Veg - Wegetarianizm / Weganizm Strona Główna Veg - Wegetarianizm / Weganizm
Forum dla Weg(etari)an

RegulaminRegulamin FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Warto przejść na wegetarianizm?
Autor Wiadomość
angie 
Mały Veg


Wiek: 26
Posty: 6
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-02-14, 20:38   Warto przejść na wegetarianizm?

Witam ;)
Nie do końca wiem od czego zacząć.. W sumie od ukończenia 13/14 lat zaczęłam zdawać sobie sprawę co tak naprawdę jem i w końcu nie mogłam patrzeć na mięso i przestałam je jeść. "Wytrwałam" w tym ok roku, po czym brałam jakieś antybiotyki i strasznie słabo się czułam - zawroty głowy, omdlenia, ciągłe zmęczenie, senność. Rodzice i wszyscy wokół oczywiście "zawracasz sobie głowę głupotami, świata nie zbawisz, masz zacząć jeść mięso, bo będziesz musiała zrezygnować z treningów, odstawić antybiotyk" i coś tam jeszcze zwalając winę na wegetarianizm, no i po jakimś czasie sporadycznie skubałam mięso.. Potem uwierzyłam w te głupie argumenty, poza tym nie miałam czasu jakoś czytać o tym co powinnam jeść itp. no i do teraz jadłam już rzekomo 'normalnie' (czyli jak chyba większość ludzi - nie zastanawiając się co jem, jadłam to co przygotowała mama, a mama typowo : mięso + ziemniaki + jakaś surówka i tak dzień w dzień). Ale niedawno znowu zaczęłam się nad tym wszystkim zastanawiać. Zaczęłam oglądać różne filmiki w internecie, czytać o wegetarianizmie, o cierpieniu zwierząt i zabijaniu ich w tak okropnych i niehumanitarnych warunkach. No i tutaj zaczyna się problem. Przez to wszystko nie mogę patrzeć na mięso w normalnej postaci, po prostu odrzuca mnie wygląd, smak, zapach... I myślę, że nie byłoby mi trudno z tego zrezygnować. Ale różne inne rzeczy (np. galaretki) zawierają żelatynę, a w nich już nie widzę tego 'cierpiącego zwierzątka' i z nich nie byłoby mi tak łatwo zrezygnować. Boję się, że nie dam rady komponować sobie posiłków tak, żeby dostarczyć organizmowi wszystkich witamin itp., tym bardziej biorąc pod uwagę dość napięty plan dnia. Poza tym... Ciężko zastanawiać się nad tym wszystkim "co można", a czego "nie można" jeść. Mam już prawie 17 lat, więc generalnie ja zajmuje się 'sobą', a gotuje mama - a ona powiedziała, że nie będzie gotować dla każdego czegoś innego. W sumie wiem, że jakbym powiedziała "nie jem mięsa", to mama dałaby tylko ten argument, ale wiedziałaby, że nie tknę tego i tak, więc nie ma co marnować jedzenia (wie bo w końcu raz - z dnia na dzień - podjęłam tą decyzję. Swoją drogą gdybym wtedy nie zaczęła jeść, to teraz też bym zapewne nie jadła). Tyle, że ona nie ma zbyt dużej wiedzy na ten temat, więc też nie potrafiłaby mi odpowiednio komponować posiłków. [btw. czy wegetariańskie dania, są do przygotowania droższe niż te 'normalne'?].
Hm no i jeszcze jeden problem - jakoś nie widzę sensu przechodzenia na wegetarianizm, bo i tak jem jajka, piję mleko. Wiem, że weganie tego nie robią, ale jeśli mam wątpliwości co do wegetarianizmu, to przecież nie dam rady przejść na weganizm.
Sama nie wiem już co mam robić... Nie wiem czy warto przechodzić na wegetarianizm, czy po prostu zacząć się 'zdrowo' odżywiać i trochę ograniczyć jedzenie mięsa... :?:
Ostatnio zmieniony przez angie 2010-02-14, 20:42, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
 
taffit 
VegAdmin
Pieprzony Bad Boy



Pomógł: 34 razy
Wiek: 37
Posty: 6752
Skąd: Smog Wawelski
Wysłany: 2010-02-14, 21:07   

angie napisał/a:
Ale różne inne rzeczy (np. galaretki) zawierają żelatynę, a w nich już nie widzę tego 'cierpiącego zwierzątka' i z nich nie byłoby mi tak łatwo zrezygnować.


