Veg - Wegetarianizm / Weganizm Strona Główna Veg - Wegetarianizm / Weganizm
Forum dla Weg(etari)an

RegulaminRegulamin FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Bicie dzieci , klapsy

Czy uażasz ,ze tzw klaps to dobra i skuteczna metoda wychowacza?
Tak
11%
 11%  [ 7 ]
Nie
88%
 88%  [ 54 ]
Głosowań: 61
Wszystkich Głosów: 61

Autor Wiadomość
Lawenda 
Wyższy Stan Ducha



Wiek: 26
Posty: 826
Skąd: Toruń
Wysłany: 2014-09-18, 19:13   

Jestem zdecydowanie przeciw klapsom. Opiekuję się czasami moim 2,5letnim bratem i jak widzę na placu zabaw, że ktoś bije (tzn. daje klapsa, co jak dla mnie jest też biciem) dziecko to mam łzy w oczach i nic się z tym nie da zrobić. A najgorsze jak jakieś dziecko robi coś "złego" typu szarpie się o zabawkę, krzyczy bo np. nie chce komuś ustąpić/iść do domu/ubrać bluzy itd, wchodzi gdzieś, gdzie nie powinno, a rodzic (zajęty rozmowami bardziej niż dzieckiem) bez żadnego tłumaczenia od razu daje klapsa. Później dziecko płacze i znowu klaps. Koszmar. Czasami odwiedza nas pani ze swoim 2letnim synkiem - kobieta ignoruje dziecko, interweniuje najwyżej jak mały zacznie zwracać na siebie uwagę bijąc inne dzieci albo krzycząc. Oczywiście jej interwencja oznacza klapsa. Nic dziwnego, że chłopiec jest wg niej "nieznośny". Słyszałam jak kiedyś powiedziała że "jakby dostał raz a porządnie to by się nauczył być grzeczny". No i wiadomo, pani jest przeciw biciu dzieci, ale "zwykły klaps nie zaszkodzi". Nóż się w kieszeni otwiera.

Widziałam, że mojej mamie zdarzyło się lekko uderzyć mojego brata dwa razy. Raczej z bezsilności i zmęczenia po kwadrylionie tłumaczeń na różne sposoby, że nie można wchodzić na drabinkę czy bawić się piekarnikiem. Jeśli o mnie chodzi, to nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek dostała klapsa.

Sama mam nadzieję, że nie będę dawać klapsów swoim dzieciom. Mam nadzieję, że uda mi się nie znaleźć na skraju wyczerpania i nie stracić równowagi. Preferuję inne metody wychowawcze, a zdaje się, że jest ich sporo. Jeśli dziecko krzyczy albo płacze, po co dawać mu klapsa? Jak ono to odbierze? Nadal będzie czuło się źle, ale zdusi to w sobie. A to jeszcze gorzej. Jak robi coś niebezpiecznego, to po co od razu klaps? Trzeba je zabrać i wytłumaczyć, jak słowa nie pomogą to gesty, rysunki, piosenki, bajki o podobnym temacie. Mój braciszek po obejrzeniu bajki o tym, że np. nie wolno przechodzić na czerwonym świetle, czy bawić się nożyczkami albo prądem, sam będzie pamiętał i przypominał wszystkim (nawet po wielu tygodniach od obejrzenia bajki) np. że trzeba uważać kiedy wycinamy albo że tylko mama może podłączyć radio. Mam nadzieję, że tego typu teoria sprawdzi się w praktyce.

Z drugiej strony jest mój 6letni brat cioteczny, który dość często dostawał "zwykłe, lekkie klapsy". Obecnie w ogóle nie słucha rodziców, chyba że postraszą go klapsem. No i często się złości. A wystarczy chłopakowi wytłumaczyć spokojnie dlaczego czegoś nie wolno (czasami kilka razy) i nie ma problemu.

No i w ogóle jak można bić dziecko, przecież jest takie kochane, nie miałabym serca, żeby uderzyć.
_________________
"Bo małe bywa wielkie w odpowiednim świetle.
Istnienie zła pozwala dostrzec dobro.
Czarne z białym płynnie się przenika.
Równowaga - oto tajemnica. "
Ostatnio zmieniony przez Lawenda 2014-09-18, 19:22, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Krzych 
Veg Niebanalny


Wiek: 24
Posty: 84
Wysłany: 2014-09-19, 00:17   

Wszystko zależy od tego jakim się jest rodzicem. Jeżeli nieudolnym i wszechstronnie nieutalentowanym, no to po jakimś czasie zostaną już tylko klapsy. Kluczowy moment w wychowaniu to pierwsze lata i jeżeli wtedy źle ukształtuje się dziecko to potem ciężko cokolwiek naprawić i trzeba się uciekać do desperacji, czyli przemocy. Mówię to na swoim przykładzie i na przykładzie mojego rodzeństwa. Jeżeli ktoś zrobi błąd na początku, tak jak np. moi rodzice oddali mnie do babci, która kompletnie nie potrafi wychowywać dzieci, a sami pracowali i budowali dom odwiedzając mnie co tydzień, i tak przez 3 lata, no to cóż... Jeżeli straci się kontakt z dzieckiem(albo w ogóle się go nie wypracuje)na początku jego życia, to odzyska się go dopiero za 15 lat, i to tylko częściowo. A te 15 lat to będzie festiwal klapsów, kar i temu podobnych. Kary karami, niektóre są czasem potrzebne, żeby dziecko zrozumiało czym są konsekwencje czynów, ale klapsy to po prostu wyraz nieudolności rodzicielskiej w czystej postaci. To prawie tak jakby rodzic przyczepił sobie na koło kartkę z napisem: "Jestem nieudolnym rodzicem i jako dorosły człowiek jestem na podobnym poziomie intelektualnym co moje 2 letnie dziecko".
Ostatnio zmieniony przez Krzych 2014-09-19, 00:19, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
szynka-szynka 
Veg Do Potęgi



