Veg - Wegetarianizm / Weganizm
Forum dla Weg(etari)an

Wegetarianin wśród mięsiarzy - Mięsożerny partner

koza_me - 2005-02-03, 09:47
Temat postu: Mięsożerny partner
moje chlopie je mieso. gdy powiedziec mu by przestal zapiera sie argumentem, ze juz teraz jest chudzina a jak zacznie jesc roslinki to calkiem zniknie z tej planety...
moze tu zwroce sie do mezczyzn - panowie co wy jecie , ze trzymacie sie jako tako.no. bo ja jestm dziewuszka i mi byle co starczy zeby sie najesc, zupki zajadam, tylko od czasu do czasu cos bardziej tresciwego. ilosci jedzenia jakie on pochlania sa gigantyczne.. jakie potrawy wegetrainskie sa, co zdrowe chlopie jak zje to sie naje?
help. to moze bedzie jeszcze jedno wege...

butcher - 2005-02-03, 11:10

makaron + soczewica 400g, kukurydza, cebula, groszek, koncentrat pomidorowy, i ziomek lezy niezywy z przejedzenia, :D
Magik - 2005-02-03, 14:40

makaron rorki do tego brokol cebula i czosnek tanie latwe i szybkie w zrobieniu i do tego bardzo porzywne i tym napewno sie naje.
defu - 2005-02-03, 15:24

mrozona pizza wegetarianska albo 4 sery :lol: polecam doktore oetkera i guisseppe :lol:

a tak serio warzywa typu brokuly ziemniaki + papryka cebula cieciorka/fasola, marchewka i wogole wszystko co masz w lodowce na patelnie, dusic smazyc dodac przyprawy i gotowe;-)

Czarna Niewdowa - 2005-02-03, 19:27

No właśnie,ja nie wiem skąd to sie bierze kolesiom,ze sie zarzekają,iz mięso jeść trzeba by masę utrzymać.

Mąż mój,od lat wege, trzyma się doskonale :D (zresztą nie tylko on :mrgreen: )
Przykładowy posiłek:
ryżu gotowanego porcja spora, kotlety sojowe smażone z przyprawami(jak "do kurczaka" np.czy innych "mięs"),bukiet warzyw gotowanych(nawet na parze,nawet smażone,nawet doprawione,heh)

Rózne mogą być opcje. Wiele zależy od tego,co jadł do tej pory. Wcale nie musi odżywiać się zupełnie inaczej. Po prostu zamiast zwłok wrzucić sojowe przysmaki,jajka albo produkty mleczne - niemniej kaloryczne,szczególnie po podsmażeniu. Przyprawy odgrywaja naprawde nie lada znaczenie - kiedy do smażenia uzyjesz takich jak "do mięs,ryb" itp. gotowych mieszanek,wtedy można bardzo łatwo oszukać nasze kubki smakowe,przyzwyczajone do pewnych smaczków. Niech więc używa tych, co do tej pory.


Najlepiej namów go na probe - trzeba czasu by sie przestawic. Niech zobaczy,porówna i sam wybierze,co dla niego najlepsze. Poza tym zmiana diety to nie musi byc tylko utrata kilogramow,tutaj liczy sie czyjes zycie,nieprawdaż?

Pozdrawiam
i życzę powodzenia :bye:

sylv - 2005-02-03, 22:34

no dokladnie. ja mam tak jak Fiolka. :) je po prostu jesc wszystko oprocz zwlok i the end. starczy mu mysle przysmakow wszelakich, nie trzeba koniecznie miesa.... :mrgreen: tyyyyyyle tego jest przeciez..
Jędruś - 2005-02-04, 04:41

Czarna Niewdowa napisał/a:
No właśnie,ja nie wiem skąd to sie bierze kolesiom,ze sie zarzekają,iz mięso jeść trzeba by masę utrzymać.


Myślę, że powinien spotkać się z mężczyznami wegetarianinami. Ta sama płeć. To wywodzi się ze stereotypu, że facet musi mieć siłę a ‘kobita’ nie musi. Bardzo dobrym zamiennikiem mięsa jeżeli chodzi o sprawy kaloryczne są namoczone orzechy, oczywiście nie zapomnieć o witaminie B12, właśnie ona daje siłę (to jest ta siła z mięsa, zwłaszcza surowego, np. potrawa typu tatar).

Pozdro.
Jędruś wegano-witarianin + B12
:sloneczko:

koza_me - 2005-02-04, 07:08

dziekuje za wpisy, ale prawde mowiac nie pomogly mi za bardzo.
Cytat:
makaron + soczewica 400g, kukurydza, cebula, groszek, koncentrat pomidorow

to mi nie pomaga. jak ja mam to zrobic?
Cytat:
makaron rorki do tego brokol cebula i czosnek
...
Cytat:
Myślę, że powinien spotkać się z mężczyznami wegetarianinami
..ta tylko skad takich wziasc..
...
ych..
dobra..poszukam czego w necie.

stephanie - 2005-02-04, 10:08

koza_me napisał/a:
dziekuje za wpisy, ale prawde mowiac nie pomogly mi za bardzo.
Cytat:
makaron + soczewica 400g, kukurydza, cebula, groszek, koncentrat pomidorow

to mi nie pomaga. jak ja mam to zrobic?


Na podstawie tych produktów można zrobić to tak:
- ugotować makaron
- ugotowac soczewicę
- usmażyc pokrojoną cebulke w garnku i wrzucić do niej ugotowany makaron i soczewice, groszek, kukurydzę, dodać troche koncentratu pomidorowego i przyprawić ewentualnie do smaku.

Cytat:
..ta tylko skad takich wziasc...ych..dobra..poszukam czego w necie.

Skąd?? Ot chociażby z tego forum;) Jest tutaj taki dział, gdzie niewege mogą pogadać z wege :)

beszambelan - 2005-02-04, 13:43

to ja powiem tylko tyle, ze po przejściu na wege przytyłem parę kilo, chociaż wcale nie chciałem. :oops:
parasolnik - 2005-02-04, 22:00

hm zawsze mozna zrobic np. torcik nalesnikowy [tzn. sos bolonski z warzywami + ser +bazylia jako farsz/sos]

albo zapiekane pieczarki, albo jakas zapiekanke warzywna lub brokuly z sosem smietanowym i makaronem ryzowym:]

a najlepiej uzbroic sie w wyobraznie :mrgreen:

butcher - 2005-02-05, 01:43

koza_me napisał/a:
dziekuje za wpisy, ale prawde mowiac nie pomogly mi za bardzo.
makaron + soczewica 400g, kukurydza, cebula, groszek, koncentrat pomidorow


Gotujesz makaron,
a patalni cebula, w innym garku gotujesz soczewicze, po ugowowaniu odlewasz resztkii wody i na malym gazie, smarzysz czy jakos tam, wsypujesz cebulke, kukurydze, groszek, koncentrat, duzo przypraw polecam curry i czosnek,

koza_me - 2005-03-08, 12:31

nigdy nikt z was nie mial takiego problemu, ze low jest miesozerne?
mnie osobiscie koszmarnie meczy ta sytuacja..:( takie to fuj.. a przekonac nie potrafie jakos..
moze ktos ma jakis chłyt, ktory pomaga przekonac lowersa?

stephanie - 2005-03-08, 12:46

koza_me napisał/a:
nigdy nikt z was nie mial takiego problemu, ze low jest miesozerne?

Ja nie miałam takiego problemu, bo oboje jesteśmy weganami :)

koza_me - 2005-03-08, 12:52

no coz.. zazdroszcze
renka - 2005-03-08, 13:10

Ja nadal mam ten problem - niektorzy znajomi nie potrafia zrozumiec jak ja,
"bojowniczka" odnosnie praw zwierzat, ktora coraz bardziej zglebia sie w ta
sfere moze byc zwiazana z miesozerca.
Ja jednak nadal cierpiwie czekam, ze przyjdzie taki czas, kiedy dotrze do
niego cala okrutna prawda i jego spojrzenie na wszystko ulegnie
diamentralnej zmianie.

Przyznaje, ze stosowalam przerozne chwyty - od bardziej wysublimowanych
poprzez ukazywanie masakry - ale tkwi w nim chyba jakas taka blokada, ktorej
nie potrafie zlamac... Lecz nie poddaje sie, tylko, ze teraz wychodze z
zalozenia, ze nic na sile... Do decyzji o przejesciu na wege trzeba dojrzec,
zeby mialo to prawdziwy sens.

Alispo - 2005-03-08, 13:45

mysle,ze skoro probowalas juz roznych chwytow to moze lepiej inaczej-po prostu nie moiwic nic o tym,moze wtedy...nic na sile...do niektorych tak predzej dociera..ja tak mam z moim facetem czasem-widze,ze jak ja mu cos mowie to mnie nie slucha ;) reaguje na zasadzie"wiem,wiem,zwierzeca bojowniczko",jak z inej strony jaies info uslyszy to duzo wieksze wrazenie na nim robi(on cale szczescie jest vege,ale to dotyczy m.in weganizmu i inncyh spraw,ogolnie).rena-spojrz na plusy :lol: bedziecie sobie wspolnie zyli to bedzie, dzielac domek z Toba,zmuszony do diety bardziej w kierunku vege,a gdybyscie nie byli razem pozostalby pewnie takim samym miesozerca :lol:
koza_me - 2005-03-08, 13:52

tyle, ze fakt mięsożerstwa drugiej polowy jest meczacy. ych wspolny posilek, ty cos wege a to nieboskie stworzenie jakies trupie cus. toz to sie juz wszystkiego odechciewa..
hm.. samo czekanie chyba nic nie da..
..czy rezygnacja z miesa jest az tak wielkim wyrzeczeniem..? przeciez w jego oczach to tylko glupi posilek. gdzie tu low, jak z glupiej kanapki z truchlem nie potrafi zrezygnowac.

dobrze.. no wiem, ze to nie byllby w jego wykonaniu prawdziwy wegetarianizm..
wolalabym zeby zrozumial dlaczego jest sie wege i przestal jesc m.
ale jesli zrozumienie het , het.. to chociaz za takie cus bylabym wdzieczna..

renka - 2005-03-08, 14:00

Ja wlasnie licze na to, ze jak zamieszkamy razem to wlasnie nastapi przelom w jego zyciu ;)
Bo ja nie pozwole na to, zeby np. moja lodowka pelnila role kostnicy.

a_meba - 2005-03-08, 20:55

koza_me napisał/a:
nigdy nikt z was nie mial takiego problemu, ze low jest miesozerne?
mnie osobiscie koszmarnie meczy ta sytuacja..:( takie to fuj.. a przekonac nie potrafie jakos..
moze ktos ma jakis chłyt, ktory pomaga przekonac lowersa?


ja mam. i to w sumei dwa razy mialam... pierwszy raz po 8 mc udalo mi sie przekonac chlopaka do wegetarianizmu, znaczy sa msie przekonal, bo doszlam do wniosku ze na sile to zupelnie odwrotny skutek przynosi... ale jak 2 mc pozniej sie rozstalismy t owrocil do jedzenia miesa, bo... "ja nie moge jesc samych pasztetow sojowych bo mi sie to znudzilo juz" no coz, wymowka swiadczy o czlowkieu... moja obecna milosc tez je mieso i narazie nie ma mowy zeby chcial przestac, ale pracuje nad tym delikatnie.
jezeli chcesz przekonac, to musisz robic to bardzo powoli i delikatnie, bo jak sie zorientuje to gotowy sie zacietrzewic i w ogole nie bedzie chcial sluchac. najlepiej czest ozapraszac go do siebie na obiady i serwowac mu wegetarianskie przysmaki... dobre na poczatek, mi sie tak udalo pierwszego przekabacic :)

defu - 2005-03-08, 21:48

no moja bejbi sie przekonala sama po jakichs 8 miesiacach i zaserwowaniu kilku textow n/t rzezni etc + sluchaniu mojego gadania o wyzwoleniu zwierzat;) ppozatym nie jadla za duzo miecha i tak. jej siostra tez zmienila diete. fajnie :mrgreen:
renka - 2005-03-08, 22:12

Fajnie.

Ja musze chyba jeszcze poczekac, bo do mojego lovera widocznie wolniej docieraja pewne sprawy.

Ale zauwazam juz od dluzszego czasu pozytywniejsze zachowania z jego strony:
1) na urodziny dostalam od niego piekna sokowirowke, a nie np. zadne badziewia w stylu perfum - bo wie, ze moga byc testowane (fakt, ze jego koledzy skwitowali to: "No przeciez co innego moglbys jej kupic...")
2) ostatnio jak chcial, zebym do niego przyszla to "wzial" mnie na weganskie jedzonko, ktore wlasnorecznie stworzyl,
3) stara sie nie uzywac mydla, tylko zele pod prysznic etc.
4) jak ostatnim razem jedlismy cos na miescie to zamowil bezmiesne danie (a nie nalezy on niestety do osob, ktorym np. glupio przy mnie spozywac mieso)...

Moze dla kogos sa to drobiazgi, ale mnie osobiscie kazdy taki drobiazg cieszy....

XsebaX - 2005-03-08, 22:25

w tym przypadku chyba najlepiej życ samemu ;)
a powaznie, to jakos nie przykladam az tak znacznej wagi do tego co kto je... uwazam, ze predzej czy pozniej wiekszosc i tak przekonuje sie do diety vege jesli ma tylko z nia stycznosc.

koza_me - 2005-03-09, 09:35

Cytat:
uwazam, ze predzej czy pozniej wiekszosc i tak przekonuje sie do diety vege jesli ma tylko z nia stycznosc.


no nie wiem..
moj znajomy byl wege, a przestal byc, gdy zaczal spotykac sie z miesozerna dziewczynka..
:shock:
...

beszambelan - 2005-03-09, 20:58

trochę nie rozumiem tego gadania :)

Cytat:
tyle, ze fakt mięsożerstwa drugiej polowy jest meczacy. ych wspolny posilek, ty cos wege a to nieboskie stworzenie jakies trupie cus. toz to sie juz wszystkiego odechciewa..


nie rozumiem w czym problem za bardzo. macie jedną parę sztućców? :)

moja lepsza połowa przez ponad rok naszego bycia razem jadła mięso. nie miałem z tym żadnego problemu. nie przestawiałem jej na siłę, bo wyznaję zasadę seby, że jeżeli ktoś ma być wege to prędzej czy później przekona się do niej sam, jeżeli tylko będzie widział że można i że to prostsze niż się wydaje.

sylv - 2005-03-09, 22:30

no nie wiem..
moj znajomy byl wege, a przestal byc, gdy zaczal spotykac sie z miesozerna dziewczynka..
:shock:
...[/quote]

znaczy taki byl z niego wege jak z koziej... (pipipipi..- niecenzuralne :twisted: )

Chwala sposobowi myslenia seby i beszambelana! :bravo: oby wiecej takich postaw...

Sterylny Marcin - 2005-03-09, 23:30

Przeszedłem na wegetarianizm po pół roku chodzenia z wegetarianką, nie było to ściśle powiązane, jednak związek jakiś oczywiście miało - jej tryb życia skłonił mnie do zastanowienia, jednak decyzja całkowicie należała do mnie. Moja dziewczyna nie naciskała na mnie, a jedynie czasem raczyła tekstami w stylu "I co będziesz przy mnie jadł te zwłoki?".

Największym problemem w moim wypadku jest to, że nie lubię bardzo wielu warzyw. Trochę to może głupio brzmi - wegetarianin, a warzyw nie lubi. No, ale tak jest. Jakoś sobie radzę, nie odżywiam się najzdrowiej, ale też nie mam problemów zdrowotnych żadnych. W zasadzie to jestem okazem zdrowia. Od trzech lat około nie chorowałem, nie mam problemów z wysiłkiem fizycznym, itp.

Ja zrobiłem tak, że na próbę stopniowo ograniczałem ilość spożywanego mięsa. Chyba po tygodniu, czy dwóch już przestałem jeść je całkowicie, bo zauważyłem, że nie jest mi potrzebne. Możesz coś takiego zaproponować swojemu chłopakowi, chociaż jeśli decyzja nie będzie wynikała od niego samego, to raczej mała szansa na powodzenie.

Co do przepisów to polecam http://www.sas.aplus.pl/veg/viewtopic.php?t=19

airamx - 2005-03-10, 10:58

nie mam drugiej połowy, wiec sie akuratnie w tej kwestii nie wypowiem, ale powiem za to co sobie obeserwuje w świecie rodzinnym i swoich znajomych.
Może dla niektórych zabrzmi to strasznie, bądź wręcz heretycznie ale moim zdaniem nie należy zanadto zastanawiać się nad tym co na talerzu ma ktos obok bo można sobie tym zycie spaprać, siostra mojej przyjacióły w tenże sposób porzuciła swoja rodzinę i się z nią pokłóciła na jakieś dwa lata bo tak ją drażniło to że jej rodzice i własna siostra jedzą mięso wędlinę że nie mogła im tego wybaczyć - dosłownie!!! i tak się na nich pogniewała że się wyprowadziła.
Pozatym tak sobie myślę - że może to wdale nie miłość skoro nie można przeżyć i wydaje nam się nasza druga połowa obleśną - takie sobie gdybanie, i zastanawianie.

koza_me - 2005-03-10, 11:10

Cytat:
Cytat:
tyle, ze fakt mięsożerstwa drugiej polowy jest meczacy. ych wspolny posilek, ty cos wege a to nieboskie stworzenie jakies trupie cus. toz to sie juz wszystkiego odechciewa..


nie rozumiem w czym problem za bardzo. macie jedną parę sztućców?


żartujesz?
tożeś wrazliwy, jak tobie nie przeszkadza zapach miesa.

Cytat:
Pozatym tak sobie myślę - że może to wdale nie miłość skoro nie można przeżyć i wydaje nam się nasza druga połowa obleśną - takie sobie gdybanie, i zastanawianie.

obrzydliwy jest posilek lowersa,. a nie sam lowers. lowers bardziej smuci i przygnebia niz obrzydza, gdy zjada zwierzaki..

parasolnik - 2005-03-19, 15:32

hm... ja tam sie juz przyzwyczailam do tego, ze w lodowce, na talerzu, patelni, stole leza zwloki;] oczywiscie- w ostatecznosci mozna by wywrzec presje, naklonic, zmusic tylko, ze to nic nie da, bo niektorzy po prostu nie wyobrazaja sobie zycia bez miesa i nie mozna miec do nich o to pretensji;] no i 'parowkowym skrytozercom mowimy stanowcze nie' czy jakos tak to bylo....

najwiekszy problem pojawi sie gdy pojawia sie dzieci. gdy ich brak to wszystko jakos da sie pogodzic [zawsze mozna wyjsc z kuchni albo gotowac tylko wege posilki;]

rxqueen - 2005-03-23, 18:39

wybranek moj za bardzo lubi mieso. rozumiem go... wciaz twierdze ze nie ma nic lepszego niz kurczak z fasolka szparagowa ale ze mam jakies tam idealy zadowalam sie sama fasolka.

zeby zrezygnowac z tego smaku i skazac siebie na ciezki wegetarianski los trzeba wierzyc w sluszna sprawe. czy to partner czy partnerka nie ma znaczenia. i przekonywanie malo da jesli druga polowka nie zrobi tego bo sama chce

sylv - 2005-03-23, 22:31

rxqueen napisał/a:
zeby zrezygnowac z tego smaku i skazac siebie na ciezki wegetarianski los trzeba wierzyc w sluszna sprawe. czy to partner czy partnerka nie ma znaczenia. i przekonywanie malo da jesli druga polowka nie zrobi tego bo sama chce


ja naprawde nie rozumiem stwierdzenia, ze "wegetarianizm jest ciezki". dla mnie to jest jakas abstrakcja. jak cos, co uwazamy za etycznie sluszne oraz w dodatku zdrowe moze byc ciezkie??? :-?

defu - 2005-03-23, 22:52

heh wiadomo o co chodzi - wypaczone pojmowanie przyjemnosci-nastepstwo nieswiadomej konsumpcji...

8-) profesor doktor wiktor

rxqueen - 2005-03-24, 08:41

wegetarianizm jest ciezki dla mnie... i nie chodzi mi o rezygnacje z jedzenia tylko godzenie sie na zycie w "odrzuceniu". JEST CIEZKI i dowie sie o tym ten kto byl w bulgarii... wegetarianin jest skazany za granica na jedzenie rosotto albo pizzy wegetarianskiej bo tam po prostu ciezko jest znalezc cos bezmiesnego...

nawet w lublinie. jem w restauracji wegetarianskiej ale gdyby nie ona moglabym w innychjesc co najwyzej pizze lub pierogi. nadchodza swieta i co? jak zwykle na obiad bede jadla sama salatke bo rodzina je mieso... a skoro 15 osob je mieso to dlaczego robic cos bez miesa?

stephanie - 2005-03-24, 09:09

rxqueen napisał/a:
wegetarianizm jest ciezki dla mnie... i nie chodzi mi o rezygnacje z jedzenia tylko godzenie sie na zycie w "odrzuceniu".

Jeśli się godzisz z tym, to nie marudź. Trzeba wziąść swoję życie w swoję ręce... dosłownie... (ale o tym będzie niżej ;) )

rxqueen napisał/a:
JEST CIEZKI i dowie sie o tym ten kto byl w bulgarii... wegetarianin jest skazany za granica na jedzenie rosotto albo pizzy wegetarianskiej bo tam po prostu ciezko jest znalezc cos bezmiesnego...


rxqueen napisał/a:
nawet w lublinie. jem w restauracji wegetarianskiej ale gdyby nie ona moglabym w innychjesc co najwyzej pizze lub pierogi. nadchodza swieta i co? jak zwykle na obiad bede jadla sama salatke bo rodzina je mieso... a skoro 15 osob je mieso to dlaczego robic cos bez miesa?

W Piekarach nie ma żadnej restauracji wegetariańskiej i nie narzekam. Będą święta i też nie będę narzekać. Dlaczego? Bo mam rączki i codziennie sobie gotuję (nie tylko od święta). Jak się podejmuje decyzję o byciu wege, to trzeba się liczyć z tym, że częsciej się będzie przesiadywać w kuchni, bo nie zawsze można liczyć na rodzinę. Chodząc na każdą imprezę rodzinna idę z własną wałówką albo idę do kuchni i sama sobie coś przygotowuje:) Polecam zajrzeć do książki kucharskiej na początek i znaleźć sobie kilka prostych przepisów na dania i sobie samej gotować.

ps. Ty przynajmniej możesz iść na pierogi a co mają powiedzieć weganie ;)

defu - 2005-03-24, 10:18

babcia mojej bejb robi pierogi bez jajek i mleka-musze przepis zdobyc to bede3 wciagal je przez najblizsze dni:D

a co do tych trudnosci to naprawde nie jest trudno. ja przez pierwszy okres czasu jadlem ziemniaki z jajkami i zupy a pozniej zaczal sie trwajacy do dzis okres mrozonych warzyw i pizz i nie narzekam a to trwa juz 2 albo 3 rok:D ale gotowanie samemu jest lepsze 8-) no ale pamietaj-positive outlook :D

sylv - 2005-03-24, 12:12

rxqueen napisał/a:
wegetarianizm jest ciezki dla mnie... i nie chodzi mi o rezygnacje z jedzenia tylko godzenie sie na zycie w "odrzuceniu". JEST CIEZKI i dowie sie o tym ten kto byl w bulgarii... wegetarianin jest skazany za granica na jedzenie rosotto albo pizzy wegetarianskiej bo tam po prostu ciezko jest znalezc cos bezmiesnego...


to juz jest kompletna herezja... bylam na Ukrainie i w Rosji, nigdy nie mialam problemow z bezmiesnym zarciem, nawet u babuszek, ktore traktuja "wegetariany" jak nieszkodliwych wariatow. A na Syberii, na targu pamietajacym jeszcze wujka Lenina kupilam kostke sojowa. Wiec bez przesady.... Poza tym nie bardzo rozumiem: poza tymi potrawami ktore wymienilas ludzie w Bulgarii jedza TYLKO mieso? nie wierze. to jest po prostu niemozliwe.

rxqueen - 2005-03-24, 19:32

czy ty za bardzo nie ogolniasz... jezu wiekszosc wegetarian jest jakas dziwnie agresywna i zdecydowanie zbyt radykalna....

w bulgarii jak bylam codziennie jadlam makaron z kielkami w chinskiej restauracji. oprocz tego wiele rodzajow salatek ale salatka to nie obiad. jak sie nie zna obcego jezyka na prawde trudno cos "upolowac". raz zamowilam bagety myslac ze to po polsku jakies zapiekane bagietki i dostalam szynke w panierce.

sylv - 2005-03-24, 21:01

Hmmm....jak juz jestesmy przy uogolnieniach, to wydaje mi sie, ze jezeli nie podoba Ci sie moje zdanie, to nie oznacza, ze wszyscy wegetarianie sa "agresywni". poza tym, mysle tez, ze to, ze zdarzylo Ci sie miec kilka kiksow, co jest normalne i zdarza sie kazdemu, to jeszcze nie oznacza, ze wegetarianizm jest jakims ciezkim wysilkiem. Piszesz o radykalizmie: coz, nie bardzo rozumiem - jem mieso lub nie, gdzie tu jest radykalizm? dla mnie kazdy musi samoistnie dojrzec do tej decyzji i nie dlatego skomentowalam Twojego mejla. Po prostu mowienie o "jakichs tam idealach" i "ciezkim losie" wydaje mi sie dziwne z ust wegetarianki... to tyle. mam nadzieje, ze teraz juz wyrazilam sie troche jasniej.
defu - 2005-03-24, 21:26

hihi ja nie chce ju byc złosily ale czemu salatka nie moe byc obiadem? bo jest a mala bo jest zimna czy za malo pozywna czy dlatego ze nie ma kotleta do niej? ;) a co maja fruitarianie powiedziec? :lol: oni chyba nie jedza obiadow. btw dlaczego mowisz ze wiekszosc wegetarian jest zbyt radykalna? nie chodzi mi o uogolnianie tylko o to czemu ci sie nasunal taki wniosek w wyniku lektury powyzszych postow?
beszambelan - 2005-03-25, 00:01

Cytat:
dlaczego mowisz ze wiekszosc wegetarian jest zbyt radykalna?


bo nie jedzą mięsa i jeszcze mówią że ta fajne! :hitem:

renka - 2005-03-25, 00:12

A wracajac do glownego tematu.... Chyba pozostaje jednak zamiana partnera na niemiesozernego, bo miesozeni nasaczeni sa niepozytywna wibracja, przez co predzej czy pozniej rodzi sie ziemska agresja...
defu - 2005-03-25, 08:59

sczegolnie jezeli oboje partnerow jest radykalnych wg definicji beszambelana :lol:
galkrieger - 2005-03-30, 11:03

heheh łatwo powiedzieć... zmienić partnera (powinienem tu wpisać raczej "partnerkę"...)
a cos takiego jak miłość??
co robić gdy wszystkie metody zawodzą a ja brzydzę się i wq... ekhm... wqurzam za każdym razem gdy widzę ścierwo na Jej talerzu...
a widuję to nazbyt często...

defu - 2005-03-30, 14:37

sabotuj posilki-wyrzucaj mieso albo podmieniaj na kotlety sojowe ;)

no compromise :evil:

galkrieger - 2005-03-30, 15:19

dobry pomysł!! od początku wie, że zanim po zjedzeniu jakiegoś mięsa nie umyje zębów to nici nawet z buziaka... heheh myślałem, że to po pewnym czasie zadziała ale nic z tego...
teraz prawie zawsze ma przy sobie szczoteczkę i paste do zębów...
lol...

beszambelan - 2005-03-30, 17:09

Cytat:
od początku wie, że zanim po zjedzeniu jakiegoś mięsa nie umyje zębów to nici nawet z buziaka... heheh myślałem, że to po pewnym czasie zadziała ale nic z tego...
teraz prawie zawsze ma przy sobie szczoteczkę i paste do zębów...


ty mówisz na poważnie? :shock:

jeżeli tak to dla mnie pomysł conajmniej idiotyczny.

ktoś mi kiedyś powiedział że jestem radykalny :D

sylv - 2005-03-30, 20:47

[quote="beszambelan"]
Cytat:
od początku wie, że zanim po zjedzeniu jakiegoś mięsa nie umyje zębów to nici nawet z buziaka... heheh myślałem, że to po pewnym czasie zadziała ale nic z tego...
teraz prawie zawsze ma przy sobie szczoteczkę i paste do zębów...


