Veg - Wegetarianizm / Weganizm
Forum dla Weg(etari)an

Wegetarianin wśród mięsiarzy - Jak powiedzieliście ??

adzia2223 - 2008-05-20, 13:54
Temat postu: Jak powiedzieliście ??
Temat zakładam z czystej ciekawości.
Napiszczie tutaj jak powiadomilście swoją rodzinę o tym że przechodzicie na wegetarianizm/weganizm
Może komuś to się przyda ;)

Jakub - 2008-05-20, 14:04

- Cześć mamo, nie jem mięsa, wiesz? :mrgreen:
- Dlaczego?
- Wiesz, jest coś takiego w psychologii, co nazywa się dysonansem poznawczym. Właśnie dlatego. Chodzi o to, że...
[i dalej już o niemożności pogodzenia jedzenia mięsa ze zdaniem: kocham zwierzęta, uważam je za swoich przyjaciół i nie chcę, by cierpiały z mojego powodu]

Mniej więcej tak. Nikt nigdy tego nie kwestionował jakoś poważnie.

Pozdro,
jak :mrgreen: :bye:

daria - 2008-05-20, 14:14

hmm, ja właściwie chyba nie miałam takiego momentu, stopniowo ograniczałam jedzenie mięsa u rodziców, bo jak przeszłam na wegetarianizm to nie mieszkałam już z nimi i chyba przy jakimś obiedzie powiedziałam że już nie jem i nie będę i że mają mi nie robić nic mięsnego.. oczywiście było gadanie przy każdym obiedzie i musiałam jeść zawsze ziemniaki i sałatę bo nic innego dla mnie nie było.... :) ale teraz mama czasem zrobi coś wege... co oni też mogą zjeść peace
cassandra - 2008-05-20, 14:27

- nie cheeee nie bedeeee buuuuu (albo jakos tak, mala wtedy bylam i sie dowiedzialam, skad sie biora parowki)
Eli - 2008-05-20, 16:38

eh...temat brzmi zupełnie w stylu - jak powiedzieliście rodzicom że macie HIV (czy jakąś inną nieuleczalną chorobę). Chociaż może ja jestem spaczona bo to się pokrywa z wyobrażeniem mojej rodziny o wegetarianizmie (w gościach te ściszone głosy "-Nie nakładaj kotleta...bo... on jest...weganką-O i jak wy z tym żyjecie ? Słyszałam o takiej jednej. No ale z wszystkim da się żyć - Dajemy sobie radę - potem już jest lepiej." :D :D:D

Ja dzieciakiem byłam więc poczekałam jak mama myk za na wakacje granice i zostawi mnie samą "pod doglądem" tylko wujka. Wujkowi sie powiedziało że nie bo nie mam ochoty, a tak właściwie to sama mogę sobie jedzenie robić - a jemu w to graj ;) . Potem jakieś kolonie, a jak wróciłam po jakimś miesiącu do domu i spotkałam się z rodzicielką to po porostu zostało to zgłoszone ("Mamo, ja już nie jem mięsa"). Nie przyjęte co prawda do wiadomości zupełnie, ale może to i dobrze bo i środki specjalne, zwalczania i prewencji zostały wprowadzone z opóźnieniem :D .

Jakub - 2008-05-20, 16:46

Eli napisał/a:
eh...temat brzmi zupełnie w stylu - jak powiedzieliście rodzicom że macie HIV

Azaliż analogia jak najbardziej trafna, bo tak to jest właśnie traktowane przez wielu ludzi. Jak wstydliwa choroba weneryczna. Może nawett nie zaraźliwa, ale co najmniej podejrzana...

mehndia - 2008-05-20, 20:59

a poczatku mowilam tylko, ze na cos nie mam ochoty/nie chce tego/nie jestem glodna, a jak juz zaczelo sie to robic mamie podejrzane to oznajmilam, ze nie bede juz jadla miesa i wytlumaczylam dlaczego.
nawet nie bylo najgorzej, niby mieso ok, ale z ryb nie pozwolila mi zrezygnowac, wiec jeszcze przez chyba rok udawalam, ze je jem a tak naprawde ladowaly w brzuchu kota (dobrze, ze ryba byla raz ma miesiac, dwa).
ktoregos razu przy nakladaniu jej na talerz powiedzialam wprost ze ryb tez nie bede jadla.
teraz to wszystko inaczej by wygladalo, ale mloda bylam i mialam stracha sie zbuntowac eh.
a przy weganizmie to juz spoko, z reszta nie przeskoczylam na niego nagle tylko stopniowo rezygnowalam z poszczegolnych rzeczy, wiec co jakis czas slyszalam tylko: "tego tez juz nie jesz?! calkiem ci odbilo/ale dziwaczysz":)
za to obydwie decyzje (wegeterianizm i weganizm) podjelam w czasie wakacji hmm moze to dobra pora aby ludzi nawracac;)

shimamoto - 2008-05-20, 22:14

Jakub napisał/a:
Eli napisał/a:
eh...temat brzmi zupełnie w stylu - jak powiedzieliście rodzicom że macie HIV

Azaliż analogia jak najbardziej trafna, bo tak to jest właśnie traktowane przez wielu ludzi. Jak wstydliwa choroba weneryczna. Może nawett nie zaraźliwa, ale co najmniej podejrzana...


albo psychiczna ;) moja rodzina z moim niejedzeniem mięsa sie pogodziła po jakichś 4 latach, natomiast jeżeli o weganizm chodzi, to do tej pory kilka razy w miesiącu pytają, czy aby nie zmądrzałam.

Lem0nek - 2008-05-21, 08:24

Moi jakoś smpecjalnie problemów nie robili. Można powiedzieć że to było jak u Jakuba
W szkole było gorzej, np wyciągali salami z kanapki i mówili że to osiołek, czy inne podobne :-?

Aisha - 2008-05-21, 08:56

:) wiecie, że nie pamiętam :) , ale na pewno nie było łatwo :)

nawet dzisiaj ludzie się pytają bezczelnie, czy aby nie wstapiłam do jakiejś SEKTY, że tak miecha nie jadam.. ''/ .. jak się dowiadują, że jestem wegan, a w zasadzie RAW to opada im szczęka :D ....

wczoraj znajomy z roku powiedział, że jak rzeczywiście w 2012 będzie koniec świata i ja przeżyję to będzie większy sajgon niż wszystkie kataklizmy :) zero alkoh. zero mięcha :) zero imprez, zero papierosów :) hehe.. zero sexu :D biedni ludzie ;D ...

tak, macie razje, weganizm jest jak HIV :) szczęście, ze jeszcze nam rękę podają .. :lewituje:

cassandra - 2008-05-21, 13:41

moze kiedys nadejda czasy, ze to miesozercy ze wstydem beda musieli powiedziec, ze jedza mieso.. i beda sie bali do tego przyznac, bo wiedza,ze to zle...
Jakub - 2008-05-21, 14:02

To byłolby coś. Parówkowi skrytożercy w ciemnościach i ze wstydem, przy zgaszonym świetle, w ciemnej piwnicy pałaszujący swoją krwawą ucztę.
imitationoflife - 2008-05-24, 20:23

Nie informowałam w jakiś szczególny sposób rodziny o tej decyzji. Mama zauważała, że mięso, które mi kupuje, trafia do miski kota, a nie nam oj talerz, że ryb, które mi kupowała, też nie jem... nie pochwalała, ale z czasem zaakceptowała :D
Jacobs - 2008-05-24, 21:12

Jak mamie powiedziałam, ze nie będę jadła mięsa, to się założyła ze mną o wyniki badań ; P Hehe, wtedy jeszcze miałam wkręte na to, żeby odżywiać się zdrowo, a teraz to...no ale wyszło na moje i teraz 'jem co chcem'.

Tacie tego nie powiedziałam nigdy, dowiedział się po prostu tak naturalnie, a usłyszałam od niego klasyczne: "Y!", czyli drażliwe stęknięcie+pobłażająca mina, co mnie zbytnio nie zdziwiło, zważywszy na fakt, że mój tata je mięsa za dwóch, a nawet zaryzykuję, że za trzech. Dopiero później przyszedł czas na powtarzanie regułek z dzieciństwa itp. I teorie naukowe, dobrze vegom znane, że mięso to, mięso tamto i trzeba jeść.

piotrek - 2008-05-24, 21:36

ja powiedziałem twardo, że przestałem jeść mięso i czy sie im to podoba czy nie to nie będę jadł. powiedziałem że jak nie szanują mojego wyboru to niech się "bujają" 8-)
przez kilka lat musiałem słuchać tekstów w stylu: "przynajmniej ryby byś jadł" ale na tym sie to kończyło. teraz mama jest bardziej przekonana do wegetarianizmu, jak mowie ze przechodzę na weganizm to nie robi to na niej większego wrażenia.

Jakub - 2008-05-24, 21:43

Mówiłem już, że lubię moich rodziców? Nie? No to mówię. Jestem im wdzięczny za szanowanie moich granic, wolności i niezależności.
shimamoto - 2008-05-24, 23:13

Jakub napisał/a:
To byłolby coś. Parówkowi skrytożercy w ciemnościach i ze wstydem, przy zgaszonym świetle, w ciemnej piwnicy pałaszujący swoją krwawą ucztę.


taaa, i grupy Anonimowych Mięsoholików...

Eli - 2008-05-24, 23:30

Jakub napisał/a:
Mówiłem już, że lubię moich rodziców? Nie? No to mówię. Jestem im wdzięczny za szanowanie moich granic, wolności i niezależności.


A przechodziłeś na wegetarianizm w wieku 12 lat ?:D Ja obecnie prawie rozumiem moja matkę ;)

Jakub - 2008-05-24, 23:44

Eli napisał/a:
Jakub napisał/a:
Mówiłem już, że lubię moich rodziców? Nie? No to mówię. Jestem im wdzięczny za szanowanie moich granic, wolności i niezależności.


A przechodziłeś na wegetarianizm w wieku 12 lat ?:D Ja obecnie prawie rozumiem moja matkę ;)

Nieeee, ale w wieku 12 lat robiłem inne rzeczy, na które rodzice mi pozwalali. Nie dlatego, że mieli gdzieś, co robię, ale dlatego, że szanowali moją odrębność.

vanityy - 2008-05-25, 09:25

ja przechodziłam w wieku 12 lat :)
w wieku 4 lat tata dał mi papierosa do ust, do dziś to pamiętam, dodam że nie pale,
jak miałam 14 lat ojciec poszedł ze mną wybierać wzór tatuażu, oczywiście nie mam tatttoo ,
: D

sylwia - 2008-05-25, 20:44

Aisha napisał/a:
hehe.. zero sexu :D

no takich czasów to ja nie che dożyc... ;)

u mmoe standardowo - powiedzialam, ze od dzis koniec, no i przez jakis czas sluchalam, ze "czasem trzeba" i bylo wymyslanie wszystkich chorob swiata, na jakie zapadne ;) ale mialam kolo 19 lat, więc nie bardzo mieli pole manewru ;) dla uspokojenia robiłam badania krwi, ale w koncu moj lekarz powiedział "proszę powiedziec mamie, że wegetarianizm to nie choroba i ja już pani skierowań nię będę dawał" :D natomiast teraz moje bycie wege jest dla najbliższej rodziny zupełnie naturalne. zdanie reszty mnie kompletnie nie interesuje :D

Alispo - 2008-05-26, 10:14

nie pamietam przejscia na "pełny" wegetarianizm,bo bylo plynne,z reszta kiedy tylko moglam unikalam miecha a pozniej jak pojelam o co chodzi z nabialem to nabialu,ale coz,mieszkalam z rodzicami,skazana bylam na obiadki u babci,wiec bywalo tak ze bylam vegan na sniadania i kolacje czy tez inne posilki ktore robilam sama,a obiadki caly czas nie po mojemu..nie nalezalam do osob ktore umialy sie zbuntowac czy glosno wykrzyczec swoje postanowienia niestety..wiec wszystko przychodzilo stopniowo..
ale pamietam moment gdy rzucilam ostatecznie mieso oprocz ryb.wrocilam z obozu i opowoedzialam mamie,ze byli "rybo-zercy"i ja tez jadlam tylko ryby(o ile w ogole byly,nie pamietam) i chyba ten poczatek zawdzieczam mojej mamie(skad inad mocno miesozernej),ktora wyczula jak mi zalezy tylko ie umiem o to zawalczyc w domu i spytala czy teraz juz mi tak zostanie :mrgreen: I tak sie zaczelo..a potem stopniowe podchody jak sprawic by rodzina "pozwolila" mi na wiecej..az do cichego przyzwolenia na vegan(i tak uwazali.uwazaja,ze to nie do konca dobra dieta..)
fajnie miec takie podejscie rodzicow jak u Jakuba,aczkolwiek nie wystarczy tu szanowanie odrebnosci..bo rozsadny rodzic nie bedzie przedkladal odrebnosci nad zdrowie swojego dziecka..wiec rodzice musza byc przekonani jednak o nieszkodliwosci vege-diety,a tego czesto brakuje..dlatego nie oskarzam watpiacych rodzicow,czesto po prostu nie wiedza,i nie chca by ich dziecko mialo problemy zdrowotne.

