Veg - Wegetarianizm / Weganizm Strona Główna Veg - Wegetarianizm / Weganizm
Forum dla Weg(etari)an

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Ateńskie sanktuarium
Autor Wiadomość
Krowa 
Veg Do Potęgi
krowa



Pomogła: 17 razy
Wiek: 37
Posty: 2348
Skąd: KRK
Wysłany: 2017-01-09, 09:21   Ateńskie sanktuarium

Wspaniali,

ktoś się jeszcze nie wyczerpał w wybiórczej i jest w stanie wkleić artykuł?

Dziękuję 8-)

http://www.wysokieobcasy....imigrantek.html
_________________
Wyszukany Smak
Wyszukany Smak na Facebooku
 
 
 
filifjonka 
Veg przez duże V
powered by plants



Pomogła: 37 razy
Wiek: 33
Posty: 1943
Skąd: dupa
Wysłany: 2017-01-09, 10:49   

Ateńskie sanktuarium dla uchodźczyń i imigrantek

"Dzielisz się nie dlatego, że masz dużo, ale dlatego, że wiesz, jak to jest nie mieć nic" - powtarza Debbie Valencia greckim mediom, które szybko podchwytują temat

Najpierw trzeba opowiedzieć o tym, jak wygląda to miejsce.

Kamienica pochodzi z XIX w., ma marmurowe schody. W pomieszczeniu są łuki, taras, w wazonie stoją słoneczniki, na orientalnych tacach leżą czereśnie, pod sufitem wiszą ptaki origami. Na kanapie leżą poduszki z wizerunkiem Fridy Kahlo. Jest pięknie. Piękne są też zeszyty, w których piszą uczestniczki kursu. To detal, ale o dużym znaczeniu – życie w obozach dla uchodźców jest przecież wystarczająco brzydkie.
Azyl

Piękny jest także stół. Długi, ciemnoczerwony. Wokół niego – odlotowa ekipa. Debora Valencia, zwana Debbie, przyjechała do Grecji wiele lat temu z Filipin, gdzie walczyła z dyktaturą Ferdinanda Marcosa. Jennifer Ngwere, zwana Click, w rodzinnym Zimbabwe walczyła w wyzwoleńczej partyzantce. Maria Ohilebo przyjechała z Nigerii, robi najlepsze ciasta w mieście. Nadina Christopoulou wychowała się w prowadzonym przez kobiety greckim domu, którego drzwi były zawsze otwarte. Gdzieś na tyłach przemykają Mabel Francisca Mosana, tancerka z RPA, i Adeola Aderemi, nauczycielka jogi, która jako dziewczynka przyjechała do Aten z Nigerii. Brakuje jeszcze Iriny Stiepanowej, rosyjskiej dziennikarki.

To Melissa, a raczej Melissa Network for Migrant Women – Sieć dla Kobiet Migrantek. Melissa to po grecku „miód”. „New York Times” nazwał ją ateńskim sanktuarium dla uchodźczyń i imigrantek. Wnętrze przypomina jednak dom: przytulny, pełen ciepła i chaotycznego życia.
Nic w coś

Historia tego domu zaczęła się dwa lata temu. Wcześniej wszystkie jego założycielki były liderkami swoich społeczności. Tak nazywała je Nadina, która robiła na ich temat badania na uniwersytecie. W 2014 r. postanowiły połączyć siły, żeby wspólnie działać na rzecz kobiet migrantek, przełamywać stereotypy i pokazywać, że wcale nie są problemem – jak teraz, podczas kryzysu, zaczęła je widzieć część społeczeństwa – ale drogą do jego rozwiązania. Migrantki to zaradne kobiety instytucje, które potrafią zrobić coś z niczego, a mało zamienić w wiele.

– Organizacje pozarządowe imigrantów były zdominowane przez mężczyzn, skostniałe. My chciałyśmy czegoś zupełnie innego. Stanęło na sieci – horyzontalnej i otwartej – mówi Debbie. W 2015 r. otworzyły siedzibę niedaleko biura faszystowskiej partii Złoty Świt. W budynku z historią, w którym kiedyś była klinika położnicza i do którego niedawno, gdy było tu już Forum Migrantów, wpadł też koktajl Mołotowa. Na początku trochę się bały. Ale powiedziały sobie: nie można po prostu oddać miasta „tamtym”.