@defu i galkrieger:

a Wy byscie chcieli, ze by Wam ktos mieso wrzucal na talerz albo kazal myc zeby za kazdym razem, jak zjecie sojowizne? :-? odd, really... :-|
zgadzam sie z beszambelanem.

defu - 2005-03-30, 22:16

ehh ja zartowalem, zreszta to o czym mowisz, to troche co innego, bo wiadomo e jedyna i obiektywna prawda jest po naszej stronie ;) jak moja bejb jadla miecho jeszcze to nie kazalem jej myc zebow, wiec nie wiem o co wam chodzi. ale jak raz umyla zeby moja szczoteczka uzywajac testowanej pasty to sie wkurzylem :lol:
pao - 2005-04-06, 10:55

memu ukochanemu powiedziałam, że co do diety to jego wybór, ale niech nawet nie marzy o tym, że jakieś mieso mu przyrządzę... w domu dieta wegetariańska, dopuszczam jedynie ryby (córka jest jaroszką, tak w ramach kompromisu, a jak będzie starsza to sama podejmie decyzję) ale sa one sporadycznie w domu...
efekt taki, że z zagorzałego mięsorzercy zaczął tranformować... wpierw odrzucił czerwone mięso, a teraz jesli juz mięso to raczej ryby, sporadycznie kurczak (raz na 3 miesiące...) i przestał mi marudzić :) obawiałam sie burzy kiedy rezygnowałam z jajek, ale przeszło bez piorunów :)
nic na siłę a samo pójdzie dobrym torem :)

galkrieger - 2005-04-07, 17:19

:shock: ludziska wy to wzieliście serio??
która z Was po czymś takim nie rzuciłaby faceta?
bez przesady...

pomidor - 2005-04-23, 01:02

A może daj lowersowi browarów dziennie dwa i dawaj mu same wege żarełko. Wtedy waga mu chyba nie spadnie.
sfistaq - 2006-06-17, 17:32

jakby to powiedziec z ta druga polowka mysle ze zawsze na poczatku bedzie problem(jesli jest miesozerca)ale wierzcie mi ze stopniowe fundowanie wege zarcia daje pozytywny efekt i rozmowy na temat wegetarianizmu itp ;) ja z facetem stawiam sprawe jasno chcesz jesc miesko sam sobie je przyrzadz odemnie napewno go ine dostaniesz ;) z czasem moj facet zaczol sie przekonywac a nawet zachwycac co niektorymi potrawami wege :D a co do wypowiedzi "wegetarianin jest skazany za granica na jedzenie rosotto albo pizzy wegetarianskiej bo tam po prostu ciezko jest znalezc cos bezmiesnego..." to bez urazy ale wiekszej bzdyry nie slyszalm a no chyba ze taki wegetarianin nie umie sam gotowac i liczy tylko najakies bary restauracje itp :-? ja pracujac w Grecji i majac wyzywienei od pracodawcy jhakos nie narzekalam na brak wege zarcia ai w sklepach tez warzywek pelno :D a skolei teraz bedac wIrlandi tez nie widze przeszkod z byciem wege zagranica ;) hmm dziwne skad takie poglady sie biora :-? a moze to lenistwo nie chce sie nam szukac warzywek itpo a liczymy na restauracje no a nie znajac jezyka to coz mozemy sie spodziewac ze otrzymamy przyslowiowego kota w worku;)
Astarte - 2006-09-07, 17:28

sfistaq napisał/a:
jakby to powiedziec z ta druga polowka mysle ze zawsze na poczatku bedzie problem(jesli jest miesozerca)ale wierzcie mi ze stopniowe fundowanie wege zarcia daje pozytywny efekt i rozmowy na temat wegetarianizmu itp ;) ja z facetem stawiam sprawe jasno chcesz jesc miesko sam sobie je przyrzadz odemnie napewno go ine dostaniesz ;) z czasem moj facet zaczol sie przekonywac a nawet zachwycac co niektorymi potrawami wege :D


Otóż to :D Nie ma co bombardowac na sile argumentami... trzeba dac odczuc to, co jest oczywscte: dania wege sa nie tylko bardzo zdrowe ale takze... PYSZNE! :)

wegeta - 2006-09-29, 20:32

ojojoj!to się porobiło!ja nie wyobrażam sobie życia z jakimś hłopieniem,który nie ma odwagi ani ohoty czegoś zmienić w swoim życiu-na maxymalny pozytyw(wege).tak szczerze,to brzyziłabym się być z kimś takim...ja mam ten komfort, że mój :mrgreen: mąż :mrgreen: jest wege(odkąd go znam).dlatego wiem,że nie warto wybierać mniejszego zzzła-czyli osoby,która będzie nas irytować swoją postawą.powodzonka w poszukiwaniu drugiej wege połówki :bye:
Astarte - 2006-10-02, 18:09

To dosc kontrowersyjna wypowiedz...
Gratuluje Wam udanego malzenstwa, ale... co ze zrozumieniem, tolerancją? Na tym własnie polega miłość, na szanowaniu odrębności drugiego człowieka. Nikt nie mówi o dyskryminowaniu drugiej osoby, ani doprowadzaniu jej do ostatecznosci. Mówimy o zwykłym poszanowaniu dla cudzego zdania. Narzucanie swojej woli i toku myślenia drugiemu człowiekowi to faszyzm. Rozmowa i przekonywanie za pomocą argumentów jest drogą do stawania się lepszym człowiekiem. Tak przynajmniej ja uważam.

Popieram! :)

sylwia - 2006-10-02, 19:05

hmmm... no to narobilam :) Chcialam zacytowac Astarte, a przypadkiem zedytowalam :oops: SOOORRYYY....

Obcielam poczatek postu:

"To dosc kontrowersyjna wypowiedz...
Gratuluje Wam udanego malzenstwa, ale..."

Jeszcze raz prosze o wybaczenie - jestem nieprzytomna dzis... :oops:

Hate - 2006-10-02, 19:12

Astarte napisał/a:
To jest dość kontrowersyjna wypowiedź.
Chyba ze wzgledu na te orty :megapolew:
Cytat:
ale ...
co ze zrozumieniem, tolerancją?
Kazdy jest inny. Ponizej piszesz o faszyzmie, nakaz bycia tolerancyjnym tez nie pachnie zbyt ladnie ;)
Cytat:
Na tym własnie polega miłość, na szanowaniu odrębności drugiego człowieka.
To chyba zalezy od rodzaju odrebnosci :-) Sadze, ze dla kazdego znajdzie sie taka ktorej nie jest w stanie zaakceptowac. Pule odrebnosci mamy calkiem spora.
Cytat:
Nikt nie mówi o dyskryminowaniu drugiej osoby, ani doprowadzaniu jej do ostatecznosci. Mówimy o zwykłym poszanowaniu dla cudzego zdania. Narzucanie swojej woli i toku myślenia drugiemu człowiekowi to faszyzm.
Faszyzm ma nieco inna definicje a wegeta z tego co wyczytalem w jej poscie, nikomu niczego nie narzuca tylko odrzuca pewne opcje i mysle, ze ma do tego pelne prawo. Narzuceniem byloby kazac jej akceptowac kogos kogo ona akceptowac nie chce. 8-)

Cytat:
Rozmowa i przekonywanie za pomocą argumentów jest drogą do stawania się lepszym człowiekiem. Tak przynajmniej ja uważam.
Go vege! ;)
Nie wiem czy to droga do tego by stac sie lepszym, ale napewno jest to dobra droga ogolnie :mrgreen:
pozdrawiam.

taffit - 2006-10-03, 11:53

ja już się pogubiłem kto popiera, a kto go vege :lol:

mnie po jakimś czasie pewnie by drażniło mięsożerstwo dziewczyny
inna sprawa, że nie oczekiwałbym wegetarianizmu od razu, zaraz po poznaniu... ale jeśli związek się rozwija, poznajemy siebie, swoje ideały etc., a dziewczyna nadal wcina kiełbasę, to podejrzewałbym, że mogłoby to odbić się na związku...

przecież ile radości dają wspólne posiłki... i ileż zawodu bym miał, gdyby w tym posiłku była świnka w postaci szynki

od poważnego związku oczekuje się przecież dążenia do jakiegoś duchowego ideału... a mięsożerstwo drugiej połówki byłoby tu pewnym utrudnieniem

oczywiście nie ma schematów i podejrzewam, że może istnieć wiele par, w których różnice w sposobie odżywiania, a co za tym idzie różnice w wyznawanych światopoglądach można jakoś "zrekompensować".

Czarna Niewdowa - 2006-10-03, 19:06

ja osobiscie nie wyobrazam sobie wspolnego zycia z osoba miesozerna. to dla mnie zbyt wielka bariera w kontaktach chlopak-dziewcze. podczas gdy w relacjach ze znajomymi nie ma to wiekszego znaczenia, tak w tworzeniu calosci z dwojga - ma ogromne.
lodowka ze scierwem? naczynia po smalcu? zapach gotowanej kielbasy? - to tak banalne powody, ale rownie istotne. czulabym obrzydzenie, niezrozumienie i w efekcie swoim nagabywaniem i proba nawrocenia, zepsulabym wszystko.
odrebne swiaty, odmienne poglady - to przepasc do pokonania dla osobnika w skorzanych glanach, ale nie dla mnie.

renka - 2006-10-03, 20:05

Dla mnie powazne zycie z osoba miesozerna na pewno nie wchodziloby w gre. Wszystko jest milo, dopoki sie ze soba nie zamieszka - dopiero wtedy moze to byc uciazliwe do obu stron. Moj wczesniejszy patrner uwielbial mieso - w miare nie przeszkadzalo mi to przez pierwsze dwa lata. Pozniej meczylo mnie to, a z czasem zaczelo po prostu brzydzic, co w konsekwencji doprowadzilo do minimalizacji naszych kontaktow fizycznych. Final - rozstanie.
Ale wiem, ze czesc ludzi tak zyje i "jakos" sobie radza, choc chyba nie zawsze jest super kolorowo, sczegolnie, gdy pojawiaja sie dzieciaczki i trzeba ustalic ich diete.
Teraz jestem z osoba otwarta na wegetarianizm/weganizm, niedlugo mamy w planach wspolne zamieszkanie i bardzo raduje sie na mysl o tym, ze po raz pierwszy w zyciu bede miec "zdrowa i czysta" lodowke.

Trop - 2006-10-10, 11:09

ja tez powiem szczerze nie za bardzo sobie to wyobrażam w tzw. praniu, czyli mieszkaniu razem, np. zapach jajecznicy na bekonie z samego rana, trupy w wózku ze wspólnymi zakupami, to było by bardzo trudne, szczególnie po etapie szaleńczego zakochania, kiedy oczy są szeroko zamknięte na wady ukochanego ;)
wspólne dziecko, tłumaczenie mu czemu mama nie je mięsa a tata wcina aż mu się uszy trzęsą. :roll:

eunica - 2006-10-10, 16:24
Temat postu: ...
moim zdaniem do wszystkiego mozna się przezywyczaić ... mi wsumie chyba nie robi różnicy czy tak jak teraz żyje z rodzicami którzy są mięsożerni :P czy kiedys z chłopakiem , jeżeli się przyjmie odpowiednie kompromisy , da się żyć :D tylko gorzej z gotowaniem ... ;) bo ja mięsa bym w życiu nie dotkneła
Czarna Niewdowa - 2006-10-10, 17:44
Temat postu: Re: ...
eunica napisał/a:
do wszystkiego mozna się przezywyczaić ...

nie mozna.
ta tkanina farbuje i pranie bedzie do wyrzucenia.

Alispo - 2006-10-10, 18:39

Mysle,ze miedzy zyciem z rodzicami a zyciem z ukochanym jest spora roznica..To w koncu druga polowka,prawdziwe pokrewienstwo dusz..nie wiem czy mozna zniesc tak wielka roznice swiatopogladowa,dotyczaca przeciez szacunku dla tego co najwazniejsze-zycia!..juz sobie nie wyobrazam..ale milosc bywa slepa,wiec moze mozna jakos z tym zyc?ale juz na pewno ta druga osoba musi umiec w pelni zaakceptowac vege -diete tej pierwszej,rozumiec ja i tolerowac,takze diete dziecka-bo nie wyobrazam sobie żądania kompromisu-no nie wiem,to po prostu zbyt wazna sprawa,podstawowe roznice w moralnosci.Chociaz w jakims stopniu na pewno mozna sie ugiac,sama sie uginam,ja jestem weganka, on wegetarianinem,nie moge powiedziec ze czuje sie komfortowo jak robi sobie kanapke z serem,ale ..da sie z tym zyc/moze dlatego,ze to sie zdarza sporadycznie i ze on popiera vegan diete/ :hmmm:
Trop - 2006-10-12, 10:59

oczywiście jesli ktoś jest weg(etari)aninem z powodów zdrowotnych, a więc jest to dla niego tylko dieta, to problemu z mięsożerną druga połówką nie ma. Jest tylko do rozwiązana parę kwestii organizacyjnych.

Ale jeśli, tak jak to podkreśliła Alispo, jest to kwestia etyki, to zgadzam się że jest zasadnicza róznica między posiadaniem niewegetarianskich rodziców (dziadków, rodzeństwa, współlokatorów) a niewege partnera życiowego.

Tu przeciez chodzi o sprawy bardzo fundamentalne. O podejście do życia, do żywych istot. I to podejście niestety w życiu codziennym manifestuje się na każdym kroku, przy każdym posiłku, przy zakupie skórzanej odzieży, itp.

Nie twierdzę, że to nie możliwe, ale jestem realistką i myślę, że dla wielu ludzi i dla mnie to byłoby (lub jest) trudne.

Chociażby kolejny przykład który przyszedł mi do głowy: dyskusje na tematy kulinarne. Ja nie mogłabym słuchać jak mój ukochany opowiada jak wspaniale przyrządza jagnięcinę i jakie wczraj jadł pyszne żeberka, czy ozorek w sosie beszamelowym. :shock:

taffit - 2006-10-12, 11:05

Trop napisał/a:
ozorek w sosie beszamelowym


:paw:

katrinko - 2006-10-12, 11:08

Ajajaj, a ja się wyłamię. Mięsożernośc mojego towarzysza życia nie jest dla mnie problemem.
Asiu - 2006-10-12, 21:31

Ja już 8 lat mieszkam z mięsożerną drugą połówką. Na szczęście nie jakoś bardzo intensywnie mięsożerną, ale jednak. Na początku specjalnie się nad tym nie zastanawiałam - po prostu wyprowadziłam się od mięsożernej siostry i wprowadziłam do mieszkania razem z mięsożernym boyfriendem. Nie aż tak wiele się w moim życiu wtedy zmieniło.
Co do pokrewieństwa dusz - na wielu poziomach ono istnieje. Nie potrafiłabym go skreślić ze swojego życia dlatego, że nie jest doskonały i nie 'zobaczył' jeszcze pewnych rzeczy. O weg(etari)anizmie, cierpieniu zwierząt nie wystarczy wiedzieć, to trzeba poczuć. Myślę, że dla wielu osób to jest swego rodzaju przebudzenie - pewnego dnia otwierasz oczy i widzisz świat zupełnie inaczej (tak było z moim przejściem na weganizm).
A jak jest w waszych przypadkach z nie-weg(etari)ańskimi przyjaciółmi? To też swego rodzaju pokrewieństwo dusz.

Korien - 2006-10-13, 09:46

ja muszę najpierw wogóle znaleźć druga połowe a pożniej bede sie martwił czy jest wegetarianka :D

co ja mowie!?? musze? ja nic nie musze ;)

MoSSi - 2006-10-13, 11:40

Korien napisał/a:
ja muszę najpierw wogóle znaleźć druga połowe a pożniej bede sie martwił czy jest wegetarianka :D
No no własnie tak :)
tylko to temat mięsożerny bojfrend :D wiec moze chcesz coś powiedziec... ? :D

Korien - 2006-10-13, 18:25

hahah :D nie no to jest dyskryminacja Mossi ;) tak chce cos powiedzieć oficjalnie ! : własnie ide cos zjeść <szok>
Franka - 2007-03-22, 18:58

:paw:
nie mogłabym się całować z osoba mięsożerną i zapach skóry też by mi przeszkadzał sorry

ina - 2007-03-23, 08:15

Franka napisał/a:

nie mogłabym się całować z osoba mięsożerną i zapach skóry też by mi przeszkadzał sorry


ja uważam ze jak sie kogoś kocha to jego zapach jest najpiekniejszy na świecie, niezależnie od tego co miał na talerzu na obiad :-?

Franka - 2007-03-23, 09:22

wiesz co ina, kwestia tego czym dla Ciebie jest wegetarianizm, dla mnie to nie dieta ale cos o wiele bardziej ważnego. Jeżeli uważam za bestialskie hodowanie i zabijanie zwierzaków, i mój światopogląd nie zmieni sie z powodu ukochanego.
sylwia - 2007-03-23, 09:23

Franka napisał/a:
mój światopogląd nie zmieni sie z powodu ukochanego.


ale kto o tym mowi? ina poruszyla zupelnie inna kwestie.

Franka - 2007-03-23, 09:36

według mnie tę samą mięsożercy pachną inaczej, dla mnie śmierdzą, i nawet mój wybraniec nie zacznie raptem pachnieć, bo jestem w nim zakochana, i jego zapach pozostanie taki sam nie będzie najukochańszy na świecie
sylwia - 2007-03-23, 10:04

Franka napisał/a:
według mnie tę samą mięsożercy pachną inaczej, dla mnie śmierdzą, i nawet mój wybraniec nie zacznie raptem pachnieć, bo jestem w nim zakochana, i jego zapach pozostanie taki sam nie będzie najukochańszy na świecie


W porządku. TY tak masz. Ale po co komentarze w stylu: "wiesz co ina, kwestia tego czym dla Ciebie jest wegetarianizm, dla mnie to nie dieta ale cos o wiele bardziej ważnego."
Bo to juz mi osobiscie smierdzi faza w stylu: moj wegetarianizm jest lepszy niz Twoj".

P.S. Czy Twoja mama smierdzi? Sorry, ale tak mi sie nasunelo po tym, co napisalas.

Franka - 2007-03-23, 10:09

śmierdzi podobnie jak moja siostra i bardzo mnie to boli

a odnośnie lepszego wegetarianizmu, to nie prawda że tak uważam, że mój jest lepszy,ale albo żal nam zwierząt i nie zgadzamy się na ich zabijanie i zjadanie albo całe to gadanie to hipokryzja

sylwia - 2007-03-23, 10:21

W dalszym ciągu nie widzę związku. Czy zrywasz związki ze swoją rodziną, bo je mięso? Osobowosc człowieka to troche wiecej niz wegetrianizm badz nie. Jezeli dla Ciebie to jest taki problem, to Twoj wybor, ale z jakiej racji zarzucasz hipokryzje parom wege/nie wege?

Jestem z moja 2 polowka 6 lat i kocham go za 1000 rzeczy, a nie tylko za bycie wegetarianinem. Nie wyobrazam sobie, ze mialby budzic we mnie obrzydzenie, gdyby nagle przestal nim byc. Zapewne byloby ciezko, ale milosc to nie slodka bajka, tylko sztuka wspieranie i akceptacji roznic.

ina - 2007-03-23, 10:39

sylwia napisał/a:
W dalszym ciągu nie widzę związku. Czy zrywasz związki ze swoją rodziną, bo je mięso? Osobowosc człowieka to troche wiecej niz wegetrianizm badz nie. Jezeli dla Ciebie to jest taki problem, to Twoj wybor, ale z jakiej racji zarzucasz hipokryzje parom wege/nie wege?

Jestem z moja 2 polowka 6 lat i kocham go za 1000 rzeczy, a nie tylko za bycie wegetarianinem. Nie wyobrazam sobie, ze mialby budzic we mnie obrzydzenie, gdyby nagle przestal nim byc. Zapewne byloby ciezko, ale milosc to nie slodka bajka, tylko sztuka wspieranie i akceptacji roznic.


zgadzam się z tym w 100%!

znam i kocham mojego chłopaka dłużej niż jestem vege i nie widze powodu, by przestać go kochać, chociaż baaardzo bym chciała żeby też był vege

nie zauważyłam żeby moi znajomi nie-wege specjalnie śmierdzieli, myśle że jest to kwestia higieny ;)

Franka - 2007-03-23, 11:02

hmm a jak idziecie do sklepu to kupujecie kochanemu kawałeczek mięska na obiad? bo to wszystko w ramach tolerancji? jak oglądamy filmy z rzeźni to płaczemy ale pare godzin poźniej mówimy o tolerancji wobec mięsożernych, przecież to nie oni zabijająa poza tym są naszymi partnerami


oczywiście nie mówię że Wy tak robicie, bo was nie znam

jak przyjeżdżają do mnie goście, a z racji lokalizacji sopockiej bywają często w wakacje, to zawsze zapowiadam że nie życze sobie aby w moim domu a tym bardziej w lodówce znalazło się jakieś mięso i wszyscy to szanują, moja mama tez nie przywozi ze sobą do mnie kiełbasy

ina nie chodzi o to żeby zrywać związki
mięsożercy nie śmierdzą dosłownie, ich skóra pachnie gorzej niż wegan ja to przynajmniej czuje szczególnie w przypadku facetów żywiących się samym mięchem, wyczuwam ich z kilku metrów, może powiedziałam to za mocno ale mi zawsze w tym temacie towarzysza silne emocje, nie jestem w stanie zrozumieć jak można zabić żeby zjeść, kiedy jest mnóstwo jedzenia. :(

ina a nie przeszkadza Ci mięso obok tofu w koszyku na zakupy? a to że w tym samym garnku gotuje sie mięso a potem coś Twojego, a deski do krojenia? chyba ze wszystko macie osobno, ja bym tak nie mogła

Alispo - 2007-03-23, 11:25

Franka napisał/a:
nie jestem w stanie zrozumieć jak można zabić żeby zjeść, kiedy jest mnóstwo jedzenia. :(

I to by bylo dla mnie najwiekszym problemem,nie zapach(z reszta nie czuje tego),czy kielbasa w lodowce(wiadomo,niemile,ale nie jestem zbyt wrazliwa na takie rzeczy,studia mnie hartuja;) ),gorzej wlasnie ze swiatopogladem..trudno byc z kims kto tak kompletnie inaczej patrzy na swiat w tak podstawowej przeciez kwestii-tolerancji na zabijanie,troche to jak para:ginekolog od skrobanek+babka walczaca o ochrone zycia za wszelka cene ;) OcZywiscie pewnie mozna z ta druga osoba znalezc wspolny jezyk w wielju innych kwestiach,ale kurcze ta jest taka podstawowa..jesli o mnie chodzi to moze bym umiala,gdybym widziala w tym jakis sens-np.ze go zmienie,albo ze chociaz mniej miesa zje przez to ze ja cos ugotuje,albo gdyby walczyl o zwierzaki jakies inne niz gospodarskie,pewnie musialby byc podobny do mnie w wielu sprawach poza-vege,ale srednio mi to sobie wyobrazic,cchociaz jako vege mialam nie-vege partnera,jakis tam zgrzyt w tej kwestii byl jednak,chcoaiz w sumie nie az taki wielki,bylo wiele innych zgrzytow;)No i sprawa dzieci-ta trzeba sobie moim zdaniem wyjasnic na poczatku.
Zgadzam sie z Sylwia,ze przeciez kochamy naszych facetow nie tylko za to ze sa vege,swoja rodzine tez potrafie kochac mimo ze mnie smuci zawartosc ich talerzy...

Franka napisał/a:
ina a nie przeszkadza Ci mięso obok tofu w koszyku na zakupy? a to że w tym samym garnku gotuje sie mięso a potem coś Twojego, a deski do krojenia? chyba ze wszystko macie osobno, ja bym tak nie mogła

Franka-a w domu rodzinnym mialas/masz inaczej?lepiej odciac sie od rodziny?

Franka - 2007-03-23, 11:33

wyprowadziłam się z domu jak miałam 18 lat, to było bardzo dawno temu i były to moje początki z wege, nie mogłam narzucać swoich zasad w domu moich rodziców, to chyba logiczne , teraz juz moge bo mieszkam sama, na szczęście. A moja rodzine staram się nawracać, jeszcze mi sie nie udało. Tylko to inna sprawa, rodziny się nie wybiera a partnera tak.
Alispo - 2007-03-23, 11:36

Franka napisał/a:
Tylko to inna sprawa, rodziny się nie wybiera a partnera tak.

ale mimo wszystko sie ja kocha...wiec jednak tolerancja ma tu miejsce.Dlatego mysle,ze moze miec miejsce i w przypadku partnera,jak ktos potrafi byc tak mocno tolerancyjny ;)

sylwia - 2007-03-23, 11:38

Franka napisał/a:
hmm a jak idziecie do sklepu to kupujecie kochanemu kawałeczek mięska na obiad? bo to wszystko w ramach tolerancji? jak oglądamy filmy z rzeźni to płaczemy ale pare godzin poźniej mówimy o tolerancji wobec mięsożernych, przecież to nie oni zabijająa poza tym są naszymi partnerami


1. moj facet jest wege od 11 lat, wiec nie mialam nigdy tego problemu.
2. to, ze z kims jestes i kogos kochasz, nie oznacza, ze musisz mu kupowac mieso
3. slyszalas kiedys kogos, kto najpierw oglada filmy z rzezni i placze a potem "mówi o tolerancji wobec mięsożernych, przecież to nie oni zabijająa poza tym są naszymi partnerami", czy tylko sobie wyobrazasz, jak to jest.
4. partnera sobie wybierasz, ale ludzie to nie kolki w plocie, i poglady sie zmieniaja. jestes z kims od lat, kochasz go, masz dzieci i on nagle zaczyna jesc mieso. co robisz? wyzywasz go od mordercow, zabierasz dzieci i sie wyprowadzasz? blagam.. :roll:
5. dla Ciebie moze jest problemem posiadanie osobnych polek w lodowce i sztuccow, dla innych jednak milosc jest wazniejsza niz 2 rozne noze i nie rozumiem, czemu to negujesz.

Mam tez pytanie do Ciebie: odeszlas kiedys od kogos, bo jadl mieso? przestalas kochac? czy tylko tak sobie gdybasz?

Franka - 2007-03-23, 11:43

Aliso tolerancja? ale czego? toleruje że mój kochanek bierze udział w przemyśle mięsnym? to raczej nie jest tolerancja, nie wiem jak to nazwać
ja raczej myśle o tym w ten sposób, jeśli mnie kocha (a dobro zwierząt nie jest wystarczającym argumentem) niech się zmieni w sumie szynka na kanapce chyba nie jest ważniejsze ode mnie?

Hate - 2007-03-23, 11:45

Marynata powinna sie w tym temacie wypowiedziec :megapolew:
Imo miesozernosc drugiej polowki nie przeszkadza (tak bardzo) tylko do pewnego momentu. Problemy sie zaczynaja gdy przychodzi razem mieszkac, przy gotowaniu wspolnych posilkow, zakupach, uzykowaniu garnkow no i na sam koniec zostaje sprawa zywienia dzieci.
Osobiscie nie wyobrazam sobie zycia z niewegetarianka, nie wyobrazam sobie zeby moje dziecko jadlo mieso, zebym chodzil na miesne zakupy itd. Dobrze, ze stalo sie tak jak sie stalo 8-)

Franka - 2007-03-23, 11:46

Do Sylwii:
filmy o rzeźni itp... to była przenośnia
nie byłam w związku z miesożercą, bo nie mogłabym

Alispo - 2007-03-23, 11:50

Franka napisał/a:
Aliso tolerancja? ale czego? toleruje że mój kochanek bierze udział w przemyśle mięsnym? to raczej nie jest tolerancja, nie wiem jak to nazwać
ja raczej myśle o tym w ten sposób, jeśli mnie kocha (a dobro zwierząt nie jest wystarczającym argumentem) niech się zmieni w sumie szynka na kanapce chyba nie jest ważniejsze ode mnie?


Tez nie wiem jak to nazwac,wiadomo,ze trudno tolerowac udzialw przemysle miesnym,ale juz cala osobe mozesz tolerowac,nie tolerujesz wlasnej rodziny czy miesozernych znajomych?Jakos zyjemy z tkaimi ludzmi czesto na co dzien,wiec moze dla niektorych i ta jedyna osoba moze byc tak inna..nie wiem ,w sumie co ja o tym wiem,mam vege-partnera,chociaz tez moge to jakos zrozumeic,moj ukochany jest vege a ja vegan.. ;)
a co do zmiany dla drugiej osoby-chyba rzecz w tym,ze jak juz z taka osoba jestes to znaczy ze jednak ta jego diete tolerujesz,a raczej zycie z nim..ale jesli to mialby byc problem w zwiazku to niech sie zmieniaja,powalczyc o to mozna :twisted:

sylwia - 2007-03-23, 11:51

Hate napisał/a:
Osobiscie nie wyobrazam sobie zycia z niewegetarianka, nie wyobrazam sobie zeby moje dziecko jadlo mieso, zebym chodzil na miesne zakupy itd. Dobrze, ze stalo sie tak jak sie stalo 8-)


a gdyby Fiolka nagle zaczęła jeść mięso?
Akurat wczoraj teoretyzowaliśmy z D. na ten temat: czy kochalibyśmy się nadal, gdyby jedno z nas przestało być wege... i jakoś nie wyobrażam sobie rozstania z takiego powodu.

Franka: jeżeli nigdy nie byłaś w takiej sytuacji, to nie sądze, żebyś wiedziała, jak to jest.. może być zupełnie inaczej, niż sobie wyobrażasz. Ty nie możesz, inni tak. I nie ma w tym hipokryzji, ani nic dziwnego. Sprobuj wyobrazić sobie sytuację, kiedy jesteście rodziną i facet przestaje być wege. Odchodzisz? Nie sądzę.

Napisałaś, że nie zmienisz swoich poglądów dla kogoś. Dlaczego więc ktoś miałby zmieniać je dla Ciebie? Wegetarianizm nie jest dla kogoś, tylko dla zwierząt, to po pierwsze. Po drugie szantaż w związku to jakaś pomyyłka.

ina - 2007-03-23, 11:56

Franka napisał/a:
ina a nie przeszkadza Ci mięso obok tofu w koszyku na zakupy? a to że w tym samym garnku gotuje sie mięso a potem coś Twojego, a deski do krojenia? chyba ze wszystko macie osobno, ja bym tak nie mogła


ale się rozpędziłaś w ocenie mojego życia z nie-vege partnerem; w rzeczywistości wyglada to trochu inaczej, bo tofu najczesciej kupuje mi moj chlopak jak wraca z pracy. kupuje mi tez inne wege specjaly typu tempeh, tahini i takie tam - poniewaz zalezy mu zebym sie dobrze odzywiala. ostatnio dostalam od niego vegevit :D

tak naprawde to mieso je głównie u rodziców albo w pracy. Bardzo lubi wege jedzenie, ale niestety lubi tez mieso - chociaz je go zdecydowanie mniej niz dawniej ;) ;
umie gotowac lepsze veganskie jedzonko niz ja - szczególnie zupki w jego wydaniu są pycha

nigdy nie kupowalam mu miesa - po co ??? skoro mogę mu kupic ananasa

:sloneczko:

Alispo - 2007-03-23, 11:58

ina napisał/a:

nigdy nie kupowalam mu miesa - po co ??? skoro mogę mu kupic ananasa

ale moglby cie poprosic np.ale moze rozmumie Twoj wybor i ze to dla Ciebie trudne i unika takich sytuacji.