Świadomość pochodzenia powinna pomóc. Wystarczy uzmysłowić sobie, że np. żelatyna to zmielone kopyta, rogi itp.
Nie musisz też rezygnować ze wszystkiego od razu jeśli uważasz, że może to być dla Ciebie zbyt trudne.


angie napisał/a:
Boję się, że nie dam rady komponować sobie posiłków tak, żeby dostarczyć organizmowi wszystkich witamin itp., tym bardziej biorąc pod uwagę dość napięty plan dnia.


Warto spróbować. Internet jest pełen przepisów i rad. Czytać i uczyć się.

angie napisał/a:
gotuje mama - a ona powiedziała, że nie będzie gotować dla każdego czegoś innego.


Sama pisałaś: ziemniaki, surówka, kotlet. Mama przecież może ugotować Ci ziemniaki i zrobić surówkę. A ty możesz zrobić wcześniej kotlety, które potem wystarczy odgrzać. Sojowe, soczewicowe, warzywne.. Jest trochę tego.

angie napisał/a:
jakoś nie widzę sensu przechodzenia na wegetarianizm, bo i tak jem jajka, piję mleko


Niejedzenie mięsa to bardzo dużo.
_________________
Jadasz rosół z kur wielu?
 
 
 
sincerity
Veg Do Potęgi


Pomógł: 8 razy
Posty: 2739
Wysłany: 2010-02-14, 21:20   

angie napisał/a:
[btw. czy wegetariańskie dania, są do przygotowania droższe niż te 'normalne'?]
Zdecydowanie nie. Tylko nie można dać się wkręcić w jakieś zapakowane w słoiczki gotowce, w bioprodukty, bo te mogą faktycznie być bardzo drogie.

angie napisał/a:
Nie wiem czy warto przechodzić na wegetarianizm
warto, warto, warto, będziemy Cię wspierać!

A co do podwójnego gotowania - tak jak szanowny admin wspomniał - możesz sama przygotowywać kotlety, ale możesz też po prostu wcinać ugotowane strączkowce bez dalszego przetwarzania, co daje po prostu nastawienie jednego małego garnka więcej. Także bardzo bardzo niewiele zachodu, w sumie zero jeśli sama sobie doprawisz i umyjesz później ten garnek ;)
_________________
Some are born to sweet delight,
Some are born to endless night.

 
 
Hikikomori 
Ostoja Wiedzy



Pomogła: 2 razy
Posty: 563
Skąd: z szafy
Wysłany: 2010-02-15, 10:50   

Spotkałam się z taka postawą "świata nie zmienisz". Moja przyjaciółka była przez 8 lat wegetarianką, aż nagle ją , kurde, oświeciło, że jedna osoba współczująca właśnie świata nie zmieni. Znaczy teraz tez współczuje, ale mięso wpiernicza, tak samo jej dwójka dzieci. Gdy zaglądam do jej lodówki, ręce opadają, a przecież wie, że wegeżarcie jest zdrowsze. To jakaś siła bezwładu - powrót do utartych, wyniesionych z domu schematów: pyry z mięsem i ogórek ze słoika, danonki-sronki, parówki... bo dzieci lubią i salaty jeść nie będą. Do czego zmierzam... wystarczy, że zmienisz siebie, swoje myślenie, odczuwanie, potem dietę. Nie musisz robić nic więcej. Z czasem "twój świat" zacznie promieniować na otoczenie, które też się zacznie zmieniać. Jeśli się poddasz... patrz trochę wyżej. I nie ma co zwalać na matkę, bo "ona gotuje". Co jest z tym młodym pokoleniem, jakaś mutacja popromienna, czy ręce wam pourywało? Jak czytam o tych nieszczęsnych matkach-robotach kuchennych, które nie chcą zrozumieć porywu serca własnych dzieci, to mnie śmiech ogarnia. Odkleić tyłek od kompa i do garów, a nie użalać się nad sobą. Trzeba się wysilić, postawa roszczeniowa w tym wypadku nie poskutkuje. To tak miło pomyśleć: jestem taką dobrą osobą, współczuję biednym zwierzątkom, mam rozwiniętą inteligencje emocjonalną i inne sraty-taty, ale już czynnie, własnymi rękami zawalczyć o swoje "ideały" to za ciężko.
Aha, to, że galaretka nie krwawi, gdy ją jesz, nie znaczy, że zwierzę, dzięki któremu ją dla ciebie wyprodukowano, nie zginęło w mękach. Wyobraźnia to podstawa.
 