Jakub - 2008-05-26, 11:57

Cytat:
fajnie miec takie podejscie rodzicow jak u Jakuba,aczkolwiek nie wystarczy tu szanowanie odrebnosci..bo rozsadny rodzic nie bedzie przedkladal odrebnosci nad zdrowie swojego dziecka..wiec rodzice musza byc przekonani jednak o nieszkodliwosci vege-diety,a tego czesto brakuje.

Hehe, no tak, jak trochę starszy byłem, ale młodszym polecam wyniki badań takie jak badania na Adwentystach Dnia Siódmego, Oxford Studies czy China Study. Ich wnioski są dość jednoznaczne, a same badania wiarygodne. I zmusić ich do przeczytania. :bye:

Jacobs - 2008-05-26, 14:56

Cytat:
rozsadny rodzic nie bedzie przedkladal odrebnosci nad zdrowie swojego dziecka..wiec rodzice musza byc przekonani jednak o nieszkodliwosci vege-diety,a tego czesto brakuje..dlatego nie oskarzam watpiacych rodzicow,czesto po prostu nie wiedza,i nie chca by ich dziecko mialo problemy zdrowotne.


Moj tatuś dziś powiedział: "Tylko nie mów za 10 lat, że cie nię ostrzegałem." (w odniesieniu oczywiście do diety...). Jak się dowiedział, że mam lepsze wyniki na vege niz jak jadłam mięso, to powiedział, że wcale nie wiem czy to przez wegetarianizm, i nie powinnam wyciągać wniosków, zanim się nie zastanowię. Już mi ręce opadają, nie wiem jak z nim rozmawiać. Niczego mi nie zabrania, ale aż mnie skręca, że nie docierają do niego proste komunikaty.

mehndia - 2008-05-26, 15:13

wiaodomo, ze rodzicom chodzi o zdrowie, a nie robienie na zlosc. a ze dla wiekszosci osob wegetarianie kojarza sie jakimis anemikami to nie ma sie co dziwic:)
moi tez mi kazali robic regularnie badania i zawsze wszystko bylo dobrze oprocz tego ze cukier mialam niski, a po przejsciu na weganizm jest ok, wiec nawet mi glowy nie truja.
ale gdy czytam jakis sklad w sklepie i nie biore bo jest tam np. mleko w proszku to slysze: "TAKIE POPADANIE W SKRAJNOSCI TEZ NIE JEST DOBRE" :O

Asza18 - 2008-05-26, 18:30

a ja po prostu, od małego kochałam zwierzaki i wszyscy o tym doskonale wiedzieli :mrgreen: więc nie było zbytniego szoku jak parę miesięcy temu powiedziałam - STOP, już nie będę jeść trupów i skazywać zwierząt na cierpienie. pierwszy tydzień był cichy- a każde słowo zaczynające się na wege było powodem do kłótni. potem było podsuwanie mamie artykułów, robienie pysznych obiadów sojowych dla niej, przekonywanie, że moja dieta nie zagraża zdrowiu i teraz już nie muszę nic mówić. kostki warzywne, kotlety sojowe i sałatki same pojawiają się na stole, a chłopak mięsożerca powiedział nawet, że już by nie chciał żebym jadła mięso. :mrgreen: że skoro tak postanowiłam to muszę sie tego trzymać

i 3mam! ;)

Alispo - 2008-05-26, 18:32

ale znasz prawde o kostkach warzywnych?;)
Asza18 - 2008-05-26, 18:34

aż się boje... ale dawaj, ja używam bulion z oliwą z oliwek i kostkę warzywną knorr. nic więcej. no i magę


czekam na info o tych kostkach! wiem cos o tych inozynianiach i glutaminianie sodu ale podobno są one także robione na roślinach?? jak to jest???!!!! :?: proszę o odpowiedź bo w tysiącu produktów sa te dwa składniki i w sumie w każdym moim "porządniejszym" posiłku- zupach, obiadach, sosach... :!:

Jakub - 2008-05-26, 19:04

Właśnie, chodzi o rybonukleotydy disodowe. Jak mniemam to miała na myśli Ali. Mogą być one niewegetariańskie.
Asza18 - 2008-05-26, 19:09

rany "mogą, nie muszą" :( strasznie jestem zmotana już, to jak mam doprawiać zupę, sosy? czym? sól nie ma takiego smaku jak kostki. czytałam (chyba nawet tu) że bulion z oliwą z oliwek jest ok. Pomóżcie mi! Jak widać jestem początkująca i nie chcę zrobić wtopy... doradźcie co MOGĘ jeść z przypraw typu wegeta, czy kostki...
sylwia - 2008-05-26, 19:21

Cytat:
rany "mogą, nie muszą" :(

witamy w swiecie wege ;) ja bym nie popadała w panikę - jedz kostki warzywne i probuj innych polączen czy przypraw az znajdziesz cos, co będzie lepsze niż kostka :) my cośtam w proszku dodajemy, ale nie wiem co, bo mąż kupił wielką pakę i wsypał do słoika, nie mam pojęcia, co to :)

Jakub - 2008-05-26, 19:28

Czasem można znaleźć wegetowe przyprawy bez reybonukleotydów. Ja taką mam, o dziwo made by Tesco. Wystarczy poszukać.
Asza18 - 2008-05-26, 19:37

o tesco też słyszałam tylko jakoś tej marce nie ufam, tak jak biedronkom, carefourom i innym. ale skoro tak mówisz to jade jutro do tesco i kupuje czterdziestopak kostki warzywnej ;) zaufanie to podstawa :D
Jakub - 2008-05-26, 19:44

Asza18 napisał/a:
o tesco też słyszałam tylko jakoś tej marce nie ufam, tak jak biedronkom, carefourom i innym. ale skoro tak mówisz to jade jutro do tesco i kupuje czterdziestopak kostki warzywnej ;) zaufanie to podstawa :D

To nie w kostkach jest, tylko w takim dużym 850-gramowym plastikowym słoiku. Nazywa się toto: "Tesco Universal Spice".

Asza18 - 2008-05-26, 19:49

yhyyy i to jak wegeta wygląda czy jak? jak to smakuje? a na kostkach też tych odzwierzęcych składników chyba nie widziałam... odpisz szybciutko i lecę
Jakub - 2008-05-26, 19:52

Asza18 napisał/a:
yhyyy i to jak wegeta wygląda czy jak? jak to smakuje? a na kostkach też tych odzwierzęcych składników chyba nie widziałam... odpisz szybciutko i lecę

Tak, jak vegeta. Jak smakuje? - słone jak cholera, ale że mało subtelny typ jestem, to nie pytaj, czy dobre czy okropne. 8-)

Hate - 2008-05-26, 22:02

W realu tez jest. Nazywa sie "Przyprawa do zup", firma TiP - Tanio i pewnie ;)
1000g za okolo 2 zeta.
Na opakowaniu jest narysowana rumiana blondyna z warkoczem trzymajaca przed soba koszyk z warzywami 8-)


Edit:
a wiecej o tego typu przyprawach dowiesz sie z TEGO tematu na naszym forum.

Alispo - 2008-05-26, 22:24

bulion z oliwa z oliwek to chyba jedeyny knorrowski bez tych swinstw.nieweganski wprawdzie,ale vege jest.tylko to knorr=unilever=tester.
Asiu - 2008-05-27, 18:20

W sklepach ze zdrową żywnością można dostać "Bulion wegetariański", który jest ok. Jest w słoiku, coś w stylu Vegeta. Smaczny.
Niedawno też kupiłam podobny "proszek" jakiejś czeskiej firmy. Też w sklepie ze zdrową żywnością.

Alispo - 2008-05-27, 21:16

Asiu napisał/a:
W sklepach ze zdrową żywnością można dostać "Bulion wegetariański", który jest ok. Jest w słoiku, coś w stylu Vegeta. Smaczny.

to moze ten firmy swoją drogą drobiowej? ;) Oni maja tez barszczyk czerwony-trez z tego co pamietam vegan.ale maja tez bialy-tu uwaga,z tluszczem wolowym :roll:

Asiu - 2008-05-28, 05:58

Alispo napisał/a:
to moze ten firmy swoją drogą drobiowej?

Co za paranoja... Ech...

Zawsze można jeszcze zamówić kostki w Green Planet.

mehndia - 2008-05-28, 08:10

ja myle, ze te wszystkie kostki to toche takie uzalezniacze, jak cukier. jak czlowiek przestanie uzywac to na poczatku wszystko bedzie fuj, a po czasie zupa z samymi przyprawami bedzie dobrze smakowac i nie potrzeba bedzie nic ekstra
Jakub - 2008-05-28, 08:48

Eeeeee, no wiesz, równie dobrze można powiedzieć, że stosowanie "samych" przypraw do zup też jest swojego rodzaju uzaleznieniem. ;)
mehndia - 2008-05-28, 09:39

chodzi mi tylko o to, ze naturalne przyprawy na pewno sa odrobine zdrowsze, a jak sie umiejetnie przyprawi to nie trzeba kostek:) a gdyby brac pod uwage jakas knorr'a to przyprawy wychodza juz na duzy plus:) no niewazne. ale off:)
Alispo - 2008-05-28, 10:14

na pewno chociazby glutaminian sprawia ze sa bardziej wyraziste te buliony.na pewno to kwestia przyzwyczajenia..
Eli - 2008-05-28, 18:23

mehndia napisał/a:
ja myle, ze te wszystkie kostki to toche takie uzalezniacze, jak cukier. jak czlowiek przestanie uzywac to na poczatku wszystko bedzie fuj, a po czasie zupa z samymi przyprawami bedzie dobrze smakowac i nie potrzeba bedzie nic ekstra


A ja się zgodzę i to nawet lepsze od cukru i mówi to osoba która nie specjalnie zwraca uwagę na to czy coć jest zdrowe czy nie. Glutaminian Sodu to nie tyle uzależnienie co sposób na zablokowanie sobie jakiś tam receptorów smakowych. Kiedy się go odstawi dopiero można poczuć głębie aromatu wielu przypraw i warzyw (w sosach i zupach). Zupa bez niego jest nieporównywalnie smaczniejsza (o braku cukru w czymś już tego powiedzieć nie umiem - co najwyżej coś staje się tak samo smaczne). A naprawdę nie trzeba stosować - po prostu trochę soli, jak jest to jakiś naturalny wywar z warzyw lub same warzywa, przyprawy (pieprz - najlepiej kilak rodzajów :D ).

