skąd ten cytat o obdartym psie. Proponuję spojrzeć na to inaczej.
Widziałem w necie zmasakrowane twarze ludzi pogryzionych przez psy. Za spojrzenie się na psa zostałem przez niego dotkliwie ugryziony (rana do krwi). Nie zrobiłem mu ani jego właścicielce wcześniej krzywdy. Po prostu spojrzałem na niego kątem oka przechodząc obok niego z obawą czy nie zaatakuje mnie. Pies był dość duży. Ból od ugryzienia również. Tuż po ugryzieniu miałem ochotę zabić tego psa kołkiem lub czymkolwiek. Znam prawdziwe przypadki pogryzienia ludzi przez psy nawet przez małe psy. Między innymi stąd moja aktualna nienawiść do psów szczególnie tych większych.
Gdy byłem młodszym dzieckiem miałem kudłatego psa którego bardzo lubiłem. Ktoś kiedyś kopnął tego psa i byłem na tego kogoś wściekły.
Kilka lat temu jako weganujący wege pracowałem w agroturystyce między innymi przy opiece nad psami. Właściciel kazał karmić psy śmierdzącym salcesonem zmieszanym z kaszą i śmierdzącą karmą. Smród z tego psiego żarcia był obrzydliwy. Agroturystyka reklamowała i nadal reklamuje się na portalu "vege.pl".
Wcześniej i w czasie pracy w agroturystyce przeczytałem dość dużo info o głodujących i umierających z głodu i chorób dzieciach w Afryce, o współczesnym kanibaliźmie w Korei Północnej, o głodujących i chorujących ludziach w Indiach, o wyzyskiwanych i gnębionych w różny sposób rdzennych mieszkańcach Ameryk, o Polskich niedożywionych i chorych dzieciach - w skrócie o LUDZIACH.
Mając tyle lat ile mam, widząc dość dużo w życiu i znając możliwości wzajemnej pomocy i wsparcia w środowisku wege (a bardziej ich brak lub słabe te możliwości) czuję, że takie teksty o psach jak te we wcześniejszej wiadomości nie ruszają mnie. Za to, że psy pogryzły ludzi, za poświęcanie uwagi bardziej psom niż ludziom aktualnie wolałbym aby wszystkie psy przestały istnieć. Nie w taki drastyczny sposób jak ten powyżej.
Jakie macie argumenty za pozostawieniem psów przy życiu ?

Nie jestem pewien czy zostałem dobrze zrozumiany. Porównam więc kontrastowo psy w salonach leżące na łóżkach, psy na które ich właściciele wydają znaczne ilości pieniędzy do wymordowania ludzi przez ludzi ( http://konflikty.wp.pl/ka...ml?ticaid=1ee33 ).
Mam na myśli to, że dla psów jest miejsce i przestrzeń a dla tych i innych ludzi zamordowanych w okrutny sposób nie było miejsca i przestrzeni na LUDZKIE Życie.

... a rodzice niestety nadal są zwłokożercami :(

marti - 2012-07-29, 13:21

Chyba powinno to byc wydzielone do innego tematu, ale:
Jeśli chodzi konkretnie o psy, to jest to gatunek stworzony po to, by być z człowiekiem, nie po to by żyć dziko, więc człowiek powinien wziać odpowiedzialność za to co stworzył i:
-zapewnić schronienie i wyżywienie tym psom co już są,
-nie dopuścić do nadmiernego ich rozmnażania, aby spełnienie punktu powyższego było bardziej możliwe (tu aluzja do postu Tośka z innego tematu)
-propagować i namawiać do adopcji już narodzonych zwierzaków zamiast produkować więcej rasowych psów tylko na sprzedaż (powiedzmy że wyłączymy psy użytkowe dla tych co chcą ich użytkować zgodnie z ich instynktami, pomijając polowania), a zwłaszcza tzw. "rasowe bez rodowodu - polecam link z mojego podpisu).

Natomiast co do głodu itd. tu również jest podobny problem jakby nie patrzeć. Ale sytuacja całkiem inna. Ja wiem, że gdybym nie miała 3 psów, to na ich miejscu wcale nie pojawiłoby się dziecko z Afryki, a pieniądze na ich utrzymanie pewnie też w inny sposób by się rozeszly. Z drugiej strony posiadanie psów wcale nie wyklucza pomocy ludziom.