Na pierwsze spotkanie przyszły kobiety z 30 krajów. Uzbeczki, Albanki, Rosjanki, Bułgarki, Nigeryjki, Filipinki, Erytrejki, Banglijki. Kobiety z powerem.

Miały się nawzajem wzmacniać, budować „skillsy” i wspólnie przełamywać społeczny strach i uprzedzenia. Były zuluskie tańce, warsztaty gospel, ukraińskie wyszywanki, a poza tym: kursy fotografii, języka greckiego, wspólne gotowanie, porady prawne i finansowe, konsultacje psychologiczne.

A potem na ich drodze pojawiło się jeszcze inne wyzwanie.
Przetrwanie przez pisanie

Dziennikarka amerykańskiego radia NPR: „A więc to kanapki, które rozdacie jutro na śniadanie?”. Maria: „Tak”. „Jak dużo ich zrobicie?” „Jakieś 170-200”. Jest sierpień 2015 r. Od paru tygodni spotykają się co wieczór, żeby we własnych kuchniach przygotowywać śniadania na następny dzień. „Czasy są złe, ale kiedy dajesz, co masz, i robisz, co możesz, wtedy zaczyna się prawdziwe dawanie” – mówi dziennikarce Maria.

ANGELOS TZORTZINIS

Nie miały tego wcale w planach, ale nie potrafią stać obojętnie. W parku Pedion Areos niedaleko pięknej siedziby Melissy koczuje parę tysięcy ludzi – Syryjczyków i Syryjek, Afgańczyków i Afganek – którzy chcą jechać dalej, do Niemiec. Wśród nich bardzo dużo dzieci.

Więc one: antropolożka, tancerka, która pracuje jako sprzątaczka, była partyzantka, która robi swetry na drutach, i dysydentka, która prowadzi przedszkole, zaczynają robić dla nich śniadania. Kawałek domowego ciasta albo kanapka, batonik musli, jabłko. Robią to z własnych środków i nieformalnych zrzutek. W piekarni sprzedawczyni dorzuca bochenek chleba, w spożywczym kroją im coraz grubszy kawałek sera.

„Dzielisz się nie dlatego, że masz dużo, ale dlatego, że wiesz, jak to jest nie mieć nic” – powtarza Debbie Valencia greckim mediom, które szybko podchwytują temat. Kobiety, które doświadczyły w którymś momencie życia czegoś podobnego, rozdają codziennie 250 śniadań uchodźczym dzieciom.

Potem gazety piszą też o plecakach. Plecaki są dla dzieci – na dalszą drogę. Nikt nie zostaje w Grecji, wszyscy jadą dalej.

Melissa wpada więc na pomysł, żeby dać maluchom coś użytecznego, ale też ładnego i własnego, co dodałoby im otuchy podczas ponurej wędrówki. W plecakach, które same szyją, są: pasta i szczoteczka do zębów, latarka, gwizdek, długopis, ołówek, kredki, ręcznie robiona zabawka, batoniki, herbatniki. I dziennik z pozdrowieniem po arabsku i w farsi oraz fragmentem z „Sindbada Żeglarza”.

– Click, powiedz, o co chodzi – prosi Nadina.

Click mówi, że wystarczy wpisać na YouTubie słowa „Flame” i „Zimbabwe”, żeby znaleźć film fabularny inspirowany jej życiem. Opowiada o dwóch dziewczynach, które w czasie wojny wyzwoleńczej wstępują do partyzantki. Jedną z nich jest ona. Urodziła się w Rodezji dwie dekady przed ogłoszeniem przez jej kraj niepodległości i zmianą nazwy na Zimbabwe. Były to burzliwe czasy, ojciec Click został zabity. Trafiła do szkoły prowadzonej przez holenderskich misjonarzy.

Kiedy wybuchła wojna, misjonarze wyjechali. Przed wyjazdem jeden z nauczycieli dał jej dziennik. „Notuj w nim wszystko, co ci się przydarza” – powiedział. – Partyzantka była ciężkim doświadczeniem. Pisanie pozwalało mi przetrwać. Pomyślałam, że oni też powinni mieć swoje dzienniki.