Franka - 2007-03-23, 12:00

nie wiem dlaczego to ja powinnam go zaakceptować jako nie-wege a nie on sytuacje że na to się nie zgadzam, to po pierwsze
dla mnie to jest hipokryzja nazywana pięknie tolerancją, chyba że ktoś nie je mięsa bo nie lubi, to zupełnie inna sprawa
nie wiem jak można myśleć że zabijanie jest złe i nie powinno mieć miejsca i tworzyć rodzine z kimś kto myśli że wszystko jest w porządku ale oczywiście to tylko moje zdanie
ja nie miałabym czystego sumienia gdybym żyła z mięsożercą a prawie do tego doszło także wiem o czym piszę


ina napisał/a:
Franka napisał/a:
ina a nie przeszkadza Ci mięso obok tofu w koszyku na zakupy? a to że w tym samym garnku gotuje sie mięso a potem coś Twojego, a deski do krojenia? chyba ze wszystko macie osobno, ja bym tak nie mogła


ale się rozpędziłaś w ocenie mojego życia z nie-vege partnerem; w rzeczywistości wyglada to trochu inaczej, bo tofu najczesciej kupuje mi moj chlopak jak wraca z pracy. kupuje mi tez inne wege specjaly typu tempeh, tahini i takie tam - poniewaz zalezy mu zebym sie dobrze odzywiala. ostatnio dostalam od niego vegevit :D

tak naprawde to mieso je głównie u rodziców albo w pracy. Bardzo lubi wege jedzenie, ale niestety lubi tez mieso - chociaz je go zdecydowanie mniej niz dawniej ;) ;
umie gotowac lepsze veganskie jedzonko niz ja - szczególnie zupki w jego wydaniu są pycha

nigdy nie kupowalam mu miesa - po co ??? skoro mogę mu kupic ananasa

:sloneczko:



przeczytaj jeszcze raz co pisałam
pisałam że nie piszę o Tobie i Sylwii bo Was nie znam, moje rozważanie były teoretyczne

sylwia - 2007-03-23, 12:04

Franka napisał/a:
dla mnie to jest hipokryzja nazywana pięknie tolerancją, chyba że ktoś nie je mięsa bo nie lubi, to zupełnie inna sprawa
nie wiem jak można myśleć że zabijanie jest złe i nie powinno mieć miejsca i tworzyć rodzine z kimś kto myśli że wszystko jest w porządku ale oczywiście to tylko moje zdanie
ja nie miałabym czystego sumienia gdybym żyła z mięsożercą a prawie do tego doszło także wiem o czym piszę


a dla mnie takie właśnie jechanie po inaczej żyjących jest powodem tego, że społeczeństwo uważa wegetarian za nawiedzonych, agresywnych oszołomów.
Twoje życie - Twoja sprawa Ale nie sadze, zebys miala prawo oceniac wybory innych i ich rodzin. "Prawie do tego doszło" - "prawie" robi wielka roznice, jak mowi reklama...
Robisz dziewczyno krecią robotę całemu ruchowi wege - powodzenia :-?

Ach, no i od kiedy zwracanie sie forma "wy, ty" jest rozwazaniem teoretycznym? :roll:

Franka - 2007-03-23, 12:06

nie jestem nawiedzona ale konsekwentna

"Ach, no i od kiedy zwracanie sie forma "wy, ty" jest rozwazaniem teoretycznym? :roll: " jest , kiedy próbuję zadziałać na Waszą wyobraźnię to tak się zwracam

Alispo - 2007-03-23, 12:08

Franka napisał/a:
nie wiem dlaczego to ja powinnam go zaakceptować jako nie-wege a nie on sytuacje że na to się nie zgadzam, to po pierwsze


Nikt nie mowi,ze powinnas,to juz kwestia miedzy partnerami.
A msz czyste sumienie kontaktujac sie z rodzina czy znjomymi?mysle,ze jedni po prostu potrafia zyc z "innym"partnerem tak jak i z innymi ludzmi,inni uwazaja,ze skoro to oni wybieraja to juz nie da sie tego tolerowac,skoro partner to nasz wybor..ale w sumie..znajomi tez..a z rodzina tez mozna stracic kontakt..a moze to kwestia tego,ze po prostu milosc nie zawsze jest racjonalna :lewituje:

Franka - 2007-03-23, 12:09

Aliso ale z rodzina i znajomymi nie dziele lodówki i łóżka i nie mam dzieci
sylwia - 2007-03-23, 12:10

http://www.nonpossumus.pl/ps/1_Kor/13.php :lewituje:
Franka - 2007-03-23, 12:10

dlaczego zrobiło się tak nieprzyjemnie? nie rozumiem
ina - 2007-03-23, 12:10

Alispo napisał/a:
ale moglby cie poprosic np.ale moze rozmumie Twoj wybor i ze to dla Ciebie trudne i unika takich sytuacji.


on szanuje to ze jestem vege i nigdy mnie o to nie prosil, i wie ze i tak bym mu nie kupila wiec po co ma prosic??? :roll:

Hate napisał/a:
Imo miesozernosc drugiej polowki nie przeszkadza (tak bardzo) tylko do pewnego momentu. Problemy sie zaczynaja gdy przychodzi razem mieszkac, przy gotowaniu wspolnych posilkow, zakupach, uzykowaniu garnkow no i na sam koniec zostaje sprawa zywienia dzieci.


my juz razem mieszkamy 3 lata, a wpólne posiłki gotujemy vegan, garnki ( z wyjatkiem 1) tez sa vege :sloneczko:

sylwia - 2007-03-23, 12:11

Franka napisał/a:
dlaczego zrobiło się tak nieprzyjemnie? nie rozumiem


coz, jak sie obrzuca ludzi epitetami, to tak sie wlasnie robi.

Franka - 2007-03-23, 12:15

sylwia napisał/a:
Franka napisał/a:
dlaczego zrobiło się tak nieprzyjemnie? nie rozumiem


coz, jak sie obrzuca ludzi epitetami, to tak sie wlasnie robi.

mogłabys podać przykład epitetu jakim np. Ciebie obrzuciłam?

sylwia - 2007-03-23, 12:17

coz, ja wierze, ze bycie wege nie wyklucza zwiazku z miesozerca.
jestem wiec hipokrytka w Twojej ocenie.

cale szczescie, ze nie smierdze jeszcze do tego ;)

Franka - 2007-03-23, 12:25

ze śmierdzenia juz się wytłumaczyłam i wyjaśniałam co miałam na myśli prawda? :)

hipokryzja to najczęstsza przypadłość ludzka więc nie czuj sie urażona a poza tym nie jestes przecież z nie-wege


gdybym jeszcze kogos obraziła to prosze o przesłanie wiadomości, ja muszę teraz troche popracować

ina - 2007-03-23, 12:30

Franka napisał/a:
ze śmierdzenia juz się wytłumaczyłam i wyjaśniałam co miałam na myśli prawda?

hipokryzja to najczęstsza przypadłość ludzka więc nie czuj sie urażona a poza tym nie jestes przecież z nie-wege


ale ja jestem z nie-vege i nie uwazam sie za hipokrytke, nie przestane kogoś kochać dlatego że ma inne poglądy :-?

sylwia - 2007-03-23, 12:31

Franka napisał/a:
ze śmierdzenia juz się wytłumaczyłam i wyjaśniałam co miałam na myśli prawda? :)


wiem, zartowalam :)

Franka napisał/a:
hipokryzja to najczęstsza przypadłość ludzka więc nie czuj sie urażona a poza tym nie jestes przecież z nie-wege


w sumie fakt :megapolew: ale widzisz, zawsze moze tak sie zdarzyc, ze osoba ktora kochamy jednak zdecyduje sie zyc inaczej... ja to akceptuje. rozumiem, ze dla Ciebie to moze byc nie do przyjecia i nie moglabys byc z miesozerca, bo to jest powazny problem, mozna miec konflikt etyczny. Ale rozumiem tez tych, ktorzy z milosci wybieraja kompromis - tak jak ina.
Poza tym, z tego co widze, najczesciej jednak jest tak, ze druga polowka rezygnuje z miesa - nie pod przymusem, ale jakos tak ewolucyjbie, a dzieci zwykle sa wege. U iny jest chyba wlasnie tak, pomalutku do przodu :)
Mysle tez, ze moze mowimy o dwoch roznych sprawach: bo czym innym jest zakochanie, badz dopiero wybieranie sobie osoby, z ktora chcemy czegos sprobowac, a czym innym milosc, zwiazek, rodzina..

Pozdrawiam, i mam nadzieje, ze udalo nam sie przejsc z "nieprzyjemnego" do lepszej atmosfery...

Hate - 2007-03-23, 12:33

sylwia napisał/a:
a gdyby Fiolka nagle zaczęła jeść mięso?
Gdyby babcia miala wasy to by byla dziadkiem ;)
Dla mnie smrod gotowanego miesa w domu to powazny problem dlatego raczej byloby ciezko i kto wie do czego by to doprowadzilo. Sa rzeczy ktorych nie da sie przeskoczyc i dla niektorych taka wlasnie rzecza jest miesozernosc partnera/partnerki. Nie widze wiec powodu do sprzeczki.
Ludzie sie rozstaja (tudziez nie lacza w pary) czesto z bardziej blahych powodow. Jest to naturalne i wcale nie oznacza, ze wczesniej nie bylo miedzy nimi czegos wyjatkowego.

sylwia - 2007-03-23, 12:36

Hate napisał/a:
Gdyby babcia miala wasy to by byla dziadkiem ;) .


ano. :D

Hate napisał/a:
Dla mnie smrod gotowanego miesa w domu to powazny problem dlatego raczej byloby ciezko i kto wie do czego by to doprowadzilo. Sa rzeczy ktorych nie da sie przeskoczyc i dla niektorych taka wlasnie rzecza jest miesozernosc partnera/partnerki. Nie widze wiec powodu do sprzeczki.
Ludzie sie rozstaja (tudziez nie lacza w pary) czesto z bardziej blahych powodow. Jest to naturalne i wcale nie oznacza, ze wczesniej nie bylo miedzy nimi czegos wyjatkowego.


oczywiscie. a innym sie udaje z tym zyc razem :) dlatego sadze, ze nie ma dogmatu w tej kwestii ;)

Franka - 2007-03-23, 12:37

sylwia napisał/a:
Franka napisał/a:
ze śmierdzenia juz się wytłumaczyłam i wyjaśniałam co miałam na myśli prawda? :)


wiem, zartowalam :)

Franka napisał/a:
hipokryzja to najczęstsza przypadłość ludzka więc nie czuj sie urażona a poza tym nie jestes przecież z nie-wege


w sumie fakt :megapolew: ale widzisz, zawsze moze tak sie zdarzyc, ze osoba ktora kochamy jednak zdecyduje sie zyc inaczej... ja to akceptuje. rozumiem, ze dla Ciebie to moze byc nie do przyjecia i nie moglabys byc z miesozerca, bo to jest powazny problem, mozna miec konflikt etyczny. Ale rozumiem tez tych, ktorzy z milosci wybieraja kompromis - tak jak ina.
Poza tym, z tego co widze, najczesciej jednak jest tak, ze druga polowka rezygnuje z miesa - nie pod przymusem, ale jakos tak ewolucyjbie, a dzieci zwykle sa wege. U iny jest chyba wlasnie tak, pomalutku do przodu :)
Mysle tez, ze moze mowimy o dwoch roznych sprawach: bo czym innym jest zakochanie, badz dopiero wybieranie sobie osoby, z ktora chcemy czegos sprobowac, a czym innym milosc, zwiazek, rodzina..

Pozdrawiam, i mam nadzieje, ze udalo nam sie przejsc z "nieprzyjemnego" do leprzej
atmosfery...





:) udało pozdrawiam

Hate - 2007-03-23, 12:37

sylwia napisał/a:
ale widzisz, zawsze moze tak sie zdarzyc, ze osoba ktora kochamy jednak zdecyduje sie zyc inaczej... ja to akceptuje.
Tak sie jeszcze wtrace, mysle, ze o tym czy sie to akceptuje mozna powiedziec dopiero w obliczu takiej sytuacji. Z tej pozycji mozna sobie conajwyzej teoretyzowac, a rzeczywistosc lubi weryfikowac wszystkie postanowienia, chocby nie wiem jak mocne byly.
sylwia - 2007-03-23, 12:48

Hate napisał/a:
o tym czy sie to akceptuje mozna powiedziec dopiero w obliczu takiej sytuacji. Z tej pozycji mozna sobie conajwyzej teoretyzowac, a rzeczywistosc lubi weryfikowac wszystkie postanowienia, chocby nie wiem jak mocne byly.


tez racja...

Asiu - 2007-03-23, 15:09

Nie wiem czy jestem hipokrytką, na pewno się nią (przynajmniej w tej kwestii ;) ) nie czuję.

Nie mogłabym być z psychopatycznym mordercą zabijającym kurczaki dla czystej przyjemności tego aktu, ale mój 'mięsożerny bojfrend' je mięso, gdyż wydaje mu się, że jest to niezbędny element zdrowej diety :roll: . Poza tym, jest cudownym facetem, do naszych domowych i innych napotkanych zwierzaków ma podejście bardziej ludzkie niż do ludzi ;) . Traktuję go trochę jak ofiarę rozdwojenia jaźni, które każdemu z nas jest fundowane w dzieciństwie: "o! jaki słodki cielaczek" versus "pożywny kotlet na talerzu". Niektórzy szybciej dostrzegają jak ma się kotlet do cielaczka, niektórym zajmuje to dłużej, inni tego nigdy nie dojrzą.

To samo jest z rodziną: dałabym się pokroić za moją mięsożerną siostrę i choćby zaczęła popełniać gorsze błędy, nigdy jej drzwi i serca przed nosem nie zamknę.
Jak dla mnie to jest właśnie element miłości - zobaczyć piękno człowieka pod tymi różnymi 'zakłóceniami obrazu'.

taffit - 2007-03-23, 18:41

dziewczyny podrywajcie mięsiarzy i przekabacajcie ich na wege ;) Wy już tam macie swoje sposoby :lol:

ciężko oceniać życie przez czarno białe kolory
życie z mięsiarzem może być irytujące, ale życie bez ukochanego mięsiarza też może zaboleć

zacząłem być z Tusią kiedy jeszcze jadła mięso (choć była po krótkiej przygodzie z jego niejedzeniem), a teraz jak jest każdy widzi :D

Hate - 2007-03-24, 02:12

Chyba rzeczywscie bardziej chopy sa w tej kwestii ograniczone, wiec rzeczywiscie trzymajcie sie textu taffita i nawracajcie bucow:P Gorzej chyba byc nie moze:P
MoSSi - 2007-03-24, 21:12

mój chłopak je mięso i nie powiem wolałabym gdyby tego nie robił, ale póki co i tak go wole nie namawiać, bo jego rodzice pewnie mieli by wielkie "ale"... moze kiedys przestanie byc miesozerca... jednak dla mnie ważniejsza jest miłość a nie to co ma na talerzu...
biedroniastaaaa - 2007-03-24, 21:45

taffit napisał/a:
dziewczyny podrywajcie mięsiarzy i przekabacajcie ich na wege Wy już tam macie swoje sposoby


potwierdzam. mojego byłego przekabaciłam. :twisted:

zielarka - 2007-03-25, 14:05

bardzo dziwi mnie to, co większość z Was tu pisze... ciągle spotykam się z narzekaniami ludzi v na brak tolerancji u mięsożerców, ale z tego co widzę to to działa w obie strony...

jem tak jak jem, bo uważam to za właściwe ale to tylko mój punkt widzenia, każdy ma prawo do własnego.

mój chłopak je mięso, podobnie jak moja mama, jak trójka moich współlokatorów. oni szanują mnie i mój styl życia a ja ich, nikt nikomu nie przeszkadza i nie robi wyrzutów, nie wchodzi w dorgę.

nie możemy zapominać, że żyjemy w społeczeństwie.

Franka napisał/a:
nie mogłabym się całować z osoba mięsożerną i zapach skóry też by mi przeszkadzał sorry

rozumiem, że i Ty masz swój punkt widzenia, ale wydaje mi się on nieco przesadzony. jeśli sie kogos kocha, to kocha się go takiego, jakim jest.

stephanie - 2007-03-25, 14:17

zielarka napisał/a:
bardzo dziwi mnie to, co większość z Was tu pisze... ciągle spotykam się z narzekaniami ludzi v na brak tolerancji u mięsożerców, ale z tego co widzę to to działa w obie strony...

jem tak jak jem, bo uważam to za właściwe ale to tylko mój punkt widzenia, każdy ma prawo do własnego.

mój chłopak je mięso, podobnie jak moja mama, jak trójka moich współlokatorów. oni szanują mnie i mój styl życia a ja ich, nikt nikomu nie przeszkadza i nie robi wyrzutów, nie wchodzi w dorgę.

nie możemy zapominać, że żyjemy w społeczeństwie.

Franka napisał/a:
nie mogłabym się całować z osoba mięsożerną i zapach skóry też by mi przeszkadzał sorry

rozumiem, że i Ty masz swój punkt widzenia, ale wydaje mi się on nieco przesadzony. jeśli sie kogos kocha, to kocha się go takiego, jakim jest.


Jaka większość?? Może 1 czy 2 osoby.

zielarka - 2007-03-25, 15:12

przepraszam, już poprawiam, najwidoczniej cytowanie selektywne nie do końca działa.
Alispo - 2007-03-25, 15:53

zielarka napisał/a:

nie możemy zapominać, że żyjemy w społeczeństwie.

Dokladnie.Od biedy mozna uciec do jakiejs vege-wioski,ale przeciez nie o to chodzi zeby sie izolowac,szczegolnie jesli zalezy nam na propagowaniu vege..
Ale kazdy ma swoje granice po prostu..wielu vegow(pewnie wiekszosc) nie umialoby byc z rzeznikiem czy osoba znecajaca sie nad zwierzetami,wielu przeszkadza tez"tylko"kielbasa w lodowce..bo trudno nie widziec tu wiekszej roznicy..podziwiam troche tych,ktorzy sie potrafia pogodzic z tak odmiennym pogladem tej najblizszej osoby,szczegolnie tych,dla ktorych zwierzeta naprawde wiele znacza,nie wiem czy bym umiala,to sa podstawy etyczne,az tak sie roznic?cos sie powtarzam juz ;) jak sie uklada to fajnie,tylko na pewno trzeba temat dzieci"przerobic" i inne takie,zeby niespodzianek nie bylo potem.

Hate - 2007-03-25, 16:09

To nie jest kwestia tolerancji tylko wspolnego zycia, wspolegzystowania. Mam mase miesozernych znajomych czy przyjaciol, to samo z rodzina i absolutnie nie przeszkadza mi ich styl zycia - ich wybor. Wydaje mi sie jednak, ze w SWOIM DOMU mam prawo ukladac sobie zycie wedlug wlasnego widzimisie a nie wedlug jakichs schematow narzucanych przez 'wiekszosc'. W tej "nietolerancji" ktora wlasciwie nikomu nie szkodzi nie ma nic zlego. Natomiast tolerancja, ktora ktos mi chce narzucic smierdzi juz z daleka i to bardzo intensywnie.
Rozbraja mnie tez ten naiwny entuzjazm z jakim pisze sie tu o milosci ktora przetrwa wszystkie burze. Czuje sie jakbym ksiazke Coelho czytal. Przeciez dzielenie zycia z osoba o tak skrajnie odmiennym stylu zycia to oczywista uciazliwosc. Pytanie w ktorym miejscu konczy sie tolerancja? Zabijanie karpia na swieta przez naszego ukochanego/ukochana mozna tolerowac czy juz nie bardzo? A dziecko, ktore ten miesozerny ksiaze na bialym koniu bedzie chcial karmic miesem tolerowac mozna czy to jednak zbyt wiele? Przyklady mozna mnozyc a z kazdym kolejnym tolerancja spada.
Wiec byc moze jednak jest tak, ze to co dobre jest dla jednych, niekoniecznie musi byc dobre dla drugich.
btw: Milosc jest slepa,
a ja poirytowany.

Czarna Niewdowa - 2007-03-25, 18:10

piszecie,ze gdyby ukochany nagle zaczal jesc miecho, to przeciez sie go nie zostawi. a z jakiego powodu mialby to robic? moze jednak bylby to dobry pretekst do rozwodu.
wruszka - 2007-03-25, 18:11

Rozumiem, że mozna miec rózne poglądy, ale wegetarianizm/weganizm to nie tylko pogląd, to czesto styl życia. Zaczęło się od niejedzenia mięsa, a kończy się na zmianie prawie każdego aspektu naszego zycia.
Co do odcinania się od mięsożerców, to jestem przeciwna. Tylko przez przebywanie z nimi, mamy możliwośc pokazania, że można zyc nie zabijając innych istot. Nie jestem zadowolona z tego, że mam mięso w lodówce, ale np. nauczyłam rodziców kilku wege dań, które im posmakowały, i które weszły na zawsze do ich jadłospisu. Gdy mama chce kupic buty, namawiam ją, zeby kupila syntetyczne (zawsze są tańsze :) ). I takim sposobem ma już kilka niesórzanych butów.
Nie ukrywam tez, że już nie mogę się doczekac, kiedy bede miala swoje mieszkanie i lodówkę bez mięsa :)

tomek - 2007-03-25, 18:51

To i ja się wypowiem w tym temacie.
Jeżeli jest się w wieku nastoletnim i partnerzy nie myślą jeszcze o wspólnej przyszłości, to para mięsożerno-wegetariańska może funkcjonować całkiem nieźle. Jeżeli jednak jest to już bardziej dojrzały związek, to radziłbym przedyskutować dwie kwestie: gotowania, gdy już zamieszkacie razem i dzieci. Spotkałem się już z sytuacją, że wszystkożerny mężczyzna oczekiwał, że kobieta-wegetarianka będzie mu gotować mięsne obiady, co dla niej było nie do zaakceptowania. W tej sytuacji konflikt rzecz jasna gotowy.
Problem dzieci jest jeszcze bardziej poważny. Wyobraźmy sobie, że kobieta-wegetarianka nie chce karmić dziecka mięsem, a wszystkożerny mężczyzna jest bezwzględnie przekonany, że musi jeść padlinę, bo jest to potrzebne do jego prawidłowego rozwoju. Jeśli kobieta jest sama, a jej partnera wspiera cała pozostała rodzina, to może zostać zaszczuta. W każdym razie konflikt na tym tle rysuje się poważny.
To oczywiście tylko przykłady. W życiu bywają różne sytuacje, ale wydaje mi się, że by związek mieszany miał szansę na dłuższą metę, to powinien osiągnąć consensus w kwestii gotowania i dzieci, no chyba, że stołować się zamierzacie wyłącznie na mieście, a i wydanie na świat potomstwa również was nie interesuje.

MoSSi - 2007-03-25, 19:03

a moj chłopak powiedział, że może zmieni zdanie co do nie-jedzenia miesa przez niego... teraz to "tylko" je kotlety, ale.... Mam nadzieje,że jeśli byśmy kiedyś razem wspólnie coś wiecej to jednak zostanie wege. Póki co nie je przy mnie miesa, i mi nie przeszkadza az tak, że w ogóle je je.
Hate napisał/a:
Przeciez dzielenie zycia z osoba o tak skrajnie odmiennym stylu zycia to oczywista uciazliwosc.
Czy to, że ja nie jem mięsa, a on je, to jest skrajnie odmienny styl życia? To tylko odemienne jedzenie i pewna cześć pogladów. W wielu rzeczach sie zgadzamy. On mnie nie potepia wrecz podzwia jak mozna tyle wytrzymywac np. gdy jestesmy u kogos i jest tylko miesne danie a ja siedze głodna i nie tkne tego...
Czarna Niewdowa - 2007-03-25, 19:28

MoSSi napisał/a:
Czy to, że ja nie jem mięsa, a on je, to jest skrajnie odmienny styl życia? To tylko odemienne jedzenie i pewna cześć pogladów. W wielu rzeczach sie zgadzamy.

moj wegetarianizm wazy wiecej niz posilek, jest to sposob bycia, ktory przekresla znieczulica zjadania zwlok niewinnych zwierzat. nie dopuszczam mysli, ze moj partner bylby obojetny nie tyle na moje 'widzimisie jedzeniowe', co na los zwierzat krojonych w plasterki.
MoSSi napisał/a:
On mnie nie potepia wrecz podzwia jak mozna tyle wytrzymywac np. gdy jestesmy u kogos i jest tylko miesne danie a ja siedze głodna i nie tkne tego...

ekstramalne warunki. ja tez cie podziwiam.

Hate - 2007-03-25, 19:33

tomek napisał/a:
Jeżeli jest się w wieku nastoletnim i partnerzy nie myślą jeszcze o wspólnej przyszłości, to para mięsożerno-wegetariańska może funkcjonować całkiem nieźle. Jeżeli jednak jest to już bardziej dojrzały związek, to radziłbym przedyskutować dwie kwestie: gotowania, gdy już zamieszkacie razem i dzieci. Spotkałem się już z sytuacją, że wszystkożerny mężczyzna oczekiwał, że kobieta-wegetarianka będzie mu gotować mięsne obiady, co dla niej było nie do zaakceptowania. W tej sytuacji konflikt rzecz jasna gotowy.
Chcialem poruszyc ta kwestie, ale balem sie ze, wywolam burze. Jak bylem nastolatkiem, tez nieszczegolnie sie przejmowalem kwestia miesozerstwa dziewczyny, wychodzilem z zalozenia, ze "jakos to bedzie". Teraz juz wiem, ze bylem w bledzie.
Mossi napisał/a:
Czy to, że ja nie jem mięsa, a on je, to jest skrajnie odmienny styl życia? To tylko odemienne jedzenie i pewna cześć pogladów.
Jesli dla ciebie wegetarianizm to tylko "czesc pogladow" i warzywa na talerzu to rzeczywiscie nie masz sie czym przejmowac, napewno bedziecie zyc dlugo i szczesliwie, zwlaszcza, ze jestes tak podziwiana. W koncu niezjedzenie miesnego dania gdy wszyscy inni jedza to nie lada wyczyn :twisted:
Dla mnie wege to sposob na zycie i nie wyobrazam sobie bym mogl dzielic je z kims o tak skrajnie innym sposobie myslenia.

sylwia - 2007-03-25, 20:32

Dzizas, ludzie!!! A ktos Wam kaze, czy co?? Po prostu jedni nie moga, bo wymiotow dostaja od zapachu/widoku/whatever, a inni nie! Czy naprawde nie mozna zaakceptowac tego, ze czesc moze? Po co ta ironia? Spoko, moze i wiara w to, ze sie uda jest naiwna i traci nawet nie Coelho, ale i M jak Milosc, ale w cos trzeba wierzyc, i to tak samo dobry powod jak kazdy inny. I nie wydaje mi sie, ze w porzadku jest patrzenie na kogos z gory i ocenianie jego/jej weg*anizmu jako gorszy/mniejszy/slabszy tylko dlatego, ze jest zwiazany/a z miesozerca. Co to jest, jakis wyscig, pt "Kto z nas jest bardziej wege"? Bez sensu. :roll:

Poza tym, jak slusznie powiedzial Hejt, jak jest z nami naprawde, to sie okaze wtedy, jak bedziemy w takiej saytuacji. Moze niektorzy juz byli, ja nie. i nigdy nie mialam tego dylematu, ale moze kiedys przed nim stane, kto wie.

MoSSi - 2007-03-25, 21:06

Czarna Niewdowa napisał/a:
co na los zwierzat krojonych w plasterki.
o dziwo rodzice mojego chłopaka wykupili konia który miał jechac do rzeźni do Włoch... Nie jest obojetny na los zwierzat... aż tak...
Czarna Niewdowa - 2007-03-25, 21:07

skoro fiolka moze zaczac jesc mieso, to moze tez wyrazic swoj poglad na sprawe.
skoro fiolka nie zacznie jesc miesa, to mossi moze zyc ze swoim mezczyzna jak do tej pory.

mossi pokazala jak wyglada jej partnerstwo, a ja powiedzialam, ze mam inaczej. o nic mi nie chodzi. posty wymagaja komentarzy.

z gory to ja patrze tylko jak stoje na balkonie.

MoSSi - 2007-03-25, 21:10

Czarna Niewdowa napisał/a:
to mossi moze zyc ze swoim mezczyzna jak do tej pory.
chociaz powiem szczerze, że żyje nadzieją, że stanie sie on wegetarianinem :) jak to Taffit napisał kobiety maja swoje sposoby ;)
sylwia - 2007-03-25, 21:31

Czarna Niewdowa napisał/a:
skoro fiolka moze zaczac jesc mieso, to moze tez wyrazic swoj poglad na sprawe.


mialam na mysli zupelnie cos innego. zreszta, to nie byl komentarz skierowany osobiscie w Twoja strone (zeby byla jasnosc).

