Veg - Wegetarianizm / Weganizm
Forum dla Weg(etari)an

Ciąża, Dziecko, Rodzina - Wegańska ciąża.

krzysztof - 2013-05-25, 09:19
Temat postu: Wegańska ciąża.
Cześć :sloneczko:

"Weganka w ciąży" , Magazyn Vege, 8 maja 2013
http://vege.com.pl/temat-miesiaca/4128.html
Cytat:
Czy wapń, żelazo i kwas foliowy kryją się w produktach pochodzenia roślinnego? Jak zachować spokój będąc weganką w ciąży i nie dać się wszechogarniającej fali sceptycyzmu? O Matkach, z okazji 26 maja i nie tylko.

Gdy kobieta znajduje się w odmiennym stanie, nagle w jej gronie jak grzybów po deszczu przybywa „życzliwych” komentatorów i samozwańczych specjalistów w każdej dziedzinie. Dotyczy to również jedzenia, chociaż dziwnym trafem najczęściej dyskutowanymi sposobami odżywiania są wegetarianizm i weganizm, które z definicji stają się dietami kontrowersyjnymi w ciąży, nawet jeśli poza „stanem błogosławionym” nie są za takie uważane.

Konieczność przyjęcia odpowiedzialności za nie tylko swoje życie potrafi zachwiać nawet najbardziej ugruntowanymi poglądami wieloletnich wegan, a częsta presja otoczenia nie pomaga poczuć się dobrze z prowadzeniem wegańskiej ciąży. Czy jest się czym martwić?

Zanim przyszli rodzice stracą głowę, wciągnięci w wir wątpliwości przez czarno widzący tłum, warto przypomnieć sobie oświadczenie Amerykańskiego Stowarzyszenia Dietetycznego : „ (…) diety ściśle wegetariańskie, czyli wegańskie, są zdrowe, spełniają zapotrzebowanie żywieniowe i mogą zapewniać korzyści zdrowotne przy zapobieganiu i leczeniu niektórych chorób. Dobrze zaplanowane diety wegetariańskie są odpowiednie dla osób na wszystkich etapach życia, włącznie z okresem ciąży i laktacji, niemowlęctwa, dzieciństwa, dojrzewania, oraz dla sportowców”.

To oświadczenie, wydane przez stowarzyszenie liczące sobie ponad 72 tys. członków i mające ponad stuletnią historię, może być istotnym argumentem przekonującym wątpiących: rodziców, lekarzy czy znajomych (i nieznajomych, w razie potrzeby).

Jak jeszcze uspokoić szalejące mamy, babcie i hormony? Zaleźć wegańskich znajomych z brykającymi wegańskimi dziećmi. Choćby potencjalnych, których na pęczki spotkamy chociażby na portalu wegedzieciak.pl, gdzie osoby z różnych części kraju regularnie spotykają się, wymieniają doświadczenia, przepisy i upewniają się, że na świecie są też inni „tacy jak my”, dzielący podobne trudy i radości codziennego wegańskiego rodzicielstwa.

Godną polecenia jest również najnowsza pozycja wydana przez Fundację Viva! – „Mali wegetarianie i weganie”, kolorowa broszura w przystępny sposób informująca o korzyściach płynących z diety roślinnej, zawierająca informację o wszystkich składnikach odżywczych, jakich potrzebuje dziecko i podpowiadająca, gdzie je znaleźć (a co dobre dla dziecka, posłuży też mamie).

A więc czy kobieta w ciąży potrzebuje mięsa? Z pewnością potrzebuje białka, co wcale nie jest równoznaczne ze zjadaniem zwierząt ani innych produktów pochodzenia zwierzęcego.

Warto pamiętać, że pierwszy trymestr to czas, w którym łożysko dopiero się tworzy, a rozwijający się zarodek czerpie „pożywienie” z ciałka żółtego, swoistego magazynu, tak więc słaby apetyt, który często towarzyszący kobietom w ciągu trzech pierwszych miesięcy, nie jest w stanie zaszkodzić dziecku.

