Veg - Wegetarianizm / Weganizm Strona Główna Veg - Wegetarianizm / Weganizm
Forum dla Weg(etari)an

RegulaminRegulamin FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Jędruś
2010-12-10, 22:15
Beefizm
Autor Wiadomość
Jakub 
Guru Veg
takCZYtak,CALLmeJAK



Pomógł: 6 razy
Wiek: 38
Posty: 4243
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-12-18, 15:55   

Noirac napisał/a:
Jakub napisał/a:
Ale jak chciałbyś to praktycznie rozwiązać? Wprowadzić ograniczenie? Na przykład: możesz mieć (żeby była okrągła suma) miliard dolarów, ale nadwyżka idzie na cele charytatywne. I tu mnożą się pytania: kto by to kontrolował, kto decydował o celu charytatywnym, które miałby zostać wspomożone?
Oglądaj od 4:13 do 4:20, to jedynie była odpowiedź na to, co pisał ubot, muuu.

Rozumiem, co wcale (w połączeniu w późniejszym cytatem) zupełnie nie rozwiewa żadnych wątpliwości, które się rodzą w związku z janosikowaniem na wielką skalę.

Cytat:
Jakub napisał/a:
siedzenie na miliardach dolarów i opływanie w luksusy, gdy wokół z głodu umierają ludzie, jest występkiem przeciwko miłości bliźniego i czymś niedopuszczalnym...

Niemożliwe, to by przecież oznaczało, że Kościół Katolicki postępuje w sposób niedopuszczalny, nie bądź śmieszny.

Są na tym świecie rzeczy, o których nie śniło się filozofom (także tym zajmującym się etyka praktyczną). ;-)
_________________
"Umysł jest swoją własną siedzibą
i w sobie samym może zamienić
niebo w piekło i piekło w niebo."

John Milton
 
 
Noirac
Pilny Veg


Posty: 20
Wysłany: 2010-12-18, 16:38   

Jakub napisał/a:
Rozumiem, co wcale (w połączeniu w późniejszym cytatem) zupełnie nie rozwiewa żadnych wątpliwości, które się rodzą w związku z janosikowaniem na wielką skalę.

Nie miało rozwiewać (późniejszy cytat zaś pokazuje jedynie, że bez świata milionerów, miliarderów i rynków finansowych ludzie potrafili sobie świetnie radzić, nim oświeceni czciciele postępu nie postanowili być ich przymusowymi dobroczyńcami).
Ostatnio zmieniony przez Noirac 2010-12-18, 16:40, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
krzysztof
Veg Do Potęgi


Pomógł: 54 razy
Posty: 2874
Wysłany: 2010-12-31, 15:24   

WITAM :sloneczko:

Krzysztof Saja- Adiunkt w Zakładzie etyki Instytutu Filozofii Uniwersytetu Szczecińskiego. Autor książki "Język etyki a utylitaryzm. Filozofia Moralna R.M.Hare'a"
Beefizm - Dlaczego wegetarianie powinni promować jedzenie wołowiny?
Cytat:
...Czy obraz ten był ewenementem, odstępstwem od bolesnej rzeczywistości? Okazuje się, że sposób hodowli różnych gatunków zwierząt cechuje się innymi, istotnymi z punktu widzenia utylitarysty, cechami. Inaczej wygląda hodowla kurczaków, świń, ryb czy wołów. Inaczej też musi wyglądać zatem ocena spożywania ich mięsa. Po przejrzeniu kilku portali rolniczych i zalecanych tam sposobów hodowli bydła mięsnego oraz przejrzeniu broszury naukowej Chów bydła mięsnego metodami ekologicznymi, doszedłem do wniosku, że widziane przeze mnie pastwiska nie są odstępstwem, ale zalecaną przez samych hodowców normą (oczywiście nie neguję występowania bestialskiego traktowania wołów - jednak istnienie, np. wypadków samochodowych nie jest argumentem za rezygnacją z motoryzacji).
W załączonym podręczniku chowu ekologicznego zaleca się, np. aby bydło większość swego życia spędziło na obszernych pastwiskach z dostępem do osłoniętych od wiatru wiat, spożywało naturalne produkty roślinne oraz było naturalnie zapładniane.
Powyżej wymienione zalecenia jak również moja osobista obserwacja przekonują mnie, że życie karmionego, leczonego, chronionego przed drapieżnikami, żyjącego na obszernym pastwisku w dużym stadzie woła mięsnego jest, ostrożnie rzecz ujmując, bardziej szczęśliwe niż nieszczęśliwe. To natomiast podważa jedną z przesłanek argumentacji P.Singera przeciwko spożywaniu mięsa hodowanego przemysłowo. Jeśli prawdą jest, że życie tuczonego woła na europejskich pastwiskach często bywa całkiem przyjemne, argument prowegetariański Singera upada...