Hate - 2007-03-25, 22:03

Sylwia wlasnie z niektorych wypowiedzi mozna wywnioskowac, ze jesli ktos nie wyobraza sobie zycia z miesozerca to jest nietolerancyjny i bog wie jak nienormalny. Stad sarkazm i irytacja. Mnie generalnie ryba kto, gdzie i z kim, ale irytuje mnie jesli zarzuca mi sie niepoprawnosc mojej postawy, ktora jest jak najbardziej normalna.
Jakim kto jest wege tez mnie ryba, chcialem przekazac, ze jesli czyjs veg. wyglada tak jak u Mossi ("odmienne jedzenie, pewna czesc pogladow") to rzeczywiscie moze nie miec problemow w zyciu z niewege pacjentem. Ale jak juz mowilem, mnie to ryba.
agresywnosc 1

sylwia - 2007-03-26, 08:27

Hate napisał/a:
Sylwia wlasnie z niektorych wypowiedzi mozna wywnioskowac, ze jesli ktos nie wyobraza sobie zycia z miesozerca to jest nietolerancyjny i bog wie jak nienormalny. Stad sarkazm i irytacja.


Hmm.. jezeli to z moich postow wynikalo to wybaczcie :) naprawde, nie mialam takiego zamierzenia. mam nadzieje, ze juz jest wyjasnione. temat jest emocjonalny nieco 8-)

taffit - 2007-03-26, 16:29

Hate napisał/a:
Chyba rzeczywscie bardziej chopy sa w tej kwestii ograniczone,


dlatego taki chop wegetarianin to prawdziwy skarb

i żadne pierścienie się do niego nie umywają :lol:

Franka - 2007-03-26, 16:45

Swoja droga to jest ciekawe dlaczego jest tak mało facetów wege? Ja osobiście znam jednego a już mam sporo latek i raczej dużo znajomych.
stephanie - 2007-03-26, 18:34

Franka napisał/a:
Swoja droga to jest ciekawe dlaczego jest tak mało facetów wege? Ja osobiście znam jednego a już mam sporo latek i raczej dużo znajomych.

A ja wręcz przeciwnie, znam masę facetów a mało dziewczyn. To pewnie zależy w jakim obraca się środowisku.

Hate - 2007-03-26, 18:34

Wydaje mi sie, ze faceci (wiekszosc) w ogole malo sie nad zyciem zastanawiaja i raczej ta druga glowka kombinuja.
Poza tym wege to ponoc obciach, slyszalem pare razy wypowiedzi w stylu "co to za facet co nie je miesa"
No i jest nas mniej.

tomek - 2007-03-26, 20:12

Franka napisał/a:
ciekawe dlaczego jest tak mało facetów wege?

Jakoś nie zauważyłem tego, choć faktem jest, że na forach internetowych jest nas znacznie mniej, ale to przecież nie odzwierciedla rzeczywistości.
Spotkałem się też kiedyś z opinią, że "roztkliwianie się nad zwierzaczkami" jest niemęskie.

Michał - 2007-03-26, 20:21

stephanie napisał/a:
A ja wręcz przeciwnie, znam masę facetów a mało dziewczyn.


A jak dobrze ich znasz? :)

sylwia - 2007-03-26, 20:58

stephanie napisał/a:
A ja wręcz przeciwnie, znam masę facetów a mało dziewczyn. To pewnie zależy w jakim obraca się środowisku.


ja dopoki trafilam na forum tez znalam wiecej facetow wege.

taffit - 2007-03-26, 23:12

Franka napisał/a:
Swoja droga to jest ciekawe dlaczego jest tak mało facetów wege?


wegetarianizm jest chyba mimo wszystko matriarchalny, bo wyrzeka się przemocy, która była i jest domeną facetów.. dlatego też to oni polowali na mamuty i ich jest mało na wegeforach...

za to jest ich dużo tam gdzie polityka lub walka z nią, religia i sport, tam to się ich nie przegada..

facet lubi też klimat konkurencji, współzawodnictwa i walki, dlatego lubi fora, gdzie ma dużo oponentów... to forum jest pokojowe, choć temperamenty tu widzę dość ogniste... ciężko jest się tu kłócić, choć się da oczywiście

to forum naprawdę przypomina mi luźną (nie pustą) gadkę przy herbatce i jak widać twardy facet może się w takim klimacie zagubić

sylwia - 2007-03-27, 07:54

taffit napisał/a:

wegetarianizm jest chyba mimo wszystko matriarchalny, bo wyrzeka się przemocy, która była i jest domeną facetów..


stereotyp. stereotyp!!! :nonono:

tomek - 2007-03-27, 09:24

sylwia napisał/a:
stereotyp.

Fakt, choć mam wrażenie, że dość powszechny w naszym patriarchalnym społeczeństwie.

Franka - 2007-03-27, 09:33

nie tylko dość ale nawet bardzo niestety
sylwia - 2007-03-27, 09:51

tomek napisał/a:
sylwia napisał/a:
stereotyp.

Fakt, choć mam wrażenie, że dość powszechny w naszym patriarchalnym społeczeństwie.


w sensie mi chodziło o to, ze kobiety potrafią byc o wiele bardziej okrutne.. a na pewno bardziej sie pastwia.

tomek - 2007-03-27, 13:55

sylwia napisał/a:
mi chodziło o to, ze kobiety potrafią byc o wiele bardziej okrutne.

Zgadza się, a mężczyźni potrafią być bardziej wrażliwi, troskliwi i opiekuńczy.

biedroniastaaaa - 2007-03-27, 17:25

zalezy od osoby i tyle ......
zawsze znajdize sie i face i babka czy to okrutna/y czy troskliwa/y.
nie ma co porownywac.

taffit - 2007-03-27, 21:17

sylwia napisał/a:
taffit napisał/a:

wegetarianizm jest chyba mimo wszystko matriarchalny, bo wyrzeka się przemocy, która była i jest domeną facetów..


stereotyp. stereotyp!!! :nonono:


być może i są babki okrutne, ale i tak nadal przemoc jest domeną facetów
na polach bitew to oni się cięli toporami, w samo południe to oni celowali do siebie rewolwerami itd. dziś na wojnę też idą faceci


w sumie na początku myślałem, że za stereotyp uznałaś stwierdzenie, że wegetarianin wyrzeka się przemocy, bo na pewno znajdzie się trochę takich, którzy chętnie jej użyją vide izraelscy żołnierze w butach z kauczuku - oczywiście ja tu myślałem o przemocy wobec zwierząt i tej na pewno każdy veg się wyrzeka

w drugiej części wypowiedzi myślałem już o przemocy ogólnie, choć i tu można by było się odnieść tylko do tematyki wegetariańskiej, bo na polowania też zwykli chodzić faceci i chyba w rzeźniach też głównie oni pracują, choć to nie reguła

sylwia - 2007-03-27, 22:54

taffit napisał/a:
[być może i są babki okrutne, ale i tak nadal przemoc jest domeną facetów
na polach bitew to oni się cięli toporami, w samo południe to oni celowali do siebie rewolwerami itd. dziś na wojnę też idą faceci


powiedz to carycy Katarzynie.. ;)

A tak powazniej: coz, kobiety wola bardziej wyrafinowane sposoby.. i czesciej torturuja psychicznie, a to jest mniej spektakularne.. Glosnym wyjatkiem byla niejaka panna England..

Kreestal - 2007-04-02, 11:33

Ja może powiem ze swej strony, że odkąd przeszłam na weganizm, dochodziło do wielu nieporozumień, co doprowadziło do rozpadu związku trwającego 5 lat :cry:
Alispo - 2007-04-02, 16:43

Oj :cry: s moze napiszesz cos wiecej co sie dzialo?(oczywiscie jesli chcesz...)?
Kreestal - 2007-04-02, 18:30

Widzisz Alispo, mentalność ludzi wychowanych na wsi jest zupełnie inna... to raz. Uważał, że totalnie zdziwaczałam (typowe stereotypowe spojrzenie na tą dietę), a ja z kolei nie mogłam znieść myśli, że hoduje on szynszyle i króliki na futro :( Z czasem ujawniło się za wiele różnic, a szkoda, bo przymykając oko na pewne kwestie, było nam ze sobą naprawdę dobrze.
zielarka - 2007-04-03, 09:50

dieta dietą, ale hodowanie futerkowych...
raill - 2007-04-05, 08:49

oj, bardzo mi przykro.... dziwnie mnie to, że będąc tak długo nie potrafiliście przeprowadzic dobrego dialogu - myślę, że wystarczą dobre chęci :( aż cięzko mi sobie to wyobrazić jak to jest kochać i nie szanować w pełnym tego słowa znaczeniu/nie wspierać....

przykro mi bardzo :( może skoro nie byliście wstanie się zaakceptowac, to może nie było to "to"

Alispo - 2007-04-05, 15:15

zielarka napisał/a:
dieta dietą, ale hodowanie futerkowych...

no wlasnie..dlaczego"ale",rzecz w tym,ze dieta to wlasnie nie TYLKO dieta..ale fakt,ze hodowanie futerkowych to takie bardziej"dobitne".Ja tam mysle,ze milosc nie moze byc taka do konca slepa,uczucie uczuciem,ale kurcze nie wyobrazam sobie tak kompletnie innego podejscia do zywych stworzen :-?

Margot - 2007-04-07, 19:20

Alispo napisał/a:
zielarka napisał/a:
dieta dietą, ale hodowanie futerkowych...

no wlasnie..dlaczego"ale",rzecz w tym,ze dieta to wlasnie nie TYLKO dieta..ale fakt,ze hodowanie futerkowych to takie bardziej"dobitne".Ja tam mysle,ze milosc nie moze byc taka do konca slepa,uczucie uczuciem,ale kurcze nie wyobrazam sobie tak kompletnie innego podejscia do zywych stworzen :-?


Zgadzam się z Alispo, diabeł tkwi w szczegółach, a styl życia wege jest owymi "szczegółami" naszpikowany (że się brzydko wyrażę). Jestem w stanie zaakceptować wiele, ale prędzej czy później różnice stają się jaskrawe. Zwłaszcza jeżeli dwoje ludzi nie szanuje wyborów drugiej połówki. Hmmm...znam to z autopsji, niestety. Mój związek rozpadł się po 6 latach właśnie ze względu na brak szacunku... ech...
No ale cóż szukam, szukam ;)

raill - 2007-04-08, 10:28

nie szukaj - samo przyjdzie ;)

:sloneczko:

bajka - 2007-04-08, 13:35

raill napisał/a:
nie szukaj - samo przyjdzie

zgadzam się... moje małżeństwo się rozpadło, a szukanie mi nie w głowie zupełnie. jeśli mam kogoś spotkać i życie sobie ułożyć, to się znajdziemy gdzieś na tych krętych życiowych ścieżkach. chyba, że pisane mi bycie samotną matką. tego nie wiadomo...

raill - 2007-04-08, 14:37

:kiss2:

:sloneczko:

Margot - 2007-04-08, 18:09

bajka napisał/a:
raill napisał/a:
nie szukaj - samo przyjdzie

zgadzam się... moje małżeństwo się rozpadło, a szukanie mi nie w głowie zupełnie. jeśli mam kogoś spotkać i życie sobie ułożyć, to się znajdziemy gdzieś na tych krętych życiowych ścieżkach. chyba, że pisane mi bycie samotną matką. tego nie wiadomo...


raill i bajka wiem, że macie całkowitą rację. Ale przez ostatnie 9 lat zawsze byłam z kimś i teraz strasznie pusto dookoła się zrobiło. Nie dość, że przeprowadziłam się z większego miasta do małego, w którym prawie nikogo nie znam, to na odatek dawni znajomi wyjechali za granicę.... nie chcę i nie robię niczego na siłę ale ktoś na pogaduchy i spacery by się przydał...
bajka rozumiem Cię doskonale. Ale trzeba wierzyć, że4 wszystko się ułoży tak, jak ma być. Każde, nawet przykre doświadczenie nas czegoś uczy, choć "lekcja" potrafi być naprawdę gorzka i bolesna....ale wiem też, że najprawdziwsze były słowa Wolanda z Mistrza i Małgorzaty: Wszystko będzie dobrze, na tym trzyma się świat!
:kiss2: Buziaki dla Was

raill - 2007-04-10, 10:53

jeśli wolno mi coś zasugerować - to Twój dobry czas na spojrzenie wgłąb siebie... samotność (ta w dobrym tego słowa znaczeniu) może być idealnym momentem na rozwój wewnętrzny.
A pisałam "nie szukaj-samo przyjdzie", bo zakładam, że jakiekolwiek usilne dążenie do wypełnienia pustego miejsca obok siebie jest na samym starcie nienajlepszym założeniem :)

Piękny cytat, jak i cały utwór :sloneczko:
całusy

Margot - 2007-04-10, 17:48

raill, Twoja sugestia jest jak najbardziej na miejscu. Wszystkie moje doświadczenia związane z rozstaniem były ciężkie do "przejścia", ale pokazały mi życie od innej strony. Teraz z dystansu widzę, że na świat można spojrzeć inaczej... Niby banał, a jednak....
Samotność... potrafi być piękna, ale też okrutna... lecz sprzyja samodoskonaleniu sie, to fakt:)

A rozpaczliwe szukanie drugiej połowy (również się z Tobą zgadzam) nie ma sensu. Chociaż przynajmniej teraz wiem, na co powinnam zwracać uwagę, żeby znowu nie popaść w tarapaty :/

ina - 2007-04-27, 13:48

Mój mięsożerny mąż wczoraj ugotował mi obiadek - zupa miso z brokułami, a na drugie razowe spagetti z ostrym sosem sojowo-pieczarkowo-paprykowym, mniam pycha :mrgreen:
Vegan For Life - 2007-05-01, 10:07

uff przebrnelam przez te 11 stron ...

Podpisuje sie calkowicie przy tym co pisal Hate i Czarna Niewdowa.

Vegan to dla mnie nie dieta a sposob na zycie . Niestety problem w tworzeniu jednosci z mięsozercą bylby na kazdym kroku i nie ograniczlby sie do obiadu.

No ale kolejny raz wychodzi sprawa tego z jakich powodow ktos jest vege i czym to vege dla niego jest.

Rozpatrujecie tutaj kwestie vege z mięsozercą co jest dla mnie nie mozliwe.
Dodam ze w moim poprzednim zwiazku problemem zaczelo byc to ze ja przechodze na weganizm a on zostaje vege i wtedy to wyszlo z jakich powodow tym vege jest. Niby roznica nie wielka a jednak .

raill - 2007-05-01, 10:52

Vegan For Life napisał/a:

No ale kolejny raz wychodzi sprawa tego z jakich powodow ktos jest vege i czym to vege dla niego jest.


wg mnie raczej z jakich powodów ktoś kocha (choć to może brak powodów jest istotą rzeczy) i czym sama miłość jest. A to zamyka sprawę.
Póki w związku szanowane są oby dwie wolności, różnice poglądów nie powinny burzyć wewnętrznego ładu.
Cieszę się,że mamy różne zdania.

Inez - 2007-05-01, 17:51

raill napisał/a:
wg mnie raczej z jakich powodów ktoś kocha (choć to może brak powodów jest istotą rzeczy) i czym sama miłość jest. A to zamyka sprawę.
Póki w związku szanowane są oby dwie wolności, różnice poglądów nie powinny burzyć wewnętrznego ładu. .

Ja myślę b. podobnie. Nie kocha się dla powodów. Rodzinę też mam mięsożerną i mam się ich wyrzec??
Istnieje jeszcze szansa, że mój partner przejdzie na wege - co bez mojego wpływu, nie miałoby nigdy miejsca. Albo przynajmniej ograniczy o 90% spożycie mięcha. To też już coś. :mrgreen:

Franka - 2007-05-01, 19:05

rodziny nie wybierasz
Alispo - 2007-05-02, 09:09

Inez napisał/a:

Istnieje jeszcze szansa, że mój partner przejdzie na wege - co bez mojego wpływu, nie miałoby nigdy miejsca. Albo przynajmniej ograniczy o 90% spożycie mięcha. To też już coś. :mrgreen:

tak,to prawda,to jest spory plus :-) ja widze moj wplyw mimo ze to zwiazek vege+vegan,i nie tylko w kwestii jedzenia,w ogole spraw cruelty-free,chociaz cos za cos,problemy tez sa,i czesto pojawiaja sie po latach :roll: Rzecz w ym,ze racej ciezko w milosci na poczatku zwiazku omowic rozne"co by bylo gdyby"szczegolnie gdy sa to sprawy czadem i na kilkanascie lat do przodu :mrgreen: Milosc ma ten minus,ze wierzy sie,ze jakos to sie ulozy,bo przeciez sie kochamy.. ;)

Inez - 2007-05-02, 15:32

Franka napisał/a:
rodziny nie wybierasz

Ja uważam, że miłości też nie. :mrgreen:
Poza tym znam mojego partnera, on zna mnie. Nigdy nie było żadnych problemów z tym, że ja nie jem mięsa. Już większe miałam w domu, czy u rodziny/znajomych. No i sprawy dzieci/ciąż/obiadów mamy obgadane :D także jest OK.

raill - 2007-05-02, 16:13

O ile smutniej i płyciej było by gdyby można sterować uczuciami w dosłownym,pełnym tego słowa znaczeniu. To ałe piękno, że miłość spada i oplata nas biednych :sloneczko:

O, widzicie sytuacja Inez to to, o czym mówię - to miłość. Powodzenia :lewituje:

alan001 - 2007-07-03, 10:27

Mój tez jest mięsożerny, ale widzę, że dystans między nami w tych sprawach zmniejsza się. Zawsze opowiada mi o tym co miał na obiad a mi to trochę w nie smak więc kwituje to słowem "padlina" :) Ale teraz przy mnie nie zje mięsa i to już któryś raz z kolei, więc szacunek dla mnie ma :sloneczko:
sopocianka - 2007-09-12, 10:33

Od kilku dni mam chłopaka :mrgreen: (Pochwalę się, co tam!;)
Chciałabym, żeby kiedyś został wege, naturalnie (są nawet na to jakieś widoki -już teraz pyta o różne rzeczy); lecz na razie obrałam sobie z punkt honoru utuczenie go (żeby wyglądać "normalnie" nosi pięć warstw odzieży!). Na razie zaserwowałam mu paprykę nadziewaną soją i brązowy ryż z kotletami sojowymi i warzywami. Poradźcie, czym go karmić, żeby przytył??

Boję się, że jeśli przestanie jeść mięso, zniknie zupełnie :( Nie mam sumienia go nakłaniać do mojego sposobu życia, nie chciałabym mu zrobić krzywdy...

Czarna Niewdowa - 2007-09-12, 11:13

orzech kokosowy ma dzialanie odzywcze, wzmacniajace i 'tuczace, co znaczy osoby oslabione, z niedowaga, przytyja, uzyskujac wlasciwy sobie ciezar ciala.

inne orzechy rowniez sie do tego nadaja. jak i awokado.

propnuje dodac te produkty do codziennej diety. poza tym jw u ciebie- smakolyki od ukochanej

pozdrawiam

JAgniecha - 2007-09-12, 13:07

sopocianka napisał/a:
Od kilku dni mam chłopaka (Pochwalę się, co tam!;)
Chciałabym, żeby kiedyś został wege, naturalnie (są nawet na to jakieś widoki -już teraz pyta o różne rzeczy); lecz na razie obrałam sobie z punkt honoru utuczenie go (żeby wyglądać "normalnie" nosi pięć warstw odzieży!). Na razie zaserwowałam mu paprykę nadziewaną soją i brązowy ryż z kotletami sojowymi i warzywami. Poradźcie, czym go karmić, żeby przytył??

Boję się, że jeśli przestanie jeść mięso, zniknie zupełnie Nie mam sumienia go nakłaniać do mojego sposobu życia, nie chciałabym mu zrobić krzywdy...

kura!- historia jak z moim Jacem :) tez nie chcialam naklaniac- jedyny nacisk byl z myciem zebow po padlinie [zwykla obrona moich suwerennych granic:]
w ogole to taki typ ze potrafil zapomniec cos zjesc przez caly dzien :roll:
po jakims 1,5 roku razem- sam sie przekonwertowal i dopiero zaczal jakies kilo- dwa przybierac. Jak dla mnie chodzi glownie o regularnosc posilkow- i zeby 'dziecko' zjadalo 'normalne' ilosci ;)
powodzenia sopocianka!

MoSSi - 2007-09-12, 16:44

ja mojego utuczyłam przez 9 miesięcy 7 kilo :mrgreen: poprostu jadł obiadek u mnie po szkole potem w domu. czasem jadł 2 kolacje albo śniadania. "Misiu idziemy na pizze", "Mam ochote na lody" i tak ciągle to potem przytył chłopak :D poza tym kiedyś więcej na rowerze jeździł z kolegami, a obecnie to mi więcej czasu poświęca. A co najlepsze ja schudłam odkąd jesteśmy razem jakieś 5-6 kilo :mrgreen: i często oddawałam mu moje porcje.
sopocianka, wszystkiego dobrego :)

Kitten - 2007-09-12, 19:03

sopocianka, ja również radzę orzechy, pestki, sezam, banany, bakalie, dużo strączkowych, potrawy mączne. Po gryczanych naleśnikach z soczewicą będzie najedzony jak bąk :mrgreen:

Mój mięsożerca ostatnio coraz częściej wypytuje mnie, 'co dzisiaj jadłam', i wyszedł z inicjatywą wspólnego gotowania (sporadycznego, niestety, bo nie mieszkamy jeszcze ze sobą :( ). Chyba idzie ku lepszemu ;)

kika - 2007-09-12, 19:10

jeśli mogę sie wypowiedzieć w temacie to u mnie było tak że mięsożerni bojfriendowie w ogóle nie rozumieli jak mogę nie jeść mięsa- przecież jest pyszne no i że muszę mieć siłę i inne dziwne historie słyszałam. więc moje bycie vege zawsze było tematem spornym. jak już trafiłam na takiego który pod moim wpływem został vege....no cóż różnie sie w życiu układa. teraz jestem singielkiem- bardzo bardzo szczęśliwym.

pzdr i życzę sukcesów w robieniu z boysów vegów ;)

sopocianka - 2007-09-12, 19:21

Dziękuję za rady:)
Jeszcze nigdy nie moczyłam orzechów, muszę spróbować.

Jutro serwuję wegańskie naleśniki z bananami, tahini, wiórkami kokosowymi i wszystkim, co mi wpadnie w ręce... Mój M. chętnie poddaje się tuczeniu :mrgreen:

Kiedy nieśmiało zapytałam go, czy mógłby kiedyś przejść na wege, powiedział, że nawet jutro, ale potem dodał, że na razie je to, co mu podają w domu... Lecz z drugiej strony... "Mam powiedzieć rodzicom, że jesteś marsjanką i niedługo ja też zostanę marsjaninem?" :lol: Więc jest nadzieja! ;)

Kitten, a my chyba będziemy miały okazję wymienić się doświadczeniami na żywo w sobotę :-) Mylę się? ;)

Kitten - 2007-09-12, 19:25

sopocianka napisał/a:
Kitten, a my chyba będziemy miały okazję wymienić się doświadczeniami na żywo w sobotę :-) Mylę się? ;)


:shock: :?: Chyba o czymś nie wiem? :D

sopocianka - 2007-09-12, 19:34

No, cóż widocznie ktoś się pod Ciebie podszywa ;) na forum wegetarianie.pl :offtopic:

Na tymże forum, wszyscy podkreślali, że przechodząc na wegetarianizm schudli; dlatego się zaniepokoiłam o M., bo on już naprawdę nie ma z czego...

Kitten - 2007-09-12, 19:38

:offtopic: Aaaa... ;) . Faktycznie, na wegetarianie.pl, mój nick był zajęty, więc zalogowałam się jako Kociaczek ;) :offtopic:

Myślę, że jeśli Twój M. będzie jadł do syta, wysokokaloryczne posiłki, schudnięcie mu nie grozi :-)

sylwia - 2007-09-12, 19:38

sopocianka napisał/a:

Na tymże forum, wszyscy podkreślali, że przechodząc na wegetarianizm schudli;


w sensie na vegetarian? bo u nas na ten temat byly rozne odpowiedzi. ja przytylam 8 kilo :D
(potem wrocilam do normalnej wagi, ale i tak waze troche wiecej niz wczesniej).

Kitten - 2007-09-12, 19:40

Ja schudłam 8 kilo na diecie vege ;) . Od początku wakacji jestem na ovovegan i waga stoi w miejscu... Dobrze, że nie rośnie, zważywszy, ile ostatnio pożeram :lol:
Hate - 2007-09-12, 20:15

Jakby policzyc to odkad zostalem wege przybralem kolo 30 kg :mrgreen: Mysle ze, moze nawet do 10 kg wiecej.
kika - 2007-09-12, 20:17

:offtopic: http://www.forumveg.webd.pl/topics3/166.htm
sopocianka - 2007-09-13, 08:11

Rzeczywiście... Wtrącając swoje średnio-tematyczne trzy grosze, popełniłam pół-offtop ;)
kika - 2007-09-13, 11:34

zdarza sie ;)
biechna - 2007-09-29, 12:53

O, ja od diiety wege przytyłam, choc może to wynikało raczej ze zmian hormonalnych tamtego okresu niźli z diety (miałam 12 lat ;-) )

Moj mąż je mięso. Chciałabym, żeby nie jadł; nie z powodu zdrowia, wagi, bardziej z powodów ideologicznych czy ekologicznych. Gralibyśmy wtedy w jednej drużynie i myślę, że bardzo lubiłabym jednoczyc się z nim w takich, dla mnie bardzo istotnych kwestiach, ale cóż, pewne rzeczy nas dzielą, a pewne - jednak ważniejsze - łączą :D

Brigitte - 2008-01-24, 00:40
Temat postu: Ona veg*, a on nie.
Jak w temacie. (Bądź odwrotnie.)

Jestem w dość dziwnej sytuacji. Jestem weganką, a mój chłopak nie wyobraża sobie nawet jednego dnia bez mięsa i jest w dość negatywny sposób nastawiony do wegetarianizmu. (A co dopiero weganizmu!)

Zresztą oboje pochodzimy z całkiem różnych rodzin. U mnie mama i młodsza siostra wegetarianki, wprawdzie starszy brat i tata mięso jedzą (jedzą, ale rzadko, w końcu tak już jest, kiedy kobiety mają w domu większość:)), ale zawsze wszyscy byli w pozytywny sposób nastawieni do zwierzaków. (Wspomagaliśmy Szczecińskie Schronisko Dla Bezdomnych Zwierząt, zawsze dokarmiamy bezdomne zwierzęta.)

Jego rodzina to mięsożercy w 101 %. Wprawdzie mogę to jeszcze znieść, ale dość niezręcznie się czuję, kiedy podczas spotkań rodzinnych, na które jestem zapraszana, muszę wysłuchiwać opowieści jego ojca, jak to kiedyś zabijał ze swoim bratem świniaka na obiad.

A jak jest u Was? Czy Wasi partnerzy życiowi jedzą mięso? Jeśli tak, to czy macie z tego powodu jakieś problemy? Czy może udało Wam się nakłonić mięsożerce do wegetarianizmu?

Jakub - 2008-01-24, 10:08

Wiesz, najważniejsze jest szanowanie granic. Jeśli Twój facet Cię napada z powodu Twojego wege, to coś jest nie tak. W końcu to nie Ty krzywdzisz zwierzęta i nie Ty powinnaś się z tego tlumaczyć, prawda? I czuć się winna z tego powodu.

Jeśli chce być mięsożercą i zupełnie nie obchodzą go argumenty wege - czy to etyczne, czy zdrowotne - to jego decyzja... Mnie by było trudno żyć z nie-wegiem pod jednym dachem. Po prostu w pewnych fundamenatlnych sprawach powinien być konsensus lub przynajmniej nić porozumienia, a nie ciągła walka.

Hym - 2008-01-24, 10:43

jest tak zwane egzogamia i endogamia.
Czyli nakaz zawarcia malzenstwa we wlasnej grupie i zakaz zawierania zwiazkow z poza wlasnej wspolnoty. : )

sylwia - 2008-01-24, 11:12

Jakub napisał/a:
Po prostu w pewnych fundamenatlnych sprawach powinien być konsensus lub przynajmniej nić porozumienia, a nie ciągła walka.


dokladnie.i szacunek. a jezeli jedna ze stron tego nie respektuje (nie mam na mysli tylko wege, ale jakiejkolwiek waznej wartosci), to moim zdaniem jest duzy problem.

Margot - 2008-01-24, 12:19

Oj tak, a jeszcze większy problem się zaczyna przy wspólnym mieszkaniu, że o wychowywaniu potomków nie wspomnę...tak, że też dołączam do grona zwolenników wzajemnej akceptacji i szacunku, bez tego ani rusz. Pozostaje tylko kwestia jak ów szacun wyegzekfować, kiedy go nie ma od samego początku???
Brigitte - 2008-01-24, 15:48

To znaczy to nie jest tak, że mam z tego powodu jakieś większe problemy. On to toleruje, ale jakoś tak nigdy do niego nie docierają moje argumenty.