W drugim i trzecim trymestrze, kiedy mdłości mijają, dobrze jest pamiętać o zróżnicowanej diecie, pełnej nie tylko owoców i warzyw, pełnoziarnistych mąk, kasz i makaronów, pestek, orzechów i nasion, ale też roślin strączkowych (fasola, soczewica, groch, bób, soja, ciecierzyca) i ciemnozielonych roślin liściastych (szpinak, jarmuż czy kapusta), będących dobrym źródłem lekkostrawnego i dobrze przyswajalnego białka.

Ciążowe zachcianki potrafią bardzo zaskoczyć: czasem będzie to nieposkromiona ochota na kiszoną kapustę, gorzką czekoladę, wegańskie sushi i truskawkowy dżem, kiedy indziej może być to przemożna chęć odżywiania się przez tydzień razową pitą z hummusem, pomidorem i szpinakiem (przykłady z rodzimego podwórka: forum wegedzieciak). Warto wsłuchać się w swój organizm i iść za jego głosem. Przyzwyczajone do zdrowej diety na co dzień ciało w końcu samo upomni się o odpowiednie składniki odżywcze. Osoby, które pewniej się czują, posługując się tabelką, mogą zajrzeć na stronę cronometr i uzyskiwać codzienne pełne zestawienie przyjmowanych przez siebie witamin i minerałów pochodzących z pożywienia.

I jeszcze jedno: ginekolog zalecający ciężarnej wegance konsumpcję wołowiny wie tyle o żywieniu, co mechanik samochodowy o stylizacji fryzur.

Warto nie dać się zastraszyć wizjom, jakie czasami roztaczają przed pacjentkami ginekolodzy, po raz pierwszy słysząc o wegetariańskiej czy wegańskiej ciąży. W razie wątpliwości dotyczących skomponowania jadłospisu przyszłej matki można udać się do wegeprzyjaznego dietetyka i na spokojnie opracować indywidualny plan żywieniowy. W końcu kobieta w ciąży nie powinna się denerwować.

Witamina B12

Suplementacja witaminy B12 dotyczy wszystkich wegan. Także dla kobiet, które przez dziewięć miesięcy noszą nowe życie, zalecenia pozostają takie same.

Oprócz tabletek spożywać można także produkty wzbogacane w tę witaminę – mleka roślinne (np. sojowe, ryżowe), tofu czy desery.

Ile kalorii?

Postępując zgodnie z powiedzeniem „w ciąży jedz dla dwojga, nie za dwoje”, każda przyszła mama ma możliwość dotrwać do porodu, przybierając jedynie pożądaną i „zdrową” ilość kilogramów.

Wbrew pozorom zapotrzebowanie na kalorie w ciąży nie jest bardzo wysokie. W pierwszym trymestrze liczba zalecanych kalorii nie zmienia się, w drugim kobieta powinna przyjmować o 360 kcal. więcej, a w trzecim ten dodatek wynosi niecałe 500 kcal.

Wyższe jest za to zapotrzebowanie na składniki odżywcze. Jaki z tego wiosek? Warto unikać kalorycznych ale mało odżywczych zapychaczy (bułek, słodyczy, białego makaronu), dobrze zaś sięgać po pełnowartościowe pokarmy: sezonowe warzywa, owoce świeże i suszone, kanapki z razowego chleba z pastą ze strączków, kasze, domowe przetwory bez cukru, zielone koktajle, chrupiące orzechy czy nasiona.

Kwas foliowy

kwas foliowy jest w organizmie kobiety niezwykle ważny jeszcze przed zajściem w ciążę. Potrzebujemy go, aby zapobiegać wadom cewy nerwowej u płodu. Zgadnijcie, co jest jego najlepszym źródłem? Tak, zielono liściaste warzywa oraz rośliny strączkowe! Najwięcej mają go: szpinak, sałata, kapusta, brokuły, szparagi, kalafior, brukselka, groch, soja, cieciorka, fasola– obecne w codziennej diecie prawie każdego weganina.

Żelazo

Poziom żelaza spędza sen z powiek wielu ciężarnym kobietom, podczas gdy jego spadek jest w ciąży fizjologiczny, ponieważ krew ulega rozrzedzeniu. Co jeść, aby zapewnić sobie wysoki poziom tego pierwiastka? Przede wszystkim łączyć bogate w żelazo produkty z tymi, które obfitują w witaminę C, która ułatwia jego wchłanianie.

