Veg - Wegetarianizm / Weganizm Strona Główna Veg - Wegetarianizm / Weganizm
Forum dla Weg(etari)an

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Skąd ten tłuszcz? Dlaczego tyjemy?
Autor Wiadomość
frik??? 
Ostoja Wiedzy
skate or cry



Pomógł: 2 razy
Wiek: 36
Posty: 454
Skąd: wroclaw
Wysłany: 2004-12-08, 17:17   Skąd ten tłuszcz? Dlaczego tyjemy?

"SKĄD TEN TŁUSZCZ? DLACZEGO TYJEMY?"
AUTOR RED. MAGDALENA LEWANDOWSKA

Jesteśmy wyjątkiem w przyrodzie. Jako jedyny gatunek potrafimy się przekarmić i doprowadzić do groteskowego wyglądu. Czy widzieliście kiedyś otyłego zająca, sarnę albo wróbla?
No, może widzieliście otyłego psa lub kota... Jeśli tak, to warto pamiętać, że sam do takiego stanu się nie doprowadził – pomógł mu człowiek.


Dlaczego jemy za dużo?

Wyobraźmy sobie neandertalczyka. Przez cały dzień biegał po prerii z dzidą, żeby coś upolować. Tracił przy tym olbrzymie ilości energii. Czasami jednak musiał obejść się smakiem, gdy okazywało się, że w pogoni za obiadem sam stawał się nim dla lwa. Życie naszych przodków było więc ogromnie stresujące. Dzięki mądrości organizmu byli w stanie zmobilizować się do tak wielkiego wysiłku. Wyczerpywał o­n jednak wszystkie rezerwy energetyczne. Później należało jak najszybciej odrobić straty i przygotować się do następnej ucieczki lub walki.

Dziedziczymy po przodkach - mamy te same odruchy fizjologiczne, choć już dawno nie potrzebujemy ich w takim natężeniu. Dziedziczymy także reakcje na stres. W dzisiejszych czasach trudno jednak znaleźć przykłady stresu, z jakim zmagał się nasz przodek. Obiad zabieramy ze sklepowych półek i nie musimy uciekać przed lwem. Nie czeka nas także przeżycie w lepiance pięcioletniej zimy, na którą musimy przygotować zapasy. Jeśli coś nas zdenerwuje, chętnie sięgamy po przekąskę. Ale kalorie niestety nie spalą się od siedzenia przed telewizorem.

Strach czy przyjemność?

Choć byśmy byli wielkimi intelektualistami, nasza biologia okazuje się uproszczona i zwierzęca. Reakcja organizmu na silne zdarzenia pozytywne jest taka sama, jak na negatywne. Nie jesteśmy w stanie rozróżnić - na poziomie fizjologicznym - czy mocniejsze bicie serca, przyśpieszone krążenie i więcej adrenaliny to wynik zagrożenia czy szczęścia. Często więc, podekscytowani czymś przyjemnym, dokładamy sobie następną porcję tortu.
Nasze ciało szykuje nam jeszcze jedną pułapkę. Gdy jest nam źle lub mamy depresję, wystarczy czekolada i już czujemy się błogo. Większość z nas nie uświadamia sobie faktu, że nasz organizm produkuje różne związki chemiczne, które odpowiadają za dobry lub zły nastrój. Są to na przykład endorfiny, serotonina i melatonina – hormony dobrego samopoczucia. Okazuje się, że jeśli mamy ich za mało, możemy wspomóc ich produkcję, zjadając coś słodkiego. Skutki łatwo przewidzieć. Jeśli zbyt często leczymy smutki w ten sposób, nieuchronnie zmierzamy ku otyłości.

Amerykanie byli pierwsi

Jedzenie jest najbardziej archaicznym i najlepiej utrwalonym zachowaniem, jakie człowiek wykształcił w procesie ewolucji. Dzięki niemu nasz gatunek przetrwał. Kiedyś jednak warunkiem prawidłowego funkcjonowania była zdolność do magazynowania tłuszczu i spowalniania metabolizmu. Spalaliśmy bardzo dużo w czasie pracy fizycznej, a dostępność jedzenia była dużo mniejsza.
XX wiek przyniósł jednak gigantyczne zmiany w stylu życia. A nasze organizmy nie nadążają za nimi. Za spadkiem aktywności człowieka nie poszło wykształcenie nowych odruchów fizjologicznych.
Jak to wygląda w praktyce? Spójrzmy na największe ofiary tych zmian – Amerykanów. Na przełomie wieków XIX i XX mogli o­ni korzystać z 500 zdrowych, niczym nie modyfikowanych artykułów spożywczych. Pod koniec XX wieku mieli ich 50.000, ale w porównaniu z rokiem 1900 zużywają tyko jedną czwartą energii.