 
JAgniecha 
Veg Do Potęgi
Go Vegan!



Pomogła: 5 razy
Wiek: 37
Posty: 2510
Skąd: z Polski...
Wysłany: 2010-02-15, 14:35   

angie napisał/a:
Hm no i jeszcze jeden problem - jakoś nie widzę sensu przechodzenia na wegetarianizm, bo i tak jem jajka, piję mleko.

Fajnie, ze dostrzegasz, ze produkcja jaj i mleka przysparzaja zwierzetom tylez samo cierpienia (jesli nie wiecej) co produkcja miesa... - to juz bardzo wiele.
Pozostalo tylko wysnuc jedyny logiczny wniosek i do dziela! 8-)

Hikikomori napisał/a:
I nie ma co zwalać na matkę, bo "ona gotuje". Co jest z tym młodym pokoleniem, jakaś mutacja popromienna, czy ręce wam pourywało? Jak czytam o tych nieszczęsnych matkach-robotach kuchennych, które nie chcą zrozumieć porywu serca własnych dzieci, to mnie śmiech ogarnia. Odkleić tyłek od kompa i do garów, a nie użalać się nad sobą. Trzeba się wysilić, postawa roszczeniowa w tym wypadku nie poskutkuje. To tak miło pomyśleć: jestem taką dobrą osobą, współczuję biednym zwierzątkom, mam rozwiniętą inteligencje emocjonalną i inne sraty-taty, ale już czynnie, własnymi rękami zawalczyć o swoje "ideały" to za ciężko.

Hikikomori, :* (:
_________________
Time not important.
Only life important.
 
 
 
darxe 
Veg Niebanalny



Pomógł: 1 raz
Posty: 70
Skąd: Kraina Muminków
Wysłany: 2010-02-15, 16:01   

Hikikomori, szacun :mrgreen:

Odnosi się to do większości nastolatek/nastolatków, co po półrocznej zabawie z wegetarianizem potrzebują szpitala... bo jak się na okrągło je ziemniaki z sojowymi tekturami i biały chleb z dżemem to co się dziwić. Zamiast czytać godzinami pudelki albo ślęczeć przed TiVipustakiem to w tym czasie wystarczyłoby trochę poczytać choćby to forum, po czym zarzucić fartuch i do ćwiczeń praktycznych.. a mamy wraz z resztą rodziny same by pewnie z czasem coraz więcej jadły tych wege-przysmaków, więc tym samym taka zmiana 1 osoby już w obrębie 1 rodziny może sumarycznie dać przynajmniej 2 wege-osoby... :-)
_________________
,,...Przestań pośpiesznie wrzucać w siebie jedzenie, zwolnij i stań się smakiem...'' Osho
 
 
 
angie 
Mały Veg


Wiek: 26
Posty: 6
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-02-15, 19:13   

Zacznę od tego, że nie rozumiem dlaczego kierujecie się stereotypami "młode, głupie, nic niewiedzące". To, że mam te 16 lat, nie znaczy, że chce "zabawiać się w wegetarianizm", siedzę z przyklejonym tyłkiem do komputera, nie wiem nic na temat tego co powinnam jeść, godzinami czytam pudelka, albo ślęczę przed telewizorem. Może i odnosi się to do większości nastolatków, ale duża część taka nie jest. Nie mówię, że jestem jakaś wyjątkowa, cudowna blablabla, bo tak nie jest, ale też nie jestem żadną głupią nastolatką jarającą się i rozprawiającą nad tym czy Lady GaGa ma penisa. Litości.