Żelazowe bomby to: morele, pestki dyni, soczewica, soja, fasola, zarodki i otręby pszenne, natka pietruszki, pokrzywa (również w formie herbatki do popijania, koniecznie z cytryną!). Dobrymi źródłami żelaza w codziennej diecie wegan są też: siemię lniane, kasza jaglana, rodzynki, figi, produkty z mąki pełnoziarnistej (np. pszennej, orkiszowej, żytniej), płatki żytnie czy ryż brązowy.

Wapń

Powszechnie panuje przekonanie, że krowie mleko jest dobrym źródłem wapnia. I to prawda. Jest dobrym źródłem. Dla cielaka, dziecka krowy.

Dla człowieka najlepszymi źródłami wapnia są: fortyfikowane wapniem mleka roślinne, jarmuż, brokuły, brukselka, rośliny strączkowe, pomarańcze, figi, orzechy i nasiona (szczególnie mak, migdały i sezam. Dieta obfitująca w te produkty będzie zapewniała matce i dziecku odpowiednią ilość wapnia i pozwoli uniknąć spożywania niekorzystnych substancji obecnych w mleku krowim (często alergizujące białko kazeina, hormony, leki podawane zwierzętom).

Odpowiednia proporcja tych produktów w diecie jest bardzo ważna, a o błędy łatwo, dlatego też, aby uniknąć niedostatecznej podaży składników odżywczych należy dietę wegańską w ciąży skonsultować z dietetykiem mającym doświadczenie w prowadzeniu wegan. Wszystkie kobiety w ciąży, w tym weganki powinny być świadome konieczności suplementacji pewnych składników takich jak witamina D, i w zależności od składu diety bądź wyników badań też jodu, kwasu foliowego, żelaza i niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych z rodziny Omega 3” – mówi Małgorzata Desmond, dietetyk, specjalista medycyny żywienia z Centrum Medycznego Gamma, współzałożycielka Fundacji Wiemy Co Jemy.

Jak zapewnić sobie spokojną i zdrową ciążę, będąc weganką? Przepis jest prosty: słuchać swojego ciała, zaopatrzyć się w odpowiednią dawkę cierpliwości i asertywności, właściwą literaturę dla nieprzekonanych, jeść wtedy, kiedy jest się głodnym, stosować urozmaiconą, kolorową dietę, wykonywać zalecone badania lekarskie, spacerować i bez powodu nie rezygnować z ulubionych zajęć (np. w Kopenhadze nierzadko nawet do porodu kobieta jedzie na rowerze!).

Warto być dla siebie wyrozumiałą i łagodną, bo w ciąży organizm rządzi się swoimi prawami (a właściwie rządzi pewien mały, schowany obywatel). Jest czas na przesypianie połowy doby, na przymusową monodietę z powodu mdłości, czas dziwnych zachcianek, wielkich posiłków, emocjonalnej huśtawki, gorączkowego sprzątania, aż w końcu… czas rozwiązania i wtedy (na jakiś czas) wszystko się zmienia, żeby potem wrócić w dawne koleiny, ale już z nowym człowiekiem na pokładzie.

Autorka: Katarzyna Malec


:bye:

Milia - 2013-06-25, 12:15

Krzysztof, jestes w ciazy? :megapolew:
Melania - 2013-09-10, 19:02

Nie wiem, czy już ktoś z was to czytał, więc wrzucam. Nie dałam rady przejść przez wszystkie strony, nóż w kieszeni otworzył mi się podczas czytania pierwszej... Chyba nawet nie ma sensu odpisywać oszołomom...


http://f.kafeteria.pl/temat.php?id_p=5698253

[ Dodano: 2013-09-10, 20:11 ]
Tak się niestety kończą związki z mięsojadami... Podobnież ateista/agnostyk z wierzącym, a szczególnie katolikiem...

arahja - 2013-09-10, 19:42

Melania napisał/a:
Tak się niestety kończą związki z mięsojadami... Podobnież ateista/agnostyk z wierzącym, a szczególnie katolikiem...