Wszystkiemu winne są geny?


Wielu naukowców mówi o genetycznych skłonnościach do tycia oraz o dziedziczeniu kształtu ciała. Marny więc trud tych, których rodzice są otyli. Nie chodzi jednak tylko o geny. To, że rodzice z nadwagą wychowują pulchne dziecko, jest wynikiem również tego, że je przekarmiają.
Nie można bowiem lekceważyć wpływu środowiska. Na poparcie tego w literaturze cytuje się taki przykład: Ten sam szczep Indian rozdzielono na dwie grupy i wysłano do dwóch różnych regionów. Jeden szczep musiał ciężej pracować i sam zdobywać pożywienie (zakładać uprawy itd.). Drugi pojechał do stanu, gdzie dobrobyt pozwalał im na wykonywanie prostych prac (stacje benzynowe, sklepy) i korzystać z przywileju kupowania w dobrze zaopatrzonych supermarketach. Oczywiście druga grupa utyła i nie ma wątpliwości co do tego, że styl życia miał na to główny wpływ. Zresztą, gdyby tak nie było, Chińczycy, którzy mieszkają w Stanach Zjednoczonych, nie przybieraliby na wadze właśnie ze względu na geny.

Dlaczego się odchudzamy?

Waga ciała jest w centrum uwagi 90% kobiet. Dlaczego? Najprostszym sposobem wpływania na swój wygląd jest właśnie jedzenie lub niejedzenie. A jak się okazuje, właśnie 90% kobiet jest niezadowolonych ze swojego ciała.
Tak niska samoocena (nie tylko w kwestii ciała) wynika z porównywania się z wyidealizowanym obrazem kreowanym przez media. Przekonanie, że należy się do tego obrazu dostosować i osiągnąć idealną sylwetkę, jest źródłem największych frustracji. Zjawisko to obejmuje praktycznie wszystkie grupy wiekowe kobiet - od okresu dojrzewania (12-13 lat) do przekwitania. Skutkuje to niemożnością obiektywnego ocenienia siebie. Większość kobiet twierdzi, że jest grubsza niż w rzeczywistości!

Obsesja idealnego ciała

Nadmierne zainteresowanie dietami i wyglądem warto rozważyć w szerszym kontekście.

Od tysiącleci wygląd kobiety był w niewoli nakazów mody.

W Chinach od dzieciństwa torturowano kobiece stopy, bo im mniejsza stopa, tym seksowniejsza. Efektem tego było cierpienie i deformacje fizyczne.
W Europie sznurowano piersi i zaciskano gorsety. Kobiety, podążając za wytycznymi mody, doprowadzały się do niewydolności oddechowej. Lata 60-te i 70-te przyniosły po raz pierwszy wyzwolenie ciała. Kobiety zaczęły pokazywać swoją fizyczność - najpierw kolana i pachy, potem całą nagość. Nowe media, takie jak telewizja, zaczęły tę nagość propagować. Wcześniej fałdy sukni i sznurówki gorsetu wyrównywały szanse kobiet. Dziś są o­ne nagie. Nie da się już nic zrobić – ciało może być przedmiotem krytyki lub pochwały. I musi dążyć do ideału. Nawet jeśli narzędziami miałyby być drakońskie diety, mordercze sesje na siłowni lub operacje plastyczne.
Dieta odchudzająca stała się częścią wizerunku kobiety. Jeśli któraś z pań nie musi się odchudzać, to nie powinna się do tego głośno przyznawać. Zaraz koleżanki wykryją u niej celullitis na udach i wyślą na siłownię lub polecą dobre kremy.

Największe tortury

Kobiety są żywicielkami rodziny. Nie chodzi tu o finansowe utrzymywanie, ale o bycie domowym logistykiem. Kobiety planują menu, kupują jedzenie i przyrządzają je. Najczęściej są to sycące potrawy, które muszą zadowolić męża i dzieci. Nie oszukujmy się... W przeciętnym domu kobieta nie serwuje codziennie grillowanej ryby na sałacie z odtłuszczonym jogurtem. Oznacza więc to, że zajmując się jedzeniem równocześnie musi go sobie odmawiać – jeśli chce, by jej ciało miało satysfakcjonujący wygląd. Z psychologicznego punktu widzenia jest to olbrzymi konflikt wewnętrzny, olbrzymi wysiłek.

Dlaczego odchudzanie nie działa?


Jedynie pięciu procentom osób, które przechodzą na dietę i podejmują aktywność fizyczną, udaje się zrzucić nadwagę i pozostać szczupłymi. Dlaczego?
Każdy, kto przechodzi na dietę, staje się ofiarą obsesji jedzenia. Cały czas myśli o tym, co mu wolno jeść, a czego nie. Trudno jednak cały czas o czymś myśleć i jednocześnie pozbawiać się tego. A dieta odbiera nam pewne pokarmy. W sensie psychicznym oznacza to ciągłe upominanie się, ciągłe myślenie: CIASTKA – NIE! LODY – NIE! PIZZA – NIE! FRYTKI - NIE!!!

