Veg - Wegetarianizm / Weganizm Strona Główna Veg - Wegetarianizm / Weganizm
Forum dla Weg(etari)an

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: taffit
2010-07-06, 03:35
inteligencja zwierząt
Autor Wiadomość
krzysztof
Veg Do Potęgi


Pomógł: 54 razy
Posty: 2917
Wysłany: 2013-01-13, 11:01   emocje ptaków

Cześć :sloneczko:

Śpiew ptaków, a emocje towarzyszące.
http://www.vetco.org/index.php/pl/
Cytat:
Z okazji Międzynarodowego Dnia Ptaków (http://www.nationalbirdday.com/) zaprezentuję dziś ciekawostkę dotyczącą ptasiego śpiewu.

Obrazowanie mózgu wskazuje, że ptasi śpiew wywołuje podobne emocje u ptaków, jak muzyka wpływa na ludzi.

Nowe badania z Uniwersytetu Emory w Atlancie odkryły, że kiedy ptaki słyszą śpiew pobratymców, ich mózgi wykazują aktywność podobną do tej u ludzi w trakcie słuchania muzyki.

"Odkryliśmy, że ten sam nerwowy układ nagrody (zwany inaczej ośrodkiem przyjemności) jest aktywowany u samic ptaków w okresie rozrodczym słuchających śpiewu samców, co u ludzi, którzy słuchają podobającej im się muzyki" oświadczyła Sarah Earp, studentka Uniwersytetu w Emory, która współuczestniczyła w badaniu z neurobiologiem dr. Donną Maney.

Naukowcy odkryli również, że kiedy samiec słyszy śpiew innego samca, jego ciało migdałowate wykazuje podobną aktywność do tej, obserwowanej u ludzi słuchających nielubianej przez siebie muzyki. Ciało migdałowate mózgu jest rejonem odpowiedzialnym za emocje i podejmowanie decyzji.

Badanie, opublikowane w listopadzie w Frontiers of Evolutionary Neuroscience również pokazało, że te podobne do ludzkich zachowania zależą od płci ptaków i okresu lęgowego. W okresie innym niż lęgowy, samce i samice wykorzystują śpiew do zapewnienia dominacji w związkach.

Podobne badania, przeprowadzone przez biologa z Uniwersytetu Emory dr Samuela Sobera i fizjologa z UC w San Francisco dr. Michaela Brainarda, pokazują, że sposób w jaki pisklęta uczą się śpiewać jest podobny do tego, jak dzieci uczą się mówić - słuchają i naśladują osoby dorosłe.

Źródło: http://www.huffingtonpost..._n_2397141.html

szerzej
Birdsong study pecks theory that music is uniquely human
http://esciencecommons.bl...that-music.html

Birds
http://en.wikipedia.org/w...n_animals#Birds

:bye:
Ostatnio zmieniony przez krzysztof 2013-01-13, 11:02, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Degon 
Veg przez duże V



Pomógł: 40 razy
Posty: 1552
Skąd: vgvhj
Wysłany: 2013-01-18, 12:14   

Zachowanie moralne u zwierząt

 
 
Nutaharion 
Veg Dojrzały



Wiek: 28
Posty: 60
Skąd: Olsztyn
Wysłany: 2013-04-01, 15:09   

^^
Ostatnio zmieniony przez Nutaharion 2013-04-01, 15:09, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
eliwinter 
Guru Veg
wu-wei



Pomogła: 21 razy
Wiek: 47
Posty: 5808
Skąd: z dziupli
Wysłany: 2013-05-01, 21:13   

8-)
_________________
Zawsze sobie powtarzam: Trzeba patrzeć na światełko w tunelu. Może to nie pociąg jedzie.
weganizm udomowiony
weganizm udomowiony na Facebooku
Inspirujący wykład, który może zmienić Twoje życie - Gary Yourofsky
Ostatnio zmieniony przez eliwinter 2013-05-01, 21:13, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Lena95 
Veg Dojrzały
Miłość do świata



Wiek: 26
Posty: 66
Skąd: 3city
Wysłany: 2013-05-04, 09:04   

Kiedyś ,kiedy byłam z koleżanką i naszymi psami na spacerze ,ja usiadłam sobie a moja koleżanka zaczęła szkolić psy.

Kazała Lejdi i Deselowi usiąść kawalek od siebie i wołała je na przemiennie .

Kiedy wołała Lejdi ,Lejdi siedziała a Desel do niej szedł.
Jak wołała Desela ,to Desel siedział a Lejdi do niej szła.


I tak kilka razy....Ja nie mogłam ze śmiechu a moja koleżanka była wściekła :megapolew:



Kiedyś byłam z klasa w zoo i staliśmy przy klatce z szympansami jeden kolega zaczął wygłupiać się i krzyczeć do jakiegoś szympansa ( "przedrzeźniać" go) ,szympans popatrzył na niego i....zaczął klaskać.

Kolega był wściekł że nawet szympans go pocisną peace



No a podobno poczucie humoru świadczy o wysokiej inteligencji :mrgreen:
 
 
Degon 
Veg przez duże V



Pomógł: 40 razy
Posty: 1552
Skąd: vgvhj
Wysłany: 2013-08-22, 19:20   

Trochę ostudzę te zachwyty nad inteligencją zwierząt.
Często nadmierna antropomorfizacja zwierząt jest błędna.
Zwierzęta widzą, odbierają i czyją świat często zupełnie inaczej niż ludzie. Doskonale obrazują to tzw. doświadczenia z atrapami na zwierzętach.

Nawet ptaki ( wśród których są przecież inteligentni przedstawiciele krukowatych) często zaskakują głupotą.
I taka np. Inteligencja rudzika i jego postrzeganie świata pozostawia wiele do życzenia - dla niego pęk czerwonych piór jest bliższy i atrakcyjniejszy (jako obiektem zalotów) niż wypchany ptak płci przeciwnej (ale bez czerwonej plamki świadczącej o dojrzałości płciowej).

Fragment książki Hoimar'a Von Ditfurth’a „Duch nie spadł z nieba”:
„Tzw. doświadczenia z atrapami, dzięki którym biolodzy badają wrodzone sposoby zachowania u zwierząt, wykazują jednocześnie, że większość zwierząt zupełnie inaczej widzi i przeżywa świat niż my. Barwna tablica przedstawia trzy przykłady. Na samej górze zgodny z naturą obraz samiczki ciernika, poniżej prymitywna imitacja, w której szczególnie podkreślony jest brzuch zawierający ikrę. Gdy samcowi ciernika pokazuje się obie atrapy, w każdym przypadku jako obiekt zalotów wybiera on tę, która w naszym pojęciu wykazuje mniejsze podobieństwo do oryginału. Także w obu kolejnych przypadkach marna naszym zdaniem kopia zyskuje więcej uznania aniżeli ta, która jest wierniejszym oddaniem oryginału: pośrodku, z lewej, wypchany rudzik, któremu jednak, ponieważ jest młody, brakuje czerwonej plamy na piersiach, po prawej zwykły pęk czerwonych piór. Na dole po lewej: samiczka motyla dostojki; samiec jej gatunku woli obracający się walec po prawej, na nim bowiem zmiana jasnych i ciemnych pól w szczególnie wyrazistej formie wywołuje efekt naprzemiennego występowania jasności i ciemności, który w naturalnych warunkach powodowany jest trzepotaniem skrzydeł samiczki.”


Podobnie w wędkarstwie kawałek kręcącej się w wodzie blachy (np. błyski wahadłowe w metodzie spiningowej) służy wedkarzom do połowu drapieżnych ryb (np. okonie, szczupaki). Ów kawalek blachy (wirującej lub obracającej się ) w wystarczającym stopniu imituje ranną ryby i drapieżna ryba daje się na to nabierać.

Inne fragmenty:

„…widzenie dla większości posiadaczy oczu, także pośród zwierząt wyższych, znaczy coś zupełnie innego aniżeli dla nas…”


Eksperymenty wykonane przez niemieckiego etologa Ericha von Holsta na kogutach i kurach podczas których wprowadzono elektrody w odpowiednie rejony mózgu tych ptaków ukazały, iż możliwe jest wyzwolenie w ten sposób skomplikowanego zachowania tokowego u koguta, można wyzwalać również w ten sposób programy agresywności, zachowanie pokarmowe i zachowania służące pielęgnacji ciała. Kogut ma również w swoim mózgu program obrony przed drapieżnikiem, który można również wyzwolić sztucznie (poprzez bodźce elektryczne w określone rejony mózgu):

„ Nie ma żadnych wątpliwości: kogut w trakcie tego doświadczenia odgrywał scenę odpowiadającą w warunkach naturalnych obronie przeciwko wrogowi naziemnemu. Nawet asystujący uczeni byli zaskoczeni tym, że aż tak skomplikowany ciąg zachowań mógł być zmagazynowany w mózgu zwierzęcia w formie utrwalonego programu. Ale wynik doświadczenia był absolutnie bezsporny. Każde ponowne naciśnięcie guzika powodowało powtórzenie całego ciągu: ubezpieczanie się,
obserwacja, ostrzeżenie współplemieńców, wreszcie atak, a jeśli "wróg" nadal nie ustępował –paniczna ucieczka.”



„A więc kogut, który po raz pierwszy w życiu napotyka szczura, tchórza czy łasicę, nie staje wobec nieznanej sytuacji. Natychmiast rozpoznaje wroga, którego nigdy nie widział. Więcej nawet: on wie, jak wróg będzie się zachowywał, i zaczyna z góry reagować w odpowiedni sposób na to, co tamten przedsięweźmie dopiero w ostatniej chwili. Takie całkowite i pozornie paradoksalne odwrócenie relacji w czasie pomiędzy przyczyną a skutkiem – lub bodźcem a reakcją – występuje dlatego, że wróg jest obecny w mózgu koguta, zanim się po raz pierwszy w życiu spotkają. Realna łasica zatem nawet przy pierwszym spotkaniu nie stanowi nowego doświadczenia, lecz – można to chyba tak określić – jak gdyby potwierdzenie pewnego oczekiwania, które kogut od chwili wyklucia się z jaja w sobie nosił. Realna łasica w międzymózgowiowym świecie koguta pełni tylko funkcję swoistego czynnika
wyzwalającego. Jej konkretne pojawienie się wywołuje w środowisku koguta owe sygnały, które obniżają próg wyzwalania programu "obrona przed wrogiem naziemnym". Jak specjalny klucz, który pośród wielu różnych szuflad otwiera tylko jedną, ściśle określoną, układ sygnałowy spowodowany przez łasicę wyzwala w świecie koguta znajdujący się w pogotowiu program zachowania przeznaczony do obrony przed wrogiem skradającym się po ziemi.
Dokładnie to samo dotyczy wszystkich innych programów zakodowanych w międzymózgowiu. A ponieważ zachowanie organizmu na tym poziomie rozwoju składa się prawie wyłącznie z takich programów, wolno nam wyciągnąć – niezwykły zapewne – wniosek, że "istota międzymózgowiowa" wcale nie odkrywa świata, w jakim żyje, dopiero narządami zmysłów. Każda z nich od początku nosi odbicie tego świata w mózgu.
Stwierdzenie to dotyczy również koguta, skoro i on jest ograniczony do egzystencji
międzymózgowiowej – z pewnymi nieistotnymi wyjątkami, które zawsze rzeczywistości musimy przyznawać. Świat noszony w głowie przez takiego kuraka jest z pewnością o wiele uboższy od świata przeżywanego przez człowieka. Pomimo to jednak obie te strefy nie są absolutnie nieporównywalne.”


„Liczba programów zachowań, które mogą być magazynowane w międzymózgowiu, jest nie tylko skończona, ale nawet stosunkowo niewielka.”


Tak więc to co nam się wydaje często inteligentnym działaniem to po prostu uruchamiane, zakodowane w w mózgu od urodzenia programy
(podobnie ptak nie uczy się fruwać, ale uruchamiany jest stopniowo program w mózgu ptaka – latanie)

Zwierzęta nie posiadające kory mózgowej to tylko programy.

