Veg - Wegetarianizm / Weganizm
Forum dla Weg(etari)an

Wegetarianin wśród mięsiarzy - otoczenie trochę dalsze

bebetka - 2004-06-29, 14:04
Temat postu: otoczenie trochę dalsze
Ja na szczęście z rodziną problemów JUŻ nie mam (fakt, nie było wesoło, ale było to wiele długich lat temu, odczekałam swoje, spakowałam się i wyprowadziłam do osoby, która zaakceptowała mnie taką, jaka jestem). Natomiast u mnie w pracy (a pracuję w szkole, ludzie z założenia są "na poziomie") zdarzają się teksty - i zachowania - które powalają.
Kilka przykładów:
- z okazji Dnia Kobiet w szkole odbył sie bankiecik, na którym jedyną serwowaną potrawą były golonki gotowane w kapuście kiszonej (szkoła śmierdziałą jeszcze przez tydzień),
- z okazji Dnia Nauczyciela - pałka kurczaka
itd.
Ostatnio miałam "sądny dzień" i zaprotestowałam (dość ostro, na szczęście w cztery oczy Szanownej Dyrekcji), zażądałam tolerancji dla mojego prawie już pełnoletniego wegetarianizmu (fakt, ze długo z tym zwlekałam, ale sądziłam, ze to organizatorzy sami powinni w pewnym momencie zorientować się, jaka popełniają gafę - i zapewnic mi bezmięsną alternatywę - w końcu również z moich pieniędzy socjalnych), no i usłyszałam szereg zdań, które do dziś trzymają mnie w zdumieniu:
"A pan vice dyrektor też był wegetarianinem, a na studniówce schabowe jadł, bo mie chciał nikomu robić kłopotu" (pozdrawaim, panie Heniu)
"No ja wiedziałam, ze pani jest wegetarianką, ale skąd mogłam wiedzieć, ze pani w ogóle nie je mięsa?"
itd, itp. żenada...

xQBAMISZCZx - 2004-06-29, 14:17

Jak keidys poszedlem do tablicy, zdaje sie na chemii to potem w zeszyscie, gdzies na koncu znalazlem napisane "jedzcie wiecej miesa, uratujcie rosliny". Tez sie komentowac nie chce.
parasolnik - 2004-06-29, 19:49

Pamietam jak kiedys na zajeciach dodatkowych z angielskiego facet na co drugich zajeciach opowiadal kawal o wegetarianach;] zaluje, ze zadnego dokladnie nie pamietam, ale chyb byly smieszne, bo facet za boki sie trzymal i rechotal na cala sale [pamietam tylko, ze brzydka wegetarianka nazywana jest pasztetem jakimstam;]
Owsianka - 2004-06-29, 20:04

parasolnik napisał/a:
[pamietam tylko, ze brzydka wegetarianka nazywana jest pasztetem jakimstam;]

Pewnie pasztetem świńskim, bo chyba nie wegetariańskim ? :-]

parasolnik - 2004-06-29, 21:09

chyba wlasnie wegetarianskim;)
a moze wiedenskim?

nie pamietam, a to mi przyszlo na mysl;)

frik??? - 2004-06-29, 21:39

wg mnie króluje opowieść o half vege - jadł mięso tylko na obiad, troche irytuje natomiast mnogość nieracjonalnych, wręcz kretyńskich argumentów przeciwników vege - pewnie kaźdy zna opowiastki o prehistorii, o tym że rośliny też cierpią, vege nie mogą się opalać, tracą wzrok, zapadają na kretynizm itd. że vege są bezpłodni i kurczą im się głowy <- rarytas kto nie zna to w skrócie: z braku magnezu i żelaza mózg obumiera i cośtam cośtam no głowa się kurczy jak że by inaczej :D Pozatym określenie trawożercy troche dowodzi braku obeznania w temacie, no chyba że ktoś nie słyszał o warzywach i owocach odpowiedź natomiast nasuwa sie podobnie zformułowana - trupożercy.


POZDROV

Czarna Niewdowa - 2004-07-07, 01:33

Heh...ja kiedys na angielskim zostalam zdyskryminowana za to,iz zamiast przetlumaczyc slowka jako wieprzowina i cielecina,napislalm: świńskie i krowie zwłoki.Obnizono mi ocene...ponoć zle sie wyrazilam :roll: No cóż..i tak bywa.

