To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Veg - Wegetarianizm / Weganizm
Forum dla Weg(etari)an

Wegetarianin wśród mięsiarzy - "Też byłem WEGE. Ale wyrosłem, zmądrzałem."

hexehexe - 2012-05-04, 19:50
Temat postu: "Też byłem WEGE. Ale wyrosłem, zmądrzałem."
Ostatnio miałam okazję poznać ciekawe osoby:

1. wielbiciela mięsa i fana UBOJU (tak! Klub Przyjaciół Uboju!) a zarazem wege-foba,
2. koleżankę głośno mówiącą o sobie "jestem wegetarianką" i dodającą "...ale jem ryby." (to nie żart, na prawdę tak mówiła...)
3. chłopaka ~21 letniego, który twierdził: "Też byłem wegetarianinem. 3 lata. Ale zmądrzałem."

Co do punktów 1 i 2 - nie wiem czy jest sens rozwijać... pokrótce:
ad 1. wstrętny charakter, agresywny człowiek, :( tacy jak on piszą na fejsbukowej stronie "Jebać wegetarian i wegan" przegrana sprawa
ad 2. cóż, dziewczyna twierdzi, że ona mięsa "nie lubi" nie lubi SMAKU. podkreśla to bardzo wyraźnie przez co odnoszę wrażenie, jakby przyznanie się do wegetarianizmu motywowanego miłością do zwierząt było czymś czego się boi :/ to samo obserwuje gdy jestem gdzieś z koleżanką, oświadczam że ja jestem wege, następnie rozmówca pyta mojej koleżanki "Ty też jesteś wegetarianką?" A ona odpowiada z ulgą (tak! To słychać i czuć) i jakimś swędem konformistycznego lizusowskiego przymilactwa "Nie, ja nie". To takie częste kurde! Można mieć inne smaki, bo to grupa zaakceptuje, ale inne zasady- nie!

A teraz czas na punkt 3, najważniejszy:

Często ludzie decydują się na wegetarianizm/ weganizm nie z miłości i współczucia do zwierząt, lecz dlatego, że przechodzą tzw. OKRES BUNTU. Jeden zrobi sobie irokeza, inny załatwi sobie trawkę, jeszcze inny zostanie wegetarianinem. Bunt młodzieńczy. Tak też było w przypadku mojego rozmówcy nr 3. Uznał więc że wyrósł. Twierdzi, że nie pamięta czemu został wege. Ale - jak to pięknie ujął- "zmądrzał".

Strasznie dużo jest wśród nas takich: którzy zostali wege "tak sobie"/ "na próbę" / "dla dziewczyny" (np. mój kuzyn który był wegetarianinem przez jakieś 2 lata dzięki swojej dziewczynie, ale po zerwaniu "zmądrzał" czyli powrócił do jedynej słusznej opartej na morderstwie diety) lub "przez bunt". Wszyscy oni się wykruszą prędzej czy później. Są i takie bluszcze, które nie potrafią żyć bez poklasku innych, nie potrafią mieć własnego zdania (o zgrozo - mężczyźni też!). Stwierdzą, że już 'nie wytrzymują towarzysko' (jebani słabi konformiści!!!) "Nie wytrzymują nacisku mięsojadów" albo po prostu zwiążą się z mięsożercą i zaczną się kompromisy- a to menu na ślub, a to sposób żywienia dziecka...

Tak mnie wkurza to pitolenie "wyrośniesz z tego", "zmądrzejesz", "życie Cię przyciśnie".
Dochodzę do smutnego wniosku, że ludzie niczego nie potrafią robić dla zasady! Dostrzegają, że de facto nie mamy wpływu na los zwierząt więc zamiast starać się rozpowszechniać wege ideę w swoim otoczeniu, wolą poddać się!



Ogromny szacunek dla rodziców- wegan i wegetarian, którzy wychowują swoje dzieci nie uginając się pod naciskiem innych -"normalnych" !!!


Za każdym razem gdy słyszę o kimś kto "zmądrzał" (bezczelny pyszałek przy okazji) to ręce mi opadają... musimy bardzo bardzo mocno walczyć i rosnąć w siłę. Nie przekonamy tych mędrków płynących z prądem, więc musimy na tyle zwiększyć naszą liczbę, żebyśmy to MY byli normą, którą oni przyjmą... :]

majoballs - 2012-05-04, 20:46

hexehexe napisał/a:
Dochodzę do smutnego wniosku, że ludzie niczego nie potrafią robić dla zasady!

Masz rację, też zacząłem to zauważać, przynajmniej w moim otoczeniu mało jest osób które by zrobiły cokolwiek dla zasady - nie mówiąc już o wegetarianizmie. Dookoła sami konformiści, pragmatycy i lenie umysłowi.

D.M. - 2012-05-04, 21:36

Co do punktu 2, to ja też nazywałem siebie wegetarianinem w okresie, gdy jadłem ryby (1989-2000). Po prostu źle orientowałem się w terminologii.

