Veg - Wegetarianizm / Weganizm
Forum dla Weg(etari)an

Moja historia - koniec i poczatek

indiska - 2008-04-07, 13:22
Temat postu: koniec i poczatek
jak ja zaczęłam??? banalnie... od zawsze interesowałam sie buddyzmem, hinduizmem itp. zaczęłam czytać rózne pisma, a pewnego dnia pięc lat temu w przypływie młodzieńczego buntu stwiertdziłam: nie chce być taka jak wszyscy!!! nie będę jeść mięsa...wiem, wiem głupio brzmi...ale zaraz, za chwile, obok buntu stanęła ideologia... że co bybyło gdybym ja była tylko po to zeby mnie ktos inny zjadł..że to takie puste i płytkie... pięć lat temu zakończyłam tradycyjne, pospolity życie...zaczęłam na nowo wszystko układać, afirmować...nie żałuję...
Hym - 2008-04-07, 19:20

Juz mnie nie ma Jakubie. To nie ucieczka tylko wizja;)
Jakub - 2008-04-07, 20:29

Jako że Paweł nagle zniknął, to i mój tekst stracił sens. A że na dodatek poprosił o to Hate w miłym PW, to modyfikuję swój wpis. Reszta jest milczeniem. :mrgreen: :offtopic:
emaho - 2008-05-27, 15:42
Temat postu: Re: koniec i poczatek
indiska napisał/a:
jak ja zaczęłam??? banalnie... od zawsze interesowałam sie buddyzmem, hinduizmem itp.

no więc ja też pierwszy raz zetknęłam się z wegetarianizmem poprzez buddyzm, to było... osiem lat temu? i choć dziś moją religią jest po prostu natura, to nadal mam sentyment do buddyzmu. niestety, spotkałam w życiu osobiście buddystów, np. tych od ole nydahla, którzy jedzą mięso, tłumacząc, że tybetańczycy również jedzą - tylko że nie biorą pod uwagę warunków klimatycznych w jakich żyją tybetańczycy, a w jakich żyjemy my tutaj w polsce - dla nas bycie vege nie jest trudne, a budda głosił przecież ahimse. więc nie wiem co myśleć o takich buddystach, którzy idą po prostu na łatwiznę...

Jakub - 2008-05-27, 17:14

Pewnie to samo, co o chrześcijanach idących na łatwiznę lub hinduistów idących na łatwiznę, że o zwykłych ludziach idących na łatwiznę nie wspomnę. ;)
Asza18 - 2008-05-27, 17:22

ja jestem chrześcijanką, bo tak mnie wychowano...
ale szczerze, to ta religia wcale mi nie odpowiada. jak widzę tych chrześcijan idących z kościoła prosto do baru, lub do domu by sprać żonę i dziecko to słabo mi. :twisted:
no i księża- czyli najbardziej obłudna nacja. :evil:
Nie wiem. Zastanawiałam się nad buddyzmem bo tam chodzi przede wszystkim o bycie dobrym człowiekiem. Ale ciężko przejść na tak skrajną religię w moim otoczeniu. Ja po prostu wierzę w Boga i w jego cuda (np cud stworzenia świata ze wszystkim co w nim piękne) i nie jest mi do tego potrzebna żadna etykietka. A co do religii i zwierząt- uważam że żadna istota nie została stworzona by zginąć z rąk innej żywej istoty. Każdy ma święte prawo do życia.

emaho - 2008-05-27, 19:54

Asza18 napisał/a:
cud stworzenia świata ze wszystkim co w nim piękne

ale w tym co piękne nie umieściłabym człowieka

Jakub - 2008-05-27, 20:55

Cytat:
A co do religii i zwierząt- uważam że żadna istota nie została stworzona by zginąć z rąk innej żywej istoty. Każdy ma święte prawo do życia.