Beefizm bowiem ma bardzo wiele zalet:

Zalety beefizmu:

* można cieszyć się smakiem i dietetycznymi walorami mięsa;
* można odrzucić szowinizm gatunkowy;
* można znacząco przyczynić się do eliminacji cierpienia zwierząt hodowlanych;
* można znacząco podnieść efektywność przekonywania innych do zmiany diety;
* można przyjąć ciekawą i unikalną koncepcję wykraczającą poza schemat wegetarianie - mięsożercy.


dr Marek Miedziński - Uniwersytet Wrocławski na wydziale Filozofii.
"Dyskryminacja gatunkowa - temat przemilczany przez etykę"
http://www.vege.com.pl/co...przez-etyk.html
Cytat:

Czy postępowanie etyczne jest naszym prawem, czy też obowiązkiem? Jeśli jest prawem, to oznacza to, że jest to akt woli, a nie przymus. Chcę postępować etycznie, zatem tak postępuję, taka jest moja wola. Mogę też wybrać postępowanie nieetyczne, ale nie robię tego - ponieważ takiego dokonuje wyboru. Jeżeli etyczne postępowanie jest jednak naszym obowiązkiem, a nie wyborem, to musi istnieć coś, co nam ów przymus narzuca. Prawo, religia, sumienie, kultura, lub coś innego, będzie decydować o tym, czy moje wybory uznawane są za etyczne czy nie.

