Veg - Wegetarianizm / Weganizm Strona Główna Veg - Wegetarianizm / Weganizm
Forum dla Weg(etari)an

RegulaminRegulamin FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Literatura piękna z motywami wege
Autor Wiadomość
arahja 
Veg Do Potęgi
jestę bucą



Pomogła: 32 razy
Wiek: 30
Posty: 2196
Skąd: brno
Wysłany: 2014-05-11, 20:34   Literatura piękna z motywami wege

Trafiliście kiedyś na motyw wegetarianizmu w literaturze?
Jak był pokazany - dobrze, źle? Jako wynaturzenie, dziwactwo czy jeden ze stylów życia?
Słyszałam, że książki Olgi Tokarczuk mają takie motywy, ale jeszcze nie czytałam.
Jest też wiersz Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej o jedzeniu mięsa.

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

DO MIĘSOŻERCÓW

Dla nich ryby skrzelami pracują w szafliku,
mając na ustach ciszę i krwawiące rany.
Dla nich kuchnia rozbrzmiewa od wrzasku i krzyku
gardzieli podrzynanych i szyj ukręcanych.

Oni to piją grozę z krwią zabitej kaczki
i warzą głowy dzieci: zadziwionych cieląt.
Wypruwają wnętrzności, krzycząc: flaczki, flaczki,
i jedzą je w niedzielę, z rodziną się dzieląc.

Lubią wody na smaku bezradnych piszczeli,
wszechzwierzęce girlandy cynicznej kiełbasy,
krwawe raki z piekielnej wyjęte kąpieli
i baraniego ciała brązowe atłasy.

Rozsmarowują trupy na niewinnym chlebie,
obwąchują zająca, czy aby dość skruszał,
z martwym ozorem w zębach czują się jak niebie,
i do cudzego mózgu śmieje się im dusza.

Pożerają, dymiący, jak nowe cmentarze,
te stroskane przystawki, te gorzkie potrawy -
Karki im nabrzmiewają, obwisają twarze,
na których śmieszek hieny zawita trupawy.

Po pięknookiej sarnie nie noszą żałoby,
ale żrą ją na stypie, w dzień pogrzebu radcy,
i zezują miłośnie do gęsiej wątroby,
bujni brzuchem jedynie, a łysiną gładcy,
a twardzi tylko sercem - i w całej stolicy
głośni - ale mlaskaniem, smętni biesiadnicy.


---
Zróbmy taki zbiorczy temat, co? :-)
_________________
http://czeski-sen.blogspot.cz/
Ostatnio zmieniony przez arahja 2014-05-11, 20:40, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
czerwony_autobus 
Veg przez duże V



Pomogła: 17 razy
Wiek: 26
Posty: 1686
Skąd: Gliwice
Wysłany: 2014-05-11, 20:57   

Hrabal - Miasteczko, w którym czas się zatrzymał. Było dwóch braci, jeden spokojny - nie jadł mięsa, drugi energiczny - jadł. Na starość zamienili się dietami i przez to zmieniły się ich charaktery.
_________________
"Kto oburza się na Hitlera, że traktował narody, które chciało mu się nazwać ''minderwertig'', tak jak my traktujemy zwierzęta, niech nie traktuje sam zwierząt tak jak Hitler ludzi!" - Hugo Steinhaus
 
 
petlik 
Wyższy Stan Ducha



Pomógł: 7 razy
Wiek: 29
Posty: 831
Wysłany: 2014-05-11, 21:26   

"Droga miłującego pokój wojownika" - mentor głównego bohatera na pewno był vege (podobnie jak i bohater w późniejszym etapie opowieści) ale nie pamiętam już za bardzo czy vege(tarianin) czy może veg(anin) :hmmm:
 
 
bodi
Mały Veg


Posty: 3
Wysłany: 2014-05-11, 21:50   

Tez słyszałam ze u tokarczuk sa motywy wege,nawet poniekąd z tego powodu kupiłam sobie jej 'prawiek i inne czasy',ale jak dotąd nie przeczytałam...