„Dla zobrazowania tego stanu rzeczy podamy bardzo uproszczone porównanie: kora mózgowa – w każdym razie w swoich obszarach ruchowych – odpowiada jak gdyby klawiaturze fortepianu. Każdy klawisz można nacisnąć oddzielnie. Wynikiem bywa wówczas pojedynczy – i w swym wyizolowaniu "bezsensowny" dźwięk (a więc wyzwolenie ruchu pojedynczego mięśnia). Sens, to znaczy rozpoznawalna "melodia" (a więc sensowna czynność odnosząca się do środowiska), powstaje dopiero przez jednoczesne bądź kolejne uruchomienie wielu rozmaitych klawiszy, przy czym różnorakość kombinacji i wariantów nie ma granic. W międzymózgowiu natomiast nie ma tego rodzaju klawiatury składającej się z poszczególnych klawiszy. Zamiast niej istnieje – by pozostać przy naszym "muzycznym" porównaniu – jak gdyby określona liczba kaset z taśmami magnetofonowymi. Zmagazynowane w nich programy są różne dla każdego gatunku zwierząt. Liczba programów jest stosunkowo ograniczona. Poszczególnych tonów odtworzyć nie można. Każde naciśnięcie guzika powoduje odegranie jednego ze zmagazynowanych programów od A do Z.”


„Największa korzyść polega na tym, że istota żyjąca ograniczona do międzymózgowiowego bytowania nie może w zasadzie się pomylić ani popełnić błędu, który by zagrażał jej życiu. Każdemu zadaniu typowemu dla środowiska takiej istoty odpowiada program pod względem swej skuteczności sprawdzony przez setki pokoleń niezliczonych osobników tego samego gatunku i bieżąco udoskonalany przez selekcję.”
http://pl.scribd.com/doc/...ie-spad-z-nieba
Ostatnio zmieniony przez Degon 2013-08-22, 19:29, w całości zmieniany 5 razy  
 
 
krzysztof
Veg Do Potęgi


Pomógł: 54 razy
Posty: 2917
Wysłany: 2013-12-26, 11:24   

Cześć :sloneczko:

Marc Bekoff, "O zakochanych psach i zazdrosnych małpach. Emocjonalne życie zwierząt" , Tłumaczenie: Marta Stasińska-Buczak ,2010 ,wyd:Znak
http://wiedzaiedukacja.eu/archives/33669
http://lubimyczytac.pl/ks...-zycie-zwierzat

Cytat:
Nicolas Malebranche twierdził, że „zwierzę pożywia się bez przyjemności, płacze bez odczuwania bólu, działa bez świadomości tego, co robi, nie pożąda niczego, niczego się nie boi i niczego nie jest świadome”. Można by sądzić, że po tylu latach, nikt nie traktuje tych słów poważnie. Czy aby na pewno? Na to i inne pytanie dotyczące zwierzęcych emocji odpowiada Marc Bekoff w książce „O zakochanych psach i zazdrosnych małpach. Emocjonalne życie zwierząt”

Emocje możemy podzielić na dwa typy: pierwotne i wtórne. Emocje pierwotne - jak pisze Bekoff - rozumiane są jako proste wrodzone emocje. Nie wymagają one świadomego myślenia. Natomiast emocje wtórne są znacznie bardziej złożone. Powstają w umyśle. Jednostka, która je posiada, myśli o nich i je rozważa.

Dziś już prawie nikt nie zaprzecza, aby zwierzęta nie odczuwały emocji pierwotnych. Jednak co do drugiego typu nie wszyscy są już zgodni. Marc Bekoff jest jednak przekonany i jednoznacznie stwierdza, że zwierzęta posiadają umiejętności do odczuwania emocji wtórnych

Na kartach książki podaje szereg najróżniejszych przykładów na ten temat. Możemy przeczytać więc o „poszukujących przyjemności legwanach, koniu z poczuciem humoru, zakochanych wielorybach, smutnych wydrach czy pogrążonych w żałobie osłach".

Dlaczego jednak tak ważna jest wiedza o emocjonalnym życiu zwierząt? Otóż dzięki posiadanym uczuciom, zdolnością do empatii zwierzęta okazują się niezwykle przydatne dla człowieka. Nie tylko są wiernymi towarzyszami i przyjaciółmi do końca swoich dni. Ich towarzystwo wspomaga m.in leczenie chorób czy socjalizację dzieci i młodzieży

Bekoff w swojej książce stawia jeszcze jedno ważne pytanie. Co człowiek powinien uczynić ze swoją wiedzą dotyczą emocjonalnego życia zwierząt? Odpowiedź na to pytanie jest bardzo trudno, co Bekoff ilustruje powszechnie występującym paradoksem . Z jednej strony osoby, które traktują swoich pupili jako członków rodziny, a zatem szanują ich uczucia, nie widzą przeszkód w okrutnych badaniach nad innymi zwierzętami. Potrafią wydawać potężne pieniądze na jedzenie i leczenie swoich ulubieńców będąc jednocześnie obojętnymi na losy dzikich i bezpańskich zwierząt. Nie zastanawiają się również nad tym co ląduje nierzadko na ich talerzach, ani jaką drogę "to" przebyło zanim znalazło się na stole. Jak więc wyznaczyć granice?
Damian Stępień
Cytat:
Delfiny chichoczą, gdy są szczęśliwe, małpy tańcem świętują narodziny nowego członka stada, a pewna lisica próbowała pochować ciało martwego przyjaciela.Czy psy mogą być zakochane, małpy zazdrosne, a koty smutne?

Marc Bekoff pokazuje, że zwierzęta kierują się nie tylko instynktem, ale mają również niezwykle bogate życie emocjonalne. Wybitny znawca zachowań zwierząt w błyskotliwy sposób łączy zadziwiające opowieści o zwierzęcych uczuciach z aktualnymi odkryciami naukowymi. Ta pełna wzruszających i dowcipnych historii książka zachęca do tego, żeby od nowa spojrzeć zarówno na zachowania zwierząt, jak i to, jak się z nimi obchodzimy.

O zakochanych psach i zazdrosnych małpach... to książka, która wzrusza, bawi i daje do myślenia.


Marc Bekoff-emerytowany profesor ekologii i biologii ewolucyjnej Uniwersytetu w Kolorado,współzałożyciel( razem z Jane Goodall) Ethologists for the Ethical Treatment of Animals , weganin
http://en.wikipedia.org/wiki/Marc_Bekoff

oficjalna strona
http://www.literati.net/authors/marc-bekoff/
kilka sentencji
http://www.kheper.net/top...arc_Bekoff.html

Komentarz Marca Bekoffa do deklaracji naukowców z Cambridge na temat świadomości zwierząt w :
Deklaracja Naukowców o Świadomości Zwierząt z dnia 7 lipca 2012 .
http://www.forumveg.pl/viewtopic.php?t=8269#146225

:bye:
 
 
Surri 
Żona Admina
Pizdata


Pomogła: 79 razy
Wiek: 36
Posty: 11342
Skąd: Kraków
Wysłany: 2013-12-27, 09:40   

Tak zareklamowales, że mam ochotę kupić :)
_________________
Śpieszmy się kochać mężczyzn oni tak szybko tyją!

Połykaj z Surri
 
 
 
powsinoga 
Veg przez duże V



Pomógł: 29 razy
Posty: 1927
Skąd: z dupy
Wysłany: 2014-08-03, 19:44   

Niezupełnie o inteligencji.

Cytat:
Wojskowe psy, które wracają z Iraku czy Afganistanu, mają objawy stresu pourazowego, w zoo zdarzają się psychopatyczne małpy, które molestują seksualnie swoje dzieci, a kilka trzymanych w akwariach delfinów popełniło samobójstwo, uderzając głową w brzeg basenu. Szaleństwo, depresja i inne choroby psychiczne to nie tylko nasza domena.


Klik
 
 
krzysztof
Veg Do Potęgi


Pomógł: 54 razy
Posty: 2917
Wysłany: 2014-08-31, 07:07   

Cześć :sloneczko:

Książka emerytowanego profesora biologii na Uniwersytecie w Vermont Bernda Heinricha
"Wieczne życie. O zwierzęcej formie śmierci"- wyd.Czarne, 2014

"Wieczne życie. O zwierzęcej forme śmierci"- wyd.Czarne 2014

Berndt Heinrich „Wieczne życie”
http://www.otwarteklatki....e/#.U_uYSqPQRkh
Cytat:
Najbardziej trafione motto książki „Wieczne życie” Bernda Heinricha znajdziemy już w pierwszych akapitach. „W rzeczywistości nie powstaliśmy z prochu, ani nie obrócimy się w proch” mówi autor książki o „zwierzęcej formie śmieci i pogrzebach wśród zwierząt i roślin”.

Berndt Heinrich dużo miejsca w książce poświęca swoim ulubionym chrabąszczom z rodzaju Nicrophorus, które najpierw przenoszą padlinę w odpowiednie miejsce i dopiero wtedy ją grzebią. Z książki Heinricha dowiadujemy się, że owady te składają jaja bezpośrednio pod padliną tworząc „stołówkę” dla jaj oraz że piskliwym dźwiękiem zwołują się na przygotowany posiłek.

W kolejnym rozdziale autor poświęca uwagę niezwykle ciekawej kwestii związanej ze słoniami. Zwraca uwagę na fakt, że „na lądzie jesteśmy w stosunku do słoni tym, czym w głębinach mórz w stosunku do wielorybów są rekiny polarne i śluzice, a mianowicie ostatecznymi recyklerami”

Spostrzeżenia autora dotyczą też polowań na kilkutonowe słonie przez ludzi pierwotnych zaopatrzonych jedynie w dzidy. Naukowe stwierdzenia i informacje przeplatają się z prywatnymi wspomnieniami Heinricha, który dzieciństwo spędził w niemieckim lesie, uzbrojony we własnoręcznie wykonaną procę. Sam uczył się sztuki polowania, z której utrzymywała się jego rodzina. W kontekście przetrwania chudych powojennych lat Heinrich zamieszcza ciekawe spostrzeżenie, że w tym czacie rozróżnienie między padlinożercami a drapieżnikami straciło ostrość. Rodzina autora nierzadko sama pożywiała się znalezioną padliną.

Samo polowanie, do którego Heinrich podchodzi z świadomym swego miejsca w łańcuchu pokarmowym szacunkiem, nie ma w książce nic wspólnego z praktykowaną współcześnie rozrywką dla spragnionych adrenaliny majętnych biznesmenów, płacących krocie za możliwość ustrzelenia zwierzęcia, wyznających sztuczny kult możliwie największej schwytanej zwierzyny.

Heinrich wskazuje na olbrzymią rolę „współodczuwania ze zwierzętami” – niezbędną umiejętność myśliwego, który musiał niejako wcielić się w zwierzę, żeby móc przewidywać jego posunięcia.

Kolejne rozdziały „Wiecznego życia” poświęcone są krukom, sępom, grabarzom roślin, czyli wszelkiej maści owadom „grzebiącym” martwe lub półmartwe drzewa, wędrówkom łososi po śmierć, pogrzebom kilkudziesięciotonowych wielorybów.

Bernd Heinrich w „wiecznym życiu” w zajmujący sposób zestawia naukowe tezy i informacje z dziedziny biologii z własnymi przemyśleniami na temat życia i śmierci, przemijania, roli gatunków, rytualnych i praktycznych pochówków, oddawaniu życia życiu i przyrodniczego recyklingu.

Ola Stawińska 15.08.2014

"Wieczne życie", czyli opowieść o tym, jak żegnają się zwierzęta-Trójka,08.08.2014 - ok.11 min do odsłuchu ( wystarczy kliknąć w megafonik )
http://www.polskieradio.p...a-sie-zwierzeta
Cytat:
Ta książka opowiada o tym, o czym nie bardzo lubimy rozmawiać i często nie potrafimy. O śmierci. - "Wieczne życie" Bernda Heinricha każe nam spojrzeć na ten moment z perspektywy zwierząt - mówi Michał Nogaś.

Kiedy jeden z przyjaciół Bernda Heinricha poważnie zachorował, zapytał, czy Heinrich byłby gotów wyprawić mu "zielony pogrzeb” w swojej posiadłości w lasach Maine. To był impuls, który skłonił wybitnego biologa do rozważań nad zagadnieniem fascynującym go od dawna. Czym w świecie zwierząt jest śmierć? Jak różne gatunki traktują przechodzenie na drugą stronę? Czy poznanie procesów zachodzących w naturze może przynieść człowiekowi duchowe korzyści?

- Autor książki stawia pytanie: czy rzeczywiście zwierzęta się żegnają? To opowieść o tym, jak podchodzą one do tego zagadnienia, do śmierci, do tego, jak to w ich świecie wygląda - mówi Michał Nogaś w "Trójkowym znaku jakości".