MoSSi - 2008-05-28, 18:31

nie będę już jadła mięsa więc mi go nie gotuj. Tyle
Pers - 2008-05-31, 18:09

Ja nic nie mówiłem- "dałem do zauważenia" że nie będę jadł mięsa i tyle
(dziwnie to wygląda wszyscy jedzą kotlety itp. a ja groszek kukurydze i marchewkę,na każdej wycieczce na mnie "oszczędzają" wszyscy dostają kotlet a ja "jajeczko" :lol: )
:mrgreen:

vanityy - 2008-05-31, 20:55

Mamo.... Tato.... jestem
w ciąży? :o
Nie, wege
:D

Jakub - 2008-06-01, 00:04

vanityy napisał/a:
Mamo.... Tato.... jestem
w ciąży? :o
Nie, wege
:D

Dooooobre. :) Naprawdę super. Szkoda, że sam nie mogłem zastosować. ;)

kiszony - 2008-06-02, 19:48

Ja po prostu powiedziałem że nie jem mięsa i tyle. ;d
Oczywiście było gadanie, że skąd wezmę witaminy i co ja w ogóle będę jadł.
Wydrukowałem coś tam z neta o wegetarianiźmie, dałem do przeczytania i już taki pytania się skończyły ;d

i tak leci już prawie miesiąc bezmięsny i jakoś za mięsem nie tęsknie ;d

weganizm na razie nie wchodzi w gre bo to już w ogole by mnie z domu wyrzucili, ale jak bede na studiach to jest ambitny plan żeby przejść na weganizm ;d

Bananna - 2008-06-03, 13:41

ja rok temu na wakacjach u exa postanowiłam że koniec z mięsożerstwem, napisałam matuli maila, że jak wrócę to ma być sporo warzywek dla mnie i zupy będą robione na kostce warzywnej i że wcale źle nie smakują bo tu moja (już ex) teściowa robi dla mnie specjalnie i są pyszne. Mamę chyba wzieło to, że teściowa dla mnie gotowała wege, to i ona gorsza być nie może ;)

i tak już leci rok, choć w międzyczasie (zwłaszcza przed maturami) mówiła mi, że powinnam choć raz w tygodniu "mięsko" jeść, żeby więcej sił mieć, ale się nie dałam.

Jakub - 2008-06-03, 16:55

No no, bo to przecież wiadomo, że jedzenie mięsa sprawiło, że mamy taką dużą puszkę mózgową i górujemy inteligencją nad zwierzętami. ;)
Acoja - 2008-06-03, 17:42

Jakub napisał/a:
jedzenie mięsa sprawiło, że mamy taką dużą puszkę mózgową i górujemy inteligencją nad zwierzętami

A wlasnie podczas ostatniego weekendu poznalem nowa, dosc ciekawa teorie na temat wplywu diety wege na rozwoj mozgu u naszych praprzodkow. Wyjasnienie troche lakoniczne bo i dyskusja nudno-niedzielno-popoludniowa byla - Punktm wyjsciowym jest teza ze (kiedys?) byly jakby 2 grupy ludzi - mieso zerni i niezracy - no i jeden taki twierdzi ze nam sie rozwinela pamiec przez to ze musielismy pamietac o tym co gdzie rosnie i co sie je a czego lepiej nie smakowac...a miesnym mniej sie rozwinelo bo latwiej bylo silowo rozwiazac sprawe polowan.

vanityy - 2008-06-03, 18:33

Istny geniusz to wymyślił,
a jak polować to człowiek nie musiał by zapamiętać : D

tęczowa - 2008-07-06, 22:43

jak miałam 10 lat to powiedziałam mamie że już nie jem mięsa,nie jadłam może z 2 tygodnie i zaczęłam znowu.jak miałam 12 lat to pomalutku powolutku zaczęłam odstawiać mięcho i... poszło :mrgreen:
mój wegetarianizm na poczatku był OKROPNY,sama się sobie teraz dziwię jak mogłam być tak głupia i doprowadzić się do anemii...
mama zawzięcie próbowała namówić mnie do jedzenia mięsa(próbowała nawet wkrajać mi mięso do zupy,bo sami wiecie-bez mięcha nie ma życia,ono wogóle jest takie pyszne i zdrowe ahhh jakie ono zdrowe :shock: ) ale nie udało jej się haha
tak samo było z babcią,siostrą,ciocią,wujkiem,lekarką...niech se mówią co chcą,ja wiem że robię dobrze-a raczej nie robię źle i trwam przy wege.przestawiam się na weganizm teraz a jak mi ktoś będzie gadał że głupia jestem itp itd to w ryj dostanie i koniec :mrgreen:

mrfz - 2008-07-10, 12:59

Ja poleciałam z grubej rury, od razu na weganizm. Mamy uwaga odwróciła się od mięsa, bo bardziej przeraziła ją reszta ;) Pochodziła tydzień mówiąc, że jajka to muszę jeść, ale jej przeszło.Raz zrobiła mi kuku z zupą (która była na jakimś wywarze nie-wege), ale zrobiłam taki cyrk, że odechciało jej się na zawsze podobnych jaj. (przez pół roku nie jadłam nic, co przygotowała)
wiosna - 2008-07-10, 18:22

a u mnie sprawa dość dziwna - bo jedna z sióstr mięsa nie jadła, więc łatwiej, ale za to ojciec - masarz, dziadek masarz, pradziadek masarz.. (..a na początku była małpa.. )
Mając lat ja wiem - sześć, siedem - unikałam mięsa i właściwie go nie jadłam, nie zdawałam jednak sobie sprawy ze wszystkich mięsopochodnych pułapek.
Mama to zaakceptowała, gotując sporo obiadów bezmięsnych lub gotując dwa - ojciec natomiast wyćwiczył we mnie niesamowity upór ;)

Do nie tak dawna żyłam - o zgrozo - w błogiej nieświadomości, że mleko i jajka nie robią zwierzętom krzywdy.
Gdy oświadczyłam, że jestem vegan, rodzice przyjęli to dość obojętnie, choć trochę żałując mnie, bo co to za chore pomysły.. Teraz jednak nie ma to znaczenia, bo ja już sama sobie sterem..

kaczki_i_psy - 2008-07-25, 01:08

wrocilam z woodstocku.
mamo,tato - nie jem miesa.
"...hmmmm..."
"to może chcesz? nałożyc ci? ah no tak, przeciez ty nie jesz."

zaskakujaco bezproblemowo
teraz jak jade do domu, mam wersje (jeszcze) wegetarianska tego, co oni sobie jedza.
2 garnki tego samego dania- miesne i moje.

jade jutro do domu.
i w sumie mam problem.
jak przyjma to, ze mleczka i serka juz nigdy? ze koniec z jogurcikami, torcikami, salatkami mamusi ukochanej?

zrozumieją. tak? coś mi mowi, ze...

shimamoto - 2008-07-25, 01:39

kaczki_i_psy napisał/a:

jade jutro do domu.
i w sumie mam problem.
jak przyjma to, ze mleczka i serka juz nigdy? ze koniec z jogurcikami, torcikami, salatkami mamusi ukochanej?

zrozumieją. tak? coś mi mowi, ze...


przypuszczam, że bez prorokowania rychłej śmierci w męczarniach się nie obejdzie ;)

snk - 2008-07-25, 12:16

Już wyobrażam sobie jak ja bym obwieszczał moim starszym, że przechodzę na weganizm... może to posłanie w garażu nie byłoby jednak aż takie złe?, bo do domu by mnie za szybko nie wpuścili ;D

Z nie jedzeniem mięsa nie było tak źle. Po prostu rzuciłem im "zdrowiej się odżywiam", choć już troszkę potrwało nim zrozumieli co miałem na myśli. Przez krótki czas jadłem jeszce rybę i chyba to złagodziło drogę do wegetariańskiej diety. O ile do rezygnacji ze słodyczy tylko otwierali szeroko szczęki, to przy nie jedzeniu mięsa coś w stylu "tyś chyba zgupiał, jedz!", "jak ty chcesz przeżyć?", "kawałeczek nie zaszkodzi, masz!", co czasami i teraz jeszcze się zdarza, taki chyba ich urok ;)

Alispo - 2008-07-25, 12:58

OT

kaczki i psy-Wałbrzych/wrocław? Witam podwojnie :D

arahja - 2008-07-25, 17:44

Mam rodzinę bardzo mięsożerną. Ostatnimi czasy odwiedziłam babcię, która mieszka u swojego syna, mojego wujka. Wszyscy nie uznają posiłku bez gnata. Po obiedzie wujek mówi: "ciebie to jeszcze rozumiem, ale ci weganie... to trzeba mieć nie po kolei w głowie..."

... on wiedział, kim są weganie! O_O Nigdy bym się po nim tego nie spodziewała... okazało się jednak, że jego kolega się tak stołuje i wszyscy mu współczują :lol:

Poza samą treścią spostrzeżenia, bylam mile zaskoczona. Coś się zmienia...

zojka3 - 2008-07-29, 14:18

arahja napisał/a:
... on wiedział, kim są weganie!

ja też byłam ostatnio zaskoczona, bo pani na szkole rodzenia wiedziała :mrgreen: Zapytałam się jej o coś mówiąc, że jestem wegetarianką, bo uznałam, że weganizm może być za ciężki a ona sama błysnęła ;)

U mnie nie było tak strasznie z tym przechodzeniem, bo byłam już samodzielną osobą i nikt nie miał na mnie wpływu. Co nie znaczy, że nie było dennych tekstów ale to się wytnie.

Kreator - 2008-07-29, 22:53

od jakiegos czasu, zona mojego wuja uważa sie za wegetarianke bo lekarz zabronił jej jesc za duzo miesa. Jakos sie dowiedziala ze ja tych rzeczy nie jem z własnej woli i zaczęła wszystkim dookoła gadać ze ja na "innej diecie" jestem i ze to sie zwie ''wegetatyzmem''
Hana - 2008-07-30, 17:13

Zakomunikowalam w domu ze mięso jest feeee. Z początku myśleli, że to kolejna moja mała fanaberia ;) ale już trochę to trwa. Mama wynajduje w gazetach artykuły o wege (czyli się interesuje), tata nadal uważa, że od tego kiedyś umrę (wesoło jest :D ).

Hmmm... wegetatyzm... jestem wegetatą?? :P To w moim przypadku może wegemamą (choć nic mi jeszcze o tym nie wiadomo :P ) A może wegetatyninem / wegetatynką? :roll:

zaraza - 2008-08-27, 19:39

1 sierpnia wydrukowalam im wiadomosci na temat wegetarianizmu--->weganizmu.
Bylo tez troche o ekologii i kwestiach etycznych,bym nie musiala tlumaczyc sie w przyszlosci, dlaczego nie wylowie po prostu kurczaka z zupy, albo kielbasy z bigosu...

W kazdym razie, caly czas pytaja sie czy jajka jem,sugerujac ze sa roslinne, a dlaczego nie ryba,w koncu to nie mieso..A mleko niby czemu?

Walka z wiatrakami...szkoda tuszu.
Mowcie wprost,ze jestescie chorzy.

kiszony - 2008-08-27, 19:52

zaraza napisał/a:
Mowcie wprost,ze jestescie chorzy.

no właśnie dzisiaj o tym myślałem...

jeśli ktoś nie je mięsa z własnego wyboru, to jest dziwny itd.
a jeśli ktoś ma uczulenie na białko zwierzęce, to ludzie współczują, pomagają i nie robią kompletnie problemu z tego że ktoś nie je mięsa bo po prostu nie może...

Lily - 2008-08-27, 20:04

Hana napisał/a:
tata nadal uważa, że od tego kiedyś umrę
pewnie tak, ale to może być za 70 lat :P
Jakub - 2008-08-27, 20:10

Nooo, to dośćzrozumiałe. Pierwszy robi coś, bo tak zadecydował, drugi - bo taka konieczność. Pierwszy jest dziwny i głupi, drugi jest pokrzywdzony przez los. Dla mnie to wszystko ma ręce i nogi.
sincerity - 2008-08-27, 21:27

Ja zakomunikowałam koniec jedzenia mięsa, podpierając się rybami (taaak, wieeem...). Po roku idealne badania krwi i koniec ze sporadycznym jedzeniem ryb. Matka prawie dostała zawału, ale jakoś przetrwała. Ojciec chyba traktuje to jako nieszkodliwe dziwactwo, aczkolwiek zawsze przytaszczy do mojego domu jakąś mięsną puszkę dla siebie. Babcia prezentuje postawę "jakaś ty biedna". Reszta rodziny się wyśmiewa dopóki nie powiem, że faktycznie nie mam poczucia humoru i że to mnie obraża.
Canard - 2008-08-28, 08:50

U mnie to było w grudniu 2006, przed świętami. Zobaczyłam jeszcze żywą rybę, a potem program w telewizji i mocne postanowienie.

Ja: Od jutra nie jem mięsa.
Mama: Dobrze.

Za kilka dni:
- A może zjesz...?
- Nie! Przecież ja nie jem mięsa!
- No dobra, dobra... Ja tylko pytam.