Natomiast b b b polecam j.m. coetze "żywoty zwierząt" (jedną z moich ukochanych książek) właściwie wegetarianizm jest tam gl.tematem.
Ewentualnie "elizabeth costello"(właśnie czytam :) ), ktora to książka jest bardziej rozbudowana opowieścią o głównej bohaterce "zywotow zwierzat". Styl.coetze jest dość specyficzny,ale mi b odpowiada, ma dla mnie niesamowity klimat.
 
 
Surri 
Żona Admina
Pizdata


Pomogła: 75 razy
Wiek: 32
Posty: 11211
Skąd: Kraków
Wysłany: 2014-05-12, 07:39   

Świeżo połknięte ,,Zmartwychwstanie" Tołstoja

Cytat:
Simonson, w nieprzemakalnej kurtce i kaloszach umocowanych sznurkami na
wełnianych pończochach (jako wegetarianin nie używał skór zabitych
zwierząt), był również na dziedzińcu, czekając, aż transport wyruszy. Stał
przed gankiem i wpisywał do notatnika myśl, która mu przyszła do głowy.
Myśl była następująca:
"Gdyby - pisał Simonson - bakteria obserwowała i badała paznokieć
człowieka, uznałaby go za twór nieorganiczny. Tak samo i my uznaliśmy kulę
ziemską, obserwując jej skorupę, za twór nieorganiczny. To jest
niesłuszne."


Cytat:
Takim właśnie człowiekiem był Simonson. Wszystko
sprawdzał, rozstrzygał własnym rozumem, a co postanowił, to robił.



Coś jeszcze ładnego było, ale nie mam teraz czasu szukać.
_________________
Śpieszmy się kochać mężczyzn oni tak szybko tyją!

Połykaj z Surri
 
 
 
szynka-szynka 
Veg Do Potęgi



Pomogła: 79 razy
Wiek: 23
Posty: 2342
Skąd: blabla
Wysłany: 2014-05-12, 11:35   

W 'Marii i Magdalenie' Samozwaniec był opis, że któraś z nich weganiła rozchorowywując się przez to.
_________________
~a Degon dupę da
 
 
Tequilla 
Veg Do Potęgi
wujek dobra rata



Pomógł: 23 razy
Wiek: 41
Posty: 3568
Skąd: Byt GoGo
Wysłany: 2014-05-12, 18:57   

Tokarczuk sama jest wege (czasem niekonsekwentną) - na pewno w "prowadź swój pług przez kości umarłych" bohaterka jest wege

W świetnych opowiadaniach Georga rr Martina "Tuf Wędrowiec" główny bohater (czyli Tuf) jest wege. Jest tam nawet taka scena gdzie przebywający na jego statku pasażerowie domagają się mięsa, więc on stwierdza, że jedyne mięso jakie posiada to kocia karma.

któraś z bohaterek Izabeli Sowy (też wegetarianka) była wege, ale już nie pamiętam która.

w opowiadaniu "Strach" Barkera motyw wegetariański dosyć przewrotnie potraktowany.

coś może sobie jeszcze potem przypomnę. :)

wycinek z Tufa:

Tuf Wędrowiec napisał/a:

Trzy dni przed końcem podróży Celise Waan przestało podobać się jedzenie. Tuf po
raz szósty podał na obiad pikantną warzywną brouhahę, przyrządzoną na sposób halagreeński.
Antropolog przez jakiś czas grzebała widelcem w potrawie, po czym odsunęła talerz,
skrzywiła się i zapytała:
- Czy naprawdę nie moglibyśmy dostać czegoś prawdziwego do jedzenia?
Tuf nabrał na widelec trochę apetycznie pachnącej papki, podniósł ją do oczu, obejrzał
uważnie z lewej, z prawej, następnie z góry i z dołu, powąchał, na koniec zaś ostrożnie
dotknął palcem.
- Zaiste, nie pojmuję przyczyny pani niezadowolenia- oznajmił wreszcie. - Co prawda
moje niedoskonałe zmysły mogą być zawodne, niemniej jednak, jeślibym miał wierzyć ich
świadectwu, to musiałbym stwierdzić, Że potrawa ta jest stuprocentowo prawdziwa. Rzecz
jasna, wypowiadam się na temat porcji, która trafiła na mój talerz. Można wyobrazić sobie
sytuację, Że tylko ona jedna istnieje naprawdę, reszta zaś to tylko niematerialne złudzenia, ja
jednak nie przypuszczam, aby rzeczy miały się właśnie w ten sposób.
- Doskonale wiesz, o co mi chodzi! - parsknęła Waan. - Chcę mięsa!
- Zaiste - odparł Haviland Tuf. - Ja natomiast pragnę ogromnego bogactwa. Takie
fantazje, choć bez wątpienia przyjemne, niestety, mają to do siebie, Że nadzwyczaj trudno je
zrealizować.
- Mam dość tych cholernych warzyw! - zaskrzeczała Celise Waan. - Chcesz
powiedzieć, Że na całym tym przeklętym statku nie ma ani grama prawdziwego mięsa?
Tuf splótł palce pod brodą.
- Nie miałem najmniejszego zamiaru wprowadzać pani w błąd - oświadczył spokojnie.
- Ja co prawda nie jadam mięsa, przyznaję jednak ochoczo, iż na pokładzie „Rogu Obfitości
Znakomitych Towarów po Nadzwyczaj Niskich Cenach” znajduje się jego niewielki zapas.
Na wykrzywionej grymasem wściekłości twarzy kobiety pojawił się triumfalny
uśmiech. Przyjrzała się kolejno pozostałym osobom siedzącym przy stole. Rica Dawnstar na
próżno usiłowała zachować powagę, Kaj Nevis nawet nie udawał, Że stara się to uczynić, Jefri
Lion natomiast sprawiał wrażenie czymś zaniepokojonego.
- A widzicie? - zapytała z mściwą satysfakcją. - Mówiłam, Że najlepsze kawałki
chowa dla siebie! - Chwyciła swój talerz i rzuciła nim z całej siły. Talerz doleciał do
przeciwległej ściany, odbił się i wylądował na nie zasłanej koi Riki Dawnstar, która
uśmiechnęła się słodko.
- Nie wiem, czy pamiętasz, Waan, ale właśnie zamieniłyśmy się miejscami.
- Nieważne. - Celise Waan machnęła ręką. – Wreszcie się porządnie najem. Pewnie
teraz wszyscy będziecie chcieli się przyłączyć?
- Skądże znowu, moja droga - zapewniła ją Rica, wycierając swój talerz kawałkiem
cebulowego chleba.
Lion podrapał się nerwowo po nosie.
- Jeśli zdołasz wyrwać to mięso Tufowi, jest twoje - zapewnił ją pospiesznie Kaj
Nevis.
- Wyśmienicie. Tuf, dawaj Żarcie na stół! Kupcowi nawet nie drgnęła powieka.
- Rzeczywiście, według umowy, którą zawarłem z Kajem Nevisem, jestem
zobowiązany Żywić was podczas podróży. Co prawda nie określiliśmy rodzaju pożywienia,
niemniej jednak jestem gotów pogodzić się z losem i zastosować się do waszych Życzeń. Cóż,
zawsze wykorzystywano moją dobroduszność i naiwności chyba już nie uda mi się tego
zmienić. Tak się jednak składa, Że ja również mam pewną zachciankę. Jeśli zgodzę się spełnić
pani kaprys, czy pani zgodzi się spełnić mój?
- Co masz na myśli? - zapytała podejrzliwie antropolog.
Tuf rozłożył ręce.
- Doprawdy, nic wielkiego. W zamian za mięso, którego tak pani pożąda, pragnę
odrobiny wyrozumiałości. Ostatnio stałem się okropnie dociekliwy i pragnąłbym, aby
zaspokoiła pani moją ciekawość, mimo iż Rica Dawnstar ostrzegła mnie niedawno, Że
folgowanie takim zgubnym zachciankom może doprowadzić mnie do mitycznego miejsca
zwanego przez niektórych piekłem.
- Nie miałabym nic przeciwko temu - mruknęła otyła kobieta.
- Zaiste. Mimo to jestem gotów zaryzykować. Proponuję pani transakcję wymienną:
pożywienie, którego tak stanowczo się pani domaga, w zamian za maleńki okruch informacji.
(….)
- Ach! - westchnęła Celise Waan. - Moje mięsko!
- Jest tego pokaźna ilość, choć przyznaję, Że trudno mówić o jakimś urozmaiceniu -
dodał Tuf, wyciągając ze schowka spory karton, który następnie wziął pod pachę i przyniósł
do stołu. - To cały zapas mięsa, jaki mam na statku. Ufam, iż zdoła przyrządzić je pani w
sposób, który będzie pani najbardziej odpowiadał. Niestety, nie mogę ręczyć ani za smak, ani
za jakość, ale zapewniam, że do tej pory do moich uszu nie dotarły żadne skargi.
Rica Dawnstar wybuchnęła dzikim śmiechem, Kaj Neviszarechotał głośno, Haviland
Tuf natomiast zaczął metodycznie wyjmować z pudła puszki z karmą dla kotów i ustawiać je
przed Celise Waan w szybko rosnącą piramidę. Furia bezszelestnie wskoczyła na stół i
zaczęła cichutko mruczeć.
_________________
Wyśmiewam tylko głupotę, ale że jest jej wszędzie pełno, śmieję się cały czas