Żeby odpowiedzieć na te pytania, Heinrich obserwował zachowania istot, których ludzie na ogół nie dostrzegają, a jeśli już, to często odwracają się z obrzydzeniem. Efektem obserwacji jest wyjątkowa książka, w której opisał tak niezwykłe - z naszego punktu widzenia - zdarzenie jak pogrzeb myszy wyprawiony przez chrząszcze grabarze. Zbadał też sposoby porozumiewania się kruków, które są "naczelnymi grabarzami” w krainach północnych, "niezamierzoną współpracę” wilków i dużych kotów, lisów i łasic, bielików i kowalików, które pomagają jedne drugim żerować w najtrudniejszym zimowym okresie. Przyjrzał się też uważnie temu, gdzie i w jaki sposób odwieczną i doniosłą rolę padlinożerców i grabarzy odgrywają ludzie, umożliwiając tym samym nie przemianę prochu w proch, lecz przemianę życia w życie.

Zapraszamy do wysłuchania całego materiału.


Przeczytaj fragment
http://www.empik.com/wiec...42856,ksiazka-p
Cytat:
Bywa że koty nagarniają liście i źdźbła trawy na zewłok upolowanej ofiary w celu ukrycia go, a niektóre osy wloką sparaliżowanego jadem, ale żywego owada do gniazda, tak aby ich larwy mogły bezpiecznie pożywiać się na świeżym ciele. O ile jednak wiem, tylko jedna grupa zwierząt, a mianowicie chrząszcze z rodzaju Nicrophorus, regularnie przemieszcza padlinę w odpowiednie miejsce, po czym z rozmysłem ją grzebie. W odróżnieniu od ludzi, którzy na ogół grzebią tylko osobniki własnego gatunku oraz te zwierzęta domowe, które stały się namiastkami ludzi, owe chrząszcze grzebią najrozmaitsze ptaki i ssaki, ale nigdy nie czynią tego z okazami własnego rodzaju. Chrząszcze te zagrzebują padlinę jako źródło pożywienia dla swoich larw, a ów pochówek jest konstytutywną częścią ich rytuału parzenia się i rozmnażania.
Nazwy wiele mówią, ale te podszepty bywają mylące. Nazwa rodzajowa Nicrophorus pochodzi od greckiego nekros, które znaczy tyle co „martwy”, i philos lub philia, które znaczą tyle co „kochany” i „przyjaźń” . (Forma nicro wynikła zapewne z błędu ortograficznego czy fonetycznego osoby, która ukuła tę nazwę rodzajową, a zgodnie z przyjętą w nauce konwencją nazwy pierwotne mają pierwszeństwo przed innymi). Ponadto Nicrophorus, czytane jako „śmierciolubny”, nie jest całkiem adekwatne. Bardziej odpowiednią nazwą tych chrząszczy byłoby w istocie słowo „życiolubny”, czyli viviphorous , ponieważ owady te poszukują padliny wyłącznie po to, aby stworzyć z niej nowe życie. Na przykład zewłok myszy wystarczy do wykarmienia tuzina lub więcej nowych chrząszczy.
Chrząszcze grabarze (w angielszczyźnie zwane również sexton beetles, „zakrystianami”) są mistrzami sztuki grzebania myszy. Są uderzająco piękne, ich głęboka czerń kontrastuje z z błyszczącymi, jaskrawopomarańczowymi plamami na grzbiecie. Fascynujący cykl życiowy tych zwierząt obejmuje monogamię i troskliwą opiekę rodzicielską nad potomstwem. Grabarze są tak pospolite i rozprzestrzenione, że niemal każdy mieszkaniec północnej strefy klimatu umiarkowanego może je zobaczyć w drugiej połowie lata, jeżeli tylko chce. Ja spotykam je regularnie każdego lata, chociaż tylko dlatego, że podsuwam im martwe myszy i ptaki zabite przez samochody.
Romantyczna historia wpisana w żywot chrząszczy z rodzaju Nicrophorus (obejmującego sześćdziesiąt osiem opisanych gatunków na całym świecie, z czego dziesięć występuje w północnozachodniej Ameryce Północnej, gdzie mieszkam) polega na tym, że chrząszcze te tworzą stadło, kiedy znajdą padlinę. Kiedy samiec natrafi na odpowiedni zewłok, wykonuje figurę będącą w istocie staniem na głowie i z gruczołu umieszczonego w końcu odwłoka rozpyla szczególną substancję zapachową. Ten wabiący zapach niesie się z wiatrem, a jeżeli poczuje go samica, poleci pod wiatr jego śladem, odnajdzie samca i padlinę, po czym utworzą parę. (Jeżeli zaś pojawi się inny samiec, zostanie agresywnie przegnany przez odkrywcę zwłok.) Para grabarzy po części w celu zabezpieczenia znaleziska przed innymi amatorami wspólnymi siłami pogrzebie padlinę, co nieraz wymaga przemieszczenia jej na grunt pozwalający na wykopanie komory grzebalnej.
Grabarze nie mają chwytnych stóp, wobec czego przemieszczają zewłok wpełzając pod niego, po czym odwrócone na grzbiety przesuwają truchło nogami nad sobą, jak gdyby „szły” po nim zamiast po ziemi. Póki leżące na grzbietach chrząszcze unoszą zewłok na nogach, póty go przesuwają. Sztuka polega na przemieszczaniu truchła w odpowiednim kierunku. Chrząszcze rzeczywiście obierają określony kierunek i trzymają się go. Za rzecz iście cudowną uważam to, że zarówno samiec, jak i samica najwyraźniej „wiedzą”, dokąd zmierzają, ponieważ zgodnie popychają zewłok w tym samym kierunku, a nie działają losowo, co byłoby nieskuteczne.
Po przemieszczeniu zewłoku w wybrane miejsce chrząszcze rozkopują ziemię pod padliną i wypychają na boki. Stopniowo powstaje zagłębienie, a już mięknące truchło myszy (lub innego małego zwierzęcia) klęśnie i powoli pogrąża się w ziemi. Wkopując zewłok na kilka cali w głąb ziemi, chrząszcze metodycznie nadają mu formę kuli i jednocześnie usuwają sierść (lub pióra). Spryskują padlinę antybiotyczną wydzieliną z odbytu, która zabija bakterie i grzyby, dzięki czemu zapobiega rychłemu gniciu cennego pożywienia. Następnie samica składa jaja w ziemi blisko padliny. Po kilku dniach wylegają się larwy, które pełzną do padliny i sadowią się we wklęśnięciu na wierzchu. Zanim larwy potrafią przebić się przez skórę do mięknącego mięsa, obydwoje rodzice karmią je zwracanym pokarmem, który czerpią z padliny.
Podobnie jak rodzice gniazdowników (czyli ptaków, których pisklęta wylęgają się nagie i bezradne) dorosłe grabarze wydają piskliwy dźwięk, aby oznajmić, że zamierzają nakarmić młode. Z kolei pędraki, podobnie jak pisklęta unoszą się, a rodzice karmią je bezpośrednio z gęby do gęby. Starsze pędraki żywią się same, ale rodzice mogą nadal zwoływać je na posiłek i karmić bezpośrednio. Po kilku dniach samiec zazwyczaj wychodzi na powierzchnię i rusza na poszukiwania nowej padliny, aby założyć następną rodzinę. Samica na ogół zostaje dłużej przy larwach.
Po tygodniu do dziesięciu dni dojrzałe larwy zagrzebują się w pobliżu i tam się przepoczwarczają. W przypadku większości gatunków północnych poczwarki hibernują przez jesień i zimę, a w dorosłe grabarze przeobrażają się wiosną lub w lecie, przy czym kalendarz przemian zmienia się w zależności od gatunku.
Cykl życiowy chrząszczy z rodzaju Nicrophorus jest badany coraz bardziej gruntownie i szczegółowo od ponad stu lat, niemniej nie przestaje zadziwiać. Najnowsze badania ogniskują się wokół hormonalnej regulacji cyklu życiowego, a także różnic między gatunkami grabarzy. Na przykład pewien gatunek grzebie jaja węży, a nie martwe zwierzęta. Chrząszcze na ogół zachowują się w sposób wyżej opisany, o czym świadczą zapiski z mojego dziennika.
11 sierpnia 2009 roku. Piąta po południu. Świeży zewłok myszy (myszaka białostopego, Peromyscus leucopus), który wystawiłem rano, jest już niewidoczny; został prawie pogrzebany przez grabarze. Kiedy wyciągnąłem padlinę z ziemi, ujrzałem na niej tylko jednego chrząszcza.
12 sierpnia 2009 roku. Przy ponownej inspekcji o trzeciej po południu mysz jest znowu pogrzebana. Zgodnie z oczekiwaniami zajmuje się nią teraz para grabarzy.
(...)


:bye:
Ostatnio zmieniony przez krzysztof 2014-08-31, 07:09, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
seb 
Veg przez duże V



Pomógł: 25 razy
Wiek: 75
Posty: 1299
Skąd: Puszcza
Wysłany: 2014-08-31, 09:58   

@Krzysztof - już zamówione, dzięki.

OT: nie pamiętam dokładnie, ale chyba w Hiszpanii powstała jakiś czas temu idea stworzenia cmentarza na sporym terenie leśnym, gdzie można wykupić miejsce pod dowolnie i za życia wybranym przez siebie drzewem (koszt rezerwacji bodajże 800 jurków) i tam po śmierci zostać złożonym, bez zbędnych krzyży.... Bez trumienek w lakierach i pościeli oraz przepychu, kto lepsze goździki dał. Wśród naturalnego biegu przyrody-być może jak te żuczki trochę.


Degon napisał/a:

Wysłany: 2013-08-22, 20:20     
Trochę ostudzę te zachwyty nad inteligencją zwierząt.
(...)
Nawet ptaki (...) często zaskakują głupotą.
I taka np. Inteligencja rudzika i jego postrzeganie świata pozostawia wiele do życzenia - dla niego pęk czerwonych piór jest bliższy i atrakcyjniejszy (jako obiektem zalotów) niż wypchany ptak płci przeciwnej (ale bez czerwonej plamki świadczącej o dojrzałości płciowej).



IMO gdyby człowiek był ciut wyżej niż te rudziki, upadłby rynek ero-zabawek i ero-portali, w okresie, gdy tylko powstawały a ponoć to najbardziej odwiedzane strony.

Domena sex.xxx .. za 3 miliony bagsów została sprzedana - To nic innego jak kulka splecionych czerwonych piórek.
 
 
krzysztof
Veg Do Potęgi


Pomógł: 54 razy
Posty: 2917
Wysłany: 2014-11-02, 10:08   

cześć :sloneczko:

Frans de Waal-"Bonobo i ateista W poszukiwaniu humanizmu wśród naczelnych",data wydania: 2014 - 09 - 08
http://www.ccpress.pl/pro..._naczelnych_177
http://prowincjonalnenauc...-ateista-w.html

Cytat:
Najnowsza książka de Waala to zarówno świetna lektura, jak i naukowy majstersztyk /NATURE/
Czy ludzie potrzebują religii, by zachowywać się moralnie?
Gdzie można odnaleźć biologiczne fundamenty humanizmu?
Jakie są ewolucyjne źródła moralności i religii?

Frans de Waal, światowej sławy prymatolog, kontynuuje biologiczne dociekania na temat ewolucyjnych źródeł mechanizmów społecznych i kulturowych. Tym razem sięga do badań nad zachowaniem zwierząt, by lepiej zrozumieć funkcję religii we współczesnym świecie.

Szczególną uwagę de Waal poświęca bonobo, pokojowemu i emaptycznemu gatunkowi małpy człekokształtnej, która pod względem zachowania być może najbardziej przypomina wspólnego przodka ludzi i ich najbliższych krewnych wśród naczelnych.

Konfrontując ateistę z bonobo, de Waal przygląda się dyskusji na temat biologicznych podstaw moralności i religii oraz domniemanej wojnie między nauką i religią. Odrzuca dogmatyzm neoateistów. Sięga do bogatej tradycji humanizmu, by szukać odpowiedzi na pytanie o to, czego współczesny świat może się nauczyć od religii, nawet jeśli ostatecznie miałby ją odrzucić.

Książka znalazła się na liście dziesięciu najlepszych książek naukowych czasopisma "New Scientist" w 2013 roku.


Rozmowa-Audycja Klubu Trójki ( wystarczy kliknąć w megafonik )
Najbardziej ludzka małpa bonobo jest opętana seksem 10.10.2014
http://www.polskieradio.p...-opetana-seksem

Recenzja:
Cytat:
2014 - 09 - 17 / 11:07
Na początku była moralność

W swojej najnowszej książce Frans de Waal szuka źródeł ludzkiej religijności.
A pomaga mu w tym obserwacja zachowań szympansów bonobo.