Cóż do tego tematu ogólnie, to nie warto tak przejmować się. Ludzie są różni. Ale wierzę, że kiedyś wegetarianie będą większością.

m4teusz - 2012-05-04, 23:07

majoballs napisał/a:
hexehexe napisał/a:
Dochodzę do smutnego wniosku, że ludzie niczego nie potrafią robić dla zasady!

Masz rację, też zacząłem to zauważać, przynajmniej w moim otoczeniu mało jest osób które by zrobiły cokolwiek dla zasady - nie mówiąc już o wegetarianizmie. Dookoła sami konformiści, pragmatycy i lenie umysłowi.


ja się spotykam ciągle z """"argumentem"""" wiem, rozumiem, podziwiam, zazdroszczę, etc., ale ja nie mogę bo, nie umiem, nie wyobrażam sobie, tak mi to smakuje..." . potem tlumaczenie, krork po kroku pokazywanie, przykłady srady pierdziady i w koło Macieju """wiem, rozumiem, masz rację, ale..."

filifjonka - 2012-05-05, 01:17

"... ale mięso jest taaaakie smaczne!" ;P

Pkt 2 - moje kumpele które jedzą ryby ale innych zwierząt nie, przynajmniej siebie nie nazywają wegetariankami. Jeśli ja się do tego przyznaję, ona mówi coś w stylu "no ja w sumie też nie jem mięsa, ale jem ryby". Aczkolwiek jak kiedyś towarzyszyła nam fanka McDonaldsa uważająca, że jestem ofiarą wegańskiej propagandy, to moja kumpela też zachowała się podobnie do tej opisanej przez hexehexe... na zasadzie "ja w to nie wierzę, ja po prostu nie jem zwierząt bo nie lubię"

Ja bym do zestawienia najbardziej wnerwiających jeszcze dodała dzieci internetu, trochę się to pokrywa z punktem pierwszym, ogólnie mam na myśli te osoby, które ciągle wrzucają na zupę, fejsa, kwejka czy co tam jeszcze strasznego istnieje, obrazki wyśmiewające wegetarian. Jak ostatnio kumpel wrzucił brokuł mówiący "How do you know if someone is vegan? Don't worry they'll fucking tell you", to zastanawiałam się, czy to był przytyk do mnie.

Roach - 2012-05-05, 12:46

How do You know if someone is an idiot? Don't worry, he will fucking show it.
filifjonka - 2012-05-05, 17:34

Jeżeli to jest dowcip chronologicznie poprzedzający ten o weganach, to faktycznie jest to przytyk. A nie sympatyczny żarcik, jak stwierdziła moja kumpela.
misiu - 2012-05-07, 02:37

Tytułowanie się wegetarianinem, a jednoczesnie jedzeniem ryb to skutek głupiej mody na wymyślanie nowych odmian wegetarianizmu. Od niedawna wiem, że funkcjonują pseudo nazwy w stylu semiwegetarianizm dopuszczający jedzenie mięsa-niektóre rodzaje (do wyboru do koloru); pescowegetarianizm - dopuszcza spożywanie tylko mięsa ryb, pollowegetarianizm- drób itp.

Pewnie wielu ludzi, których spotykaliście, o tym nie wie, ale jeśli ktoś to nazwał to oznacza, że zaczęło być powszechne. Strasznie mnie denerwuje jak czytam takie rzeczy. Wegetarianizm czy weganizm został spłycony przez jakiś ludzi, którym się nie chce, bo wymienione diety są zbyt restrykcyjne. Mieso to zwłoki zabitego zwierzęcia, nie ma znaczenia jakiego gatunku. Osoby spozywające mięso nie powinny nazywać się wege. Na forum wegetarianie.pl, gdzie jestem dłużej, staram się ludziom wybijać z głowy takie rozumienie sprawy ;) .

D.M. - 2012-05-07, 22:49

misiu napisał/a:
Mieso to zwłoki zabitego zwierzęcia, nie ma znaczenia jakiego gatunku.


Ma znaczenie! Śmierć przedstawiciela bardziej rozwiniętego rozumowo gatunku jest większym złem, niż śmierć przedstawiciela mniej rozwiniętego rozumowo gatunku. Nie wszyscy wegetarianie tak uważają, ale niektórzy tak uważają, w tym ja.

A nazwy - to po prostu nazwy. Nie ma co irytować się.

eliwinter - 2012-05-07, 22:52

kiedyś uważano, że zabicie czarnoskórego nie jest takim złem jak zabicie człowieka rasy białej, gdyż ten pierwszy nie jest tak rozwinięty umysłowo i moralnie jak drugi.
D.M. - 2012-05-07, 23:23

eliwinter napisał/a:
kiedyś uważano, że zabicie czarnoskórego nie jest takim złem jak zabicie człowieka rasy białej, gdyż ten pierwszy nie jest tak rozwinięty umysłowo i moralnie jak drugi.


Tak, niektórzy tak uważają nawet teraz. Ja tak nie uważam.