Coś w tym stylu, ale do dziś mają nadzieję, że mi 'przejdzie'. Jakoś specjalnie trudno nie było, bo naczytałam się tyle, że potrafię obalić ich argumenty :D

tęczowa - 2008-10-02, 15:36

heh pamiętam jak ja przechodziłam na wege-miałam niewiele ponad 10 lat i powiedziałam mamie że już więcej mięsa nie tknę.byłam maluchem jeszcze i mój "wegetarianizm" skończył się anemią.wróciłam do mięsa bo lekarka powiedziała mi że jak nie będę jadła go to umrę.minęły dwa lata,kończyłam podstawówkę i stopniowo ograniczałam mięso,ale jako głupi dzieciak dawałam sobie wmówić że kury można jeśc bo są głupie :shock: .
przełom nastapił w lutym,kiedy umarł mój siostrzeniec i wujek sprzedał konikowe dziecko(tzn juz dużego konia)do rzeźni.postanowiłam że nie pozwolę by przeze mnie umarło czyjes dziecko,nieważne kurze czy konikowe.pojechałam do babci i kilka godzin wyłam w stajni przy kobyłce której zabrali dzieciaka,przepraszałam ją za wszystkie zwierzaki które zjadłam.po czym oznajmiłam mamie i babci że przyrzekłam Żabie(tak sie konik nazywa) że nigdy już nie zjem mięsa.obie myślały że chodzi mi tylko o mięso z konia(więc się śmiały) ale wytłumaczyłam im że nie zjem żadnego mięsa.i przy okazji podzieliłam sie refleksją że Boga nie ma :mrgreen: .co prawda moje wege było na poczatku anemiowe ;) ,ale od dawna jest juz ok.
długa ta moja historia strasznie :mrgreen:

Jakub - 2008-10-02, 16:46

Wcale nie długa. I na dodatek bardzo ładna. Dziękuję, że się nią podzieliłaś. :bye:
raill - 2008-10-03, 18:47

u mnie w domu nie było szczególnego ciśnienia pod tym kątem
również podczas weganizmu
zaczęłam od systematycznie przedstawianych, wreszcie prawidłowych wyników badań.
nauczyłam mamę czytać składy produktów
odpierałam każdy błdny argument
obeszło się bez bólu
po częściu dlatego, że od podstawówki żywiłam się właściwie sama
:sloneczko:

paulaa - 2008-12-16, 14:56

jej wszyscy to powiedzieliście tak poprostu :-) ja od miesiąca próbuje jakoś poinformować rodziców że rezygnuje z mięsa i jakoś nie mogę
oni są strasznie mięsozerni :-? a mama ktora zaczeła coś podejrzewać teraz wciska mi mięso w każde danie.
oczywiście sama nie biore miesa ale jak zjem je na obiad mam potem wyzuty sumienia :-?
beznadzieja.

w dodatku moi rodzice to lekarze, świecie przekonani że jedzenie trupów jest zdrowe.
wytłumacz lekarzom że mylą się w kwestii zdrowia. popierając sie stronami internetowymi. :lol:

najgorsze ze nie należę do osób które walczą o swoje. :oops:

JAgniecha - 2008-12-16, 15:20

paulaa, czego tu sie bac? juz duza dziewczynka jestes!:)
Jak szukasz odwagi to moze obejzyj sobie Earthlings- przynajmniej w sieci i dawaj!

Poczytaj sobie info nt zdrowego odzywiania na forum- zeby miec pare argumentow w reku i pogadaj ze starszymi po prostu.
Rodzice Cie kochaja- wiec jesli pokazesz im ze potrafisz zrobic to z glowa- nie powini Ci do niczego zmuszac...
a jesli zechca- to i tak przeciez dasz im rade- co nie? ;)

Ja sie zbuntowalam zaraz przed moimi 10urodzinami (10ego lutego hehe:)
A mam nawet kolezanke, ktora przestala jesc mieso w wieku lat 5-iu!! (ale to Francuzka i inna mentalnosc rodzicow;)
Takze uszy do gory! trzeba bronic tego w co sie wierzy!
Powodzenia!
:sloneczko:

paulaa - 2008-12-16, 15:30

nie wiem czego sie 'boje' , chyba reakcji bo napewno będą to uważać za jakieś moje chwilowe "widzi mi się" .
Earthlings juz oglądałam i pozbierałam trochę argumentów.
dobra musze sie wziasc za siebie :mrgreen:

Jakub - 2008-12-16, 16:03

paulaa napisał/a:

Earthlings juz oglądałam i pozbierałam trochę argumentów.

Uuuu. Wiesz, w Twoim profilu stoi, że masz 14 lat. Trochę hardcore'owy film jak na kogoś tak młodego. Oczywiście nie chcę generalizować, raczej zwrócić uwagę, że to wymagało sporo odwagi.

***EDIT***'

W zasadzie to powinienem napisać, że pokusiłem się o generalizację, chociem tego robić nie powinien. ;)

sylwia - 2008-12-16, 16:39

paulaa napisał/a:
w dodatku moi rodzice to lekarze, świecie przekonani że jedzenie trupów jest zdrowe.

moja koleżanka przeszła na wege w wieku lat 13, za przykładem taty stomatologa, który jest weganinem a wege był ze 20 lat. jej mama, która jest gastrologiem i chirurgiem też jest wege. więc możesz pokazać rodzicom taki przykład :)

paulaa - 2008-12-16, 18:04

Jakub napisał/a:
Trochę hardcore'owy film jak na kogoś tak młodego.

nie mogłam po nim spać ;)

właściwie to oglądałam Earthlings we fragmentach jak nie mogłam już patrzeć to przełączałam ;)

Cytat:
za przykładem taty stomatologa, który jest weganinem

mój tata też jest dentystą ale dla niego zawsze musi być mięso na obiad :-?
tata twojej koleżanki ją rozumiał a mój kiedyś mówił(dawno temu) że i tak nie zmienię ewolucji (??).

Jakub - 2008-12-16, 18:44

paulaa napisał/a:

w dodatku moi rodzice to lekarze, świecie przekonani że jedzenie trupów jest zdrowe.
wytłumacz lekarzom że mylą się w kwestii zdrowia. popierając sie stronami internetowymi. :lol:

To pokaż im ten artykuł
http://www.pcrm.org/healt...rian_foods.html
i powiedz im, żeby (jeśli naprawdę zależy im na Twoim zdrowiu i nie jest to tylko wymówka, by wciskać Ci mięso) sprawdzili w źródłach, na które się ten artykuł powołuje. A są tam takie tytuły jak:
British Medical Journal
American Journal of Clinical Nutrition
New England Journal od Medicine

że wymienię tylko trzy tytuły cieszące się dużym zaufaniem w świecie naukowym.

Pozdrawiam,
jakub :bye:

paulaa - 2008-12-16, 19:03

dzieki :D a nie ma może tej strony przetlumaczonej? :-) z tych samych źródeł czy coś bo moja mama umie angielski ale raczej nie na tyle żeby czytać taki tekst zupełnie bez słownika a nie sądzę żeby jej się chciało/miała czas tłumaczyć :-?
michalm - 2008-12-16, 20:14

paulaa, dodatkowo możesz umówić się z rodzicami, że przestaniesz jeść mięso tylko na 30 dni. Po tym czasie przede wszystkim sama się przekonasz, czy ci to pasuje, a i rodzice będą mieli troszkę mniej argumentów :)

Strategia ta jest wypróbowana i sprawdzona :P:P
---------

Ja powiedziałem, że rzucam mięso, mleko, jaja i... wszyscy się przyłączyli :F

paulaa - 2008-12-16, 20:17

Właśnie chyba tak spróbuje ;)

michalm napisał/a:
Ja powiedziałem, że rzucam mięso, mleko, jaja i... wszyscy się przyłączyli :F

jacie ale masz fajnych wszystkich :D

krzysztof - 2008-12-16, 21:16

zobacz tutaj Yolin ma 40 lat i jest wszystko ok. - uda się , przekonasz.

http://www.forumveg.webd.pl/topics6/3856.htm

POZDRAWIAM Z ZIELONEJ GÓRY :sloneczko: :bye:

Alispo - 2008-12-16, 22:10

krzysztof napisał/a:
zobacz tutaj Yolin ma 40 lat i jest wszystko ok.


:?: :roll:

justay - 2009-01-05, 20:25

Ja nie owijałam w bawełnę, dużo też nie mówiłam. Zauważyli sami :roll:
assasello987 - 2009-01-08, 18:35

ja pierwszy raz mowilam jak mialam gdzies 13-14 lat jak przy obiedzie obejrzalam jakis dokument z rzezni. moja matka wylaczyla tv w mysl zasady czego oczy nie widza temu sercu nie zal. a teraz jak wracam do domu na swieta z uczelni to za kazdym razem musze mowic ze jestem wege i za kazdym razem jest taki szok jakbym dopiero od tygodnia byla
PeggyBlue - 2009-08-30, 15:49

Hmm, temat myślę, że ogólnie trafny, bo część młodych ludzi mieszkających z rodzicami nie wie jak poinformować swoich bliskich o tym fakcie...a jeśli rodzice są mięsożerni ich obawy o zdrowie dziecka i takie tam są dość zrozumiałe...to normalne, że ludzie boją się nowych rzeczy...także wegetarianizmu. Ja nie miałam w sumie takiego problemu, bo systematycznie przestawałam jeść mięso. To był cały proces...od małego dziecka uwielbiającego kiełbasę z ogniska, poprzez odstawienie tłustego, "nieładnego", ...nie wiem..żylastego, następnie odstawienie drobiu i ryb, bo kogoś kto czyta skład wszystkiego co ma zjeść i ekstremalnie przestrzega wegetariańskiej diety. Na początku też to było dość trudne. Będąc dzieciakiem ok. 9-letnim nie znałam pojęcia wegetarianizmu...nie był to wymysł ideologiczny, co prawda rozumiałam już czym jest mięso i skąd pochodzi, ale nie jestem pewna jaka kwestia przeważyła. Nie sądzę, żeby u dziecka w tym wieku była to jakaś ideologia... po prostu mięso zaczęło obrzydzać, przestało smakować, powodowało odruch wymiotny, a przy tym bardzo lubiłam zwierzęta od zawsze... Moja rodzina była zawsze mięsna, pod względem diety chyba przeciętna. Choć także ceniąca sobie dobre jedzenie, względem gustu każdego z jej członków. Jak byłam jeszcze mała pamiętam kilka sytuacji, w których rodzice kazali mi coś zjeść, a ja nie chciałam. Powoli przyzwyczajali się do tego. To też był proces. Trzeba dać czas rodzinie. Napisałam wcześniej, że obawy rodziców są uzasadnione, tak bo trzeba przechodząc na taką dietę nauczyć się wielu rzeczy. Ja bardzo szybko zaczęłam sobie sama gotować. Teraz moi rodzice wiedzą już co jem a czego nie i chyba w pełni to akceptują. Zawsze lubiłam owoce i warzywa i dzięki moim rodzicom nigdy mi ich nie brakowało. Teraz tylko czasami mam problem z kupieniem czegoś np. bez żelatyny lub koszenili...ale to drobnostki. Nie namawiam nikogo na wegetarianizm, myślę, że trzeba samemu podjąć taką decyzję. Myślę, że rodzice powinni dać Ci szansę i ewentualnie pomóc, sama stwierdzisz czy to jest dla Ciebie i czy Twój organizm to akceptuje. Bo jednak jest to jakaś biologiczna zmiana jeśli się zmienia dietę radykalnie. Znam przypadek, w którym dziewczyna musiała wrócić do poprzedniej diety, nie wiem do końca z czego to wynikało, ale był to najlepszy dla niej okres. Bardzo schudła i źle wyglądała. Wielu ludzi myli wegetarianizm z jakimś głodzeniem, czy dietą na odchudzanie...a to już zupełnie coś innego i prowadzi to złych sytuacji. ...a przecież my jemy normalnie:).
AgaWroc - 2009-09-26, 15:08

po prostu powiedzialam 'nie jem' i już. oczywiscie rodzice protestowali, ale musieli to zaakceptować. od jakiegoś czasu mama bardzo mnie podziwia i czasem stara się zrobić coś wege gdy przyjezdzam w odwiedziny:)
Unique_ - 2009-09-27, 19:17

Ja postawiłam rodziców przed faktem dokonanym. Już jak byłam mała to planowałam być wege, ale im to nie pasowało. Po kilku latach po oglądnięciu filmików z rzeźni pomyślałam, że już dłużej tak nie mogę i oświadczyłam im, że już nigdy w życiu nie tknę mięsa. Najpierw było 'a ty głupia jesteś' itd. Chcieli mi dawać, ale się uparłam, więc po kilku próbach zrezygnowali. Potem chcieli żebym chociaż rybę jadła bo to przecież mięso nie jest. :roll:
Kilka osób z mojej rodziny podziwia mnie, że ja w ogóle mogę żyć tak bez jedzenia zwierząt. Po za tym reszta jest pewna, że to tylko taki wiek i mi się odmieni. :roll:

Diaboł - 2009-10-02, 01:40

Tak, najlepiej jest postawić przed faktem dokonanym, wszelkie pytania "czy mogę" będą brane za oznakę słabości ;)
Ja swoim rodzicom po prostu powiedziałem że mięcha nie jem, a jak zaczęli wydziwiać to im powiedziałem że to co jem to moja sprawa i nic im do tego - sprawe miałem ułatwioną o tyle że mieszkam w akademiku a do domu przyjeżdżam co jakiś czas i mam już swoje lata.