Intrygujący tytuł, „Bonobo i ateista”, nowej książki jednego z najsłynniejszych badaczy życia szympansów prof. Fransa de Waala z Emory University w Atlancie dobrze puentuje jej treść. Autor skupia się bowiem na dwóch tematach. Pierwszy symbolizują bonobo, niezwykły gatunek szympansów karłowatych (łacińska nazwa: Pan paniscus), żyjących – w odróżnieniu od szympansów zwyczajnych (Pan troglodytes) – tylko w jednym rejonie Afryki Centralnej, na południe od rzeki Kongo. Zwierzęta te są ogromnie dla nauki intrygujące, gdyż człowiek dzieli z nimi (i szympansami zwyczajnymi) prawie 99 proc. materiału genetycznego. A jeszcze 6–7 mln lat temu chodził po Ziemi, gdzieś w Afryce, nasz wspólny przodek.
Powód drugi zainteresowania tymi małpami to ich unikalne zachowania. W odróżnieniu od szympansów zwyczajnych samce bonobo nie zabijają innych samców swojego gatunku żyjących w obcych terytorialnie grupach. Kolejna zaskakująca odmienność to rządy samic w społecznościach bonobo – choć słabsze fizycznie, potrafią tworzyć między sobą koalicje i trzymają w ryzach bardziej skłonnych do agresji
samców.
Ponadto wśród szympansów karłowatych seks pełni nie tylko funkcję mającą zachęcać do prokreacji, ale też jest ważnym rytuałem i spoiwem społecznym. Trwa krótko, ale odbywa się we wszelkich możliwych (również tych trudnych do wyobrażenia dla nas) pozycjach, jak również w układach homoseksualnych, najwyraźniej służąc łagodzeniu konliktów, ale także powitaniom (bonobo dotykają swoje genitalia na „dzień dobry”).
Powyższe cechy przyniosły szympansom karłowatym sławę „małpich hipisów”, wśród których króluje wolna miłość i pokój, w przeciwieństwie do znacznie bardziej agresywnych oraz silniejszych izycznie szympansów zwyczajnych („szympansy są z Marsa, bonobo z Wenus”).
Okazuje się, że nie tylko. Podczas przeprowadzanych przez naukowców eksperymentów bonobo odróżniały się także większą chęcią do współpracy i empatią. Skąd te odmienności?
Przede wszystkim z powodu środowiska, w którym żyją – obitego w pokarm, więc niewywołującego tak silnej wewnątrzgrupowej konkurencji. A przede wszystkim niezmuszającego do szukania, często w pojedynkę, żywności. To pozwala na wspólne spędzanie czasu i tworzenie wewnątrzgrupowych silnych więzi.
Dlatego dla Fransa de Waala bonobo są symbolem tego, że natura – choć bywa okrutna i bezwzględna – potrai stworzyć istoty kroczące bardziej pokojową drogą i empatyczne.

My zaś, ludzie, trochę przypominamy bonobo, a trochę szympansy. Jesteśmy „małpą dwubiegunową”.
Holenderski uczony, którego tygodnik „Time” umieścił w 2007 r. na liście 100 najbardziej wpływowych ludzi świata, od dobrych kilku lat zajmuje się nie tylko opisywaniem fascynującego życia naszych małpich kuzynów, ale również pytaniem, skąd się wzięła ludzka moralność. Nie inaczej jest na kartach „Bonobo i ateisty”.

Moralna matrioszka
De Waal poprzez intrygujące opisy niezwykłych (wręcz „ludzkich”) zachowań zwierząt (nie tylko małp, ale również gryzoni, wilków czy słoni), których sam był świadkiem lub poznał dzięki publikacjom innych naukowców, stara się pokazać, iż nasza moralność nie spadła z nieba. Ona wyewoluowała, podobnie do agresji czy lęku. Trudno wprawdzie mówić o moralności wśród zwierząt, jednak – zdaniem de Waala – z pewnością mamy u nich do czynienia, a szczególnie wśród małp człekokształtnych, z jakąś protomoralnością.
Uczony w „Bonobo i ateiście” po raz kolejny rozwija swoją wizję tego, jak owa ewolucja wyglądała. Fundamentem moralności jest empatia, czyli zdolność odczuwania tego, co przeżywają inni. De Waal posługuje się tu metaforą rosyjskiej matrioszki. W opublikowanym cztery lata temu na łamach POLITYKI
(31/10) wywiadzie, tak tłumaczył swoją koncepcję: ta moralna matrioszka składa się z trzech lalek. Najmniejsza, znajdująca się w samym środku, liczy sobie ponad 100 mln lat, bo wiąże się z zaawansowaną opieką ssaków nad potomstwem. Troska o młode, reagowanie na ich potrzeby dały podstawy do czegoś, co de Waal nazywa emocjonalnym zarażeniem. Niepokój dziecka wywołuje nasz niepokój.
Druga, średnia matrioszka, to zdolność rozumienia źródeł emocji innych. Przykładem jej działania może być wzajemne pocieszanie się szympansów, gdy jedna małpa przytula drugą, która przed chwilą przegrała walkę z silniejszym osobnikiem. Albo pomoc rannym pobratymcom. Np. w Täi National Park na Wybrzeżu Kości Słoniowej zaobserwowano, że szympansy oczyszczają rany osobników poturbowanych przez pantery i odganiają z nich muchy. Zwalniają także tempo marszu, by ranni mogli nadążyć za grupą. W pełni rozwinięta zdolność rozumienia innych wymaga poznawczego odróżnienia ja–świat zewnętrzny, pewnej świadomości samego siebie. Wydaje się, że coś takiego posiadły wyłącznie małpy człekokształtne, deliny, słonie i ludzie. Czyli te zwierzęta, które są w stanie przejść tzw. test lustra, a więc rozpoznać, że widoczna w nim postać to one same.
Natomiast ostatnia matrioszka, ta największa, to całkowite zrozumienie perspektywy kogoś innego – wyobrażenie sobie tego, co on czuje i czego potrzebuje. De Waal uważa, że tę trzecią lalkę posiadają tylko ludzie. Choć u szympansów też odnotowywane są „dziwne” zachowania, jak przypadki pomocy ptakom, wskazujące na rozumienie potrzeb przedstawicieli nawet innych gatunków. Do zbudowania moralności sama empatia oczywiście nie wystarczy – potrzeba jeszcze sprawiedliwości (czyli poczucia, że postępujemy fair) oraz wzajemności (ja pomogłem tobie, ty pomożesz mnie). Ale ich pierwociny również występują u zwierząt, co de Waal wykazał eksperymentalnie. Małpy (a dokładnie makaki) buntowały się, jeśli nie były sprawiedliwie nagradzane za wykonane zadania.
W „Bonobo i ateiście” holenderski uczony tak jeszcze ujmuje to, co zdecydowanie wyróżnia nas w świecie zwierząt: „Wkładamy wiele wysiłku w dbanie o relacje na poziomie grupy i wypracowujemy pojęcia dobra i zła obowiązujące wszystkie osoby, nie tylko nas i naszych bliskich krewnych. Chociaż ten poziom nie jest całkowicie nieobecny u małp człekokształtnych (…), wymaga on jednak bardziej zaawansowanych zdolności do myślenia abstrakcyjnego, jak również antycypowania tego, co może nastąpić, jeśli pozwolimy, żeby innym uchodziło na sucho zachowanie, które nas nie dotyczy nawet bezpośrednio. Potraimy wyobrażać sobie, jak wpłynie to na dobro wspólne”.

Po co nam religia
Koncepcja ewolucji moralności przedstawiona przez de Waala służy nie tylko temu, by rozwikłać zagadkę powstania zasad organizujących życie społeczności ludzkich. Za jej pomocą przeciwstawia się tym hipotezom, które głoszą, że ewolucja organizmów żywych to niemal wyłącznie okrutny i samolubny proces, a moralność jest jedynie cienką warstwą lub fasadą zakrywającą bezwzględną walkę o byt. Polemizuje w ten sposób m.in. z implikacjami słynnej teorii „samolubnego genu”, spopularyzowanej przez Richarda Dawkinsa w głośnej książce o tym tytule wydanej w 1976 r.
Frans de Waal na kartach „Bonobo i ateisty” wypowiada się natomiast po raz pierwszy na temat relacji moralność–religia. W tej kwestii nie ma on wątpliwości, że to nie Bóg zaznajomił nas z moralnością, gdyż było raczej na odwrót. Czyli wprowadziliśmy postać Boga, aby pomagał nam żyć tak, jak czuliśmy, że powinniśmy. „Mój tok myślenia zakłada, że moralność poprzedza religię, zwłaszcza religie dominujące dzisiaj. My, ludzie, byliśmy moralni, kiedy w małych hordach wędrowaliśmy po sawannie. Dopiero kiedy zaczęły się zwiększać rozmiary społeczeństw, a zasady wzajemności i reputacji stopniowo traciły siłę, pojawiła się konieczność istnienia moralizującego Boga” – pisze de Waal.
Myli się jednak ten, kto po tych słowach oczekuje frontalnego ataku ze strony holenderskiego uczonego na religię. Wręcz przeciwnie – de Waal staje w jej obronie! A dokładniej mówiąc, polemizuje z „neoateistami”, przede wszystkim Samem Harrisem, Christopherem Hitchensem, no i oczywiście największą gwiazdą tej grupy, czyli Richardem Dawkinsem, autorem światowego bestsellera „Bóg urojony”.
De Waal nigdzie na kartach swojej książki nie określa siebie wprost jako ateistę, ale ujawnia, że dość szybko porzucił religię (wychował się w katolickiej rodzinie na południu Holandii). Przede wszystkim zaś jego osobiste poglądy wyraźnie wykraczają poza agnostycyzm (czyli zawieszenie sądu na temat tego, czy Bóg istnieje czy nie) i bliskie są stwierdzeniu „Boga nie ma”.
Dlaczego w takim razie broni religii? Z kilku powodów. De Waal podziela sceptycyzm neoateistów w stosunku do instytucji kościelnych i ich „naczelnych” – papieży, biskupów, kaznodziejów z megakościołów, ajatollahów i rabinów – ale pyta równocześnie, co dobrego może wyniknąć z obrażania ludzi, dla których religia stanowi wartość? Wyraźnie mierzi go agresja, z jaką niektórzy ateiści atakują drugą stronę, uważając się za jedynych oświeconych.
Powód drugi: naiwnością jest sądzić, by nauka czy racjonalne podejście do świata mogły zastąpić religię. Wbrew temu, co pisze Sam Harris (to nawiązanie do wydanej również po polsku książki tego autora pt. „Pejzaż moralny”), nie jest rolą nauki wyjaśnianie sensu życia ani tym bardziej mówienie, jak mamy postępować. Trudno sobie wyobrazić – dodaje holenderski uczony – jak nauka i światopogląd naturalistyczny mogłyby zapełnić pustkę po niej i stać się inspiracją dla dobrych uczynków. Nauka jest sztucznie wykoncypowanym osiągnięciem ludzi, tymczasem religia przychodzi nam równie łatwo jak chodzenie czy oddychanie. To coś głęboko tkwiącego w naszej naturze. Co więcej, „wszystko, co ludzie gdziekolwiek osiągnęli – od architektury po muzykę, od sztuki po naukę – rozwijało się w powiązaniu z religią, nigdy osobno. Nie dowiemy się więc, jak moralność wyglądałaby bez religii” – pisze de Waal. Nie znaczy to jednak, że laicyzacja, którą obserwujemy w północnej Europie, jest czymś złym. Ale to dopiero początek drogi areligijnych społeczeństw i zobaczymy, dokąd ona zaprowadzi.
Powód czwarty: znacznie większym zagrożeniem od religii jest wszelkiej maści dogmatyzm. „Zastanawia mnie zwłaszcza, dlaczego część spośród tych osób, które porzuciły religię, wciąż ma jednak kojarzone z nią klapki na oczach”.
Powód piąty: nie trzeba całkowicie ulegać ponurej opinii osób twierdzących, że nie istnieje moralność bez wiary w Boga („hulaj dusza, piekła nie ma”). Jednak trudno zaprzeczyć znaczeniu presji religijnej w kwestiach moralnych. Wiara w świat nadprzyrodzony miała znaczenie dla rosnących liczebnie ludzkich społeczności. Widać to na przykładzie grup żyjących w XIX w. w USA. Te, które miały u podstaw ideologię świecką, jak kolektywizm, rozpadały się o wiele szybciej niż te, których fundamentem były zasady religijne.
W podsumowaniu swoich rozważań o religii de Waal pisze, że neoateiści de facto nie głoszą niczego nowego. Ubierają w stare szaty zakurzone igury. Hitchens dał się bowiem poznać jako prawdziwy marksista, twierdząc, że religia wszystko zatruwa. Harris próbuje wynosić na ołtarze rozum, równocześnie promując ateistyczną wersję „duchowości”. Dawkins zaś niewiele różni się od Freuda uważającego religię za „złudzenie”, które bardzo przypomina słowo „urojenie” z tytułu słynnej książki brytyjskiego naukowca („Bóg urojony”).