Aha i najważniejsze, co do ugryzienia Cię przez psa - za agresję psa w 99% przypadków odpowiedzialny jest nieodpowiedzialny właściciel

vanityy - 2012-07-29, 13:23

marti napisał/a:
Chyba powinno to byc wydzielone do innego tematu, ale:
Jeśli chodzi konkretnie o psy, to jest to gatunek stworzony po to, by być z człowiekiem,

co Ty pitolisz :lol:

marti - 2012-07-29, 13:24

vanityy napisał/a:
co Ty pitolisz

Aha, psy nie oddzieliły się od wilków dlatego że ktoś sobie wziął wilczego szczeniaczka, tylko to był długi proces w ciagu którego wilki żyjące obok zbiorowisk ludzkich stopniowo się oswajały i uzależniały od człowieka

Tosiek - 2012-07-29, 15:39

marti,
Pies, który mnie ugryzł był wśród grupki ludzi w której była jego właścicielka i treserka psów. Ludzie uczestniczyli w obozie szkolenia psów. W tym przypadku odpowiedzialna za pogryzienie była i jest trenerka szkoląca psy i ich właścicieli.

W Australii niestety nadal żyją dzikie psy dingo. Jeden a najprawdopodobniej więcej tych psów w 1980 roku uprowadziło i zagryzło ludzkie niemowlę. Matka dziecka przez wiele lat oskarżona była o zabójstwo własnego dziecka. Po 32 latach od tragedii, dnia 12 czerwca 2012 roku australijski sąd oficjalnie uznał, że niemowlę zostało zamordowane przez psa (lub psy). Śledztwo w sprawie policja prowadziła pod wielką presją ponieważ urzędnicy i politycy przeznaczyli duże ilości publicznych pieniędzy na turystyczną promocję regionu w którym wydarzyła się tragedia. Biznes turystyczny był ważniejszy od odnalezienia dziecka i wyjaśnienia tragedii. Sprawę zaginięcia i wyjaśnienia tego zaginięcia celowo marginalizowano po to aby nie odstraszać turystów przynoszących pieniężne zyski.

Opis tragedii: http://careerbreak.pl/201...a-sie-naprawde/

Podobnie wielu urzędników, polityków i biznesmenów działa na całym świecie. Po trupach do finansowego celu.
Zastanawiam się czy rodzice Bartka z Sosnowca prawidłowo opiekowali się swoimi dorosłymi dziećmi i wnuczką. Na jednej z fotografii w mieszkaniu rodziców Bartka widać dość duży i możliwe, że drogi telewizor. Sami się oczarowali telewizją czy ktoś ich uzależnił ? Dlaczego podczas tragedii nie opiekowali się wnuczką? Woleli oglądać telewizor lub poświęcić czas na klęczenie przed martwą materią w postaci obrazów rzekomo świętych ?
Mam na myśli to, że podobnie jak telewizja tak i psy a nawet i internet i komputery i tym podobne tak naprawdę zbyteczne przedmioty martwej materii i zbyteczne zwierzęta w wielu wypadkach odwróciły uwagę od ludzkiego życia.
W Polsce anormalni urzędnicy, politycy i kapłani katoliccy więcej czasu i energii poświęcają propagandzie pozornego sukcesu (w rzeczywitości klęski), nowemu cyfrowemu radiu i cyfrowej telewizji. Urzędnicy i kapłani zarabiają kasę na pogrzebach tworząc kult martwej materii w postaci komputeryzacji, w postaci stosów ustaw, książek, gazet, tabletów itp.
Rodzina (nie tylko wegetariańska) okazała się być mniej ważna od zysków finansowych i wiary w złotego cielca, w bożka Mamona).

marti,
Gdybyś nie miała 3 psów to środki i uwagę jaką im poświęcasz mogła byś przeznaczyć na rozwój swojej ludzkiej rodziny lub/i innych ludzi (np. ciężko chorych dzieci). Nawet kilka sekund lepiej jest poświęcić człowiekowi z ludzkiej rodziny niż psu lub innemu zwierzęciu.

marti - 2012-07-29, 15:59

Tosiek napisał/a:
Nawet kilka sekund lepiej jest poświęcić człowiekowi z ludzkiej rodziny niż psu lub innemu zwierzęciu.