Clavica Vile - 2009-10-02, 09:36

A u mnie była dłuuuga rozmowa na ten temat. Zaczęłam ją bardzo poważnie (teraz mi się śmiać chcę jak o tym pomyślę :lol: ) od: "Mamo, musimy porozmawiać, bo chcę diametralnie zmienić swoje życie." - mina rodzicielki bezcenna XD (Nie wiem co pomyślała, może że chcę wstąpić do zakonu, albo że jestem lesbijką :D ). Potem była dłuuga rozmowa (głównie mój monolog), że nigdy nie pałałam miłością do mięska (no może prócz schabowych i tataru :D ) i z przyczyn własnych, zdrowotnych, etycznych i ekonomicznych chcę je wykluczyć z diety. Potem padło nieśmiertelne pytanie: "To co ty będziesz jeść?". Odpowiedź, była dosyć szybka: "To co normalny człowiek jeść powinien, warzywa, owoce, grzyby, mleko i jajka." Powiedziała mi, że ją to martwi, bo nie sądzi, że da się żyć bez mięsa, a "głupim artykułom w internecie" nie da na 100% wiary. Więc zaproponowałam, że znajdę dietetyka, który ją uświadomi, że to nic złego i że da się tak żyć i ułoży mi dietę. (Jakbym wtedy wiedziała do czego się zobowiązuję, to pewnie bym nie zaproponowała xD) Znalezienie dietetyka zajęło mi jakieś cztery miesiąc i ok 400 zł wydanych na wyjazdy i wizyty (musiałam zacząć roznosić ulotki, żeby mieć fundusze), aż wreszcie trafiłam do Wrocka. Po wstępnej wizycie przyprowadziłam matulę i zostawiłam ją na pół godziny na pogadankę... Po wyjściu z gabinetu było tylko "no niech ci będzie..." ... A potem zaczął się dłuuugi proces przechodzenia z mięsa na nabiał i roślinki i oswajania z myślą resztę rodzinki... Happy end(?)
Vegenika - 2009-11-16, 20:14

A ja się zbierałam w sobie bardzo długo... W końcu kiedyś przy obiedzie wzięłam głęboki oddech, odsunęłam talerz i powiedziałam, że nie chcę jeść niczego, co niegdyś żyło.
Szok
Potem nieśmiertelne "to co ty będziesz jeść? Mięso jest zdrowe, dostniesz anemii!" itp. itd.
Aż w końcu akceptcja, o ile "nie bedzie to musiało nikogo obchodzić". Czyli zostałam zmuszona do samodzielnego gotowania (i bardzo dobrze, patrząc z dzisiejszej perspektywy ;) ). Ach, miałam jeszcze obiecać, że nie powiem reszcie rodziny :turla:
Właściwie to ta rozmowa była pozytywnym zaskoczeniem, pamiętam, że myślałam, że będzie dużo gorzej

EastWDZ - 2009-12-15, 23:17

U mnie to bylo tak ze wracalismy do domu i byl temat kolacji...No i byl pomysl zrobienia jajecznicy, to ja tak "Bardzo dobry pomysl, ale ja robie sobie osobna bez miesa bo od dzis jestem wegetarianinem" :D ...Troche malo suptelne, ale troche ich to rozbawilo "tydzien nie wytrzymasz", "No to jutro kurczak"(kiedys moje ulubione danie), itp. teksty :lol: ...Ogolnie to maja w powazaniu to co jem, bo to moje cialo i moje "problemy" zdrowotne...
Talia - 2009-12-19, 21:32

Powiedziałam, że nie jem i już.

Słyszę tylko,że pogłębiam swoją anemię...po za tym jest luuz.
Rodzice to bardzo akceptują.
Gorzej z ciotkami i babciami...zapewne każdy zna ich teksty :roll:

AssMin - 2010-02-18, 20:31

U mnie w domu mięso jadło się zawsze, kiedy przybyłam na niedzielny obiad do mamy i powiedziałam że poproszę bez kotleta,wyśmiała mnie, ja wyśmiałam ją i tyle
justka - 2010-02-19, 23:16

U mnie muszę przyznać, było całkiem lajtowo. Ja tak trochę stopniowo przechodziłam na wegetarianizm, marudząc wszystkim wkoło skąd sie bierze mięso i że tak być nie powinno. Aż któregos dnia będac z mamą na zakupach znowu zaczęłam ten temat to moja rodzicielka stwierdziła "Przecież nie musisz jeść mięsa" i zaprowadziła mnie na dział pełen soi i jej pochodnych produktów :lol: I w od tamtego dnia porzuciłam mięso całkowicie :mrgreen: Później dwoje z trojga mojego rodzeństwa również stała się wege więc u mnie generalnie był z tym luz. Żadnego wpychania miesa, namawiania<no może poza kilkoma próbami ojca> bez komentarzy typu że mięso trzeba jeść trata ta i takie tam podobne :D
chuba1. - 2010-02-21, 22:26

prosto 'od dzisiaj nie jem mięska' dlaczemu? bo nie lubie etc etc. ;) przyjęte bardzo pokojowo i tak już zostało...
hammerhead - 2010-02-27, 19:32

dosc długo ten proces trwał. chodzi o to, że przy stole gdy na obiad był jakis kotlet to odmawialam zjedzenia, na poczatku rodzce mnie bardzo zmuszali, potem coraz mniej. a teraz tylko tata, ale to mama gotuje ; )

[ Dodano: 2010-02-27, 19:33 ]
zazdroszczę wam tych wyrozumiałych rodziców.
dla mojego ojca wege to choroba, i w ogóle jestem chora, poprzestawialo mi się w mózgu i muszę się leczyc. mama na szczęście zaakceptowała ale z trudem.

[ Dodano: 2010-02-27, 19:38 ]
krzysztof napisał/a:
POZDRAWIAM Z ZIELONEJ GÓRY :sloneczko: :bye:


ooo ja też z ZG ; )
Jak miło, że w tym mieście są wege, bo ja wielu nie znam.

Soledad - 2010-03-18, 01:52

ja nikomu się nie tłumaczę ani nie zachęcam, jak już to wyjdzie,to mówię że ze względów zdrowotnych,bo po mięsie i mleku czuję się źle i chora. przy piciu mleka miałam objawy jak przy astmie, dusiłam się wręcz, nie mogłam powietrza złapać,więc nikt mnie nie zmusi do tego g... najgorzej u babci na imieninach,bo u niej to zawsze żeberka, karczek itp. najgorsze tłuste mięcho i zachęca mnie do tego świństwa. ale ja zawsze taka byłam,że na swoim stawiałam,więc nikt mnie swoimi pseudomądrościami na mięso i mleko nie nawróci :sloneczko:
Nawiedzona - 2010-03-24, 19:58

To było jak wróciłam z bierzmowania, powiedziałam mamie, że na ulicy zobaczyłam rozjechanego psa i od tej pory nie tknę mięsa.
Vanillacoco - 2011-01-15, 15:51

Tak, u mnie podobnie... Wszystko powoli, naoglądałam się, nasłuchałam, i jednym słowem w końcu uświadomiłam, powiedziałam, że nie jem i już. Mama stwierdziła, że już miałam taki okres duchowego nawracania, ja uparłam się, że nie tknę i koniec. Oczywiście następnego dnia, dziwnym trafem, na obiad ziemniaczki, suróweczka i kurczaczek, schabowy przyprawiony, jak ostatnim razem na moje bierzmowanie. Kiedy odmówiłam, mama rozzłoszczona bezskuteczną próbą, kazała mi "jeść w takim razie, to co jest" i wylądowałam z ziemniakami i resztą surówki. Żałujcie, że nie widzieliście jej miny, gdy zjadłam wszystko ze smakiem. Wygłosiłam jej wtedy szereg argumentów, obalających klasyczne, nie można nie jeść mięsa, bo to niezdrowe (ociekające tłuszczem mięso, jest zdrowsze od warzyw i owoców) + mój pogląd, w dość brutalny i nie oszczędzający poznanych przeze mnie szczegółów, które nawróciły mnie na wegetarianizm, sposób, aż w końcu sama kazała mi się zamknąć (uświadomiona mama jada jakby mniej mięsa). Po tym dniu przyswoiła sobie magiczne zdanie "No to ty przecież nie musisz jeść". Następne starcie nastąpiło z ciotką i wujkiem, jakich dobrze znacie zapewne z własnych rodzin, nie kłóć się z ciocią/babcią/wujkiem, no zjedz już chociaż w gościach. Posłusznie dałam wpakować sobie pulpeta na talerz, oczywiście uzgadniając w konspiracji z mamą w kuchni, że i tak go nie tknę, napięcie mojej mamy podczas obiadu (zje, czy nie zje!?) bezcenne. Kiedy w końcu padło sakramentalne pytanie "Dlaczego nie jadasz kotleta? Mięsko to, mięsko tamto" i opowieść o ubojni w pobliskiej miejscowości, mama widząc moją minę, wkroczyła i stwierdziła, że "nie mów o tym przy niej, bo ona to tak nie bardzo..." Po czym smacznie dokończyłam ziemniaki i odeszłam od stołu. Na następny dzień mama wróciła już do domu, z pizzą wegetariańską:mrgreen:
vanilya - 2011-01-15, 18:06

Ja chyba nigdy oficjalnie nie ogłosiłam swojego wegetarianizmu, samo to wyszło, stopniowo. Potem powiedziałam, że w sumie chciałabym w miarę możliwości zbliżać swoją dietę do weganizmu, żeby w jeszcze mniejszym stopniu przyczyniać się do wyzysku zwierząt. Nikt się nie buntował.
Ripley - 2011-01-16, 02:33

Hmm...
Mój wegetarianizm został przyjęty w miarę normalnie. Mama nie jest jakąś fanatyczką mięsa, łojciec zna paru wegów i jakoś poszło. Ale na niego przechodziłam stopniowo, już wcześniej miałam okresy częściowo bezmięsne, rozmyślałam nad noszeniem skóry etc.
Z weganizmem trochę ciężej. Najpierw zostałam wyśmiana. ;] Potem jakoś poszło... tylko zamiast słodyczy zaczęłam dostawać puszki groszku i mleko sojowe, hah... Podawałam rodzinie i znajomym wegańskie ciasta i obiady (IMO degustacje to jeden z najlepszych sposobów promocji weg(etari)anizmu 8-) ).
Niestety ostatnio popełniłam parę błędów, jadłam za dużo strączkowców i orzechów, a za mało warzyw, rozchorowałam się i takie tam, więc aktualnie bujam się między ovo-wege a wega, ale to offtop.

zielenina - 2011-01-23, 20:12

Ja po prostu kiedyś przy śniadaniu powiedziałam, że już od pewnego czasu nie jem mięsa i więcej nie zamierzam. Odpowiedzi były różne...
Moja mama-standard: za tydzień ci przejdzie, ciocia X w twoim wieku też miała takie głupie pomysły.
Tata natomiast dowiedział się od mamy i powitał mnie jakimś nieznanym mi tańcem, śpiewając "Hare Kryszna!Hare Kryszna!"(z miejsca zaznaczam, że nie mam nic do krysznaizmu).
Dziadkowie uważają że wstąpiłam do sekty/gangu ,a zrobiłam to z powodu ciężkiej choroby umysłowej.

iamclockwork - 2011-03-31, 01:46

Cześć wszystkim!