Nie ulega wątpliwości, że istnieje wiele różnych kryteriów oceny. Przez wzgląd na owe
kryteria kwalifikujemy czyjeś działanie jako etyczne, bądź nie. Jak pokazuje historia, tego rodzaju kryteria mogą się zmieniać pod wpływem panujących zwyczajów. W czasach bardziej odległych, niektóre akty uznawane raczej były za wyraz obywatelskiej postawy, niż za przejaw agresji, czy sadyzmu. Był czas, w którym niewolnictwo, czy dyskryminacja kobiet, uznawane były za normę społeczną, czas, w którym nikt nie rozpatrywał szowinizmu rasowego w kategoriach przestępstwa.
Czyny dziś postrzegane jako patologiczne, w wiekach poprzednich znajdowały uznanie społeczne. Powstaje zatem pytanie: dlaczego nasze postawy, aż tak się zmieniają? Czy owe zmiany w nas spowodowane są tym, że "dojrzewając" jako społeczeństwo dostrzegamy krzywdę innych i staramy się niwelować podziały poprzez ustalanie równych praw? A jeśli "dojrzewamy", to czy oznacza to, że nasze działanie będzie również zmieniać się w przyszłości, zmieniając tym samym nasze etyczne wzorce? Czy to, co dziś jest akceptowane społecznie, w przyszłości obierane będzie jako patologia?
Trudno dać jednoznaczną odpowiedź, lecz gdy spoglądamy wstecz, odnajdujemy historyczne ślady takich zmian. Dostrzegamy różnice w sposobach wartościowania uprawianych przez wcześniejsze pokolenia, możemy więc chyba pokusić się o antycypację przyszłych zmian.
Zadajmy zatem pytania, które pozwolą uwidocznić naturę naszego dzisiejszego
postępowania etycznego i porównajmy je z naturą postępowania w wiekach przeszłych. Pytania te pomogą nam uwypuklić różnice w odbiorze wcześniejszych i obecnych postaw etycznych.
Możemy wobec tego zapytać: czy jest moralnie usprawiedliwione krzywdzenie żywej
istoty, ze względu na jej kolor skóry? Czy usprawiedliwione jest unicestwianie żywej istoty, ze względu na jej odmienność rasową? Czy etycznie poprawnym jest agresja wobec żywej istoty ze względu na jej odmienną płeć? Czy bezpodstawne zniewolenie żywej istoty, ze względu na jej pochodzenie społeczne, jest aktem moralnym?
Może wydawać się, że zadawanie tego rodzaju pytań kończyć się będzie ? w każdym przypadku - odpowiedzią przeczącą. Przyznamy jednak, że w czasach nie tak odległych, odpowiedzi te z pewnością różniły się od dzisiejszych. Postawmy zatem kolejne pytanie i sprawdźmy, czy i ono również straciło już dziś swoją aktualność.
Czy jest moralnie usprawiedliwionym zniewalanie, unicestwianie, wykorzystywanie, poniżanie, maltretowanie żywej istoty ze względu na jej odmienność gatunkową?
Co sprawia, że na to pytanie nie tak łatwo już odpowiedzieć, jak na poprzednie?
Wspomniana wyżej powszechna akceptacja społeczna daje nam przyzwolenie na takie działania, a poprzez to gubimy się między odpowiedziami płynącymi z rozsądku i z bezkarności. Niewielu z nas oburza się, gdy wcześniej maltretowane zwierzęta kończą swoje życie na naszych stołach. Nie oburzają masowe mordy i zadawanie cierpienia, ponieważ sprawa ta dotyczy istot innego gatunku.
Wystarczy chwila namysłu, aby zrozumieć, że prawo do tak bestialskiego działania nie wchodzi, (w naszym przekonaniu), w konflikt z obecnym wzorem postępowania etycznego. Gdy jednak przesuniemy środek ciężkości - z dostrzegania międzygatunkowych różnic, na dostrzeganie cech wspólnych - widzimy tę kwestię w innym świetle. Kiedy rozpatrujemy problem dyskryminacji nazywając siebie ludźmi, rozumiemy, że podobnie jak i inni ludzie, mamy jednakowe prawa bez względu na odmienność jaką przejawiają nasze ciała i umysły. Nie tolerujemy już działań (usprawiedliwianych różnicami) wymierzonych przeciw innym ludziom. Jeżeli zaś siebie nazywamy ludźmi, a inne istoty zwierzętami, to ? używając tego podziału ? w prosty sposób odnajdujemy argumentacje usprawiedliwiające nasze bezlitosne działania. (Przecież nie krzywdzimy ludzi). Kiedy zaś nazwiemy siebie żywą istotą, o wiele łatwiej wówczas zrozumieć fakt, iż posiadamy te same cechy co i inne żywe istoty, (między innymi, skłonność do odczuwania cierpienia). Argumentacje, które z taką łatwością powoływaliśmy wcześniej ? mające obronić nas przed głosem rozsądku i sumienia ? tracą moc. Wraz z utratą mocy, pojawia się zrozumienie, że nie mamy prawa do tak okrutnych aktów i nawet jeśli - w naszym rozumowaniu - mamy to prawo, to z całą pewnością nie można go nazwać naszego działania postępowaniem etycznym. Rozpatrując tę kwestię w kategoriach logiki, możemy powiedzieć, iż najczęściej traktujemy ludzi i zwierzęta jako dwa osobne zbiory. Prawie każdy jednak zgodzi się, że oba zbiory są podzbiorami jednego zbioru, który nazwać możemy zbiorem wszystkich żywych istot. Dostrzeżenie tego zbioru może ułatwić nasz dalszy wywód logiczny.
Ludzie poprzednich epok nie traktowali niewolnictwa jako aktu niemoralnego, dziś taki model myślenia skazany jest na fiasko już w punkcje wyjścia. Możliwe więc, że naturalną konsekwencją zmian w nadchodzących wiekach będzie piętnowanie aktów agresji wobec innych żywych istot właśnie na mocy dostrzegania, iż jesteśmy elementami tego samego zbioru. Skoro "dojrzeliśmy" do idei głoszonych przez jednostki w odległych stuleciach, zapewne w przyszłości "dojrzejemy" do idei głoszonych i dziś.