A dlaczego tak uważasz?
Bo widzisz, przesłanki są trochę przemawiające na niekorzyść tej teorii, niezależnie czy patrzymy z laickiego, czy z religijnego punktu widzenia.
Wystarczy tu wskazać choćby coś takiego, jak dapieżnictwo w przyrodzie. Niezależnie, czy przynjmiemy laicki punkt widzenia (ewolucyjna oczywistość i rzeczywistość), czy jakiś religijny, to trochę fakty przeczą temu może i ładnemu i idyllicznemu, ale dość naiwnemu punktowi widzenia.

Pozdrawiam,
jak

tsohk - 2008-05-27, 21:45

Może zacznijmy od tego, że żadna istota nie została stworzona po coś. Istoty nie mają celu istnienia, tylko przyczynę.
emaho - 2008-05-27, 23:10

Jakub napisał/a:
Cytat:
A co do religii i zwierząt- uważam że żadna istota nie została stworzona by zginąć z rąk innej żywej istoty. Każdy ma święte prawo do życia.

A dlaczego tak uważasz?

ja tłumaczę to sobie w taki sposób, że nie mamy prawa niszczyć życia, które nie my stwarzamy, czy to chodzi o zabijanie dla mięsa, czy aborcję... my mamy możliwość wyboru - możemy nie zabijać i przetrwać, i dlatego ten wybór jest NAJWŁAŚCIWSZY! (a co, jestem despotką:)

Jakub - 2008-05-27, 23:26

pauli napisał/a:

ja tłumaczę to sobie w taki sposób, że nie mamy prawa niszczyć życia, które nie my stwarzamy, czy to chodzi o zabijanie dla mięsa, czy aborcję... my mamy możliwość wyboru - możemy nie zabijać i przetrwać, i dlatego ten wybór jest NAJWŁAŚCIWSZY! (a co, jestem despotką:)

Z tym co teraz napisałaś absolutnie się zgadzam, ale to coś zupełnie innego niż stwierdzenie, że "żadna istota nie została stworzona by zginąć z rąk innej żywej istoty. Każdy ma święte prawo do życia".
Stworzenie zakłada stwórcę, a jeśli jest stwórca jakiś, to oczywisty ogląd rzeczywistości stworzonej zadaje kłam twierdzeniu, że "żadna istota nie została stworzona by zginąć z rąk innej żywej istoty".
A świętość prawa do życia w ogóle jest dla mnie niezrozumiałą abstrakcją....

Mimo to jestem vegiem, bo racjonalizują to sobie zupełnie inaczej, w oderwaniu od stworzenia czy świętości prawa do życia.
Pozdrawiam,
j. :bye: :mrgreen:

Hikikomori - 2008-05-29, 11:30

Podłączę się do tematu, bo jest dość po "mojej linii", bo skoro jest tu tradycja przedstawiania się, to nie chcę się wyłamywać jako świeżak;)

Zaczęłam od diety Diamondów, coś mnie natchnęło do zmiany tej tradycyjnej. Później znajomy wciągnął mnie w buddyzm zen. Jechałam sobie zapyziałym PKSem i czytałam "Trzy filary zen"... Pamiętam dokładnie ten moment, gdy uświadomiłam sobie, że "nie zabijaj, lecz ochraniaj wszelkie życie" jest właściwym podejściem i jedyną "filozofią życiową", której chcę przestrzegać. To było kilkanaście lat temu. Dwa lata temu znów coś czytałam (nie pamiętam niestety, co to było, ale traktowało o produkcji nabiału, jajek, i ogólnie o wykorzystywaniu zwierząt dla zachcianek człowieka) i uświadomiłam sobie, że weganizm jest naturalną formą rozwoju wegetarianina :D Wyrzuciłam bądź oddałam wszystkie skórzane rzeczy i zmieniłam po raz kolejny moją dietę. Po raz kolejny również musiałam wyjaśniać czego nie jem i dlaczego (już mi się to nudzi i chyba zacznę rozdawać pytającym broszurki;)). Wciąż się spotykam ze zdumieniem, że nie jem mięsa, jajek, nabiału a jednak żyję. Nie jestem wojującą vege, ale jak ktoś mnie podkurzy złośliwą gadką, to staję się niemiła;/ Agresja wciąż we mnie drzemie, może jednak za długo to mięso jadłam;)