Pomogła: 79 razy
Wiek: 24
Posty: 2342
Skąd: blabla
Wysłany: 2014-09-19, 00:24   

Krzych napisał/a:
odzice oddali mnie do babci, która kompletnie nie potrafi wychowywać dzieci, a sami pracowali i budowali dom odwiedzając mnie co tydzień, i tak przez 3 lata

LOL
 
 
Tequilla 
Veg Do Potęgi
wujek dobra rata



Pomógł: 23 razy
Wiek: 42
Posty: 3576
Skąd: Byt GoGo
Wysłany: 2014-09-19, 08:21   

Bo niektórzy nie powinni mieć dzieci. Zdolność do prokreacji to jeszcze nie powód.
_________________
rzułta rzaba rzarła rzur

cat bless you

 
 
Poliannaaa 
Veg nad Vegami



Wiek: 29
Posty: 209
Skąd: Kraków
Wysłany: 2014-09-21, 11:14   

Moze moje porównanie wyda sie smieszne, ale z dziećmi jest jak ze szczeniakami. Nie sprawdza sie metoda karcenia, najlepsza jest metoda nagradzania za cos co dziecko robi dobrze, a zle zachowania zwyczajnie powinno sie ignorować. Dzieci sa dosc pojetne i szybko zauważają za co dostają nagrody i sa chwaleni. No i najważniejsze to czas poświęcamy dziecku, od małego nalezy z dzieckiem rozmawiać i poświęcać mu jak najwiecej czasu, zeby nie musiało na sile zwracać na siebie uwagę. Popieram przeciwników klapsów. To zwykle jest brak radzenia sobie z własnymi emocjami przez rodzicow. Moi rodzicie wychowywali mnie w sposob bezstresowy - na zasadzie nagród i chwalenia, poświęcili mi mnóstwo czasu i wspierali. Nie uwazam, żebym wyrosła na jakiegoś złego człowieka.
_________________
"Jedynym sposobem by żyć, jest pozwolić żyć" Gandhi
 