Fakt uświadomienie sobie tego, co to właściwie ta żelatyna pomaga.
Padło pytanie czy pourywało ręce - nie pourywało.
A to, że nie gotuję nie wynika z mojego lenistwa. Lubię gotować. Tyle, że dopiero się uczę i zajmuje mi to tyle czasu, że wszyscy mają już dość i sami mnie wyganiają z kuchni :P
Napisałaś to tak, jakbyś wiedziała, że jedyne co robię po powrocie ze szkoły to siadam do komputera i czekam aż mama-robot kuchenny poda mi obiad, potem dalej siedzę z tyłkiem przyklejonym do kompa i czekam aż dostanę kolację, po czym dalej siedzę przy kompie, a potem idę spać. NIE - tak nie jest.
"Odkleić tyłek od kompa i do garów, a nie użalać się nad sobą." - Nie użalam się nad sobą :) . I raczej na krótko "przyklejam tyłek" do kompa i się lenie, więc ta uwaga nie do końca się mnie tyczy.
"Trzeba się wysilić, postawa roszczeniowa w tym wypadku nie poskutkuje." Wiem o tym. I mam zamiar się wysilić :)
"To tak miło pomyśleć: jestem taką dobrą osobą, współczuję biednym zwierzątkom, mam rozwiniętą inteligencje emocjonalną i inne sraty-taty, ale już czynnie, własnymi rękami zawalczyć o swoje "ideały" to za ciężko." Nie chce przejść na wegetarianizm, żeby podbudowywać sobie ego tym jaka jestem wspaniała i dobra, czy lansować się tym, żeby wokół mnie chwalono (swoją drogą kilku takich lanserów już spotkałam, a potem spotykałam ich jedzących MC Chicken'y w MC Donald's). Własnymi rękami zawalczyć o swoje ideały zawsze jest chyba ciężko. Boję się jedynie, że po jakimś czasie uwierzę w te głupie argumenty, że powinno się jeść mięso. Nie mieliście nigdy takiej obawy, albo zwątpienia?
Jednak póki co jestem pewna swojej decyzji. Zaczęłam od dziś. :)
 
 
 
JAgniecha 
Veg Do Potęgi
Go Vegan!



Pomogła: 5 razy
Wiek: 37
Posty: 2510
Skąd: z Polski...
Wysłany: 2010-02-15, 19:25   

kuracja wstrzasowa Hikikomori, dziala- yeah!!! (oby dlugodystansowo!;)

angie, twarda badz nie mietka!(: i powodzenia z weganizmem :chyt: :sloneczko:
_________________
Time not important.
Only life important.
 
 
 
sincerity
Veg Do Potęgi


Pomógł: 8 razy
Posty: 2739
Wysłany: 2010-02-15, 19:27   

angie napisał/a:
Jednak póki co jestem pewna swojej decyzji. Zaczęłam od dziś. :)
:bravo: :bravo: :bravo: :bravo:
Tak trzymaj!

A Hikikomori nie miała nic personalnie do Ciebie, po prostu się nazbierały pokłady narzekania na młode nierozumne pokolenie i akurat teraz była dobra okazja by to napisać. Bo faktycznie często taka postawa roszczeniowa jest - przynieś, podaj, pozamiataj, a jak nie to ja już nie wiem co mam zrobić. Fajnie że Ty tak do tego nie podchodzisz i staraj się brać czynny udział w bojach kuchennych. Nie dawaj się wyrzucać, a co :) :bye:
_________________
Some are born to sweet delight,
Some are born to endless night.

 
 
angie 
Mały Veg


Wiek: 26
Posty: 6
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-02-15, 21:54   

JAgniecha napisał/a:
i powodzenia z weganizmem :chyt: :sloneczko:

Dzięki, ale najpierw bez mięsa. O weganizmie muszę jeszcze poczytać i poszperać w necie. (właśnie narobiłam sobie pracy na weekend :mrgreen: )
Dzięki wszystkim za rozwianie niektórych wątpliwości! :)

sincerity napisał/a:
Nie dawaj się wyrzucać, a co :)
:D nie dam się, nie dam
 
 
 
Hikikomori 
Ostoja Wiedzy



Pomogła: 2 razy
Posty: 563
Skąd: z szafy
Wysłany: 2010-02-16, 10:35   

Aj... Wystarczyło napisać, że nie pasujesz do tego modelu;) Twój post wpisał się w schemat i powiedzmy był tą kroplą, która przepełnia kielich. Obserwacja otoczenia nie nastraja pozytywnie, młodzi są nie tylko głupi, ale i podli (zwłaszcza dla matek). A może mam po prostu pecha. Poza tym kiedy być głupim jak nie w młodości? Głupim w ten pozytywny sposób, który prowadzi do szukania odpowiedzi. Trzymam kciuki za powodzenie misji:) Poczytaj ostatnie posty z "rodziny wegetarianina" bodajże, jak to może wyglądać - takiego modelu ci życzę. A tak właściwie to w moim poście ważniejsze było to, że wybór odpowiedniej nogawki może mieć bardzo pozytywny wpływ na wiele rzeczy i ludzi. I dlatego warto. Warto się pomęczyć, powalczyć na początku, potem się już tylko zbiera tego owoce. Jeśli chodzi o chwile zwątpienia... nie doświadczyłam na szczęście. I żeby nie wiem jak i kto mnie przekonywał, to nie uwierzę, że zabijanie i torturowanie zwierząt, żebyśmy się mieli czym napchać, w co ubrać itd jest dobre.
 