A teraz z innej beczki...
Moja mlodsza siostra (siedmioletnia wówczas),wie ,iz czesto czytuje co tez w skladzie pozywienia sie znajduje.Jadlam jakis ryż z sosem węgierskim ze słoiczka,gotowym,kupionym w hipermarkecie :mrgreen: .Zajadalam sie ostro,a ona tymczasem studiowala sklad sosu.W pewnym momencie mowi:"Fiola,a ty wiesz,ze tu jest mieso?"Ja zdumiona cos tam odburknelam,ze juz czytalam i niech sobie lepiej zartow nie robi.Ona na to powaznym glosem:"A żurawina?To przeciez mieso z żurawia!" :-D
Czyz nie jest urocza? Hehe...do dzis mam napad smiechawy,kiedy sobie przypomne jej ton.

xyuix - 2004-07-07, 08:05

A ja do dzis pamiętam urodziny u kolezanki gdzie siedzialam zamknięta w toalecie...uciekając przed "biegajacą" ;) szynką.... A dzis po wielu "przeżyciach" obiadów nie jem u nikogo... a jesli juz to znaczy,ze baaaardzo mu ufam ;) nawet u babci nie jem (raczej szczególnie...)
renka - 2004-07-10, 23:56

Mnie to do dzis rozbraja, ze jak bedac u kogos "w gosciach" zostane poczestowana kanapkami z jakims miesiwem i osoba ta przypomni sobie, ze ja przeciez wegetarianka jestem to slysze bardzo czesto np. teksty w stylu "to odloz na bok kielbase i zjedz kanapke z samym serem zoltym..." :lol:
Lara - 2004-07-16, 16:08

A ja nigdy nie mialam zadnych porblemow czy klopotow zwiazanych z moim wegetarianizmem :-? I nie wiem kompletnie co wam napisac...o , peace
xyuix - 2004-07-17, 06:46

Lara napisał/a:
A ja nigdy nie mialam zadnych porblemow czy klopotow zwiazanych z moim wegetarianizmem :-? I nie wiem kompletnie co wam napisac...o , peace


to nam nic nie pisz ;)

Lara - 2004-07-17, 10:37

Tak tez zrobilam peace
xSHAKAZUx - 2004-07-20, 23:24

mi zawsze babcia mówiła że słyszała w radiu że dzieci muszą jeść mięso :( co gorsza presja taka była na maksa że jadłem mimo mojego wstrętu, pod presją (nie bójcie nic-miałem wtedy kilka lat, teraz już pod żadną presją nic nie zjem takiego).

A pozatym zawsze jak z kimś się kłócę to słyszę coś o jedzeniu trawy, albo żebym zaczął jeść mięso bo mi źle to wychodzi.

Fuck it all

Jędruś - 2004-07-21, 06:07

xSHAKAZUx napisał/a:
mi zawsze babcia mówiła że słyszała w radiu że dzieci muszą jeść mięso :( co gorsza presja taka była na maksa że jadłem mimo mojego wstrętu, pod presją (nie bójcie nic-miałem wtedy kilka lat, teraz już pod żadną presją nic nie zjem takiego).

A pozatym zawsze jak z kimś się kłócę to słyszę coś o jedzeniu trawy, albo żebym zaczął jeść mięso bo mi źle to wychodzi.

Fuck it all


xSHAKAZUx
Zobacz link:
http://www.surawka.republika.pl/
artykuł: Wszystko o witaminie B12
Rozdział 25.
Po ww. Lekturze może będzie jaśniej dlaczego taka obawa rodziców o zdrowie dzieci.
Teraz całe szczęście wiemy o tym że niedobory w witaminiy B12 były tego przyczyną a nie to czy ktoś spożywa mięso czy też nie.

Pozdro.
Jędruś
:bye: :gitara:

xSHAKAZUx - 2004-07-21, 09:27

z księżyca się nie wziłaem.
stratocaster - 2004-07-24, 16:22

25-ty dzien nie jem miesa i mam lekki problem z rodzicami .Rodzice sie przyzwyczaili do tego ze nie jem kotlecikow ,poledwiczek i innych szyneczek , ale za nic nie moga przebolec ze nie jem zup .Chcialem sie nauczyc gotowac zeby robic sobie jedzenie samemu i jesc to co chce ,ale uslyszalem odpowiedz 'nie' ,wiec w domu jak podaja rosolek prawie zawsze wychodzi z tego awantura .Poza tym mam problem z glupim wrzucaniem skladnikow ktore mi sie nie podobaja do roznych dan przez mame ,babcie.Typu golabki bezmiesne ,ale po ich glebszych ogledzinach widac ze jednak miesne .Jak przemowic do rodzicow?
odiga - 2004-07-25, 10:56