To zależy TYLKO od elastyczności. Weg*izm nie jest warunkiem przetrwania związku, tak jak i jego brak.

Melania - 2013-09-10, 20:36

arahja napisał/a:
To zależy TYLKO od elastyczności. Weg*izm nie jest warunkiem przetrwania związku, tak jak i jego brak.

Pytanie tylko - kto ma byc elastyczny? Bo koles nie zamierza. Ty bys byla i karmiła dzieciaka mięsem?
Jasne ze weg/etari/anizm obojga partnerów czy tez jednakowy światopogląd nie gwarantują pomyślności w zwiazku ale minimalizują ryzyko. Widzisz jakąś przyszłość dla tej pary? Chyba tylko wtedy gdy laska pozwoli sie zdominować. A potem znienawidzi partnera i wszystko tak czy siak trafi szlag.

[ Dodano: 2013-09-10, 21:48 ]
Wkleiłam link bo poraziła mnie tępota internautów. Często przebywam wśród mięsnych ale takich ataków nigdy nie doznałam. Zadziwiajace że nie widzą nic złego w tym że większość dzieci tradycyjnie karmionych je 2 potrawy na krzyż plus tony słodyczy.

Gemma - 2013-09-10, 23:43

Melania, toż tam bełkot jest :shock: . Dobrze, że jest szybka ekranu, to uchroni trochę przed obryzganiem błotem. ;)

Ja się nie emocjonuję. Każdy ma swój stan rozwoju umysłowego. Widocznie tamte modele tak mają.

eliwinter - 2013-09-11, 10:21

takie tam pitu pitu, ale w temacie


Milia - 2013-09-11, 12:15

Ta dyskusje na kafeterii podsumowalabym tylko w jeden sposob: "polaczkowo" w calej swojej krasie! Tanczy i spiewa!
arahja - 2013-09-11, 12:16

Melania napisał/a:
Pytanie tylko - kto ma byc elastyczny? Bo koles nie zamierza. Ty bys byla i karmiła dzieciaka mięsem?


Nie pytałabym na forum internetowym, jak mam sobie poradzić z własnym facetem ;) To mi nie wygląda na objaw dojrzałości żadnej ze stron. Ja uważam, że dzieciak ma oboje rodziców, więc jeśli wola ojca mięsem karmić, obarczyć go obowiązkiem doboru z odpowiedniego źródła i przygotowania w sposób strawny dla malucha. Jak zaangażowany pozytywnie, to zakuma i nie ma problemu. Jak negatywnie, to odpuści.

Margot - 2013-09-13, 17:11

Witam po długim okresie niebytności i miło mi powrócić w stare i zacne progi forum i od razu włączam się do dyskusji:o wege ciąży i macierzyństwie :)

Może wystarczy spróbować pozwolić tej mamie udowodnić, że ma rację...
przykład z własnego doświadczenia: co prawda u nas cała trójka to wegusy i mam pełne wsparcie męża ale kiedy byłam w ciąży cała rodzinka "siadła" na mnie, że nie wiadomo co z dzieckiem będzie, że mięso daje siłę itp... całą ciążę prowadziłam się wegańsko, ani raz nie chorowałam, nie łykałam suplementów, dzieciak rósł u mnie w żywocie jak mały niedźwiadek, urodził się silny, zdrowy, duży, jako jedyny na oddziale (a tego dnia przyszło na świat 17 maluszków) nie stracił dużo na wadze, miał świetne wyniki.
Teraz ma już prawie 1,5 roku i ani raz nie chorował (miał tylko dwa razy delikatny katar)... a rodzina? Zmieniła zdanie i popiera mnie zwłaszcza, że mam brataniczkę 3-letnią karmioną "tradycyjnie" paróweczkami, mięskiem, sereczkiem+ danonki+ soczki+słoiczki i kaszki i choruje nieustannie... i ma "owocowstręt" nie zje nawet kawałeczka najsłodszego owocu...