cat bless you

Ostatnio zmieniony przez Tequilla 2014-05-12, 19:18, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
orzechova 
Guru Veg
żółtodziób



Pomogła: 55 razy
Wiek: 29
Posty: 5005
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2014-05-13, 09:05   

heh, fajny ten Tuf, chyba się zapoznam chociaż wydaje mi się że nie szaleję za fantastyką :]
_________________
kiełkuj zielonym do góry! :)
 
 
cassandra 
Veg przez duże V
empatyczna dusza



Pomogła: 6 razy
Wiek: 33
Posty: 1023
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2014-05-13, 19:57   

"Koniec pana Y" główna bohaterka jest wege :) a książka swoją drogą wciągająca.
U Izy Sowy często się pojawia motyw wegetarianizmu albo pomocy zwierzętom.
ha, nawet u Pratchetta jedna z czarownic jest wegetarianką :)
_________________
wegańskie, eko kosmetyki i suplementy - http://sweetpiggy.com.pl
 
 
 
taffit 
VegAdmin
Pieprzony Bad Boy



Pomógł: 34 razy
Wiek: 36
Posty: 6747
Skąd: Smog Wawelski
Wysłany: 2014-05-14, 20:53   

tu fragmenty z Tokarczuk
http://www.forumveg.pl/vi...p=112213#112213
http://www.forumveg.pl/vi...p=112833#112833
http://www.forumveg.pl/viewtopic.php?p=90068#90068

I oczywiście Prot z serii K-Pax
http://www.forumveg.pl/viewtopic.php?p=43201#43201
http://www.forumveg.pl/viewtopic.php?p=8212#8212
http://www.forumveg.pl/vi...p=133597#133597
_________________
Jadasz rosół z kur wielu?
 
 
 
Surri 
Żona Admina
Pizdata


Pomogła: 75 razy
Wiek: 32
Posty: 11211
Skąd: Kraków
Wysłany: 2014-05-15, 16:38   

http://www.biblionetka.pl/art.aspx?id=881981
Takie znalazłam!
_________________
Śpieszmy się kochać mężczyzn oni tak szybko tyją!

Połykaj z Surri
 
 
 
krzysztof
Veg Do Potęgi


Pomógł: 54 razy
Posty: 2844
Wysłany: 2014-05-18, 11:55   

Cześć :sloneczko:

np.:Olga Tokarczuk z ostatnich lat "Moment niedźwiedzia",2012
http://www.polityka.pl/ty...edzwiedzia.read
http://tygodnik.onet.pl/k...ra-o-kury/e50x7
opowiadanie "GOŚĆ",2012( powstało już w 1979 pt.: "Świąteczne Zabijanie Karpia"-jak wspomina autorka-w związku z traumatycznymi wspomnieniami z dzieciństwa ,rodzice nigdy nie przywiązywali do tradycyjnych form obchodzenia świat ale pewnego razu dziadkowie postanowili przyjechać i został zakupiony karp) - poniży tekst dla Kluby Gaja jest nowszej wersji "dojrzalszy-dorosły"
http://www.jeszczezywykar...czuk_gosc2.pdf.
http://webcache.googleuse...lient=firefox-a
Cytat:
Gdy dzieci wracają ze szkoły, w domu jest już Gość.
Pospiesznie zrzucają z ramion tornistry, nie będą im potrzebne przez kilka najbliższych dni
– zaczęły się ferie świąteczne.
Ten rok był trudny: tata dzieci stracił pracę, mama musiała wziąć nadgodziny i teraz rzadko bywa w domu, no i zmarła babcia. Dlatego tak bardzo chcą spędzić te święta razem, żeby wszystkim było miło i bezpiecznie. Będzie więc tradycyjnie i niczego podczas tych świąt nie zabraknie. Mama mówi, że tradycja jest dobra i że można się w niej schronić, kiedy jest ciężko.
Że jest jak gniazdo. Dlatego dzieci już kilka dni temu starannie ubrały choinkę. A teraz tato siedzi w kuchni przy stole i mieli mak na makowce. Na gazie pyka kiszona kapusta – będzie z niej pyszny świąteczny bigos. W domu unosi się już jedyny, niepowtarzalny zapach świąt Bożego Narodzenia .

No i jest jeszcze w łazience ten Gość.
Dzieci pochylają się nad wanną z fascynacją i ciekawością. Pływa w niej wielka ryba. Ma połyskliwą ciemną skórę w jaśniejsze cętki, duże płetwy i dwoje wypukłych oczu, którymi spod wody patrzy na ludzi. Właściwie nikt się nie zastanawia, co on tu robi w tej wannie, w mieście,w środku zimy; skąd się tu wziął. Bo też i żadna to tajemnica – mama przyniosła go w siatce ze sklepu i na wpół żywego od razu wpuściła do wanny. Zajmą się nim w Wigilię.
Tymczasem jednak dziwnie się śpi, kiedy w wannie jest Gość. Ten jego podwodny wzrok.
Wszyscy myślą o nim. W nocy przewracają się z boku na bok.
Następnego dnia jest wiele pracy. Trzeba jeszcze przyrządzić ostatnie potrawy, zrobić ostatnie zakupy, zapakować prezenty (Ojej, zabrakło papieru do pakowania!). Zaaferowani wpadają teraz do łazienki tylko na chwilę i nawet nie patrzą na Gościa w wannie. A i on jest jakoś bardziej niemrawy, właściwie się nie rusza. Dolewają mu więc trochę świeżej wody i pędzą dalej.
W nocy ojciec natyka się w łazience na córkę, która siedzi przy wannie i patrzy na Gościa;palcem porusza delikatnie wodę wokół niego, jakby go głaskała. Ojciec bierze dziecko na ręce i kładzie do łóżka.
I oto już Wigilia rano. Najpierw drzwi do kuchni zamknięte i słychać szepty rodziców.
Mama pójdzie z dziećmi na sanki. Długo ubierają się w przedpokoju, te wszystkie szaliki i czapki,i jeszcze sanki z piwnicy. Ich głosy cichną na dole.
Mężczyzna zostaje sam i dzielnie rusza do łazienki. Stara się w ogóle nie patrzeć, zamyka oczy – wszystkiemu winne będą ręce. Ale ręce są słabe i niezdarne. Karp walczy; kto by pomyślał, że zostało mu jeszcze tyle siły. Mężczyźnie udaje się wyjąć go z wody, ale on wyrywa się i spada na podłogę. Teraz leży tam i łypie okiem na człowieka. Tamten próbuje go na powrót włożyć do wanny i po kilku próbach wreszcie mu się to udaje. Mężczyzna oddycha z ulgą. Karp ledwie żyje.
Kiedy kobieta wraca z dziećmi jest wściekła na męża. Co z ciebie za mężczyzna! Teraz on zamyka się z dziećmi w pokoju i głośno oglądają telewizję, a ona wchodzi do łazienki. Zza drzwi dochodzą dziwne gwałtowne odgłosy i przekleństwa; lepiej ich nie słyszeć. W końcu i ona wychodzi pokonana.
Sprawę załatwia Pan Zygmunt, sąsiad z dołu. Zjawia się z młotkiem w dłoni i z wielkim nożem.
A teraz wreszcie Święta. Palą się świece, choinka świeci kolorowo i ten jedyny w świecie zapach, który wypełnia cały dom.
Na stole jest dwanaście potraw, zgodnie z tradycją, wśród nich karp w galarecie. Jest też dodatkowe nakrycie dla niespodziewanego gościa, który nigdy nie przyjdzie. Nigdy nie przychodzi.
Siedzą ze spuszczonymi głowami, za chwilę zaczną dzielić się opłatkiem. Bóg się rodzi!