Tomasz Makrela - 2012-05-08, 00:11

Statystyki sugerują, że rasy różnią się od siebie pod względem możliwości intelektualnych. Czarni wypadają blado w stosunku do białych czy żółtych.
Być może to wszystko sprawka uwarunkowań środowiskowych. Ale co, jeśli nie?
Jeśli kiedyś dowiedziemy ponad wszelką wątpliwość, że żółci są genetycznie inteligentniejsi od czarnych o średnio 10 punktów IQ, to co?

Piszesz:

D.M. napisał/a:

Ma znaczenie! Śmierć przedstawiciela bardziej rozwiniętego rozumowo gatunku jest większym złem


Czemu by nie zastosować tego do ras? Dlaczego fakt, że ludzie są inteligentniejsi od szympansów o, przypuśćmy, 30 punktów IQ, ma moralne znaczenie, a z faktu, że żółci są inteligentniejsi od czarnych o 10 punktów IQ, już nic istotnego nie wypływa?

Według mnie trudno sensownie uzasadnić szowinizm gatunkowy i jednocześnie sprzeciwiać się rasizmowi. Oba te szowinizmy opierają się na tych samych założeniach, istnieje tylko różnica stopnia - gatunki różnią się od siebie bardziej niż rasy. Trudno jednak powiedzieć, czemu różnice między rasami miałyby być niewystarczające do dyskryminacji, a różnice między gatunkami są już w sam raz.

Zamiast patrzeć na to, kto do jakiej zbiorowości należy i oceniać przez jej pryzmat, należy oceniać jednostkowo. To, że Murzyni są być może statystycznie głupsi od białych, nie oznacza, że każdy Murzyn jest głupszy od każdego białego. I to, że szympansy są statystycznie głupsze od ludzi, nie oznacza, że każdy szympans jest głupszy od każdego człowieka.

Zbiorowa odpowiedzialność i zbiorowa faworyzacja są be.

Według mnie zwierzę może być ważniejsze od człowieka, jeśli przewyższa go moralnie istotnymi cechami. Dorosły szympans, jako zwierzę obdarzone samoświadomością i niekiepską inteligencją, jest ważniejszy od upośledzonego umysłowo człowieka, któremu nawet zawiązanie butów sprawia intelektualną mękę. Myszka jest ważniejsza od człowieka w śpiączce. Wiara w to, że samo tylko ludzkie DNA miałoby czynić dany byt superhiperważnym, tak jak sama tylko metka Nike zwiększa cenę butów o 500 procent, wydaje mi się strasznie naiwna.

Zapewne obrzydza nas takie rozumowanie, ale nie dajmy się ponieść wdrukowanym kulturowo intuicjom i przemyślmy sprawę na chłodno. Gdyby trzysta lat temu ktoś nam powiedział, że inteligentny Murzyn jest ważniejszy od upośledzonego umysłowo białego, oburzalibyśmy się tak samo.

misiu - 2012-05-08, 00:14

Makrela dobrze gada, a przecież to ryba ;) .
taffit - 2012-05-08, 10:17

D.M. napisał/a:
Śmierć przedstawiciela bardziej rozwiniętego rozumowo gatunku jest większym złem, niż śmierć przedstawiciela mniej rozwiniętego rozumowo gatunku.


Ja bym powiedział:

Śmierć przedstawiciela gromady z bardziej rozwiniętym układem nerwowym (sprawnym!) jest większym złem, niż śmierć przedstawiciela gromady z mniej rozwiniętym układem nerwowym.

D.M. - 2012-05-08, 23:19

taffit napisał/a:
Śmierć przedstawiciela gromady z bardziej rozwiniętym układem nerwowym (sprawnym!) jest większym złem, niż śmierć przedstawiciela gromady z mniej rozwiniętym układem nerwowym.


Chyba właśnie tak będzie precyzyjnie wyrażone to, co chciałem powiedzieć. Tylko jednak ze słowem "gatunek" zamiast "gromada".

Tomasz Makrela napisał/a:
Według mnie trudno sensownie uzasadnić szowinizm gatunkowy i jednocześnie sprzeciwiać się rasizmowi. Oba te szowinizmy opierają się na tych samych założeniach, istnieje tylko różnica stopnia - gatunki różnią się od siebie bardziej niż rasy. Trudno jednak powiedzieć, czemu różnice między rasami miałyby być niewystarczające do dyskryminacji, a różnice między gatunkami są już w sam raz.


Sensownie tego nie uzasadniam, bo to należy do zasad aksjomatycznych mojej moralności; po prostu mi się tak zachciało. Właśnie własności gatunku chcę uważać za główne kryterium stopnia cenności życia. A różnica między przedstawicielami tego samego gatunku może być ważna w takich bardzo rzadkich sytuacjach, kiedy ktoś ma umrzeć i musimy wybrać, kto. Ale w tym przypadku już ma duże znaczenie nie tylko stopień rozwoju układu nerwowego, a i inne czynniki, m. in. wiek.

Zbiorowych własności wspólnot mniejszych od gatunku w ogóle nie chcę uwzględniać w tym pytaniu. I całkiem zgadzam się z Tomaszem Makrelą, że poszczególni przedstawiciele jakiejś wspólnoty mogą znacznie różnić się od przeciętnego.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group