To ty tak uważasz, ja wartościuję bardzo różnie i staram się tak to rozegrać, by nikt nie byl poszkodowany. I jak to mowią każdy kij ma dwa końce, gdybym nie wzieła jednego z moich psów, najprawdopodobniej pogryzł by dzieci i zagryzałby inne zwierzęta (o ile by przeżył), a zabijanie psa bez sprawdzenia czy da się go wyprowadzić "na ludzi" niczym się nie różni od zabicia swini dla zjedzenia przecież. Więc poświęcam swój czas i pieniądze, albo może dzięki temu nie doszło do tragedii, dobrze chyba.
Tosiek napisał/a:
Pies, który mnie ugryzł był wśród grupki ludzi w której była jego właścicielka i treserka psów. Ludzie uczestniczyli w obozie szkolenia psów. W tym przypadku odpowiedzialna za pogryzienie była i jest trenerka szkoląca psy i ich właścicieli.

No zgadzam się, treserka jako specjalistka powinna przewidzieć zachowanie psa albo przynajmniej Cię uprzedzić, żeby nie podchodzić.

Tosiek - 2012-07-29, 19:54

marti napisał/a:
To ty tak uważasz, ja wartościuję bardzo różnie i staram się tak to rozegrać, by nikt nie byl poszkodowany. I jak to mowią każdy kij ma dwa końce, gdybym nie wzieła jednego z moich psów, najprawdopodobniej pogryzł by dzieci i zagryzałby inne zwierzęta (o ile by przeżył), a zabijanie psa bez sprawdzenia czy da się go wyprowadzić "na ludzi" niczym się nie różni od zabicia swini dla zjedzenia przecież. Więc poświęcam swój czas i pieniądze, albo może dzięki temu nie doszło do tragedii, dobrze chyba.

Tak aktualnie uważam.
Może gdybyś powiadomiła straż miejską lub policję to psa wzięto by do schroniska (wykańczalni psów) i też by się jakiemuś dziecku (dzieciom) nic nie stało. Jeżeli straż miejska i policja nie mają powiadomień o wałęsających się bezpańskich psach a zwłaszcza o takich bez kagańców i w dodatku groźnych to nie ma oficjalnego problemu lub jest on oficjalnie statystycznie mały.
Ktoś umożliwił pojawienie się tego psa na świecie więc ten ktoś powinien za to odpowiadać tracąc tylko swoje zdrowie i swoje życie. Podobnie powinno być z tymi ludźmi, którzy pomagają ratować zwierzęce życie.

Wspomnę przy okazji jeszcze raz, że pracowałem w agroturystyce przy opiece nad zwierzętami i między innymi przez to doświadczenie ogólnie znielubiałem zwierzęta a zwłaszcza te z których ludzie (np. veganie) nie mają konkretnych korzyści.

Stojąc na rozwidleniu dróg nie jest możliwe aby iść jednocześnie dwoma drogami. Trzeba wybrać. Niektórzy wybierają opiekę nad zwierzętami i być może umierają wśród zwierząt. Inni wybierają opiekę nad ludźmi, np. nad swoimi dziećmi, rodzicami, rodziną ...
Kilka lat temu moi rodzice mieli kotkę, którą im przywiozłem. Sprzecznie z katechizmem kościoła katolickiego którego są wiernymi zaczeli wydawać na nią coraz więcej pieniędzy. Wywiozłem kotkę na wieś i nie ma problemu. Rodzice zmądrzeją i pomogą sobie i mi w znalezieniu miejsca na gospodarstwo na wsi to może jakaś kotka, kotek albo nawet piesek przy okazji znajdą schronienie.

saxatilia - 2012-07-29, 20:41

moj pies wygląda jak wygląda ale jest bardzo łagodny, mimo to, zawsze uwazam, nigdy nie puszczam bez smyczy, zawsze kontroluje. bo to jest pies.

i nadal bardz\iej szkoda mi zwierzat niz ludzi. a jestem pielegniarka. powiedziałabym nawet ze z powołania .
człowiek powie co mu dolega. zwierzę mówić nie umie

Tosiek - 2012-07-29, 22:17

Niektórzy chorzy nie potrafią mówić.
W moim odczuciu nie jesteś pielęgniarką z powołania jeżeli bardziej szkoda Ci zwierząt niż ludzi.