Z ciekawością czytałem sobie forum i natrafiłem na wspaniałą okazję, żeby pochwalić się moją rodzinką. Here goes:

Weganinem jestem od około pół roku (bez okresu przejściowego, poprostu *pstryk* skończę to co mam w lodówce i już nie będę jadł tego świństwa), kolegom powiedziałem w żartach, że to przez film "Scott Pilgrim kontra świat" gdzie jeden z bohaterów miał supermoce przez bycie weganinem :D
Rodzinką natomiast chciałem zająć się subtelniej więc najpierw powypytywałem ją o wegetariańskie przepisy, a potem kiedy spytała czy chcę być wegetarianinem powiedziałem, że to niedorzeczne i nigdy w życiu. Chcę zostać weganinem. No, ale wiedziałem, że z mamusią pójdzie mi najłatwiej bo ona sama rzadko jada mięso i ma wegetariańską knajpę we Wrocławiu.
Pierwsza część z głowy. Czas na dziadków - oba zestawy załatwione podczas weekendu w domu. W pierwszym przypadku padło tylko powątpiewające pytanie "a może chociaż na wegetarianizm, bo to może niezdrowe...?" ze strony babci, ale bez żadnych wyrzutów czy nakłaniania i temat skończył się najpyszniejszym, w pełni wegańskim obiadem jaki jadłem w życiu. W drugim przypadku jedyne co usłyszałem to, że mogę się tak żywić bo strasznie łatwo jest przygotować wegańske potrawy i w to dziadkom graj :D
Nooo... to myślę, że dość jak na pierwszy post :mrgreen:

vanityy - 2011-03-31, 07:50

:shock:
wez powiedz, ze klamiesz?!

Hikikomori - 2011-03-31, 08:58

vanityy napisał/a:
:shock:
wez powiedz, ze klamiesz?!


Na pewno mu się daty pomyliły, myślał, że dziś jest 1 kwietnia ;)

Milia - 2011-07-14, 13:48

U mnie bylo tak, przez telefon z mama, a w tle tata:
ja: Wiesz mamo, podjelam pewna decyzje... yyyy... ja juz nie jem miesa
mama: Andrzej, ona nie je miesa!
tato, w tle: Zglupiala na stare lata!
mama: Corciu, ale dlaczego?!
tato, w tle: Spytaj sie jej czy chce zglupiec do reszty jak ta jej kolezanka co nie ZRE nawet ryb i jaj!
mama: A co z twoim mezem?
tato, w tle: Ale kombinuje, malo jej wrazen, chce sie pochorowac ( :mrgreen: ) Teraz to juz NIC nie bedzie ZARLA.
(bo jak mialam 18 lat to mialam niedowage, ktora zazegnalam juz dawno temu ale moi rodzice ciagle uwazaja ze jestem za chuda)

:roll:

donia - 2011-07-14, 16:31

Cytat:
tato, w tle: Ale kombinuje, malo jej wrazen, chce sie pochorowac ( ) Teraz to juz NIC nie bedzie ZARLA. (bo jak mialam 18 lat to mialam niedowage, ktora zazegnalam juz dawno temu ale moi rodzice ciagle uwazaja ze jestem za chuda)


Zupełnie, jakby żywcem wyjęte z mojego domu :D Ja też miałam takie przygody z wagą i mój tata do dziś jest zdania, że mój wegetarianizm jest tylko moim pomysłem na to, by spożywać jak najmniej kalorii. I nie przekonuje go nawet fakt, że odkąd nie jem mięsa i ryb, to jestem grubsza niż, gdy byłam padlinożerna :mrgreen:

Ktosiu - 2011-07-17, 20:31

Ja jako wegetarianin z 6-letnim stażem (mam lat 18) nie pamiętam jak to w końcu było z mówieniem o byciu wegetarianinem. Ale od stosunkowo niedawna jestem weganinem. Najpierw powiedziałem mamie, że tylko na tydzień, bo chcę spróbować. Minęły dwa miesiące i były placki z jaj, mieli jeść wszyscy. i mówię, że mamie dziękuję bo od 2 mies. jestem weganinem. Oczywiście reakcja chyba wiadoma. No to pytanie czemu to mówię ... (standardowy zestaw vegan argumentów) ... No i chwilę był spokój.

Potem mama mnie jakiś czas tępiła więc się wkurzyłem i napisałem ręcznie pięciostronicową litanię dlaczego i po co. Od tego momentu z mamą jest spokój.

Po 3 miesiącach dowiedział się tato. Przy okazji jak uświadamiałem mamie dlaczego ten makaron nie jest wegański. Usłyszał, że nie chcę jeść makaronu. Była kłótnia i standardowe stwierdzenia typu: dostaniesz anemii i pójdziesz do szpitala i ja nie będę placił za twoją głupotę. Ale obecnie już się chyba z tym faktem pogodził.

Najgorzej było z jajami. Co jest wyjątkowo godne pochwały, rodzice konsekwentnie kupują tylko od jakiejś pani w jakiejś wsi. Warunki dobre. Kury mogą sobie pewnego dnia pójść na spacer i nie wrócić że tak powiem.

I żeby nikt sobie nie pomyślał, że rodzice się się mną nie interesują. Mówię tu o fakcie, że tak późno orientują się, że coś się zmieniło w mojej diecie. Jest to spowodowane tym, że praktycznie codziennie sam sobie gotuję, szczególnie, że od maja mam wakacje i dużo czasu.

hexehexe - 2012-01-05, 22:38

Ja mam bardzo tolerancyjnych rodziców, którzy nie robią nic przeciwko mnie: tzn. mama jako główna domowa kucharka nigdy nie była złośliwa na zasadzie: Chcesz zupę bez kostki cielęcej?! To sobie sama ugotuj!!! Nic z tych rzeczy :) Od samego początku była milutka i dostosowywała się do moich potrzeb- zaczęła kupować buliony grzybowe i polubiła też soję- w jej przypadku niestety "oprócz" mięsa a nie "zamiast" ale i tak jest kochana, że nigdy mi nie utrudniała życia i szanowała moje decyzje :) ) . Jednak jeśli chodzi o komentarze to już tak różowo nie jest- za czasów mojego wegetarianizmu mama przyzwyczaiła mnie do tekstu:

Cytat:
dostaniesz anemii i pójdziesz do szpitala i ja nie będę placił za twoją głupotę.


Ehhh myślałam, że jest w tym oryginalna, a tu widzę że inni słyszą to samo.

Teraz, kiedy przeszłam na weganizm, Mama przeszła na poziom hard w zastraszaniu i orzekła, że musi zbierać na mój pogrzeb :) no bo przecież bez nabiału umrę! Kto to widział! :P

Szkoda tylko, że rodzice są totalnie niepodatni na moje przekonywania :( .

xwegax - 2012-01-06, 10:34

Mam podejrzenia, że część rodziny dodawała mi do zup zmiksowane mięso, jak miałam już grubo ponad 20 lat :twisted: do tej pory słyszę komentarze i chamskie śmiechy pt. ja jem wszystko i dożyłem 85 lat (dziadek), "mięsa nie, jajek nie, kretynka" (tata), przy tym wszystkim o dziwo starają się gotować mi tak, żeby było dobrze.

Rodzina ze strony mamy po początkowych oporach (motyw Hare Kryszna już był tu chyba przytaczany ;) ) nie ma problemu z tym co jem, od prawie 10 lat gotuję sobie sama, więc nikomu roboty nie dokładam.

hexehexe - 2012-01-06, 12:02

Cytat:
"mięsa nie, jajek nie, kretynka" (tata)


Brak szacunku.
Choćbyś stała się wyznawczynią Wielkiego Potwora Spaghetti, nikt nie ma prawa nazywać Cię "kretynką".

xwegax - 2012-01-06, 14:52

hexehexe napisał/a:
Cytat:
"mięsa nie, jajek nie, kretynka" (tata)


Brak szacunku.
Choćbyś stała się wyznawczynią Wielkiego Potwora Spaghetti, nikt nie ma prawa nazywać Cię "kretynką".


Wszystko to racja, ale już nie mam siły z tym walczyć, powoli organiczam kontakty :hmmm:

m4teusz - 2012-01-06, 18:57

ja tam stopniowo, najpierw dzięki za czerwone mięcho, potem drób, ryby ... aż do weganizmu na zeszłą wielkanoc. poza początkowym "co Ty teraz będziesz jadł, co my mamy Ci gotować (a dawno już mieszkam poza)" nie było nic. na dzień dzisiejszy już od dawna nie jedzą wyżej uorganizowanych niż ryb a zawsze jak jestem to albo cały obiad jest wegański (najczęściej) albo oni mają nieco zmodyfikowaną wersję. jeszcze się nauczą :D
hexehexe - 2012-01-06, 20:01

xwegax napisał/a:
hexehexe napisał/a:
xwegax napisał/a:
"mięsa nie, jajek nie, kretynka" (tata)


Brak szacunku.
Choćbyś stała się wyznawczynią Wielkiego Potwora Spaghetti, nikt nie ma prawa nazywać Cię "kretynką".



Wszystko to racja, ale już nie mam siły z tym walczyć, powoli organiczam kontakty :hmmm:


Mi chodzi o formę wyrażania swojego niezrozumienia, niechęci, sprzeciwu. Można powiedzieć: "Zupełnie nie rozumiem Twojego wyboru! Wg mnie to abstrakcja i absurd! Totalny bezsens. Absolutnie tego nie popieram i mam nadzieję, że szybko zmienisz te swoje nietypowe nawyki żywieniowe." zamiast: "Kretynka"

(Choć teraz sobie przypominam, że moja niby 'normalna' ciocia nieraz mówi o swoim mężu i synu: "A ten idiota wymyślił..." gdy coś nie jest zgodne z jej zdaniem. Po prostu takie ma słownictwo i styl bycia. Cóż, różni są ludzie.)

Ale moja uwaga to był taki temat poboczny... tu chodzi nie tylko o weganizm/wegetarianizm tylko o ogólny brak tolerancji + brak kultury słowa + brak szacunku do najbliższych w jednym. To już nie jest rozmowa na forum (zwłaszcza, że przedłużam mój offtop :D ) ale ja bym na Twoim miejscu porozmawiała z tatą o tym, co to jest "szacunek". A taki tekst jaki tu zacytowałaś, gdyby padł z ust mojego taty, to byłaby to nasza ostatnia w życiu "rozmowa"

[koniec offtopu]

xwegax - 2012-01-07, 09:37

hexehexe napisał/a:
xwegax napisał/a:
hexehexe napisał/a:
xwegax napisał/a:
"mięsa nie, jajek nie, kretynka" (tata)


Brak szacunku.
Choćbyś stała się wyznawczynią Wielkiego Potwora Spaghetti, nikt nie ma prawa nazywać Cię "kretynką".



Wszystko to racja, ale już nie mam siły z tym walczyć, powoli organiczam kontakty :hmmm:


Mi chodzi o formę wyrażania swojego niezrozumienia, niechęci, sprzeciwu. Można powiedzieć: "Zupełnie nie rozumiem Twojego wyboru! Wg mnie to abstrakcja i absurd! Totalny bezsens. Absolutnie tego nie popieram i mam nadzieję, że szybko zmienisz te swoje nietypowe nawyki żywieniowe." zamiast: "Kretynka"


nie wiem czy to coś zmienia, ale było to nie tyle DO mnie, co O mnie w rozmowie z osobą trzecią. To samo dziadek.