najlepsza metoda - przez żołądek do serca...
ugotuj po prostu coś pysznego, kolorowego i pięknie pachnącego, zapraw krótką pogadanką o długowiecznych wegetarianach... :sloneczko:

nasty_girl - 2004-07-31, 21:00

kiedys bylam z kolega u jego babci. podala obiadek, kotleciki...
-babciu a z czego te kotleciki?
-aaa... takie dla ciebie...! z nasionek... :roll:

heheh do tej pory sie smieje jak sobie jej niewinny ton przypomne :mrgreen:

stratocaster-u mnie to poszlo latwo bo jestem rozpieszczona jedynaczka :mrgreen: wiec nawet babcia weganskie kopytka mi pichcila (co prawda marudzac pod nosem o dziwactwach ale zawsze to kopytka :lol: ) wiec jak jestes rozpieszczony to protestuj glosno przeciwko miesku w golabkach, na poczatek daj mamie cos prostego bez mieska ugotowac zeby sie przekonala ze to latwo :twisted: i jakos pojdzie :lol: a jak nie jestes rozpieszczony to trudno, kupuj ksiazke kuchrska i pitras :D powodzenia :bye:
k.

renka - 2004-10-19, 09:17

Moj "wege" kolega zaczal przeginac wg mnie - ponoc nie wchodzi do miejc, w ktorych serowane sa dania miesne (glownie chodzi o roznego rodzaju bary, knajpy etc.). Radykalizujac jego "metode" i patrzac sie pod katem wlasnej osoby to ja powinnam np.:
po 1) juz dawno uciec z mojego domu, gdzie mieso jest podstawowym produktem roznego rodzaju potraw dla moich rodzicow,
po 2) omijac szerokim lukiem domy moich znajomych (z ktorego 90% to "miesozerne" istoty).

defu - 2004-10-20, 20:53

jak dla mnie to nie jest przegiecie. poprostu taka ma faze. ja tez wielokrotnie zastanawialem sie np czy nei zrezygnowac z zakupow w sklepach niewegetarianskich ale nigdy do tego nie doszlo bo musialbym jezdzic godzine po miescie zeby kupic rzeczy na sniadanie. wedlug mnie kazdy ma swoja faze i swoj stopien intensywnosci ortodoksji jezeli chodzi o to kwestie;-))
hasz2k - 2004-10-21, 07:24

ja też uważam, że twój znajomy nie przegina, ja sam mam mały odchył na tym punkcie i np: mam swoje gary do gotowania, w których nigdy nie było nic mięsnego ani nabiałowego robione , moja rodzinka to zaakceptowała (babcia długo musiała się przyzwyczajać :) ), ale teraz jest luzik ogólnie
renka - 2004-10-22, 09:46

defu napisał/a:
wedlug mnie kazdy ma swoja faze i swoj stopien intensywnosci ortodoksji jezeli chodzi o to kwestie;-))


Jasne, ale wg mnie zbytni radykalizm moze byc zbyt niebezpieczny glownie dla samej osoby, ktora w nim tkwi.

defu - 2004-10-23, 08:49

radykalizm wlasnie na tym polega ze jest radykalny i grozny ;) czesto dla obu stron
renka - 2004-10-23, 10:31

Dlatego ja nie popieram radykalizmu w kontaktach miedzyludzkich, szczegolnie, jezeli chodzi o osoby blisko mnie. Nie zamierzam unikac kontaktu z nimi z tego wzgledu, ze sa oni miesozerni a ja nie. Jest to ich decyzja, ja niestety juz na to nie miewam wplywu (choc niejednokrotnie probowalam).
Wczesniej oczywiscie podalam moja wizje ewentualnych kolejnych posuniec mojego znajomego, ktora mam nadzieje nie dojdzie do realizacji.

sylv - 2004-10-24, 17:16

Dokladnie. Ja tez nie popieram dzialan radykalnych (no, jakby ktos HLS spalil, to moze...) przynajmniej w tym wymiarze. Dla mnie to tak, jakby ktos mnie skreslal, bo jestem wege. Uwazam, ze przekonywac mozna, dyskutowac, itp. Ale bez przesady. Wegetarianizm wcale nie jest latwy i kazdy musi sam dojsc do tego, czy je mieso czy nie. Ja nienawidze naciskow na mnie i sama tez nie chce nikogo zbawiac na sile.A skreslac tym bardziej
manu - 2004-11-12, 12:13