Łysica - 2012-07-29, 22:29

Szufla! :offtopic:
Tosiek napisał/a:
W moim odczuciu nie jesteś pielęgniarką z powołania jeżeli bardziej szkoda Ci zwierząt niż ludzi.

Czasami to poprostu przeginasz :evil:

Tequilla - 2012-07-29, 23:47

Łysica Tosiek nie przegina on się lansuje, tylko fora pomylił :lol:
Roach - 2012-07-30, 00:55

Ja też bym ugryzł.
saxatilia - 2012-07-30, 08:13

dziś pielęgniarstwo to normalny zawód a nie wolontariat. ja chciałam być pielęgniarką i nadal chce.
co nie zmienia faktu ,że nawet chory człowiek który nie mówi nie wzbudza we mnie płaczu jak chore zwierzę. może dlatego,że nim ma sie kto opiekować.

marti - 2012-07-30, 17:36

Tosiek napisał/a:
Może gdybyś powiadomiła straż miejską lub policję to psa wzięto by do schroniska (wykańczalni psów) i też by się jakiemuś dziecku (dzieciom) nic nie stało. Jeżeli straż miejska i policja nie mają powiadomień o wałęsających się bezpańskich psach a zwłaszcza o takich bez kagańców i w dodatku groźnych to nie ma oficjalnego problemu lub jest on oficjalnie statystycznie mały.

Hmm, sytuacja była inna. Pies został przez kogoś topiony (w wieku kilku tygodni), w rzece znalazła go moja siostra z dzieciakami, ale ani nie miala na psa czasu, ani wiedzy i pies już nieco swirnięty stał się jeszcze gorszy (a dodatkowo płynie jej w żyłach krew teriera typu bull), to postanowiłysmy z mamą, ze skoro u nas nie ma już takich małych dzieci to my psicę weźmiemy zamiast oddawać do schronu

saxatilia napisał/a:
nawet chory człowiek który nie mówi nie wzbudza we mnie płaczu jak chore zwierzę. może dlatego,że nim ma sie kto opiekować.

O to to, u mnie podobnie. I jakże paradoksalnie, tak jak i Ty będę w słuzbie zdrowia pracować ;-)
Jest jeszcze jedna rzec, zwierze często ukrywa ból, przez co jeszcze bardziej żal, że tyle już wycierpiało,a dopiero się to zauważyło (choć jak się umie dobrze obserwować, to można i wcześniej zobaczyć).

saxatilia - 2012-07-31, 12:26

jak człowiek zły, cierpi to poklnie zwyzywa i mu lepiej.
a jak pies np cierpi bo go ktoś zbił to patrzy takimi smutnymi oczkami jakby chciał powiedzieć " bedę Cie kochał nadal tylko nie bij juz...boli "
no masakra.
sama czasami wyjdę z siebie i dam klapsa w tyłek mojemu psu. i mimo ,że wiem,że raczej nie poczuł skubaniec to mi poźniej zal i beczę :)

Łysica - 2012-08-14, 14:53

Szufla!
Napisałeś Jędruś że zgredów trzeba zaatakować od strony zdowia.Z tym że oni nie za bardzo chcą słuchać,a jak już zaczną słuchać to zaraz zmieniają temat,że to wina lekarza.
Za całe zło obwiniają lekarzy,a nigdy siebie samych za swój stan zdrowia,i jakby mogli to by jedli te odzwierzęce wynalazki na okrągło,czasami przegryzając jakąś surówką lub owocem od święta.Tacy sami,moi rodzice jak i teściowie.Widzą na moim przykładzie że można być zdrowszym bez mięcha,ale nie oni i tak się tym"gównem"dalej faszerują.
A najgorsze jest to jak stękają,jęczą ale nie,nic nie chcą zmienić,i tylko tabletki i wciągać je szybciej niż odkurzacze przemysłowe.No dosłownie ręce opadają.
Może się to kiedyś zmieni,oby jak najszybciej.Na razie dotarło to do mojego szwagra,mam nadzieję,że do nich też to dotrze,oby nie było za późno.
Czasami mam ochotę zrobić to :mad:

Monvelo - 2012-08-15, 10:05

z cyklu vege i jego rodzina:

Moja rozmowa telefoniczna z mamą, a mama na wsi u rodzinki robi przetwory dla swoich wegetariańskich córek :

Mama: Robię dżem, będziesz jadła czy to też mięso?