 
eliwinter 
Guru Veg
wu-wei



Pomogła: 21 razy
Wiek: 45
Posty: 5453
Skąd: z dziupli
Wysłany: 2014-10-28, 13:45   

zatkało mnie gdy to znalazłam...
źródło

Tematu kar cielesnych nie uważam ani za najważniejszy w wychowaniu ani za mój ulubiony. Czuję się jednak poniekąd zmuszony do zabrania głosu w tej sprawie m.in. z powodu obowiązywania ustawy z 10 czerwca 2010 r. o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Ustawa ta nie zawiera wprawdzie żadnych konkretnych sankcji prawnych z powodu stosowania kar cielesnych, jednak w praktyce możliwe jest w takich sytuacjach podejmowanie przez organy państwa szeregu działań skierowanych przeciwko rodzinie. Całą ich listę można znaleźć m.in. w serwisie Portaprawa.com.pl.
Dodatkowym, bardziej aktualnym powodem jest program „Bez retuszu" w TVP Info, w którym ponownie wywołano ten temat i gdzie zostałem zmuszony do zajęcia stanowiska w tej sprawie.
Dla jasności: nie jestem ani fanem ani propagatorem stosowania klapsów. Uważam natomiast, że jest to sfera wychowawcza, która powinna być pozostawiona całkowicie rodzicom. Regulowanie jej za pomocą prawa przynosi rodzinom i samym dzieciom znacznie więcej szkód niż korzyści.
1. Nie ma dowodów na to, że klapsy są szkodliwe. To, co zwolennicy karania za klapsy podają jako oczywiste i naukowo zbadane: „każda forma kary fizycznej ma szkodliwy wpływ na dziecko", nie jest bynajmniej ani oczywiste ani dokładnie zbadane. Większość badań, które wskazują na negatywne skutki kar fizycznych, nie odróżnia karcenia czy też umiarkowanych kar fizycznych (klapsów) od ciężkiej przemocy wobec dzieci (tzw. „bicia" lub „lania"). Istnieją natomiast bardzo rzetelne, kompleksowe badania, podważające tezę o szkodliwości kar cielesnych w każdej sytuacji. Można o nich poczytać m.in. w moim wcześniejszym artykule Umiarkowane kary fizyczne nie są szkodliwe.
2. Nie można porównywać klapsów dawanych dzieciom i bicia innych dorosłych. Najczęściej stosowanym argumentem zwolenników karania za klapsy jest stwierdzenie, że przecież takich kar nie stosuje się wobec dorosłych. Takie porównanie jest jednak całkowicie nieuprawnione, ponieważ pomiędzy rodzicem a dzieckiem zachodzi zupełnie inna relacja: przede wszystkim rodzic jest odpowiedzialny za swoje dziecko, zarówno moralnie jak i prawnie, co nie ma miejsca w relacji między dorosłymi. Jeśli więc np. dziecko wyrwie się rodzicowi i wpadnie pod samochód, to będzie on za to prawnie i moralnie odpowiedzialny, tak samo w sytuacji, gdy dziecko poważnie zaniedba obowiązki szkolne. Relacja rodzica i dziecka nie jest relacją równorzędną lub partnerską, jak ma to miejsce między dorosłymi.
3. Przy karaniu za klapsy nie chodzi o ochronę dzieci przed przemocą, lecz o ograniczenie praw rodziców. Można mieć bardzo poważne wątpliwości, czy w prawie karzącym za klapsy chodzi o ochronę dzieci przed przemocą, bo dopuszcza ono jednocześnie nieporównanie większą przemoc, jaką jest odebranie dzieci rodzicom w przypadku stwierdzenia stosowania przez nich klapsów (co zresztą miało już w Polsce miejsce, w znanym przypadku Państwa Bajkowskich). Wygląda więc na to, że przy wprowadzeniu kar za klapsy nie chodzi o ochronę dzieci przed przemocą, lecz o ograniczenie praw rodziców do wychowywania dzieci zgodnie ze swoimi przekonaniami.
4. Prawny zakaz klapsów stwarza pole do ogromnych nadużyć, skierowanych przeciw rodzinie. Doskonale pokazuje to przykład krajów, w których od dłuższego czasu obowiązuje podobne prawo, np. Szwecji czy w Niemczech. W tych krajach odbiera się rodzicom tysiące dzieci rocznie (!), z różnych przyczyn, wśród nich z powodu klapsów. Znane są także przypadki orzekania kar więzienia wobec rodziców stosujących klapsy i to mimo że rodzice w żaden sposób się nad nimi nie znęcali a ich relacja z potomstwem była „przepełniona miłością i opieką" (jedna z takich historii została opisana na stronie Chrzescijanin24.pl). O szokujących przypadkach nadużyć w tym zakresie można też poczytać na stronach Wiara.pl i Gościa Niedzielnego.
5. Istnieją inne zjawiska, z powodu których dzieci cierpią nieporównanie bardziej niż od klapsów i prawie nic z nimi nie robimy. Jeśli naprawdę chcemy oszczędzić dzieciom cierpień i traumatycznych przeżyć, należałoby najpierw zająć się zjawiskami, których negatywne skutki są bez porównania bardziej ewidentne niż klapsów: np. rozwodami rodziców (wiele informacji nt. ich fatalnego wpływu na dzieci można znaleźć na stronie kampanii "Rozwód. Przemyśl to!" Fundacji Mamy i Taty) i dostępem dzieci do pornografii (polecam film nt. wpływu pornografii na człowieka "Pandemia pornografii" na stronie Stowarzyszenia Twoja Sprawa). Gdyby środki przeznaczone na zwalczanie klapsów przekazano na kampanie społeczne, pomagające w ograniczaniu tych zjawisk, można byłoby znacznie ograniczyć cierpienia dzieci.
6. Trudność w wyznaczeniu granicy nie może być argumentem za zakazem. Bardzo słabym argumentem za stosowaniem klapsów jest trudność w wyznaczeniu granicy między karceniem (umiarkowaną karą fizyczną, klapsami), a szkodliwym dla dzieci biciem – tego typu granice każdy rodzic musi i tak wyznaczać w różnych obszarach – między zdecydowanym i podniesionym głosem a krzykiem, między pomocą w domu a wysługiwaniem się pracą dzieci itd. Rozstrzygającym kryterium jest tutaj miłość rodzica do dziecka, czyli pragnienie jego prawdziwego dobra.
7. Istnieją sytuacje, w których wszyscy zgadzają się na zadanie pewnego bólu dziecku dla jego dobra. Są sytuacje, w których wszyscy rodzice decydują się na zastosowanie przemocy i zadanie pewnego bólu dziecku, np. gdy trzeba je bardzo mocno przytrzymać, bo wyrywają się pod przejeżdżający samochód, czy kiedy trzeba dać dziecku nieprzyjemny, ale nie niezbędny zastrzyk – uzasadnieniem jest dobro dziecka
8. Nikt nie protestuje, kiedy występują inne niż klapsy kary fizyczne. Są także sytuacje, w których dopuszczamy kary fizyczne wobec dzieci i nie budzi to większego sprzeciwu – np. wykonywanie dodatkowych, czasem bardzo uciążliwych ćwiczeń fizycznych za pewne wykroczenia, np. na treningach.
9. Żadne relacje historyczne nie wskazują na występowanie masowej traumy z powodu kar cielesnych. Jeśli każda, nawet najmniejsza kara fizyczna powoduje u dziecka traumę, to w czasach, kiedy takie kary stosowano powszechnie, powinniśmy obserwować wręcz lawinę traumatycznych przeżyć, złamanych życiorysów, chorób psychicznych, prób samobójczych itd. Raczej trudno coś podobnego dostrzec w znanych nam czasach historycznych – wręcz przeciwnie, wydaje się, że poprzednie pokolenia były znacznie zdrowsze psychicznie i stabilniejsze emocjonalnie niż dzisiejsze.
10. Trudno też znaleźć indywidualne traumatyczne wspomnienia ludzi, którzy od czasu do czasu dostawali w dzieciństwie klapsy. O ile echa traumatycznych przeżyć spowodowanych biciem dzieci można często przeczytać lub usłyszeć we wspomnieniach, bardzo rzadko można spotkać wspomnienia traumy wywołanej umiarkowanymi karami fizycznymi, takimi jak klapsy. Dość często nawet słyszy się opinie, że właśnie dzięki takim karom ktoś wyrósł na porządnego człowieka lub uwagi, że rodzice byli dla kogoś w tym zakresie zbyt łagodni.
_________________
Zawsze sobie powtarzam: Trzeba patrzeć na światełko w tunelu. Może to nie pociąg jedzie.
weganizm udomowiony
weganizm udomowiony na Facebooku
Inspirujący wykład, który może zmienić Twoje życie - Gary Yourofsky
 
 
 
filifjonka 
Veg przez duże V
powered by plants



Pomogła: 37 razy
Wiek: 31
Posty: 1943
Skąd: dupa
Wysłany: 2014-10-28, 21:52   

Jak dotarłam do "1. Nie ma dowodów na to, że klapsy są szkodliwe." to odechciało mi się czytać dalej.
_________________
Ostatecznie wszystko, co żyje, ma w środku jakąś kiszkę.
 
 
eliwinter 
Guru Veg
wu-wei



Pomogła: 21 razy
Wiek: 45
Posty: 5453
Skąd: z dziupli
Wysłany: 2014-10-28, 21:59   

ale ten gość jest znany i zapraszany do katolicko-prawicowych mediów w celach edukacyjnych
i takie kocopoły pieprzy
ciekawe ilu ma wyznawców...
_________________
Zawsze sobie powtarzam: Trzeba patrzeć na światełko w tunelu. Może to nie pociąg jedzie.
weganizm udomowiony
weganizm udomowiony na Facebooku
Inspirujący wykład, który może zmienić Twoje życie - Gary Yourofsky
 