Jednostki, które w przebłyskach swej świadomości rozumiały, że krzywdzenie ludzi, tylko dlatego, że różnią się od nas, jest niemoralne, stawały się, nie tylko latarniami oświetlającymi drogę przyszłym pokoleniom myślicieli, ale i symbolem, który uświadamia, że nawet wówczas, gdy norma społeczna nie stawia granic aktom nieetycznym, kultywowanie wyższych idei ma sens i daje wymierne rezultaty w przyszłości. Niewątpliwie takie postacie stają się inspiracją dla jednostek walczących o prawa zwierząt.
Zdajemy sobie sprawę z tego jak wiele słów - przez ostanie dziesięciolecia - zostało wypowiedzianych w obronie zwierząt. Zjawisko to wciąż rozrasta się w dużym tempie. Pomimo tak wielkiego zainteresowania i tak potężnej skali podjętych działań, nikt chyba nie ma wątpliwości, jak wiele jeszcze dzieli nas (w sensie globalnym) od przejawiania postaw umocowanych na głębokich etycznych fundamentach. Postaw, w których następuje przeniesienie uwagi z "nas" - ludzi, na "nas" - żywe istoty.
Przyzwyczailiśmy się, że źródłem wzniosłych wzorów zachowań są myśliciele stający w opozycji do czynów nagannych. Filozofowie, mędrcy, duchowni, mistycy dawali wyraz swym przemyśleniom i objawieniom dzieląc się nimi ze społecznością. W obecnych czasach szukamy ich substytutów na akademiach i uniwersytetach. Do lat siedemdziesiątych poprzedniego stulecia, niewiele jednak prac naukowych traktowało obronę praw zwierząt, z należytą uwagą. Zaledwie znikoma liczba wykładowców etyki podejmowała ten temat jako przedmiot swoich rozważań i dyskusji. Pomimo tego, że sporo się zmieniło w tej kwestii, nadal na wielu uczelniach w naszym kraju temat ten trzymany jest z dala od programów nauczania. Trudno chyba się temu dziwić, bo czyż nauczanie tego rodzaju postaw nie wiąże się także z dawaniem odpowiedniego przykładu?
Można nauczać ornitologii nie będąc ptakiem, można uczyć medycyny nie praktykując jako lekarz, ale czy można nauczać etyki, nie postępując etycznie? Czy ktoś może wyobrazić sobie sytuację, w której, osoba propagująca wegetarianizm nie byłaby wegetarianinem? Obecnie jednak tak wiele energii poświęca się na nauczanie podstaw moralności, przy jednoczesnym utrzymywaniu agresywnych, krzywdzących przekonań. Jak wielu dziś nauczycieli etyki podejmuje wysiłki by roztrząsać niemodne i niewygodne kwestie okrucieństwa wobec zwierząt? Żyjemy w miejscu i czasie, w którym nawet duchowni - nie tylko etycy ? nie odmawiają sobie kolacji okupionej cierpieniem innych żywych istot. Nie można zatem winić społeczeństwa za brak pożądanych zachowań, skoro nauczyciele postaw moralnych nie dają odpowiedzi na podstawione wyżej pytanie, skoro nie dają przykładu, skoro nie są głosem sumienia, ani nie są adwokatami najsłabszych i skrzywdzonych. Czyż nie taka właśnie powinna być ich rola? Nie mamy dobrych wymówek, nie dziwimy się więc, kiedy ktoś, kierowany sumieniem, zwraca się w swych poszukiwaniach na wschód, odnajdując tam księgi mówiące o równości wszystkich żywych istot.
Brak rodzimych idei, o podobnym charakterze, zastępuje tymi, które wydają się bliższe, choć geograficznie odlegle bardziej. Ukierunkowana edukacja etyczna może spowodować dostrzeżenie problemu dyskryminacji zwierząt, a to może poprowadzić do zmian w zachowaniach. Jako ludzkość przerabialiśmy już lekcje rasizmu, seksizmu, szowinizmu klasowego etc. Lekcja, w której zorientujemy się, że mamy do czynienia z szowinizmem gatunkowym, dopiero przed nami. Na razie dostrzegają ją najbardziej uwrażliwieni, a gdy ją dostrzegą starają się bić w dzwony naszego sumienia. Stają się chórem głosów budzącym w innych wrażliwość i współczucie.
W powyższych rozważaniach nie rozpatrujemy jednak pustych sentymentów. Nie omawiamy też wegetarianizmu z punktu widzenia zdrowego odżywiania, czy ekologii. Nie rozpatrujemy go również z punktu widzenia ekonomicznego. Mowa tu bowiem o postępowaniu etycznym. Tu tkwi oś, na której obracamy nasze poszukiwania? Wszystkie społeczne zmiany w postępowaniu, musiały być kiedyś zainicjowane zmianami indywidualnymi. To jednostki stają się wzorcem i inspiracją wyznaczającą kierunek. Jeśli na uniwersytetach nie zabraknie dyskusji, będzie szansa na to, by nasza moralność wzniosła się na wyższy poziom. Aby etyka, jako nauka, mogła spełniać dobrze swoją role, nie może omijać tematu dyskryminacji gatunkowej. Jej postulaty będą niepełne, kiedy skażemy ją na brak głosu w sprawie, w której możemy się wznieść ponad zabobony przeszłych pokoleń. Osłabimy argumenty etyki, kiedy omijanie tematu cierpienia czujących istot będzie "oszpecało" jej sale wykładowe. Dlaczego tak ważna jest właśnie etyka? Bo to ona ustanawia standard, jaki przyjmujemy. Kiedy ona milknie, milknie także i nasze sumienie. To etyka sprawia, że to, co w nas najbardziej subtelne może się urzeczywistniać. Gdy w naszych rozważaniach dojdziemy do przekonania, iż jest ona, nie tylko wyborem, lecz i obowiązkiem, będziemy musieli wówczas przyznać, że wypełniamy ten obowiązek w zaledwie znikomym stopniu. Niech zatem nie zabraknie nam etyki.