Ja : A co z robakami robiłaś? ;)

Mama: Nie same jabłka i śliwki :D

Uśmiałyśmy się razem.

Pozdrowienia

filifjonka - 2012-08-15, 10:23

Sympatycznie :-D

O, Łysica, to mi przypomniało ostatni tekst mojej mamy, który mnie rozwalił "my już wszystkie jesteśmy stare, to w tym wieku normalne że cholesterol skacze i że człowiek ma problemy, to przecież nic się nie będzie z tym robić!"

Ma 54 lata. Cóż, jeśli czuje się już staro, to nic nie poradzę na jej światopogląd.

Łysica - 2012-08-15, 11:30

Szufla!
filifjonka napisał/a:
Cóż, jeśli czuje się już staro, to nic nie poradzę na jej światopogląd.

To powiedz swojej mamie że stare to mogą być skrzypce albo wino :lol: ,a nie kobieta w jej wieku.

filifjonka - 2012-08-15, 14:32

Już mój ojciec jej truje tyłek w związku z odżywianiem ;-) ale kurczę, kocha słodycze i to już jej jedyna radocha. Nie miałabym serca jej tego odebrać ;-)
Ale jakbym z nimi mieszkała to by wszyscy przeszli na wegetarianizm i by tego nawet pewnie nie zauważyli.

marti - 2012-08-26, 15:18

Nawet się nigdy nie spodziewałabym, że kalarepa może rozpocząć tak agresywną wymianę zdań.
No więc przyjechał do mnie braciszek. Robiąc sobie na obiad rybę i widząc, że my z mamą gotujemy sobie kalarepkę zaczynal nam wciskać na siłę rybę, gdy odmówiłyśmy to się zaczełą burza. Ogólnie to pracuję nad sobą i staram się coraz częściej spokojnie dyskutować, ale jak widzę upór przy jawnej głupocie, to się jeszcze nie potrafię powstrzymać. "Argumenty" mojego brata:
1. Jedzenie mięsa jest naturalne, bo tak jest od zawsze, a zwierzęta też jedzą mięso i tak jest też od zawsze - na moją kontrę, że zwierzęta od zawsze zabijają swoje dzieci, gdy urodzą się upośledzone albo zostaną kalekie, to czy on by zabił swoje dziecko w takim przypadku? Bo przecież to naturalne. Po chwili ucichł, ale wcześniej chciał jeszcze rozgraniczać tak jak dla jego tez wygodniej.
2. Potem oczywiście mit o superhipernadzwyczajnych właściwościach odżywczych mięsa i wszystkich aminokwasach, których nie ma żadna roślina
3. Na moje gadanie o tym, że mamy teraz jedzonko z całego świata i przygotowanie sobie smacznego i pełnowartościowego posiłku jest bajecznie proste, to zaczął mi gadać o jakiś syntetycznych, kosmicznych mieszankach dla lwow, żeby tez mogły sobie zostać wege
4. No i oczywiscie, nie moglo i tego zabraknąć: człowiek jest drapieżnikiem, więc ma jeść mięso. Niech sobie i bedzie jak z niego taki łowca, ale w dzisiejszych czasach spokojnie mozna zdrowo bez tego przeżyć, lew bez tego nie przezyje. to też jakimiś głupotami próbowal zbić.
eh... :roll:

vanityy - 2012-08-26, 18:55

mój ojciec mnie czasem dobija, żeby nie powiedzieć że wkurwia
:roll:

Krowa - 2012-08-26, 19:31

Oj Vanityy, to już taka nieodłączna cecha każdego ojca.
Ja chyba miałam trochę szczęścia: moi rodzice z tego co pamiętam, odebrali mój wegetarianizm raczej spokojnie. Jak przyniesienie kolejnego chudego kotka do domu: o, Iwonka przyniosła kotka, to trzeba mu dać nową miseczkę, nalać mleczka i dać jeść. O, Iwonka przestała jeść mięso, to mama usmażyła kawałek sera.
Bardziej się wkurzali, jak nie chciałam się uczyć. Z perspektywy czasu, żałuję, że troche ich słuchałam się uczyłam :roll:
Często mi się wydaje, że po prostu nienawidze moich starych, ale mają swoje dobre strony.