No i to, co mnie zawsze śmieszy- noszę rozmiar solidne 44, ale "biedne dziecko nic nie ma do jedzenia" peace

tęczowa - 2012-01-07, 13:34

mniej się dziwiono jak przeszłam na weganizm niż jak znowu zaczęłam jeść syfne rzeczy.mama udaje że nic nie widzi :lol:
marti - 2012-04-24, 22:45

Rodzinie to ja jeszcze nie powiedziałam (mieszkam na stancji), ale ja już tak długo gadam im o szkodliwości mięsa, o tym że sa weganie sportowcy z b. dobrymi wynikami itd. (niestety moralne względy by nie podziałały), że przynajmniej mama ograniczyła mięso i jak nie chcialam to mi nie wpychała, ale i tak jest zwolenniczką ogólnoświatowgo poglądu, ze mięso jest konieczne, więc się jeszcze pewnie wstrzymam z oznajmieniem orędzia ;)
Natomiast w mieszkaniu spoko, koleżanka z pokoju tylko mi marudzi, że karmię ją tofu i zdrową żywnością (gotujemy razem), trochę niby narzeka, ale to raczej z przekory, bo talerz zawsze wyczyszczony zostaje :D

D.M. - 2012-05-01, 21:45

Dla mnie to zupełnie nie było problemem. Warto zauważyć, że w dzieciństwie, kiedy jadałem mięso, wszystko jedno już miałem dużo dziwactw co do jedzenia: wiele potraw nie jadałem, bo nie lubiłem albo nawet po prostu uważałem, że nie lubię (czasem nawet nie kosztując). Przy czym nie tak, żebym był jakimś wyrafinowanym smakoszem, a raczej na odwrót: z reguły lubiłem proste jedzenie i nie lubiłem wyszukanego. To było bardzo zauważalne podczas różnych imprez z jedzeniem; czasem mogło dochodzić nawet do takiego, że jadłem na takiej imprezie tylko chleb.

I teraz to jeszcze trochę pozostało, ale w znacznie mniejszym stopniu. Stopniowo nauczyłem się być mniej kapryśnym, chociaż niektórych potraw wszystko jedno nie mogę jeść, zwłaszcza ostrych. Natomiast wprowadziłem ograniczenia wegetariańskie. Więc, kiedy te ograniczenia wprowadziłem, to tak po prostu poinformowałem o tym mamę i ona wzięła to do wiadomości (szczegółowiej o czasie wprowadzenia i rodzajach ograniczeń napisałem w odpowiedniej podsekcji tego forum). To nie tak już drastycznie zmieniało stopień mego dziwactwa.

Stosunek innych ludzi do mojej diety wygląda tak, że po prostu moi znajomi wiedzą, że jestem nieco dziwnym człowiekiem, zwłaszcza w kwestiach jedzenia. Absolutnie nie postrzegam tego jako problemu. Bywa, że ktoś wyraża myśli potępiające (łagodnie) takie moje zachowanie, wtedy odpowiadam, wynika dyskusja; i to nie jest problemem, a na odwrót - to jest ciekawe.

Chyba warto też zauważyć, że w mojej rodzinie nigdy nie było zwyczaju jeść dużo mięsa, a tylko czasem, nie codziennie. Oprócz tego, mój ojciec też wyróżnia się tym, że nie lubi wielu potraw i woli proste jedzenie; tylko mamy z nim nieco różne zbiory nielubianych przez nas potraw.

Nutaharion - 2012-12-23, 03:18

U mnie wszystko przeszło normalnie i na spokojnie, nikt nie robił dziwnych min. Wegetarianinem jestem od ponad 4 lat. Jedyne mięso jakie akceptowałem dawno temu to było mięso z kurczaków. Jeżeli na obiad była ryba, mielone czy inne cudo to sobie robiłem jajka i tyle.
A jak to się zaczęło:
Poznałem koleżankę, wegetariankę, miło nam się razem żyło. Jeżeli się już o coś pytałem to odpowiadała normalnie więc miło się jej słuchało (znam dziewczyny co od razu skaczą (dosłownie) z mordą, że jak to można pożerać zwierzaczki, takie zachowanie raczej nie przystoi i zraża a nie jedna). Stwierdziłem, że czemu by nie spróbować ;-) ?

No i tak to się zaczęło.

Najgorsze jest to, że kontakt z wegetariańską koleżanką się urwał zanim się dowiedziała o mojej nowej diecie ;-(

Obecnie jestem zadowolony z podjętej decyzji. Nowe smaki, lepsze kolory w kuchni i nareszcie doświadczenie w kuchni. Monotoniczność oparta głównie na ziemniakach zostałą przerwana.
Reszta domowników to mięsożercy więc gotować muszę sobie sam (aczkolwiek mama wyrzuciła mięso z zup więc je jem, o dziwo innym nadal smakują). Ogólnie fajnie jest jak coś ugotuję i reszta rodziny też zje z chęcią, a często jak gotuję tylko dla siebie to pytają się gdzie dla nich.
Zawsze narzekali na kotlety sojowe a jak ja sam zrobię to sami chcą po 3-4 sztuki. Więc zamiast robić tylko dla siebie ro od razu wrzucam całą paczkę.

Ogólnie czytałem forum wcześniej ale jakoś nie potrzebowałem kontaktu z innymi wege.

buu - 2012-12-23, 12:00

Moje przejście na weganizm odebrano normalnie, narzeczony pochwalił bo w tym czasie chciałam coś zmienić w życiu,czegoś mi brakowało a wege przyszło mi naturalnie. Moja "dread mama" sama zaczęła zastanawiać się nad weganizmem i co tydzień wypytuje co tam będę sobie gotować i czy zrobię więcej ;) (robię zakupy na tydz gotuję i zamrażam, jest mi łatwiej przy dziecku odgrzać gdy nie zawsze ma ochotę z mamą siedzieć przy garach :P)
Najbardziej zdziwiła mnie reakcja siostry, która była wegetarianką (niestety złe prowadzenie diety, stresy w szkole etc.) i to ona mi zaczęła docinać (zazdrość?).

- Mamo znalazłam wegetariańską restauracje może się wybierzemy w weekend?
Siostra - POWODZENIA :lol:
Sis - A Ty wiesz, że połowę ciuchów musiałabyś wyrzucić?! No i glany a ja Ci w te wakacje kupowałam!
Sis - Robię tortillę na obiad, kupiłam trochę warzyw żebyś też mogła sobie zrobić i w ogóle.. (czytam skład wrapów, mleko, jaja podziękuję). O MATKO to sama se gotuj!
Sis - Robię zupę warzywną na obiad. Możesz zjeść z nami (ja ucieszona bo kupila kostki warzywne, nie wegetariańskie - o to też był spór - wszystko cacy, chcę sobie nałożyć zupy patrzę a tam... pływają kawałki roztopionego żółtego sera -.-)
Sis - Może pojedziemy kupić farbę do włosów bo już masz taką kupę na głowie.. (jebitna czerwień firmy Schwarzkopf nosiłam od wakacji, zawsze lubiłam kolorowo mieć na głowie)
- Wiesz, ja sobie teraz szukam nie testowanych farb i w ogóle..
- O Jezuuuu już nie przesadzaj, chcesz wyglądać jak gówno to proszę bardzo bla bla bla

Mimo wszystko jej docinki mi zwisają bo to ona ma z tym problem nie ja.

filifjonka - 2012-12-23, 12:29

Dobrze, że Ci zwisają te docinki, ja bym się z bratem pewnie pobiła jakby mi tak docinał :-D Na początku sobie ironizował, bo to dziecko internetu a w internecie wiadomo, wege to chorzy psychicznie, ale generalnie on mnie podziwia i czasem ma takie teksty że mi się miło robi ;-) Oczywiście, przy kuzynie sobie żartuje, ale jak coś gotuję i jesteśmy sami to jest zachwycony, że znowu robię coś wegańskiego.

A reszta rodziny klasycznie nic nie wie i przede mną wielka świąteczna próba, żeby się nie dowiedzieli.

Jo_Super - 2012-12-24, 00:04

Rany, jak dobrze, że nie muszę w rodzinie nic nikomu tłumaczyć. Jestem weganką i najbliżsi już to wiedzą, nawet nie wiem kiedy i jak się dowiedzieli, jakoś tak się samo wszystko ułożyło. A gdy czasem jadamy wspólnie obiady (mimo, że tajemnicą mój weganizm nie jest) to zawsze pojawia się pytanie "Joanno, kurczaka/karkówki/mielonego?", ja na to "Nie, dziękuję." i jemy dalej :D Widać liczą na to, że pewnego dnia zmienię zdanie i zjem z nimi mielońca :P
czerwony_autobus - 2012-12-24, 01:44

Up mnie nie było żadnego problemu. Po prostu dwa lata temu po świętach nie wróciłam do mięsa. Jakiś czas jadłam jeszcze ryby. Nigdy nie zadeklarowałam się jako wegetarianka i do dziś nieprzedstawiam się tak.
Rodzice dalej czasem mnie 'nawracają' i uważają mnie za wojującą gdy mówię, że ich wędzonka w lodówce śmierdzi. Ale ostanio wywalczyłam własne półki wlodówce i jak zamroziłam im kilka rzeczy, które na nie wtargnęły to je szanują :)

D.M. - 2012-12-29, 23:19

filifjonka napisał/a:
A reszta rodziny klasycznie nic nie wie i przede mną wielka świąteczna próba, żeby się nie dowiedzieli.

I po co?

RafaelSaures - 2013-01-04, 11:02

Ja informowałem stopniowo czego nie chcę. A jako, że wcześniej z siostrą przestaliśmy chodzić do kościoła to podejrzewali jakąś sektę :P
Jak u wielu z Was były kłótnie i rozmowy bez celu. Były też fochy, obrazy, czasami nawet łzy.
Doszedłem do wniosku, że przekonać jest kogoś łatwiej swoim postępowaniem niż przekonywaniem.

Jaśmina - 2013-01-04, 14:19

U mnie chyba wszystko się odbywało stopniowo. To, że nigdy specjalnie nie przepadałam za mięsem, to rodzice zawsze wiedzieli. Oczywiście najpierw był wegetarianizm i tu bez żadnych większych rozmów. Po prostu zaczęłam jeść inaczej niżeli reszta domowników i tyle. Chyba jedynym 'ale' ze strony taty była tu kwestia nie jedzenia mięsa, a sport i wyniki. Po 3 latach oznajmiłam, że odrzucam jaja, mleko i pochodne. Tu także spokój. Oczywiście martwili się o stan mojego zdrowia, a ja dla spokoju pokazywałam wyniki badań. Po pewnym czasie mama się podpięła pod moje wegańskie jedzonko i wspólne szaleństwa w kuchni.
Największy przełom jednak nastąpił, jak 2 lata temu napomniałam im o witarianizmie. Tego to już nie są w stanie zrozumieć. Akceptować akceptują, jednak... uważają że to już wariactwo.