Nasz mózg jednak nie stwarza obrazu słowa „nie”. Widzi ciastka, a słowa „nie” nie widzi. I tak zamiast braku jakiejś rzeczy, wyobrażamy sobie właśnie tę rzecz. A jeśli przez naszą głowę wciąż przewija się lista rzeczy, których powinniśmy unikać, prowadzi to do sytuacji odwrotnej. Jesteśmy bardziej skłonni zjeść coś tuczącego, niż gdybyśmy nie byli na diecie i ciągle o tym nie myśleli. Między innymi właśnie dlatego diety kończą się niepowodzeniem.
Dodatkowo będąc na diecie, szczególnie szybkiej i drastycznej, pozbawiamy organizm pewnych składników i pierwiastków pokarmowych. Gdy zaczyna nam brakować witamin, magnezu, potasu i innych mikroelementów, bez większego zastanowienia sięgamy po jedzenie bogate w te składniki. Dopiero po fakcie zaczynamy sobie uświadamiać, że zjedliśmy dwie tabliczki czekolady.
Dołóżmy do tego jeszcze ćwiczenia fizyczne. Powiedzmy, że nie czujemy w sobie siły, nie mamy tyle energii, żeby rozpocząć intensywny trening. Ale ktoś znajomy powiedział nam - lub może przeczytaliśmy w jakimś poradniku - że najszybciej zrzucimy kilogramy dzięki bieganiu. Nie cierpimy biegania, ale co tam – raz kozie śmierć.
I tak oto przegłodzeni, myśląc o zakazanych ciasteczkach, robimy rzecz, której nie cierpimy. Pocimy się przy tym okropnie i przeżywamy męki psychiczne – ale zmierzamy ku idealnej sylwetce. Czy coś takiego może mieć szanse powodzenia?

Przemysł odchudzający

Przemysł dietetyczny jest odpowiedzią przemysłu spożywczego na potrzeby rynku. W Stanach Zjednoczonych w roku 1990 wyceniono go na $33 biliony rocznie (badania Wolfa). W Polsce na razie widzimy na półkach Slim-Fast i odtłuszczone jogurty. W Anglii coraz trudniej znaleźć jogurt, który zawierałby jakikolwiek tłuszcz. Półki supermarketów uginają się od produktów linii dietetycznych, takich jak Weight Watchers czy Carb Option. Praktycznie każda duża firma produkująca żywność ma dział zajmujący się jedzeniem dla odchudzających się. Mamy więc tłuszcze o niskiej zawartości tłuszczu, słodycze bez cukru, zestawy obiadowe bez kalorii.
Aby mieć dochód z takiej działalności, utrwala się i wzmacnia społeczną potrzebę bycia szczupłym. Doprowadza to zbiorowej paranoi. Nikt już nie wie, którą dietę wybrać. Czy ograniczyć tłuszcz, węglowodany, białka, czy liczyć kalorie? Który system jest najskuteczniejszy? I co to znaczy „zdrowo się odżywiać”?

Produkty dietetyczne są reklamowane tak jak wszystkie inne. Celem jest ich wysoka sprzedaż i zysk dla producenta. Nikt nie wskazuje na fakt, że chemicznie uzyskiwane substytuty mogą poważnie zagrażać naszemu organizmowi. Ile możemy zjeść aspartamu (substancja słodząca) i margaryny (oliwy, której sztucznie nadaje się konsystencję masła) bez szkody dla zdrowia?

Gdzie więc leży tajemnica szczupłej sylwetki?

Wszystkie diety mają pewne wspólne założenia:

1. Istotne znaczenie ma ilość jedzenia. Amerykanie spożywają w większości przypadków porcje niemal dwukrotnie większe niż Francuzi. Bez względu na to, jaką dietę wybierzesz, nie istnieją produkty, którymi możesz bezkarnie się objadać (poza niektórymi warzywami).

2. Należy kupować świeże produkty i samemu przyrządzać z nich posiłki.

3. Zawsze należy unikać cukru, soli, białej mąki.

4. Powinno się unikać produktów odchudzających! Jeśli ktoś lubi mleko, niech pije tłuste lub półtłuste, niech je normalne jogurty.

5. Aby uniknąć niekontrolowanego obżarstwa, nie należy eliminować wszystkich tuczących produktów z jadłospisu. Jeśli ktoś uwielbia czekoladę, powinien od czasu do czasu zjeść kilka kawałków bez poczucia winy i martwienia się, że przerwał dietę. Jeśli już sobie na coś pozwalamy, należy się tym w pełni delektować.