szerzej o autorce w:
"Olga Tokarczuk: pamiętam ulgę, gdy napisałam ostatnie zdanie"( ok.5 min można si dowiedzieć jak powstało odpowiednie, itp.-wystarczy kliknąć w megafonik )
http://www.polskieradio.p...ostatnie-zdanie

Douglas Adams,"Restauracja na końcu wszechświata",Przełożył: Paweł Wieczorek,Wydanie oryginalne: 1980,Wydanie polskie: 1998
https://docs.google.com/viewer?a=v&q=cache:_E8JWzkd5c4J:https://storino.pl/p/5Uf3i+&hl=pl&gl=pl&pid=bl&srcid=ADGEESjThzGk3zfnGH0l6mfC3W5aYL4vC8IRXxvzldhfLkaRafpckAW820nbd-P2XZpXNTe9tDhO_Gk93tX5yHkoGH-9O3m6tEicM0SpfI1Jzfns8MJy-NgKyOzzuqAEq55Ru3xcCWhA&sig=AHIEtbQglAmZdszHONtEwAhRO7hr3QGhjg
Cytat:
Rozdział 17
...Do stołu Zaphoda Beeblebroxa i reszty zbliżało się ogromne dojne zwierzę, olbrzymi, tłusty, mięsisty czworonóg z podrodziny bovinae. Mówiąc inaczej - przedstawiciel bydła domowego. Zwierzę miało wielkie bladoniebieskie oczy, krótkie rogi, na jego wargach gościło coś na kształt ujmującego uśmiechu.

- Dobry wieczór - zamuczało zwierzę, siadając ciężko na zadek. - Jestem daniem dnia. Czy mogłobym zainteresować państwo niektórymi moimi częściami? - Zwierzę lekko beknęło, z gardła wydobył mu się cichy bulgot, ułożyło wygodniej tylną część ciała i zaczęło się przyjacielsko wpatrywać w siedzących przy stoliku.

Spojrzenie zwierzęcia wywołało w Arturze i Trillian mieszaninę zdziwienia i przerażenia, u Forda spowodowało wzruszenie ramion, u Zaphoda Beeblebroxa dziki głód.

- Może kawałek łopatki? - zaproponowało zwierzę. - Duszonej w sosie z białym winem?

- Eee... twojej łopatki? - z przerażeniem wyszeptał Artur.

- Oczywiście, że mojej, proszę pana - odmuczało zadowolone zwierzę. - Nie ośmieliłobym się oferować niczyjej innej.

Zaphod już stał przy zwierzęciu i z miną znawcy ugniatał i oklepywał mu łopatkę.

- Mam świetną ogonówkę - wymamrotało zwierzę. - Ciągle ruszałem ogonem i jadłem mnóstwo paszy treściwej, mam więc gdzie trzeba dużo świetnego mięsa. - Znów przyjacielsko beknęło. Odbiło mu się trawą, którą zaczęło przeżuwać. Po chwili przeżuło i połknęło.

- A może gulasz?

- Myślisz, że to zwierzę, naprawdę chce, byśmy je zjedli? - szeptem spytała Forda Trillian.

- Ja nic nie myślę - odparł Ford. Jego oczy wyglądały jak kawałki szkła.

- To, okropne! - zawołał Artur. - Jeszcze nigdy w życiu nie miałem do czynienia z czymś tak obrzydliwym!

- Co jest, Ziemiaku? - zdziwił się Zaphod, który skierował uwagę na olbrzymi ogon zwierzęcia.

- Nie zamierzam jeść zwierzęcia, które mnie do tego namawia - odparł Artur. - To nieludzkie!