Setki plecaków z dziennikami ruszyły więc w drogę. Ale potem sytuacja się zmieniła. Europa zamknęła granice, dogadała się z Turcją. W Grecji zostało 60 tys. ludzi, od których przyjęcia wykręca się reszta Unii Europejskiej, w tym Polska. Do członkiń Melissy dotarło, że doraźna pomoc to za mało. Że one, kobiety, które same przeszły niejedno, muszą wyjść poza prostą narrację przetrwania i zrobić coś więcej. „Jeśli nie my, to kto?” – pyta Maria.
Sztama, nie litość

Za naszymi plecami kręcą się i podjadają winogrona dziewczyny w czarnych chustach. To Zahra, Sakineh i Fatima, uczestniczki Alefa, intensywnego kursu języka greckiego, który właśnie rusza. Biorą w nim udział dziewczyny i kobiety z rozmieszczonych wokół Aten obozów dla uchodźców. Niektóre bardzo młodziutkie, jak Zahra, Fatima i Sakineh, 15-latki z Afganistanu.

– Zahra, Fatima, chodźcie do nas! – woła Nadine. Trzeba je namawiać, bo trochę się wstydzą. Zahra – skośne oczy, czarny hidżab, nieśmiały chichot 15-latki – chce być inżynierką. Fatima – lekarką. Chociaż na razie mieszkają w namiocie na nieczynnym lotnisku, traktują Europę jako swoją szansę. W Afganistanie nie mogłyby liczyć na studia. Wspierają je rodzice. Mówią: „Najpierw się uczcie, potem wyjdziecie za mąż”. Na razie uczą się w Melissie języka greckiego.

Lekcje języka – pomyślane tak, żeby był jak najużyteczniejszy w nawigowaniu po mieście – to jednak tylko część kursu. Oprócz tego są zajęcia z psychodramy, joga, konsultacje psychologiczne, porady prawne. Cały program pomyślany został tak, żeby stworzyć bezpieczną przestrzeń, ułatwić moment przejścia, pomóc stanąć na nogi nowo przybyłym.

Powstał wtedy, kiedy założycielki Melissy coraz wyraźniej zaczęły sobie zdawać sprawę z tego, że pomoc humanitarna, choć bardzo potrzebna, czasem oznacza ubezwłasnowolnienie. A ich celem było przecież empowerment – upodmiotowienie. Kobieca sztama, globalne sisterhood – nie litość.

ANGELOS TZORTZINIS

– Dzisiejsze uchodźczynie to przecież nasze przyszłe sąsiadki. Chcemy, żeby od początku czuły się tu mile widziane – mówi Nadina. Tym bardziej że, jak podkreśla, dla wielu kobiet migracja jest doświadczeniem podwójnie trudnym. Choć to kobiety zwykle adaptują się szybciej do nowych warunków i z większą łatwością budują międzykulturowe mosty, doświadczają jednak dyskryminacji nie tylko ze względu na swoje pochodzenie, ale także płeć. Są mniej widoczne, a ich podstawowe potrzeby i prawa – niewidzialne.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: W gronie kobiet z Syrii, Czeczenii, Ukrainy, Polski, Konga i Rwandy realizujemy zamówienia kulinarne

Mówi o tym opublikowany na początku 2016 r. raport Amnesty International traktujący o sytuacji kobiet podczas kryzysu uchodźczego w Europie. Wiele kobiet i dziewczynek, z którymi rozmawiała AI, doświadczyło przemocy i molestowania na każdym etapie swojej wędrówki. Były zmuszane – przemocą lub szantażem – do uprawiania seksu z przemytnikami, ochroniarzami, innymi uchodźcami, a nawet europejskimi policjantami i strażnikami w zamian za „opiekę”, spokój albo umożliwienie dalszej podróży.

W obozach na Węgrzech, w Chorwacji i Grecji musiały dzielić sale lub namioty z mężczyznami, a czasem też korzystać z tych samych łazienek.

Niektóre przyznawały, że powstrzymywały się od jedzenia i picia, aby uniknąć chodzenia do toalety, w której nie czuły się bezpiecznie. Skarżyły się na ciągłe poczucie zagrożenia. Wiele z nich padło ofiarą wymuszonych małżeństw, handlu ludźmi, było zmuszanych do prostytucji.

Rim, 20-letnia Syryjka, mówiła AI: „Nigdy nie spałam w obozach. Za bardzo się bałam. Najbezpieczniejsza czułam się w ruchu, zwłaszcza w autobusach, w których mogłam po prostu zamknąć oczy i spać. W obozach byłyśmy narażone na dotykanie. Kobiety zwykle się jednak nie skarżyły, bo nie chciały, żeby zakłóciło to ich dalszą podróż”. „To hańba, żeby kobiety i dzieci, które uciekły z najbardziej niebezpiecznych miejsc na ziemi, musiały się też bać w Europie” – mówiła Tirana Hassan, dyrektorka AI do spraw reagowania kryzysowego.