Autor: Marek Miedziński - jest doktorantem Uniwersytetu Wrocławskiego na wydziale Filozofii. Prowadzi zajęcia z Filozofii Społecznej, Mistyki Wschodniej i Mistyki Zachodniej.
Jego dotychczasowe prace koncentrowały się na próbach filozoficznego ujęcia natury Czasu oraz na problemie nieadekwatności sądów o Absolucie. Od wielu lat zajmuje się Filozofią Wschodnią, w szczególności studiami nad Wedyjskimi koncepcjami: Duchowości, Mistycyzmu, Etyką, Epistemologią i Fenomenologią. Pisane przez niego prace publikowane są w czasopismach naukowych. Jest autorem dwóch książek.



POZDRAWIAM ZIELONEJ GÓRY :sloneczko: :bye:
 
 
sincerity
Veg Do Potęgi


Pomógł: 8 razy
Posty: 2739
Wysłany: 2010-12-31, 18:55   

krzysztof napisał/a:
ale czy można nauczać etyki, nie postępując etycznie? Czy ktoś może wyobrazić sobie sytuację, w której, osoba propagująca wegetarianizm nie byłaby wegetarianinem?
Częściowo o tym się już wypowiadałam tu. Może tylko w specyficznych aspektach i nie dość dobitnie. Jak najbardziej można nauczać czegokolwiek, nie będąc praktykiem. Często jest to dużo bardziej wartościowe, bo nieskażone osobistym jednostkowym doświadczeniem i uznawaniem go za wykładnię wszystkiego.