Małpy i filozofowie
Tezy Fransa de Waala są bardzo ciekawe i prowokujące. To, do czego można by jednak mieć pewne zastrzeżenie, to fakt, że polemika z neoateistami byłaby jeszcze ciekawsza i bardziej przekonująca, gdyby została uporządkowana. Ma bowiem formę rozbudowanego eseju, wymieszanego z rozważaniami na temat ewolucji moralności. To zaś powoduje, iż niektóre tezy są potraktowane skrótowo, a przez to mało przekonujące. Gdy np. de Waal pisze, że prawdziwym wrogiem nie jest religia, ale „zastępowanie myśli, releksji i ciekawości dogmatami”, to od razu pojawia się pytanie, czy można sobie wyobrazić
niedogmatyczną religię?
Warto również uczulić czytelnika na dwie kwestie. Argumenty de Waala dotyczące zachowań zwierząt często mają w jego książkach charakter anegdotyczny, choć buduje na nich dość mocne tezy. Tymczasem od anegdot do twardej nauki wiedzie długa droga. Krytycy zarzucają również autorowi „Bonobo i ateisty” antropomorizowanie, czyli łatwe przypisywanie zwierzętom ludzkich odczuć i motywacji. O tym również warto pamiętać podczas lektury.
Nie wpływa to jednak na ogólną ocenę książki. To chyba pierwsza naprawdę ciekawa polemika z poglądami Dawkinsa. Jak również bardzo interesująca i przekonująca wizja ewolucji ludzkiej moralności. Warto polecić jej lekturę w pakiecie z wydaną po polsku zaledwie rok wcześniej pozycją pt. „Małpy i ilozofowie”. To rozszerzony i bardziej uporządkowany niż w „Bonobo i ateiście” wykład holenderskiego uczonego na temat pochodzenia moralności. Dodatkowym atutem tej książki są zamieszczone w jej drugiej części polemiczne teksty czworga autorów, m.in. znanego współczesnego etyka Petera Singera.
Na koniec wypada docenić Copernicus Center Press, krakowskie wydawnictwo powstałe z inicjatywy znanego kosmologa ks. prof. Michała Hellera, które postanowiło przybliżyć polskiemu czytelnikowi dwie książki Fransa de Waala. Choć na Zachodzie jego publikacje są szeroko znane od dekad i weszły już nawet do klasyki literatury z pogranicza nauk przyrodniczych i ilozoii,mto nikt w naszym kraju dotąd nie zdecydował się na ich wydanie.
MARCIN ROTKIEWICZ
(artykuł ukazał się w "Polityce", nr 37/2014, s. 62 - 62)


"Małpy i filozofowie. Skąd pochodzi moralność?" ,data wydania: 2013 - 09 - 24
http://www.ccpress.pl/pro...i_moralnosc__66

Cytat:
Czy małpy są moralne, czy też moralność jest wynalazkiem ludzkim?
Czy moralność jest tylko cienką zasłoną, którą kultura narzuca naszej zwierzęcej naturze?
Czego filozof może się nauczyć, obserwując zachowanie małp?

Prowokacyjna książka Fransa de Waala, światowej sławy prymatologa, podejmuje problem źródeł i ewolucji moralności. De Waal zwalcza pogląd, który określa mianem\'teorii fasady", głoszący, że ludzie są z natury egoistyczni, a moralność jest jedynie cienką zasłoną, którą narzuca nam społeczeństwo. W oparciu o ustalenia wieloletnich badań nad zachowaniem naczelnych, de Waal przekonuje, że źródeł naszej moralności szukać należy w ewolucyjnej przeszłości człowieka i u naszych najbliższych ewolucyjnych krewnych. Książka zawiera także polemiki z poglądami de Waala autorstwa Petera Singera, Christine M. Korsgaard, Philipa Kitchera oraz Roberta Wrighta.

Zasady moralne nie są zapisane w genomie. (...) Nie rodzimy się z żadnymi określonymi normami moralnymi zawartymi w umyśle, lecz z programem uczenia się, który mówi nam, jakie informacje przyswoić. Umożliwia nam to zrozumienie i przyswojenie struktury moralnej naszego rodzimego społeczeństwa.Fragment książki

Frans de Waal jest profesorem psychologii na Uniwersytecie Emory i dyrektorem Living Links Center w Atlancie. Jest autorem kilkunastu książek i kilkuset artykułów naukowych, publikowanych w najbardziej prestiżowych czasopismach. W 2007 r. magazyn Time uznał go za jedną ze stu osób, które kształtują nasz świat.


pzdr.
Ostatnio zmieniony przez krzysztof 2014-11-03, 06:57, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
krzysztof
Veg Do Potęgi


Pomógł: 54 razy
Posty: 2917
Wysłany: 2015-04-20, 09:38   Mądry ptak - niewygodne fakty.

:sloneczko:

Mądry ptak,Carolynn „K-lynn” L. Smith i Sarah L. Zielinski, „Świat Nauki" nr 04/2014
http://www.swiatnauki.pl/8,1434.html
Cytat:
Kury są mądre i rozumieją, co się wokół nich dzieje. To implikuje kłopotliwe pytania o metody stosowane w przemysłowych hodowlach.

W świecie zwierząt niektóre stworzenia są bystrzejsze od innych. Zwłaszcza ptaki wykazują się niezwykłymi umiejętnościami, które dawniej przypisywaliśmy wyłącznie ludziom. Sroki rozpoznają swoje odbicie w lustrze. Wrony z Nowej Kaledonii wytwarzają narzędzia i uczą się tego od starszych osobników. Afrykańskie papugi żako umieją liczyć, dzielić obiekty na kategorie w zależności od kolorów i kształtów oraz uczą się rozumieć ludzkie słowa. Zaś pewna kakadu żółtoczuba o imieniu Snowball potrafi tańczyć w rytm muzyki.

Mimo to niewielu ludzi uważa kury domowe za stworzenia inteligentne. A jednak w ostatnich latach naukowcy przekonali się, że ptaki te potrafią być przebiegłe, dysponują umiejętnościami komunikacyjnymi dorównującymi niektórym naczelnym i w wyrafinowany sposób wyrażają swoje intencje. Podejmując decyzje, kury biorą pod uwagę własne doświadczenie i uwzględniają sytuację. Potrafią też rozwiązywać skomplikowane problemy i współczuć osobnikom znajdującym się w niebezpieczeństwie.

Te nowe informacje dotyczące kurzych umysłów sugerują, że niektóre złożone zdolności poznawcze, tradycyjnie przypisywane jedynie naczelnym, mogą być w królestwie zwierząt powszechniejsze, niż sądzono. Odkrycia te mają również implikacje etyczne, dotyczące metod, w jaki traktuje się kury w przemysłowych hodowlach: przyznanie, że ptaki te mają rozwinięte zdolności kognitywne, zmusza do zastanowienia się nad metodami stosowanymi na fermach, których głównym celem jest, by kurze mięso i jaja były jak najszerzej dostępne i jak najtańsze.

Gadatliwe kurczaki

Naukowcy potrzebowali prawie 100 lat na zrozumienie, co dzieje się w kurzych mózgach. Pierwszymi wskazówkami zaowocowały badania, które w latach 20. XX wieku prowadził norweski biolog Thorleif Schjelderup-Ebbe. Ustalił on, że u ptaków tych występuje system dominacji, nazwany przez niego „porządkiem dziobania”. Badacz zauważył, że kury wzmacniają swoją dominującą pozycję, ostro dziobiąc osobniki podporządkowane, za każdym razem, gdy pojawiały się u nich pomysły niezgodne z ich niższym statusem.

Kolejny ważny przełom na drodze do zrozumienia kurzego umysłu nastąpił kilkadziesiąt lat później. Nieżyjący już Nicholas i Elsie Colliasowie, oboje z University of California w Los Angeles, skategoryzowali głosy kur i ustalili, że wydają one około 24 dźwięków, z których wiele zdaje się zarezerwowanych dla określonych zdarzeń. Na przykład, w obliczu niebezpieczeństwa grożącego z góry, takiego jak atak orła, kury przykucają i wydają bardzo cichy, wysoki pisk. Gdakanie, które większość ludzi kojarzy z kurami, jest w rzeczywistości dźwiękiem wydawanym przez nie przy spotkaniu z drapieżnikiem naziemnym. Odkrycie pożywienia natomiast sprawia, że koguty wydają nerwowy, powtarzający się okrzyk „dok dok”, zwłaszcza wtedy, gdy może ich słuchać i oceniać jakaś samica.

Te pierwsze odkrycia sugerowały, że w nie większym niż orzech włoski mózgu kury może dziać się więcej, niż ktokolwiek sądził. Poszczególne głosy wydawały się przekazywać specyficzne informacje, mające wywołać określone reakcje u pozostałych osobników. Jednak powiązanie tych dźwięków i gestów z ich prawdziwym znaczeniem było wciąż trudne, dopóki w latach 90. XX wieku nie opracowano techniki, która pozwoliła badaczom na bardziej rygorystyczne testowanie hipotez. To wtedy również już nieżyjący Chris Evans z Macquarie University w australijskim Sydney zaczął wraz ze współpracownikami stosować cyfrowe rejestratory dźwięku i telewizję wysokiej rozdzielczości do testowania funkcji dźwięków wydawanych przez kury w kontrolowanych warunkach. Mówiąc w skrócie, badania polegały na tworzeniu dla ptaków wirtualnej rzeczywistości, przez otaczanie klatki testowej ekranami, pozwalającymi na zmianę tego, co kura widzi (towarzysza, konkurenta lub drapieżnika) i nagrywanie jej reakcji na różne sytuacje. Badany ptak mógł widzieć przelatującego nad swoją głową jastrzębia, lisa biegnącego w jego stronę lub koguta wydającego z siebie serię dźwięków „dok dok”.
Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 04/2014 »


pzdr.
 
 
krzysztof
Veg Do Potęgi


Pomógł: 54 razy
Posty: 2917
Wysłany: 2015-06-09, 09:50   

:sloneczko:

Czy wrona rozumie prawo Archimedesa? Czyli o tym, jak inteligentne są ptaki. Newsweek, 21-04-2014
http://nauka.newsweek.pl/...y,283506,1.html
Cytat:
Ptasi móżdżek? To bardzo niesprawiedliwe. Okazuje się, że ptaki potrafią liczyć i znają prawo Archimedesa. Są jednymi z najinteligentniejszych stworzeń na ziemi.

Czy zwykła wrona może być równie mądra jak Archimedes, który odkrył w wannie zasadę wyporności? Zdecydowanie tak – twierdzą naukowcy z nowozelandzkiego University of Auckland po przeprowadzeniu serii eksperymentów z udziałem wron nowokaledońskich. Umieścili oni przed zwierzętami tuby wypełnione wodą, w których pływały smakołyki. Wrony musiały wymyślić, jak się do nich dostać. I wymyśliły. Wrzucały do tuby różne przedmioty, by poziom wody się podniósł i złapanie smakołyku było możliwe. Co więcej, ptaki nie wybierały przedmiotów wrzucanych do wody na chybił trafił, jakimś cudem wiedziały, że kamyk, który tonie, wyprze wodę, a kawałek kory, który pływa na powierzchni, nic nie zmieni.

Robi wrażenie, prawda? Naukowcy też byli zdumieni. W opisującym wyniki eksperymentu artykule w prestiżowym „PLOS” twierdzą, że umiejętności zaprezentowane przez wrony dowodzą, iż ich poziom intelektualny jest porównywalny z inteligencją dziecka w wieku 5-7 lat. To inteligencja, której nie osiągnęły nawet małpy naczelne, nie wspominając o bliskich nam i również uważanych za mądre psach i kotach. Dopiero dziś odkrywamy w pełni ptasią mądrość i niezwykłe talenty tych zwierząt.

Narzędzia i matematyka

Rozumienie zasady wyporności to tylko jedna ze zdolności prezentowanych przez wrony nowokaledońskie, uważane w ptasiej rodzinie za jedne z najinteligentniejszych. Ptaki te z łatwością posługują się też skomplikowanymi narzędziami i potrafią je wytwarzać (tę umiejętność mają w zwierzęcym świecie jeszcze tylko naczelne). Naukowcy z University of Auckland, specjalizujący się w badaniu wron, widzieli ptaki, które wydobywały z drzewa larwy za pomocą zmyślnie wykonanych „wędek” z kawałków przyciętych ostrym dziobem liści

Co więcej, kiedy jedna wrona w stadzie odkryła, jak wytwarzać lepsze narzędzia, natychmiast dzieliła się wiedzą z pozostałymi osobnikami. Zupełnie jak ludzie pierwotni, którzy przekazywali sobie wiedzę np. o wytwarzaniu ostrzy z krzemienia.