Może jednak kiedyś dotrą. (:

daria - 2008-01-24, 17:08

Brigitte napisał/a:
Czy może udało Wam się nakłonić mięsożerce do wegetarianizmu?


jak poznałam mojego męża, z którym jestem już ponad siedem lat, to ja nie jadłam mięsa od jakiegoś roku a On jadł, i to sporo, nawet w McDonald's
udało mi się go z czasem... przekonać, że można jeść smaczenie i zdrowo bezmięsne potrawy!
miałam tą przewagę, że On nie lubi gotować a co żona na stół poda trzeba zjeść jak się nie chce umrzeć z głodu! starałam się gotować smacznie i syto i to go jakoś przekonało do nie proszenia mnie o mięso!
i tak.. po ślubie... został wegetarianinem z przymusu, teraz z własnej woli nie je mięsa i tam gdzie częstuje sam odmawia :D
Ty jeszcze masz czas na męża... ale próbuj swojemu chłopakowi najpierw ugotować, podać jakieś fajne i smaczne potrawy, może niech się najpierw przekona, że mozna coś dobrego zjeść i nie musi to być padlina!
a potem kolejne argumenty!! :D
pozdrawiam i życzę powodzenia!! peace

arahja - 2008-01-24, 18:55

Wszystko jest kwestią podejścia :) Nie wyobrażam sobie, by mężczyzna wymuszał na mnie jedzenie mięsa bądź czynił jakieś uwagi odnośnie mojej diety. To jest tak, że wielu z nas, w wielu domach wychowywano na tradycyjnej polskiej kuchni, w której postny posiłek piątkowy to pierogi albo ziemniaki z rybą. Niektórzy nie mają zielonego pojęcia, że warzywa da się zaserwować na milion innych sposobów niż surówka do ziemniaka i drżą na myśl o takim obiedzie przez całe życie. Wystarczy zadać sobie trochę trudu, popróbować nowych smaków, by znacząco wzbogacić kuchnię. Oczywiście - o wiele lepiej przechodzi się taki proces, gdy jest osoba wprowadzająca weń. Warto najpierw w domowych warunkach przygotować kilka dań, np. z internetowej puszki i, gdy wyjdą, zaprosić i poczęstować chłopaka. Jestem teraz na etapie testowania smaków, ale każdym odkryciem, które mnie zachwyciło, dzielę się z chłopakiem. Czasem trzeba kogoś po prostu zmusić do spróbowania czegoś nowego. ;)
Myślę też, że ogromne znaczenie ma tu kultura osobista. I to dotyczy zarówno mięsożerców, jak i weg*an :)

CJWarlock - 2008-01-29, 01:37

No to ja nie będę w ogóle pisał lepiej o jakim przypadku sie ostatnio dowiedzialem...

Powiem tylko, że chodzi o to, że dziewczyna, która była wege z przekonania, po paru latach przestala byc wege, bo jej nowy chlopak nie byl.

Przeciez to sie chyba w druga strone ciagnie kogos, a nie samemu deewoluuje?

Gdyby ograniczyla ta decyzje do samej siebie to pol biedy, ale jeszcze pewna mloda istote, zalezna od siebie, a wczesniej bedaca tez wege, uzaleznila od tej decyzji i zrobila z niej nie-wege...

Asiu - 2008-01-29, 07:14

CJWarlock napisał/a:
dziewczyna, która była wege z przekonania, po paru latach przestala byc wege, bo jej nowy chlopak nie byl

Chyba słabe to jej przekonanie było...

arahja - 2008-01-29, 20:03

Ad musza: to, że mężczyzna jest mięsożerny, nie oznacza, że musi stać przeciwko wegetariańskiemu wychowaniu dzieci :)
maris - 2008-01-30, 07:23
Temat postu: tycie
kazdy z nas ma organizm uwarunkowany genetycznie,niektorzy szybko tyja inni jedza mase pokarmu i jakos nie widac gdzie podzialy sie kalorie.
czysty i pelnowartosciowy pokarm wegetarianski nie tylko dobrze wplywa na zdrowie jesli jest odpowiednio dobrany,to takze zalezy od umiaru ;)

spaceage - 2008-02-25, 19:35

Nic nie wnoszacy (ale momentami ciekawy) artykul temu poswiecony byl w NY Timesie (jakies 2 tygodnie temu) "I love You, but You love meat".
Hym - 2008-02-25, 20:14

zencie sie z kiom chcecie:
Solanka - 2008-03-17, 13:30

Ja również mam chłopaka, który jest mięsożerny. Wybaczcie, że na szybko nie przeczytam całego tematu i prawdopodobnie nic nowego do dyskusji nie wniosę.

Jednak dla mnie najważniejsza w tych relacjach jest tolerancja. On szanuje moją decyzję, ja szanuję jego. Oboje nie zmuszamy się do niczego nawzajem ani nie jęczymy, aby drugie zmieniło nawyki żywieniowe. Jedynie jego rodzina patrzy na mnie krzywo, ale do tego zdążyłam się przyzwyczaić. Jeśli gotujemy, to po wegetariańsku i nigdy nie było tutaj problemów.

Niedawno czytałam na innym forum wypowiedź jako, że powinno się chłopaka od razu ustawiać pod swoje poglądy i przekonywać do bycia wege. Ja wiem, że z naszej perspektywy to wygląda, że my mamy słuszne poglądy. Ale trzeba też umieć wejść w buty drugiej osoby, bo może ona też uważa, że ma słuszność.

Co do konkretnie mojego chłopaka, on wie, dlaczego nie jem mięsa i to popiera. Problem w tym, że on po prostu lubi jeść mięso. Niedawno dyskutowaliśmy, że gdyby znaleźć produkty, które będą smakować tak jak schabowy choćby to zrezygnowałby bez zastanowienia. A że ja póki co kucharką wytrawną nie jestem, to niekoniecznie potrafię to wynaleźć :) .

No, nagadałam się.
pozdrawiam
Dorota

Margot - 2008-03-17, 14:47

Solanka napisał/a:
Niedawno dyskutowaliśmy, że gdyby znaleźć produkty, które będą smakować tak jak schabowy choćby to zrezygnowałby bez zastanowienia. A że ja póki co kucharką wytrawną nie jestem, to niekoniecznie potrafię to wynaleźć :) .


Ja bym zaproponowała panierowane boczniaki - na pewno mu posmakują ;)
Pozdro

Jakub - 2008-03-17, 15:55

Cytat:
Co do konkretnie mojego chłopaka, on wie, dlaczego nie jem mięsa i to popiera. Problem w tym, że on po prostu lubi jeść mięso. Niedawno dyskutowaliśmy, że gdyby znaleźć produkty, które będą smakować tak jak schabowy choćby to zrezygnowałby bez zastanowienia.

Nie, żebym się przyczepiał, ale to trochę to niewłaściwa hierarchia wartości... Jeśli oczywiście Cię rozumie. No bo wiesz, po jednej stronie mamy "ja lubię", a po drugiej cierpienie i śmierć niewinnych zwierząt...

Cóż, ja się cieszę z wegetarianizmu mojej Justyny. :-D

Solanka - 2008-03-17, 15:59

Jakub napisał/a:

Nie, żebym się przyczepiał, ale to trochę to niewłaściwa hierarchia wartości... Jeśli oczywiście Cię rozumie. No bo wiesz, po jednej stronie mamy "ja lubię", a po drugiej cierpienie i śmierć niewinnych zwierząt...

Cóż, ja się cieszę z wegetarianizmu mojej Justyny. :-D


No, ja rozumiem w zupełności Twoje "czepianie" :) . Liczę na to, że jak będziemy żyć na swoim to jego skostniałe nawyki żywieniowe trochę się skruszą. Zwłaszcza, że ja mu kotletów smażyć nie będę ;) .

Alispo - 2008-03-17, 17:23

wszystko fajnie,tylko roznie bywa jak przyjdzie do dzieci..warto to wczesniej omowic,chociaz i tak roznie wychodzi"w praniu". ;)
Margot - 2008-03-18, 08:22

Ale boczniaki tak czy siak mu zrób ;)
Hym - 2008-03-19, 14:02

w sumie, tak sobie pomyslem ze z moich znajmych kolezanek wegetarjanek z polowa to ma miesizernych facetow. Z tego z 90% z nich takich co stednio potrza na to ze one jedza roslinki. Z tego z tych 90% jakies 70% tych kobiet to ostre vegetarjanki-aktywistki...
aromaterapia - 2009-10-24, 13:21

Ja też (niestety) posiadam nievege faceta. Niestety bo gdyby był vege to byłaby juz pełnia szczęścia. Mam dobrze o tyle, że nie jest typowym miesożercą- jak wyjeżdzamy i ja gotuje to nie ma w ogóle mięsa a moja kuchnia bardzo mu smakuje. Myśle i mam nadzieję, że mogłby i kiedyś zostanie wege ale na chwile obecna mieszkamy jeszcze z rodzicami a u niego jest typowo mięsożerny dom a i on sobie sam nie ugotuje... Nie stawiam mu jednak żadnych warunków, że ma przestać bo on toleruje wszystkie moje "nie krój tym nozem!" "?Ta deska jest do warzyw!" "fuj jak śmierdzi spadamy stąd" itd. Żyjemy zgodnie( :mrgreen: ) i póki co nie stanowi to większego problemu. Skłamałabym jednak gdybym powiedziała, że nie marze, że kiedyś będze vege. Myślę, że zanim zamieszkamy razem sytuacja się zmieni i stworzymy wege-dom :roll:
amfibola - 2009-10-24, 19:50

wiecie co? a ja się wam muszę wyżalić. od razu zacznę od tego, że jeśli chodzi o mój wegetarianizm - to nie jest z nim tak różowo - czasem skubnę coś z mięsa, zamierzam w najbliższym czasie w ogóle zrezygnować z mięsa, trzymajcie kciuki w każdym razie za mnie - motywację mam wielką i od trzech dni nie jadłam nic mięsnego i zamierzam jak najdłużej....

problem jest taki, że mój chłopak strasznie kręci nosem na wszystko co ugotuję - przestałam w ogóle gotować dla niego - nasze osobiste problemy w związku - w ogóle pamiętam w te wakacje praktykowałam freeganizm - chodziłam na targ wieczorową porą i zabierałam warzywa, które już miały być wyrzucone i przynosiłam je do domu i gotowałam, smażyłam, cuda robiłam z tych odpadków, które de facto były super wartościowymi rzeczami i nie rozumiem w dużej mierze czemu na przykład tona dobrych pomidorów idzie na śmietnik, albo dobre papryki...

a on marudził, że to bez mięsa... jak nie miałam kasy na żarcie, że musiałam na śmietnik chodzić, a on grosza nie dołożył, żeby mięso było - wrrrrr!

w każdym razie mnie się zdrowie poprawiło i w ogóle i z czasem nie jadłam tych jego wędlinek co kupił za 2, 3 złote parę plasterków :-?

teraz jak zrobię grochową to mówi, że fajnie by było, żeby jakiś boczek dorzucić, a ja po prostu nie chcę. to mnie demotywuje wręcz do wszystkiego.

taffit - 2009-10-26, 09:27

chce mięso, niech gotuje sobie sam, prosta sprawa.. powinien docenić posiłek, który dostaje..
w każdym bądź razie rozumiem frustrację: człowiek się stara, na głowie staje, przychodzi ktoś i wbija szpilę..
musisz uzbroić się w poczucie własnej wartości i wartości tego, co przez wegetarianizm robisz dla zwierząt i siebie..

niestety związki z odmiennymi dietami i światopoglądami są wystawione na ciężkie próby..

amfibola - 2009-10-26, 15:52

w ogóle czytałam gdzieś na tym forum jakaś dziewczyna pisała, że jej ktoś z rodziny mówi, że dzieci potrzebują mięsa i jedzą to co instynktownie potrzebują i że kończy się to tak, że jedzą spaghetti z proszku, przetworzone syfy z polepszaczami smaku itp... i mój facet ma podobnie - jego dieta wygląda teraz tak - jajecznica z jajek ze sklepu, kanapki z szynką i majonezem, parówki, kotlety z lodówki naszego lokatora (mama przywozi mu wałówki z mięcha chłopak żywi się tylko i wyłącznie mięsem - serio! a jest chudy jak szczapa...) kurcze - ja rozumiem, że ktoś lubi mięso i go potrzebuje. Ale to, co sprzedają w sklepach, to czysta chemia mięsna i hormony... mówię mu jak szkodliwe jest to mleko, jakie kupuje się w kartonach, co w nim jest... a on nic. mówi, że on woli niewiedzę, bo przynajmniej nic go nie obrzydza! jest chudy, kościsty i ciągle kaszle. jak mu powiedziałam o tempeh - to powiedział, że nie jest zwolennikiem soi. :-? w ogóle to temat na osobny temat, ale wkurza mnie takie nie dbanie o siebie.
cedar - 2009-10-26, 18:01

Współodczuwam z Tobą Amfibolciu...
i ~mocno ~mocno tulę :spoko: :kiss1: "tańce"

:slonko2: for You:)))

sincerity - 2009-10-27, 10:51

amfibola napisał/a:
eraz jak zrobię grochową to mówi, że fajnie by było, żeby jakiś boczek dorzucić,
Dorzuć kawałeczek wędzonego tofu, nie powinien się zorientować, że jest bez boczku, bo będzie ten specyficzny smak wędzonki.

Ogólnie to trzymaj się i nie daj się. Niektórzy marudzą po prostu dla zasady. Powiedz mu, że Ci przykro, gdy narzeka i nie chce Ci się wtedy nic dla niego robić. To raczej nie powinno być mu obojętne. Trzymam kciuki, żebyście rozwiązali ten problem :sloneczko:

malvika - 2009-10-27, 17:13

haha...

Wiecie jaki jest sposób na mięsożernych chłopaków? DUUUŻO MIŁOŚCI :D Dajcie im to, a zrezygnują dla was ze wszystkiego:P

W sumie tekst "-Jak to zjesz to nie będę się z tobą całować przez trzy dni" też czasami skutkuje ;)

Ja tam zawsze trafiałam na takich, których łatwo było przekonać :lol:

Krowa - 2009-10-28, 11:17

Amfibola, jak ktoś się uprze to niczym go nie przekonasz.
Są ludzie, którzy uważają że po prostu potrzebują mięsa, bo tak. Jeśli jest coś bezmięsnego to nawet nie skosztują bo wychodzą z założenia że to ani dobre, ani pożywne.
Nie chcę Cię straszyć, ale takiej ściany raczej nie przebijesz a z czasem konfliktów na tym tle będzie coraz więcej...

Mój chłopak je mięso, ale wiem że bardzo szanuje moje poglądy, nawet jeżeli się z nimi nie zgadza. Wiem, że nie lubi strączkowców, więc mu ich nie robię, ale w życiu nie powiedziałby że nie zje badziewia przygotowanego przeze mnie bo woli mięso. Może i woli ale jego kulinarna otwartość sprawia, że w ogóle mi to jakoś nie przeszkadza.

Clavica Vile - 2009-10-28, 17:43

Moje kochanie też jest mięsożerne. Pamiętam jego minę jak oświadczyłam mu, że przechodzę na wegetarianizm (przechodzenie było stopniowe, więc niby nie powinno być szoku), była długo chwila ciszy i napięcia, po czym robiąc minę zbitego szczeniaczka, zapytał nieco cienkim głosem: "Czy ja też będę musiał przestać jeść mięso, żebyś dalej chciała być ze mną?" :lol: Myślałam, że on żartuje, ale powiedział mi, że na poważnie, bo pewnie nie będę chciała dać mu buzi jak zje obiad itp. Była dosyć długa rozmowa, że nie wymagam od niego podzielania moich poglądów i kopiowania sposobu na życie, ale chciałabym, że je akceptował. Jak to usłyszał to normalnie uśmiech szczęśliwego dziecka, które znalazło zaginioną łopatkę w piaskownicy ;D Początkowo myślał chyba, że mi przejdzie i wrócę do mięsa, bo się pytał czy chcę zjeść, ale po ęćdziesiątym, spokojny, acz stanowczym "Nie dzięki" dał sobie spokój. Gorzej było z przyszłymi-acz-jeszcze-niedoszłymi-teściami, czyli jego rodzicami. Rodzinkę ma z rodzaju "trzeba jeść mięso, bo inaczej jest się słabym, chorowitym i zginie się marnie", notabene rodzice i siostra chłopaka mają znaczną otyłość i kłopoty z nadciśnieniem (ojciec po dwóch zawałach) i to niby ja sobie niszczę zdrowie dietą. :shock: Ale po roku mojego wegetarianizmu, poza żartobliwymi docinkami już się oswoili, a mój chłopak czuje się ważny i odpowiedzialny pilnując, żeby jedzenie, które mi jego mama serwuje jak u nich goszczę nie miało nic wspólnego z mięsem.

Zastanawiał się też, czy jak zamieszkamy razem i ja będę gotować to czy będzie musiał jeść to co ja. Sprostowałam, że to nie ja będę gotować, tylko MY będziemy gotować i będziemy robić to "na dwa garnki", co praktykuję obecnie u mnie w domu. Ale też żeby sobie nie myślał, że będzie codziennie mięso jak u niego w domu :twisted:

Zagrywki typu "jak zjesz mięso, to cię nie pocałuję" w moim osobistym mniemaniu podpadają pod lekką formę terroryzmu :lol: i nigdy nie stosowałam i nie zastosuję tej metody wobec osoby, którą kocham. Ale oczywiście nie potępiam nikogo kto tak robi, bo wszystko zależy od mentalności i kontekstu. Nie brzydzę się mięsa, tylko mi nie smakuje, to i się nie brzydzę go pocałować jak je jadł. Po prostu czekam chwilę aż przełknie parę razy ślinę lub czymś popije, żeby smak zniknął i droga wolna.

W ogóle kiedyś wieczorem wzięło mu się na wyznania i powiedział mi, że cieszy się, że go nie próbuję przeciągać na wegetarianizm, bo nie chce rezygnować z mięsa. Kiedyś usłyszałam od koleżanki, że to "wstrętny relatywizm moralny", ale ja nie chcę zmieniać nikogo wbrew jego woli, tym bardziej, jeśli jest to ktoś, kogo kocham.

krzysztof - 2009-10-28, 20:27

WITAM :sloneczko: !!!

W piosence śpiewają :"... miłość ci wszystko wybaczy..." ale z drugiej strony o jakiej miłości ma być mowa , jeżeli spomiędzy zębów spoziera kawałek wiszącego jagnięcego ścięgna a ty ( WEG ) masz świadomość ,że jeszcze sprzed tygodniem było integralną częścią jagnięcej np.: kończyny.

tutaj coś o podobnej tematyce:
A to historia! Mięsożercy w odstawkę? o związkach mieszanych - wege+niewege
http://wegedzieciak.pl/viewtopic.php?t=932


POZDRAWIAM Z ZIELONEJ GÓRY :sloneczko: :bye:

arahja - 2009-10-28, 22:00

krzysztof napisał/a:
jeżeli spomiędzy zębów spoziera kawałek wiszącego jagnięcego ścięgna a ty ( WEG ) masz świadomość ,że jeszcze sprzed tygodniem było integralną częścią jagnięcej np.: kończyny


No i co z tego, Ty mi powiedz

spaceage - 2009-10-28, 23:00

Ja mieszkam z moim mięso (a raczej wszystko-żernym) chłopakiem i jest lepiej niż ok - obiady gotuję ja więc zawsze są wegańskie, ale jeśli mój chłopak chce jeść mięso to gotuje je sobie sam - często razem jemy dwa różne obiady i jest ok - on je mięso, akceptując to z czym to się wiąże (chów i hodowla zwierząt etc.), ja wiem, że on jest tego świadomy i tyle. Mi to nie przeszkadza ale rozumiem, że może to być dla części osób problem - dobrze by było, by one zrozumiały że dla innych to problemem nie jest. :) A i tak najważniejsza jest... no sami wiecie - Love is ALL :)
Rob - 2009-10-28, 23:01

Kiedyś, w sumie nie tak dawno, pojawiła się w moim życiu pewna mięsożerna osóbka. Była całkiem fajna (nie będę się zagłębiał w szczegóły ;) ). Dużo myślałem o tym ale coś mnie od niej odpychało, miałem do niej dystans. W efekcie nic z tego nie wyszło. Stwierdziłem, że chyba nie bardzo potrafiłbym żyć w takim związku. Trzy aspekty które mnie przeraziły:

1) Inne myślenie. Pomimo próby zrozumienia mnie (o jak miło :) ) to chyba raczej z było z grzeczności. Długa praca a w efekcie grochem o ścianę.
2) Fizyczna "mała" odraza. Trupi oddech i ciało skażone martwymi zwierzętami. Jesteśmy tym co jemy i cały syf wychodzi przez skórę, łłłłeeee .
3) Problem w kuchni. Nie zrezygnowałaby z mięsa, a ja nie zniósłbym widoku wystających nóg z gara w niedzielny poranek (i tego smrodu). Wystarczy, że muszę znosić takie rzeczy u rodziców czy znajomych. U siebie chciałbym się od tego uwolnić.
4) Dzieci w przyszłości. Jaka dieta, presja żony, rodziny, teściowej ;) . Ciężka sprawa.

aromaterapia - 2009-10-28, 23:13

Jak tak czytam to stwierdzam, że mam szczęście mimo mięsożernego TŻ konfilkty tym spowodowane praktycznie nie istnieją.
Jedyne co mnie potrafi ostro wkurzyć to jak jesteśmy gdzieś razem z moimi rodzicami i ojciec woła P. takim kospiracyjnym szeptem "Chodź mam tu coś dobrego, spróbuj to nie zauważy" :evil: Ja go nie namawiam "bądź, bądź, baaaadź wege" wiec i nie podoba mi się, żeby ktoś go namawiał, żeby to mięso jadł.
A i trzeba powiedzieć, że jak się zdarzy, że zje przy mnie coś mięsnego to nie pozwalam mu się całować dopóki nie umyje zębów :lol: Nie uważam to za terroryzm raczej jako zabieg higieniczny bo mnie mięso poza wszystkimi innymi aspektami po prostu brzydzi :-?

Rob napisał/a:
3) Problem w kuchni. Nie zrezygnowałaby z mięsa, a ja nie zniósłbym widoku wystających nóg z gara w niedzielny poranek (i tego smrodu). Wystarczy, że muszę znosić takie rzeczy u rodziców czy znajomych. U siebie chciałbym się od tego uwolnić.
4) Dzieci w przyszłości. Jaka dieta, presja żony, rodziny, teściowej ;) . Ciężka sprawa.


I właśnie dlatego liczę, że kiedyś on będzie wege bo nie mam jeszcze pomysłu na rozwiązanie tych kwestii :-?

sincerity - 2009-10-29, 00:33

aromaterapia napisał/a:
jak się zdarzy, że zje przy mnie coś mięsnego to nie pozwalam mu się całować dopóki nie umyje zębów
też to stosowałam, świetna metoda, żeby pogodzić jedno z drugim! :)
wenus66 - 2009-11-14, 17:32

Jestem wegetarianką od kilku lat. I nie zamierzam przestać. Od roku mam chłopaka, którego kocham ponad życie. Niestety nie jest wegetarianinem. Mój chłopak szanuje moje przekonania i nigdy nie próbował mnie zmieniać. Czasami mówi, że moje wegetariańskie jedzenie jest dużo smaczniejsze, ładniej wygląda i pachnie niż dania mięsne, a mimo to ... Niechcę go zmieniać on szanuje mnie, ja szanuje jego. Lecz od jakiegoś czasu zaczełam się zastanawiać nad naszą przyszłością. Nad wspólnym mieszkaniem, później wychowywaniem dzieci. Mam wiele wątpliwości... Rozmawialiśmy o tym. Nie ma nic przeciwko ciąży wegetariańskiej. Ale co dalej?? On będzie jadł mięso, a ja i dzieci warzywka. To sie nie uda. Dzieci są bardzo mądre, nie chcę im mieszać w malutkich główkach. Jak wytłumaczę takim małym brzdącą, co ich tatuś ma na talerzu...To wszystko jest takie trudne i przykre. Jego mama myśli, że na siłe chcę z niego zrobić wege. Na razie żyję tym co jest teraz, co będzie dalej - pytanie bez odpowiedzi. Wiem tylko jedno Kocham go i Kocham wszystko co żyje...
EastWDZ - 2009-12-13, 23:30

Wenus66 tez tak uwazam. Nie mam chwilowo dziewczyny, ale jak juz mam sie za jakas rozgladac to oprucz patrzenia na to by nie byla wyzsza, starsza i ciezsza ode mnie to tez na wegetarianizm, bo nie chce bysmy sie klucili o wychowanie potomstwa itp. A po za tym wystarczy ze w rodzinie jestem sam i kumple sa miesozerni...
krzysztof - 2009-12-31, 19:13

WITAM :sloneczko: !!!

Zęby zębami ale co z dłońmi i ich "czystością".

No bo przecież może się zdarzyć , że taki mięsożerca po "zajęciach" , dłońmi bez skazy czule pieści wege lico ( oby tylko ) - zwłaszcza po takich zajęciach ( np.: post 10 ):

http://free4web.pl/3/2,65...d=1wj638g58uxqh

Co robić :-?


POZDRAWIAM Z ZIELONEJ GÓRY :sloneczko: :bye:

Hikikomori - 2010-01-01, 11:45

Krzysztof, sama wizja takiej sytuacji to makabra;/ Przypuszczam, że nie znalazłoby się wielu wegów, zdolnych do tolerowania zabijania przez partnera. Mnie widok mięsa nie brzydzi, (nie dotykam!) raczej wywołuje smutek. Więc reakcja na taką sytuację w moim wypadku to najprawdopodobniej histeria i szantaż ;)
sylwia - 2010-01-01, 12:36

wenus66 napisał/a:
Lecz od jakiegoś czasu zaczełam się zastanawiać nad naszą przyszłością. Nad wspólnym mieszkaniem, później wychowywaniem dzieci. Mam wiele wątpliwości... Rozmawialiśmy o tym. Nie ma nic przeciwko ciąży wegetariańskiej. Ale co dalej?? On będzie jadł mięso, a ja i dzieci warzywka. To sie nie uda.

to, czy się uda, zależy tylko od Was. polecam lekturę wegedzieciak.pl - jest tam wiele osób, których partnerzy/partnerki jedzą mięso, i nie jest to przeszkodą nie do pokonania we wspólnym życiu i wychowywaniu dzieci. "życie to nie je bajka" jak mawia mój kolega, ale dobrą wolą i tolerancją można góry przenosić, czego wszystkim wegom i niewegom życzę.

jagula - 2010-01-01, 18:15

Poględzę jak stara ciotka -klotka :mrgreen:

Wszystko będzie raczej takim jakim oczekujemy.... wyszłam za mąż za zatwardziałego mięsożercę...nie mając szans na wege dziecko itp itd...radykalni wege znajomi krzywili się z tego powodu, na przestrzeni tych kilku lat wiele się zmieniło :mrgreen:
Nie jestem już wegetarianką tylko weganką, moje dziecko jest wegetariańskie...tak samo jak mój mąż :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
bez scen z myciem zębów przed całowaniem, bez rzucania kotletami itp itd ;)

Nie wiem czy można oczekiwać gwarancji idealnego związku na zasadzie tego kto co je...znam strasznych mężów-wegan...i idealnych mężow/ojców nie wege...

cedar - 2010-01-02, 18:14

Rzeczywiście trudne i smutne są przejścia jak druga połówka nie jest wege... U mnie to często było tak, że najwyraźniej Ci mężczyźni nie kochali mnie dostatecznie mocno, żeby zrozumieć, tolerować jedzenie surowych roślinek... Na początku tak im się zdawało, i widziałam, że starali się, akceptowali, próbowali się "wsmakować" (jednak czułam, że jest to ponad ich, że bardzo walczą z samymi sobą) może jeszcze w późniejszym czasie mieli nadzieję, że ja się zmienię, a że to nie następowało odchodzili...

(mój były parę lat wstecz też widział moje wege zapędy i to go martwiło, bo nie chciał mieć dziewczyny wegetarianki... Oddalił się ode mnie, aż wkońcu znalazł inną Osóbkę, na szczęście czułam, że to Ona jest mu przeznaczona więc ból w miarę szybko minął:)

Jakub - 2010-01-05, 10:14

Jako, że w tym temacie wypowiadają się głównie dziewczyny, to wypowiem się ja.
Moja pierwsza partnerka byłą wege, więc problem nie istniał. Moja druga, obecna, nie jest wege, ale...
:arrow: gdy jesteśmy razem, je tylko wege (najcześciej wegan)
:arrow: gdy gotuje dla nas dwojga, gotuje tylko wegan (sama też je i bardzo jej smakuje)
:arrow: myślę, że problem tkwi poniekąd w wychowaniu (mięsożerna rodzina) i charakterze (rodzice, którzy zawsze narzucali jej swoją wolę)

W kontekście obecności i przyszłości:
:arrow: okazało się, że zupełnie mi to nie przeszkadza
:arrow: wydaje mi się, że jeśli zamieszkamy razem, będzie wege (a prawdopodobniej nawet wegan)
:arrow: problem naczyń, szczoteczek do zębów etc. nie istnieje

Też się przychylam do głosów, że wszystko (a przynamniej bardzo wiele) zależy od wzajemnego szacunku, chęci zrozumienia i umiejętności rezygnowania z tego, co dla mniejest obojętne, a dla kogoś może mieć fundamentalne znaczenie.

Chyba tyle,
pozdrawiam. :bye:

zarin - 2010-01-05, 22:40

Jakub napisał/a:

:arrow: myślę, że problem tkwi poniekąd w wychowaniu (mięsożerna rodzina) i charakterze (rodzice, którzy zawsze narzucali jej swoją wolę)


Ee. Ręka do góry, kto nie jest z mięsożernej rodziny? I komu rodzice nie narzucali swojej woli (no, tu się może ktoś znajdzie)?

Smoczyca - 2010-01-05, 23:15

To ja z drugiej strony...
Co prawda nie ma problemu wege-nie wege w moim wypadku, ale ja jadam inaczej niż mój Miły, więc mogę coś dodać...