ja sobie pomyslalem ze szkoda ze jak moje siostry przestaly jesc mieso nieprzestalem z nimi one niejedza ze 3 lata a ja rok dopiero ,razem ze mna mama tez przestala.ojca w mojim domu niema tak samo brata ktorzy jedza mieso czyli mozna powiedziec ze moja rodzina jest wegetarianska,choc jestem tylko ja z mama.nawet gdy jadlem mieso to i tak bardzo zadko jak bylem u ojca czy na ognisku niebylem przyzayczjony do jedzenia miesa.poprostu bylo one za drogie dla mojej mamy.ciesze sie ze mam taka sytuacje ,a nie jak stratocaster niewiem co bym zrobil na twoim miejscu .probuj chyba Cie niezmusza do jedzenia miesa to by bylo juz przegiecie,co oni sie uwazaja za bogow?
alutka - 2004-12-10, 22:03

A ja zostałam ostatnio postraszona przez biologicę,że przez niejedzenie mięsa będe miała anemię, problemy z hormonami i w trakcie menopauzy, i kruche naczynia krwionośne. Stwierdziła też że coraz więcej lekarzy skłania się przeciw wegetarianizmowi, no i też powiedziałą że rodzicom którzy wychowują swoje dzieci po wegańsku odebrałaby prawa do opieki nad dzieckiem :roll:
:) - 2005-06-16, 13:09

Czasami nauczyciele mnie przestraszają (jak czytam posty innych), nauczyciel z mojej szkoły nie wiedzą i się nie czepiają 8-) kiedyś braliśmy coś o żywieniu. "białko zwierzęce jest pełnowartościowe" "jarosz ma te składniki z mleka i jajek, ale nie wiem jak żyją wegetarinie" ;) gorzej jest z koleżankami - doszło do tego że mam kompleksyi jestem przewrażliwiona. Nadal tylko pare osób o tym wie. Pokazałam jednej kol. w zoo świnie, spytana czy ma ochotę na golonkę, powiedziała że mam racje peace i cześto pyta się dlaczego ludzie nie powinni jeść mięsa. Z dumą odpowiadam ;) inne koleżnki uważają tak: "no i co z tego że przestanę jeść mięso, ludzie i tak będą zabijać zwierzaki. Jak nie zjem to ktoś wyrzuci to mięso. Zabito je na marne. " Więc się wypchałam i nic nie mówię :-?
taffit - 2005-06-16, 17:39

wybierałem ostatnio na studiach specjalizację, więc moje środowisko trochę się zmieniło... nowi ludzie, nowe pytania etc.

chłopaki cały czas wyciągają mnie na hamburgera, ja zawsze kupuję wegetariańskiego - chłopaki strasznie się irytują, bo widzą jak szamam wielką bułę z tysiącem rzeczy, ale ani jedna nie jest mięsem :P

nie będę wspominał o niecnych planach upicia mnie i nakarmienia kiełbasą ;)

ostatnio jedna panna mnie zirytowała.. zapraszałem ludzisków na frytki.. jej komentarz: "jakie frytki? sojowe?"

tak mnie zdrażniła, że jak ją jakiś czas potem przydybałem jak jadła pistacje, spytałem czy nie są przypadkiem z wołowiny :mrgreen:

defu - 2005-06-18, 07:58

jakas niedouczona ta nauczycielka bo myli podstawowe pojecia. polecilbym jej troche literatury, nawet tej dyletnckiej ;)

:czyta:

:) - 2005-06-24, 11:33

ha, ostatnio wykonałam taki dialog z koleżnaką:

- chesz tą czkoladkę? zawiera lecytynę, nie chcę jej. - powiedziałam
- dobrze, napewno? - odpowiedziała
- no, nie chcę jej!
- tak. ale ty nie patrz tak na wszystko bo zostaniesz wegetarianką!
- :D jestem wegetarianką
- serio :shock: :shock:
- serio serio :D
- no to co ty jesz?? :shock: :shock: :shock: :shock:
- wszystko co nie wymagało zabicia zwierzęcia

Ja nie mogę, mięsożercy traktują wegetarin jak jakiś dziwolongów. Którzy świadomie rezygnują z tak "wspaniałej" rzeczy, to przecież tak samo jak by ktoś zrezygnował z elektrycznośći. wegetarianizm jest jak choroba <- według nich. "uważaj, bo popadniej w wegetarianizm"

Alispo - 2005-06-24, 12:46

ale z ta lecytyna towykle jest dobrze,rzadko juz jest zwierzeca w slodyczach,zwykle sojowa..ale oczywiscie czasem nie racza poinformowac jaka..
:) - 2005-06-24, 14:36

Może poprostu przed spożyciem zadzwonić do firmy : "przpepraszam, czy ta lecytyna to sojowa?"