Ale nie tylko wrony mają takie zdolności. Jak dowiedli niestrudzeni badacze ptaków z Wydziału Biologii Kognitywnej Uniwersytetu Wiedeńskiego, ze swojego rozumu z powodzeniem korzysta także indonezyjska papuga kakadu białooka. Naukowcy sprawdzali, jak młody, nietrenowany wcześniej samiec o imieniu Pipin poradzi sobie z rozwiązywaniem skomplikowanego logicznego problemu. Miał dostać się do smakołyku zamkniętego w przezroczystym pudełku. Jednak było ono zamknięte wymyślnym systemem pięciu śrub i zatrzasków. Pipinowi to nie przeszkodziło. Za pomocą dzioba i pazurów poradził sobie z zamkiem bez problemu, niczym zawodowy włamywacz.

To zdaniem naukowców zupełnie niezwykłe dokonanie. – Pomijając szympansy, żadne zwierzę do tej pory nie potrafiło rozwiązać takiego pięciostopniowego problemu, zwłaszcza bez wcześniejszego treningu – mówi dr Alice Auersperg, szefowa badania.

Czy Pipin wiedział, że przeszkód było aż pięć? Z pewnością tak, bo ptaki nie tylko myślą, lecz także świetnie liczą. W matematyce celują zwłaszcza gołębie. Dowiedli tego uczeni z University of Otago w Nowej Zelandii. Najpierw nauczyli gołębie liczyć do trzech, co okazało się bardzo proste. Następnie wyświetlali im obrazy, które ptaki, sprytnie zachęcone obietnicą otrzymania smakołyku, miały porządkować: zaczynać od tego z jedną kropką, a skończyć na tym z trzema. To również nie stanowiło dla gołębi żadnego problemu.

Naukowcy utrudnili im więc zadanie – pokazywali ptakom obrazki z dziewięcioma kropkami! Okazało się, że te, których nikt wcześniej tego nie nauczył, bez problemu same zaczęły liczyć do dziewięciu i prawidłowo porządkowały obrazki od najmniejszej do największej liczby kropek aż w 70 proc. przypadków!

Zdolności matematyczne idą u gołębi w parze z innymi zaawansowanymi funkcjami umysłu, które dotychczas z niesłuszną pychą przypisywaliśmy wyłącznie naszemu gatunkowi. Tymczasem dziś już wiadomo, że ptaki te, podobnie jak ludzie, potrafią tworzyć w umyśle abstrakcyjne pojęcia i przyporządkowywać przedmioty do szerszych kategorii.

Tej niezwykłej umiejętności gołębi dowiódł dr Ludwig Huber z Instytutu Zoologii Uniwersytetu Wiedeńskiego. Przygotował dość skomplikowany eksperyment. Ptaki otrzymywały nagrodę za dziobanie w zdjęcia, ale nie na chybił trafił. Musiały najpierw rozpoznać, co jest na fotografiach, bo nagrodę dostawały wyłącznie za dziobanie zdjęcia człowieka (na innych były zwierzęta, przedmioty, budynki). I oczywiście gołębie musiały się tego same domyślić, przeprowadzając wnioskowanie: nagroda jest tylko wtedy, kiedy rozpoznam na zdjęciu człowieka i dziobnę w niego.

Ku zdumieniu naukowców, ptaki w lot łapały, o co chodzi, bezbłędnie wybierając zdjęcia przedstawiające ludzi. A nawet więcej – okazało się, że prawidłowo rozpoznawały człowieka nawet wtedy, kiedy na zdjęciu widoczny był tylko jego łokieć wystający z samochodu czy kawałek twarzy. To dowód na to, że potrafiły odtworzyć całościowe pojęcie człowieka, a nie tylko rozpoznawać jego sylwetkę na zdjęciu. Równie łatwo można było gołębie nauczyć, że mają spośród wszystkich zdjęć liści dziobać tylko liście dębu albo spośród fotek różnych zwierząt stukać dziobem tylko w te z psami. Potrafiły nawet wytworzyć pojęcie ryb czy meduz, choć z pewnością nigdy wcześniej żadnego z tych stworzeń nie widziały.

Śpiew jak rozmowa

Skoro ptaki nazywają i porządkują świat podobnie jak ludzie, nic dziwnego, że potrafią mówić niemal równie dobrze jak my. Jak dowiedli w ostatnich latach naukowcy, powstawanie i struktura ludzkiego języka podobne są do ptasiego śpiewu.

– To ich geny śpiewu stały się prawdopodobnie ewolucyjną podwaliną dla naszej umiejętności komunikowania się – twierdzi prof. Shigeru Miyagawa z Massachusetts Institute of Technology. Śpiewem u ptaków sterują podobne geny, co mową u człowieka, ośrodki śpiewu i mowy znajdują się w tych samych rejonach mózgu, a pisklęta uczą się śpiewać podobnie, jak ludzie mówić.

Tak jest na przykład u zeberki. Pisklęta wcale nie przychodzą na świat z umiejętnością śpiewania. Aby zeberka wydała swój zaśpiew, musi najpierw nauczyć się go od swojego ojca dokładnie tak samo, jak dziecko uczy się mówienia, słuchając starszych. Jak skomplikowany jest to proces, pokazały badania genetyczne przeprowadzone przez uczonych z Washington University School of Medicine. Okazało się, że w nauce śpiewu ptaka główną rolę odgrywają te same geny, co podczas nauki mówienia u człowieka. A jest ich aż 800.

Nic dziwnego, że śpiew stał się czynnikiem stymulującym rozwój ptasiego mózgu. Dzięki temu ośrodki mózgowe tych zwierząt, odpowiadające za wytwarzanie treli i rozumienie śpiewu innych ptaków, tak się rozwinęły, że w ptasiej mowie mogła się pojawić gramatyka.

Ptaki śpiewające posługują się strukturami gramatycznymi podobnie jak ludzie. W ich trelu nie ma zapewne przymiotników czy rzeczowników, ale niewątpliwie jest on skonstruowany według stałych reguł i ma różne części składowe. – Jest to o wiele bardziej skomplikowany twór niż zwykłe pohukiwania, piski czy krzyki innych zwierząt – mówi dr Maciej Trojan z Zakładu Psychologii Zwierząt Uniwersytetu Warszawskiego.

Nawet ptaki, które nie potrafią pięknie śpiewać, komunikują się w zaskakująco ludzki sposób. Potrafią na przykład wykorzystywać język gestów – twierdzą naukowcy z Instytutu Ornitologii Maksa Plancka.

Taką umiejętność zaobserwowali oni wśród kruków, które porozumiewają się, wskazując na różne rzeczy dziobem, dzięki czemu wydają oczywisty zarówno dla swoich współbratymców, jak i dla ludzi komunikat: popatrz tam! To bardzo podobny gest do tego, którego używają małe dzieci, chcąc pokazać dorosłemu jakąś interesującą rzecz – twierdzą naukowcy.

Kruki potrafią też dziobem powiedzieć: weź to, kiwając nim w odpowiedni sposób. A te z pozoru proste gesty to rzecz niezwykła w świecie zwierząt, bardzo rzadko obserwowana nawet u małp człekokształtnych

Całkiem ludzkie emocje


Skoro więc ptaki mają niemal ludzki język, rozum nie od parady i w dodatku umieją się nimi posługiwać, to może nieobce są im również emocje podobne do ludzkich? To całkiem możliwe, choć w tym przypadku trudno o naukowe rozstrzygnięcia, bo nie mamy sposobu na odczytanie ptasich myśli. Jednak już dziś naukowcy próbują zrozumieć świat ptasich emocji i przynajmniej w niektórych aspektach wydaje się on zadziwiająco podobny do naszego.

Ptaki potrafią na przykład rozpoznawać swoich najbliższych krewnych oraz znajome osobniki, a co więcej – pamiętają, jaka łączyła je zażyłość, nawet po trzech latach od rozstania. Taką umiejętność – jak dowiedli naukowcy z Uniwersytetu Wiedeńskiego – mają na pewno kruki. Naukowcy obserwowali grupę tych ptaków i relacje panujące między nimi, a następnie odizolowali je od siebie na dłuższy czas. Okazało się, że kiedy zwierzęta te ponownie się spotkały, od razu przylgnęły do osobników, z którymi łączyła je kiedyś emocjonalna więź, np. przyjaźń. Unikały natomiast tych, których wcześniej nie darzyły sympatią albo traktowały jak wrogów. Czyż nie postępujemy tak samo?

Podobnie zachowują się wrony. Potrafią rozpoznawać wrogów i przyjaciół nie tylko w obrębie swojego gatunku, lecz także wśród ludzi. – Rozzłość raz wronę, a zapamięta cię na lata – przekonują ornitolodzy z University of Washington, którzy przeprowadzili niecodzienny eksperyment. Dowiódł on, że ptaki tego gatunku mają w mózgu odpowiednik ciała migdałowatego obecnego w mózgach ssaków, czyli rejonu zawiadującego emocjami, w którym zapisywane są również wspomnienia.

Naukowcy przed rozpoczęciem eksperymentu przygotowali sobie po dwie maski. Jedna miała skojarzyć się wronom ze strachem, a druga z opieką. Chodziło o to, aby każda z nich skojarzyła się ptakom z innym doświadczeniem, negatywnym albo pozytywnym. Potem, założywszy przerażające maski, wybrali się na łapanie dzikich wron. W maskach na twarzach schwytali 12 ptaków i umieścili je w klatkach. Przez miesiąc opiekowali się wronami i karmili je smakołykami, zakładając do tego maski przyjazne. Kiedy po miesiącu założyli ponownie te „przerażające”, ptaki okazały na ich widok wyraźne zaniepokojenie. Co więcej, badanie skanerem mózgu wykazało, że u wszystkich osobników na widok złych ludzi aktywizowały się w mózgu rejony odpowiedzialne za emocje, podobne do tych w mózgach ssaków. – Dowodzi to, że ptaki odczuwają emocje i zapamiętują złe wydarzenia podobnie jak my – mówi prof. John Marzluff, szef badania.

Eksperyment ten nie był zbyt przyjemny dla wron, choć naukowcy zapewniają, że dołożyli wszelkich starań, aby zapewnić ptakom komfort. – Na koniec wszystkie badane wrony odzyskały wolność i wróciły do lasu – twierdzą naukowcy. Ciekawe, co sobie wtedy pomyślały o ludziach...


pzdr.
 
 
Surri 
Żona Admina
Pizdata


Pomogła: 79 razy
Wiek: 36
Posty: 11342
Skąd: Kraków
Wysłany: 2016-03-15, 09:25   Zwierzęta planują, liczą, bawią się, psocą i kłamią.

Zwierzęta planują, liczą, bawią się, psocą i kłamią. Jak bardzo podobne są do ludzi?

Czy można ocenić poziom intelektu małpy, porównując ją do człowieka? - Gorylica Koko badana testem na inteligencję w stanfordzkiej wersji skali uzyskała wynik 95 IQ. Przeciętny wynik dla ludzi wynosi 100. Są ludzie, którzy uzyskali gorszy wynik niż Koko - mówi dr hab. Maciej Trojan, psycholog i badacz zachowań zwierząt.

„Myślę, więc jestem”. Kartezjusz, wypowiadając te słowa, prawdopodobnie nie brał pod uwagę małp?


- Nowożytna nauka, która się rodziła w XVII wieku, była zafascynowana maszyną. Matką wszystkich maszyn był zegar. W tym czasie był szczytowym osiągnięciem mechaniki precyzyjnej. Popularny był pogląd, między innymi Kartezjusza i Newtona, że w zasadzie wszechświat jest jedną wielką maszyną, ludzie też. Różniliśmy się tylko niematerialną duszą, która zdaniem Kartezjusza stykała się z materialnym ciałem w szyszynce, jedynym niepodwojonym elemencie mózgu. W tamtych czasach zwierzęta postrzegano wyłącznie jako maszyny. Według panującej wówczas kościelnej doktryny były pozbawione duszy.

Były istotami bezmyślnymi, zaprogramowanymi.