 
darxe 
Veg Niebanalny



Pomógł: 1 raz
Posty: 70
Skąd: Kraina Muminków
Wysłany: 2010-02-17, 11:47   

Angie, przepraszam że mogłaś zrozumieć mój post z tym pudelkiem jako atak i docinki pod Twoim kątem, w założeniu to miało być tak ogólnie o ludziach którzy chcieliby się fajnie i zdrowo odżywiać ale nic w tym kierunku sami od siebie nie chcą zrobić ;)
Podziwiam natomiast Twoją determinację, że nie zraziłaś się mimo jakiś tam niepowodzeń doświadczonych podczas pierwszego podejścia do wegetarianizmu.. więc wierzę że uda się tym razem :)
Jeżeli chodzi o kwestię którą poruszyłaś w pierwszym poście, tzn. czy powinnaś rezygnować całkowicie z mięsa z dnia na dzień czy ograniczać stopniowo, to sądzę że nie ma tutaj złotej reguły dla każdego.. generalnie wszystko zależy od umysłu czy też psychiki i to już trzeba samemu intuicyjnie poczuć, co dla Ciebie jest naturalne. Nie zmuszaj się na siłę do niczego tylko dlatego by coś komuś udowodnić albo bo ktoś powiedział że trzeba właśnie tak a siak.
Jak zaczniesz się świadomie i zdrowo odżywiać, przede wszystkim wykluczysz lub mocno ograniczysz żywność wysokoprzetworzoną i konserwowaną, napoje gazowane, cukry i sole rafinowane, białe pieczywo, glutaminiany i inne dodatki, to stopniowo poczucie smaku samo Ci się będzie zmieniało i to samo kiedyś przyjdzie że pewne pożywienia przestaniesz jeść, bo Twoje ciało i umysł zdadzą sobie w pewnym momencie sprawę z tego że to nie jest dobre ani smaczne i nie potrzebujesz tym samym tego... i to nie będzie wiedza książkowa ale Twoja własna, intuicyjna.
Np. dla mnie w tym momencie coca-cola jest czymś prawie nie do przełknięcia, sama w sobie smakuje jak bardzo słodka syntetyczna woda bez jakichkolwiek głębszych walorów smakowych.. i jakoś samo się tak stało że tak zaczęła smakować, nie wbijałem sobie tego do głowy że cola jest niezdrowa, niesmaczna, itp. :)
_________________
,,...Przestań pośpiesznie wrzucać w siebie jedzenie, zwolnij i stań się smakiem...'' Osho
 
 
 
reptilia 
Veg Niebanalny
vege świeżak



Wiek: 28
Posty: 78
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2010-02-26, 14:06   

angie, może pomoże Ci trochę to, przez co ja przechodziłam, bo wege jestem stosunkowo niedługo - trochę ponad 4 miesiące. Owszem, zbierałam się do tego bardzo długo, bo zaczęłam o tym myśleć pod koniec gimnazjum, czyli mniej więcej w Twoim wieku, no i oczywiście zwyciężyło we mnie lenistwo, moja matka grzmiąca: "nie będę dla każdego gotować osobno!" oraz moje wmawianie sobie, że przecież i tak nie jem prawie wcale czerwonego mięsa i lubię smak kurczaka i ryb i nie chcę się tego pozbawiać. Totalny bullshit, jak widać. Natomiast w październiku zeszłego roku, którejś niedzieli, siedząc nad typowym polskim niedzielnym obiadkiem pt. KARTOFLE-KOTLET-SURÓWKA, postanowiłam: "noł fakin łej, to koniec" - i od następnego dnia po dzisiaj jestem bezmięsna. I tak naprawdę durny smak kurczaka można wyprodukować i wstrzyknąć we wszystko, jeśli się chce, więc sama siebie oszukiwałam i tylko raz miałam moment zwątpienia, któremu się nie poddałam. Może to głupie, ale bardzo lubiłam gyros z frytkami i właśnie któregoś dnia miałam na niego NIEZIEMSKĄ chęć, która mi przeszła, na szczęście, i póki co nie wróciła, za to odkyłam knajpkę, gdzie nie dość, że serwują gyrosy, to podają tez inne wege "odpowiedniki" z humusem i kotlecikami z soczewicy i ciecierzycy. Na upartego można użyć przyprawy do gyrosa i smakuje tak samo.