Tak szczerze to wolę e-meilem, ale nie wszystkie firmy mają e-mail :-|

Najlepiej nie ryzykować ;) Po za tym czekoladki ani nie są zdrowe, ani nic więc po co mam je jeść :) lepiej oddać :)

Lara - 2005-06-26, 21:24

Ostatnio jak byłam na kebabie:
1.musiałam czekać dłużej niż mój tata , który zamówił mięsnego!
2. w swoim kebabie wegetariańskim znalazłam kawałek mięsa....gdy zwróciłam na to uwage oburzona ,nikt mnie nie przeprosił i musiałam znowu czekać na nowego kebaba
Nigdy juz tam nie pójde,to był przekład lekcaważenia wegetarianizmu i ludzi wege!

defu - 2005-06-26, 22:33

dzien jak codzien:/
xVeganBoyx - 2005-06-26, 22:59

nazwjcie mnie fanatykiem , ale ja nie jem czegos co ktos przyrzadzil , chyba ze catering vegavani na koncertach HC :D
Alispo - 2005-06-26, 23:44

a co do lecytyny sojowej to podobno i ona jakas nie w porzadku jest!! tak mi Ukochany wspominal ze cos czytal ostatnio w WŚ,obiecal mi pokazac artykul wiec sie dowiem... :-?
defu - 2005-06-27, 01:07

weganboj-vegavani sa laktowege o ile mi wiadomo, takze kupujac u nich wspierasz przemysl miesny. a z ta lecytyna alispo to mam nadzieje ze nieprawda:/
stephanie - 2005-06-27, 10:13

xVeganBoyx napisał/a:
nazwjcie mnie fanatykiem , ale ja nie jem czegos co ktos przyrzadzil , chyba ze catering vegavani na koncertach HC :D

Uff, sobie też nie ufasz? To musisz rzadko jadać, bo te koncerty przecież nie są codziennie. ;)

Tak swoją drogą, to taka nieufność wobec ludzi, to już problem z którym trzeba się zwrócić do psychologa. ;)

xVeganBoyx - 2005-06-27, 15:04

nie no sobie ufam , nei ufam temu co ktos przydzail , a co do vegavani to nei wiem jak sa prywatnie ale to co podaje jest always vegan :) chodzi m i o to , ze ajk najwieksza ilosc rzecyz robie sam , przestalem jzu nawet kupowac mleko sojowe bo sie nie oplaca i nie wiadomo co tma laduja , robie sam :) Do IT Yourself
mary jane - 2005-06-27, 19:01

w pewnym sensie cię rozumiem, bo sama wolę sobie robic posiłki z warzywek itp. :D ale czasami dobrze jest sobie odpuścić gotowanie i zjeść coś w barach wege itp....
scrible - 2005-06-27, 19:21

Drogi vegan boju, a mamie nie ufasz też :?: Tak sie tylko pytam, bo jednak jak matka coś ugotuje to jest najlepsze :mrgreen: , a mama Cie nie oklamie, no chyba że jakaś wredna jest ;)


Pozdrawiam

xVeganBoyx - 2005-06-27, 21:46

juz Ci odpowiadam scrible , zupelnie NIE ufam , moja matka jak i reszta rodziny to mieso-nabialozercy , i matka i tka powiedzial ,ze dla mnei nie gotuje , ale zupelnie sie tym nei przejmuje gdyz ja uwielbiam gotowac, robic przetwory i mam o wiele wiecej satysfakcji z wlasnorecznie zrobionego mleczka sojowego czy tofu , niz kupowanego , wszystkie posilki od sniadania przez obiad do kolacji przygotowuje wlasnorecznie , i to codziennie robie sobie cos innego :) a tak pozatym to i tak na reke moiej matce bo ona nie lubi gotowac . Wiem , wiem ,ze dziwny jestem , ze w moim wieku tak kucharze, ale coz wracam robic przetwory na zime :twisted: ;)
scrible - 2005-06-27, 21:57

Nikt nie mówi że jesteś dziwny, poprostu nie umiesz wychować sobie matki :mrgreen: . Ale jeśli tak ma sie sprawa, to fakt lepiej samemu gotować. Przynajmniej masz na co wrywać dziewczyny ;) . Niz życze miłego pichcenia.