 
 
aniolasty 
Łamacz Klawiatur



Pomógł: 3 razy
Posty: 262
Skąd: Niebo
Wysłany: 2014-11-09, 14:51   

Dobre podejście:

_________________
I don't do drugs. I am drugs.
 
 
czteryigrek 
Natchniony Veg



Wiek: 27
Posty: 120
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2015-02-05, 11:58   

fakt, dawanie klapsów jest oznaką jakiejś werbalnej bezradności, ale mnie ojciec bił i jakoś nie mam mu za złe, nie wyrosłem na patola, który wyżywa się na kolegach ; )

problem jest taki, że rozpuszczone dziecko ciężko kontrolować. A dzisiaj zabiegany rodzic dla świętego spokoju da mu do ręki tablet i problem z głowy, do czasu...
_________________
Nic w życiu, co przychodzi łatwo, nie jest warte posiadania.
Ostatnio zmieniony przez czteryigrek 2015-02-05, 12:00, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Bananowa.Dama 
Mały Veg
Bananowa.Dama


Posty: 3
Skąd: Opole
Wysłany: 2015-02-15, 13:31   

Jak dla mnie kary cielesne są po prostu niedozwolone, są wyrazem złości i bezradności rodzica.
W ogóle to uważam, za każda para powinna przejść jakieś nauki pedagogiczne, jeśli się nie jest psychicznie i emocjonalnie gotowym na normalne wychowywania dziecka, to lepiej nie pchać się w bawienie w rodzinę, dziecko jest żywa istotą, a nie zabawką. W ogóle to bardzo ciekawy temat, ja od mojej mamy dostałam raz kapciem w lewe ramię, wcale nie za nieposłuszeństwo, po za tym byłam już dość duża,ale pamiętam to do dziś, bolało bardziej emocjonalnie niż fizycznie. Teraz jest mi to całkiem obojętne.

Jako rodzic chce opierać wychowanie na prawach moralnych, prawdzie i rozmowie, nawet z małym dzieckiem da się komunikować. A najgorsze są juz klapsy za płacz, z jakiej racji? :?:
 
 
Degon 
Veg przez duże V



Pomógł: 39 razy
Posty: 1498
Skąd: vgvhj
Wysłany: 2015-06-12, 20:09   

Jak się chce to jednak można pokazać i przekazać dzieciom wiedzę o życiu seksualnym człowieka w przystępny sposób, tu na filmie najciekawsze ukazane „technicznego” aspektu porodu:

_________________
"A Degon noge da"*

*autor tegoż genialnego palindromu pozostaje nieznany
 
 
ladywind 
Natchniony Veg


Pomogła: 2 razy
Posty: 126
Skąd: D. G.
Wysłany: 2015-06-22, 23:16   

o fuuu, co za zboczeńcy :lol: . Głupota ludzka nie zna granic, ale Ameryki nie odkryłam
 
 
Tequilla 
Veg Do Potęgi
wujek dobra rata



Pomógł: 23 razy
Wiek: 42
Posty: 3576
Skąd: Byt GoGo
Wysłany: 2015-09-08, 14:39   

Może nie do końca w temacie, ale bez sensu było zakładać nowy wątek.

napisał/a:



Dzieci pierdoły. Hodujemy zombie, które nie wiedzą kim są i dokąd zmierzają



Żyją w tyranii optymizmu, przekonane, że mogą wszystko, że mają równe szanse, że wystarczy chcieć, by mieć. A nie potrafią poradzić sobie nawet z komarem, a co dopiero z krytyką czy wzięciem odpowiedzialności za innych.

"Witam, czy wasze dzieci były na obozie harcerskim? Wszystko OK, tylko przerażają mnie te namioty w środku lasu. A co w sytuacji, jak jest burza?” – pyta Beata na internetowym forum pod hasłem „Obóz harcerski”. „Namioty namiotami. Moje dziecko zraziło się w zeszłym roku brakiem higieny. Syf, brud, kąpiele sporadyczne, wróciła totalnie brudna” – odpowiada jej Zofia. Tę bezradność rodziców i dzieci potęgują obecne przepisy. Rok temu sanepid chciał zamknąć obóz harcerski koło Ustki, bo nie było tam elektryczności. Dwa lata temu w Bieszczadach kazano organizatorom obozu survivalowego pociągnąć rurami wodę z ujęcia oddalonego o trzy kilometry. W sumie trudno się więc dziwić, że w styczniu tego roku wychowawca zimowiska koło Karpacza zorganizował zamiast ogniska „świecznisko” w świetlicy, bo na zewnątrz było minus 10 stopni i dzieciaki poskarżyły się rodzicom, że nie chcą marznąć, a ci zagrozili opiekunowi interwencją w kuratorium, jeśli nie odwoła „niebezpiecznej zabawy”.

– Jak zaczynałem przygodę z harcerstwem, wiele lat temu, obozy przygotowywaliśmy od zera. W las pierwsi jechali najbardziej sprawni i silni harcerze, cięli siekierkami drzewa, kopali latryny, myli się w górskim lodowatym strumieniu. Cały obóz budowaliśmy własnymi rękoma. Nikt się nie zastanawiał, czy jajka na jajecznicę zostały wyparzone w „wydzielonym, oznakowanym stanowisku wyparzania jaj”. Dzisiaj nie wolno dać młodemu siekiery, bo jest narzędziem niebezpiecznym, witki nie można uciąć, bo drewno się kupuje w nadleśnictwie. Zamiast dziury w ziemi są wypożyczane toi toie, a każdy garnek czy półka w magazynie muszą być sprawdzone przez armie kontrolerów z sanepidu, gmin i przeróżnych straży. Obozy stawiają profesjonalne firmy, a dzieciaki przyjeżdżają na gotowe, zamiast plecaków mają walizki na kółkach, repelenty i kremy do opalania – opowiada były już harcmistrz z podwarszawskiej miejscowości. Woli pozostać anonimowy, bo dorabia, choć tylko okazjonalnie i nieharcersko, na letnich obozach dla młodzieży.