Olexy - 2013-01-10, 02:27

Przejrzałam sobie ten wątek i muszę stwierdzić, że jestem bardzo zdziwiona reakcjami rodziców niektórych z Was. O.o
U mnie przejście na wege odbywało się stopniowo, chociaż na samym początku, gdy zaczęłam wykluczać poszczególne mięsa nie do końca myślałam, że zostanę wegetarianką. ;)
Jakieś 5 lat temu wykluczyłam wszystkie czerwone mięsa- co prawda u mnie w domu wieprzowiny się raczej nie jadało, ale wszystkie inne pojawiały się na stole. Wynikało to raczej z tego, że uważałam jedzenie czerwonego mięsa za niezdrowe, nie smakowało mi też ono za specjalnie i do tego byłam w międzyczasie na diecie. Moi rodzice stwierdzili "ok" i nie mieli z tym żadnego problemu.
Potem stopniowo jadłam coraz mniej drobiu, rozważałam decyzję o wegetarianizmie, wkręcałam się w temat, czytałam blogi itp. aż do wakacji w 2012- wyjechałam i stwierdziłam, że jest to świetna okazja na zmianę i przejście na wege. Wiecie jak jest na wyjazdach- jest mniej czasu na gotowanie, je się na mieście, ciągle jest się czymś zajętym. Takie warunki okazały się naprawdę sprzyjające początkom mojej wege-diety, bo nawet gdyby mi mięsa brakowało, to nie miałabym czasu za nim zatęsknić. ;)
Po powrocie powiedziałam moim rodzicom, że już całkowicie rezygnuję z mięsa. Właściwie nie było żadnej dyskusji na ten temat- przeszli nad tym do porządku dziennego i zaakceptowali jako coś całkowicie normalnego.
Nie wiem- może wynikało to z tego, że już od dłuższego czasu gotowałam dla siebie i rodziny, a może z tego, że każdy z nas nie może czegoś jeść i od kiedy pamiętam kilka wersji obiadu nie było specjalnym problemem (np. fasolka po bretońsku w trzech wersjach: z mięsem, bez mięsa i bez cebuli)
Teraz często jedzą i gotują bez mięsa, a jeśli mają na coś mięsnego ochotę to po prostu sobie to przygotowują, mamy w lodówce też osobne półki na mięso, nabiał i całą resztę, więc w ogóle jest super. :)
Mój tata co prawda nie wyobraża sobie życia bez mięsa, ale jednak nie ma problemu z tym, że ktoś inny (w tym wypadku ja :P) podjął taką decyzję.
Naprawdę każdemu życzę takiego podejścia rodziców do weg(etari)anizmu. peace

edit: O rany, strasznie przepraszam, że tak długo. Mam problemy z kondensacją treści, ale nie myślałam, że aż tak się rozpiszę. :x

barni - 2013-01-10, 16:41

Co zakomunikowania rodzinie informacji odnośnie nieco odmiennego stylu życia (wegetarianizm, weganizm, witarianizm) to sądzę tutaj, że dobrze jest po prostu przyłożyć się do samodzielnego komponowania sobie posiłków. W innej sytuacji w dużej większości rodzina bardzo niechętnie będzie wykonywać prośby syna/córki, która z dnia na dzień zachciał kompletnie innych dań itd. Ewidentnie w przypadku rodziców będzie coś nie tak w dodatku, że przez poprzednie lata nigdy taka osoba nie sprzeciwiała się komponowaniu posiłków w całej rodzinie. Warto w takim przypadku zacząć krok po kroczku współdzielić kuchnię z mamą/tatą i komponować sobie posiłki.

Sam od gimnazjum przybrałem taką strategię i muszę przyznać, że sprawdziła się bardzo dobrze. Choć rodzice dziwnie patrzyli i wiadomo jak to w większości rodzin bywa odciągali od pewnych decyzji żywieniowych to w końcu sam przygotowałem sobie konkretne danie. Mama nie musiała gotować dla mnie obiadu, robić śniadania i kolacji ponieważ ja sam wszystko wykonywałem dzięki czemu dawałem przykład jak również unikałem drobnych sprzeczek z powodu nietypowych zachcianek. Dodatkowo przyszła zmiana stylu życia z produktów zwierzęcych na wyłącznie roślinne była głównie moją zmianą ponieważ to ja kierowałem przygotowaniem posiłków.

Również popieram, że nie ma co na sile przekonywać rodziny do zupełnie odmiennych nawyków żywieniowych. Metoda krocz po kroczku sprawdza się dużo lepiej.

Podobnie wygląda sytuacja ze znajomymi/współlokatorami gdzie moim zdaniem należy samemu dawać przykład bez nawiązywania do żywienia. Pytania osób trzecich z czasem tak czy tak się pojawią a wtedy dopiero można spokojnie na nie odpowiadać i wymieniać delikatnie poglądy.

W obu przypadkach występuje ważny element samodzielności i wzięcia warzyw i owoców we własne ręce ;)

RafaelSaures - 2013-01-10, 18:19

Olexy, Zależy jaką wagę rodzice przywiązują do odżywiania i wyrozumiałości. Jeśli są tacy co myślą, że schabowy na talerzu załatwia wszystkie sprawy to wtedy jest przerąbane...
czerwony_autobus - 2013-01-10, 21:33

U mnie kwestia zawsze wraca jak mi zdrowie szwankuje bo byliśmy kiedyś jak miałam problemy żołądkowe i niedobory żelaza u dietetyka. Pani oczywiście powiedziała, że czerwone mięso co rodzice usłyszeli, ale jak ja tą opcję wykluczyłam ( nigdy mięsa czerwonego nie lubiłam) to zaproponowała strączki czego już nie usłyszeli. Teraz przez brak wiedzy i stereotypy myślą, że wciskając mi szynkę dobrze robią.
RafaelSaures - 2013-01-11, 00:19

czerwony_autobus, masz dalej problem z niedoborem żelaza? Jak co to polecam Ci zwiększenie ilości produktów bogatych w wit C i do tego otręby. Ja strączkowym nie jadam dużo a mam za tyle żelaza :)
czerwony_autobus - 2013-01-13, 14:25

RafaelSaures napisał/a:
czerwony_autobus, masz dalej problem z niedoborem żelaza? Jak co to polecam Ci zwiększenie ilości produktów bogatych w wit C i do tego otręby. Ja strączkowym nie jadam dużo a mam za tyle żelaza :)
Odkąd nie jem mięsa problem zniknął :mrgreen:
RafaelSaures - 2013-01-13, 19:54

Cytat:
Odkąd nie jem mięsa problem zniknął :mrgreen:
To dobrze ;)
AreWeAllWeAre - 2013-10-28, 16:26

Pewnego dnia (a był to konkretnie Nowy Rok, pamiętam konkurs noworoczny w Ga-Pa) jak mi mama chciała dać mięso do jedzenia, to powiedziałam, że nie będę jeść mięsa.
A niedługo potem chciała mi dać rosół, ale ja powiedziałam, że nie będę jeść rosołu.
Potem jeszcze chcieli mi dać serek z żelatyną, ale jego też nie chciałam.
Mniej więcej tak się dowiedzieli.

Karviainen - 2014-07-06, 06:59

Ja z miechem skonczylam jako przedszkolatek. Mama nawet mnie tam bronila. Zmuszano mnie do jedzenia miecha a ja je chowalam pod ziemniaki, wsadzalam do buzi i do kibla chcialam wypluc. mama powiedziala, "ze jak nie chce to nie musi jesc miesa. MOzecie dac jej jedna lyzke wiecej ziemniakow". Jednak w domu jadlam zupy na miesie, bigos. Tylko, ze bardzo szybko i dokaldnie odzielalam miecho od reszty potrawy.
teraz to i zupy mi bez kosci robia jak do domu wracam.
Za to cale zycie slysze: jakbys zjadla mieso to by ci sie nic nie stalo. Ale na tym sie konczy. ja na to: nie, dzieki.

Co do jedzenia to ja troche inna zawsze bylam. Jak juz jedna osoba wspomniala, na imprezach jadlam suchy chleb. Bralam kromke i skubalam, taki swojski. Nie jadlam marchewki, szpinaku, pomidorow. Jak ojciec.

Przyjaciele? Wiekszosc znam z przedszkola i dla nich rorma, ze nie jem miecha.
Nowi przyjaciele ale glownie znajomi: takie czasy, ze nie jest to dziwne i sie to akceptuje.
Nikt nigdy mnie nie zmuszal, nie namawial. jak przyjaciele czy znajomi zapraszaja na jedzenie to sie pytaja: co dla Ciebie. Ja odpowiadam: jem to co Wy, tylko bez miecha.

Od poniedzialku jestem prawie wege. he he wiem, ze dziwnie brzmi. Chodzi o to, ze jem miod i nie zamierzam skonczyc ale skonczylam z nabialem. Niedlugo przyjedzie do mnie mama i tata i dzisaij chyba zadzwonie i im o tym powiem. Pewnie mama sie spyta, co jem to jej powiem co jem. Ich nie dziwi nic. Nawet to, ze na sniadanie jem same owoce. Wiele rzeczy podpatruja. Np. sokowirowka i zielone napoje. mama nawet jarmuz ma na dzialce. Aleo jak beda to bede musial cos fajnego przygotwac, myslalam nad jablecznikiem. zamiast jaj- banany, mleko migdalowe, zamiast tluszczu? mus jablkowy? Cos ywkombinuje. Albo zrobie chalwe. Tu mam szczescie. Raczej wyjasniac musialam, dlaczego chce biec w polmaratonie. he he "no ale po co?"

jenn90 - 2014-09-27, 18:27

A ja miałam 15 czy 16 lat kiedy zostałam wegetarianką. Mama podeszła do tego z żartem ("haha, zobaczymy na jak długo"), bo miałam prędzej kilka podejść, gdy nie jadłam mięsa przez kilka dni, a potem nie umiałam dłużej wytrzymać. Początki wyglądały tak, że jadłam codziennie ziemniaki i surówkę, bo nie chciałam kotleta. Wtedy do mamy dotarło, że naprawdę zrezygnowałam z mięsa, ale do niczego mnie nie zmuszała tylko kazała się zacząć zdrowo odżywiać. :) Pilnowała, żebym przygotowywała sobie zbilansowane posiłki, nauczyła mnie gotować i codziennie wspierała. Zaczęła gotować wege zupy, żebym też mogła jeść. A nawet broniła przed wrednymi ciotkami, które pukając się w głowę, wróżyły mi szybką śmierć. :lol: Dzisiaj po tylu latach moja mięsożerna rodzina przynajmniej 2-3 razy w tygodniu je wegetariański obiad i już nawet nikt nie marudzi, kiedy mama mówi, że ja gotowałam. :)
Krzych - 2014-09-27, 18:45

Ja powiedziałem, że próbowałem już wszystkiego na te moje jelita poza odstawieniem mięsa więc od dzisiaj go nie jem. I w sumie taka była prawda, bo początek z wegetarianizmem miałem właśnie z pobudek zdrowotnych i desperackiego szukania wyjścia z choroby, wyjścia którego nie ma. Dopiero tego samego dnia zainteresowałem się bliżej kwestią etyczną i to było coś co utwierdziło mnie w tym, że rezygnuję z mięsa. I właściwie aspekt zdrowotny szybko poszedł na dalszy plan, bo nadal czuję się bardzo źle, więc jestem na tej diecie już tylko ze względów etycznych. O tym mama dowiedziała się będąc ze mną u dietetyka, a z nikim innym o tym nie rozmawiałem, bo nie uważam żebym miał obowiązek się przed kimkolwiek z tego tłumaczyć i jeszcze może wszystkim o tym komunikować z własnej inicjatywy. A jeżeli ktoś zapyta to odpowiadam, że jestem już wystarczająco chory i nie mogę sobie pozwolić żeby dodatkowo się truć a do tego jakoś nie widzi mi się mordowanie rocznie 60 miliardów i wykorzystywanie jeszcze większej ilości niewinnych zwierząt tylko po to żeby sobie zaszkodzić, nabawić się chorób i skrócić sobie życie, to nieco nielogiczne.
Tequilla - 2014-09-27, 21:21

Karviainen napisał/a:

Przyjaciele? Wiekszosc znam z przedszkola i dla nich rorma, ze nie jem miecha.


:shock: większość moich znajomości z przedszkola (właściwie to z zerówki, bo do przedszkola nie chodziłem) urwała się gdzieś tak w pierwszej klasie podstawówki. A właściwie to chyba tuż po opuszczeniu klasy zerówkowej.

Mentosik57 - 2016-01-02, 21:59

Ja to zrezygnowałem z dnia na dzień.W niedziele wieczorem na wakacjach oglądałem jakieś filmiki o wegetarianiźmie,jakoś tak zaczęło się od filmiku jak babka zjada ślimaka,a skończyło na rzeźni :D Rano pojechałem z mamą na zakupy i kupiłem sobie różne składniki do mojej nowej diety,mamie powiedziałem,że nie chce jeść mięsa jak jechaliśmy samochodem.Pewnie potraktowała to jako tymczasową zachciankę,zbytnio się nie przejmowała.Ona zresztą i była przyzwyczajona do odzielnego gotowania dla mnie,bo raz byłem na diecie odchudzającej i jadłem inaczej :mrgreen: Mama mi mówiła -daje ci 2 tygodnie .Po ok. 1.5 miesiąca ona z tatą zorientowali się,że ja biorę to na poważnie i próbowali mnie "nawrócić" ,co chwila zaczynali temat,że to niezdrowe,głupie itd.,po 3 miesiącach dali sobie spokój ,ale i tak mama mówi mi czasami "no może ryby chociaż jedz,bo to nie mięso" :jestemgłupi:

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group