Pozdrawiam

sylwia - 2005-06-28, 08:38

hmmm...fajnie miec CZAS na gotowanie, a w szczegolnosci przyrzadzanie wszystkiego od podstaw. Moja doba musialaby miec 30 godzin.
xVeganBoyx - 2005-06-28, 12:39

sylwia to rzeczywiscie jest problem , starma sie wiekoszsc rzecyz robic w weekend apotem zamrazac , czy przechowywac w lodowce, ale kiedy mam szkole 7 godzin do tego nauka to rzeczywiscie trudno jest ,ale coz ...
sylwia - 2005-06-28, 15:26

no, zamrazanie to dobre rozwiazanie, tez tak robie czesto. zupa na dwa dni, i takie tam. ale za to mleko sojowe to Cie podziwiam... peace
xVeganBoyx - 2005-06-28, 16:21

staram sie codziennie jesc cos innego na obiad , by zachowwac zroznicowana diete , wiadomo ,ze jednego dnia zjem wiecje zelaza , drugiwego wapnia zalezy co ugotuje , wiec jedzenie codziennei czegos innego jest dosc dobrym roziwazeniem , ta sama potrawa powtarzam gora 2 razy w tygodniu , ma to jednak wade - pracochlonnosc, choc pozstaja tez mrozone warzywa na patelnie ,curry , proteina sojowa, brazowy ryz i jest obiad w pol godzinki :)
renka - 2005-07-15, 17:43

Dzisiaj w koncu poinformowalam kolezanki z pracy, ze spodziewam sie dzidziusia (wkroczylam w II trymestr, wiec odrobine jestem spokojniejsza, szczegolnie, ze dzis na USG widzialam jak moje 6cm Malenstwo sobie cudnie fika). No i sie zaczelo... Moralizowanie.... Jak nieugiecie odpowiadalam, ze podczas ciazy nie zrezygnuje z diety wege (a przychodzac do pracy jeszcze bylam na diecie vegan, jednak z pewnych przyczyn - jak juz wczesniej wspominalam - wlaczylam kilka produktow nabialowych do swojej diety, glownie w postaci maslanki, od czasu do czasu jogurt i smietana), to nasluchalam sie odnosnie niejedzenia chocby ryb (co tez sugerowala mi pani Agrawal). Czuje, ze teraz troche ciezsze czasy nadejda dla mnie w pracy, bowiem codziennie bede zapewne zmuszona wysluchiwac "dobrych rad". Ale grunt to byc pewna, ze to co sie robi jest sluszne.
alinA - 2005-07-15, 19:30

rena napisał/a:
dzis na USG widzialam jak moje 6cm Malenstwo sobie cudnie fika). No i sie zaczelo...


ojej... jakiez to slodziutkie :roll: :roll::roll:! zycze wytrwalosci-a podczas rozmowy z kolezankami w pracy badz msylami gdzie indziej ;) 8-)

maris - 2005-07-15, 21:29
Temat postu: dzidzia ;)
:) ciesze sie,ze w koncu wyszlo na jaw o co chodzilo...
pamietaj o Vit B 12,polecam rowniez drozdze piwowarskie(Levitan) i duzo czystego pokarmu wege...
Moja kolezanka jest od ponad 10 lat wege i urodzila zdrowe dziecko,az milo sie pastrzy jakie jest kochane :D
Wszystko bedzie dobrze-nie stresuj sie,bo ono tez to odczuwa...
Kocham dzieci i ciesze sie,ze istnieja jeszcze wege,ktorzy nie twierdza,ze ten swiat jest zbyt okrutny...bo sa tez piekne strony podczas pobytu na tym swiecie.
Mysle,ze przekazywanie zycia wypelnia sens naszego istnienia i co pa nas zostanie...to bedzie trwalo nadal,dla egoistow mozna powiedziec,ze zostanie po nich konsumpcja i to co po tym zostalo...
Dbaj o siebie i dzidziusia.
Zycze wszystkiego dobrego
pa

Jędruś - 2005-07-16, 07:58

rena napisał/a:
Dzisiaj w koncu poinformowalam kolezanki z pracy, ze spodziewam sie dzidziusia (wkroczylam w II trymestr, wiec odrobine jestem spokojniejsza, szczegolnie, ze dzis na USG widzialam jak moje 6cm Malenstwo sobie cudnie fika).


Gratuluję Rena;

Myślę, że książka Westona Price’a się przydała.


Jędruś wegano-witarianin + B12
Zwolennik soku marchewkowego własnej roboty.
:sloneczko:

Trop - 2005-08-24, 13:17

Rena, jak tam utarczki słowne w pracy? Koleżanki naciskają, czy dały spokój?