– Przyjeżdżają takie potworki przekonane o swojej wyjątkowości, mądrości i zaradności, a wrzeszczą w panice, jak zobaczą osę czy komara. Na byle uwagę wychowawcy od razu dzwonią do mam i tatusiów ze skargą, a ci z pretensjami do nas. Cholera mnie bierze, ale cóż poradzić, klient nasz pan. No to robię im ognisko w pokoju na ekranach ich tabletów, bo dym z płonących szczap gryzłby ich w oczy – tłumaczy.

Z łezką w oku czyta dziś w necie wspomnienia ludzi z jego pokolenia, jak w latach 80. wcinali jagody bez strachu, że chory lis je obsikał. Teraz jest psychoza, więc na wszelki wypadek dzieci do lasu nie wysyła się w ogóle, dlatego przerażają je pająki, komary czy osy, a z grzybów znają tylko pieczarki. Z rozrzewnieniem przypomina sobie, jak ganiał w krótkim rękawku w deszcz, przeziębił się i babcia dała mu miód ze spirytusem, cytryną i czosnkiem, i nikt nie oskarżył babci o rozpijanie młodzieży, a on wstał następnego dnia zdrów jak ryba. Dziś na lekki ból gardła dzieciaki dostają antybiotyki, a po złamaniu palca zwolnienie na cały rok z WF. Nikt mu nie pomagał odrabiać lekcji, bo musiał się uczyć sam, a za błędy ortograficzne ojciec go po kilku ostrzeżeniach w końcu sprał, bo tłumaczenie nieuctwa dysgrafią nie było wtedy tak postępowe jak dziś. Gdy z kumplami poszli nad jezioro, nie było ratowników, społecznych kampanii ostrzegających przez skakaniem na główkę i jakoś ani on, ani żaden z jego znajomych karku nie skręcił. A skakali do wody z wysokiego brzegu aż miło. Gdy rozbił nos na rowerze, ciężkim, stalowym składaku bez przerzutek i profilowanych opon, w szkole sińce pod oczyma nie zaalarmowały wychowawców i do rodziców nie przyjechała z interwencją opieka społeczna w obstawie policji. Teraz miałby rozmowę z psychologiem, która uświadomiłaby mu, że jest wrażliwym człowiekiem, z pełnymi prawami i nie wolno nikomu przekraczać jego prywatnej strefy, więc jeśli rodzice go biją, powinien to zgłosić.

– Gdy dostałem manto od silniejszego zabijaki z podwórka i wróciłem zapłakany do domu, ojciec powiedział, żebym się nie mazgaił, bo mężczyzna musi stawiać czoła przemocy. Siłą. Czasami przegram, czasami wygram, ale takie jest życie. A następnego dnia pojechaliśmy do klubu sportowego, gdzie zapisał mnie na boks – opowiada.

„Kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli, jak nas należy »dobrze« wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez ADHD, bakterii, psychologów, znudzonych opiekunek, żłobków, zamkniętych placów zabaw i lekcji baletu” – takie wspomnienia w internecie młodzi czytają dziś jak bajkę o żelaznym wilku.

Ale dwie lewe ręce mają nie tylko najmłodsi. W domach gniją całe pokolenia niedorajdów, włącznie z trzydziestolatkami, przekonanymi, że guzika w koszuli nie da się przyszyć bez certyfikatu krojczego. I nie jest to pusta konstatacja autora tego tekstu w myśl przekonania każdego dorosłego, że „za moich czasów młodzież była bardziej zaradna”, tylko wyniki naukowych analiz. Gdziekolwiek spojrzeć, jest gorzej, niż było.


Naukowcy Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie od wielu lat badają kondycję fizyczną polskiej młodzieży. Ich wnioski są zatrważające: 30 lat temu dzieciaki były znacznie bardziej sprawne niż ich rówieśnicy obecnie. Uczniowie szkół podstawowych z miejsca skakali w dal 129 cm, dzisiaj skoczą najwyżej metr. 600 m przebiegali dawniej średnio w 3 minuty i 5 sekund, teraz wloką się 40 sekund wolniej. Ale prawdziwy dramat widać w sile – kiedy nie było jeszcze internetu, uczeń potrafił w zwisie wytrzymać 17 sekund, teraz zaledwie 7. O załamaniu sportowych wyników mówią też trenerzy – mimo specjalistycznych planów wysiłkowych, nowoczesnego sprzętu i odzieży, ogólnodostępnych siłowni czy placów do ćwiczeń osiągnięcia sportowe są – delikatnie mówiąc – mizerne. I to mimo że sport uprawia dziś dwa razy więcej osób niż 20–30 lat temu. Tyle że to ćwiczenia tylko do pierwszego potu. Psycholodzy mówią o syndromie nadmiaru możliwości i wynikającego z tego braku wytrwałości. Młodzi rezygnują z doskonalenia się w danej dziedzinie, jeśli tylko napotkają pierwszą trudność. Od razu próbują nowych rzeczy. W konsekwencji mamy mnóstwo nowych dyscyplin, hobby czy możliwości spędzania wolnego czasu. Wszystko to jednak robią po łebkach, żeby tylko zaliczyć, żeby się pokazać na słitfoci w portalu społecznościowym. To powierzchowne próbowanie wszystkiego oznacza, że tak naprawdę nie potrafią niczego.