Ale tutaj nie muszą się bać. Tu mają przestrzeń i komfort. Warsztaty, rozmowy, a nawet taniec. Były wątpliwości, czy to wypali. Taniec? A co ze stresem pourazowym, traumami? Jednak zanim się zorientowały, cała sala była pełna dziewczyn pogrążonych w szalonym tańcu, roześmianych, szczęśliwych. Może to wpływ tej przestrzeni? Kolorowych ptaków z papieru, bajecznych rzeźb albańskiej artystki, poetki, która na co dzień jest sprzątaczką. Wiersz po angielsku napisała też Zahra. Chyba odważy się go teraz przeczytać.

– Życie jest jak podróż pociągiem – zaczyna niepewnie. – Do pociągu wsiada wielu pasażerów. Wielu wysiada wcześniej niż my i na zawsze zostawia po sobie pustkę. Inni wysiadają po cichu, tak że nawet nie wiemy, że zwolnili miejsca. Największa tajemnica podróży jest taka, że nie wiemy, na której stacji wysiądziemy sami. Nie chcę przegapić swojej szansy – kończy Zahra. – Zanim wysiądę, chcę powiedzieć „dziękuję”.
Pozycja wojowniczki

Przy czerwonym stole zapada cisza, ale tylko na chwilę. Milczenie nie trwa tu zbyt długo. Raczej, jak przystało na prawdziwy południowy dom, mnożą się opowieści. Nadina opowiada o obchodach muzułmańskiego święta Id al-Fitr, które urządziły w zeszłym roku. Okazało się, że dwie dziewczyny z Afganistanu jadą dalej, bo ich rodzice zapłacili przemytnikom za przerzut na Zachód. I już nie było wiadomo: czy się cieszyć, czy razem popłakać.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Ta jałowa gleba pozwala im przetrwać, ale uprawianie jej to harówka

Adeola, wolontariuszka w Melissie, mówi o niewidzialności. Przyjechała do Grecji w bardzo młodym wieku, chodziła do greckiej szkoły i skończyła grecki uniwersytet.

Czuje się Greczynką, bo innej rzeczywistości praktycznie nie zna. Ale zaraz. Czarna Greczynka? To niemożliwe. Maria opowiada, jak usłyszała w pierwszej pracy, że nie może robić greckich deserów, bo jest czarna.

Mabel mówi, że rasizm jej aż tak nie szokuje, bo wyrastała przecież w RPA.

Żadna z historii nie jest jednak opowieścią o ofiarach. Maria znalazła pracę w luksusowej cukierni. Adeola zorganizowała kampanię, która doprowadziła do zmiany prawa i imigranci drugiego pokolenia mogą uzyskać obywatelstwo. W Melissie uczy uchodźczynie jogi, w której ważną asaną jest pozycja wojowniczki.

– Przyzwyczailiśmy się patrzeć na uchodźców, na migrantów jak na ofiary – mówi Debbie. – Zapominamy o ich potencjale, talentach. A wielu z nich to przecież ludzie, którzy tylko czekają, by wskoczyć w nowe życie, są zdeterminowani i pełni nadziei.

Debbi mówi też o planach organizacji na przyszłość: o otwarciu spółdzielni gastronomicznej, której członkinie mogłyby zarabiać na życie, o tym, że chcą zaadaptować pomieszczenia na dole na centrum dziennego pobytu dla matek z dziećmi.

Ale teraz musimy kończyć, bo zaraz zaczynają się zajęcia. Omaira, brytyjsko-pakistańska dziennikarka, prowadzi warsztaty medialne. Dziewczyny w chustach zajmują miejsca przy stole. Przed każdą leży zeszyt, najpiękniejszy, jaki tylko udało się znaleźć.

Z Facebooka będzie można się dowiedzieć, że na warsztatach powstawały listy do Europy. Było to po zamachu w Kabulu, w którym zginęło 80 osób. „Jesteśmy ludźmi, chcemy żyć. W moim kraju to niemożliwe. Proszę, zrozum nas” – napisała jedna z uczestniczek.



_________________
Ostatecznie wszystko, co żyje, ma w środku jakąś kiszkę.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group