Nie jest dużym problemem (jeżeli dieta ukochanej osoby nie jest szkodliwa dla zdrowia) po prostu się przestawić i jeść to, co ugotuje. A jak kocha, to upichci też dla nas to, co my jemy z tych czy innych powodów. Wszelkie rzeczy sporne - czy to schaboszczak, czy wielka sterta smażeniny mogą być spożywane poza domem, żeby nie tworzyć animozji, niechcianych zapachów, mięsa w lodówce czy pokus ;)

Jakub - 2010-01-06, 08:53

zarin napisał/a:
Jakub napisał/a:

:arrow: myślę, że problem tkwi poniekąd w wychowaniu (mięsożerna rodzina) i charakterze (rodzice, którzy zawsze narzucali jej swoją wolę)


Ee. Ręka do góry, kto nie jest z mięsożernej rodziny? I komu rodzice nie narzucali swojej woli (no, tu się może ktoś znajdzie)?

Zgadza się. Tylko że rodzice są różni (w sensie siły i sposobu narzucana swoich poglądów i (nie)szanowania granic) i nasi bliscy mają różne charaktery (w sensie siły przebicia i umiejętności walczenia o swoje).

Poli - 2010-01-06, 15:08

Ja jestem wege, moj maz i moje dziecko miesozercy. I nie mamy z tym zadnych problemow :D , nawet nie przyszlo mi do glowy, ze z powodu diety moga zaistniec jakies problemy.

Podstawa zwiazku jest przeciez akceptacja , ja akceptuje co je moj maz a moj maz akceptuje ca ja jem. Moje dziecko wybralo mieso i chce je jesc tak jak moj partnen , a ja nie mam prawa zakazywac czy zmuszac kogos do innej diety. Mam nadzieje jednak, ze w przyszlosci moj partner dorosnie i przejdziez wlasnej woli na vege ;) , chociaz widze to w czarnych kolorach :mrgreen: .

I tak odkad jestesmy razem moj maz duzo sie zmienil , jak go poznalam, jadl tylko fast foody i krwista wolowine , pil cole litrami i palil jak smok. Teraz je juz nawet salatki i sam przyzadza sobie szejki i swiezo wycisniete soki, palenie rzucil, a wolowine tylko jada czasami w restauracji :-) .

reptilia - 2010-02-01, 21:25

Ja na przykład zanosiłam się bardzo długo z zamiarem przejścia na wegetarianizm, jakieś 4 lata mniej więcej [od końca gimnazjum]. Jakoś nie miałam w sobie odpowiednio silnej woli, mimo że czułam się źle jedząc mięso, bo ciągle miałam przed oczami te rzeźnie i ściąganie skór. Na szczęście to już przeszłość. Ale ale. Byłam przez niemal 2 lata z wegetarianinem, potem nawet weganinem i ciagle jadłam mięso. Mało, bo mało, i tylko drób i ryby, ale jednak. Zmieniłam dietę w październiku zeszłego roku, a od grudnia pojawił się nowy samiec - wspaniały, jednak, niestety, mięsożerca. Co więcej, jego rodzina jest najbardziej mięsną rodziną, jaką kiedykolwiek spotkałam, do tego stopnia, że jak on kupuje mi jakieś serki albo pomidorki zostawia je w lodówce, to oni ich nawet NIE TKNĄ, co dla mnie jest bardzo dziwne, bo nawet, gdy jadłam mięso, to urozmaicałam sobie je serami czy warzywami. WEIRD. Ostatnio jednak coś się ruszyło i przynajmniej starają się przygotować coś dla mnie. Miłe z ich strony. Nie wspomnę oczywiście o swoim lowe, który zawsze dba o to, żeby miał mnie czym poczęstować i oczywiście zajada się moimi daniami. Niemniej uważam, że raczej nie zostanie wege, ale cieszę się, że przynajmniej akceptuje moje podejście, nie chce mnie zmienić na siłę, wmówić mi, że umrę bez mięsa etc.
kiszony - 2010-02-01, 21:54

Ja na szczęście z moim girlfriendem takiego problemu nie mam. Nie jest wege, ale z mięsa je tylko kurczaka, łososia i czasem jakieś bardziej delikatne mięso. Jak przychodzę do niej to teściowie zawsze kombinują żebym głodny nie był, interesują się tym co jem itd. Ogólnie to nie mam z nimi źle ;d

Ostatnio wkręciła nam się jakaś gadka na temat dzieci, przyszłości itd.
Moje plany dotyczące weganizmu na studiach akceptuje, a że całe wege jedzenie które zawsze mi podjada jej smakuje to powiedziała, że będę mógł jej tak gotować.
Za jakiś czas może kompletnie przestanie jeść mięso, którego za dużo i tak nie je.
Dzieci... hm. Jako że na razie nie jest zbytnio zaznajomiona z tematem wegetarianizmu to stiwerdziła że nasze dziecko jak bedzie małe to troche miesa może będzie jadło, ale później już nie. Żeby się nie wdawać w wielką filozoficzno-zdrowotną dyskusję, tudzież raczej wygłosić monolog czego ile dzieci potrzebują, gdzie w niemięsie to się znajduje itd uznałem to za dobry początek ;D

Z resztą wczoraj jedząc bułkę z jakąś szynką powiedziała ze nie wyobraża sobie, żebym wziął tak tą bułkę, ugryzł i przeżuł. Ja szczerze mówiąc tez nie.

Ale ja mam szczęście ze trafiłem na kogoś tolerancyjnego, otwartego z tą samą rodziną ;D

Hikikomori - 2010-02-02, 19:37

A propos potomstwa, mnie nie tak dawno zaskoczył mój mięsojad. Przez dość długi czas wałkowaliśmy z otoczeniem temat dziecka wegańskiego (80% życzeń na BN i NR - żebyś w końcu miała dziecko o.O). Dziecko było baardzo hipotetyczne, bo jakoś oboje nie mamy do tego predyspozycji, powołania czy tp, za to dyskusje... można sobie wyobrazić;] W każdym razie po pewnym czasie, gdy już trochę ucichło, mój facet powiedział, ze przemyślał sprawę i gdyby się nam to dziecko jednak trafiło, to niech będzie wegańskie, i on zapewne też przejdzie na weganizm, przynajmniej w domu, żeby młodemu w głowie nie mącić;] Szczerze mówiąc szczęka mi opadła, choć znamy się już długo. Konkluzja: nigdy nie wiadomo, co z człowieka wylezie, w końcu miłość nie patrzy na dietę i oślepia równo ;)
JAgniecha - 2010-02-03, 01:42

Pelen sukces Siosssssstro!!! ;) :sloneczko:
Hikikomori - 2010-02-03, 10:09

Teraz się zastanawiam, czy zajść, bo wtedy środowisko wegan powiększyłoby się o 2 sztuki. ;)
sincerity - 2010-02-03, 10:28

Tak, tak, koniecznie! Dla dobra naszej wspólnej sprawy :lol:
reptilia - 2010-02-03, 11:37

Hikikomori, pozazdrościć podejścia.
Hikikomori - 2010-02-04, 10:41

sincerity napisał/a:
Tak, tak, koniecznie! Dla dobra naszej wspólnej sprawy :lol:


Hahhhaha! To byłoby święto w obu wioskach (mojej i jego) a na dodatek szczytny 'efekt uboczny'. Jak by co, to będę informować;] Na razie nam przeszło, to chyba było przez zimę: ciemno, zimno, nudno, bo z seriali tylko CSI LV... Poza tym poczytałam Wegedzieciaka i z lekka się przeraziłam ;)

Misuzu87 - 2010-02-13, 21:55

Hikikomori pozazdroscic chlopa, szczena mi opadla jak to przeczytalam :zdziwko: szczescia zycze :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

Hmmm... z wegusem sie tylko jednym spotykalam a tak to zawsze miesaze i stwierdzam ze (ale to wynika z moich osobistych doswiadczen -> nie chce generalizowac) z wegetarianinem jest lepiej. Wieksza inteligencja emocjonalna.

wenus66 - 2010-03-17, 20:56

Mieliście racje. Ostatnio mój przyszły mąż powiedział, że po ślubie będziemy wegetariańską rodziną. I wcale za mięsem nie będzie tęsknił. Teraz mogę to powiedzieć: Jestem naprawde szczęśliwa. Mój narzyczony jest cudowny. Dużo czyta na temat wegetarianizmu, ogląda filmiki. A nawet kombinujemy razem jakąś akcje z okazji tygodnia wege.
Nigdy nie traćcie nadziei :) ))

grubas - 2010-03-17, 23:48

kurde widze ze dziewczyny tutaj maja te same problemy co tylko troche inaczej ;) w moim związku to ja niestety jestem tylko wege :cry: niestety miłość nie wybiera. no i jestesmy juz razem ponad 2lata, na początku mi to nie przeszkadzalo, ale teraz coraz czesciej mysle nad tym co bedzie potem.. jak zamieszkamy razem, czy to sie uda? rozmawialem z nia juz o tym i niestety finał był taki ze zrobilo jej sie przykro. nie chce jej do niczego zmuszac itd ehhhh dluga historia juz nawet odechciało mi sie pisac :( . ide spac. dobranoc
aśkaeddie - 2010-03-18, 01:39

No cóż, ja nie mam takiego problemu :) Ale heh nie mam zamiaru bawić się w stały związek, wole być "wolnym ptakiem" :lol: A poza tym gdybym miała być z kimś na dłużej niż 3-6 miesiące to tylko z wege... :-) :lol:

Osoba nie wege doprowadziła by mnie do szału a poza tym to byłoby sprzeczne z moja osobą i moimi poglądami :-) :mrgreen:

Hikikomori to fajnie że ma takie podejście ;) Gratuluję :-)

strach-na-wroble-w-suchym - 2010-03-18, 11:49

aśkaeddie napisał/a:
No cóż, ja nie mam takiego problemu :) Ale heh nie mam zamiaru bawić się w stały związek, wole być "wolnym ptakiem" :lol: A poza tym gdybym miała być z kimś na dłużej niż 3-6 miesiące to tylko z wege... :-) :lol:

Osoba nie wege doprowadziła by mnie do szału a poza tym to byłoby sprzeczne z moja osobą i moimi poglądami :-) :mrgreen:


a już myślałam, że tylko ja jestem "wybredna" :megapolew:

reptilia - 2010-03-18, 20:33

strach-na-wroble-w-suchym napisał/a:
aśkaeddie napisał/a:
No cóż, ja nie mam takiego problemu :) Ale heh nie mam zamiaru bawić się w stały związek, wole być "wolnym ptakiem" :lol: A poza tym gdybym miała być z kimś na dłużej niż 3-6 miesiące to tylko z wege... :-) :lol:

Osoba nie wege doprowadziła by mnie do szału a poza tym to byłoby sprzeczne z moja osobą i moimi poglądami :-) :mrgreen:


a już myślałam, że tylko ja jestem "wybredna" :megapolew:
W obecnym stanie rzeczy nie potrafiłabym tak postawić sprawy. Choć wiem, że z wege-samcem byłoby mi łatwiej żyć. Serce nie sługa, prawda. :spoko:
Hikikomori - 2010-03-18, 20:39

aśkaeddie napisał/a:
Ale heh nie mam zamiaru bawić się w stały związek, wole być "wolnym ptakiem" :lol: A poza tym gdybym miała być z kimś na dłużej niż 3-6 miesiące to tylko z wege... :-) :lol:

Osoba nie wege doprowadziła by mnie do szału a poza tym to byłoby sprzeczne z moja osobą i moimi poglądami :-) :mrgreen:

Hikikomori to fajnie że ma takie podejście ;) Gratuluję :-)


Taaa... gdyby to było takie proste;] Ja się wcale nie chciałam wiązać, z nikim, nieważne na długo czy krótko, więc nie rozważałam, wege czy nie wege. Mięsojad rzucił na mnie urok i tyle, a teraz muszę ćwiczyć tolerancję, co wcale nie jest łatwe;] Tak że uważajcie, dziewczyny, może jakiś mięsożerca subtelnie zarzuca na was sieć i ani się obejrzycie, jak się będziecie tu zwierzać z własnych rozterek ;)
Co do deklaracji wegańskości naszej rodziny, to przypuszczam, że nie byłoby tak różowo w rzeczywistości, ale fakt, deklaracja ujmująca za serce była;]

Grubas, masz pecha, że jesteś facetem. Lasce się robi przykro i facet odpuszcza, chociaż jemu też jest przykro. Może nawet bardziej. Póki nie mieszka się razem nie ma właściwie problemu. Chyba że komuś przeszkadza świadomość, że jego love jadł/a mięso tuż przed randką;) Gdy się razem zamieszka trzeba "walczyć" o swoje. Taka partyzantka trochę: mięso w lodówce wyłącznie w szczelnych pojemnikach, patelnia dla mięsożercy, której wege nie tyka i vice versa, naczynia po robieniu i jedzeniu mięsnych potraw myje mięsojad, a gdy gotuje obiad musi być pod wege itd. To pomaga zrozumieć, że wegetarianizm/weganizm jest dla nas ważny i że nie ustąpimy pola, z całym szacunkiem oczywiście;] Wszystko się jakoś zwykle układa, a jak się nie układa w tak mało ważnym (aczkolwiek problematycznym) fragmencie wspólnego życia jak jedzenie... to się trzeba zastanowić, czy układa się w ogóle. Nie załamuj się na zapas w każdym razie. Wiele osób tu napisało, że da się to wszystko poukładać;]

Soledad - 2010-03-24, 17:13

a ja jestem z facetem 7 lat już prawie,w trakcie przeszłam na weganizm i co, mam go rzucić? :roll: nie ma takiej opcji,więc gotuję w dwóch garach :-?
Puenta - 2010-03-24, 19:34

No ja prawie 8, też nie mam zamiaru się z tego powodu rozstawać, nawracam go delikatnie, bo jednak chciałabym byśmy obydwoje żyli w zgodzie z naturą i światem, nie szkodząc nikomu. chciałabym bo to dla mnie bardzo ważne, przecież to nie same jedzenie, a cały system myślenia i hierarchia wartości. on lubi wege jedzenie ale ma strasznie mięsożerną rodzinę, to daje o sobie znać szczególnie jak wraca w nasze strony. mówi że nie jest jeszcze gotowy być wege, ale kiedyś....mam nadzieję, że to kiedyś nadejdzie :roll:
jak chce mięso sam sobie gotuje a to się baaardzo rzadko zdarza, więc mięsko je tylko jak od mamusi przywiezie :twisted:

Soledad - 2010-03-24, 19:39

a mój na KAŻDY posiłek je coś z mięsa lub sera, porażka. jedyne,co chętnie ze mną spożywa,to świeże soczki,robię codziennie :-) ostatnio też więcej owoców zamiast batonów
arahja - 2010-03-24, 22:21

Soledad napisał/a:
a ja jestem z facetem 7 lat już prawie,w trakcie przeszłam na weganizm i co, mam go rzucić? nie ma takiej opcji,więc gotuję w dwóch garach


Czemu wy się, kobiety, dajecie tak wrabiać? Chce jeść coś innego, niech sobie sam gotuje i nie ma zmiłuj. W ogóle sobie nie wyobrażam, żeby dla jaśnie pana coś specjalnego gotować, i nawet nie o mięso chodzi.

sincerity - 2010-03-24, 22:36

Yeah, a on niech wynosi tylko swoje śmieci :lol:
Są kobiety, które lubią gotować np. Albo takie, które okazują m.in. w ten sposób swoje uczucia. Poza tym to niekoniecznie jest bastion niewolnictwa. Po prostu jakoś trzeba sobie ułożyć wspólnie życie.

Soledad - 2010-03-24, 23:05

czasem coś ugotuje,ale ja po prostu jestem 2-3 godz wcześniej w domu niż on,to mam czekać,aż przyjdzie i wtedy ugotuje? poza tym on jest raczej niejadkiem,więc jakbym nie gotowała,toby bardzo mało jadł :-? nie przepadam za ślęczeniem przy garach,mam swój zestaw prostych potraw, niewymagających wielkich wysiłków i czasu :-) czasem ugotuję mu więcej i ma na 2 dni 8-)
grubas - 2010-03-24, 23:27

moze mały oftop ale pochwale sie jaki dzisiaj komplement mi dziewczyna powiedzila:
"tobą to można się normalnie chwalić, nie znam innego faceta który tak dobrze gotuje" kto wie, moze ja nawróce :twisted:

arahja - 2010-03-25, 08:51

sincerity napisał/a:
Są kobiety, które lubią gotować np. Albo takie, które okazują m.in. w ten sposób swoje uczucia.


Okej, ja lubię gotować i w wolne dni spędzam pół dnia w kuchni. Jedynie nie mieści mi się w głowie gotowanie dwóch różnych rzeczy, bo cośtam. I jeśli to cośtam obejmuje schabowego, to w mojej ocenie sprawa jest niewykonalna. U mnie się je to, co robię (nieskromnie powiem, że co najmniej jadalne moje wyczyny są), ale droga wolna - chcesz, gotuj sobie sam/-a.

Soledad napisał/a:
poza tym on jest raczej niejadkiem,więc jakbym nie gotowała,toby bardzo mało jadł


A to, wybacz, jak podejście do dziecka, nie partnera. Nie wiem, może mało czuła na tym punkcie jestem - przecież nikt dobrowolnie z głodu nie umarł, a od matkowania to nie kobieta życia jest.

Soledad - 2010-03-25, 16:54

mój chłopak jest bardzo szczupły i ma taki organizm,że może nie jeść cały dzień i nie czuje głodu :( wolę mu coś w domu ugotować,niż żeby wcinał hamburgery. wielu facetów wrzuca do żołądka byle co,byle się zapchać i on też tak robił. nie oczekuję,że nagle stanie się orędownikiem zdrowej żywności
Hikikomori - 2010-03-25, 20:04

Soladed, pewnie, że nie od razu się przestawi, ale jest szansa, że kiedyś to nastąpi. Dla jego własnego dobra właściwie, nie tylko dla twojej wygody. Każdego osobnika pewnie trzeba inaczej podejść ;) Może trzeba stopniowo ograniczyć matkowanie i gotować w jednym garze? Jeśli nie będzie miał wyboru, to przecież zje wszystko, co podasz, a nie poleci na hamburgera;] Ja nie liczę, że mój facet (nawiasem ze Śląska, więc rolada, kluchy itd :roll: ) przejdzie na wege, ale chcę, żeby się zdrowiej odżywiał. Teraz, gdy przechodzę powoli na witarianizm, podrzucam mu kiełki na kanapki i też dzielę się sokami. Zawsze to coś;] Zmiany zachodzą powoli, ale przyzwyczajenie jest wszak drugą naturą, trzeba ich tylko przyzwyczaić do dobrego ;)

Niestety nad naszą kuchnię nadciągają ciemne chmury, bo przechodzę na ten cholerny witarianizm i obawiam się, że jak przestanę gotować, to jego dieta zejdzie na psy;/

arahja - 2010-03-25, 20:07

Rozumiem, ale to wciąż dorosła, decydująca o sobie samodzielnie osoba. Uznałabym za lenistwo jedzenie tego, co ktoś przygotuje, ale nie ruszenie tyłka, gdy trzeba to samo zrobić samemu.
Jestem skrajnie obojętnym potworem, na to wygląda. :sloneczko:

sanderrra - 2010-03-25, 21:22

masz rację arahja :) czyli mamy już dwa potwory :mrgreen:
Hikikomori - 2010-03-26, 09:46

Taa... gdy któraś odmawia matkowania i wymaga równouprawnienia w obowiązkach domowych, to jest nieczułym potworem :roll: "Kocham go, więc nie naciskam". Ale tu nie ma co czekać, aż sam się zmieni, bo właśnie się nie zmieni, jeśli się nie będzie naciskać, i skończy się z facetem, który w życiu kibla nie umył i ziemniaka nie obrał. No dobra, obrał kilka razy i czasem opuszcza deskę, no i zawsze kupuje tulipana na dzień kobiet;] Sama znam takich sporo, a ich kobiety mówią, że łatwiej zrobić wszystko samej, niż prosić w nieskończoność. Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz, więc trzeba być potworem dla własnego dobra:)
Soledad - 2010-03-26, 15:39

mój obiera ziemniaki i myje kibel :mrgreen: hehe. daję mu na spróbowanie moje jedzenie, np. tofu wędzone, to mówi,że bleeee... :-?
arahja - 2010-03-26, 18:26

Hikikomori napisał/a:
Taa... gdy któraś odmawia matkowania i wymaga równouprawnienia w obowiązkach domowych, to jest nieczułym potworem


W kontekście niektórych tu postów moja postawa tak wygląda, dlatego ze zdumieniem postanowiłam zaoponować. Szkoda życia, zwłaszcza gdy nie przepada się za gotowaniem. Ja chcę autonomii w sprawie mojego jedzenia - daję autonomię innym.

Soledad - 2010-03-27, 11:04

u nas każde ma autonomię, żadne nie ustąpi,a ja wczoraj gotowałam 2 wersje potrawki z mieszanki fasolek: z wędzonym tofu i z kurczakiem :hmmm:
arahja - 2010-03-27, 11:23

Nie mogę się tu wypowiadać, nadal nie rozumiem. 8-)
Soledad - 2010-03-27, 16:22

generalnie to wcale mu nie matkuję, po prostu częściej ja gotuję,bo jestem wcześniej w domu niż on i tyle. resztę rzeczy jak sprzątanie, zakupy razem robimy :-)
Hikikomori - 2010-03-27, 19:55

Aha, czyli twoja autonomia jest mniej autonomiczna niż jego. Ale skoro jesteś z tym szczęśliwa, to nikt cię nie będzie nawracał. Ja tam wole swoją potworną autonomię, mam mniej roboty przynajmniej;]
Soledad - 2010-03-27, 20:19

no,może i tak. swoje jedzenie i tak sama muszę przygotowywać,a jego jakby "przy okazji". tak wyszło,że z reguły ja gotuję,ale inne rzeczy,nawet jak mu się nie chce,to musi i koniec 8-) chyba nie da się w związku podzielić 50-50%, robi się tak,jak jest wygodniej. mam koleżankę, która kończy pracę o 14,a czeka do 19 aż jej chłopak przyjdzie z pracy i obiad ugotuje. nie wiem czy to takie logiczne,no ale skoro jej się nie chce... (sama tak stwierdziła) :hmmm:
Soledad - 2010-04-11, 20:16

a mnie się dzisiaj nie chciało robić 2 obiadów,więc zrobiłam mieszankę fasolek w sosie pomidorowym z cebulką i tofu wędzonym. mój chłopak jadł,aż mu się uszy trzęsły i mówił,że pycha :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
dragi - 2010-07-08, 18:40

Witam!
Jestem wege dopiero od dzisiaj :mrgreen: mój chłopak, z którym jestem prawie od roku, twierdzi że z mięsa nie zrezygnuje... Po przeczytaniu Waszych postów postanowiłam nie namawiać, choć przykro mi :( ale na szczęście nie namawia mnie do zmiany zdania i nie poucza :-) przyznał że się cieszy z mojego wegetarianizmu, bo dotychczas jedliśmy mało zieleninki, wymyśla co możemy wspólnie jeść, podrzuca pomysły na obiady i sałatki :mrgreen: kurcze nawet jak mu się nie odmieni, to mimo wszystko zdrowszy będzie!

tęczowa - 2010-07-08, 21:47

dragi napisał/a:
nie namawia mnie do zmiany zdania i nie poucza

:lol:
byłoby raczej dziwne gdyby "namawiał Cię do zmiany" po 1 dniu,nie uważasz?

Surri - 2010-07-08, 21:51

tęczowa napisał/a:
byłoby raczej dziwne gdyby "namawiał Cię do zmiany" po 1 dniu,nie uważasz?

Oj tam, niektórzy potrafią zacząć namawiać do zmiany zdania zanim je do końca usłyszą.
Daj, żesz się kobiecie cieszyć tak po za tym :-P

Jakub - 2010-07-09, 01:29

A moja Kaja z kolei została w pełni wege, bez rozmów, namawiania czy dłuższych dyskusji. Tak po prostu, chyba w ramach długotrwałego procesu wychodzenia z zależności od reszty rodziny. No i cóż ja mogę powiedzieć - cudowna jest. Nie tylko zresztą z tego powodu. O! :mrgreen:
dragi - 2010-07-09, 08:48

tęczowa napisał/a:
dragi napisał/a:
nie namawia mnie do zmiany zdania i nie poucza

:lol:
byłoby raczej dziwne gdyby "namawiał Cię do zmiany" po 1 dniu,nie uważasz?


Nie uważam, wszyscy moi znajomi, jak tylko powiedziałam im o wegetarianizmie, kazali mi popukać się w czoło i nie popadać w obłęd :roll: więc myślę,że mam się z czego cieszyć ;)

tęczowa - 2010-07-09, 12:42

dragi, ,takimi wszystkowiedzącymi znajomymi się nie martw,stara baba z Ciebie,dasz se radę.
no i się ciesz :D

dragi - 2010-07-13, 08:14

tęczowa napisał/a:
dragi, ,dasz se radę

mam nadzieję ;) dzięki!

va - 2011-04-29, 11:05

w teorii wszystko pięknie z moja autonomią, ale w praktyce to robie kanapeczki z szynka i z maślanym wzrokiem piorę skarpetki, wtf :shock:
Tomasz Makrela - 2011-11-10, 21:37

Nie wyobrażam sobie poważnego związku z nieweganką. Romans owszem - ostatnio się spotykałem z pracownicą Sokołowa ( :lol: ) - ale oboje wiedzieliśmy, że stolec z tego wyjdzie.

Związek weganina z mięsożercą to jak związek propagandystki pro-life z właścicielem kliniki aborcyjnej. To nawet nie wypada.

an - 2011-11-10, 21:44

Zastanawiam się, czy związki wege-niewege (stałe związki) rzeczywiście dużo częściej się rozpadają.

A co byście zrobili (wy którzy nie wyobrażacie sobie związków mieszanych) jeśli nie ma szans na związek z wegetarianinem? :(

Tomasz Makrela - 2011-11-10, 21:57

an napisał/a:
A co byście zrobili (wy którzy nie wyobrażacie sobie związków mieszanych) jeśli nie ma szans na związek z wegetarianinem?


Związałbym się z jakąś breatharianką.

sincerity - 2011-11-10, 23:20

an napisał/a:

Zastanawiam się, czy związki wege-niewege (stałe związki) rzeczywiście dużo częściej się rozpadają.
Podejrzewam, że dużo częściej nie powstają niż się rozpadają ;)
Kama122 - 2011-11-10, 23:56

Mój chłopak je mięso i nieszczególnie mi to przeszkadza. Oczywiscie wolałabym zeby był wege, ale nie bd mu niczego narzucac... W kazdym razie czesto porusza tą kwestię, kiedys nawet był wege 2mies, wiec jest szansa ze sie "nawroci", byłoby miło :)
Co do gotowania to nie wyobrazam sobie zebym cos robiła z mięsa... Jeśli juz mieszkałabym w miesozercą to sam by sb gotował albo jadł moje zarcie ;P

leaf. - 2011-11-11, 06:50

an napisał/a:

A co byście zrobili (wy którzy nie wyobrażacie sobie związków mieszanych) jeśli nie ma szans na związek z wegetarianinem? :(


Idę do zakonu :mrgreen:

light sensitive - 2011-11-11, 09:45

kobieta wege z miesozerca to chyba czestsza kombinacja niz mezczyzna wege z miesozerczynia.
Myle sie?

vanityy - 2011-11-11, 10:02

to dlatego ze wiecej wege kobiet jest niz facetow [;
light sensitive - 2011-11-11, 10:53

naprawde myslisz ze tak jest?
vanityy - 2011-11-11, 11:07

wystarczy popatrzec na forum :)
pawel - 2011-11-11, 13:04

Mysle ze kazdy przypadek jest oddzielny, tak oddzilny ze nie ma co mowic. Sa ludzie co nastawiaja sie na wegetarjan tylko, i po 10 latach samotnosci moze pownni sprobowac z kims kto je mieso. A z koleii kupe mlodych dziewczat jakby odwrtnie, nastawia sie na miesozernych, moze odwrtnie pownny wlozyc wysilek i poszukac wege.

Ale to taka ogolna i tak zasada. W sumie moze dobrze by bylo wprawdzic jakies zasady endogamii czy egzogamii, ale tez nie na sztywno, z luznymi wariacjami.: )

Tofferina - 2011-11-11, 14:57

leaf. napisał/a:
an napisał/a:

A co byście zrobili (wy którzy nie wyobrażacie sobie związków mieszanych) jeśli nie ma szans na związek z wegetarianinem? :(


Idę do zakonu :mrgreen:


o... to, to...jest jakieś rozwiązanie :twisted:

(wew. wegereformy kk :roll: )

Lukrecja - 2011-11-11, 19:22

Jest kilka zgromadzeń zakonnych w kk, w których reguła nakazuje wegetarianizm.
Veg13 - 2011-11-11, 19:30

W moim związku to raczej On-mięsożerca gotuje (jest w tym o niebo lepszy ode mnie). Ponieważ jest również leniwy i nie chce mu się robić 2 różnych obiadów jadamy posiłki wegetariańskie :mrgreen: . Od czasu do czasu, żeby się dopchać sięga po kiełbachę argumentując jak Wasi panowie "że trawą się nie naje". Ale i tak powoli twierdzi, że odwykł od jadania mięsa i nawet już za tym nie tęskni :) .
Kama122 - 2011-11-11, 19:55

light sensitive napisał/a:
kobieta wege z miesozerca to chyba czestsza kombinacja niz mezczyzna wege z miesozerczynia.
Myle sie?

Racja, ale niekoniecznie dlatego, że wege-kobiet jest wiecej. Kobiety są po prostu bardziej otwarte, tolerancyjne, skłonne do zmian, są w stanie zaakceptowac miesozerce. Tak mi sie wydaje, tzn pisze to na podstawie moich obserwacji i jakiejs tam wiedzy...