vanityy - 2012-08-26, 20:16

zazdroszcze osobom które umieją mieć wywalone, ja jestem choleryczką i nie umiem
:<

light sensitive - 2012-08-26, 20:17

vanityy napisał/a:
mój ojciec mnie czasem dobija, żeby nie powiedzieć że wkurwia

przyjdzie czas ze za nim zatesknisz.

vanityy - 2012-08-26, 20:23

ale to nie jest tak, że go nienawidzę czy coś. mamy spoko stosunki i nawet się kochamy, z tym, że w pewnych kwestiach jest betonem i wąsem.
Krowa - 2012-08-26, 21:04

vanityy napisał/a:
zazdroszcze osobom które umieją mieć wywalone, ja jestem choleryczką i nie umiem
:<

Moja mama jest choleryczką, więc doskonale Cię rozumiem :)

Light, jasne, że kiedyś się zatęskni za rodzicami. Tylko że to działa (na sczęście) w obie strony. Moi zaczeli za mną tęsknić jak się od nich wyprowadziłam.

asiulek - 2014-02-26, 00:46

Szukam ostatnio w sklepie ziela angielskiego (regał z przyprawami stoi koło mięsnego) a moja niespełna trzyletnia córeczka patrzy na wiszące pęta kiełbas i kaszanek i pyta: mamo, czy to wszystko to są kupy? :hmmm:
Że sama na to nie wpadłam... :jestemgłupi:

orzechova - 2014-02-26, 12:47

mój mąż od 4 dni nie je mięsa :lewituje: nie chcę zapeszać, ale może to pierwszy krok... ^^
czy mogę zacytować z blogaska Matki Weganki, a'propos tego co napisała Asiulek?
"znów rzeczony Fresh, gdzie niestety stojąc w kolejce do kasy trzeba ustawić się obok lodówki z mięsem i wędlinami; Łucja (3 lata) nieufnie obserwuje kiełbasy, wędliny i mielone mięso, ja obserwuję Łucję; Ł.partrzy, krzywi się, aż w końcu gromkim głosem, wskazując na mięsne przetwory, podnosi lament: BIEDNE KROWY! BIEDNE ŚWINIE! (kolejkowicze mają oczy jak pięć złotych i zmieszane miny); Łucja kontynuuje: BIEDNE, BIEDNE KOTY! Chyba nikomu nie udało się powstrzymać na wpół zdumionego, na wpół rozbawionego parsknięcia ;) "
stądże

Kreator - 2014-02-27, 15:22

Wczoraj:
chłopak siostry wypytuje mnie czemu nie jem mięsa, co jem, jak się czuję na tej "diecie" etc na końcu stwierdził że sam kiedyś tak spróbuje,
kilka godzin później - inne miejsce, inni ludzie - ciocia mówi że musi zrezygnować z mięsa, że słyszała wiele dobrego nt wegetarianizmu(!) wypytuje jak układam sobie jadłospis i prosi o wskazówki jak być wege. Wujek stwierdził że też tak chce.
po powrocie do domu lokator mi mówi że był u mojego brata w szpitalu psych. zaniósł mu gulasz i musiał sam zjeść. Braciak stwierdził że od teraz jest wegetarianinem.
Nie ogarniam tego.

asiulek - 2014-02-27, 23:55

orzechova napisał/a:
mój mąż od 4 dni nie je mięsa :lewituje: nie chcę zapeszać, ale może to pierwszy krok... ^^
czy mogę zacytować z blogaska Matki Weganki, a'propos tego co napisała Asiulek?
"znów rzeczony Fresh, gdzie niestety stojąc w kolejce do kasy trzeba ustawić się obok lodówki z mięsem i wędlinami; Łucja (3 lata) nieufnie obserwuje kiełbasy, wędliny i mielone mięso, ja obserwuję Łucję; Ł.partrzy, krzywi się, aż w końcu gromkim głosem, wskazując na mięsne przetwory, podnosi lament: BIEDNE KROWY! BIEDNE ŚWINIE! (kolejkowicze mają oczy jak pięć złotych i zmieszane miny); Łucja kontynuuje: BIEDNE, BIEDNE KOTY! Chyba nikomu nie udało się powstrzymać na wpół zdumionego, na wpół rozbawionego parsknięcia ;) "
stądże


Trzymam kciuki za męża :-)
Łucja jest nie do pobicia. Z moją nie ma tyle śmiechu, bo mówi po polsku w niemieckim otoczeniu.