Dlatego myślę, ze gdyby ta mama, o której mowa spróbowała wynegocjować z partnerem nieco czasu "na próbę" na pewno by już nikt nie zarzucał jej, że chce dla dziecka źle...

motyleqq - 2013-09-13, 19:22

w komentarzach pojawia się skrót BLW, cóż to jest?
arahja - 2013-09-13, 20:31

Baby Led Weaning - w maksymalnym skrócie: uczenie dziecka od małego jedzenia o własnych siłach, czyli nie łyżeczką papkę, ale kawałek brokuła, kawałek marchewki - żeby to trzymało w ręce i upaprało się tym samo, próbując trafić do otworu gębowego. :-)
Melania - 2013-09-13, 20:48

Margot napisał/a:
myślę, ze gdyby ta mama, o której mowa spróbowała wynegocjować z partnerem nieco czasu "na próbę" na pewno by już nikt nie zarzucał jej, że chce dla dziecka źle...


A ja myślę, że albo temat jest prowokacją, tak by podkręcić atmosferę wojenki mięsnych z trawojadami, albo panna jest jakaś ułomna. Negocjować to mogła zanim zaszła w ciążę. Teraz już się zupa wylała. I naprawdę nie mam pomysłu co dalej, no chyba że rozstanie. Ale i tak ojciec będzie pewnie chciał widywać dziecko i wtedy je będzie mięsem karmić. A może wręcz próbować (pewnie z dobrym skutkiem) odebrać jej prawa rodzicielskie - już były w Polsce takie przypadki.
Smutne to...

motyleqq - 2013-09-13, 21:03

arahja napisał/a:
Baby Led Weaning - w maksymalnym skrócie: uczenie dziecka od małego jedzenia o własnych siłach, czyli nie łyżeczką papkę, ale kawałek brokuła, kawałek marchewki - żeby to trzymało w ręce i upaprało się tym samo, próbując trafić do otworu gębowego. :-)


dzięki :) poczytałam o tym, fajna sprawa :)

a co do takiej sytuacji, że ojciec je mięso, a matka nie... ciężki temat. mój chłopak je mięso, chociaż przy mnie praktycznie wcale. raz mnie nawet zapytał, jakie mam plany odnośnie diety przyszłych dzieci ;) powiedziałam, że weganizm. odparł tylko 'aha'. nie drążyłam tematu, bo plany dość odległe. jednak wolałabym takie rzeczy ustalić zanim zajdę w ciążę

Melania - 2013-09-13, 21:23

Znam pary wege, których dzieci oczywiście też są wege. Nie znam pary, gdzie matka jest wege a ojciec nie. Ale znam takie, że to ojciec nie je mięsa. Dzieci niestety jedzą. Matka, niby pozytywnie nastawiona do wegetarianizmu swojego faceta (choć moim zdaniem traktuje go jak nieszkodliwe świrowanie), dzieci karmi "mięskiem". Nie miałam odwagi nigdy zapytać tych facetów, jak się z tym czują. Podejrzewam, że nie za fajnie. Zresztą są raczej w tej chwili sprowadzeni bardziej do roli bankomatów niż partnerów. Więc kto by sobie zaprzątał głowę ich samopoczuciem...
Violina - 2013-10-13, 10:22

Margot napisał/a:
Witam po długim okresie niebytności i miło mi powrócić w stare i zacne progi forum i od razu włączam się do dyskusji:o wege ciąży i macierzyństwie :)

Może wystarczy spróbować pozwolić tej mamie udowodnić, że ma rację...
przykład z własnego doświadczenia: co prawda u nas cała trójka to wegusy i mam pełne wsparcie męża ale kiedy byłam w ciąży cała rodzinka "siadła" na mnie, że nie wiadomo co z dzieckiem będzie, że mięso daje siłę itp... całą ciążę prowadziłam się wegańsko, ani raz nie chorowałam, nie łykałam suplementów, dzieciak rósł u mnie w żywocie jak mały niedźwiadek, urodził się silny, zdrowy, duży, jako jedyny na oddziale (a tego dnia przyszło na świat 17 maluszków) nie stracił dużo na wadze, miał świetne wyniki.
Teraz ma już prawie 1,5 roku i ani raz nie chorował (miał tylko dwa razy delikatny katar)... a rodzina? Zmieniła zdanie i popiera mnie zwłaszcza, że mam brataniczkę 3-letnią karmioną "tradycyjnie" paróweczkami, mięskiem, sereczkiem+ danonki+ soczki+słoiczki i kaszki i choruje nieustannie... i ma "owocowstręt" nie zje nawet kawałeczka najsłodszego owocu...