Co więcej, moja matka szybko zmieniła zdanie i teraz sama gotuje często bez mięsa, rodzice łatwo przyjmują postawę "martwię się o moje małe kochane dzieciątko, więc mu pomogę i dam witaminki, zamiast z nim walczyć". [nie wspominając o tym, że najczęściej przy garach w domu stoję ja] Suplementy też mi kupuje, też z troski. ;) Dlatego o rodziców bym się nie martwiła. Moja rodzina to też walnięci mięsiarze [moja babcia pracuje w mięsnym nawet ;x], ale posiadłam ich zdanie w blastoporusie i tam też pozostanie ;) Niestety, bardzo wkurzają mnie teksty w stylu: "bez mięsa nie ma siły, mięso jest zdrowe, dostaniesz anemii..." ble ble ble - totalne bzdety. Szkoda, że nie zdają sobie sprawy, że właśnie bardzo dużo niefajnych rzeczy jest w tym mięsie i że np.ich kiepskie samopoczucie może być z tym związane. No ale musze przyznać, że to taki ciemnogród, który ciagle ślepo powtarza schematy poprzednich pokoleń - styl życia, wychowanie, traktowanie innych, religia, dobiernie sobie partnerów etc. Czasem warto się wyłamać. U mnie na przykład jest to wręcz wskazane.

Ale się rozpisałam. :roll: Nic to, powodzenia! :tupie:
Ostatnio zmieniony przez reptilia 2010-02-26, 14:11, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
angie 
Mały Veg


Wiek: 26
Posty: 6
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-02-27, 14:44   

Dzięki :)
Póki co jest ok. Na to domowe mięso w ogóle nie mogę patrzeć, a jak nachodzi mnie ochota na coś w stylu fast-food, to od razu przypominają mi się różne filmiki z internetu i ochota mija.
reptilia napisał/a:
Niestety, bardzo wkurzają mnie teksty w stylu: "bez mięsa nie ma siły, mięso jest zdrowe, dostaniesz anemii..."
hoho, a ja w piątek miałam lekcje z pielęgniarką i takie oto bzdury zaczęła nam gadać. "Z doświadczenia wiem, że jak przychodzi do mnie młodzież z różnymi zasłabnięciami, to się okazuje, że nie jedzą mięsa, bo zwierzątka biedne i tym podobne, ale ludzie! Jesteśmy w takim społeczeństwie, że normalną koleją rzeczy jest zabijanie tych zwierząt. Przez takie myślenie to wiecie. Rośliny też czują. Przecież białko zwierzęce jest najlepiej przyswajalne (...)" itd. Po prostu słuchać tego nie mogłam. Powiedziałam, że to chyba raczej zależy od sposobu odżywiania i dostarczania sobie substancji odżywczych i że chyba lepiej zastanawiać się nad tym co się je, niż powielać schematy i myśleć, że jak jem mięso to, że mam wszystko co potrzebne. I coś tam po cichu dodałam, że rośliny nie mają żadnego układu nerwowego itp., więc chyba raczej nie mają co czuć. Coś tam odpowiedziała, ale w końcu urwała temat..
Ostatnio zmieniony przez angie 2010-02-27, 14:54, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
farmi 
Łamacz Klawiatur



Wiek: 32
Posty: 280
Skąd: Kraków/Piotrków T.
Wysłany: 2010-02-27, 15:13   

darxe napisał/a:

Jak zaczniesz się świadomie i zdrowo odżywiać, przede wszystkim wykluczysz lub mocno ograniczysz żywność wysokoprzetworzoną i konserwowaną, napoje gazowane, cukry i sole rafinowane, białe pieczywo, glutaminiany i inne dodatki, to stopniowo poczucie smaku samo Ci się będzie zmieniało i to samo kiedyś przyjdzie że pewne pożywienia przestaniesz jeść, bo Twoje ciało i umysł zdadzą sobie w pewnym momencie sprawę z tego że to nie jest dobre ani smaczne i nie potrzebujesz tym samym tego...

:offtopic: To by tłumaczyło dlaczego często ludzie określają moje potrawy jako niedoprawione czy niedosolone pomimo iż dla mnie często są ok a nawet lekko za słone. Jak odstawiłem sól kilka lat temu i cukier w herbacie i kawie to po pewnym czasie wszystko co nie moje jest za słodkie i zbyt słone. To chyba trochę tak jak z paleniem: po rzuceniu nagle zaczyna się czuć więcej smaków i zapachów. :offtopic:
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - opowiadania