- Wolisz jeść zwierzę, które nie chce zostać zjedzone? - zdziwił się Zaphod.

- Nie o to chodzi - zaprzeczył Artur, zaraz jednak się zastanowił. - W porządku - stwierdził po chwili - może i chodzi, ale mało mnie to interesuje. Nie zamierzam wgłębiać się w taką pseudofilozofię. Po prostu nie... eee...

Wszechświat szalał w górze, walcząc na śmierć i życie.

- Wezmę chyba sałatę... - wymamrotał Artur.

- A może spojrzą państwo nieco łaskawszym okiem na moją wątrobę? - zapytało zwierzę. - Powinna być już smaczna i delikatna. Miesiącami się tuczyłem.

- Poproszę sałatę - stwierdził Artur dobitnie.

- Sałatę? - spytało zwierzę, przewracając z niezadowoleniem oczami.

- Chcesz mi może dać do zrozumienia, że mam nie jeść sałaty?

- Właściwie to znam wiele warzyw, które mają na temat bycia jedzonym jednoznaczną opinię. Dlatego też postanowiono rozwiązać ów skomplikowany problem raz na zawsze i wyhodować zwierzę, które naprawdę chce być jedzone i umie wyraźnie to powiedzieć. Efektem zabiegów hodowlanych jestem ja.

Zwierzęciu udało się wykonać lekki ukłon.

- Poproszę szklankę wody - zaordynował Artur.

- Słuchaj no - przerwał mu Zaphod - chcemy coś zjeść, a nie napychać sobie brzuchy problemami. Poproszę cztery lekko wysmażone steki i, jeśli można, duchem! Nie jedliśmy od pięciuset siedemdziesięciu sześciu miliardów lat!

Zwierzę dość niepewnie wstało. Wydało z siebie przyjazny bulgot.

- Bardzo rozsądny wybór, proszę pana, jeśli mogę tak powiedzieć. Doskonały. Już pędzę się zastrzelić. - Zwierzę odwróciło się, zdążyło jednak przyjaźnie mrugnąć do Artura. - Niech się pan nie denerwuje, zrobię to możliwie najbardziej humanitarnie.

Wolno poczłapało w stronę kuchni.

Parę minut później kelner przyniósł cztery olbrzymie parujące steki. Zaphod i Ford rzucili się na nie bez zastanowienia. Trillian chwilę się wahała, w końcu wzruszyła ramionami i zabrała się za swój.
.
Artur gapił się w talerz i robiło mu się niedobrze...


pzdr.
 
 
krzysztof
Veg Do Potęgi


Pomógł: 54 razy
Posty: 2844
Wysłany: 2014-05-26, 11:21   

cześć :sloneczko:

Kilka utworów z twórczości znanych autorów:
Cytat:
ŚWINIOBICIE-Ernest Bryll
kto widział wielkie swiniobicie
i wie jak zwierzę się wyrywa
krew co po brzuscu noża spływa
pamiętać będzie całe życie!
o! nie zapomni nigdy tego
wzruszenia swego chłopackiego
kwiku swińskiego, podniebnego
i krwi tym krzykiem pulsującej
w kiełbasach swieżych i gorących.

RYBY-Zbigniew Herbert
Nie można wyobrazić sobie snu ryb
Nawet w najciemniejszym kącie stawu,
wsród trzcin, ich spoczynek jest
czuwaniem: wiecznie ta sama pozycja
i absolutna niemożnosć powiedzenia
o nich: złożyły głowę.
Także ich łzy są jak krzyk w pustce:
Niepoliczone
Ryby nie mogą gestykulować swojej
rozpaczy. To usprawiedliwia
tępy nóż, który skacze po
grzbiecie zdzierając
cekiny łusek.

ZWIERZĘTA CYRKOWE -Wisława Szymborska
Przytupują do taktu niedźwiedzie,
skacze lew przez płonące obręcze,
małpa w żółtej tunice na rowerze jedzie,
trzaska bat i muzyczka brzęczy,
trzaska bat i kołysze oczy zwierząt,
słoń obnosi karafkę na głowie,
tańczą psy i ostrożnie kroki mierzą.
Wstydzę się bardzo, ja, człowiek.
Źle się bawiono tego dnia:
nie szczędzono hucznych oklasków,
chociaż ręka dłuższa o bat
cień rzucała ostry na piasku.