Dlatego myślę, ze gdyby ta mama, o której mowa spróbowała wynegocjować z partnerem nieco czasu "na próbę" na pewno by już nikt nie zarzucał jej, że chce dla dziecka źle...


Bardzo pozytywny post :-) . Wychodzi na to, że najlepiej związać się z vege-partnerem hehe :-) . Bo osobiście nie chciałabym karmić swojego dziecka paróweczkami, danonkami itd. A kasza wcale nie musi być na mleku, choć przyznam ze sama jadłam do 14go roku życia codziennie kleik ryżowy na mleku na śniadanie....

Margot - 2013-10-14, 20:13

hehehe i narszecie jakaś normalna, pozytywna odpowiedź 8-) :-)
Masz rację Violina z vege partnerem jest o wiele łatwiej ale wytrwałością, pewnością swej racji i wiedzą można przekonać też innych nievegowych członków rodziny o tym, że taki wybór jest nie tylko bezpieczny dla dzieciaka ale i zdrowy.

powsinoga - 2013-10-15, 15:23

Margot napisał/a:
całą ciążę prowadziłam się wegańsko, ani raz nie chorowałam, nie łykałam suplementów


A B12 skąd brałaś?

Margot - 2013-10-15, 19:47

powsinogo łykałam (i nadal łykam) w tabletkach. W ciąży trzeba też zwracać uwagę na żelazo (świetnie sprawdza się picie pokrzywy z cytryną) i poziom cukru (najlepiej w miarę możliwości :D ograniczać wchłanianie słodyczy na rzecz owoców surowych lub suszonych).
powsinoga - 2013-10-15, 20:00

Margot napisał/a:
powsinogo łykałam (i nadal łykam) w tabletkach


No, czyli jednak suplementy były; dobrze.

Margot napisał/a:
W ciąży trzeba też zwracać uwagę na żelazo (świetnie sprawdza się picie pokrzywy z cytryną)


Trzeba jak najbardziej, ale w tę pokrzywę powątpiewam. Pisałem o tym tutaj.

Margot - 2013-10-15, 22:31

powsinoga napisał/a:
Margot napisał/a:
powsinogo łykałam (i nadal łykam) w tabletkach


No, czyli jednak suplementy były; dobrze.

Margot napisał/a:
W ciąży trzeba też zwracać uwagę na żelazo (świetnie sprawdza się picie pokrzywy z cytryną)


Trzeba jak najbardziej, ale w tę pokrzywę powątpiewam. Pisałem o tym tutaj.


pisząc o suplementach miałam na myśli sztuczne zestawy witamin aplikowane nagminnie przez ginekologów kobietom w ciąży, b12 zażywałam przed ciążą i nadal jej używam. Odpisując na Twoje pytanie przeszło mi przez myśl, że możesz się czepić właśnie mojego zdania o suplementach ale pomyślałam sobie, że może aż takim łosiem nie jesteś... ;)

Co do żelaza i pokrzywy z cytryną: sprawdziłam to na sobie i wiem, że jest skuteczne a Twój sarkazm, złośliwość i wymądrzanie się poza zaśmiecaniem wątku i jałowym biciem piany w temacie nie zmienią mojego zdania w tej kwestii 8-)

powsinoga - 2013-10-15, 23:36

Margot napisał/a:
Odpisując na Twoje pytanie przeszło mi przez myśl, że możesz się czepić właśnie mojego zdania o suplementach ale pomyślałam sobie, że może aż takim łosiem nie jesteś...