Niemniej, podejście mnie się podoba. W ogóle na UWr z tego co kojarzę dzieje się sporo w temacie filozofii/teologii prozwierzęcej (w porównaniu do innych ośrodków akademickich w PL).
_________________
Some are born to sweet delight,
Some are born to endless night.

Ostatnio zmieniony przez sincerity 2010-12-31, 18:56, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
pawel
[Usunięty]

Wysłany: 2011-01-04, 00:53   

Wkurza mnie ten Beefizm...(W imie ideii czegos lepszego promowanie zabojania) brrr...To powinno byc proste w miare; zadawanie bolu innym jest zle.
 
 
pawel
[Usunięty]

Wysłany: 2011-01-21, 03:28   

Jest ktos na sali kto jest zwilnnikiem Befizmu? Niech no wyjdzie...bym podysktwal//
 
 
Tequilla 
Veg Do Potęgi
wujek dobra rata



Pomógł: 23 razy
Wiek: 41
Posty: 3576
Skąd: Byt GoGo
Wysłany: 2011-01-22, 09:29   

To się musisz zalogować na forum beefistów ;)
Ja jestem co najwyżej zwolennikiem bee fizmu ( bo lubię pszczoły, niekoniecznie jeść) ;) ewentualnie beerfizmu :D
_________________
rzułta rzaba rzarła rzur

cat bless you

 
 
pawel
[Usunięty]

Wysłany: 2011-01-22, 16:56   

Zalogowałem się, ale maja tam ostra cenzurę. Nie puścili ani jednego mego tekstu. modelatr napisal lub napisala bo tam sie nie przeznaja kto jest kto (anonimowi) ze teksty sa nie na temat.
 
 
Tomasz Makrela 
Veg przez duże V
pinkg pomg



Pomógł: 1 raz
Wiek: 31
Posty: 1589
Wysłany: 2011-10-12, 16:58   

Krzyś Saja uczył mnie etyki. Sympatyczny gość.

Beefizm da się obronić. (Choć przyjęcie założenia, że nie ma nic złego w zabijaniu krów, prowadzi w konsekwencji do wniosku, że nie ma nic złego w zabijaniu ludzi na takim samym poziomie mentalnym jak krówska, czyli np. niemowląt i osób głęboko upośledzonych.) Ale nie uwzględnia paru rzeczy:

1. Założenie, że wszyscy hodowcy traktowaliby krowy jak księżniczki, jest dziecinnie naiwne. Konflikt zwierzę-hodowca ma zawsze tego samego zwycięzcę. Hodowcy zmuszeni do dogadzania krowom zaraz by zaczęli ciąć cichaczem po kosztach. Utworzyłyby się grupy lobbingowe i posmarowały komu trzeba. I krowy już nie miałyby tak dobrze, a przyjemność krów jest niezbędnym warunkiem słuszności beefizmu.