Mieliscie kiedys kazanie od rodzicielki swojej połówki nt wegetarianizmu/weganizmu? Ja miałam dzis :jestemgłupi: Ale wyszło ok, pogadałysmy sb troche ;)

yuka66 - 2011-11-11, 20:25

Moja teściowa twierdzi, że jak jej syn nie będzie jadł mięsa, to umrze - więc gotuje mu mięso raz w tygodniu na kilka dni chyba. Nie wiem dokładnie, bo mąż to zjada w pracy na lunch.
Kama122 - 2011-11-11, 20:33

:shock:

Yuka, sorki, ale mnie zatkało... A co Twój mąż na to, nie buntuje sie i je Twoje wege zarcie i obiadki od mamy..?

yuka66 - 2011-11-11, 21:21

Tak. :-?
Kama122 - 2011-11-11, 22:08

Współczuje...

Nie chce Ci rządzić, ale ja na Twoim miejscu bym coś zrobiła. Pogadaj z teściową i mężem, jeśli to już robiłaś to do nast. dyskusji lepiej sie przygotuj... Nie chodzi mi o to, zeby na siłe przekonywać Twojego męża do wegetarianizmu. Ja przekonałabym teściową że baaardzo się myli... Ale rób co chcesz :)

Krowa - 2011-11-11, 22:52

Yyyy, a może ON powinien mieć też coś do powiedzenia? Może smakuje mu zarówno jedzonko mamy, jak i żony i chce zjeść wszystko?
Tomasz Makrela - 2011-11-11, 22:57

Yyyy, może ON powinien mieć też coś do powiedzenia?
light sensitive - 2011-11-12, 01:48

yyyy Makrela, a moze zapedziles sie w off top?
pawel - 2011-11-12, 03:11

Oftopik pewnie nie, na temat w sumie. Ale jakies inne okreslania mogly by pasowac.
Np;
-poczucie humoru
-sprawdzian na co mozna sobie pozwolic
-kiepski dzien
-ekspresja

itp itd. Niektore by byly mniej mile...

Tomasz Makrela - 2011-11-12, 03:53

Najlepiej pasuje słowo "analogia".
yuka66 - 2011-11-12, 08:30

Kama122 napisał/a:
Współczuje...

Nie chce Ci rządzić, ale ja na Twoim miejscu bym coś zrobiła. Pogadaj z teściową i mężem, jeśli to już robiłaś to do nast. dyskusji lepiej sie przygotuj... Nie chodzi mi o to, zeby na siłe przekonywać Twojego męża do wegetarianizmu. Ja przekonałabym teściową że baaardzo się myli... Ale rób co chcesz :)

Nie wiem czy jest o co kruszyc kopie. Mój mąż wegetarianinem nie jest, w domu je wegańskie i myśle, ze dzięki tym obiadom od mamy mniej tęskni za mięsem, wiec w sumie myśle, ze jest to dobra opcja przejściowa - bo mam nadzieje, ze z czasem smak mu się zmieni i przestanie go ciągnąć do mięsa.

Krowa - 2011-11-12, 11:42

Tomasz Makrela napisał/a:
Yyyy, może ON powinien mieć też coś do powiedzenia? Może smakuje mu zarówno pochwa żony, jak i szparki pięciolatek gwałconych w krzakach i chce ruchać wszystko?

Analogia istotnie bardzo trafna. Ochy i achy nad swoimi jedynymi i słusznymi przekonaniami są super. Dziękuję, dobranoc.

Tomasz Makrela - 2011-11-12, 12:18

Nie ma tak łatwo. Napisz, czemu przedkładasz widzimisię mięsożercy nad życie i cierpienie zwierząt. Przy okazji powiedz, czy byłabyś równie liberalna w przypadku wielbiciela walk psów, które pod względem etycznym niczym się nie różnią od produkcji mięsa; jedno i drugie jest zabijaniem i męczeniem braci mniejszych dla trywialnych zachcianek. Czy próby wyperswadowania komuś uczestnictwa w sobaczych spektaklach również odebrałabyś jako karygodne naruszenie autonomii?
Krowa - 2011-11-12, 13:33

A może zadaj takie pytanie mięsożercy zamiast doszukiwać się hipokryzji u każdego wege? Tak, szanuję autonomię jednostki i nie zerwę kontaktu z moimi mięsożernymi znajomymi tak samo jak nie ocenię źle wegetarianina, który kupi sobie skórzane buty. W każdym z nas jest trochę hipokryzji, tylko nie do każdego to dociera. Ale fajnie przypierdolić. To takie... wegetariańskie, prawda?
Tomasz Makrela - 2011-11-12, 13:56

A kto mówił o zrywaniu kontaktu? Twoja troska o autonomię dotyczyła męża Yuki. Kama zaproponowała, żeby Yuka pokojowo pogadała z teściową lub podyskutowała z samym zainteresowanym. Ani słowa o rozwodzie.

No i ja pytam, cóż złego widzisz w takim rozwiązaniu. Nie kumam. Do zyskania jest wiele - życie zwierząt - a do stracenia w zasadzie nic. Ewentualnie pięciominutowy wnerw teściowej.

Domyślam się powodu nadmiernego rozemocjonowania, jakie wywołuje u ciebie ten temat, hi, hi, hi, niemniej oskarżenia o atawistyczną chęć dopier...a są bardzo krzywdzące :(

Krowa - 2011-11-12, 15:01

Oj :(
Nie emocjonuję się, po prostu może mąż Yuki lubi jeść bardzo dużo i jest zadowolony z tego, że dostaje do pracy np. 2 obiady. No to jak żona pójdzie do teściowej i powie, żeby mu tego obiadu teściowa nie robiła, to będzie mu normalnie przykro :(

pawel - 2011-11-12, 16:25

Krowa napisał/a:
to będzie mu normalnie przykro :(


W sumie juz sie troche pogubilem, w watku ale jesli mowa o jakims blizej nie okreslonym gosciu ktory moze lubi 5 letnie dziewczynki to ok, jesli jednak byla mowa o mezu ktorejs z tutejszych uzytkowniczek, to jej moze byc rzeczywscie przykro.

an - 2011-11-12, 16:40

Krowa napisał/a:
A może zadaj takie pytanie mięsożercy zamiast doszukiwać się hipokryzji u każdego wege? Tak, szanuję autonomię jednostki i nie zerwę kontaktu z moimi mięsożernymi znajomymi tak samo jak nie ocenię źle wegetarianina, który kupi sobie skórzane buty. W każdym z nas jest trochę hipokryzji, tylko nie do każdego to dociera. Ale fajnie przypierdolić. To takie... wegetariańskie, prawda?

Podoba mi się takie podejście.

potrafię inaczej ocenić jedzenie zwierząt a np dręczenie zwierząt, zmuszanie zwierząt do jakichs zachowań, do walk itp chyba także dlatego, że w świecie zwierząt zabijanie i spożywanie zwierząt przez zwierzęta jest powszechne i nie winimy (nie winicie - wielu z was) za to tych drapieżnych zwierząt (ja jednak mam żal nie wiem do kogo, że tak ten świat urządził),
natomiast jeśli byśmy obserwowali, że jakieś zwierzę np dręczy inne (np kot dręczy jakieś małe zwierzę, zabija nie dla posiłku itp) to chyba inaczej takie zachowanie oceniamy (i nie chodzi tu o powrót do dyskusji, że człowiek ma rozum, może żyć bez "mięsa", może wybierać, chodzi o pokazanie "analogii" intencji jakie kierują różnymi zachowaniami;>

Tomasz Makrela - 2011-11-12, 17:46

Krowa napisał/a:
No to jak żona pójdzie do teściowej i powie, żeby mu tego obiadu teściowa nie robiła, to będzie mu normalnie przykro


O jakieś 1000 razy mniej, niż byłoby przykro świnkom, które by w przeciwnym wypadku zjadł. Po jednej stronie mamy kulinarny kaprys męża, a po drugiej najbardziej żywotne interesy zwierząt. Ogromu tej dysproporcji nie jest w stanie usprawiedliwić żadna rozsądna teoria etyczna, a tylko zachodni antropocentryzm, przesiąknięty myśleniem magicznym otrzymanym w spuściźnie po chrześcijaństwie.

Wegetarianin ma sobaczy obowiązek nawracać innych, tak jak miałby obowiązek odwodzić społeczeństwo od organizowania walk kundli czy corridy, gdyby przyszło mu się urodzić w kulturze aprobującej te procedery. Wszystkie te bowiem przejawy gatunkowizmu nie różnią się co do istoty, a różnice w odbiorze wynikają tylko z odmiennych skal zjawiska. Zarówno jednak wciąganie schabowych, szczucie na siebie psich berserków i żganie byków szpadą - to wszystko przeciwstawianie trywialnych zachcianek ludzkich najistotniejszym interesom zwierząt. Jeśli mamy możliwość małym nakładem sił skierować kogoś na właściwą ścieżkę - jak jest w przypadku Yuki - to grzechem byłoby zaniechać prób w imię własnego wygodnictwa. Gra jest bowiem warta nie świeczki, tylko tysiąca pieprzonych kandelabrów.

yuka66 - 2011-11-12, 18:42

Tomasz, zawsze czytalam twoje posty z przyjemnoscia, bo uwazalam cie za inteligentnego czlowieka, tym bardziej twoj post o 5-letnich dziewczynkach mnie zaszokowal, ale nie mam zamiaru znizac sie do dyskusji na tym poziomie, dlatego nie zareagowalam.
Co do, jak piszesz, mojej mozliwosci, zeby małym nakładem sił skierować kogoś na właściwą ścieżkę, to powiem ci tyle, ze nie wiesz jaka mam sytuacje, nie wiesz czy probowalam naklonic meza, a od razu wyciagasz wniosek, ze nie probowalam, bo mi tak wygodniej.
Nie zawsze da sie dojsc z A do B najkrotsza droga.

Tomasz Makrela - 2011-11-12, 19:04

Nie twierdzę, że nie próbowałaś. Chyba nawet kiedyś napisałaś na forum, że starałaś się go przekonać. Zgadzam się jednak co do tego, że nie wiem, jak dokładnie wygląda u ciebie sytuacja i założenie, iż ubezmięsnienie męża jest prostą sprawą, wyjąłem z dupy. Ale to nie złośliwie, po prostu jakoś tak sobie ubzdurałem. Myślenie życzeniowe zapewne się włączyło. Przepraszam.

Pozdrawiam i życzę sukcesów w nawracaniu.

taffit - 2011-11-12, 23:51

Tomasz Makrela napisał/a:
Wegetarianin ma sobaczy obowiązek nawracać innych


Nie każdy musi być, nie każdy ma predyspozycje, nie każdy ma siły by być kapłanem Wielkiego Soji. Niektórzy są po prostu wyznawcami i jest to wg mojej opinii duży wkład w polepszanie świata. I nie chodzi tu kilogramy niezjedzonego mięsa, ale o tworzenie widocznej zbiorowości i pokazywanie własnym przykładem Dobrej Nowiny.

Krowa - 2011-11-12, 23:56

No co Ty?! Jak jesteś katolikiem to musisz być moherem, jak kibicujesz Cracovi to pewnie zaszlachtowałeś w krzakach jakiegoś wiślaka a jak jesteś wege to musisz pokazać cycki na akcji PETY! Nie wiedziałeś o tym? :roll:
Tomasz Makrela - 2011-11-13, 12:30

taffit napisał/a:
Nie każdy musi być


No jasne, że nie musi. Tak jak abolicjonista nie musiał 300 lat temu walczyć z rasizmem. Niemniej bezczynne przyglądanie się, jak okręty wypchane po brzegi czarnuchami dobijają do brzegów i wysypują się z nich na przemian zgniłe trupy i przyszli zbieracze bawełny - jest raczej średnie. Sumienie uspokojone faktem, że przestało się wspierać zło czynnie, jest sumieniem etycznego minimalisty. Nie ma bowiem ogromu różnicy pomiędzy działaniem a zaniechaniem. Jeśli przejdę się obok fontanny, w której topi się niemowlę i nie pomogę mu, by nie zniszczyć sobie butów - to będę odpowiedzialny za jego śmierć. Analogiczna sytuacja z wegetarianinem, który może pomóc zwierzętom podobnym nakładem kosztów, ale nie rusza tyłka, bo to przecież nie on morduje - więc jest czyściutki jak łza.

Krowa napisał/a:
No co Ty?! Jak jesteś katolikiem to musisz być moherem, jak kibicujesz Cracovi to pewnie zaszlachtowałeś w krzakach jakiegoś wiślaka a jak jesteś wege to musisz pokazać cycki na akcji PETY! Nie wiedziałeś o tym?


Zero-jedynkowe myślenie to fajna rzecz w przypadku komputera, ale z dyskutanta czyni trolla gorszego sortu.

pawel - 2011-11-13, 13:01

Tomasz Makrela napisał/a:


No jasne, że nie musi.


To mow wprast ze uwazasz ze musi:() Po co ta sciema. Zeby byc wegetarjaniem musisz nawracac innych i juz. MUSISZ. - taka zasada.


Tomasz Makrela napisał/a:

Zero-jedynkowe myślenie to fajna rzecz w przypadku komputera, ale z dyskutanta czyni trolla gorszego sortu.


Swoja droga Ty jednak lubisz dowalac. Krowa dala dobry argumnt i w tym prznajmij wyadku nie jest gorszego sortu. Pozatym nie obaliles czmu? Nio i czy te myslni 0-1 nie kojarzy cie sie z kims innym w tym temacie? hehe

ps.Dziwne ze An cie nie atakuje chyba cie lubi./

Tomasz Makrela - 2011-11-13, 13:40

an napisał/a:
Dziwne ze An cie nie atakuje chyba cie lubi.


No widzisz, sprzątnąłem ci najlepszy towar sprzed nosa. I kto jest gość?

taffit - 2011-11-13, 13:40

Tomasz Makrela napisał/a:
bezczynne przyglądanie się, jak okręty wypchane po brzegi czarnuchami dobijają do brzegów i wysypują się z nich na przemian zgniłe trupy i przyszli zbieracze bawełny - jest raczej średnie.


Oddanie wolności własnym niewolnikom i zapewnienie im warunków do "jako takiego" funkcjonowania w społeczeństwie to już mógł być rewolucyjny krok.

Każde kolejne dodatkowe działanie to oczywiście wielki wkład, ale nie na zasadzie obowiązku czy przymusu. Nie wszyscy mają siłę co dzień walczyć ze złem całego świata. Zdarzają się takie jednostki i chylę przed nimi czoła, ale to nie jest droga dla każdego.

Gdybym usilnie miał porównywać każdego mięsojada do powiedzmy pedofila, to prędzej czy później wypadłbym na margines społeczeństwa, w którym przyszło mi uczyć się, pracować i ogólnie żyć. Nikt nie nie chciałby współpracować z osobą, która nachalnie (bo przecież ma taki psi obowiązek) codziennie wytykałaby mu "grzechy zwierzobójstwa".

Są takie etapy w życiu, kiedy czuje się większą potrzebę zmiany świata. Niektórzy mają tak przez całe życie, inni w momencie spotkania z wielką etyczną ideą, inni raz na jakiś czas, gdy poczują taką potrzebę.

Nie ma co wszystkich oceniać własną miarą.

Tomasz Makrela - 2011-11-13, 13:50

taffit napisał/a:
Nie wszyscy mają siłę co dzień walczyć ze złem całego świata


Stawiasz chochoły na krowią modłę. Łatwo jest włożyć oponentowi w usta coś, czego nie powiedział i zacząć to zbijać - ale z rzetelnością nie ma to wiele wspólnego.

Nigdzie nie pisałem o tym, że trzeba codziennie walczyć.

taffit napisał/a:
Gdybym usilnie miał porównywać każdego mięsojada do powiedzmy pedofila, to prędzej czy później wypadłbym na margines społeczeństwa, w którym przyszło mi uczyć się, pracować i ogólnie żyć. Nikt nie nie chciałby współpracować z osobą, która nachalnie (bo przecież ma taki psi obowiązek) codziennie wytykałaby mu "grzechy zwierzobójstwa".


Kolejne chochoły do kolekcji. Nigdy, przenigdy nie pisałem o żadnej nachalności w nawracaniu. Przeciwnie, zawsze zalecam kulturę.

Polemizujesz nie ze mną, ale z urojonym Makrelą, który smaga batogiem po plerach każdego, kto nie wyrobi dziennej dniówki w nawracaniu i nie wykaże się niezbędną dozą nachalności podczas tegoż.

Po co?

leaf. - 2011-11-13, 13:54

Ja się przyznam, że w prawdziwym życiu nikogo nie nawracam. Oczywiście chętnie opowiadam, nawet niepytana i osobę zainteresowaną nakierowuję jak mogę. Ale nie będę zmuszać. Dietę traktuję jako coś osobistego, wynikającego z przekonań. Trochę jak religię - jeśli ktoś by mi wmawiał, że Bóg istnieje i że pójdę do piekła, kiedy jestem zdeklarowaną ateistką uznałbym, że to nie na miejscu. Nie wszystkich los zwierząt obchodzi i nie musi. Jak inni mi nie wchodzą w paradę z mięsnymi poglądami, ja też im marchewki nie wciskam. Nawet jak czasem bym chciała.

A poza Internetem nie znam żadnych wege ludzi, także szukanie "drugiej połówki" nie jest łatwe :lol:

pawel - 2011-11-13, 13:57

taffit napisał/a:
Nie wszyscy mają siłę co dzień walczyć ze złem całego świata. Zdarzają się takie jednostki i chylę przed nimi czoła, ale to nie jest droga dla każdego.ą.


generalnie my wybieramy sobie rodzaj walki i stopien. Np ktos jest wegetajaninem a ktos inny pomaga bezdomnym, a ktos inny dziciom w Afryce. Kazda z tych grup mogby powiedziec ze "jesli nie pomagasz mi to jestes beznadzijny" I tak wlasnie jest. Obroncu dzici nie poczetych walcza z innymi a ci co bronia np; przed handem ludzmi uwazja ...


taffit napisał/a:


Są takie etapy w życiu, kiedy czuje się większą potrzebę zmiany świata. Niektórzy mają tak przez całe życie, inni w momencie spotkania z wielką etyczną ideą, inni raz na jakiś czas, gdy poczują taką potrzebę.

.


To czas pokaze. Maklera jest jeszcze mlody. Moze mu z wiekiem przejdzie. Zoabczymy. POzatym narazie to widze jego aktywnosc glownie wyzwajac wegetarjan.

Tomasz Makrela napisał/a:
Nigdy, przenigdy nie pisałem o żadnej nachalności w nawracaniu. [/b]Przeciwnie, zawsze zalecam kulturę.


Jakie masz efekty? Ilu masz wegan na koncie?P) Rozumiem ze najwiecej nawraca sie naukowcow bo sa najbardziej liogiczni i ty tez jestes?

Tomasz Makrela napisał/a:


No widzisz, sprzątnąłem ci najlepszy towar sprzed nosa. I kto jest gość?


hehe. ty ty...Ale chdzilo mi o cos w rodzju obiektywnsci. I powiedzialem to nie dla swojej satysfakcji tylko z mego przekonania by komus pomoc.

taffit - 2011-11-13, 14:03

Tomasz Makrela napisał/a:
Polemizujesz nie ze mną, ale z urojonym Makrelą, który smaga batogiem po plerach każdego, kto nie wyrobi dziennej dniówki w nawracaniu i nie wykaże się niezbędną dozą nachalności podczas tegoż.


Takie mam odczucie czytając niektóre Twoje wypowiedzi. Być może zbyt subiektywne. Różnego typu dość niesmaczne seksualne analogie, sobacze obowiązki i tego typu zabarwienia wypowiedzi, kierują właśnie na takie tory rozumowania.

pawel - 2011-11-13, 14:09

Odbieramy ludzi tak jak sie preztuja.
Tomasz Makrela - 2011-11-13, 14:12

leaf. napisał/a:
Ja się przyznam, że w prawdziwym życiu nikogo nie nawracam


Wszystko jest kwestią wyczucia. Jeśli nie nawracasz sąsiadów czy koleżanek, z którymi gadasz raz na ruski miesiąc, to robisz dobrze, bo odniosłoby to skutek odwrotny od zamierzonego. Jeśli jednak masz bliskie przyjaciółki, z którymi możesz pogadać o wszystkim i się nie obrażą - jeśli masz chłopaka i rodziców, z którymi utrzymujesz dobry kontakt - to raczej powinnaś zainicjować temat. Z twojej strony to - myślę - żaden dyskomfort, z ich także, do stracenia w zasadzie nic, a do zyskania wiele.

leaf. napisał/a:
Dietę traktuję jako coś osobistego, wynikającego z przekonań. Trochę jak religię - jeśli ktoś by mi wmawiał, że Bóg istnieje i że pójdę do piekła, kiedy jestem zdeklarowaną ateistką uznałbym, że to nie na miejscu.


Niestety, kiepskie porównanie. Mięsożerstwo czyni realne krzywdy, ateizm urojone, ewentualnie mocno wątpliwe. Mięsożerstwo czyni krzywdy osobom trzecim, ateizm sobie samemu (jeśli w ogóle) - a siebie samego można krzywdzić do woli, innych - nie bardzo.

Proponuję trafniejsze porównanie, takie, w którym zmienia się tylko jedna zmienna - gatunek ofiar. Czy murzynożerstwo jest prywatną sprawą każdego?

leaf. napisał/a:
Nie wszystkich los zwierząt obchodzi i nie musi.


Czemu? I czy wszystkich musi obchodzić los Murzynów? Jeśli tak, to czemu?

taffit napisał/a:

Takie mam odczucie czytając niektóre Twoje wypowiedzi. Być może zbyt subiektywne. Różnego typu dość niesmaczne seksualne analogie, sobacze obowiązki i tego typu zabarwienia wypowiedzi, kierują właśnie na takie tory rozumowania.


Rozumiem, ale nie dajmy się zwieść formie. O taktownym nawracaniu pisałem nieraz, choćby w tym wątku. Cytaty:

Tomasz Makrela napisał/a:

Dalej - żadnego chamstwa! I tak jesteśmy uważani za paranoicznych sekciarzy, więc każda nadmierna złośliwość zostanie odczytana jako potwierdzenie tegoż stereotypu. "No właśnie, tak jak myślałem - ci wegetarianie to faszyści, którzy tylko chcą się dobrać do naszych talerzy".


Tomasz Makrela napisał/a:
No widzisz. Zatem bierz się za nawracanko. Uwaga: nawracanie nie oznacza wytykania znajomym, że jedzą trupy. Najskuteczniejsze jest wchodzenie na fora i rzeczowa dyskusja. Przedstawianie faktów na temat zdrowotnych właściwości wegetarianizmu i etyki. To całkiem przyjemna robota, nierzadko rozwijająca szare komórki.

pawel - 2011-11-13, 14:22

jak ci idzie nie napsiales.

ps.
Tomasz Makrela napisał/a:

Niestety, kiepskie porównanie. Mięsożerstwo czyni realne krzywdy, religia urojone, ewentualnie mocno wątpliwe. ]


Z punktu widznia np Gleboko wierzacego katolika dobre porwonanie, a nawet zle. Np; gdyby ludzie byli naprawde geboko wierzcymi katoikami nie bylo by glodnych bo wsztsy by pomagali innym. Nie bylo by aborcji - wiec krzwdznia innych. Nie bylo by AIDIS bo wsztsy by byli wierni w malzestwie. Nie bylo by wojen. Nie bylo by moze nawet kto wie miesozerstwa gdy pojsc za Sw. Franciszkiem.

Mowiac inaczej, jesli Katolik mysli ze podazanie za ta nauka, da wsztskim szczescie milosc, zbawianie a brak podazania da - wojny, nienawiesc, choroby, rozwody- to chyab jednak pownni nawracac? Nawet na sile?

jesli idziesz i widzisz ze ktos sie topi to ratujesz? Jesli masz szczepionke na jakas chorbe ktra szaleje to dajessz? Dla kotolikow szczpionka jest "Jezus".

taffit - 2011-11-13, 14:34

Tomasz Makrela napisał/a:
żadnego chamstwa!


Trzymajmy się tego też tutaj względem siebie nawzajem i będzie spoko ;)

Tomasz Makrela - 2011-11-13, 15:18

pawel napisał/a:
jak ci idzie nie napsiales.


Wściubianie zagilonego nochala w prywatne życie nosi niechlubne miano argumentum ad hominem i nie ma żadnej wagi merytorycznej, tak jak nie ma jej pytanie A ksiądz to niby nie wali kapucyna?! wyrzygane podczas dyskusji na temat etyczności masturbacji.

pawel napisał/a:
gdyby ludzie byli naprawde geboko wierzcymi katoikami nie bylo by glodnych bo wsztsy by pomagali innym.


Papież i biskupi to ateiści?

pawel napisał/a:
Nie bylo by AIDIS bo wsztsy by byli wierni w malzestwie.


Kruca bomba, a ja myślałem, że w walce z AIDS najbardziej pomaga zgoła niekatolickie używanie prezerwatyw i szerzenie dobrej nowiny to woda na młyn poczciwego hifa.

Co do reszty - różnica polega na tym, że ateizm nie implikuje skrobania płodów, rozwodów itd. Można być ateistą, a nie skrobać. Mięsożerstwo jednak z definicji implikuje krzywdzenie zwierząt. Dlatego jeśli się nie chce krzywdzenia zwierząt, to trzeba szerzyć weganizm. Ale jeśli się nie chce łyżeczkowania zygot, to nie trzeba rozdawać krucyfiksów.

Jeśli jakiś hindus jest przeciwko jedzeniu zwierząt, to nie musi szerzyć hinduizmu. Wystarczy szerzenie wegetarianizmu. I jeśli jakiś katol jest przeciwko aborcji, to nie musi szerzyć katolizmu. Wystarczy szerzenie antyaborcjonizmu.

Absolutnie nie mam nic przeciwko temu, żeby jakiś katol głosił antyaborcjonizm w takiej formie, w jakiej ja chcę, aby głoszono weganizm.

[ Dodano: 2011-11-13, 16:32 ]
Tomasz Makrela napisał/a:
który smaga batogiem po plerach każdego, kto nie wyrobi dziennej dniówki w nawracaniu


O kurna :oops:

pawel - 2011-11-13, 22:26

Tomasz Makrela napisał/a:


Wściubianie zagilonego nochala w prywatne życie nosi niechlubne miano argumentum ad hominem i nie ma żadnej wagi merytorycznej, tak jak nie ma jej pytanie A ksiądz to niby nie wali kapucyna?! wyrzygane podczas dyskusji na temat etyczności masturbacji.



Po raz. Sugerujesz ze mam zagilonego nohala:)? Jesli jestes choc troszke obiktwny to wlasnie to by bylo chyba argumntum ad hominem? Swoja droga Suchenuacher uzwal czamsi tego arguntu by sprbwac zderewowac przecwnika, jesli to sie powiedzie przecwnik czasmi sam odpada.

W tym przypadu spoj na swoj post, Jest wlasnei prba zejsca z mertyrcznej dyskuji na jakies obrazenie. O Ile mozna kogos nazwac glupcem np czytajac jego posty (badnie) o tyle nochal to bysmy musili pogadac na skajpie hehe. A dzikuje... Co do zas samego pytania. ma sens. gdyz dotyczy sposobu (znaleznia) najlepszego na nauczanie. Znam np dziczne ktora nawrcila kilkadzisiat osob na weregjanizm ( W tym obecnie wsztskich swoich sasiadow z tego samego domu, wlacznie z wlascielem) Wiem jak ona to robi i chcailemn porwnac z twoimi efektami.

Tomasz Makrela napisał/a:



Papież i biskupi to ateiści?.


Zalezy od definicji.


Tomasz Makrela napisał/a:

Kruca bomba, a ja myślałem, że w walce z AIDS najbardziej pomaga zgoła niekatolickie używanie prezerwatyw i szerzenie dobrej nowiny to woda na młyn poczciwego hifa.s:


Temat o tym jest gdzie indziej. Nie chodzilo tutaj jednak o Twoja opinie ale o opinie Katolikow. I powdy dla ktorych moga chciec szerzc swoaj wiare. Jesli uwazaja ze dzieki wiernsci malzeskiej nie bedzie wiecej HIV to maja prawo tak uwazac. A twoje zdanie jest bardzo wazne ze ojjjj, tak wazne. Niemniej nijak sie ma do tego przkadu co oni uwazja. Dzikuje

PS Pierszy akapit. Nie dasz rady naprawde pisac merytrcznie bez jakeis wstawkio gwatach itp?

Surri - 2011-11-14, 07:20

Panowie
Po raz kolejny


Rozmowy kontrolowane!
Znaleziono zagrożenie offtopikiem!
Proszę ewakuować się do tematu dyskusji!



Pawle, zlituj się i popraw pisownie, bo nie twarzowo Ci z paskiem.

ayla - 2011-12-09, 19:31

Tomaszu, masz rację z tym nawracaniem. Nawracam więc jak mogę ;)
Mój mężczyzna jest niereformowalny i mięsa raczej jeść nie przestanie (choć i tak je teraz chyba jedną czwartą tego co jadł wcześniej), ale uważam, że zrobił i tak duże postępy - kupuje jaja zerówki, mleko eko etc., ostatnio nawet rozsmakował się w mleku owsianym i ryżowym! Może dla niektórych to nic nie znaczy, ale ja uważam, że lepszy mały krok do przodu niż żaden. Obiady gotuję ja, więc są wegańskie do tego on sobie smaży zwykle kawałek drobiu albo dziczyzny, którą sam upoluje i cześć. Lunche dostaje wegetariańskie i je lubi. Nie mogę wymagać od niego, że stanie się weganinem. Zachwalam i namawiam, ale nie mogę żądać. Mogę się nie zgadzać z jego stylem życia, ale nie mogę go zanegować, muszę szanować. Bo to jego wybór. Tak samo jak on szanuje mój weganizm.