Dziękuję za komplement, ale witamina B12 w tabletkach jest suplementem diety. Tu masz choćby cytat z Amerykańskiego Stowarzyszenia Dietetycznego:

Cytat:
U niektórych wegetarian poziom witaminy B12 jest niewystarczający, gdyż z wiarygodnych źródeł B12 korzystają nieregularnie [12,46,47]. Laktoowowegetarianie mogą uzyskiwać odpowiednią ilość witaminy B12 z nabiału, jaj czy innych niezawodnych źródeł tej witaminy (pokarmy wzbogacone, suplementy) pod warunkiem regularnego ich spożywania. W przypadku wegan, witamina B12 musi być pozyskiwana poprzez regularne przyjmowanie pokarmów wzbogacanych tą witaminą, takich jak wzbogacone mleka sojowe i napoje ryżowe, niektóre płatki śniadaniowe i zastępniki mięsa lub drożdże spożywcze "Red Star Vegetarian Support Formula"; w przeciwnym razie potrzebne jest codzienne przyjmowanie suplementu B12.


Wyzywasz mnie od łosi, ponieważ nie domyśliłem się, iż używasz swojej własnej definicji suplementu, odmiennej od definicji stosowanej przez resztę świata. I wyzywasz nie tylko mnie, bo przynajmniej dwie osoby na Shoutboksie (dyskutowaliśmy tam twoją wypowiedź) zrozumiały ją identycznie jak ja.

Wprowadzasz ludzi w błąd. Ja staram się nieporozumieniom zapobiec, bo dużo tutaj idiotów nieuznających konieczności suplementacji B12 przez wegan.

Margot napisał/a:
Co do żelaza i pokrzywy z cytryną: sprawdziłam to na sobie i wiem, że jest skuteczne


To samo mówią miłośnicy homeopatii. To samo mówili ludzie stosujący przez wieki upuszczanie krwi. I tak dalej.

Cóż. Ktoś kiedyś napisał notkę na okoliczność takich dyskutantów, więc odsyłam do niej i się więcej nie produkuję.

Napiszę tylko jeszcze raz: według danych Departamentu Rolnictwa Stanów Zjednoczonych (strona obecnie nieaktywna, ale dane stamtąd skopiował ten portal) świeża pokrzywa ma zaledwie 1.64 mg żelaza w stu gramach, co czyni ją miernym źródłem tego pierwiastka. Susz przypadający na jedną herbatkę robi się może z 10 gramów pokrzywy, więc należy przesunąć przecinek o jedno miejsce w lewo. Wątpliwe jednak, abyśmy z herbatki przyjmowali nawet te rachityczne 0.164 mg żelaza, gdyż żelazo podczas zaparzania nie opuszcza całkowicie suszu. Cudowne ozdrowienia po herbatce z pokrzywy należy więc tłumaczyć błędem konfirmacji, efektem placebo, zjawiskiem regresji do średniej i błędnemu rozumowaniu post hoc ergo propter hoc.

Margot - 2013-10-16, 09:31

powsinoga napisał/a:
Margot napisał/a:
Odpisując na Twoje pytanie przeszło mi przez myśl, że możesz się czepić właśnie mojego zdania o suplementach ale pomyślałam sobie, że może aż takim łosiem nie jesteś...


Dziękuję za komplement, ale witamina B12 w tabletkach jest suplementem diety. .


proszę uprzejmie ;) tylko ja nigdzie nie napisałam, że witamina b12 nie jest suplementem, owszem, masz rację można zrozumieć moją wypowiedź błędnie ale jak już napisałam chodziło mi o inne witaminy a zażywanie b12 uważam za tak naturalne, że po prostu o tym nie napisałam.

Co do pokrzywy nadal mnie nie przekonałeś bo moje własne wyniki wykazały co innego.

motyleqq - 2013-10-16, 13:24

a czy nie jest tak, że właśnie suszona pokrzywa ma więcej żelaza?
powsinoga - 2013-10-16, 15:37

Margot napisał/a:
Co do pokrzywy nadal mnie nie przekonałeś bo moje własne wyniki wykazały co innego.