– Dziś żyjemy w świecie panoptykonu, o którym mówił Michel Foucault, więzienia, w którym wszyscy wszystkich obserwują. Dążymy więc do tego, by się pokazać z jak najlepszej strony. Cokolwiek zaczynamy robić, robimy już nie tyle dla siebie, co dla poklasku, dla pokazania innym. Nie biegamy już dla zdrowia, dla kondycji, tylko żeby pokonywać kolejne dystanse, bić kolejne rekordy, które od razu wrzucamy do internetu. Podobnie jak jazda na rowerze czy ćwiczenia w siłowni. Jednak ten imperatyw ciągłego zdobywania sukcesu powoduje, że zawsze jesteśmy przegrani. Bo jeśli tylko na tym budujemy system własnej wartości, wystarczy drobne potknięcie, żeby ta cała psychologiczna konstrukcja się zawaliła. I wtedy stajemy się bezradni – tłumaczy psycholog Małgorzata Osowiecka z SWPS Uniwersytetu Humanistycznospołecznego w Sopocie.

Podczas zeszłorocznych wykładów w The Royal Institution w Londynie prof. Danielle George z Uniwersytetu w Manchesterze przedstawiła badania, z których wynika, że młodzi, ale już dorośli ludzie stali się uzależnieni od gotowych rozwiązań technologicznych oferowanych przez rynek. W przypadku domowej awarii nawet nie próbują sami naprawić zepsutego kontaktu czy przerwanego kabla odkurzacza. Ba, większość z nich uważa, że urządzenia „po prostu działają”, i nie ma pojęcia, co robić, jak się coś z nimi stanie. Najczęstszymi rozwiązaniami są wezwanie na pomoc specjalistycznej firmy albo wymiana niedziałającego urządzenia na nowe. Kto bogatemu zabroni, ale problem polega na tym, że pytani przez badaczy, czy pomyśleli o naprawie, przylutowaniu zerwanego kabelka, nie zdawali sobie nawet sprawy, że tak można. Pochłonął ich świat jednorazówek.


Dla tego jednak, kto sądzi, że taka życiowa postawa pierdoły to domena osób niezbyt lotnych, kubłem zimnej wody niech będą słowa prof. Jonathana Droriego, który podczas konferencji naukowej TED (Technology, Entertainment and Design) w Kalifornii, organizowanej przez amerykańską organizację non profit Sapling Foundation, opowiedział o eksperymencie przeprowadzonym kilka lat temu w Instytucie Technologicznym w Massachusetts (MIT), uważanym za jedną z najbardziej prestiżowych uczelni na świecie. Naukowcy odwiedzili świeżo upieczonych inżynierów z MIT i zapytali, czy można zapalić żarówkę za pomocą baterii i drutu. – Zapytaliśmy: umiecie to zrobić? Powiedzieli, że to niemożliwe. I nie wyśmiewam tu Amerykanów. Tak samo jest w Imperial College w Londynie – opowiadał rozbawionym słuchaczom prof. Drori.

Lecz to śmiech przez łzy, bo to przecież ci młodzi ludzie niebawem przejmą, a nawet już przejmują stery rządów, gospodarek, bo to oni zaczynają decydować o kierunkach rozwoju świata. Tymczasem dochowaliśmy się, i nadal tak wychowujemy, rzeszy wydmuszek nasączonych wiedzą, z której nie potrafią skorzystać, o skorupkach tak słabych, że pękają od pierwszego niepowodzenia, ba – od niepochlebnej opinii czy krytyki. Inżynierowie z MIT z pewnością doskonale poradzą sobie z odczytaniem schematów silników rakietowych, ale mają problemy z wyzwaniami codziennego życia.

Już ponad 10 lat temu historyk literatury, eseista, profesor Uniwersytetu Gdańskiego Stefan Chwin alarmował, że błędem współczesnego modelu wychowawczego jest tyrania optymizmu, tyrania udawania, że wszystko będzie OK – tylko się starajcie i uczcie pilnie. Że wystarczy wiara, iż wszyscy mogą wszystko, że wystarczy chcieć, by móc. Jednak takie głosy rozsądku przegrały z przekonaniem, iż wszyscy są równi i mają takie same szanse, a szczęśliwy człowiek to człowiek sukcesu. – Zastąpiliśmy zasady i wartości hiperliberalizmem, który zaprowadził nas na manowce – wskazuje prof. Joanna Moczydłowska z Politechniki Białostockiej.

Przede wszystkim równość to fikcja. Są ludzie bardziej i mniej zdolni, inteligentni i gamonie. – Ludzie są po prostu różni. Jedni mają temperament flegmatyczny, inni choleryczny. To są cechy wrodzone, niezależne od oddziaływania rodziny, szkoły czy pracodawcy. To właśnie geny decydują, dlaczego tak rozbieżne potrafią być ścieżki kariery rodzeństwa, które wychowywane było w jednym domu, w tych samych warunkach, które miało taki sam start i potencjalne możliwości środowiskowe – tłumaczy prof. Moczydłowska.

Zdolnej, inteligentnej młodzieży nie przybędzie dlatego, że udało się wmówić młodym ludziom, że mogą sięgnąć po nieosiągalne. 20 lat temu do szkół z maturą szło najwyżej 30 proc. uczniów po podstawówce. Dziś wskaźnik ten sięgnął prawie 90 proc. Na rynku pojawiła się więc armia z dyplomami, niestety zbyt często bez zdolności, umiejętności i pasji. – Wielu ludziom robimy tym krzywdę. Tej nadprodukcji magistrów rynek nie przyjmuje, rodzi się za to frustracja z niespełnienia oczekiwań, którymi ładuje się ich od najmłodszych lat. Jeśli kibol, który się spełnia, ćwicząc z ciężarkami, pozostanie w dorosłym życiu na swoim poziomie i w swoim otoczeniu, będzie żył w zgodzie z samym sobą, to z punktu widzenia psychologii jest dla wszystkich korzystne. Jeśli ulegnie ułudzie i pójdzie na studia, którym intelektualnie nie jest w stanie sprostać, będzie to groźne dla jego psychiki i otoczenia, na którym może wyładować swoją późniejszą frustrację – zauważa ekspertka.