Tomasz Makrela - 2011-12-10, 06:25

E, no moim zdaniem nie musisz szanować. Czemu niby szanować czyjś kaprysik zabijania i maltretowania zwierząt? (W przypadku mięsożerstwa - pośredniego.) Czy musimy szanować faceta, który organizuje walki psów? Albo torreadora? Albo gwałciciela ratlerków?

No więc nie zgadzam się z tym obowiązkiem szanowania, ale szalenie podoba mi się twój zapał misjonarski i życzyłbym sobie, aby inni brali z ciebie przykład.

floricienta - 2011-12-10, 07:44

Wydaje mi się, że postawa ayli jest optymalna, lepiej próbować kogoś przekonać małymi kroczkami niż skutecznie zniechęcić byciem despotą. Szczególnie, że jej partner nie próbuje wybić jej z głowy weganizmu. Przekonywanie go na siłę na nic dobrego by się nie zdało, wręcz przeciwnie - zaszkodziłoby to ich relacjom. Poza tym, nie wyobrażam sobie związku z kimś, kto mnie nie szanuje, chyba to normalne?
Tomasz Makrela - 2011-12-10, 08:15

Wydaje mi się, że ze mną polemizujesz; może niesłusznie. W każdym razie ja się zgadzam z tym, że metoda małych kroczków jest dobra. Kwestionuję tylko stwierdzenie, że koniecznie musimy szanować mięsożerne poglądy partnera. Nie musimy. Myślę nawet, że nie powinniśmy. Jednak brak szacunku do określonego poglądu nie implikuje nieszanowania całej osoby.

W poprzednim poście napisałem: Czy musimy szanować faceta, który organizuje walki psów? Albo torreadora? Albo gwałciciela ratlerków? - co mogło trochę zamącić przekaz; powinienem był zapytać następująco: Czy musimy szanować poglądy faceta (...)? Wtedy byłoby jasne, że nie namawiam do nieszanowania kogoś jako osoby.

floricienta - 2011-12-10, 16:56

Tomasz Makrela napisał/a:
Jednak brak szacunku do określonego poglądu nie implikuje nieszanowania całej osoby.


Jasne, tylko że nie mówimy o jakimś tam poglądzie, ale o całym stylu życia. Dana osoba musi mieć wewnętrzne przekonanie o konieczności zmiany (oczywiście można ją do tego delikatnie popchnąć). Jeśli np. wyśmiewasz albo jawnie lekceważysz partnera w tak ważnej kwestii, to dajesz mu brutalnie do zrozumienia, że nie akceptujesz go takim, jaki jest. Co za tym idzie, może on to zrozumieć tak, że jeśli Ci się nie podporządkuje, nie ma mowy o związku. To skutecznie ochłodzi wasze stosunki, a powodów do kłótni też nie zabraknie. Wtedy jeśli partnerowi na Tobie zależy, przejdzie na wegetarianizm, nie będąc przekonanym o słuszności swojej decyzji, tylko po to, by Cię nie stracić.
Prawdopodobnie będzie tylko udawać zmianę poglądów, a ukradkiem pałaszować mięcho. Chyba nie o taki skutek chodziło?

light sensitive - 2011-12-10, 19:49

zyj i pozwol zyc innym
Tomasz Makrela - 2011-12-10, 20:31

floricienta

No fajnie, tylko znowu - nieszanowanie danego stylu życia nie implikuje naśmiewania się czy lekceważenia. Daleko mi do uszanowania mięsożerstwa rodziców, brzydzę się nim. Czy jednak zmieniłem wobec nich zachowanie? Nie.

Chodzi po prostu o to, by w źle rozumianej tolerancji nie zaakceptować plugastwa.

Dziękuję, koniec tematu.

ayla - 2011-12-11, 04:09

Masz dużo racji, Tomaszu. Nie jestem jednak pewna, czy mnie dobrze zrozumiałeś.

Nie utożsamiam szacunku z poparciem. Pisząc "muszę szanować" nie miałam na myśli "lubię, akceptuję", raczej "nie manifestuję niechęci w sposób drastyczny." Cóż, możliwe iż czasem wyrażam się dość nieprecyzyjnie.

Oczywiście, że nie podoba mi się mięsożerstwo mojego mężczyzny i wolałabym by przestał jeść mięso i polować, nie mogę go jednak zmusić do tego. Jeśli to nastąpi to drogą ewolucji, nie rewolucji. Cieszę się tym, co już osiągnęłam i próbuję osiągnąć więcej. Nie wiem, czy uda mi się dopełnić dzieła (on weganin), boję się, że nie, ale nawet jeśli nie, nie odejdę od niego, ani nie zaszantażuję odejściem, bo takie zachowania uważam za skrajnie głupie.

leaf. - 2011-12-11, 10:19

light sensitive napisał/a:
zyj i pozwol zyc innym


Tylko komu - zwierzętom czy partnerowi? :lol:

Ciężko byłoby zwalczać wszystkich mięsożerców albo ich nie akceptować, no bo w końcu "wyznawcy" roślinnego odżywiania to nadal mniejszość.

light sensitive - 2011-12-11, 11:30

wlasnie mialo byc tak dwuznacznie.

Niemniej - sa wazniejsze, decydujace sprawy w zwiazku od diety.

Tomasz Makrela - 2011-12-11, 12:22

ayla napisał/a:
Nie utożsamiam szacunku z poparciem. Pisząc "muszę szanować" nie miałam na myśli "lubię, akceptuję", raczej "nie manifestuję niechęci w sposób drastyczny." Cóż, możliwe iż czasem wyrażam się dość nieprecyzyjnie.


Teraz wszystko gra.

ayla napisał/a:
Nie wiem, czy uda mi się dopełnić dzieła (on weganin), boję się, że nie, ale nawet jeśli nie, nie odejdę od niego, ani nie zaszantażuję odejściem, bo takie zachowania uważam za skrajnie głupie.


Szantaż mógłby zniweczyć to, co na razie udało ci się osiągnąć. Kroplowe drążenie skały to najlepsze, co możesz zrobić.

Lawenda - 2011-12-11, 13:32

light sensitive napisał/a:
Niemniej - sa wazniejsze, decydujace sprawy w zwiazku od diety.


zgadzam się całkowicie.

Tomasz Makrela - 2011-12-11, 14:21

Dokładnie. I dlatego żenują mnie te fanatyczki, które nie związałyby się Hannibalem Lecterem. Ludzie, żyjcie i dajcie żyć innym. Dieta jest w związku sprawą trzeciorzędną, najważniejsze to dawać kwiatki co rocznicę i opuszczać deskę w kiblu.

( ;) )

Lawenda - 2011-12-11, 14:35

Tomasz Makrela napisał/a:
Dokładnie. I dlatego żenują mnie te dietetyczne fanatyczki, które nie związałyby się Hannibalem Lecterem. Ludzie, żyjcie i dajcie żyć innym. Przecież najważniejsze to być uprzejmym ;)


Bez ironii poproszę. ;) Wiadomo, że kwestia światopoglądu, a więc również diety, nie jest bez znaczenia. Najważniejsze jednak, żeby partner był otwarty na poglądy odmienne od swoich i rozgarnięty na tyle, żeby umieć rozważać, ewoluować. Poza dietą (a pamiętajmy, że jedzenie mięsa często [zazwyczaj?] wynika z nieświadomości, wychowania, środowiska i po prostu trzeba w jakiś sposób dojść do otwarcia oczu) istnieje milion innych, bardzo ważnych rzeczy.

Panu, który się przy każdej możliwej okazji nabija z mojej pizzy bez sera i stanowczemu 'nie' wyjściom do Mc'a bez krzty zrozumienia, tak samo jak Hannibalowi, od razu bym podziękowała. :P

zarin - 2011-12-11, 15:32

W sumie jedzenie mięsa jest jedyną ważną różnicą światopoglądową, którą byłabym w stanie zaakceptować u partnera. Ale mocno niechętnie.
Tomasz Makrela - 2011-12-11, 15:48

U mnie tak - laska może sobie jeść, co chce, ale do pewnego czasu. Jeśli jednak dyskusje ze mną nie skruszą jej mięsożerstwa, to jej powiem "pa, pa" jako osobie pozbawionej empatii. I prawdopodobnie głupiej, bo uważam, że argumenty na rzecz weganizmu są tak silne, że obstawanie przy tradycyjnej diecie można tłumaczyć tylko konformizmem myślowym albo myśleniem magicznym.
light sensitive - 2011-12-11, 15:50

Tomasz Makrela napisał/a:
prawdopodobnie tępej

nie uwazam ludzi jedzacych mieso i ludzi ktorzy nie chca mi sie podporzadkowac za tepych.

Tomasz Makrela - 2011-12-11, 15:52

Jeszcze zanim zobaczyłem twoją odpowiedź, to zmieniłem "tępego" na "głupiego", bo tępy zbyt mocno kojarzy się z IQ.
floricienta - 2011-12-11, 19:21

Tomasz Makrela napisał/a:
I prawdopodobnie głupiej, bo uważam, że argumenty na rzecz weganizmu są tak silne, że obstawanie przy tradycyjnej diecie można tłumaczyć tylko konformizmem myślowym albo myśleniem magicznym.


Dokładnie, uważasz, więc jest to Twoja subiektywna opinia - nie każdy musi się zgadzać z Twoim spojrzeniem na weganizm, co nie czyni takiej osoby głupią. Jak sam napisałeś, może to świadczyć o braku empatii, niekoniecznie o głupocie. Idąc Twoim tokiem rozumowania, lakto/owowegetarianina też nazwałbyś głupim?

Tomasz Makrela - 2011-12-11, 19:58

floricienta napisał/a:
Dokładnie, uważasz, więc jest to Twoja subiektywna opinia


No coś ty?

floricienta napisał/a:
Idąc Twoim tokiem rozumowania, lakto/owowegetarianina też nazwałbyś głupim?


Ale ja nigdzie nie pisałem, że mięsożercy są głupi. Kolejne urojonko? Napisałem, że głupia byłaby osoba, która po licznych dyskusjach ze mną (albo po przeczytaniu "Wyzwolenia zwierząt"; w każdym razie po zaznajomieniu się z filozofią weganizmu) nadal trwałaby w mięsożerstwie. Głupia - albo zła, tj. świadomie czyniąca wielkie zło z własnej wygody.

Uważam, że każdy, kto poznawszy filozofię praw zwierząt, nie odrzucił gatunkowizmu - jest głupkiem, podobnie jak jest nim każdy, kto po zaznajomieniu się z filozofią feminizmu czy abolicjonizmu, pozostaje seksistą/rasistą.

Wynika stąd, że można być weganinem, a jednak głupkiem - jeśli praktykuje się weganizm z pobudek pozaetycznych i mimo znajomości argumentów Singera, wierzy w jakiś siermiężny antropocentryzm. Można też wciągać golonkę za golonką, a głupkiem nie być - gdy nigdy się nie dotknęło filozofii praw zwierząt i trwa się w moralnej śpiączce, posiadając wszelako mózg, który odrzuciłby gatunkowizm po poznaniu krytyki tegoż.

light sensitive - 2011-12-11, 20:02

Tomasz Makrela napisał/a:
to zmieniłem "tępego" na "głupiego"

Doceniam intencje. :kiss2:
Ale oba mi sie kojarza z IQ.
Osobiscie nie czuje sie ani lepsza, ani madrzejsza, ani wrazliwsza od ludzi ktorzy jedza miesą, ani tez gorsza od ludzi ktorzy nie jedza miodu i sera.
Dopoki partner nie bedzie we mnie wpychal kotleta i uszanuje, ze nie jem i nie gotuje miesa to jestem w stanie zaakceptowac jego nawyki zywieniowe.

Tomasz Makrela - 2011-12-11, 20:05

A ja się czuję lepszy i mądrzejszy :kiss2:
light sensitive - 2011-12-11, 20:07

zauwazylam i wspolczuje.
:kiss2:

zarin - 2011-12-12, 00:01

Ja też bym liczyła, że człowiek się zreformuje, może nie na zasadzie "odstawiasz mięso albo do widzenia", ale jednak dobra presja nie jest zła.
floricienta - 2011-12-12, 08:43

Tomasz Makrela napisał/a:
Ale ja nigdzie nie pisałem, że mięsożercy są głupi. Napisałem, że głupia byłaby osoba, która po licznych dyskusjach ze mną (albo po przeczytaniu "Wyzwolenia zwierząt"; w każdym razie po zaznajomieniu się z filozofią weganizmu) nadal trwałaby w mięsożerstwie.


Taka osoba dalej jest mięsożercą, więc tak, uważasz, że mięsożercy są głupi, ale tylko ci, którzy mają pojęcie o weganizmie. Chciałam tylko, żebyś doprecyzował swoją myśl.


Tomasz Makrela napisał/a:
No coś ty?


Chciałam tylko zaznaczyć, że raczej jesteś w tej sprawie odosobniony. Nie musisz się od razu spinać peace

Tomasz Makrela napisał/a:
Kolejne urojonko?


Nie mam żadnych urojeń, za to zdaje się, że nie wiesz co to pojęcie oznacza. Nie traktuj wszystkiego jak personalny atak na Ciebie, próbowałam się tylko dowiedzieć, jak wygląda ten Twój sposób małych kroczków przy jednoczesnym braku poszanowania dla mięsożerstwa drugiej osoby.

Tomasz Makrela napisał/a:
A ja się czuję lepszy i mądrzejszy

Kim jesteś, żeby się wywyższać nad innymi? To nie Tobie oceniać, kto jakim jest człowiekiem, przynajmniej nie wyłącznie przez pryzmat diety. Uważasz, że masz takie prawo? Najpierw spójrz na siebie i pomyśl, co możesz zrobić, żeby samemu stać się lepszym człowiekiem. Jeśli uznasz, że nic (biorąc pod uwagę ton Twoich wypowiedzi), to gratuluję. Bardziej niż Tobie współczuję osobom w Twoim otoczeniu.

Tomasz Makrela - 2011-12-12, 10:07

floricienta napisał/a:
Chciałam tylko zaznaczyć, że raczej jesteś w tej sprawie odosobniony


Ktoś musi nosić brzemię Kopernika.

floricienta napisał/a:
Nie musisz się od razu spinać


Jeśli subtelną ironię poczytujesz za świadectwo spięcia pośladów, to bałbym się podać ci rękę na powitanie, bo jeszcze byś mnie oskarżyła o próbę bestialskiego gwałtu zwieńczonego pożarciem ofiary.

floricienta napisał/a:
próbowałam się tylko dowiedzieć, jak wygląda ten Twój sposób małych kroczków przy jednoczesnym braku poszanowania dla mięsożerstwa drugiej osoby.


Taktykę nawracania dobiera się indywidualnie. W przypadku rodzica mogą to być subtelne napomknięcia a propos jajek trójek, potem a propos jajek dwójek - aż w końcu a propos jajek w ogóle. Do tego podrzucanie raz na tydzień artykuliku o szkodliwości nadmiaru mięsa i wszczynanie od czasu do czasu dyskuciątek na temat moralnego aspektu mięsożerstwa.
W przypadku partnera-masochisty mogą to być obietnice sprawienia cierpieniorozkoszy w zamian za określoną dawkę mięsnej abstynencji. Na przykład klaps za dzień bez mięsa, fanga za tydzień, wyrwanie paznokci za miesiąc, wydłubanie oczu łyżeczką za kwartał, zmiażdżenie młotkiem jąder za rok, puszczenie albumu Dody za dekadę.

floricienta napisał/a:
za to zdaje się, że nie wiesz co to pojęcie oznacza


A wcale że, bo nie.

floricienta napisał/a:
Nie traktuj wszystkiego jak personalny atak na Ciebie


Urojonko do kolekcji.

floricienta napisał/a:
Kim jesteś, żeby się wywyższać nad innymi?


Cholernie wysokim kolesiem.

floricienta napisał/a:
To nie Tobie oceniać, kto jakim jest człowiekiem


Pardon; nie wiedziałem, że prawo oceniania innych jest na licencję. Myślałem, że wszyscy mogą swobodnie wartościować drugiego człowieka, a tu się okazuje, że każdy, kto potępia mordercę/pedofila/gwałciciela - hołduje prawu kaduka.

floricienta napisał/a:
przynajmniej nie wyłącznie przez pryzmat diety


Nie ważcie się powiedzieć złego słowa na H. Lectera, bo Floricienta przez łeb zdzieli!

floricienta napisał/a:
Najpierw spójrz na siebie i pomyśl, co możesz zrobić, żeby samemu stać się lepszym człowiekiem


Hm... Nic.



Zauważ, skarbie, że 3/4 twojego posta to płakusianie nad tym, jaki jestem zły. Pisząc ad hominem zmuszasz mnie do odpowiedzi, co odmerytorycznia cały wątek i przemienia dyskusję w podstawówkową awanturkę. Pisz więcej ad rem. Unikanie nierzeczowych wstawek możesz zacząć od wydelejtowania błyskotliwej uwagi, że nie jesteś moim skarbem, którą zaczęłaś pisać z pomarszczoną buzią, gdy tylko ujrzałaś początek tego akapitu.

sincerity - 2011-12-12, 13:24


Rozmowy kontrolowane!
Znaleziono zagrożenie offtopikiem!
Proszę ewakuować się do tematu dyskusji!

Rozmowy kontrolowane!
Wykryto zagrożenie kłótnią!
Prosimy pasażerów o zachowanie spokoju!
i takie tam
Proszę się ogarnąć i rozwiązać problem na prv. Tutaj tylko merytorycznie i bez osobistych przytyków.

madlen - 2012-04-16, 20:55

ja tam z mięsożerności mojego faceta zrobiłam dobry interes. stwierdziłam, że i tak go nie przekonam więc w ramach jego wdzięczności za robienie mu obiadu ze zwłok i faktu, że robię dwa obiady właściwie wyciągnęłam tyle ile mogłam - od teraz ja robię dwa obiady natomiast on robi pranie, zmywa, prasuje, wynosi śmieci, sprząta itp itd :] wiem, że to dość podłe, ale to taka karmiczna kara za jedzenie mięsa, może to go w końcu zniechęci i zacznie jeść jak człowiek, a nie jakiś sęp ;)
lovela5 - 2012-08-07, 14:32

Życie w mięsożercą nie jest jakieś trudne. Ja w domu gotuję tylko wegańskie jedzenie. W lodówce nie ma nic niewegańskiego po za jajkami które przyworzę dla niego od mojej babci. On jada mięso w pracy raz dziennie i raczej tyle. Nie przeszkadza mu zaspecjalnie fakt że w domu nic z mięsa nie zje ponieważ to co gotuje zawsze mu smakuje.

Jednak co wtedy gdy w gre wchodzi ciąża i dziecko. On nie wierzy że weganizm jest jakiś zdrowy a ja tak. Boi się że weganim może jest dobry dla osoby dorosłej ale nie dla dziecka. Ja chcę aby dziecko było weganem a on nie... Co w takiej sytuacji?

Starałam się mu pokazywać wiele różnych informacji na temat weganizmu u małych dzieci i że dopuki się pilnuje aby dziecko jadło dużo różnych wege rzeczy to będzie zdrowe.... Jednak nadal nie jest przekonany.

yuka66 - 2012-08-07, 14:56

No to chyba będzie mu musiał gotować ;)
Hate - 2012-08-07, 15:53

lovela5 napisał/a:
Jednak co wtedy gdy w gre wchodzi ciąża i dziecko. On nie wierzy że weganizm jest jakiś zdrowy a ja tak. Boi się że weganim może jest dobry dla osoby dorosłej ale nie dla dziecka. Ja chcę aby dziecko było weganem a on nie... Co w takiej sytuacji?

Starałam się mu pokazywać wiele różnych informacji na temat weganizmu u małych dzieci i że dopuki się pilnuje aby dziecko jadło dużo różnych wege rzeczy to będzie zdrowe.... Jednak nadal nie jest przekonany.
Czy należy się przejmować tym, że ktoś nie jest przekonany do tego czy ziemia kręci się wokół słońca? Albo do tego czy kupa śmierdzi? Fakt pozostaje faktem. Nauka jest po Twojej stronie.
No ale zawsze możesz iść na kompromis i zrobić z dziecka wegetarianina 8-)

btw; nie przeszkadzają Ci mięsne pocałunki? Albo rybne? I to, że ciało Twojego chopa jest zbudowane z.. no sama wiesz z czego jest zbudowane i na czym wyrosło.

lovela5 - 2012-08-07, 15:57

Hate napisał/a:
lovela5 napisał/a:
Jednak co wtedy gdy w gre wchodzi ciąża i dziecko. On nie wierzy że weganizm jest jakiś zdrowy a ja tak. Boi się że weganim może jest dobry dla osoby dorosłej ale nie dla dziecka. Ja chcę aby dziecko było weganem a on nie... Co w takiej sytuacji?

Starałam się mu pokazywać wiele różnych informacji na temat weganizmu u małych dzieci i że dopuki się pilnuje aby dziecko jadło dużo różnych wege rzeczy to będzie zdrowe.... Jednak nadal nie jest przekonany.
Czy należy się przejmować tym, że ktoś nie jest przekonany do tego czy ziemia kręci się wokół słońca? Albo do tego czy kupa śmierdzi? Fakt pozostaje faktem. Nauka jest po Twojej stronie.
No ale zawsze możesz iść na kompromis i zrobić z dziecka wegetarianina 8-)

btw; nie przeszkadzają Ci mięsne pocałunki? Albo rybne? I to, że ciało Twojego chopa jest zbudowane z.. no sama wiesz z czego jest zbudowane i na czym wyrosło.


mięsne i rybne pocałunki mi przeszkadzają i staram się tego nie robić po jedzeniu heheheh :) )

arahja - 2012-08-09, 20:33

Hate napisał/a:
btw; nie przeszkadzają Ci mięsne pocałunki? Albo rybne? I to, że ciało Twojego chopa jest zbudowane z.. no sama wiesz z czego jest zbudowane i na czym wyrosło.


Kiedy przeszedłeś na wegetarianizm? :> Czy Twoje ciało wyrosło tak całkiem na białku roślinnym, hm?

Hate - 2012-08-11, 19:39

Zamiast "na czym wyrosło" powinienem był napisać "dzięki czemu funkcjonuje".
arahja napisał/a:
Kiedy przeszedłeś na wegetarianizm? :>
Akurat w sierpniu stuka mi 20 lat wege. Podejrzewam, że już jakiś czas temu wypociłem ostatnią wmuszoną łyżkę tranu.
Łysica - 2012-08-11, 19:43

Szufla!
Hate napisał/a:
Akurat w sierpniu stuka mi 20 lat wege

Zatkało mnie :( ,gratuluję :D

Hate - 2012-08-11, 20:27

Normalnie fenx :mrgreen: Ale to wcale nie jest dużo. Są tu ludzie z dużo większym stażem
vanilya - 2012-08-11, 20:29

Hate napisał/a:
Są tu ludzie z dużo większym stażem


O, a kto?

va - 2012-08-11, 20:33

ja w hejciarskim wieku tez bede miala taki staz :d
Krowa - 2012-08-12, 12:15

Ja w hejciarskim wieku będę miała rok więcej, ha!
Hate - 2012-08-12, 12:24

Że ja niby stary jestem?
vanilya napisał/a:
O, a kto?
Mamy Magdę z Krk, która jest od urodzenia wege, a dalej nie pamiętam, ale są 8-)
Krowa - 2012-08-12, 12:42

Hate napisał/a:
Że ja niby stary jestem?


Hmmm...
ale dobrze się trzymasz ;)

magda* - 2012-08-24, 20:34

Hate napisał/a:
Mamy Magdę z Krk, która jest od urodzenia wege, a dalej nie pamiętam, ale są 8-)


om, czyżby to o mnie :oops:
faktiko dzięki rodzicom pobijam, Hate'a o 6 lat stażu :twisted:

A żeby nie było off topu: partner może jeść co mu się żywnie podoba.
Miłość dla mnie polega na akceptacji drugiej osoby taką jaka jest, bez prób zmiany jej na lepszy model. To branie pod uwagę jej zdania i szanowania wyborów choć nasze są czasem inne.

hexehexe - 2012-08-25, 22:06

Cytat:
ja tam z mięsożerności mojego faceta zrobiłam dobry interes. stwierdziłam, że i tak go nie przekonam więc w ramach jego wdzięczności za robienie mu obiadu ze zwłok


dotykasz zwłok? :(
no niby dobry interes... ale ja bym nie dotknęła... ja nawet odmawiam kupienia szynki wiedząc że domownicy i tak to zrobią. Tylko muszą specjalnie wyjść. Ale ja po prostu tak mam, że się do tego nie potrafię dołożyć w najmniejszym nawet stopniu...

Cytat:
btw; nie przeszkadzają Ci mięsne pocałunki? Albo rybne? I to, że ciało Twojego chopa jest zbudowane z.. no sama wiesz z czego jest zbudowane i na czym wyrosło.


:shock: Pocałunki... mi bardzo przeszkadzałyby.
No i jeszcze sperma dla wtajemniczonych. Mięsożerny mąż ma jej inny skład, warto pamiętać.

______

Jeszcze refleksja na dziś:
sam akt wkładania mięsa do ust razi mnie duuużo mniej niż odrażające pyszałkowate teorie jakoby się miało takie "prawo" dzięki swej "wyższości". To mnie odrzuca totalnie.Tak jak pyszałkowate i pogardliwe podejście do "przewrażliwionych" wegan czy też "jeszcze nie dojrzałych emocjonalnie" [bo jak dojrzeją to przecież zaczną jeść zwłoki jak każdy rozsądny i szanujący się człowiek].

Przemawia do mnie to, że jednak:
1.nie mamy realnego wpływu na zmniejszenie rzeźnictwa
2.przecież ja tylko jem a nie zabijam

Powyższe dwa argumenty przyjmuję łagodnie i wyrozumiale, nie rażą mnie bo ...niestety są prawdziwe. Myślę, że z facetem jedzącym mięso z racji tego że on jeden "nie cofnie kijem Wisły więc szkoda zachodu" wytrzymałabym, bo to czysty pragmatyzm z jego strony. Natomiast nie wytrzymałabym z jebanym MIĘSNYM FILOZOFEM.

Dziś sobie to znów uświadomiłam- miałam okazję wysłuchać jakiegoś jęczenia o treści "o jaa pie.... " i kilku próbek "śmiesznych" tekstów o kurczakach ze strony kogoś kto wtrącił się w rozmowę moją z drugą osobą. Po pierwsze: nie wtrącamy się. Po drugie: - w moich oczach już jest stracony, nieodwracalnie. Ja na tak wczesnym etapie (ba! to jeszcze etap przed koleżeństwem nawet) zniechęcam się do takich oto 'mięsnych filozofów'.

Więc nie wiem jakim cudem miałabym trafić na mięsnego faceta :) raczej małe prawdopodobieństwo w moim przypadku. :) Za szybko mi brzydną. Automatycznie, po jednym występie takim jak powyżej opisany.

va - 2012-08-27, 01:40

jebany miesny filozof <3 zawsze mi brakowalo mi okreslenia na ten typ i juz mam, dzieki .D
Zofija - 2012-08-27, 12:33

Cytat:
Przemawia do mnie to, że jednak:
1.nie mamy realnego wpływu na zmniejszenie rzeźnictwa
2.przecież ja tylko jem a nie zabijam

Nie rozumiem drugiego argumentu. Przecież jak kupuję mięso to część kasy za nie idzie do człowieka, który to zwierze zabił. Sama wtedy nie zabijam, ale płacę komuś za zabicie, co jest w kwestii etycznej równoważne moim zdaniem.

kuku - 2012-09-10, 11:36

a co ja mam powiedzieć... po prawie dekadzie bycia wege zaczęlam jeść ryby mieszkając z mięsożercą... na szczeście przeszlo jak ręką odjąl, tak jedzenie zwlok, jak owo mieszkanie!
werty - 2012-09-14, 19:37

ja tam należe do szczesciarzy ale sam szczeciu pomoglem na przełomie lat 80i90 wegów było znacznie mniej niż teraz zawsze jak cos tam iskrzyło to delikatnie wypytywałem co i jak z tym"miesem" ale wychodziło,ze jestem jakis pojeb dziwoląg schizyk
aż wreszcie sie utrafiło i tak do teraz oczywiście roznie to bywało lepiej i gorzej ale pozostło partnerstwo sa dzieci i jest ok.

hexehexe - 2012-10-18, 16:01

Cytat:

Cytat:
Przemawia do mnie to, że jednak:
1.nie mamy realnego wpływu na zmniejszenie rzeźnictwa
2.przecież ja tylko jem a nie zabijam


Nie rozumiem drugiego argumentu. Przecież jak kupuję mięso to część kasy za nie idzie do człowieka, który to zwierze zabił. Sama wtedy nie zabijam, ale płacę komuś za zabicie, co jest w kwestii etycznej równoważne moim zdaniem.


Ja to wiem :) ) Chodziło mi o to, że jestem w stanie pojąć rozumowanie takiego człowieka. Bo zamachnięcie się na zwierzaczka i zakatrupienie go jest większym hardkorem niż "tylko" zjedzenie okrąglutkiego nie przypominającego swym kształtem zwierzęcia kotleta. Miałam tu więc na myśli ludzi którzy jedzą mięso, bo nigdy się nie zastanowili, bo nie mają pojęcia jak jest w rzeźni... Dla nich to PYK i krówka leży - bez bólu, idealnie, "HUMANITARNIE". Oni w to wierzą...


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group