Likwidator, wyczuwam jakiś spisek ;-)

szynka-szynka - 2014-03-16, 13:07



- Wkląsł mi się ten króliczek srebrny
Babcia: - Nic dziwnego, jesteś wegańcem, to i króliczek wklęsa ci się z głodu.

Alispo - 2014-03-17, 13:38

Bo jak wiadomo króliczki są mięsożerne ;)
Mak - 2014-03-17, 15:32

Co z resztą uwieczniono na taśmie filmowej :lol:


orzechova - 2014-03-17, 19:51

aaa Mak, miałam to wrzucić, ubiegłeś mnie :D
Impossible - 2015-05-24, 21:23

Moja rodzinka przyjęła to ze zdziwieniem, ale uszanowali mój wybór. Mało tego, jedzą mniej mięsa(lepsze to niż nic) :D
bejata440 - 2015-05-28, 14:24

Ja mieszkam obecnie z chłopakiem i współlokatorem. Obydwoje uwielbiają mięso.
Mój chłopak szanuje to i powiedział , że jest dumny, że gra to u mnie istotną rolę, że to zdrowe itp mam mocne wsparcie z jego strony.

A nasz współlokator jest kucharzem zawodowym, jest Bawarczykiem i ubzdurał sobie, że kurczaka albo indyka mogę przecież zjeść, ( ja ograniczam/rezygnuję powoli z mięsa, zdarza mi się jeszcze coś ugryźć mięsnego) podczas gdy on serwuje pieczeń ze świni czy golonkę... Więc gdy siadam z nimi do stołu czasami to tylko piję pyszne piwo :piwo:

ayuayu - 2016-04-13, 19:08

Ostatnio miałam straszny problem pt. "rodzina a weganizm". Na Boże Narodzenie jeszcze wszyscy w domu myśleli, że to moja fanaberia i że lada moment mi przejdzie, więc nie bardzo komentowali, tym bardziej, że przygotowałam 2 potrawy i poczęstowałam wszystkich.

A podczas Wielkanocy nie zdążyłam nic zrobic, bo miałam urwanie głowy w pracy do ostatniej chwili i wróciłam późno do rodzinnego miasta. Nie było na stole nic wegańskiego oprócz ogórków kiszonych, sama jadłam warzywa na patelnię, bo ostały się na dnie zamrażarki, i odniosłam wrażenie, że moja rodzinka się na mnie obraziła, że "gardzę ich potrawami", bo za każdym razem, gdy przynosiłam sobie talerz warzyw, widziałam ich chłodne spojrzenia. I nie, nie wydawało mi się.

Jak sobie radzicie, gdy innych boli, że nie chcecie jeść ich potraw? Gdyby to była koleżanka to bym olała, ale rodzina to jednak rodzina.

arahja - 2016-04-13, 19:10

ayuayu napisał/a:
Jak sobie radzicie, gdy innych boli, że nie chcecie jeść ich potraw? Gdyby to była koleżanka to bym olała, ale rodzina to jednak rodzina.


Mam to gdzieś.

Hate - 2016-04-13, 19:32

ayuayu napisał/a:
Jak sobie radzicie, gdy innych boli, że nie chcecie jeść ich potraw? Gdyby to była koleżanka to bym olała, ale rodzina to jednak rodzina.

Ja bym olał. To ich problem a nie twój.

Tequilla - 2016-04-13, 19:38

Moja rodzina jest w sumie spoko 100% aprobują laktoovo, mają problem z weganizmem. Ale też nie jakiś wielki, gubią się raczej co się je, a czego się nie je. ;)
Lady Arya - 2016-04-14, 08:14

Ja zazwyczaj mówię, że zjem później albo staram się jakoś wykręcić. Na szczęście część rodziny ma do tego lepsze podejście: zawsze kiedy ich odwiedzam i akurat przygotowują święta/obiad/jedzenie, to szanują moje wybory i zawsze jest coś, co mogę chętnie zjeść.
Surri - 2016-04-15, 06:31

Ayuayu, daj im więcej czasu i staraj się nie przejmować.
Przynoszenie własnego jedzenia faktycznie łagodzi problem i zimne spojrzenia.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group