XVeganBoyX, widzę, że bardzo lubisz gotować :D tak trzymaj, dobrze Cię rozumiem :D

renka - 2005-08-24, 13:36

Oprocz tego, ze codziennie jestem atakowana komentarzami odnosnie mojej diety i tego, ze "krzywdze" zarowno siebie jak i moje Dzieciatko generalnie jest ok i sie ciesza, ze w koncu pojawi sie "biblioteczne dziecko", bo jestem jedna z niewielu mlodych pracownic w MBP.
Wczesniej probowaly wmusic we mnie ryby, teraz uczepily sie jajek. Ale staram sie juz nie zwracac na to uwagi.
No i jeszcze jeden maly mankament... Jako, ze jestem samotna matka probuja mnie swatac co chwila z jakowymis dzentelmenami...
Tak wiec ogolnie jest "ciekawie".

sylwia - 2005-08-24, 14:25

dzizas...nie ma to jak wujkowie i ciocie "dobra rada"... ;)
Trop - 2005-09-19, 13:33

Sytuacja znajomi niewege u mnie:
Wiedzą, że jestem weganką. Przyjechali niezapowiedziani, przywieźli jedzenie.

Przenocowali. Rano, koleżanka rzucila się do garnka, z garścią parówek w ręku. Powiedziałam, że wolałabym, gdyby nie gotowała u mnie parówek. Niewzruszona, dalej nalewała wodę do garnka. Nie chcąc robić afery, powiedziałam, że ok, niech je ugotuje, ale że to ostatni raz. Na to ona, że w takim razie więcej nocować u mnie nie będzie i że to wegański terror. Ja na to, że od takiego terroru jeszcze nikomu nic się nie stało.

Sytuacja zakończyla się w miarę pokojowo. Powiedziałam, żebyśmy dali spokój sporom, bo raczej nie osiągniemy wspólnego języka w tym temacie.

Moja reakcja byla emocjonalna. Zareagowalam tak, jak czulam. Dziś, dalej uważam, że mialam prawo to powiedzieć, będąc u siebie w domu i biorąc pod uwagę fakt, że oni wiedzą, że jestem wege.

Jeśli chodzi o koleżankę, to uważam, że zachowała się niegrzecznie. Nie wiem, czy było to bezmyślne, czy złośliwe.

Co myślicie o tej sytuacji?

sylwia - 2005-09-19, 13:38

Ze kolezanka zachowala sie niegrzecznie a nawet zlosliwie. to jest Twoj dom i Twoje zasady. Gosc ma obowiazek je szanowac. Ja osobiscie pozwalam gosciom jesc co chca,ale maja posprzatac po sobie i umyc to, czego uzywaja. I wiedza, ze absolutnie nie bede kupowac ani przygotowywac dla mich miesa, maja to robic we wlasnym zakresie, jezeli juz musza. Mialas racje-we wlasnym domu mozesz robic, co Ci sie zywnie podoba, jezeli ktos przekracza Twoj prog to ma akceptowac Twoje reguly.
Trop - 2005-09-19, 13:44

Acha, i chcialam zaznaczyć, że kiedy jemy wspólnie posilek u nich w domu, czy na mieście, nigdy nie robię żadnych uwag na temat jedzenia mięsa. Po prostu u nich jem chleb z pomidorem czy coś takiego, a w restauracji zamawiam danie wegańskie i kropka. Kiedy rozplywają się nad smakowitością kurczaka w sosie takim a takim, czy też sushi lub steku, po prostu się nie odzywam.
va - 2005-09-19, 14:01

ja bym im kazała jeszcze zabrac garnek po parówkach ze sobą :shock:
Ania D. - 2005-09-19, 16:14

Czeka mnie podobna sytuacja (ta z parówkami). Za kilka dni będą chrzciny mojego synka i przyjeżdża rodzina męża. Gdy byli ostatnio gotowali parówki, ale ja nie zwracam na to uwagi; sama oczywiście nie podaję im mięsa i nie kupuję, to ich zakup.
Myślę, że robienie problemu z gotowania czegoś mięsnego przez nich nie spowoduje u nich żadnej reakcji, dla nich to jest tak normlna sprawa, że gdy ktoś mówi i robi inaczej, to jest co najmniej dziwny i nawiedzony.

Trop - 2005-09-19, 17:30

Ania D., współczuję dyskomfortu, na który będziesz wystawiona.