Tak, były mechanizmami, tak jak te wszystkie stojące w XVIII-wiecznych parkach figury napędzane wodą, które wykonywały przeróżne ruchy. Człowiek natomiast był niezwykłą maszyną, bo stworzoną ręką Boga, mającą jeszcze coś, czego zwierzęta nie mają, czyli umysł. Tego typu myślenie było obecne w kulturze jeszcze przez kilka stuleci. Ów mechanicyzm był zgodny z wymogami dominującego empiryzmu i pozytywizmu, według których to, co widać, jest faktem, a reszta to są spekulacje. A przecież nauka to fakty, a nie spekulacje.

W XX wieku z psychologii, nawet tej ludzkiej, na długi czas wyrugowano takie pojęcie jak świadomość. Podobnie jak August Comte [twórca pojęcia pozytywizm - przyp. red.], twierdzono, że nie da się badać umysłu, gdyż nie da się tam zajrzeć. Uważano, że należy się zajmować tym, co mierzalne. Zachowanie było wyjaśniane na poziomie instynktu: Zwierzęta, gdy chowają pokarm na zimę, wcale nie myślą o przyszłym głodzie, czynią to dlatego, że coś je pcha do tego, by jedzenie ukrywać, a nie jeść. Nie mają przemyśleń na temat tego, że robi się zimno i trzeba gromadzić zapasy.



Co sprawiło, że naukowcy zaczęli jednak zastanawiać się nad tym, czy zwierzęta myślą?

- Wpływ na to miała teoria ewolucji Darwina. To był punkt zwrotny. Zastanawiając się nad ewolucją, dochodzimy do wniosku, że to nie może tak być, że mamy podobne mózgi, podobne układy nerwowe, z wieloma zwierzętami bardzo podobną budowę i wiele zachowań, a w naszych mózgach zachodzą zupełnie inne procesy. Jednak na początku XX w. wygrywał nurt opozycyjny - mechanistyczny. Myślano: nie da się badać świadomości, jeśli ona w ogóle jest, to nie ma zbyt wielkiego wpływu na zachowanie. Skoro nawet człowiek nie zawsze jest racjonalny, świadomy tego co robi, to myślenie nie jest konieczne do życia i przetrwania.

W końcu uznano, że to jest jednak ważne.

- Sprawiło to dopiero stopniowe umacnianie się psychologii poznawczej. Zauważono, że pomiędzy bodźcem a reakcją istnieje jeszcze przetwarzanie informacji w organizmie. Pojawiało się coraz więcej danych, metod, które pozwoliły na to, żeby takie rozważania snuć. Badano na przykład przetwarzanie danych sensorycznych z oczu, z uszu, dotyczących różnych zmysłów.

W latach 70. psychologia poznawcza zachłysnęła się metaforą komputerową i zaczęła porównywać umysł do maszyny, tylko innego, bardziej skomplikowanego typu, nie skoncentrowanej na działaniach takich jak zachowanie, tylko na procesach poznawczych. Rosła liczba inicjatyw zmierzających do tego, by jednak badać, nie odkładać trudnych zagadnień do szuflady. Choć były też głosy takie jak Thomasa Nagela [amerykańskiego filozofa - przyp. red.], który zadał pytanie: Jak to jest być nietoperzem?, a potem sam sobie na nie odpowiedział: - Nikt się nigdy tego nie dowie, bo nigdy nie będzie nietoperzem. To jeden z tych argumentów, że w zasadzie badania nad innymi gatunkami nie mają sensu, bo my patrzymy na nie ludzkimi oczami, przykładamy do nich ludzką miarę i antropomorfizujemy. Ich wyniki możemy wyrzucić do śmieci. Idąc za tak paraliżującą refleksją, moglibyśmy dojść do wniosku, że wydziały psychologii trzeba zamknąć, bo tak naprawdę nie mamy pojęcia, co dzieje się w głowie drugiego człowieka.

A jednak nie zamykamy wydziałów psychologii i robimy badania.

- I uzyskujemy wyniki, które mogą z dużą predykcją pokazać, jakie będzie zachowanie ludzi w określonej sytuacji. Duża liczba obserwacji środowiska naturalnego plus badania laboratoryjne zaczynały pokazywać, że można tak aranżować sytuacje, żeby zobaczyć, czy zwierzę podejmuje jakieś decyzje przy użyciu złożonych funkcji poznawczych, czy nie. Czy potrafi liczyć, czy nie potrafi. Czy zastanawia się nad tym, co drugi osobnik sądzi i co może zrobić. Czy jest w stanie wykonać narzędzie i użyć go później.

Można to sprawdzać, obserwując zachowania świadczące o tym, że umysł został użyty, bo bezpośrednio zbadać umysłu w danym momencie się nie da. Nawet użycie do badań mózgu fMRI [funkcjonalnego obrazowania metodą rezonansu magnetycznego - przyp. red.] nie jest wiarygodne, ponieważ wymaga tego, żeby zwierzęta się nie ruszały. A więc trzeba im dać coś na uspokojenie, a to oznacza, że obserwujemy stan inny niż normalny.



Można badać geny. W przypadku związanego z mową genu FOXP2 różnica między DNA człowieka i szympansa jest niewielka, wynosi tylko 1,24 proc. Jesteśmy blisko spokrewnieni.

- Zaraz przeciwnicy tego typu argumentów powiedzą: - No tak, a genotyp marchewki jest zbliżony do naszego w pięćdziesięciu kilku procentach. Całe życie na ziemi jest ze sobą spokrewnione i to dowodzi teorii ewolucji. Ale choć człowiek z człowiekiem jest najbliżej spokrewniony, to i tak się różnimy.

Genów nie można nie doceniać, ale przeceniać też nie wolno. W jakiś sposób nas ograniczają i ukierunkowują, ale to nie jest czysty determinizm, bardzo dużo zależy od doświadczenia życiowego i środowiska. Moi studenci są zdziwieni, gdy widzą szczury laboratoryjne mające podobne genotypy, tę samą matkę, urodzone w tym samym dniu, żyjące razem w klatce, jedzące to samo, a jednak zachowujące się różnie.

Co na to wpływa?

- Po prostu na świecie nie ma dwóch identycznych osobników. Nawet najbardziej zbliżone do siebie monozygotyczne bliźniaki nie zachowują się tak samo, ponieważ ich doświadczenia są różne. Nie ma nic bardziej indywidualnego niż umysł.

Gdy na przykład stwierdzimy, że jakiś szympans wytwarza narzędzie i go używa lub umie liczyć - a japoński profesor Tetsuro Matsuzawa wykazał, że szympansy mogą liczyć do dwudziestu - to nie uznamy przecież, że każdy szympans to potrafi, tylko że ten gatunek jest do tego zdolny. Podobnie jest z wybitnym matematykiem: nie każdy człowiek jest tak utalentowany jak on. W dziedzinie takiej jak etologia poznawcza bada się kilkoro osobników, a nie większe grupy, ponieważ nauka ma na celu udowodnić nie to, że coś powszechnie występuje w danym gatunku, tylko że ten gatunek jest do czegoś zdolny.

Czy jednak przy określaniu poziomu rozwoju jakiegoś gatunku nie brana jest pod uwagę średnia?

- Tu trzeba bardzo uważać. Na przykład w badaniach laboratoryjnych wychodzi, że zwierzęta, które w naturze nie używają narzędzi, w sytuacji gdy są do tego zmuszone, zaczynają z nich korzystać. Goryl jest tak silny, że rozłupie orzechy gołą ręką i nie potrzebuje do tego kamieni, a szympans - owszem. Prosty wniosek byłby taki: - Zwierzęta, które nie używają narzędzi, są słabiej rozwinięte. Jednak nie. Okazuje się, że w laboratorium potrafią z nich skorzystać, gdy są do tego przymuszone sytuacyjnie.

Są sprytne, nie używają, bo nie muszą.

- Ja swoim studentom mówię tak: - Czy jeśli mogę wykręcić śrubkę ręką, sięgam po śrubokręt? Czy jestem głupszy dlatego, że z niego nie skorzystałem?



Na zdjęciach Pawła Bogumiła, pokazywanych na wystawie „inHuman” w Leica 6×7 Gallery Warszawa, widać, że małpa myśli, choćby mimika o tym świadczy. Czy można ocenić poziom intelektu małpy, porównując ją do człowieka?

- Te zdjęcia są znakomite, fotograf uchwycił osobowość swoich bohaterów. Natomiast już z ocenianiem bym uważał. Ludzie lubią kategoryzować, a ja uczę swoich studentów tego, że „inny umysł jest inny” i porównywanie ich jest trochę bez sensu, bo to trochę tak, jakbyśmy zestawili samochody z pociągami.

Mówi się, że dorosły szympans zachowuje się jak pięcio-, sześcioletnie dziecko. Strasznie tego nie lubię, to wcale nie jest prawda. Dlatego że sześciolatek zachowuje się jak człowiek w tym wieku, a dorosły szympans jak dorosły szympans. Sześcioletnie dziecko poprawnie posługuje się językiem, potrafi już całkiem nieźle kłamać. Szympans ma co prawda swój system komunikacyjny, ale nie tak rozbudowany, a jednocześnie ma pewne funkcje, na przykład znakomitą pamięć wzrokową, której to dziecko nie posiada. Więc z tym porównywaniem jest tak, że możemy spotkać kruka, który będzie sprytniejszy niż niejeden szympans, ale to nie będzie oznaczać, że wszystkie kruki są mądrzejsze niż szympansy.

Spór psiarzy i kociarzy o inteligencję ich pupilów też nie ma sensu?

- Bywają psy bardzo inteligentne i bardzo głupiutkie, to samo dotyczy kotów. Gorylica Koko badana testem na inteligencję w stanfordzkiej wersji skali uzyskała wynik 95 IQ. Przeciętny wynik dla ludzi wynosi 100. Są ludzie, którzy uzyskali gorszy wynik niż Koko. Więc lepiej nie róbmy list przebojów. Raczej należy myśleć w ten sposób, że każdy gatunek jest zróżnicowany pod kątem zdolności i zachowania. Możemy za to zmierzyć pojemność mózgu, stopień jego ukorowienia - to można sklasyfikować, wpisać w tabelkę.

Mówi się, że psy danej rasy są bardziej inteligentne od innej.

- Nie ma czegoś takiego jak inteligentniejsza rasa. Kiedyś selekcja była bardziej behawioralna. Owczarek służył do pilnowania zwierząt, nie siedział w domu. Współcześnie selekcja kynologiczna polega na tym, że osobnik ma wyglądać zgodnie z wzorcem rasy. Pierwotnie liczyło się to, że dany pies jest dobry w polowaniu, zwracano uwagę na to, czy przynosi zdobycz, czy ma tendencję do jej zjadania.

Wspomniał pan, że sześcioletnie dziecko potrafi całkiem dobrze kłamać. Czy zwierzęta kłamią?

- Kłamią, tylko ich kłamstwa są nieco innej konstrukcji. Ludzie potrafią snuć długie opowieści, komplikować intrygę. Mamy najwyższy poziom intencjonalności. Z kolei maszyny nie mają pojęcia o swojej wiedzy, czyli ich poziom intencjonalności wynosi zero. Wiele istot żyjących na ziemi ma poziom jeden, czyli zdaje sobie sprawę z tego, co wie, ale nie z tego, co wiedzą inni. Dopiero drugi poziom intencjonalności, gdy zdajemy sobie sprawę z tego, co wie drugi osobnik, pozwala na skuteczne kłamanie.

Trzylatek nas nie okłamie, to dla niego za trudne. Jego historia nie będzie spójna i szybko zorientujemy się, że coś jest nie tak. Starsze dziecko będzie wiedziało, co ma nam powiedzieć, żebyśmy w to uwierzyli. Kłamstwa zwierząt są bardziej behawioralne, choć związane z fałszywymi komunikatami. To może wyglądać tak, że osobnik krzyczy: Uwaga, niebezpieczeństwo. Wszyscy uciekają, a on zostaje i zjada pożywienie. Ważne jest kiedy i jak często to się dzieje. Na tym polega cała zabawa, że kłamca musi być na co dzień prawdomówny. Wszyscy uwierzą, jeżeli ktoś kłamie od czasu do czasu, ale jak jest permanentnym kłamcą, to w końcu się okaże, że nikt mu nie zaufa.