Społeczeństwo zachłysnęło się – jak to nazywają specjaliści – amerykanizacją oczekiwań, że każdy może wszystko, i napakowaniem energią do nieustannego odkrywania w sobie supermena. Sęk w tym, że imperatyw wzlatywania ponad poziomy nie ma poduszki bezpieczeństwa. W dzisiejszym świecie jest tylko jeden cel: osiągnięcie sukcesu, ale nie ma porażki. Jest tylko pochwała, ale nie ma krytyki. Jest tylko rozwiązywanie problemów, ale nie ma problemów.

Dzieciom zakłada się kaski, gdy jadą rowerem czy na nartach. Dodatkowo nakolanniki, nałokietniki i ochraniacze na dłonie – gdy zakładają rolki. Przy jeździe konnej modne stały się żółwiki, czyli ochraniacze na kręgosłup. Wszystko dla ich bezpieczeństwa. Zapomina się jednak przy tym o najważniejszym – o zrozumieniu przez dziecko konsekwencji swojego zachowania. Jeśli postąpi nierozważnie, powinno zaboleć, bo ból ostrzega i uczy. Jeśli postąpi głupio, powinno zaboleć mocno i boleć długo, bo ból to najlepszy nauczyciel. Ale nie zaboli w ogóle, bo są środki ochronne. A jeśli Jaś się nie nauczy, że prędkość na rowerze plus nieuwaga są groźne i mogą wywołać ból, Jan nie zrozumie, że szybkość auta plus nieuwaga oznacza już śmierć.

– Mnożenie zakazów i nakazów sprawia, że młodzi ludzie nie potrafią sami sobie wyznaczać granic. Nie rozumieją konsekwencji swoich czynów, nie mają kontroli nad swoim zachowaniem i postępują bezrefleksyjnie. Dlatego nawet najbardziej agresywne reklamy społeczne przedstawiające skutki zażywania dopalaczy nie będą skuteczne, bo zadziała tu mechanizm obronny – nie damy sobie rady z taką hardkorową informacją, więc musimy ją odrzucić. I młodzi niemający własnych fatalnych doświadczeń taki przekaz odrzucają – zaznacza psycholog Małgorzata Osowiecka.

– I do tego ta nieustająca nadopiekuńczość. Ostatnie badania wskazują, że już 43 proc. Polaków mieszka razem z rodzicami, a w wielu przypadkach powodem nie są wcale problemy finansowe. Tak czują się bezpieczniej, wolą pozostać pod rodzicielskim parasolem. Gdy byli mali, rodzice mówili: nie biegaj, bo się wywrócisz i stłuczesz kolano, do szkoły nosili za nich ciężkie tornistry, a teraz mówią: nie pracuj, masz jeszcze czas, my ci pomożemy. Takie ograniczanie samodzielności u dorosłego człowieka to dramat, bo on nie potrafi wziąć odpowiedzialności za siebie i innych. Rezygnuje z podejmowania wyzwań w imię trwania w sferze komfortu – przestrzega prof. Joanna Moczydłowska.


Szklany klosz, pod którym chowamy nasze dzieci, nie wystawiając ich na trudy życia i ryzyko porażki, powoduje, że zatracają umiejętności krytycznego postrzegania rzeczywistości. W USA według sondażu przeprowadzonego przez Columbia University aż 85 proc. rodziców wierzy, że trzeba wmawiać dzieciom, iż są inteligentne, i chwalić je na każdym kroku. Tymczasem – jak przekonuje psycholog Carol Dweck – to błąd wychowawczy. Przez 10 lat badała osiągnięcia uczniów kilkunastu szkół w Nowym Jorku. Z jej eksperymentów i analiz wynika, że dzieci, które po udanym rozwiązaniu testu były chwalone za mądrość i zdolności, szybciej osiadały na laurach i unikały kolejnych wyzwań, niż te, u których doceniano wysiłek i ciężką pracę w osiągnięcia sukcesu. Te „mądre z natury” bały się porażki przy trudniejszych zadaniach, bo podważałaby one ich wysoką samoocenę. Nie chciały się przekonać, że jednak nie są tak inteligentne, jak uważa otoczenie. A jak już podejmowały ryzyko i skończyło się to niepowodzeniem, rezygnowały z dalszych prób, by nie pogłębiać poczucia przegranej. Te zaś, których sukces był skomentowany jako efekt ciężkiej pracy, dużo chętniej sięgały po bardziej skomplikowane zadania, a niepowodzenie tylko motywowało je do dalszej pracy.

Amerykański psycholog społeczny, prof. Roy F. Baumeister z Uniwersytetu Stanowego Florydy, mówi wprost, że bezstresowe wychowanie prowadzi do spadku motywacji. Porównując zachowanie uczniów USA z rówieśnikami z Japonii i Chin, gdzie rodzice i nauczyciele stosują kary cielesne za złą naukę, doszedł do wniosku, że to właśnie stres i strach zwiększają szansę na osiągnięcie celów. Zaś sztuczne wzmacnianie u dzieci poczucia własnej wartości i puste pochwały powodują, że gdy dorastają, nie radzą sobie nawet z niewielkimi porażkami. Utożsamiają je z własnymi słabościami – przecież wszyscy są ponoć równi i każdego stać na wszystko – czują się oszukani i odreagowują niepowodzenia agresją.

Przez ostatnie lata – kontynuuje prof. Baumeister – tysiące naukowych prac rozwodziły się w samych superlatywach nad pozytywnymi skutkami wychowywania bez stresu, budowania w młodych poczucia własnej wartości i wysokiej samooceny, traktowanych jako lekarstwo na całe zło dojrzewania. Ograniczono, wręcz zlikwidowano krytykę, stawiając na piedestale pochwałę. Agresję dorastającej młodzieży odczytywano zaś jako próbę gwałtownego uzupełniania niskiej samooceny. Tymczasem dzisiaj okazuje się, że jest odwrotnie. Przez te lata wyhodowaliśmy „praise junkie”, uzależnionych od pochwał, którzy w zderzeniu z rzeczywistością nie umieją sobie z tym poradzić i reagują agresją z powodu zbyt wysokiego mniemania o sobie. – Ta konkluzja to największe rozczarowanie nauki w mojej karierze – przyznaje profesor Baumeister.