Ania D. pisze:
Cytat:
Myślę, że robienie problemu z gotowania czegoś mięsnego przez nich nie spowoduje u nich żadnej reakcji, dla nich to jest tak normlna sprawa, że gdy ktoś mówi i robi inaczej, to jest co najmniej dziwny i nawiedzony.


Oczywiście, ja też nie łudzę się, że to coś w moich gościach zmieni. Napewno nie dziś i nie jutro. Rozmawiałam z nimi parę razy, bardzo delikatnie i czuję olbrzymi opór wobec tematu. Coś na kształt silnego muru obronnego z głęboką fosą i łucznikami na każdej baszcie, a wszystko to w obronie status quo i dobrego samopoczucia.

W opisanej sytuacji, mówię tylko o prawie do ustanowienia zasad we własnym domu. Skoro wszystkimi siłami odseparowywuję się od rzeźni, to dlaczego mam jej produkty oglądać we własnym domu.

Oczywiście sprawa jest bardziej skomplikowana, gdy w domu jest więcej domowników, nie wszyscy są wegetarianami i trzeba ustalić kompromis, żeby wszyscy mogli spokojnie żyć. W moim przypadku piłka jest prosta, bo mieszkam sama.

Jako że wegetarianką (weganką) jestem krótko, to ciągle spotykam się z sytuacjami dla mnie nowymi i nie zawsze wiem jak reagować, chociaż dokładnie wiem, co czuję.

Jeśli zaś ktoś myśli, że jestem dziwna, czy nawiedzona, to jego problem.

Kreestal - 2006-05-31, 17:09

http://forum.idg.pl/lofiv...php/t28720.html smutno mi się zrobiło :( Czy naprawdę ludzie muszą być tak powierzchowni?
stephanie - 2006-05-31, 22:46

Kreestal napisał/a:
http://forum.idg.pl/lofiversion/index.php/t28720.html smutno mi się zrobiło :( Czy naprawdę ludzie muszą być tak powierzchowni?

Jak przestaniesz czytać takie fora to przestanie Ci być smutno ;)

Kreestal - 2006-06-01, 08:14

Tylko, że ja nie czytam takich for, znalezienie tych bzdur to był czysty przypadek-wyszukiwarka :)
chemiczny ali - 2006-06-14, 15:50

myślę że docinki itp wynikają z tego że ludzie zazdroszczą wegetarianom/weganom tej kontroli nad własnymi potrzebami. mięsożerca zje wszystko żeby tylko jak najszybciej zaspokoić głód, a ten drugi zadowoli się surówką albo poczeka gdy akurat nie ma nic do zjedzenia.
Astarte - 2006-09-07, 18:17

Ania D. napisał/a:
Czeka mnie podobna sytuacja (ta z parówkami). Za kilka dni będą chrzciny mojego synka i przyjeżdża rodzina męża. Gdy byli ostatnio gotowali parówki, ale ja nie zwracam na to uwagi; sama oczywiście nie podaję im mięsa i nie kupuję, to ich zakup.
Myślę, że robienie problemu z gotowania czegoś mięsnego przez nich nie spowoduje u nich żadnej reakcji, dla nich to jest tak normlna sprawa, że gdy ktoś mówi i robi inaczej, to jest co najmniej dziwny i nawiedzony.


niestety to prawda :( często tak się zdarza

Naziyah - 2012-05-08, 18:31

meeeega stary temat ale chcę napisać o czymś podobnym, więc odświeżam.

Byłam teraz w Holandii na evencie mojej organizacji studenckiej i to był mój pierwszy zjazd gdzie dostępne było wyżywienie wegańskie! Super sprawa, na śniadanie mleko sojowe (niestety, jogurt sojowy rzucili tylko pierwszego dnia), a na obiad np. makaron z sosem warzywnym z tofu. No i na dodatek wege/wegan uczestnicy mieli osobną kolejkę, czyli praktycznie było bez kolejki ;) Co więcej, organizatorzy zachęcali ludzi do brania wege opcji.

Ale zazwyczaj nie jest tak różowo... Wiadomo, opcja wegetariańska jest, ale nierzadko to po prostu jedzenie dla mięsożerców minus właśnie mięso. Ale co do wegan to hmm... Na śniadanie najczęściej mogą sobie zjeść co najwyżej suchy chleb, a i to nie zawsze, bo zdarzały się już śniadania w postaci jeno słodkiej bułki (mlecznej). Już nie mówiąc o tym, jak raz próbowali mi wcisnąć bagietkę z tuńczykiem :]


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group