Ktoś powie: ale powszechny weganizm jest jeszcze bardziej nierealny! Nie zgodzę się. Po pierwsze - to samo mówiono o rasizmie i seksizmie, no i patrzcie państwo - mylono się. Ale kluczową sprawą jest to, że weganizm jest łatwiejszy do utrzymania. Kiedy wiadomo, że nie można zabijać zwierząt na pożywienie, to sprawa jest jasna. Zabijesz - zrobisz źle. Wegańskie tabu nie daje pola do kręcenia: "A może jak zrobię tak, to to nie będzie złe...?". Nie da się trochę zabić, więc weganizm jest odporny na próby psychologicznego obejścia. Natomiast sprawa z beefizmem wygląda inaczej. Przyjemne życie jest sprawą bardzo umowną. Tutaj już można kręcić: "Jak potrzymam trochę krowę w zamknięciu, to chyba nadal będzie szczęśliwa... E tam, potrzymam ją tydzień dłużej niż rok temu - co za różnica?".

Tabu wegańskie wydaje się zatem znacznie trwalsze od tabu beefistycznego. Analogicznie łatwiej byłoby nauczyć społeczeństwo niebicia kobiet niż bicia z umiarem. Bo zaraz by samiec zaczął mędrkować: "Co prawda nie mogę bić żony po ryju, ale... hm... skoro jej nie biłem już miesiąc, to jak ją raz walnę w ryj, to chyba nic się nie stanie". A jak nie można bić, to sprawa jest jasna - nie można i już.

Inna sprawą jest to, że łatwiej jest egzekwować wegańskie prawo. Widzisz, że ktoś hoduje krowę - do pierdla. A w przypadku hodowcy, który źle traktuje krowę, sprawa jest trudniejsza. Bo kiedy się kończy dobre traktowanie, a zaczyna złe? Karać - czy nie? Jeśli się nie ukarze, to następni zaczną traktować krowy tak samo - i równia pochyła.

2. Beefizm zakłada racjonalność ludzi. Zenobia z kiosku, która pochłania wołowinę dlatego, że utylitarne rozważania uwzględniające tysiąc zmiennych prowadzą do wniosku, że jednak beefizm jest mniejszym złem - to obrazek mało realistyczny. Ludzie kierują się uczuciami, a nie logiką. A uczucie zaraz by im podpowiedziało, że skoro można jeść te milusie krówki, to czemu by nie żreć głupich kur? I zaraz by się zrobiło społeczne przyzwolenie na hodowlę drobiu.

Beefizm wydaje się zatem ideą oderwaną od rzeczywistości, która mogłaby zadziałać w idealnym świecie, ale nie tu i nie teraz. Konstruując nowy wspaniały świat trzeba baczyć na psychikę ludzką.

Weganizm wydaje mi się znacznie łatwiejszy do wprowadzenia i znacznie łatwiejszy do utrzymania.

[ Dodano: 2011-10-12, 17:37 ]
Noirac napisał/a:
Autor nigdzie nie stawia tezy, że cała Polska nagle przejdzie na beefizm, tylko, że promowanie go przynosiłoby zwierzętom mniej bólu niż promowanie wegetarianizmu.


Promowanie przez jaki czas? Przez dekadę czy sto lat? Jeśli przez dekadę, to okay - beefizm mógłby zmniejszyć pulę cierpienia. Należy jednak myśleć długofalowo. Jeśli jakoś udałoby się przekonać do beefimu pół Polski i nagle zaczęłoby brakować pastwisk - to co dalej? Powiedzielibyśmy ludziom: "E, no widzicie, skończyły się pastwiska, więc albo niektórzy z was przejdą na weganizm, albo będziemy musieli wprowadzić system kartkowy i dawać każdemu małe porcyjki wołowiny"? Wyśmialiby taką propozycję i odparli: "Posrało?! Przyzwyczailiśmy się do wołowiny, więc nie będzie żadnego weganizmu ani ascezy. Hodujemy odtąd krowy w zamknięciu".

Promocja weganizmu nie napotyka na takie trudności.

Nie powinno się działać doraźnie, tylko z myślą o dalekiej przyszłości. Weganizacja jako strategia długofalowa wydaje się lepszą opcją dla zwierząt niż beefizacja.
_________________
O 3 pojawią się dziczki.
Ostatnio zmieniony przez Tomasz Makrela 2011-10-12, 17:44, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - opowiadania