Niepotrzebna walka

Kto odnosi sukcesy w zrzucaniu zbędnych kilogramów? Najczęściej są to kobiety, które zawsze były szczupłe i przytyły w jakichś niecodziennych okolicznościach, np. w czasie ciąży lub choroby. Łatwo pozbywają się tłuszczu, bo są przyzwyczajone do myślenia o sobie jako osobach szczupłych. Główna rolę odgrywa tutaj nastawienie psychiczne. Zresztą w każdym przypadku o­no właśnie decyduje o skuteczności naszego odchudzania.

Przejście na zdrową dietę nie powinno być budowane na nienawiści do siebie i walce ze sobą. Kluczem do sukcesu jest pełna akceptacja swojego ciała i wiara w to, że przy niewielkim wysiłku można zmienić je na lepsze. Jeśli mimo tuszy czujemy się osobami interesującymi i pięknymi, jesteśmy w stanie bez niepotrzebnych napięć zaplanować nowe menu. W takim przypadku nawet jeśli dieta nie pomoże, nie pogrąży nas w depresji. Jeśli natomiast ktoś myśli o sobie jako o kimś nieprzyjemnym i nieatrakcyjnym, a dieta to wyrzeczenie i walka ze swoją gnuśną naturą – nie może oczekiwać pozytywnych efektów.
Spójrzmy na to w ten sposób: Jeśli ktoś chce się nauczyć języka obcego albo skończyć kurs podnoszący kwalifikacje, nie zaczyna przecież od stwierdzenia, że jest głupi i robi to wszystko po to, żeby zwalczyć swoją głupotę. Przeciwnie - robi to, bo uważa się za mądrego. Wie też, że kursy sprawią, iż będzie jeszcze mądrzejszy. Cieszy się, bo robi coś pozytywnego dla siebie. Dzięki temu wzbudza motywację do dalszego działania. Podobnie jest z dietami. Jeśli motorem do przejścia na zdrową dietę jest chęć poprawienia zdrowia i wyglądu naszego ciała, które lubimy (!!!), to dużo łatwiej o sukces. Możliwość wyboru jedzenia ma być podarunkiem, jaki sobie robimy, a nie torturą dla ciała i ducha.

Sławni ludzie - sławne diety

Tak daleko, jak sięga cywilizowana rolnicza społeczność, istnieje problem obżarstwa. W starożytności dotykał o­n tylko ludzi bogatych. Wtedy jednak nie próbowano się odchudzać, ponieważ tłuszcz był synonimem bogactwa i władzy.

Diety odchudzające zaczęto stosować w Średniowieczu. Oto kilka ciekawych przykładów:
Wilhelm Zdobywca w 1087 roku zastosował dietę płynną. Polegała o­na na leżeniu w łóżku i piciu jedynie alkoholu (co tłumaczy leżenie w łóżku). Tego samego roku król zmarł.
Innym przykładem jest lord Byron - odniósł sukces w odchudzaniu, nasączając jedzenie octem (ponoć schudł z 97 do 65 kilogramów). Niestety źródła nie podają, czy zmarł bezpośrednio po tej kuracji, a więc czy możemy traktować tę metodę poważnie.
Prekursorem diety Atkinsa (i jej polskiej odmiany - diety dra Kwaśniewskiego) był pewien żyjący w XIX w. przedsiębiorca pogrzebowy – William Banting. Była to dieta wysokobiałkowa i składały się na nią głównie mięso, jajka na miękko i warzywa. Warto dodać, że dieta ta cieszyła się ogromną popularnością w Ameryce przez następne pół wieku.
_________________
mechaniczna pomarańcza
 
 
 
Jędruś 
Veg przez duże V



Pomógł: 35 razy
Posty: 1631
Skąd: Ziemia Ognista
Wysłany: 2004-12-08, 21:22   

Interesujący przeglądowy artykulik

Ja dodam:
Polecam ten artykuł o Normanie Walker’ze
1866-1984 (118lat) propagator diety surowej żywności.
Czytam właśnie jego książki

http://www.rawfood.com/walker.html

Pozdro.

Jędruś wegano-witarianin + B12
:piwo:
 
 
olya 
Pilny Veg


Posty: 32
Wysłany: 2005-01-23, 17:41   Re: Skąd ten tłuszcz? Dlaczego tyjemy?

Cytat:

...Wilhelm Zdobywca w 1087 roku zastosował dietę płynną. Polegała o­na na leżeniu w łóżku i piciu jedynie alkoholu (co tłumaczy leżenie w łóżku). Tego samego roku król zmarł...



ja nie moge, hehe.. :megapolew:
:shock: :D
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group