Zwierzęta oszukują w ostateczności, gdy na przykład naprawdę głodują. Dlatego rzadko im się to nie udaje. Ludzcy oszuści zazwyczaj robią to zbyt często, tracą czujność i wpadają. To samo dotyczy postaw prospołecznych ludzi i zwierząt. Jeśli ja nie będę nigdy nikomu pomagał, to dostanę etykietę egoisty i nikt nie będzie chciał pomagać mnie. Szympansy podchodzą do tego tak, że ty iskasz mnie, a ja iskam ciebie. Jest dużo zachowań bazujących na teorii altruizmu wzajemnego, czyli nawet osobniki niespokrewnione ze sobą są skłonne udzielać pomocy innym, oczekując, że przyjdzie czas odwzajemnienia się. Czysty altruista byłby zaraz wykorzystywany przez egoistów, a czysty egoista szybko by umarł, bo nikt nie usuwałby pasożytów z jego pleców.



Mówiąc o kłamstwie zatrzymaliśmy się na drugim stopniu intencjonalności, a co z trzecim i czwartym?

- Trzeci stopień intencjonalności jest potrzebny do tego, żeby mieć Boga i religię, których zwierzęta nie mają. Psycholodzy tłumaczą to tak, że dopóki horda pierwotna była mała i wszyscy mieli ze sobą codzienny kontakt, to można było łatwo karać członków grupy za ich przewinienia. Jak się grupa zaczęła rozrastać do dużej wioski, plemiona zamieszkały w różnych miejscach i ludzie stracili ze sobą kontakt, pojawiła się potrzeba, by istniał ktoś, kto zna czyny wszystkich i wymierzy karę ewentualnym odstępcom. Inaczej mówiąc, gdy Janek jest poza zasięgiem mojego wzroku, ja nie wiem, co on robi, ale obserwuje to „ten, który, wie wszystko”. Nic się przed nim nie ukryje, zna nawet moje myśli i przyszłość.

A czwarty stopień intencjonalności to po prostu kolejne piętro tej rekursywnej zabawy... Jeśli ja wiem, że mój kolega w pracy mnie oszukuje, ale jest Bóg, który to widzi, to ja pomodlę się - przekonam Boga, aby sprawił, że mój kolega złamię nogę.

Czy zwierzęta w zoo, na wybiegu nie mogą myśleć w ten sposób o człowieku?

- Jeżeli kombinują, co zrobi inny osobnik, to tylko na poziomie drugiego stopnia intencjonalności. Nie ma żadnych dowodów, że zwierzę mogłoby przeskoczyć na trzeci stopień. To jest kwestia złożoności życia społecznego. Naczelne inne niż człowiek nie wykształciły grup liczących więcej niż kilkudziesięciu osobników. Nie tworzą miast.

Ale wytworzyły hierarchię.

- To stary wynalazek ewolucyjny, porządkujący życie w grupach, które są mniej lub bardziej pionizowane. Autorytarny przywódca nie musi się zbytnio przejmować, czy on jest prospołeczny, czy nie. Podchodzi, bije po głowie i zabiera, co chce. Ale w grupie bardziej spłaszczonej, na przykład takiej jak u szympansów, lider zabiega o popleczników, musi tworzyć koterie, sojusze. Gdy młody szympans podskakuje dominantowi, ten starszy zwykle go ignoruje. Następnie idzie do swoich kumpli i dwie godziny poświęca na iskanie ich. Wchodzi z nimi w dobre relacje. Po południu we czwórkę idą do młodziaka i tłumaczą mu na swój sposób, że tak się zachowywać nie powinien. Dominant dobrze wie, że za walkę jeden na jednego z młodym, silnym osobnikiem mógłby słono zapłacić. Nawet gdyby wygrał, narażony byłby na jego ciosy.



W książce „Małpa w każdym z nas” Frans de Waal opisuje sytuację, kiedy to dwa szympansy - stary i mądry oraz młody i trochę głupszy - zmówiły się, żeby „zrzucić z tronu” przywódcę, silnego i lubianego w grupie szympansa. Napadły na niego w nocy. Zbiły go tak okrutnie, że zmarł. Rano, kiedy de Waal przyjechał po ranną małpę, pozostałe siedziały cicho, wystraszone i smutne. Nie chciały jeść śniadania. Jednak z czasem rządy przejął ten młody samiec, wspierany przez mądrzejszego starca.

- Ta opowieść brzmi jak historia ludzi. Małpy potrafią być zazdrosne i okrutne. Jane Goodall [brytyjska badaczka w dziedzinie prymatologii, etologii i antropologii - przyp. red.] opisywała przypadek, jak zazdrosna samica, która nie miała dziecka, porwała i zabiła małe innej samicy, kiedy ta je na chwilę opuściła. Pamiętajmy jednak o tym, że w naturze szympansa, goryla czy człowieka są różne zachowania - możemy zobaczyć zarówno agresywnych, walczących ze sobą osobników, jak i opiekuńczych, wspierających się, pomagających starcom zdobywać pokarm.

A jednak niektóre gatunki są bardziej agresywne. Bonobo jest łagodniejszym rodzajem szympansa, za to bardziej łasym na seks.

- Tak. Mamy dwa gatunki szympansa - zwyczajny i bonobo. Podobnie jak mamy dwa gatunki goryli - wyżynny i nizinny. Do człowiekowatych należą jeszcze orangutany i człowiek.

W czym małpy są najbardziej podobne, a w czym różne od człowieka?

- W przypadku funkcji mózgu możemy mówić o różnicach ilościowych. Szympansy funkcjonują tylko do drugiego stopnia intencjonalności, nie do piątego, ale coś jednak potrafią. Planują pewne czynności: Zrobię sobie narzędzie, tu, w tym miejscu, żeby za chwilę pójść i wydłubywać nim termity w innym miejscu. Jednak ich plany nie są tak dalekosiężne jak u człowieka, który może sobie powiedzieć: Za rok pojadę na wakacje na Hawaje lub pomyśleć: No dobra, ale w 2200 roku to ja na pewno nie będę już żył. Wielu badaczy twierdzi, że skoro zwierzęta nie sięgają tego pułapu, to też tak naprawdę nigdy nie muszą się przejmować własną śmiercią. Nawet ciężko chore nigdy nie popadają w depresję z powodu strachu przed umieraniem. Choć w ogóle zwierzęta czasem mają depresję.



Niedawno moja koleżanka straciła kota. Mówiła, że gdy umierał, patrzył na nią tak, jakby się chciał pożegnać.

- To my to tak odbieramy. Fakt, że potrafimy dobiec myślami do naszego kresu powoduje, że zastanawiamy się nad takimi rzeczami, o których zwierzęta nie myślą. Być może powszechność występowania religii jest związana z tym, że Bóg jest nam niezbędny, bo bardzo trudno jest myśleć: Jestem, a kiedyś mnie nie będzie.

Różnimy się też na poziomie języka, który jest systemem otwartym, możemy sobie wymyślać nowe słowa, zmieniać je, a u zwierząt systemy komunikacyjne są zamknięte i ograniczone. Mają maksymalnie kilkadziesiąt komunikatów.

Czy zwierzęta pamiętają?

- Oczywiście, przecież się uczą. Spór dotyczy tego, jaki rodzaj pamięci posiadają - semantyczną czy epizodyczną, tak jak my. Pierwsza polega na tym, że pamiętamy określoną regułę, ale nie pamiętamy sytuacji. Zwierzę boi się przekroczyć elektryczny pastuch, bo wcześniej było rażone prądem. Semantycznie może sobie przypomnieć, że kontakt z takim drutem boli, ale nie wspomina konkretnej sytuacji, kiedy zostało porażone, bo to jest pamięć epizodyczna.

Dzisiaj przeważa pogląd, że jednak jakąś pamięć epizodyczną zwierzęta posiadają, tylko niekoniecznie taką jak u ludzi. Ponieważ, szczególnie w naszej kulturze, jest ona silnie sprzężona z linią czasu. Możemy sobie przypominać: To było latem, ale jeszcze przed wakacjami. Potrafimy precyzyjnie ustawiać pewne wydarzenia. Zwierzęta mają raczej rodzaj worka czy chmury, w której znajdują się przeszłe, indywidualne doświadczenia, ale one nie są posegregowane.

Potrafią rozpamiętywać, tak jak ludzie, którzy wracają myślą do przykrych lub miłych zdarzeń?

- Uważałbym z użyciem tego słowa. Gdy zwierzę zobaczy miejsce, w którym wielokrotnie odczuwało ból, zauważymy wyraźną behawioralną zmianę w jego zachowaniu. Ono sobie przypomni o tym, co tam się zdarzyło. Natomiast pytanie, czy ono to rozpamiętuje, na razie pozostaje bez odpowiedzi.

Brytyjski prymatolog Richard Wrangham twierdzi, że opanowanie sztuki kulinarnej przed milionami lat zmieniło podobne do małp dwunożne stworzenie w istotę ludzką.

- Japońskie makaki, zanim zjedzą bataty, myją je w słonej wodzie, więc można powiedzieć, że jest to jakiś rodzaj kulinarnego przygotowania posiłku. Człowiekowate, jak chcą zjeść owoce, muszą czekać, aż one dojrzeją. Zdarza się, że wybierają przejrzałe, czyli sfermentowane. Możemy spotkać orangutany, szympansy albo goryle, które są lekko wstawione.



Czy zwierzęta potrafią sobie intencjonalnie poprawiać nastrój, na przykład walczyć ze wspomnianą depresją?

- Z depresją bywa różnie, trudno jest znaleźć jej przyczyny, nawet u ludzi. Zwierzęta też czasami stają się apatyczne. Nie ma danych, które mogą nam jasno określić jej źródło. Może być ono endogenne, czyli wynikające z zaburzeń układu nerwowego czy chemii organizmu. Może być też egzogenne - wiemy, że niektóre udomowione zwierzęta bardzo przywiązane do właściciela cierpią, gdy on odchodzi lub umiera. Papugi na przykład wyrywają sobie pióra. Potrafimy to zaobserwować, ale jeszcze nie wytłumaczyć. Badania laboratoryjne stanowią długą, żmudną pracę. Właśnie wybieram się do japońskiego Instytutu Badania Naczelnych w Inuyamie, tam poznam ich nowe wyniki. Jednak przełomowe odkrycia raczej zdarzają się w warunkach naturalnych.

Może pan podać przykład?

- Szympans Santino z ogrodu zoologicznego w Furuvik w Szwecji rzucał kamieniami w ludzi. Ciągle wymyślał nowe strategie, kombinował jak tu zdobyć pociski, zbierał betonowe fragmenty wybiegu. Wiedząc, że będą mu je zabierać, ukrywał je, żeby później spożytkować w wiadomy sposób. W odpowiedzi na utrudnienia ze strony dyrekcji zoo modyfikował strategie. Dzięki opisowi jego zachowania powstała dokumentacja procesu planowania i wykonywania czynności u zwierząt w celu realizowania pewnych działań w przyszłości.

Ciekawe, co nim powodowało - chęć psoty czy niechęć do ludzi? Czy zwierzęta żartują?

- Na pewno potrafią się bawić, choć nie wszystkie. Robienie sobie psikusów w zabawie można uznać za żart, ale na pewno nie rozumiany w kategoriach werbalnych. Do tego jest potrzebny bardziej skomplikowany system komunikacyjny. Ponadto, żeby zrozumieć żart, trzeba mieć wyższy poziom umiejętności poznawczych. Ludzie z zaburzeniami mózgu nie rozumieją żartów.



Dr hab. Maciej Trojan jest autorem jednego z tekstów do książki fotograficznej „inHuman”, prezentującej portrety małp wykonane w europejskich ogrodach zoologicznych przez Pawła Bogumiła. Publikacja towarzyszy wystawie, którą do 3 kwietnia tego roku można oglądać w Leica 6×7 Gallery Warszawa przy ulicy Mysiej 3. Z czarno-białych, niezwykle naturalistycznych fotografii spoglądają na nas istoty myślące. Szczegóły na warsaw.leica-gallery.pl.



Dr hab. Maciej Trojan. Psycholog porównawczy, etolog. Zajmuje się problematyką ewolucji umysłu i zachowania. Jest pracownikiem Zakładu Psychologii Zwierząt Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego oraz Interdyscyplinarnego Centrum Nowych Technologii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Należy do Międzynarodowego Zespołu Studiów nad Zachowaniem Dzikich Zwierząt Uniwersytetu Kyoto, gdzie współpracuje z pracownikami Instytutu Badania Naczelnych w Inuyamie.

Edyta Borkowska. Dziennikarka. Redagowała weekendowy magazyn Gazeta.pl, prowadziła Serwis Kulturalny „Rzeczpospolitej” i pisała do „Przekroju”. Potrafi godzinami oglądać fotografie, lubi ludzi ciekawych świata i wierzy w polskie młode kino. Prowadzi warszawski informator kulturalny wsk.waw.pl.


Stąd
_________________
Śpieszmy się kochać mężczyzn oni tak szybko tyją!

Połykaj z Surri
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group