Jedyne, co wiesz to to, że jakiś czas po piciu pokrzywy poprawił ci się poziom żelaza. Ale ten skok mógł wynikać z dosłownie pierdyliona różnych czynników, dietetycznych i pozadietetycznych. Które dokładnie były istotne, wyłowić samemu nie sposób.
Pokrzywa jest wątpliwą kandydatką na podnośnika żelaza z tego względu, że według tabeli odżywczej ma mizerną ilość żelaza. Oczywiście możliwe, iż:
- to, co w tabeli odżywczej widnieje pod nazwą "Stinging Nettles, blanched (Northern Plains Indians)" - wcale nie jest pokrzywą, ewentualnie jest pokrzywą zupełnie inną od tej z polskich lasów, mającą znacznie mniej żelaza;
- to, co w tabeli odżywczej widnieje pod nazwą "Stinging Nettles, blanched (Northern Plains Indians)" - jest pokrzywą nieróżną od tej polskiej, jednak w tabeli odżywczej istnieje karygodny błąd a propos zawartości żelaza i w rzeczywistości pokrzywa zawiera go ogromne ilości;
- to, co w tabeli odżywczej widnieje pod nazwą "Stinging Nettles, blanched (Northern Plains Indians)" - jest pokrzywą nieróżną od tej polskiej i w istocie ma mało żelaza, ale oddziałuje na poziom żelaza w jakiś inny, nieznany mi sposób, nie poprzez samą zawartość żelaza w swoich tkankach.

Wykazanie, iż twierdzenie zawarte w którymś z myślników jest prawdziwe to dopiero początek drogi. Dla przykładu, nawet jeśli pokrzywa ma ogromne ilości żelaza, trzeba by udowodnić, że poprzez samą czynność zaparzania owo żelazo ucieka do naparu ku uciesze pijącego. Dla mnie jest to wątpliwe, gdyż - proszę mnie poprawić, jeśli się mylę - sole mineralne co do zasady niechętnie opuszczają dany produkt. Dla przykładu nawet godzinne gotowanie fasoli nie powoduje drastycznej ucieczki żelaza z tejże do wody. Więc czemuż żelazo miałoby opuścić pokrzywę nawet nie po ugotowaniu, tylko zalaniu suszu wrzątkiem?


motyleqq napisał/a:
a czy nie jest tak, że właśnie suszona pokrzywa ma więcej żelaza?


Od świeżej? Na pewno, suszone produkty mają więcej wszystkiego, gdyż usuwa się bezwartościową wodę, a zostawia sam witaminowo-minerałowy rdzeń. Świeży tymianek przykładowo ma 17.4 mg żelaza w stu gramach, a suszony już 124 mg. 7 razy więcej. Z pokrzywą podobnie: jeśli herbatkę się robi z grama suszu, zawartość żelaza w tymże odpowiada zapewne zawartości żelaza w siedmiu gramach świeżej. I uwzględniłem to, pisząc, iż "susz przypadający na jedną herbatkę robi się może z 10 gramów pokrzywy" - torebka suszu waży zwykle 1-2 g, więc robi się ją z 10 gramów świeżej pokrzywy, może trochę więcej lub mniej.

EDIT: Jest też czwarta możliwość: tabela podaje wartości odżywcze tylko dla blanszowanej pokrzywy (blanched). Teoretycznie możliwe, że blanszowanie okrutnie pozbawia pokrzywę żelaza. I pokrzywa świeża (oraz - jak w herbatce - suszona) zawiera żelaza ogromne ilości. A blanszowana już nie. Niestety nic mi nie wiadomo o żelazobójczych właściwościach blanszowania (problem zbliżony do ucieczki żelaza do wody podczas zaparzania herbatki).

waszyniarka - 2015-02-18, 15:05

arahja napisał/a:
Melania napisał/a:
Pytanie tylko - kto ma byc elastyczny? Bo koles nie zamierza. Ty bys byla i karmiła dzieciaka mięsem?

Ja uważam, że dzieciak ma oboje rodziców, więc jeśli wola ojca mięsem karmić, obarczyć go obowiązkiem doboru z odpowiedniego źródła i przygotowania w sposób strawny dla malucha. Jak zaangażowany pozytywnie, to zakuma i nie ma problemu. Jak negatywnie, to odpuści.


Dokladnie, wasze spory nic dobrego nie wróżą. Jak tatuś się postara to dziecko jeść będzie.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group