Przeżywamy kryzys wartości – zaznacza prof. Joanna Moczydłowska. – Kiedyś oddzielało się „być” od „mieć”, jakość życia od jego poziomu. 20 lat rozpasania konsumpcjonizmu sprawiło, że dzisiaj zrównaliśmy te pojęcia. Nie tylko „być” utożsamia się z „mieć”, ale „być” oznacza być widzianym. Stąd tak gwałtowny wzrost popularności wszelkich talent show, stąd powiedzenie, że jak cię nie ma na Facebooku, to nie istniejesz. Stąd miarą wartości człowieka stały się internetowe lajki, a wzorem sukcesu życiowego kariera celebryty – wylicza psycholog.

Młodzi napompowani fantazjami, że są mądrzy, zdolni, wyjątkowi, karmią swoje ego pochwałami – ze strony rodziny, nauczycieli i głównie świata wirtualnego – oraz zarozumialstwem, uznając to za siłę, a skromność za słabość. Potem lądują na kasie w supermarkecie i trudno im to zaakceptować. Ale nawet ci, którzy mają szczęście i trafiają do lepszych z pozoru prac, zderzają się z trudnymi do pokonania różnicami pokoleniowymi. – Różnice między pokoleniami zawsze istniały, ale teraz to jest przepaść. To są już wrogie plemiona. Gdy młody człowiek trafia do firmy, jej szef ma co najmniej 40 lat. A z reguły więcej. I pojawia się trudność nawet na poziomie podstawowej komunikacji. Oni używają innego języka, te same słowa mają dla nich inne znaczenie. A co dopiero mówić o różnicach w aspiracjach, mentalności, postawach życiowych, kulturze – wskazuje psycholog z Politechniki Białostockiej.
Tsunami bezradności

Niespełnione nadzieje i wzajemne nierozumienie w tak powszechnym rozmiarze czynią społeczeństwo słabym. Zamiast leczyć przyczyny, ludzie wybierają antydepresanty, zakładając kolejne kaski ochronne mające uchronić przed skutkami. Efekt? 40 proc. wrocławskich studentów przyznaje się do lęków i zaburzeń nastroju, co 20. cierpi na głęboką depresję, która wymaga leczenia – alarmują naukowcy z Katedry Psychiatrii Akademii Medycznej we Wrocławiu. Z raportu „Epidemiologia zaburzeń psychiatrycznych i dostępność psychiatrycznej opieki zdrowotnej” z 2012 r. wynika, że 2,5 mln Polaków ma zaburzenia lękowe, milion – depresje i manie, kolejny bierze narkotyki, a ponad 3 mln to alkoholicy. Nastąpił lawinowy wzrost przypadków lekomanii i uzależnień od psychotropów. Wśród ofiar największy odsetek to właśnie młodzi.

– Wzrost postaw roszczeniowych idzie w parze z wyuczoną bezradnością. Jedni biorą pastylki, inni ukrywają ją za drogim ciuchem, autem czy gadżetem. Lęk i bezsilność przykrywają tysiącami znajomych na portalach społecznościowych i kolekcjonowaniem lajków dla każdego swojego działania. Jeszcze inni korzystają z usług coachingu, gdzie płacą za odkrywanie ich własnego ja. To patologia – podsumowuje prof. Moczydłowska.

Obok kryzysu wartości psycholog wskazuje również na kryzys tożsamości. Poprawność polityczna obowiązująca w przestrzeni publicznej przeniknęła w sfery prywatne. Rozmyły się tradycyjne role społeczne obu płci, obowiązuje uniseksualność. – Jak dziś wygląda wychowanie mężczyzny? Bardzo często chłopca wychowuje samotna matka wspierana przez babcię lub nianię, a wychowawca w szkole to też najczęściej kobieta. Chłopak rozwija się w kobiecej sferze, gdzie dba się o paznokcie i ciało. On przejmuje te wzorce. Pomyliliśmy rozwój z absurdem, odeszliśmy od praw natury, gdzie każda płeć ma swoje uwarunkowane biologicznie i kulturowo miejsce. Doszło do tego, że w Szwecji na chłopcach wymusza się zabawę lalkami, by ich rozwój nie był zdefiniowany płcią. To sztuczne, a walka z naturą zawsze kończy się źle. Efekty już zresztą widać. Chłopcy zaczynają się gubić, nie rozumieją swoich predyspozycji, nie znają potencjału. To niestety promieniuje wyżej – na uczelniach pojawił się przedmiot: alternatywna rodzina. Skoro nie umiemy zdefiniować tak podstawowego bytu jak rodzina, nie dziwmy się, że młodzi nie wiedzą, kim są i dokąd zmierzają – zauważa prof. Joanna Moczydłowska.

Dodaje, że gdy swoich studentów poprosiła o podanie trzech cech, które są mocnymi i słabymi stronami ich osobowości, w większości nie potrafili tego zrobić. – A jak nie wiesz, dokąd idziesz, to nie wiesz, gdzie dojdziesz – konkluduje.


http://forsal.pl/artykuly...-zmierzaja.html
_________________
rzułta rzaba rzarła rzur

cat bless you

 
 
filifjonka 
Veg przez duże V
powered by plants



Pomogła: 37 razy
Wiek: 31
Posty: 1943
Skąd: dupa
Wysłany: 2015-09-08, 19:42   

Jest chyba wątek o dzieciach.

A ten artykuł jest tak denny, że przerwałam po kilku pierwszych akapitach.

Ciekawe, czy ten pan w ogóle pracował z dziećmi, jakimikolwiek, kiedykolwiek.
_________________
Ostatecznie wszystko, co żyje, ma w środku jakąś kiszkę.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group