grimgreen - 2008-05-29, 20:22

Ja tam nie wiem jak różne filozofie to sobie racjonalizują ale ani u mnie ani u nikogo ze znajomych vegów nie zauważyłem spadku poziomu agresji :) U mnie był i pozostaje na Wysokim poziomie, choć staram się to pożytkować jako energię miast się motać.
Co do początków to kołatało mi sie po głowie długo (chyba od momentu skojarzenia że ulubione kabanosy robi się z ulubionych koni), potem był zbiór danych i wprowadzenie w życie. Wydało mi się to logiczne i wciąż tak myślę. Jeszcze nie spotkałem kogoś kto by mi na poziomie argumentów wyjaśnił że się mylę...

Jakub - 2008-05-29, 22:37

grimgreen napisał/a:
Jeszcze nie spotkałem kogoś kto by mi na poziomie argumentów wyjaśnił że się mylę...

x2

Bo to jest w zasadzie do udowodnienia tylko przy założeniu, że nie ma żadnych wartości albo przy wartościach bezsensownie i wybiórczo zastosowanych.

Hikikomori - 2008-05-30, 08:54

grimgreen napisał/a:
Ja tam nie wiem jak różne filozofie to sobie racjonalizują ale ani u mnie ani u nikogo ze znajomych vegów nie zauważyłem spadku poziomu agresji :)


Raczej nie chodzi o filozofię, tylko o wpływ diety. Spotkałam się z tym bodajże w "Makrobiotyce zen" Oshawy (taa... ostatnio wszystko może być zen, chyba tylko makijażu zen nie spotkałam, ale to pewnie dlatego, że nie czytam odpowiednich pisemek), kuchni Krishny i chyba w pięciu przemianach. Gdyby to było takie proste i zależało jedynie od naszych żołądków, to bylibyśmy stadem łagodnych baranków xD

shimamoto - 2008-05-31, 00:05

Jakub napisał/a:
grimgreen napisał/a:
Jeszcze nie spotkałem kogoś kto by mi na poziomie argumentów wyjaśnił że się mylę...

x2

Bo to jest w zasadzie do udowodnienia tylko przy założeniu, że nie ma żadnych wartości albo przy wartościach bezsensownie i wybiórczo zastosowanych.


No więc właśnie. Wtedy jedynym argumentem przeciw jest irytacja interlokutora albo stwierdzenie że eee, bo nieee, to nie może być tak.


A o spadku agresji czytałam w różnych źródłach (u Grodeckiej?), ale u mnie to też jakoś nie działa. Może ze względu na grupę krwi/znak Zodiaku, ale gdyby teoria grup się sprawdzała, to dawno powinnam być martwa...

grimgreen - 2008-06-14, 22:54

Stereotyp wg. mnie wywodzący się z powiązania wegetarianizmu z ascezą, życiem duchowym, oderwaniem od materialności w przeciwieństwie do wojownika, robotnika itp.
Także bliżej prościej rozkochani w kolorkach i pacyfkach hipisi.
U zwierząt nie ma takowej prawidłowości, ale przy powszechnej niewiedzy na ten temat ludziom przychodzą do głowy tylko króliki i krowy, więc niezbyt agresywne lub unieszkodliwione.
Jakby pomyśleli o gladiatorach , ninja (tak coś gdzieś czytałem), nosorożcach itp może doszliby do innych wniosków.

PS. U p. Grodeckiej czytałem tez o spadku chęci na słodycze - nie zanotowałem takowego.
PS. Pani Grodecka miała duży wkład w wege świat w Polsce, ale książki te są już nie najnowsze, wciąż dochodzą nowe informacje, piramidy się przewracają, więc szukałbym bardziej aktualnych źródeł.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group