CIRCE-Tadeusz Różewicz
Przed tanią jatką
na czarnym błocie
ogon
kurczy się skręca
pęcznieje syczy

W drzwiach zasadzony
rośnie
czeladnik rzeźnicki

Wchodzą:
zaradny jegomość w kapeluszu
panna pozbawiona wyrazu
paniusia wyszczekana
staruszek z łatką
kilku szarych prostych obywateli
kilka prostych kobiet
jeden obywatek złożony i krzywy

Tam w środku:
łagodnie kołyszą piersiami
nad błyszczącymi wagami
czarodziejki

Dziewczyna w białych szatach
jak anioł z czerwonym toporem

Kiedy się odwróci
plecy bez skrzydeł
unoszą
w krainę krągłą
i rozległą niżej

Ważą dzielą dają
każdemu tyle ile się należy

Z jatki wybiegają:
jegomość w kapeluszu
ze świńskim ryjem
panna z wolim okiem
staruszek z miękką senną wargą
paniusia z krowim ozorem
nieznany z mózgiem w starej gazecie

Pod ścianą
noga za nogą
noga za nogą
wlecze się
szary długi ogon

Ucieczka świnek dwóch-Tadeusz Różewicz
Ucieczka świnek dwóch
z obozu zagłady
rzeźni

dziś opowiedział mi ktoś
historię zabawną
i ciekawą wielce... działo się
to na wyspie gdzie Angielczyków plemię
owce klonuje gdzie mleko
krowie ma kobiece właściwości pokarmowe
gdzie waryjują ludzie
a nawet psy
co zjadły mączkę z mózgu baraniego

świnki te uciekły z rzeźni
zrobiły podkop pod ogrodzeniem
uciekły przez pole i lasek
przepłynęły strumyk i rzekę

ruszyły w pogoń straże psy
śmigłowce
beczały na łące
sklonowane owce

aż wreszcie schwytano zbiegi
"ludzkość" tym razem ruszyła na pomoc
ruszyła na pomoc
i zamiast świnki
przerobić na szynki i schaby
władze zapewniły im rentę
i dożywocie Sam następca tronu
otoczył świnki ochroną
po tej wiadomości
wiara nadwątlona
znów do mnie wróciła

PS.
w trzy dni później przeczytałem
że życie świnek nie jest pewne
bo właściciel rzeźni wytoczył proces
chce odzyskać świnki-szynki
i przerobić je na bekon kiełbaski nóżki żeberka
(prawo jest po jego stronie... prawo własności...
a w mglistym Albionie
prywatna własność
to rzecz święta)...

jak się skończyła historia świnek nie wiem
bo zaczął się wiek nowy i era
Harrego Pottera


pzdr.
 
 
LuckyLittleWitch 
Veg nad Vegami



Posty: 161
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2014-06-10, 01:29   

W książce L. M. Montgomery "Czary Marigold" bohaterka na krótko zostaje wegetarianką pod wpływem nawiedzonej religijnie koleżanki; oprócz tego nie je ciast, modli się i płacze po nocach nad niedolą pogan, ubolewa nad marnością spraw doczesnych i chyba klęczy na grochu (albo coś równie odprężającego :mrgreen: ).
 
 
Hate 
Mentor
Pull The Plug



Pomógł: 30 razy
Wiek: 39
Posty: 8252
Skąd: Glasgow
Wysłany: 2015-02-23, 22:37   

Właśnie znalazłem epizod wege w czwartym tomie "Pana Lodowego Ogrodu" Grzędowicza. Pani mówi:
Cytat:
- Jestem weganką. Proszę nie podawać mi żadnego nabiału. To niedopuszczalne. Żadnych produktów odzwierzęcych, słyszy pan?!
_________________
Tyle rzeczy do zrobienia. Tylu ludzi do zniszczenia.

https://smialezdjeciapatrycji.wordpress.com/

I blog na fb:

https://www.facebook.com/...06096063015461/
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group